Turcja: Dalej od Waszyngtonu, bliżej do Moskwy

20 lipca 2016, 10:41
Putin i Erdogan
Fot. kremlin.ru

W wyniku nieudanego wojskowego zamachu stanu, po którym nastąpiła koncentracja władzy przez prezydenta Erdogana, Turcja poczyniła kolejny krok na drodze większej niezależności w ramach wspólnoty transatlantyckiej. Towarzyszące temu ochłodzenie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i UE, stwarza jednocześnie presję do poprawy stosunków z Rosją. Choć w interesie - kontestującej obecny porządek geopolityczny w Europie - Rosji jest wzmocnienie antyamerykańskiej postawy Turcji, to z powodu dużej dozy nieufności wśród rosyjskiej elity ale też negocjowania wspólnych, amerykańsko-rosyjskich działań wojskowych w Syrii - Moskwa przyjmuje zwrot w tureckiej polityce zagranicznej z pewnym dystansem.

Nadchodzące w ostatnich dniach informacje dotyczące relacji między Turcją a Stanami Zjednoczonymi były niepokojące i zapowiadają prawdopodobne napięcia o trudnej do oszacowania skali. I tak w czasie weekendu do opinii publicznej docierały doniesienia o odcięciu dostaw prądu do bazy sił powietrznych USA w Incirlik, zdecydowane domaganie się ekstradycji z USA Fethullah Gülen, a nawet oskarżenia rządu USA o współudział w puczu. Ze strony amerykańskiej usłyszeliśmy zaś stwierdzenia, że mająca miejsce koncentracja władzy przez prezydenta Erdogana może zagrażać członkostwu Turcji w NATO. Z kolei głęboką konsternację w Brukseli musiały wywołać zapowiedzi przywrócenia  w Turcji kary śmierci. Szybko zareagowały na to władze Niemiec, stwierdzając, że będzie to oznaczało "koniec negocjacji o wstąpieniu do UE".

Napięcia w relacjach Ankary z zachodnimi sojusznikami nie są bynajmniej czymś wyjątkowym, szczególnie w ostatnich latach. I tak w kontaktach z Waszyngtonem kością niezgody jest wsparcie administracji dla syryjskich Kurdów - walczących z bojownikami ISIS. Problemów nie brakuje także w relacjach z państwami UE, w tym przede wszystkim Niemcami. Wymienić tu można burzliwe negocjacje, firmowanego przez Angelę Merkel, porozumienia ws. zatrzymania napływu migrantów.

Jednocześnie fakt, że ustawa ta ostatecznie weszła w życie jest symptomatyczny dla relacji Zachodu i Turcji i pokazuje, że pod narastającymi sprzecznościami - dotyczącymi m.in. sfery wartości - znajduje się solidny fundament, na który składają się liczne wzajemne interesy. O ile więc mówienie o zrywaniu Turcji z Zachodem wydaje się nieuprawnione, to dążenie do zwiększenia niezależności (czy też odwołując się do polskiej debaty - "podmiotowości") jest oczywiste.

W tym kontekście należy postrzegać przyspieszenie turecko-rosyjskiego odmrożenia relacji, którego jesteśmy świadkami i w którym to strona turecka musi wykazać się inicjatywą. W przestrzeni publicznej zapoczątkował je list prezydenta Erdogana z przeprosinami za zestrzelenie rosyjskiego Su-24. Kolejnym krokiem na drodze normalizacji była niedzielna rozmowa telefoniczna obu liderów, w trakcie której ustalili, że jeszcze w sierpniu spotkają się osobiście. Przed rozmową w tureckich mediach pojawiły się też informacje, że jeden z pilotów, który zestrzelił rosyjski samolot, brał udział w próbie zamachu stanu. Kolejnym "prezentem" dla Moskwy są zaś dzisiejsze doniesienia o aresztowaniu obu pilotów tureckich sił lotniczych. 

Rosja pozostaje jednak dosyć zdystansowana wobec tych zabiegów ze strony tureckiego lidera. I tak na przykład, komentując dramatyczne wydarzenia w Stambule i Ankarze, premier Medwiediew, stwierdził, że obrazują one "mocne i głębokie podziały w tureckim społeczeństwie i siłach zbrojnych" oraz, że Rosja musi podjąć wszelkie działania w celu ochrony interesów swoich obywateli i firm w Turcji. Taką postawę częściowo tłumaczy zapewne utrzymujący się duży poziom nieufności, spowodowany niespodziewanym ciosem w prestiż Rosji, który prezydent Putin nazwał "ciosem w plecy". Według sondażu opinii publicznej dla gazety Kommiersant, aż 60 proc. Rosjan stwierdziło, że rząd nie powinien spieszyć się z normalizacją stosunków z Turcja a 39 proc. uznało decyzję o stopniowym znoszeniu sankcji za błąd.

Wydaje się jednak, że dodatkowym czynnikiem wpływającym na postawę Kremla, może być dążenie do wynegocjowania jak najlepszych warunków odbudowy relacji, w tym w szczególności w odniesieniu do konfliktu w Syrii. Nie należy bowiem zapominać, że praktycznie równolegle do wydarzeń w Turcji toczyły się rosyjsko-amerykańskie rozmowy na temat wojskowej współpracy przeciwko siłom ISIS i Al-Nusry w Syrii. Oprócz bezpośredniego celu rosyjskiej interwencji w tym kraju, czyli utrzymania u władzy obecnego reżimu, Kreml traktuje tamtejszy konflikt jako część szerszej rozgrywki ze Stanami Zjednoczonymi, której stawką jest m.in. udowodnienie, że korzyści ze współpracy z rosyjskimi władzami przewyższają kłopoty związane z ambicjami na obszarze b. ZSRR (a przynajmniej powinny być poważnie brane pod uwagę).

W tym kontekście, Turcja ze swoją własną agendą w Syrii - obejmującą zwalczanie Kurdów i ambiwalentny stosunek do ISIS - mogłaby zaszkodzić realizacji amerykańsko-rosyjskiego porozumienia. Dlatego to właśnie ewentualna korekta tureckiej polityki wobec Syrii zapewne znajduje się na szczycie rosyjskiej listy życzeń. Być może początkiem tego procesu była dzisiejsza rozmowa prezydenta Erdogana ze swoim irańskim odpowiednikiem, podczas której stwierdził, że Turcja "jest gotowa współpracować z Rosją i Ranem w celu przywrócenia pokoju i stabilności w regionie".

Andrzej Turkowski

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Reklama
zarro
środa, 20 lipca 2016, 15:57

Robi, się coraz bardziej ciekawie, bo alians Rosji, Turcji, Iranu i mamy tych co rozdają karty na Bliskim Wschodzie. To już godne trio dla Chin i Pakistanu. Robi się przeciwwaga dla USA i NATO, oczywiście plus Japonia. 2 niewiadome to zachowanie Niemiec, skuszone odgrywaniem większej roli w Europie? No i...zostają Indie.. ach ten drzemiący słoń...Mamy ciekawy wiek.

Kiks
środa, 20 lipca 2016, 19:12

Alians? O czym ty mówisz. Delikatnie mówiąc w Iranie nie pałają miłością do Turcji, na Rosję patrzą lekceważąco, Turcja nie pała miłością do Rosji, zresztą Rosja do nich też. Interesy zawsze mozna robić, przy okazji poklepać sie po plecach.

Pesymista
czwartek, 21 lipca 2016, 14:03

Armie w Turcji od lat 50-tych w 100% kontroluje USA. Kontrola tego obszaru jako kluczowego dla interesów USA na bliskim wschodzie niewątpliwie została wzmocniona po rozpoczęciu wojny w Syrii a później interwencji tam Rosji. Amerykanie na 100% mieli podsłuchane i rozszyfrowane wszelki rozmowy puczystów na etapie przygotowywania przewrotu (chyba, ze przyjmiemy założenie o kontaktach telepatycznych). Co z z tą wiedzą zrobili- nie wiadomo. Al Jazira i inne media arabskie informują, że służby specjalne Erdogana powiadomili na kilka godzi przed zamachem Rosjanie (na podstawie przechwyconych rozkazów do wysłania śmigłowców z desantem do hotelu w którym przebywał Erdogan a który szczęśliwie opuścił na chwilę przed atakiem). Jeśli to prawda to Ameryka ma poważny problem. My chyba też. Pamiętajmy, że dopiero co nasz min. obrony A. Maciarewicz był w Turcji i prowadził rozmowy m.in z generałami którzy teraz są puczystami. Następnie ekspresowo i nie wiadomo za bardzo po co wysłał tam nasz F16 + siły specjalne - przypadek? Sam zamach nastąpił w kilka dni po zakończeniu szczytu Nato - może ktoś zapalił armii tureckiej zielone światło? W samej Turcji bałagan, paraliż polityczny wyłapywanie zamachowców itd - i co robi Erdogan? Prosi Putina o spotkanie i chce przyjechać z oficjalną delegacją rządową już w połowie sierpnia (jak by nie miał pilniejszych zajęć u siebie) - przypadek? Może to ta sama ekipa co wymyśliła najpierw Irak, później Afganistan, Libję i Syrje oraz udany pucz w Egipcie? Tylko znów nie do końca wyszło tak jak miało ale Turcja to zupełnie inny kaliber niż wymienione kraje. Wariat z zapałkami dalej na wolności a my podajemy mu butelkę benzyny - ubaw po pachy ale w Moskwie.

Ernest Treywasz
piątek, 22 lipca 2016, 10:02

Potwierdza się zatem teza, która postawiłem w poniedziałek, że to ruscy uprzedzili Erdogana. http://www.defence24.pl/412199,stany-zjednoczone-wzywaja-turcje-do-unikania-niepotwierdzonych-oskarzen Nawet parę kilo trotylu będzie mogło rozsadzić wielką tamę, jeśli się wie gdzie je zdetonować. Tama może po tej operacji jakiś czas stać, z pozoru nic się nie zmieniło, ale ciśnienie działa i rozpoczął się już proces jej rozpadu... Jeszcze miesiąc temu Putin utopiłby Erdogana w łyżce wody. Teoretycznie, gdyby Rosja uznawała Turcję za swojego głównego przeciwnika na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza w Syrii, powinni raczej się do amerykańskiej akcji przyłączyć. Tymczasem podają rękę w krytycznej chwili swojemu głównemu wrogowi (przynajmniej w propagandzie). Robią coś, co zrobił Stalin w sierpniu 1939. Pokazuje to wyraźnie że to Erdogan ma być dziś rosyjskim "lodołamaczem". I chyba faktycznie nim jest, bo to, co stanowi główne spoiwo każdego sojuszu - w szczególności sojuszu wojskowego - czyli zaufanie, właśnie ulega gwałtownej erozji. Do tego mamy deklaracje Trumpa, które zaraz spotkają się z ostrą ripostą Clinton, co spowoduje że stosunek do NATO stanie się jednym z tematów wiodących kampanii w USA. Wówczas zwycięstwo Trumpa będzie miało katastrofalne skutki dla wiarygodności odstraszania NATO. Rosyjska "wstrzemięźliwość" w wykańczaniu Erdogana pokazuje wyraźnie że Kreml trzyma się konsekwentnie swojego master planu - rozbicia NATO, że jest w tej polityce cierpliwy i konsekwentny, a fakt dramatycznie pogarszającej się sytuacji gospodarczej w samej Rosji świadczy o determinacji Putina w osiągnięciu swoich celów. Kiedy Erdogan z jednej strony a Trump z drugiej doprowadzą wiarygodność NATO do stanu zupełnego rozkładu, wtedy Rosja uderzy. Przejdzie przez Ukrainę i w momencie osiągnięcia linii Sanu wykona pełnoskalową operację przeciw Polsce, połączoną z desantem na Pomorzu Zachodnim. Rosyjskie siły zamkną przygotowane do działania polskie jednostki na północnym wschodzie Polski w kleszczach, idąc z północy przez Kujawy a z południa przez Małopolskę i Świętokrzyskie, z docelowym punktem połączenia w Strykowie (właśnie położyliśmy im brakujący odcinek autostrady). Stamtąd dopiero ruszą w kierunku Warszawy, a ich jednostki z terenów Królewca i Białorusi, trwające dotąd na pozycjach obronnych, przekroczą granice Polski dopiero 5-7 dnia od początku operacji, po zajęciu Warszawy. Wszystko zacznie się od jakiegoś incydentu na terenie Polski (drugie "Gliwice"), lub Rosji (drugi "Wołgodońsk" 1999). Zachód Polski pozostanie przez tydzień-dwa wolny od okupacji rosyjskiej, jedynie ich lotnictwo będzie wykonywało naloty na rejony koncentracji dużych jednostek polskich. Będzie to czas intensywnych negocjacji rosyjsko-niemieckich, których przedmiotem będzie rozstrzygnięcie, KTO ma zająć te ziemie. Rosja czy Niemcy? Kiedy? Stawiam na listopad-grudzień.

yaro
czwartek, 21 lipca 2016, 23:29

dobrze piszesz, jeśli hipotetycznie jest tak, że Amerykanie chcieli zamieszać, a Rosjanie pomogli to będzie z tego niezły bigosik i plany Rosji rozkładania od wewnątrz NATO jak najbardziej są aktualne

TakJest
środa, 20 lipca 2016, 14:57

Prawdziwym zagrożeniem dla Polski nie jest Rosja, bo ona poza tępą propaganda i brutalną siła nie ma nic do zaoferowania, a gospodarczo będzie c oraz słabsza, aż do możliwości zapaści i rozpadu... Zresztą Rosjanie nigdy nam cywilizacyjnie ani gospodarczo nie zagrażali, a jeśli nas zdominowali to tylko w konfiguracje szeregu zjawisk równocześnie i nigdy samemu... Prawdziwym zagrożeniem dla nas są, były i będą Niemcy jako kraj jeszcze cywilizacyjnie i gospodarczo nas przewyższający i w Polsce, jak i całym naszym regionie Europy Środkowo- Wschodniej dominujący... Praktycznie gdzie się nie obejrzymy, w każdym kierunku(oprócz stricte samych Niemiec) zawsze w tle pojawia sie interes Niemiecki, który musimy uwzględniać i z którym musimy się liczyć... - I tak relacje z USA(np. bazy NATO)- stosunek do nich Niemiec; - relacje z Rosja(np. Nord Stream II)- stosunek Niemiec - relacje z Brukselą(np. w kontekście Brexitu)- stosunek Niemiec; - relacje z krajami środkowej Europy(V4+)- stosunek Niemiec silnie obecnych tu kapitałowo; - relacje z krajami Europy Wschodniej(kraje bałtyckie, Ukraina)- stosunek Niemiec jako najsilniejszego kraju UE; Jedynie w naszych relacjach z Chinami, Niemcy zachowują dziwny dystans i milczenie, ale bierze sie to chyba tylko stąd że: - Chiny są duże, jest to dla Niemiec największy importer ich produktów, produkowanych przecież w znacznej liczbie krajach V4; - wzrost potęgi Chin jest wszak zagrożeniem dla Waszyngtonu, ale jest też korzystny nie tylko gospodarczo dla Niemiec ,ale i politycznie bo gorset powojenny nałożony na nich przez USA po wojnie; - Niemcy, liczą że jako podmiot dominujący w Europie Środkowej(ponad 50% kapitału w tym regionie to kapitał niemiecki), nie tyko najbardziej zyska na chińskich inwestycjach w tym regionie, ale będzie mógł występować jako protektor i przedstawiciel, negocjujący w imieniu i ponad głowami krajów E Ś-W, warunki handlu z Chinami; Tak wiec nawet licząc na osłabienie czy rozpad Rosji, uprzywilejowanym podmiotem który będzie mógł zagospodaruje ten olbrzymi teren Euroazji, będą Niemcy, a nie Polska, a wtedy my nie tylko sie nie uzależnimy, ale popadniemy jeszcze w większą podległość wobec Niemiec; Także nasze konfliktowanie sie teraz z Rosją wcale nie pomaga naszemu rozwojowi ,wręcz przeciwnie- jeszcze bardziej wpycha Rosję w objęcia Niemiec, a nam zabiera pole manewru co zawsze kończyło sie dla Polski bardzo źle... To nie znaczy że nie mamy z Rosją rozbieżnych interesów- mamy... - Jest to i kwestia energetyczna, gdzie Rosji zależy na utrzymaniu monopolu na dostawy i zarządzania energią(wespół z Niemcami) w Europie, a zwłaszcza w E Ś- W(Nord Stream I, Nord Stream II)... - oraz kwestia dominacji Rosji w sferze postsowieckiej tzw. 'bliskiej zagranicy' która komplikuje i krępuje politycznie i gospodarczo nasze relacje nie tylko z Rosja ale i ze wszystkimi krajami byłego ZSRR, takie jak. korupcja, powolność i ociężałość decyzji i działań administracyjnych, nieprzewidywalność, mafijne struktury, duża rola służb, rzeczywista władza spoczywająca nie w oficjalnych instytucjach ale np. w rekach oligarchów etc... Więc rolą Polski i wszystkich patriotów, jest tak jak 100 lat temu pisał Dmowski, neutralizacja i rozbicie nie Rosji, która i tak jest słaba i sama nam nie zagraża, ale Niemiec... I to jest największe zadanie geopolitycznie dla polskich elit i temu celowi powinny być poporządkowane nasze działania... Turcja, Francja, WB, kraje V4+, Chiny, USA czy nawet Rosja- warto te kraje wykorzystać do osłabienia Niemiec...

tak tylko...
środa, 20 lipca 2016, 15:20

Banialuki. Według niektórych jesteśmy protektoratem Niemiec - efekt? Jeździmy niemieckimi samochodami, pracujemy w niemieckich fabrykach, jeździmy autostradami wybudowanymi za niemieckie pieniądze. Wiem, że to ruina, ale jakoś da się żyć. Patrzymy na Krym i Donbas - będące protektoratem Rosji. Mam opisywać jak się tam żyje? To tyle w kwestii tego, pod czyją okupacją żyć.

zgroza
sobota, 23 lipca 2016, 14:42

co za bzdety w tej cytacie :)))))))) dziecię we mgle :))))))))) albo mgła "wtedy Rosja uderzy. Przejdzie przez Ukrainę i w momencie osiągnięcia linii Sanu wykona pełnoskalową operację przeciw Polsce, połączoną z desantem na Pomorzu Zachodnim. Rosyjskie siły zamkną przygotowane do działania polskie jednostki na północnym wschodzie Polski w kleszczach, idąc z północy przez Kujawy a z południa przez Małopolskę i Świętokrzyskie,"

Ernest Treywasz
poniedziałek, 25 lipca 2016, 10:36

Rozumiem ze to bardzo przykre, że potencjalny agresor nie planuje swoich działań w optymalny dla nas sposób i atakuje z kierunków, na których akurat nie mamy żadnych sił. W dodatku prowadzi działania w sposób, który uniemożliwia stawienie skutecznego oporu, nawet symbolicznie, ale tak to już na wojnie bywa. Jeśli powinniśmy się przygotowywać do obrony, to raczej trzeba być gotowym na najgorszy dla nas wariant a nie najlepszy. Chyba że założymy że mamy przeciw sobie głupców, ale takie założenie dowodzi głupoty jedynie tego, kto je czyni. Jeśli agresor będzie miał inicjatywę strategiczną (a ma ja poniekąd "z definicji") to przeprowadzi swój plan w sposób najgorszy dla broniącego się, zakładający zwycięstwo za jak najniższą cenę. W scenariuszu który przedstawiłem nie trzeba nawet "de-eskalacyjnych" uderzeń jądrowych. Po tygodniu będzie pozamiatane. Jak rozumiem portal Defence.24 jest poświęcony zagadnieniom obronności i wyrażane tu opinie powinny mieć charakter merytoryczny. Myślę że zaprzyjaźniony z portalem zespół NCSS miałby sporo do powiedzenia na temat przedstawionego prze ze mnie scenariusza, w kontekście gier i symulacji strategicznych prowadzonych od co najmniej trzech lat, również z udziałem "towarzyszy amerykańskich". Przyznaję że desant na Pomorzu Zachodnim to mój własny, oryginalny pomysł, ale też przypuszczam że rosyjscy planiści, wychowani na Sun-Tzi tak właśnie to widzą. Oczywiście może być i tak, że wybory w USA wygra Hilary Clinton i zachwiany turecką woltą imperializm amerykański odzyska równowagę. Mam to jednak za mniej prawdopodobne. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że po zwycięstwie Trumpa w listopadzie, a jednocześnie przed przejęciem przez niego władzy w styczniu, Putin wykona gwałtowny ruch militarny. Być może będzie to tylko koncentracja wojsk. NATO nie zareaguje, bo prezydent-elekt będzie składał niejasne oświadczenia. W Waszyngtonie trwać będzie zaciekła walka buldogów pod dywanem a w tym czasie Putin będzie przystawiać nam pistolet do głowy, domagając się od USA usunięcia ich rakiet z Redzikowa. Jeśli Amerykanie się ugną, wtedy cała presja polityczna zostanie skierowana przeciw Polsce. Rosja będzie wówczas uprawiać taką politykę wobec Polski, jaką uprawiała w 2007 wobec Gruzji. Zatem ad rem, proszę...

T-RAPTOR
czwartek, 21 lipca 2016, 11:50

I kto jeszcze wierzy w jedność NATO i w jego zapewnienia? Komu wierzyć? Turcji? Niemcom? Francji? Włochom? Wszyscy to jawni lub ukryci stronnicy Moskwy. Tylko na państwa GW i USA oraz UK liczyć możemy a i to jest nie pewne. Czas działa na korzyść Rosji. Dlatego Dalsze F16, Bradleye, Patrioty, Vipery taka prawda panowie w wierze silni.

yaro
piątek, 22 lipca 2016, 17:37

UK liczyć ???? raz już liczyliśmy i nawet nie myśl, że następnym razem będzie inaczej. Zobacz jak traktują w tym kraju teraz Polaków, myślisz, że za tych Polaków poświęcą siebie ....... ZOSTAW TE ŻARTY NA SPOTKANIU GRILLOWYM PRZY ZUPCE CHMIELOWEJ !

tak tylko...
środa, 20 lipca 2016, 12:12

Obecne wydarzenia w Turcji potwierdzają tylko fakt, iż mamy do czynienia z rozpadem dotychczasowego ładu. Zapewne nie będzie to proces szybki i gwałtowny, tak jak się to dzieje wtedy gdy jest on wynikiem wojen, czy rewolucji (rozpad demoludów i ZSRR), a takich na horyzoncie obecnie raczej nie widać. Według mnie nawet Rosja, która najbardziej domaga się stworzenia i usankcjonowania nowego ładu, nie ma wystarczającej siły by do tego doprowadzić, w tej kwestii może wywierać jedynie presję, ale i tak wie, że stąpa po cienkim lodzie… Myślę, że ten stopniowy proces będzie trwał 10-20 lat, a jego wynik będzie zależny od potencjałów militarnych i stanów gospodarek Chin, USA, ale i mniejszych graczy, którzy skazani będą na tworzenie nowych bloków państw wiązanych wspólnymi interesami militarno-gospodarczymi (mam na myśli Europę). Zmiany mogą być bardzo drastyczne, potrafię sobie wyobrazić, że w ciągu tego okresu może dojść do zapaści w Rosji z wszelkimi tego groźnymi konsekwencjami. W to, że Rosja stanie się kwitnącą gospodarką nie wierzę, to jest mało prawdopodobne, ale to osobny temat. Wielką niewiadomą są uśpione Niemcy, ich gospodarka z pewnością prosperowała będzie dobrze, ale jak będą zachowywali się na arenie międzynarodowej? Gospodarczo na pewno będą dominować w regionie, ale będą za słabi by samemu sięgnąć po władzę, muszą szukać partnera lub partnerów, może V4, może Rosja? Pytanie, a gdzie nasze miejsce i jakie wytyczne? Myślę, że gospodarka i armia, to są priorytety. To ich potencjał będzie decydował o naszych losach w przyszłej układance. Za te 6-10 lat zapewne uda nam się doprowadzić armię do należytego stanu, bardziej martwiłbym się o gospodarkę i obecne „rozdawnictwo” które może skończyć się katastrofą. Według mnie decydującym dla naszych losów będzie w okresie najbliższych 20 lat relacja PKB Rosji do naszego PKB. Nasze wyzwania i zagrożenia leżą bowiem na wschodzie. Drugim niepewnym, ale wielce decydującym czynnikiem będzie sytuacja i stan gospodarki USA. Wszelkie poważniejsze „trzęsienia ziemi” w tym kraju spowodują niemal natychmiastowe pojawienie się rosyjskich czołgów na naszej granicy… Dlatego musimy rozwijać gospodarkę, modernizować armię i…czekać, trzymając kciuki za stabilizację w USA. Ja, dodatkowo trzymam kciuki za jak najniższą cenę baryłki ropy. Musimy znaleźć i wypracować dalekosiężną strategię dla Polski, myślę, że naszą przyszłość i bezpieczeństwo musimy wiązać z państwami w najbliższym regionie, sąsiadami. USA nie będą wiecznie gwarantem naszej niepodległości... Dziękuję za uwagę i pozdrawiam wszystkich czytelników troszczących się o Polskę , oraz tych którzy promują Rosję i rosyjski punkt widzenia.

Macorr
środa, 20 lipca 2016, 21:48

Scenariusz który kreślisz, wydaje się dość prawdopodobny. Czarny i mniej prawdopodobny, wręcz koszmarny (z tych gwałtownych o ktorych pisałeś) jest taki iż relacje Turecko-Zachodnie wskutek polityki Erdogana po puczu robią się tak złe iż dochodzi do porozumienia Rosja-Turcja. Taki swoisty Ribbentrop-Mołotow 2 daje wolną rękę Rosji w Europie Wschodniej, a Turcji na Bliskim Wschodzie (w 39 Niemcy zrzekły się na rzecz ZSRR np. Besarabii, którą wyjęli ze "swojej" Rumunii, więc nie jest prawdopodobne że Rosjanie oddadzą Turcji Syrię w zamian za "nieinteresowanie się" poczynaniom Rosji na Ukrainie). I tak chociaż (jak w oryginale z lat 39-42) strony ze względu na sprzeczne interesy szybko skoczą sobie do gardeł to w międzyczasie będą w stanie podpalić pół europy.....

Tigr
środa, 20 lipca 2016, 18:35

To prawda. Dotychczasowy ład nie wytrzymuje próby czasu. Żródło tego stanu rzeczy tkwi moim zdaniem głównie w zmianach socjalnych róznych społeczeństw zwiazanych z dostępem do środków finansowych, technicznych i informacyjnych na niespotykaną dotąd skalę. Żyjemy w wieku manipulowania ludzkimi nastrojami, dostępu do broni i srodków wybuchowych, komunikacji poprzez internet. Do tego dochodzą narastające różnice w bogactwie, nie tylko pomiedzy trzecim swiatem a krajami zachodu, ale również wewnątrz państw i spoleczenstw. W Europie rozgraniczenie bedzie sie przesuwać z "granicy na Bugu", ku podzialowi miedzy Europe defensywną i konserwatywną próbującą zachować własną strukturę (Wielka Brytania, Włochy, Francja, Hiszpania ) a Europę ofensywną, aktywnie przyjmującą udział w naturalnych zmianach. (Polska, Ukraina, Rumunia, państwa Bałtyckie). Najważniejszym pytaniem pozostaje w jakim kierunku pojdą Niemcy, ale wydaje się, że tendencja jest jasna. Niemcy rozumieją konieczność ewolucji i nie boją się zmian. W takim kontekscie można sobie wyobrazić sojusz polsko-niemiecki. Rola rosji jeszcze długo bedzie silnie destruktywna, ale Rosja faktycznie nie ma perspektyw wrócić na swoje pozycje. Politycznie, i ekonomicznie będzie słabnąć, a brak reform zagrozi prędzej czy pozniej jej jedności terytorialnej. Moim zdaniem powinniśmy sie wyzbyć uprzedzeń i próbowac stac sie forpocztą zmian, nie bac sie odpowiedzialności i raczej szukać sojuszników wśród tych z którymi naprawdę nam po drodze

bolo
środa, 20 lipca 2016, 13:32

Wobec utraty wpływów w Turcji, problemów z Rosją czy wzrostem asertywności Berlina wobec Ameryki Waszyngton nie ma innego wyjścia jak wzmocnienie Polski a nawet tzw. Międzymorza Z Polską i Rumunią na pierwszym planie. Wtedy Ameryka będzie miała przewagę negocjacyjną właściwie w każdym temacie w stosunku do Moskwy, Berlina i Ankary.

racjonalny
środa, 20 lipca 2016, 17:43

Można też powiedzieć: mniej dba o interesy USA a bardziej o własne. I Polska powinna się na tym wzorować: państwa nie mają wrogów ani przyjaciół tylko interesy. Interes swojego państwa należy stawiać wyżej niż interesy państw innych.

ja
środa, 20 lipca 2016, 20:18

- W interesie Polski jest sojusz z USA i obecność ich wojsk w Polsce - W interesie Rosji jest brak sojuszu Polski z USA i brak ich wojsk w Polsce Zrozumiałeś? To proste. Czyich interesów bronisz na tym forum?

Kiks
środa, 20 lipca 2016, 19:12

Dobrze to ująłeś. O własne. Bo na pewno nie Turcji.

dk.
środa, 20 lipca 2016, 16:18

Turcja i Rosja nie mają wielu pól wspólnych interesów i niemal zawsze rywalizują terytorialnie, obecnie i historycznie, praktycznie zawsze. Mówić można raczej o okresowym pakcie o redukcji ukrytej wzajemnej agresji.

yaro
piątek, 22 lipca 2016, 16:38

Turcja i Rosja nie mają wielu pól wspólnych interesów -------------------- Politycznych nie masz rację, ale gospodarcze mają i to wielkie.

Piotr34
środa, 20 lipca 2016, 22:05

DOKLADNIE.To tlyko chwilowe odprezenie-za rok znowu beda sobie skakac do oczu(co i dobrze dla nas).

dk.
środa, 20 lipca 2016, 16:18

Turcja i Rosja nie mają wielu pól wspólnych interesów i niemal zawsze rywalizują terytorialnie, obecnie i historycznie, praktycznie zawsze. Mówić można raczej o okresowym pakcie o redukcji ukrytej wzajemnej agresji.

Tweets Defence24