Reklama

Turecko-niemiecka wojna na słowa [KOMENTARZ]

21 sierpnia 2017, 18:36
Recep Tayyip Erdoğan
https://www.tccb.gov.tr

Kolejna odsłona niemiecko - tureckiego konfliktu. Tym razem dotyczy on zbliżających się wyborów parlamentarnych w Niemczech. Wykorzystując poparcie jakim cieszy się w tamtejszej diasporze, Recep Tayyip Erdoğan stosuje retorykę sugerującą, że może wpłynąć na jej preferencje wyborcze. Rozwój sporu może mieć przełożenie na współpracę Turcji w m.in. w ramach NATO. 

Przedwyborcza gra

Prezydent Erdoğan wezwał osoby pochodzące z Turcji do nieoddawania głosu na chadeków, socjaldemokratów oraz przedstawicieli partii "Zielonych" we wrześniowych wyborach do Bundestagu i nazwał polityków tych ugrupowań "wrogami Turcji". "Wesprzyjcie partie polityczne, które nie są wrogie Turcji" – powiedział prezydent dodając, że dla "jego obywateli" to "kwestia honoru". Z kolei w sobotę podczas wiecu swojej partii wezwał Turków mieszkających w Niemczech, aby "dali lekcję" głównym partiom politycznym, które określił jako "antytureckie".

W ostrym tonie o apelu tureckiego prezydenta wypowiedział się niemiecki minister spraw zagranicznych. Sigmar Gabriel w komentarzu dla gazety "Der Spiegel" nazywał opinie wygłoszone przez Erdoğana "złą grą" oraz "jednorazową ingerencją w suwerenność" Niemiec. Kanclerz Angela Merkel również odniosła się do sprawy, mówiąc, że osoby pochodzące z Turcji i posiadające obywatelstwo Niemiec mają wolne prawo wyborcze.

Jak zagłosuje diaspora?

Według rządowych statystyk w Niemczech żyje ok. 3 mln osób pochodzenia tureckiego, z czego do wyborów uprawnionych jest 1,3 mln. Według danych przedstawionych przez instytut badania opinii publicznej Data4U, osoby pochodzące z Turcji stanowią 20 proc. wszystkich migrantów przybywających do Niemiec i ta liczba cały czas wzrasta. Według przewidywań ośrodka w 2030 r. ma ona sięgnąć 2 mln potencjalnych wyborców.

Instytut zbadał preferencje polityczne mniejszości tureckiej. Zebrane dane wskazują, że w wyborach do Bundestagu w 2013 r. wzięło udział 70 proc. osób należących do diaspory, a 64 proc. z nich oddało głos na SPD, 12 proc. na "Zielonych" i tyle samo na "Lewicę". Chadecy cieszyli się poparciem jedynie 7 proc. wyborców.

Co ciekawe, jednocześnie w ostatnim referendum dotyczącym zmiany tureckiego ustroju na prezydencki 63,1 proc. Turków mieszkających na terenie Niemiec poparło zmiany proponowane przez Erdoğana. Badacze wskazują, że poparcie dla partii lewicowych może wiązać się z postrzeganiem tych partii jako przyjaznych imigrantom, a w przypadku „Zielonych” również przynależnością do partii osób wywodzących się z mniejszości, takich jak wiceszef ugrupowania Cem Özdemir.

„Wątpliwe, aby apele Erdoğana w znaczący sposób przełożyły się na wynik wyborów. Jest to jednak problematyczne dla funkcjonowania tureckiej diaspory w Niemczech i relacji między oboma krajami" - powiedział Karol Wasilewski z Polskiego Instytut Stosunków Międzynarodowych - "Turcy uderzają zazwyczaj tam, gdzie czują się silni. Erdoğan zapewne postrzega to tak, że skoro ma na terytorium Niemiec tylu wyborców, to ma też na nich wpływ i będzie to wykorzystywał”.

Uderzenie w niemieckich obywateli

Dodatkowym elementem przyczyniającym się do wzrostu napięć jest sprawa Dogana Akhanli, pisarza pochodzenia tureckiego, posiadającego obywatelstwo niemieckie. Akhanli został zatrzymany w hiszpańskiej Grenadzie na podstawie listu gończego Interpolu wystosowanego na wniosek tureckich władz. Pisarz został zatrzymany, a po spędzeniu 24 godzin w areszcie został wypuszczony na wolność - choć musi pozostać na terenie Hiszpanii i być w kontekście z policją. 

Zatrzymanie Akhanila ma związek ze sprawą rzekomego zablokowania dostępu Turcji do bazy danych Interpolu, po tym jak Ankara miała domagać się od agencji wpisania na listę ściganych 60 tys. osób oskarżanych o powiązania z Fetullahem Gullenem, który zdaniem władz miał stać za ubiegłoroczną próbą przeprowadzenia puczu w Turcji. Jak informował dziennik "Karar", miało to doprowadzić do zawieszania kraju w organizacji. Interpol zaprzecza jednak tym doniesieniom.

Wcześniej do tureckich aresztów trafili: aktywista na rzecz praw człowieka Peter Steudtner oraz dziennikarz gazety "Die Welt" Deniz Yücel. Według gazety "Hambutger Abandblat" od lipca 2016 r. tureckie władze zatrzymały 22 obywateli Niemiec, z czego 9 wciąż przebywa w areszcie.  

Po uwiezieniu Steudtnera niemieckie władze zapowiedziały zmianę polityki wobec Turcji. Na swojej stronie MSZ umieścił informację ostrzegającą niemieckich turystów przed podróżami do Turcji, a przedsiębiorców przed prowadzeniem interesów w tym kraju.

Duże słowa i co dalej?

Zarówno wypowiedzi tureckiego prezydenta, jak i kwestia zatrzymania Dogana Akhanila są koleją odsłoną napięć na linii Ankara - Berlin. Ich symbolem w ostatnich miesiącach stała się przeprowadzka żołnierzy Bundeswehry z tureckiej bazy Incirlik, gdzie uczestniczyli w misji przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. Wielomiesięczny spór zakończył się ostatecznie przeniesieniem sił Luftwaffe do Jordanii w związku z niewpuszczeniem na teren tureckiej bazy delegacji niemieckich parlamentarzystów.

Komentatorzy obawiają się też działań Turcji w kontekście zachowania spójności NATO. W praktyce mamy bowiem do czynienia z próbą ingerencji przez Ankarę w wewnętrzne sprawy jednego z najważniejszych państw Sojuszu (Republiki Federalnej). Biorąc pod uwagę, że decyzje w NATO są podejmowane jednomyślnie, nie wiadomo w jaki sposób Turcja zachowałaby się na przykład w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ze strony Rosji.

Czytaj więcej: Niemieckie Tornado opuszczają Turcję

Pogorszenie relacji na linii Ankara - Berlin wpływa także na współpracę Sojuszu oraz wypracowanie wspólnego stanowiska w takich obszarach jak choćby walka z ISIS oraz działania wobec Rosji. Jest to tym ważniejsze, że Turcja ogłosiła na początku lipca tego roku, że zamierza zakupić od Rosji system S-400. Latem ogłoszono także decyzję o współpracy Gazpromu z Ankarą w sprawie budowy rurociągu Turkish Stream, którym gaz ma dotrzeć do państw Europy Południowej i Południowo-Wschodniej.

Czytaj więcej: Konflikt Turcji z Zachodem. "Wprost w objęcia Rosji" [ANALIZA]

Ostatnia wypowiedź Erdoğana jest jednak pierwszym tego typu apelem wystosowanym do mniejszości tureckiej w Niemczech przed tegorocznymi wyborami do Bundestagu. Według Karola Wasilewskiego wypowiedź prezydenta może być przemyślanym krokiem, którego celem było pokazanie kanclerz Merkel wpływu, jaki ma na turecką diasporę w Niemczech. Jest to również sygnał dla jego tureckiego elektoratu, który ma pokazać, że Erdoğan nie boi się niemieckich gróźb. "Warto również zauważyć, że ostatnio polityka zagraniczna Turcji jest coraz bardziej podporządkowana prezydentowi – często stosuje on emocjonalną retorykę, która ma trafiać do tureckich wyborców, jednak niewiele wskazuje na to, aby dbał o to, jakie te działania mogą przynieść konsekwencje dla tureckiej dyplomacji" - mówi ekspert PISM, zwracając uwagę, że Alternatywa dla Niemiec oraz liberalna FDP, niewymienione przez prezydenta, również nie prezentują stanowiska przychylnego tureckiemu rządowi.

Czytaj także: Turcja: twarda gra mimo politycznego rozchwiania [WYWIAD] 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 12
Reklama
sylwester
wtorek, 22 sierpnia 2017, 10:50

lol ludzie słuchają i myślą że pani kanclerz istotnie walczy z napływem islamu a jest to zwyczajna zmowa z prezydentem Turcji mająca na celu zapewnienie jej zwycięstwa w zbliżających się wyborach , wiemy jakie jest nastawienie społeczeństwa względem uchodźców , tak samo było podczas ostatnich wyborów żenada , że ludzie jeszcze się na to dają nabrać szkoda słów

LUKE
wtorek, 22 sierpnia 2017, 05:59

Wojna idzie a Polska gola I wesola bez sprzetu zeby sie znowu obeonic.

b
środa, 23 sierpnia 2017, 14:01

Ergogan szuka problemow i sam je jeszcze stwarza, dla nas napiecia na linii Turcja - Niemcy, Holandia to akurat korzystna sytuacja. Recep jednak stapa po cienkiej linie, Niemcy zawsze wspierali Kurdow maja dobre uklady z Izraelem czy Jordania co wobec konfliktu w Syrii i Iraku moze dac podstawe polityczna pod stworzenie Kurdystanu jako niepodleglego panstwa a to oznacza koniec marzen o wielkim kalifacie tureckim.

Fun funów z USA
poniedziałek, 21 sierpnia 2017, 23:19

A to tylko "wojna na słowa" a nie ingerencja w wybory? Niemcy i cała UE oraz Stany Zjednoczone powinny natychmiast - albo jeszcze szybciej - uchwalić pakiet sankcji na Turcję za ingerencję w "proces wyborczy w Niemczech". Ah, zapomniałem Turcja to II armia NATO i ponadto jej położenie geograficzne jest strategiczne dla "sojuszu" więc sułtan Erdogan jest w zasadzie "nietykalny" - bez względu na to co zrobi i co powie. A dodając do tego fakt, ze mógłby w każdej chwili oddać hołd lenny Putinowi (czego próby już poczynił w Sankt Petersburgu) i zmienić "orientację" całe NATO będzie się do niego "łasić" a nawet "skomleć" byleby tylko w aktualnej sytuacji na Bliskim Wschodzie nie doszedł do wniosku, że bliżej mu do Moskwy i Teheranu niż Waszyngtonu i Londynu.

Kiks
wtorek, 22 sierpnia 2017, 15:54

Erdogan bez pieniędzy z UE długo by nie pociągnął. Jest od niej uzależniony. Nawet turystycznie.

tedd
wtorek, 22 sierpnia 2017, 09:59

Jest różnica miedzy apelem do rodaków a hakowaniem systemu wyborczego. A ponadto tak jak mówisz do sojusznika się podchodzi z większą cierpliwościa. Wykopanie kogo kolwiek z NATO słabo by wyglądało.

DSA
poniedziałek, 21 sierpnia 2017, 22:56

to są owoce migracji na masową skalę jaką Niemcy zafundowali sobie w latach 80. I teraz niestety są narażeni na taki wpływ ze strony Turcji. Ciekawostką jest tylko to że dzieje się to w sposób tak ostentacyjny bo o tym że poszczególne rządy wpływają na wybory w innych krajach nie trzeba przekonywać. Jest to także pewnego rodzaju przestroga dla nas - teraz mamy 1 mln imigrantów ekonomicznych z Ukrainy. Ale za jakiś czas może się okazać że wielu z nich (a dzieci z automatu) będzie obywatelami Polski. Ukraina ma wobec nas pretensje terytorialne i teraz nie jest to problem bo jest tam rząd jeśli nie przychylny to przynajmniej nie wrogi wobec nas. Ale nigdzie nie jest powiedziane że taki stan rzeczy będzie trwał wiecznie. I wtedy możemy doświadczyć tego co Niemcy teraz.

Romala
wtorek, 22 sierpnia 2017, 23:11

"teraz mamy 1 mln imigrantów ekonomicznych z Ukrainy. Ale za jakiś czas może się okazać że wielu z nich (a dzieci z automatu) będzie obywatelami Polski" A możesz wytłumaczyć niby jakim cudem skoro w polskim prawodawstwie obowiązuje reguła "prawa krwi" ?????? Dzieci NIE otrzymują obywatelstwa polskiego z tytułu urodzenia na terytorium Rzeczypospolitej.

eter
wtorek, 22 sierpnia 2017, 14:33

Ukraina nie ma pretensji terytorialnych w stosunku to terytorium RP. Serdecznie proszę o jakikolwiek albo źródło tych rewelacji. Pozostała część komentarza w zakresie rosnącej mniejszości bardzo trafiona. Pozdrawiam

ito
wtorek, 22 sierpnia 2017, 12:09

I co teraz? Mamy niewątpliwą, mocną ingerencję z zewnątrz w proces wyborczy w Niemczech- oparte na pomówieniach, teoriach i wątpliwościach podejrzenia wobec Rosji o ingerencję w proces wyborczy w USA doprowadziły do histerii i kryzysu amerykańskiej demokracji, który trwa (kto od czasu Wojny Secesyjnej widział żeby znaczna część establishmentu i obywateli kontestowała świętego pomazańca narodu, czyli prezydenta?)- więc pytanie: co teraz? Histeria demokratyczna w Niemczech? Z drugie strony- ile z tej tureckiej diaspory to Kurdowie? Test na siłę, jaki właśnie prowadzi Erdogan, może dać efekt dla niego dosyć nieprzyjemny.

Boczek
środa, 23 sierpnia 2017, 14:25

Pikantne jest, że zaapelował aby nie glosować na CDU i ...SPD - gdzie Turcy są tradycyjną klientelą wyborczą SPD. Zostają im Zieloni - prowadzący jeszcze ostrzejszy kurs w stosunku do Erdogana i ...AfD - czyli endecja zorientowana przeciw obcokrajowcom. Ten gościu stracił poczucie rzeczywistości. Następnym jego sukcesem będzie dopuszczenie i wspieranie przez Zachód stworzenia państwa Kurdyjskiego. Najpierw na terenie Syrii - a potem się zobaczy. Ot, tyle właśnie wygra. Ale pokrzykiwanie, pohukiwanie i wymachiwanie nad głową szabelka to waluta dobra jedynie na rynku wewnętrzny, przy słabo wykształconym politycznie społeczeństwie. Na zewnątrz jest bezwartościowa i z reguły traci się wszystko - patrz Polska bo analogia jest niezaprzeczalna.

Diabeł
wtorek, 22 sierpnia 2017, 18:42

Hi , nie jest tak , że Niemcy nic nie robią w związku z Turcją. Turcja jest izolowana w NATO . Niemcy od przynajmniej roku nie pozwalają na empory uzbrojenia do Turcji ( Bundestag odrzuca jakiekolwiek prośby przemysłu na export ) . Od paru tygodni jest ostrzeżenie przed wyjazdem do Turcji ( spadek lichzby turystów ) , obecnie jest na tapecie oficjalne ostrzeżenie przed zagrożeniem przed wyjazdem do Turcji ( to praktycznie oznacza koniec wyjazdu turystów z Niemiec do Turcji ) . Brane są również pod uwagę sprawy finansowe , wyjście z rozmów na temat Uni celnej , zamrożenie środków finansowych Erdogana i jego rodziny ) , wyjście inwestorów niemckich z Turcji . Przyszłość nie wyglada zbyt różowo dla Erdogana ( bez kasy , to raczej długo nie będzie unwladzy ) . Nie zapominajmy , że to Turcja jest ogromnie zależna od Niemiec , a nie odwrotnie . Ostanie zagrywki Erdogana , świadczą tylko o jednym - ma stracha i wie ze jest bezsilny . A te bajki o uchodźcach których niby ma pościć ... lol ... oczywiście , że może - tylko iż w tym momencie straci pare miliardów euro dotacji Uni - i on o tym dobrze wie . Dla niego uchodźcy to sposób na robienie kasy i nic więcej . Poprzez wysjscie Niemiec z baz w Turcji już stracił miliony euro. Dlatego teraz irracjonalne działania , tylko akurat troszkę przecenia wartość Turcji . Jeżeli Niemcy zamkną mu rynek europejski - jedyne co może zrobić to spróbować sprzedawc produkty do Rosji ( tylko ci akurat zawaleni są chińszczyzna ) wiec kto mu to kupi ? 90% exporu Turcji jest eu ( głównie Niemcy ) . Zostaną mi kozy na pastwiskach i wspomnienia ...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama