Reklama
Reklama

Wisła – światełko w tunelu czy widmo porażki? [OPINIA]

29 marca 2018, 14:56
Mapa1
W pierwszym etapie programu „Wisła” prawdopodobnie nie wyegzekwowano u Amerykanów zobowiązania w udzieleniu pomocy przy opracowaniu tańszych rakiet SkyCeptor. Fot. Raytheon

Podpisanie umowy na zakup pierwszych dwóch baterii przeciwlotniczych w ramach programu „Wisła” może być początkiem całego procesu odbudowy nowoczesnego systemu obrony powietrznej w Polsce. Przykład dwóch Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych Marynarki Wojennej pokazuje jednak, że w polskiej rzeczywistości wcale to nie jest takie pewne.

Popularna i powielana w mediach jest obecnie opinia, że zakup dwóch baterii rakiet przeciwlotniczych i przeciwrakietowych systemu Patriot w ramach programu „Wisła” jest sukcesem. Jest w tym bardzo dużo racji, ponieważ rzeczywiście od zakupu samolotów F-16 nie podpisano umowy tak ważnej i mogącej mieć tak wielki wpływ na możliwości całych, polskich Sił Zbrojnych.

Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy a „Wisła”

Omawiając sukces, jakim ma być podpisanie pierwszego kontraktu dotyczącego „Wisły” zapomina się jednak, że powodem do dumy nie powinno być samo wydanie pieniędzy, ale to, co się za nie uzyska. Umowa podpisana z Amerykanami powinna więc zostać oceniona skutkami osiągniętymi za kilka lat, a nie w momencie, gdy jej pełną treść zna tylko niewielka grupa specjalistów w Ministerstwie Obrony Narodowej i w Stanach Zjednoczonych. Poza tym gronem, nikt tak naprawdę nie może wiedzieć, co będzie dalej z programami „Wisła” i Narew” oraz na ile obecny kontrakt pociągnie za sobą kolejne działania. Wiadomo natomiast, że będą one o wiele kosztowniejsze niż te, na które teraz wydano niecałych pięć miliardów dolarów.

Już dzisiaj widać jednak, że nowa umowa nie jest „niestety” wieloletnim, międzyrządowym zobowiązaniem do współdziałania - z gwarancją ciągłego i określonego finansowania. Jej realizacja w kolejnych etapach może więc nie przebiegać tak, jak zobowiązuje się obecnie strona polska… i amerykańska. Wątpliwości, jakie pojawiają się u sceptyków w tej sprawie są całkowicie uzasadnione, o czym świadczy sposób wprowadzania do służby w Marynarce Wojennej Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych – jakkolwiek by było również najnowocześniejszych w swojej klasie systemów uzbrojenia na świecie.

To ważny przykład, ponieważ pokazuje, że w polskich Siłach Zbrojnych najczęściej nie myśli się systemowo, ale po prostu wybiórczo "odhacza" punkty z planu działań, ignorując fakt, że tylko zrealizowanie całego takiego planu pozwoliłoby na pełne wykorzystanie możliwości zakupionych przez nas systemów.

undefined
Wprowadzony do służby pięć lat temu Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy nadal może wykorzystywać jedynie jedną szóstą możliwości swoich pocisków przeciwokrętowych. Fot. M.Dura

Tymczasem po pięciu latach (pierwszy Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy wprowadzono do działań w czerwcu 2013 r.) okazuje się, że nie można nawet w jednej szóstej wykorzystać tego, na co Marynarka Wojenna wydała około dwa miliardy złotych. Nic też nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Oczywiście nie można w pełni ocenić obecnej sytuacji w odniesieniu do NDR-ów, ponieważ duża część informacji o nich jest niejawna, ale patrząc na sytuację z perspektywy, można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że po pięciu latach:

  • wykorzystywane w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym norweskie rakiety przeciwokrętowe NSM można odpalać jedynie w odniesieniu do celów znajdujących się w odległości około 30-40 km od brzegu, bo tylko taki zasięg w odniesieniu do celów nawodnych mają radary rozstawione na brzegu. Oznacza to, że mające zasięg około 220-240 km pociski NSM są wykorzystywane jedynie w jednej szóstej swoich możliwości zasięgowych;
  • nie wykonano żadnych konkretnych działań, by dla NDR-ów stworzyć własny system wskazywania celów dalekiego zasięgu uznając, że wskazanie celów powinno przyjść z nadrzędnego systemu dowodzenia. Jest w tym dużo racji, ale również zupełny brak konsekwencji, ponieważ po co w takim razie w składzie NDR są trójwspółrzędne radary wskazywania celów powietrznych i nawodnych TRS-15C? Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że po pięciu latach, nadrzędny system wskazywania celów dalekiego zasięgu nadal nie powstał;
  • nie włączono w sposób automatyczny do systemu obserwacji NDR-ów radarów mobilnych RM-100, których kilka jest na wyposażeniu Marynarki Wojennej - chociaż pod względem skrytości działań i łatwości w wyborze stanowiska są one lepsze od trójwspółrzędnych radarów wskazywania celów powietrznych i nawodnych TRS-15C wchodzących integralnie w skład baterii (a biorąc pod uwagę potrzeby rakiet przeciwokrętowych robią dokładnie to samo);
  • nie opracowano sposobu podłączania się NDR-ów pod rozpoznany obraz sytuacji nawodnej, jaki można by uzyskać łącząc i analizując zobrazowanie z różnych systemów obserwacji brzegowej istniejących na polskim wybrzeżu - stworzonych przez: Marynarkę Wojenną (sieć stałych i mobilnych punktów obserwacyjnych), Morski Oddział Straży Granicznej (Zintegrowany System radiolokacyjnego Nadzoru Polskich Obszarów Morskich) oraz Urzędy Morskie (System Wymiany Informacji i Bezpieczeństwa Żeglugi);
  • nie opracowano rzeczywistego planu potrzeb jeżeli chodzi o brzegowy system rakiet przeciwokrętowych. Zamiast więc myśleć „sieciocentrycznie” i po prostu dokupywać brakujące elementy tego systemu (np. potrzebną liczbę mobilnych wyrzutni rakiet MLV - Mobile Launch Vehicle) po prostu kupiono drugi Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy razem z kolejna partią: wozów dowodzenia bateriami BCV (Battery Command Vehicle), mobilnych centrów łączności MCC (Mobile Command Center) i radarów wskazywania celów MRV (Mobile Radar Vehicle). Tymczasem wystarczyłoby zapewnić łączność dodatkowych wyrzutni MLV z dowolnym wozem dowodzenia pierwszego NDR, by mogły one wykonywać zadanie;
  • nie wykorzystuje się pełnych możliwości radarów wskazywania celów MRV. W przypadku polskich NDR-ów są to trójwspółrzędne radary TRS-15C, które mogą wykrywać obiekty nawodne, ale z założenia były budowane przede wszystkim do obserwacji sytuacji powietrznej. Nie słychać jednak, by radary TRS-15C działały równolegle dla potrzeb Wojsk Radiotechnicznych i były np. przygotowywane do automatycznego przekazywania informacji o nadlatujących z kierunku morza celach powietrznych dla systemu obrony przeciwlotniczej (w tym np. o lecących rakietach manewrujących);
  • nie stworzono systemu uzupełniania bazy danych o sygnaturach termalnych jednostek nawodnych, które mogłyby być potencjalnymi celami dla rakiet NSM. Tymczasem NSM-y to pociski o stosunkowo niewielkich głowicach bojowych (około 100 kg), których niewielką wagę zrekompensowano celnością. Pocisk ten może bowiem uderzyć we wskazane, czułe miejsce danej jednostki pływającej korzystając z jej zapisanego wcześniej obrazu termicznego. Takie sygnatury termalne trzeba jednak wcześniej zdobyć i opracować, a tymczasem nowoczesne kamery termowizyjne, które mogłyby to zrobić są kupowane w Marynarce Wojennej sporadycznie (jak na razie na okręty rozpoznawcze i niszczyciele min typu Kormoran).

Oczywiście nie ma bezpośredniego związku pomiędzy wyrzutniami rakiet do zwalczania celów nawodnych a wyrzutniami rakiet do zwalczania celów powietrznych – ale jak się okazuje tylko pozornie. Sposób w jaki obecnie wykorzystuje się Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe i w jaki kupiono drugi NDR świadczy bowiem, że kupno nawet najlepszych na świecie systemów w polskich Siłach Zbrojnych wcale nie oznacza uzyskania zakładanych zdolności. A przecież w przypadku programu „Wisła” oczekiwanie są o wiele większe niż w odniesieniu do brzegowych wyrzutni rakiet przeciwokrętowych.

undefined
W pierwszym etapie programu „Wisła” prawdopodobnie nie wyegzekwowano u Amerykanów zobowiązania w udzieleniu pomocy przy opracowaniu tańszych rakiet SkyCeptor. Fot. Raytheon

Nie baterie a offset zadecydują o przyszłym, polskim bezpieczeństwie

Celebrując sukces, jakim niewątpliwie będzie wprowadzenie pierwszych dwóch baterii Patriot zapomina się często, że najważniejszym osiągnięciem obecnego kontraktu jest to, co ma nastąpić później, a w tym wcześniej zapowiadane, amerykańskie zobowiązania offsetowe. Samo wprowadzenie dwóch baterii „Wisła” praktycznie niczego nie zmieni patrząc na całościowe potrzeby Sił Zbrojnych RP, a jeszcze bardziej generalnie – całej Polski.

Polskie wojsko nie potrzebuje bowiem 200 rakiet przeciwlotniczych i czterech radarów, ale kilku tysięcy pocisków „ziemia-powietrze” oraz systemu, który pozwoliłby na ich optymalne użycie z wykorzystaniem własnego, zbudowanego u siebie systemu obserwacji i wskazywanie celów. I takie było też założenie programu „Wisła”. Tylko bowiem w ten sposób, dowodzący obroną będzie mógł w odpowiedni sposób planować optymalne rozmieszczenie i wykorzystanie środków ogniowych i obserwacji. W ten również sposób do komercyjnych dronów nie trzeba będzie strzelać z wykorzystaniem rakiet PAC-3 MSE.

undefined
Jak na razie nie ma jednoznacznego wymagania, by program „Narew” opierał się na systemie IBCS. Fot. M.Dura

Dlatego też wielu specjalistów wskazywało, że najważniejszymi elementami przygotowywanego kontraktu na zakup systemu Patriot nie był same baterie, ale:

  • pozyskanie i wprowadzenie w Siłach Zbrojnych RP sieciocentrycznego systemu zarządzania obroną powietrzną IBCS (produkowanego przez koncern Northrop Grumman);
  • uzyskanie w Polsce zdolności do budowania samodzielnie rakiet przeciwlotniczych;
  • pozyskanie nowoczesnych technologii (w tym opartych na azotku galu) do budowy w Polsce nowej generacji stacji radiolokacyjnych.

Zdawano sobie bowiem sprawę, że tylko zrealizowanie tych trzech celów pozwoli na zbudowanie w Polsce skutecznego systemu obrony powietrznej. W przeciwnym wypadku będzie to trzeba robić drogą kupowania kolejnych, samodzielnie działających baterii, co biorąc pod uwagę ogromne potrzeby (związane z wieloletnimi zaległościami w tej dziedzinie i bezpośrednim sąsiedztwem Rosji) oraz możliwości polskiego budżetu, jest po prostu niemożliwe.

Możliwości bojowe zakupionych baterii Patriot przy „najczarniejszym” scenariuszu

W ramach podpisanej 28 marca 2018 r. umowy Polska otrzyma za niecałych pięć miliardów dolarów dwie baterie przeciwlotnicze systemu Patriot, w skład których wejdą cztery jednostki ogniowe, zintegrowane z modułem zarządzania obroną powietrzną IBCS. Ilościowo oznacza to wprowadzenie do polskich Sił Zbrojnych m.in.: 16 wyrzutni rakietowych typu M903, 4 stacji radiolokacyjnych wykrywania i kierowania ogniem AN/MPQ-65, 208 bojowych rakiet przeciwlotniczych średniego zasięgu PAC-3 MSE (Missile Segment Enhancement), 11 pocisków testowych PAC-3 MSE, stacje dowodzenia i kierowania EOC (Engagement Operations Center) systemu IBCS (w różnych wariantach) oraz jednostki zintegrowanego systemu łączności nowej generacji IFCN (Integrated Fire Control Network).

Jest to duży sukces, ponieważ poza radarami Polska otrzymała wszystko to, co jest uznawane w Stanach Zjednoczonych za najlepsze i co przez wiele lat ma być podstawą działania dolnej warstwy amerykańskiej tarczy przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Wyzwanie jest więc duże, ponieważ teraz będzie można sprawdzić, co z tymi samymi środkami zrobią w przyszłości Amerykanie, a co zamierzają zrobić Polacy.

Zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz, przetestowany już przy zakupie Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych, Polska będzie w przyszłości wprowadzała kolejne, autonomicznie działające baterie przeciwlotnicze Patriot, które będą zawsze składały się z dwóch jednostek ogniowych, ośmiu wyrzutni rakietowych, dwóch radarów AN/MPQ-65 oraz kilku stacji dowodzenia i kierowania EOC systemu IBCS.

Zdolności uzyskane w ten sposób nie będą więc wynikały z możliwości całego systemu Sił Zbrojnych RP (efekt synergii), ale tylko z właściwości bojowych poszczególnych, działających najczęściej oddzielnie jednostek ogniowych zestawów Patriot. Najważniejszym ograniczeniem zakupionych baterii są i będą radary AN/MPQ-65 – o czym zresztą było wiadomo od dnia, gdy zadecydowano o wyborze dla Polski systemu Patriot. I w tej sprawie nic nie zmieniło zakupienie przez MON najnowszych rakiet PAC-3 MSE oraz perspektywicznego systemu kierowania i dowodzenia obroną powietrzną IBCS.

To bowiem z radarów AN/MPQ-65 będą szły wskazania celów dla poszczególnych wyrzutni i atakowane będą mogły być tylko te obiekty, które będą widziały te stacje radiolokacyjne. Ich podstawowym ograniczeniem jest sektorowość prowadzonej obserwacji (do maksymalnie 120°), mała mobilność oraz ich niewielka liczba. Pierwsza wada wpłynie na stosunkowo niewielki obszar, jaki będzie mogła zabezpieczyć jedna jednostka ogniowa – zresztą obszar prawie trzykrotnie mniejszy, jaki wynikałby z możliwości samych rakiet PAC-3 MSE. Mogą one bowiem atakować cele powietrzne w kącie 360° wokół wyrzutni.

undefined
Podstawową wadą systemu Patriot w obecnej konfiguracji jest sektorowy radar wskazywania celów. Fot. Raytheon

Patrząc jedynie na strefę, jaką zabezpieczają zakupione baterie i oceniając ich możliwości, należy na początku odpowiedzieć sobie na pytanie, czy MON-owi chodzi o obronę całego terytorium kraju, czy tylko o obronę najważniejszych aglomeracji (skupiających powyżej 500 000 mieszkańców) i posiadających jeden lub dwa obiekty strategiczne, szczególnie ważne dla bezpieczeństwa państwa.

Specjaliści wojskowi tworząc wymagania do programu „Wisła” w swoich kalkulacjach założyli, że w Polsce graniczącej z Rosją samodzielnie mogą działać tylko zestawy rakietowe posiadające zdolność zwalczania celów powietrznych dookólnie oraz że maksymalny promień rażenia celów na średnich i dużych wysokościach to około 70 km. Z takimi uwarunkowaniami (zgodnymi zresztą z możliwościami rakiet PAC-3 MSE) jedna jednostka ogniowa mogłaby bronić – osłaniać przed atakami z powietrza obszar o powierzchni około 15000 km2. Dla zabezpieczenia całego kraju potrzeba więc około dwudziestu dwóch zespołów bojowych, czyli jedenastu baterii rakiet systemu Patriot. Byłby to poziom optymalny z punktu widzenia potrzeb obronnych, ale nierealny ze względu na możliwości budżetowe.

Sytuacja będzie jeszcze mniej sprzyjająca, gdy wziąć pod uwagę zagrożenia pochodzące np. od rakiet balistycznych i celów niskolecących (np. rakiet manewrujących lub lotnictwa wsparcia wojsk lądowych). W tym wypadku zasięg jednej jednostki ogniowej spadnie do około 40 km, a powierzchnia chroniona zmniejszy się tylko do 5000 km2. Chcąc więc uchronić przed np. rakietami „Iskander-M” całe terytorium kraju potrzeba by było co najmniej sześćdziesiąt dwa zestawy ogniowe, czyli trzydzieści jeden baterii systemu Patriot.

Dlatego analitycy wojskowi na poważnie wzięli pod uwagę tylko drugi wariant obrony polskiego terytorium wyodrębniając na nim około jedenaście ważnych miejsc do chronienia - zaliczając do nich np. aglomerację szczecińską z istniejącym tam gazoportem, oraz Poznań z węzłem lotniskowym: Powidz, Mirosławiec, Krzesiny (gdzie stacjonują samoloty F-16). W tym przypadku, do ich obrony wystarczy mieć co najmniej 11 jednostek ogniowych, a więc 6 baterii. MON zamierza kupić w dwóch etapach osiem baterii, a więc liczbę zgodną z tym wariantem, z pewną rezerwą być może np. na osłonę mobilnych wojsk lądowych.

undefined
Polski radar Bystra mógłby być w przyszłości tym, co wskaże cele rakietom PAC-3MSE. Fot. M.Dura

Kalkulacje te nie są jednak prawidłowe w odniesieniu do systemu Patriot, który jest sektorowy i zabezpiecza wykrywanie celów jedynie w sektorze do maksymalnie 120°. By chronić jedną aglomerację potrzebne są więc aż 3 jednostki ogniowe, a do wszystkich jedenastu – aż 36 (18 baterii Patriot). Zestawy zakupione w pierwszym etapie pozwalają więc obronić dookólnie tylko Warszawę oraz np. lotnisko w Krzesinach, ale jedynie z kierunku wschodniego.

Dodatkowo konieczne jest uwzględnienie drugiej wady systemu Patriot, jaką jest mała mobilność stacji radiolokacyjnej AN/MPQ-65 - zasadniczo wpływająca na żywotność systemu, a więc zdolności do długotrwałego działania w warunkach operacyjnych. Należy bowiem pamiętać, że mało mobilne radary kierowania ogniem po włączeniu i rozpoczęciu namierzania celów nie mają szans, by po odpaleniu rakiet szybko uciec ze stanowiska bojowego i zająć inną pozycję. Tymczasem przeciwnik doskonale zdaje sobie sprawę, że do wyłączenia jednostki ogniowej baterii Patriot nie trzeba niszczyć czterech wyrzutni, a jedynie jeden radar kierowania ogniem  i na pewno będzie się to starał zrobić w pierwszej kolejności.

Z tą drugą wadą wiąże się również trzecia, czyli mała liczba radarów mogących współdziałać z systemem Patriot. Jeżeli więc zniszczy się lub zakłóci jeden radar AN/MPQ-65, to cztery wyrzutnie najnowocześniejszych rakiet przeciwlotniczych i przeciwrakietowych w swojej klasie będą praktycznie bezużyteczne. W tym przypadku nie zrobiono jednak nic, by temu zaradzić opracowując np. polskie radary zastępcze o odpowiednich właściwościach. O tym, że jest to możliwe może świadczyć wykorzystanie przez Amerykanów do strzelania rakiet PAC-3MSE danych z niewielkiego radaru Sentinel, używanego w systemie obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu.

W Polsce mogłaby to być np. odpowiednio przygotowana stacja radiolokacyjne Bystra, opracowywana przez spółkę PIT-Radwar, ale takiego zadania nie postawiono formułując obecne zobowiązania offsetowe w kontrakcie „Wisła”. To zamierzenie być może będzie realizowane w momencie uruchomienia drugiego etapu. Nigdy nie stwierdzono tego jednak z całą stanowczością.

IBCS - podstawą rozwoju polskich Sił Zbrojnych?

Pesymistyczny obraz autonomicznie i oddzielnie działających baterii Patriot wcale nie musi się sprawdzić. Wymaga to jednak konsekwencji i twardego wykonywania założonych celów w kolejnych etapach realizowania programu „Wisła” i „Narew”. Takie cele nie zostały jednak definitywnie wynegocjowane i podpisane, a więc mogą zostać zmienione lub nawet zarzucone.

Tymczasem mało kto zdaje sobie sprawę, jakim wielkim wyzwaniem dla polskich Sił Zbrojnych jest wprowadzenie tak nowoczesnego z założenia systemu jak IBCS. Można oczywiście zrobić to samo, co w przypadku NDR i po prostu dokupować kolejne, działające tak naprawdę autonomicznie, baterie przeciwlotnicze. Można też jednak myśleć kompleksowo i na bazie jednej sieci zbierania informacji stworzyć jednolity, zintegrowany system kierowania walką dla całych Sił Zbrojnych – coś, czego w Polsce nigdy nie udało się jeszcze zrobić.

A przecież wysunięte do przodu pancerne i zmechanizowane jednostki Wojsk Lądowych powinny wiedzieć, że w ich kierunku zbliżają się obce samoloty szturmowe lub śmigłowce bojowe. Do tego potrzebny jest system działający, w taki sam sposób jak IBCS – i to działający w obie strony. Wojska Lądowe nie powinny być bowiem jedynie odbiorcą informacji, ale również ich dawcą – mając np. do dyspozycji radary obserwacji pola walki, zdolne do wykrywania niskolecących statków powietrznych oraz rakiet manewrujących.

Tymczasem taka ogólnowojskowa integracja jest jak na razie jedynie pożądaną zdolnością, a nie najważniejszym celem, do zrealizowania, do którego powinno się bezwzględnie i nieodwracalnie dążyć. Z Ministerstwa Obrony Narodowej idą więc sygnały, że na drugim etapie programu „Wisła” przewiduje się zintegrowanie z IBCS wybranych sensorów (w tym radarów polskiej produkcji) i że tylko prawdopodobnie MON wykorzysta elementy IBCS w programie obrony powietrznej krótkiego zasięgu Narew, który ma być realizowany przez polski przemysł zbrojeniowy. Nie mówi się również o innych rodzajach Sił Zbrojnych, które także powinny być podłączone do „Wisły” – np. okrętów bojowych (korwet czy fregat) w przyszłości pozyskanych w ramach programu „Zwalczanie zagrożeń na morzu”.

Nie ma ani jednego wiążącego zobowiązania się Ministerstwa Obrony Narodowej, że IBCS będzie podstawą budowanego obecnie praktycznie od podstaw systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej w Polsce. Nie ma więc pewności, że wszystkie inne systemy tego rodzaju – w tym przede wszystkim pozyskiwane w ramach programu „Narew” będą musiały z założenia być przygotowywane do współpracy z IBCS.

Wiąże się to jednak z pewnym podporządkowaniem się stronie amerykańskiej, ponieważ IBCS to system budowany dla armii Stanów Zjednoczonych. Nie będzie więc można w Polsce żądać kompetencji do jego samodzielnego zmieniania, ponieważ poprawki i aktualizacje wprowadzone u nas oraz w USA wzajemnie by się wtedy wykluczały. Trzeba się więc z tym pogodzić, a na to prawdopodobnie nie pozwolą ambicje polskiego przemysłu.

Budowa rakiet przeciwlotniczych w Polsce – mrzonka, czy też bezwzględna konieczność?

Jeżeli chodzi o liczbę rakiet przeciwlotniczych, to skala potrzeb jest tutaj nieporównywalnie większa niż w przypadku NDR-ów. O ile bowiem dwa Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe posiadają około 100 rakiet przeciwokrętowych to w ramach programów „Wisła i „Narew” trzeba już wprowadzić kilka tysięcy pocisków „ziemia-powietrze”. Co więcej, zapas ten trzeba będzie systematycznie uzupełniać, ponieważ dla skutecznego realizowania szkolenia potrzebne są coroczne testy ogniowe, co biorąc pod uwagę liczbę jednostek przeciwlotniczych nie może polegać na wystrzeleniu dwóch rakiet na pięć lat (jak w przypadku NDR) lub ani jednej – jak w przypadku małych okrętów rakietowych typu Orkan i fregat typu Oliver Hazard Perry.

Trzeba pamiętać, że wszelkie zobowiązania offsetowe to nie jest dar strony amerykańskiej, ale coś co podniesie koszty programu „Wisła” i za co Polska będzie musiała dodatkowo zapłacić. Poszczególne zobowiązania powinny być więc tak dobrane, by w przyszłości się zwróciły i ten zwrot w przypadku rakiet byłby najbardziej odczuwalny. Chodzi tutaj bowiem o tysiące pocisków, które mogą kosztować nawet 6 milionów dolarów za sztukę (PAC-3 MSE).

Tymczasem zakładając, że chcemy zakupić docelowo 8 baterii Patriot musimy uwzględnić środki na zakup co najmniej 800 pocisków tego typu – jeżeli w międzyczasie nie opracujemy czegoś tańszego. Jeszcze większe potrzeby ilościowe będą w przypadku systemu „Narew”. Jeżeli zrealizowany zostanie plan zakupu 19 baterii krótkiego zasięgu, to będą one wykorzystywały od 114 do 152 pojazdów-wyrzutni (w zależności od przyjętej struktury baterii).

Uwzględniając konstrukcje współczesnych wyrzutni rakietowych krótkiego zasięgu, z których każda ma stanowiska startowe dla sześciu (norweski system NASAMS) do nawet dwudziestu rakiet (izraelski system Iron Dome), szacuje się, że do polskich Sił Zbrojnych trzeba będzie wprowadzić od 684 do 912 pocisków (w przypadku systemu NASAMS) lub nawet od 2280 do 3040 pocisków (w przypadku systemu Iron Dome).

Dodatkowo należy pamiętać o potrzebie ciągłego produkowania pocisków i elementów niezbędnych do ich późniejszej eksploatacji (np. związanej z koniecznością wymiany paliwa rakietowego i cyklicznego przeprowadzania faktycznych strzelań rakietowych). Może to oznaczać potrzebę corocznego wprowadzania nawet kilkudziesięciu nowych pocisków.

Jak na razie wszystko wskazuje na to, że trzeba je będzie kupować za granicą.

Polskie radary – omijany problem, a nie cel do jakiego powinno się dążyć

Od samego początku było wiadomo, że największe ograniczenia baterii Patriot wynikają z zastosowanych w nich sektorowych i mało mobilnych stacji radiolokacyjnych. Najprostszym rozwiązaniem byłaby po prostu wymiana tych radarów, ale w tej dziedzinie Amerykanie nie mają jak na razie gotowego rozwiązania. Dlatego uczciwie sprzedano Polsce to, co było dostępne – czyli „sektorowe” stacje radiolokacyjne AN/MPQ-65 – i to docelowo, bez możliwości ich bezpłatnego wymienienia na nowe, dookólne (gdyby takie pojawiły się w Stanach Zjednoczonych). Oczywiście w przyszłości będzie można je wymienić, ale trudno jest przypuszczać, że ktoś zdecyduje się wyzłomować stacje kupione za setki milionów złotych.

Będą więc one nadal służyły, a ich zastąpienie można zrealizować, ale dopiero po zakończeniu tzw. drugiego etapu - i to prawdopodobnie w ramach kupna a nie zbudowania na miejscu. Znamienne jest bowiem to, że w komunikatach o amerykańskich zobowiązaniach offsetowych nie ma żadnych informacji na temat technologii zwiększających możliwości polskiego przemysłu radiolokacyjnego i pozwalających na zbudowanie w Polsce własnego zamiennika radaru AN/MPQ-65. To, co powinno być jednym z najważniejszych celów kontraktu „Wisła” musiało ustąpić m.in.: zdolności produkcji i serwisowania 30-mm armat Bushmaster, czy np. produkcji i serwisowania samochodów (wyrzutni i pojazdów transportowo-załadowczych). Tymczasem jeden radar dla systemu Patriot kosztuje prawdopodobnie tyle, ile wszystkie samochody wchodzące w skład baterii.

undefined
Amerykanie wprowadzili już technologię azotku galu w swoich radarach, ale zobowiązania jej przekazania do Polski nie udało się na razie uzyskać. Fot. Raytheon

Teraz należałoby sobie uczciwie odpowiedzieć, na ile uzyskane w ten sposób zdolności pozwolą polskiemu przemysłowi na przekroczenie nieosiągalnych wcześniej barier technologicznych. Kiedy jednak spojrzy się na całość pakietu offsetowego, to widać że Polska na obecnym etapie uzyska jedynie zdolność do eksploatacji systemu Patriot i to też – w ograniczonym zakresie. W cytowanej często wypowiedzi dla Defence24.pl prezesa Polskiej Grupy Zbrojeniowej Jakuba Skiby wynika, że z punktu widzenia PGZ pierwszy etap Wisły to „czas budowy kompetencji” i przygotowania przemysłu do szerszego udziału w budowie polskiego zintegrowanego systemu obrony powietrznej. 

Sam fakt ulokowania w Polsce produkcji wybranych elementów pocisków PAC-3 MSE przez koncern Lockheed Martin byłby bowiem ważny, gdyby był on fragmentem programu uruchamiania w Polsce produkcji własnych rakiet przeciwlotniczych – programu, który byłby już zatwierdzony przez stronę amerykańską i z gwarancjami finansowania przez stronę polską. A tak skończy się prawdopodobnie na zapewnieniu pewnej liczby miejsc pracy bez szans uzyskania kompetencji - nie posiadanych obecnie przez polski przemysł.

Oczywiście Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że pozyskane w ramach umowy od koncernu Lockheed Martin zdolności pozwolą m.in. na budowę laboratorium dla badań pocisków rakietowych, ale najprawdopodobniej chodzi w tym zobowiązaniu o możliwość sprawdzania i testowania rakiet PAC-3 MSE, a nie o budowanie centrum badawczo-rozwojowego nowych, polskich pocisków przeciwlotniczych. Znamienny w tym wszystkim jest zupełny brak tego rodzaju zobowiązań offsetowych ze strony koncernu Raytheon. A to właśnie ten koncern informował o gotowości uruchomienia w Polsce produkcji własnego, niskokosztowego pocisku – oznaczonego jako SkyCeptor.

undefined
W pierwszym etapie programu „Wisła” prawdopodobnie nie wyegzekwowano u Amerykanów zobowiązania w udzieleniu pomocy przy opracowaniu tańszych rakiet SkyCeptor. Fot. Raytheon

Z punktu widzenia Polski korzystniejsze byłoby pozyskanie tych zdolności już w pierwszej fazie „Wisły”. Uruchomienie już teraz programu budowy własnych rakiet i radarów w oparciu o amerykańską pomoc spowodowałoby, że w momencie uruchomienia drugiego etapu „Wisły” oraz „Narwi” moglibyśmy chociaż częściowo skorzystać z własnych produktów. Co więcej, możliwa byłaby ich sprzedaż za granicą, ponieważ na świecie jest kilka innych państw korzystających z baterii Patriot z rakietami PAC-3 MSE.

O ile zdobycie zdolności do produkcji rakiet jest rzeczywiście procesem długotrwałym (w tej klasie pocisków starujemy praktycznie od zera), to w przypadku radarów działanie byłoby już o wiele szybsze. Przemysł radiolokacyjny zawsze był polską dumą, i nie bez powodu podpisanie umowy zorganizowano właśnie w spółce PIT-Radwar. Dlatego można ocenić, że z pomocą amerykańskich technologii bardzo szybko w polskiej ofercie znalazłyby się radary dookólne ze ścianowymi antenami aktywnymi AESA - zbudowanymi w oparciu o technologię azotku galu GaN.

Pomaga w tym fakt, że Polska zdecydowała się jak na razie jedynie na zakup rakiet PAC-3 MSE, które nie wymagają podświetlania celu przez specjalistyczny radar kierowania ogniem (tak ja w przypadku pocisków GEM-T). Naprowadzanie może się więc odbywać z wykorzystaniem dowolnej stacji radiolokacyjnej o odpowiednich parametrach. Ich produkcja w Polsce jest możliwa, ale bez pomocy technicznej będzie to proces kosztowny i długotrwały.

Drugi etap zadecyduje o sukcesie programu „Wisła”

Sceptycyzm, co do efektów programu „Wisła” wynika z faktu, że jak na razie, podczas jego realizacji, robi się dokładnie to, co od lat w całym programie modernizacji technicznej Sił Zbrojnych – przesuwa na później najkosztowniejsze i najtrudniejsze zadania, bez których to co już zrobiono, jest mało efektywne i wykorzystywane jedynie w części swoich możliwości.

Zamrożono więc na kolejne lata program budowy polskich rakiet przeciwlotniczych, odsunięto w czasie zmianę generacyjną w polskim przemyśle radiolokacyjnym i nie podjęto ostatecznej decyzji o wprowadzenia systemu IBCS szerzej niż w programie „Wisła” - chociażby w bateriach „Narew”. Tymczasem otrzymanie od amerykańskiego przemysłu zobowiązania do uruchomienia produkcji niskokosztowych pocisków w Polsce powinno być najważniejszym warunkiem podpisania kontraktu na system Patriot.

undefined
Uruchomienie licencyjnej produkcji rakiet przeciwpancernych Spike wcale nie zagwarantowało uzyskania zdolności do samodzielnego konstruowania ich polskich odpowiedników. Fot. M.Dura

Tym bardziej, że z tego typu problemami mieliśmy już do czynienia w Polsce i powinniśmy się czegoś z nich nauczyć. Takiego warunku nie postawiono np. wcześniej w przypadku zestawów przeciwpancernych Spike, których licencyjną produkcję uruchomiono w zakładach Mesko w Skarżysku Kamiennej. Ta produkcja nie dała jednak możliwości samodzielnego modernizowania i rozwijania tej klasy uzbrojenia, ponieważ z transferu wyłączono najbardziej wrażliwe technologie, m.in. dotyczące głowicy.

Dodatkowo nie zrobiono niczego, by licencjodawca pomógł w uzyskaniu tych zdolności, czego efektem jest do dzisiaj brak własnych, nowej generacji rakiet przeciwpancernych. Jak się okazało później, takiego zobowiązania już przy kolejnych umowach nie udało się uzyskać i trzeba konkretnie kupować rakiety Spike.

Optymiści uważają, że umowa na zakup dwóch baterii systemu Patriot to dobry znak na przyszłość. Sceptycy uparcie jednak zadają pytanie, co jest ważniejsze z punktu bezpieczeństwa państwa: budowa pojazdów wchodzących w skład jednostek ogniowych, czy przygotowanie technologii pod budowę wykorzystywanych przez nie rakiet i radarów. Jeżeli sobie uczciwie odpowiemy na to pytanie, to znajdziemy też odpowiedź, czy obecnie podpisana umowa jest rzeczywiście takim sukcesem, jak się oficjalnie twierdzi.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 111
Reklama
tbwawa
sobota, 14 kwietnia 2018, 22:50

Jestem za zakupem itd. ale z tego co widzę system był testowany na pustyni gdzie tzw. \"kąty zakrycia\" są zerowe .. u nas będzie ciężko znaleźć takie pozycje.. ale jak widzę nie pytano nikogo kto ma pojęcie o r/lok

dropik
środa, 4 kwietnia 2018, 09:25

Poprzednie kierownictwo MON palnowało wisłe jako : 1)pozyskanie i wprowadzenie w Siłach Zbrojnych RP sieciocentrycznego systemu zarządzania obroną powietrzną IBCS (produkowanego przez koncern Northrop Grumman); 2)uzyskanie w Polsce zdolności do budowania samodzielnie rakiet przeciwlotniczych; 3)pozyskanie nowoczesnych technologii (w tym opartych na azotku galu) do budowy w Polsce nowej generacji stacji radiolokacyjnych. A dostaniemy zapewne jedynie system uzbrojenia , skarbonkę do której będziemy dopłacać.

Nic nowego, tylko autor niczego nie dostrzega
wtorek, 3 kwietnia 2018, 16:15

Analiza powierzchowna, ale wnioski są wstrząsające. Nic nowego pod słońcem. Nie chodzi o modernizację i zdolności tylko o pozorowanie działań. Pozorowanie, tak to się dzieje od około 1993 r., czyli od Obiadu Drawskiego.

adi
wtorek, 3 kwietnia 2018, 12:17

Co za brednie nie zgodne z rzeczywistością a co do radarów i zakrzywienia cienia ziemi to każdy ma ten problem nie tylko my POLACY ziemia jest okrągła i radar nie morze ogarnąć w Lini prostej 200 km ze względu na krzywiznę ziemi co innego jest strzelanie w górę a reszty nie będę tłumaczył bo nie macie odpowiedniej wiedzy.

Marick
sobota, 31 marca 2018, 08:41

Dobra, wszelkiej maści znawcy, to powiedzcie mi ile Polska będzie chciała $ za ewentualne know-how do Borsuka?(jak powstanie) no pytam ile? Czy wy wiecie co to jest \"transfer technologii\"? Nikt, a przede wszystkim USA nie są chętne do sprzedaży nowoczesnych technologii w którą wpakowali kupę kasy i czasu by \"ktoś\" za byle $ dostał ją od tak. Czy wy tego nie potraficie zrozumieć ? I ciągłe ujadenie czego offset taki mały, i czego i czego... Czytać się tego nie da, Pomyślcie i postawcie się po drugiej stronie, to na pewno SAMI znajdziecie odpowiedz. Artykuł naprawdę rzeczowy, temat NDR dobrze opisany. Pozdrawiam

Polanski
sobota, 31 marca 2018, 19:51

Czasami dobrze jest dotować partnera, żeby samemu nie nadstawiać za niego głowy. Swojej i swoich żołnierzy. Dana technologia została opracowana i wykorzystana w naszych koncepcjach. Teraz leży i nic nie przynosi. Udostępnienie pozwoli zaoszczędzić na naszych wydatkach. Wg. mnie proste.

Marick
sobota, 31 marca 2018, 23:06

A wg. mnie sprzedając tylko jakieś mało ważne technologię jak malowanie czy klepanie kontenerów, zamyka kupującemu usta, bo \"COŚ\" dostaje a i tak jest uzależniony serwisem bardziej zaawansowanych technologi i latami musi serwisować u mnie lub przez \"moją\" firmę, mało tego z góry widzę że nie ma sensu przekazywać jakiejś zaawansowanej technologii, gdyż firma która chce ten transfer nie jest w stanie go przyjąć, a co dopiero kadra dla której jest to \"kosmos\" Patrzenie z drugiej strony nie boli. Borsuk był tylko przykładem(może nie do końca trafnym)Bez spiny! Pozdrawiam

Polanski
niedziela, 1 kwietnia 2018, 22:44

Taka sytuacja dotyczy partnerów którzy są zdani na naszą technologie i nie mają dla nas istotnego znaczenia geopolitycznego. Polska ma. Tylko czy ktoś się Amerykanów zapytał czy nas wspomogą technologią w zamian za udostępnienie naszego terytorium do rozprawy z moskalikami? A właściwie z Chinami za pośrednictwem Rosji? Nie, i o to chodzi. Nie wiemy tego i to jest problem. Po prostu Polacy nie są w stanie wyjść poza postawę wasalną a Amerykanom nie zależy żeby było inaczej.

K.
sobota, 31 marca 2018, 17:48

Pytanie co w tym Borsuku będzie polskiego ? Większość będzie z importu i to my będziemy potrzebować transferu technologii .

Polanski
piątek, 30 marca 2018, 23:06

Panie Maksymilianie jedna uwaga. Jeżeli ten IBCS nie został kupiony w celu połączenia wszystkich sensorów i całego systemu w jeden to po co to wszystko. Przecież sama \"Wisła\" nie potrzebuje takiego wsparcia. Może działać doskonale i bez IBCS. Nieprawdaż? Przecież obecnie Patriot działa doskonale w innych krajach. Czyż nie tak?

K.
sobota, 31 marca 2018, 17:54

IBCS powstał dla zapewnienia sieciocentrycznosci . Oni mają dużo różnego rodzaju sensorów i nie potrzebują tak jak my nowego radaru . Nie działa doskonale , to stary sektorowy system . Gdyby był taki idealny to nie pracowaliby razem nad MEADS .

prawieanonim
czwartek, 12 kwietnia 2018, 12:56

Amerykanie jako tacy nie pracują nad MEADS. Robi to jedna amerykańska firma czyli LM i robi to na zamówienie zagranicznego klienta czyli Niemiec i Włoch. USA wycofało się z tego projektu 10 lat temu. Efekt kocowy będzie taki że wszyscy będą szli śladem Polski w nowy system Patriot z IBCS (jak zresztą stwierdził sam Tarik M. Reyes z Northrop Grumman) a Niemcy zostaną sami z koszmarnie drogim customem MEADS no ale kto zabroni bogatemu. Niemcy mają kasę to mogą się bawić.

octopus
piątek, 30 marca 2018, 21:01

Dobrze gada. Wesołych Świąt.

Aaa
piątek, 30 marca 2018, 19:49

Nic lepszego nie ma na rynku. Właściwy wybór!

Kobra
poniedziałek, 2 kwietnia 2018, 23:08

tylko SAMP/T lub MEADS, bo Patriot to kupowanie zabytku, nieskiej mobilności, zawodności i niewiadomych

AK
piątek, 30 marca 2018, 19:38

Sceptycy byli, są i będą zawsze. Taki sceptyk, odnosząc się do Pańskiego artykułu, zapytałby z pewnością: \"po co płacić już teraz wielkie pieniądze za transfer technologii pocisku, który jeszcze nie został (i nie wiadomo czy zostanie) skonfigurowany z Patriotami\" ?

Extern
piątek, 30 marca 2018, 19:13

Znaczy się, kupiliśmy te dwie baterie po to by broniły amerykańskiej bazy w Redzikowie? Chyba tak to wygląda, co?

dropik
wtorek, 3 kwietnia 2018, 17:01

nie. nie wiem gdzie to wyczytałeś

koszer
piątek, 30 marca 2018, 18:56

W przypadku NDR warto wpsomniec czas w ktorym zakupiono te rakiety czyli czas gdy przyjaznilismy sie z Putinem wiec ich zasieg do granicy Polski z oblastia jest jak najbardziej wytlumaczalny, no bo jak razic teren przyjaciela

Kuba
niedziela, 1 kwietnia 2018, 15:41

O których zakupach mówisz - czyżby tych z 2014 r. gdy NDR zmieniono w MJR? Kto się wtedy przyjaźnił z Putinem? I co od 2,5 lat na to dobra zmiana?

Gieniu111
piątek, 30 marca 2018, 18:34

Az wstyd sie przyznać ze się jest Polakiem chaotyczne działanie ad hoc bez dlugofalowej analizy pod publikę. Dlaczego u nas nie jest tak jak w Szwecji kupili tylko wyrzutnie i rakiety bez ofsetu bo wiedzą że Amerykanie i tak nie dadzą im tego czego oczekują a zapłacić sobie karza za wszystko. Podobnie z dywizjon em nadbrzeżnym zamiast szepczacego radaru dwuwspolrzednego o zasięgu 50 km kupili radar przeciwlotniczy droższy i wykrywajacy cele ze względu na nisko podniesioną antene na maksymalnie 40 km. Gdzie drony samoloty obserwacyjne . na tych 40 km to okrety wroga rownie dobrze mozna ostrzelac z kraba za 0.001 ceny rakiety. I tak wszędzie na kazdym decyzyjnym stanowisku w kraju amator, arogant dzialajacy bez planu i zastanowienia

dropik
wtorek, 3 kwietnia 2018, 17:03

minister Macierewicz wstrzymał zakup ;)

Grenadier
piątek, 30 marca 2018, 18:24

Bardzo dobra analiza napisana bez zadęcia. Wygląda na to, że Program Wisła jest niedopracowany i nie przyniesie Polsce optymalnych korzyści operacyjnych i przemysłowych, a przez wiele lat będzie zabierał lwią część budżetu MON na modernizację armii.

pragmatyk
piątek, 30 marca 2018, 17:34

Od paru lat było wiadomo ,że Amerykanie niechętnie dzielą sie nowoczesnymi technologiami z ich użytkownikami ,tylko Izrael ma większe możliwości ,więc to co użyskano jest optymalne ,tak jak z F-16 ,jak sie handluje z Amerykanami ,to już wiemy. Nawet to co mamy ,jak nie potrafimy tego optymalnie wykorzystać ,zostanie zabawką do pokazywania róznym politykom i innym dygnitarzom aby poprawić ich samopoczucie. Problem ,który nadal jest nie rozwiązany tkwi w mentalności wyższych dowódców ,ktorzy muszą rozumieć warunki wspólczesnego pola walki ,a z tym jest ciężko ,,patrząc na to ,ze za PO nie było nawet porządnej komórki w MONie ,ktora by sygnalizowała problemy jakie przyniesie ewentualna modernizacja ,czy zakup nowego sprzetu ,nie było sprawdzonych zasad zakupu i wdrażania sprzętu ,a więc także szkolenia wyższych dowódców w celu optymalnego wykorzystania ,a także zmiany taktyki ,bo to niesie każda zmiana. Rosjanie robią to w ten sposób ,że zwiększyli intensywności i zlożoność ćwiczeń ,aby generałowie zaczęli się także uczyć ,zamiast siedzieć nad papierkami. moje życzenie świąteczne to aby wreszcie zaczęly działać elementy WRE i utrudniły trochę życie potencjalnegmu przeciwnikowi ,tego nie musimy kupować ,a tylko przekuć teorię w praktykę.

wqq
piątek, 30 marca 2018, 16:33

Bardzo dobry artykuł , rzeczowa analiza a wnioski wręcz porażające \"Zamrożono więc na kolejne lata program budowy polskich rakiet przeciwlotniczych, odsunięto w czasie zmianę generacyjną w polskim przemyśle radiolokacyjnym i nie podjęto ostatecznej decyzji o wprowadzenia systemu IBCS szerzej niż w programie „Wisła” - chociażby w bateriach „Narew”. Krótko mówiąc wycięliśmy kilka sektorów we własnym przemyśle zbrojeniowym na dodatek płacąc za to kilka miliardów złotych a uzyskaliśmy w ramach offsetu technologię spawania kontenerów i produkcji działka 30 mm. Wyjątkowo korzystny interes

RZESZOW
piątek, 30 marca 2018, 15:48

SZANOWNY - MAKSYMILIANIE DURA--Świetny artykuł - prosto, zwięźle i nie politycznie ..

Siedzik
piątek, 30 marca 2018, 19:00

Dokładnie! Wszystkie możliwości i realne zagrożenia wyłożone jak na tacy - oby jak najwięcej takich mądrych i spokojnych analiz!

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
piątek, 30 marca 2018, 15:41

POWTÓRZE jak wielokrotnie wspominałem.i w uzupełnieniu do świetnego artykułu.....na dzień dzisiejszy .konfigurujemy coś co ma wymiar symbolu ..a nie skutecznego \\\"systemu odpowiedzi\\\"...czemu.....Program Wisła w \"tym wymiarze\\\"..to tylko \\\"subtelny ruch polityczno- propagandowy” ..mający za zadanie.. dania masom-elektoratowi.. swoistej euforii coś jak \" fajewerek\" w sylwestra cieszy i nic poza tym w tej konfiguracji /ilości nie jest skutecznym \"systemem ocbrony przestrzeni kraju\"...czemu..- System Patriot PL gdzie efektorem do zwalczania pocisków balistycznych jest PAC-3 ( w dzisiejszym wydaniu i jaki mamy pozyskać), nie jest w stanie zwalczać rakiet o charakterystyce lotu płasko-torowych, takich jak np Iskander na wysokości przelotowej, zatem w zasadzie nadaje się tylko do obrony punktowej. Chcąc wiedzieć na jakim obszarze będzie efektywny, wystarczy skopiować kontur\\\"missile range\\\" na poligonie White Sands w Nowym Meksyku ( poligon rakietowy USA) i przenieść go na mapę Polski. wychodzi prostokąt 20 na 30 kilometrów - tyle jest w stanie bronić jedna bateria i na takim obszarze posiada udowodnioną skuteczność. Wszystko ponad to jest teoretyzowaniem .....pocisk PAC-3 w dzisiejszym wydaniu jest za wolny, żeby zniszczyć na kursie pościgowym rakietę npla o szybkości ok 7 Ma ( cały czas mówię tu o Iskanderach nie mylić ze SCUDami które apropo potrafiły przełamywać obronę Arabii Saudyjskiej..a Saudowie na \"bogato\" potrafili wystrzelić 5 pocisków na 1 Scuda by osiagnąć zestrzelenie ) a może to robić jedynie na kursie spotkaniowym pod warunkiem że dostanie bardzo szybko współrzędne z kilku systemów naprowadzania.. A to znowu .. czas analizy i przetwarzania dany współrzędnych lotu obcej rakiety/obiektu ogranicza szybkość reakcji systemu do obrony i szybkiej \"odpowiedzi\" ( system ICBS nie załatwi tego problemu) druga sprawa jego ułomnością jest zasięg pocisku .Jedynym sposobem na podniesienie możliwości systemu Patriot jest doposażenie go w pociski klasy Stunner ( optuje za nimi bo na dzień dzisiejszy są najtańszymi efektorami i bardzo skuteczne ) o szybkości i pułapie wystarczającym, aby zwalczać Iskandery na wysokości przelotowej... jest jeszcze jeden niuansik bliska lokalizacja systemów klasy Iskander zawęża szybkość reakcji systemu z kilku minut do około minuty/kilkudziesięciu sekund. system ICBS oraz radar dookólny AESA sprawy nie załatwi ) .. .. baterie PAC-3 jakie mamy pozyskać ....mogą obronić Warszawę, rejon Poznania z bazą w Krzesinach i np. elektrownię Bełchatów wraz z nieodległą bazą lotniczą w Łasku czy rejon przemysłowy wraz aglomeracją lokowany np w Gliwicach czy jak wspominał autor Szczecin z gazoportem tylko tyle. ..Do obrony Trójmiasta czy przyszłej elektrowni atomowej w Żarnowcu czy bazy w Redzikowie już nie posłużą, z uwagi na to, że są w zasięgu pocisków Toczka( apropo Warszawa przy inicjatywie npla jest w zasięgu pocisków Toczka) umożliwiających atak saturacyjny, przeciążający możliwości systemu Patriot ( którego jak państwu wiadomo pojedynczy pocisk kosztuje kilka milionów dolarów) Tam potrzebne są ( zresztą wszędzie gdzie występuje infrastruktura krytyczna ,specjalna ,potężne aglomeracje ) odpowiedniki Iron Dome czy SkyCeptor. z tanimi pociskami, umożliwiającymi ich użycie w dużej ilości. Poza tym nawet najlepszy system przeciwrakietowy to zaledwie połowa obrony. Nie mniej realnym zagrożeniem są pociski/obiekty manewrujące, przeciw którym najlepszą obroną jest ich wczesne wykrywanie na tle ziemi. Potrzebne są zatem samoloty AEW&C z radarem SAR, lub wersja uboższa na początek zbudować system dronów/ balonów-sterowców z aparaturą wykrywania -rozpoznania i zobrazowania sytuacyjnego przestrzeni ( należałoby reaktywować program płomykówka i rybitwa ) oraz jak wspomina autor synchronizowane w oparciu o system IBCS wysoko mobilne systemy obrony punktowej, w rodzaju zarzuconej Loary...W związku z totalnym marazmem finansowym /decyzyjnym ...... proponowałbym na początek rewitalizacja i modyfikacja ,produkcje... to co się ma jak systemów plot Biała..i współpracujących z nimi systemów Poprad a z artylerii lufowej reaktywować armaty S-60 kalibru 57 milimetrów zmodyfikowanych do współczesnego pola walki ..jeśli chodzi na teraz potem widzę reaktywacje zarzuconego projektu pocisku PK-6 - dla systemów POPRAD i OSA i projektu 35-milimetrowego działa plot „San” razem to spięte i synchronizowane systemami Patriot w następnych latach iść dalej i zainteresować się zakupem amerykańskim system antybalistycznym THAAD...w ilości jednej/dwóch baterii...będącym \\\"ostatnią modlitwą...i dopiero to wszystko razem zsynchronizowane da nam system obrony...dający możliwość złagodzenia uderzeń skutków rakietowych i lotnictwa potencjalnego przeciwnika .....na dzień dzisiejszy WP ...w każdych aspektach i strukturach lądowych morskich czy powietrznych ...jest li tylko symbolem...bez siły sprawczej i skutecznych środków odpowiedzi....

Armymen
piątek, 30 marca 2018, 21:31

W zupełności się zgadzam , już dawno wszystkim tłumaczę że Iskandery można zwalczać tylko z przedniej półsfery , w ostateczności można uzyć do tego myśliwce , ale czy nasze efki , dadzą radę ze wszystkim , to już osobna sprawa , mamy garstkę ślepych samolotów , trochę maszyn muzealnych , brak marynarki wojennej , wojska lądowe praktycznie bez \"pięści\" pancernej , ślepe dywizjony rakietowe (Nadbrzeżne) i dobry humor , tylko humorem nie da się wygrać ! Zresztą obietnicami też nie , no i możemy zmienić jeszcze kilka razy ministra , bo ktoś ma \"focha\"

Polanski
sobota, 31 marca 2018, 19:58

A skąd mają nadlecieć te Iskandery? Z Berlina? Przecież to jest pocisk balistyczny, co prawda płaskotorowy ze zdolnością do wykonywania uników, a nie pocisk manewrujący o zasięgu tysięcy kilometrów który rzeczywiście może nadlecieć z każdej strony.

sukcesor
piątek, 30 marca 2018, 14:21

Mieszkając rzut kamieniem od 31 Bazy Lotnictwa po podpisaniu umowy na Patrioty bezpieczniejszym się nie czuję. Nadal przewiduję w wypadku ewentualnego konfliktu konieczność co najmniej wymiany oszklenia w oknach, chyba że by tak taktyczna głowica, to już bym szyb wymieniać nie musiał... Na poważnie to każda duża aglomeracja, plus rejony zgrupowań i obiekty strategiczne... no cóż 2 baterie nie wystarczą, ale będzie IBCS... zawsze pozostaje droga Chińsko- Irańska, ale kopiować też trzeba umieć... Jak optowałem za priorytetowym podejściem do \"Narwi\" tak swoje stanowisko podtrzymuję nadal... ale w mediach krzyczą sukces, więc w duchu narodowej dumy za decydentami też chciałbym krzyknąć sukces! ;D

qwe
piątek, 30 marca 2018, 13:42

Bardzo ciekawy artykuł

AndyP
piątek, 30 marca 2018, 13:17

Zawsze się zastanawiałem po co kupiono drugi NDR. Wyglądało to tak jakby nie wiadomo było co zrobić z pieniędzmi które miały być wydane na MW. A przecież wystarczyło zakupić odpowiednią ilość rakiet, zbudować 100-200 kontenerów (to chyba potrafimy) o jednakowych parametrach. Uzbroić 10-15% z nich i w razie potrzeby rozstawiać na granicy z Rosją lub brzegiem Bałtyku. Podłączyć wszystkie do sieci i niech się przeciwnik zastanawia które trzeba zniszczyć. Pieniądze wydano by w dużej części w Polsce - na kontenery i stacje naprowadzające. Ale po co myśleć...

cooky
piątek, 30 marca 2018, 21:21

nie pierwszy raz nie wiadomo co z nimi zrobić, w zeszłym roku kupili \"niezbędne\" holowniki, niszczyciele min i okret ratowniczy to tym roku kupią okret szpitalny bo trzeba przeciez gdzies tych uratowanych trzymać....

Kos
piątek, 30 marca 2018, 13:13

A teraz wyobraźmy sobie reakcję opozycji i Pana komandora gdyby rząd zagrał va banque i zamiast Wisły najpierw zawarł umowę na Narew, np. z Brytyjczykami. Ile byłoby utyskiwania, że jesteśmy bezbronni na najwyższym piętrze obrony, że straciliśmy amerykańskiego sojusznika, że to wszystko przez ustawę o IPN, że kolejność nie taka itd. itd. Jak się chce przywalić to kij się zawsze znajdzie.

LOL
sobota, 31 marca 2018, 02:32

Przecież wszyscy są świadomi, że realizowanie \"Narwi\" przed \"Wisłą\" było by najlepszym co mogliśmy zrobić...

Bolo
piątek, 30 marca 2018, 18:46

Trafne!

kim1
piątek, 30 marca 2018, 12:42

Dlaczego do komercyjnych dronów nie można strzelać z rakiet PAC-3MSE? Jak nie będzie innej możliwości to pozostaje tylko takie rozwiązanie. Przecież czymś trzeba te drony zestrzeliwać. Wojsko ma do nich z beryli strzelać?

nsm
piątek, 30 marca 2018, 19:26

,,do wojny potrzeba trzech rzeczy pieniędzy,pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy\" relacja koszt-efekt chodzi o to żeby mięć tanie efektory na tanie drony jeśli dron kieruje ostrzałem /dostarcza informacje oczywiście, zbraku laku mozna i MSE ale długo tak wojny nie poprowadzisz PAC-3 MSE kosztuje od 6 mln $ w góre

kj1981
piątek, 30 marca 2018, 17:15

Dlatego że jeśli chcesz prowadzić jakąkolwiek wojnę, to potrzebujesz pieniędzy. Bez tego ani rusz. A teraz szybka kalkulacja: jeden PAC-3 MSE kosztuje ok. 20 mln zł, a mały cywilny dron? Szybko byś przegrał wojnę, bo by Ci się kasa skończyła.

kim1
sobota, 31 marca 2018, 19:04

O pieniądzach wiem. Tylko Polska jako kraj rozwinięty jest chyba bogatsza niż np. Somalia, Talibowie w Afganistanie, Assad w Syrii czy państwo islamskie, które, potrafiły prowadzić wojnę bardzo długo. Poza tym nie mamy jakichś rezerw w złocie na czarną godzinę?

kj1981
środa, 4 kwietnia 2018, 12:06

Tak, masz rację, Polska - wbrew temu, co dość powszechnie sądzimy - jest jednym z najbogatszych krajów świata. Ale jednak naszym potencjalnym przeciwnikiem nie jest Somalia ani Talibowie, ale Rosja - czyli kraj z dużo większą liczbą ludności i mieszkańcami zdolnymi do dużych poświęceń ekonomicznych (byle tylko mieć poczucie mocarstwowości). Do tego z licznym lotnictwem i stopniowo, acz konsekwentnie zwiększającą się liczbą dronów. Wspomniałeś też o rezerwach złota - tym niemniej warto pamiętać, że rakiety PAC-3MSE są dość skomplikowane i ich produkcja trwa długo. No i zawsze dochodzi do tego pewien element niepewności dostaw - czy w razie kryzysu władze USA (te lub przyszłe) będą skłonne do dostaw broni i wiążącego się z tym ryzyka dla USA (eskalacji konfliktu)? Więc uważam, że każdą rakietę PAC-3 MSE będzie trzeba oszczędzać na naprawdę wyjątkowo groźne cele. A tak naprawdę mam nadzieję, że nigdy nie będzie konieczności ich użycia :-)

Gienek z ubota
piątek, 30 marca 2018, 12:14

Toć nie trza było odchodzić z marynarki z takim łbem nasze zakupy byłyby perfekcyjne i oczywiście tanie.

WARS
piątek, 30 marca 2018, 12:06

MILION temu ... co znajdzie zadowolonego(z czegokolwiek) Polaka ! Kupic be...nie kupic be (i nie mam tu na mysli sowieckich troli co i tak beda wmawialy, ze biale jest czarne lub na odwrot

Michnik
piątek, 30 marca 2018, 12:02

Może i drogi, ale jednak sukces. Dziś nie mamy nic, jutro możemy mieć coś. Oczywiście wszystko zależy od tego czy za jakiś czas znowu nie zmieni się władza i nie będzie kontynuowała tych działań. Co do transferu technologii to uważam, ze możemy dostać dużo. Ja na miejscu Amerykanów takiemu postsowieckiemu i zinfiltrowanemu przez ruskich krajowi nie dał nic. Chyba muszą mieć już coś lepszego skoro nie boją się utraty tej technologii.

Sebestia
piątek, 30 marca 2018, 14:10

A co sądzisz o przetargu na caracale?

As
piątek, 30 marca 2018, 11:35

Elity które tak uwielbiają wspominać klęski pod pomnikami naszych żołnierzy nie są chyba zainteresowane odwróceniem wiekowego trendu i dalej będą sami bohaterowie, a nie będzie zwycięzców

Vzu
sobota, 31 marca 2018, 20:21

WOW ! Ciekawe, nowe podsumowanie tych wszystkich porażek !

nikt ważny
piątek, 30 marca 2018, 09:57

Dobrze napisane. Proszę o kontynuacje tego rodzaju artykułów bo faktów i analiz nam potrzeba aby ścieżka hura optymizmu nie przykryła niedostatków. System musi byc rozwinięty bo jeśli pozostanie w tej postaci to jego używalność za niemałe pieniądze jest mocno dyskusyjna jeśli nie zwyczajnie ograniczona

nsm40
piątek, 30 marca 2018, 09:50

IMHO bardzo dobra analiza. Taktyczne niuanse NDR/MJR/NSM będą wskaźnikiem czy zmiany wojsku są rzeczywiste czy propagandowe. Na razie można zacytować totalna opozycje ,,by było tak jak było\".

kmq
piątek, 30 marca 2018, 08:50

NSM to nie tylko rakiety przeciwokrętowe. Brak dalszych działań wokół NDR jasno pokazuje że ich główne cele są na lądzie a zasięg pokrywa cały obwód kaliningradzki

Polanski
piątek, 30 marca 2018, 23:22

A do czego ten Nasz NDR miał by strzelać na morzu? Ruscy odpłyną na kilka dni przed godziną \"W\" jak najdalej z Bałtyku. Do okrętów podwodnych to NDR się raczej nie nadaje.

Rzeszow
piątek, 30 marca 2018, 03:35

Unit cost $400 million per fire unit (artillery battalion) that consists of 8 launchers, 112 missiles, command and support vehicle The S-400 Triumph (NATO reporting name: SA-21 Growler) is an air defence missile system developed by Almaz Central Design Bureau of Russia. The new system replaced the S-300P and S-200 air defence systems of the Russian Army. The S-400 was developed as an upgrade of the S-300 series of surface-to-air missile systems. The system entered service in April 2007 and the first S-400 was deployed in combat in August 2007. Russia set up four S-400 regiments defending national airspace in the Moscow region, the Baltic exclave of Kaliningrad, and the Eastern Military District. The air defence units of Southern Military District are expected to be rearmed with advanced S-400 Triumph by the end of 2012. Over 20 battalions of S-400 Triumph will be delivered to the Russian armed forces by 2015. Russia plans to induct 56 S-400 battalions by 2020. Russia intends to supply export versions of the S-400 Triumph system to the armed forces of China. Turkey also expressed interest in purchasing S-400 air defence systems during the IDEF 2009 exhibition. S-400 Triumph features \"The system can engage all types of aerial targets including aircraft, unmanned aerial vehicles (UAV), and ballistic and cruise missiles within the range of 400km, at an altitude of up to 30km.\" The S-400 Triumph air defence system integrates a multifunction radar, autonomous detection and targeting systems, anti-aircraft missile systems, launchers, and command and control centre. It is capable of firing three types of missiles to create a layered defence. The system can engage all types of aerial targets including aircraft, unmanned aerial vehicles (UAV), and ballistic and cruise missiles within the range of 400km, at an altitude of up to 30km. The system can simultaneously engage 36 targets. The S-400 is two-times more effective than previous Russian air defence systems and can be deployed within five minutes. It can also be integrated into the existing and future air defence units of the Air Force, Army, and the Navy. S-400 Triumph missiles Related project Pantsyr S1 Close Range Air Defence System Pantsyr-S1 (also known as Pantsir) is a close-in air defence system designed to defend ground installations against a variety of weapons including fixed-wing aircraft and helicopters, ballistic and cruise missiles, precision-guided munitions and unmanned air vehicles. The S-400 air defence missile system uses four new missile types in addition to the missiles of the S-300PMU system. The first missile inducted for the system was the 48N6DM (48N6E3). It is an improved variant of the 48N6M with powerful propulsion system. The missile can destroy airborne targets within the range of 250km. The 40N6 missile of the S-400 has a claimed range of 400km and uses active radar homing to intercept air targets at great distances. It can be launched against AWACS, J-STARS, EA-6B support jammers and other high-value targets. The S-400 Triumph also launches 9M96E and 9M96E2 medium range ground-to-air missiles. Designed for direct impact, the missiles can strike fast moving targets such as fighter aircraft with a high hit probability. The maximum range of the 9M96 missile is 120km. Command and control The 55K6E command and control system of the S-400 Triumph is based on the Ural-532301 mobile command post vehicle. The command post is equipped with LCD consoles to process the air space surveillance data of the individual batteries. It controls and monitors long-range surveillance radar, tracks airborne threats, prioritises the threats, and coordinates other batteries. The system is also capable of exchanging data with other defence systems such as SA-12, SA-23, and S-300. Radars \"The S-400 is two-times more effective than previous Russian air defence systems and can be deployed within five minutes.\" The fire control and target tracking radar of the S-400 is the 92N6E (NATO Codename: Gravestone). The radar is based on the MZKT-7930 8×8 vehicle. The 96L6 Cheese Board 3D surveillance and tracking radar is optionally carried by the same vehicle when the S-400 battery is deployed autonomously. The 91N6E Big Bird acquisition and battle management radar of the S-400 is based on the 8×8 trailer. The radar can detect and track aircraft, rotorcraft, cruise missiles, guided missiles, drones and ballistic rockets within the distance of 600km. It can simultaneously track up to 300targets

Harry 2
piątek, 30 marca 2018, 02:02

To nie sukces, to zakup polityczny... bezmyślny, nie do końca przemyślany który wydrenuje budżet MON.

racjus
piątek, 30 marca 2018, 01:59

\"Zamrożono więc na kolejne lata program budowy polskich rakiet przeciwlotniczych, odsunięto w czasie zmianę generacyjną w polskim przemyśle radiolokacyjnym i nie podjęto ostatecznej decyzji o wprowadzenia systemu IBCS szerzej niż w programie „Wisła” - chociażby w bateriach „Narew”. \" - nic dodać nic ująć, mimo wszystko, żal pozostaje, że za te 16 mld kupiono technologię... spawania kontenerów do rakiet. Sam artykuł bardzo rzeczowy i konkretny.

Anty Rus
piątek, 30 marca 2018, 01:54

Pięknie to wygląda przed tv, że odnieslieśliśmy sukces, że będziemy bezpieczni itp itd... Gdzie ten offset ? Z tego co mi wiadomi to praktycznie go nie ma. Czyli znowu kupa dziadostwa była, a nie negocjacje. A ogłoszony jest wielki sukces ! Ja się pytam jaki sukces ?

Cty
piątek, 30 marca 2018, 00:57

Świetna rzeczowa analiza. Może uświadomi kilku propagandystą że nie kupiliśmy \"gwiazdy śmierci\" która obroni nasz cały kraj.

Wesoły Lolo
piątek, 30 marca 2018, 00:30

Analiza Pana Komandora jak zwykle trafna, aczkolwiek bardzo pesymistyczna. Nie zapominajmy, kto zakupił NSMy. Wtedy prawa ręka nie wiedziała co robi lewa, chyba, że owa była pod stołem i przejmowała kopertę. Takie przykłady można mnożyć. Raki bez amunicji, wieża do KTO bez PPK, Gawron itd. Zero jakiegokolwiek myślenia holistycznego. Sytuacja obecna jest daleka od idealnej, aczkolwiek powoli się poprawia. Dwa lata to bardzo niedługi okres, który nie wystarczy na zmianę wszystkiego, tym bardziej, że w MON nastąpiły przetasowania. Czy dobrze, czy źle, czas pokaże, ale analizy eksperckie są jak najbardziej porządane i pozostaje mieć nadzieje, że ktoś weźmie je pod uwagę. Min. Błaszczaka można nie lubić lub mieć alergię na PiS, ale trzeba Mu przyznać, że jest sprawnym administratorem i słucha ludzi znających się na rzeczy. Poczekajmy, patrzmy na ręce i konstruktywnie krytykujmy, a sytuacja się poprawi. Jak na razie nikt nie kupuje układów okresowych za 30 mln ani nie przemawia do lampki.

Marek1
piątek, 30 marca 2018, 22:21

Wesoły - od prawie 30 m-cy NIE ma już po w MON. Czy COKOLWIEK zrobiono w tym czasie dla poprawy skandalicznej sytuacji w NDR-ach ??

gsm
piątek, 30 marca 2018, 15:44

Pewnie masz rację, ale pamiętaj, że jesteśmy pod stałą i coraz większą presją. Nie mamy tych lat na zmianę wszystkiego, bo w każdej chwili możemy mieć do czynienia z UFO-ludkami. Dlatego od obecnych rządzących powinniśmy spodziewać się dalekowzroczności i trafnych decyzji. Poprzedni rząd był \"be\", ale po aneksji Krymu, gdy został mu tylko rok kadencji udało mu się załatwić kilka ważnych dla wojska kontraktów, w wyniku których nasze wojsko w ogóle ma jakąkolwiek nowoczesną broń. Od jego następców powinniśmy oczekiwać więcej i lepiej, bo presja geopolityki jeszcze wzrosła, a nowa ekipa przychodziła pod hasłem \"dobrej zmiany\". A tu... nic. A nawet, oceniając prymitywnie po ilości nowych luf, czy rakiet w posiadaniu żołnierzy - to jeszcze gorzej niż za poprzedniej ekipy. W tej chwili mamy tak jak w 39 roku. Wtedy rozkręcajacy się mozolnie własny przemysł potrafił zbudować niezły czołg na licencji, ale wojskowym zabrakło narzędzi i wyobraźni, żeby go właściwie wykorzystać. To samo dotyczyło samolotu myśliwskiego, dla którego nie zapewniono na czas silnika i przystopowano jego rozwój, bo armia nie potrafiła się zdecydować, czy ważniejszy jest bombowiec, czy myśliwiec. Nawet nowatorskie, i jak się potem okazało, skuteczne uzbrojenie w postaci karabinu ppanc. nie zostało właściwie użyte na skutek złych decyzji decydentów wojskowych. Analogii dzisiejszej sytuacji wojska i sytuacji międzynarodowej do roku 39 jest coraz więcej. Kupno Patriotów kojarzy mi się z zamówieniem naszego rządu złożonym w 39 r. w amerykańskiej firmie Seversky na dostawę 250 myśliwców Buffalo. Zamówienie złożono w sierpniu, kiedy wiadomo było, że wojna wkrótce wybuchnie, a własny przemysł (i sojusznicy) nie potrafił (nie chcą) dostarczyć nowoczesnych samolotów. Zamówienie nie miało szansy szybkiej realizacji, a w kraju nie było nawet benzyny 100-oktanowej, która napędzała amerykańskie silniki. Ale można było powiedzieć wszem i wobec, że rząd zamówił przecież nowoczesne samoloty dla naszej wspaniałej armii. Zaledwie miesiąc później dowiedzieliśmy się do czego prowadzi taka bezmyślność decyzyjna.

rocky
czwartek, 29 marca 2018, 23:45

Ludzie od początku informowano, że pocisk niskokosztowy będzie w drugiej fazie. Zaczynamy od zera, więc nie da się wszystkiego od razu...Poczekajcie aż wynegocjujżą drugi etap, wtedy dopiero można będzie oceniać i tworzyć takie analizy. Autor poprostu przedstawił fabułę swoich domysłów i lęków.. Poczekajmy te dwa lata i nie wóżmy z fusów.. Wieczne narzekania i malkontentstwo..

Nieździwiony
sobota, 31 marca 2018, 02:51

Wszystko ok, ale ja zadał bym inne pytanie- czy Narew bedzie przed 2gą częścią Wisły czy po ? Potym bym oceniał kompetencje aktualnego MON. W tym widzę aktualnie zagrożenie dla kompletnego OPL.

Zajac
piątek, 30 marca 2018, 22:15

Czekamy juz 30 lat ! To co cudowanego niby sie ma zdazyc za 2 lata ????

kj1981
piątek, 30 marca 2018, 17:26

Ostrożność jest wskazana, ponieważ tzw. II faza może w ogóle nie dojść do skutku. Teraz, gdy już kupiliśmy część sprzętu, to mamy dużo słabszą pozycję negocjacyjną i Amerykanie mogą podyktować praktycznie dowolną akceptowalną politycznie cenę za II fazę - i może być ona bardzo wysoka (wystarczy spojrzeć, o ile droższy jest sprzęt kupowany przez kraje z Zatoki Perskiej - tam każdy żąda wiele, bo i wie, że może sobie na to pozwolić). A wtedy my będziemy mieli 2 wyjścia: albo dać się oskubać, albo zrezygnować z zakupu. Tak więc, według mnie, ten kontrakt jest daleki od doskonałości - nie dlatego, że kupiliśmy kiepski sprzęt lub że drogo (bo to nieprawda), ale właśnie dlatego, że nie zagwarantowaliśmy sobie nic w ramach II fazy.

dim
czwartek, 29 marca 2018, 23:09

Czyli na razie podpisaliśmy dopiero 4,7 mld USD, za to za kota w worku, przy tym bez samicy. A znacznie więcej wydami gdy i JEŻELI pokażą nam i przekażą także samicę. Owszem, powinni to zrozumieć, ale też trzeba im to dać do zrozumienia. I społeczeństwu też.

Viggen
czwartek, 29 marca 2018, 22:38

B.dobry materiał uzupełnieniem jest wcześniejsze źródło def24 http://www.defence24.pl/raytheon-skyceptor-odpowiedzia-na-problem-koszt-efekt-w-wisle-defence24pl-tv

mambo
czwartek, 29 marca 2018, 22:17

ale co to pokazuje. tylko niemoc polskiego przemyslu zbrojeniowego. mysleli ze sie da a jednak nic nie wychodzi. trezba kupowac bo inaczej beziemy czekali i czekali a nasz przemysl nic nie wymysli i jestesmy bez nawigacji dla dnr do dzis. malo tego wciaz sie wiezy ze cos sami zrobimy.

Kol
czwartek, 29 marca 2018, 21:47

No właśnie... Ten kontrakt to farsa bo realnie rzecz biorąc nie mamy wpływu na rozwoj technologiczny sytemu. Może lepiej było kupić coś tańszego i gorszego niż Patrioty, ale z możliwością poznania technologii produkcji rakiet ziemia-powietrze. Tak wiem, bezpieczeństwo najważniejsze etc. a rozwój przemysłowy może poczekać...

dim
piątek, 30 marca 2018, 13:56

Najciekawszym jest tu IBCS. Ale całkowicie brak informacji publicznej co i za czyją zgodą lub bez potrzeby jej uzyskiwania (?) możemy doń podłączyć. Jestem zupełnie przekonany, ze PILNIE trzeba budować także samemu rakiety i nie tylko pochodzące od firm amerykańskich (czy np. izraelskich, które zresztą oceniam b.wysoko). Inaczej nie tylko, że nie jesteśmy, także nigdy nie będziemy normalnym państwem. Pozostaniemy czymś pomiędzy protektoratem, a kolonią.

Polanski
piątek, 30 marca 2018, 23:40

Zauważ, że IBCS jest tu kluczowy. Jeżeli nie można do niego podłączyć tego co jest potrzebne, to ten wydatek mija się z celem. Na co IBCS w programie \"Wisła\"? Przecież Patriot doskonale sobie dotychczas radzi bez tego całego IBCS. Ten system jest potrzebny żeby połączyć w całość możliwości wszystkich sensorów jakie posiada nasza Armia w jeden. Bez tych zdolności jego funkcja ograniczała by się do połączenia naszej obrony przeciwlotniczej z amerykańską. Trochę za drogo by to wyszło.

K.
sobota, 31 marca 2018, 17:58

Obecnie to system wyspowy . Jeżeli te baterie mają działać wspólnie to potrzebny jest IBCS . Za to płacimy w pierwszym etapie , jeżeli będziemy chcieli podłączyć cos więcej to trzeba osobno płacić .

obywatel
czwartek, 29 marca 2018, 21:42

NDR to znakomity przykład jak przez 8 lat rządów PO (nie)dbano o bezpieczeństwo kraju. Pozory, pozory.....i propaganda.

Marek1
piątek, 30 marca 2018, 11:02

obywatel - zgoda, ale CO w ciągu ost. 30-m-cy zrobiła z tym istotnym problemem NDR \"dobra zmiana\" ?? Odpowiedz brzmi - NIC. Więc w czym jest lepsza ??

Myśliciel
sobota, 31 marca 2018, 02:55

Nie zgodzę się, bo moim zdanie poprawiała gospodarkę aby mieć z czego zapłacić. Pytanie czy starczy i czy zdążymy

d./
wtorek, 3 kwietnia 2018, 12:18

Poprzednia zmiana też znacząco poprawiała gospodarkę... W moim przekonaniu, Jedni i drudzy mieli i maja obronność w [...], prócz troski o propagandę i ciągłość poparcia zza oceanu. Przy czym poprzednicy bardziej bazowali na Brukseli, ci tu na Waszyngtonie, ot i cała \"zmiana\".

zły
piątek, 30 marca 2018, 09:47

Idąc tym tropem to Wisła to znakomity przykład jak PiS nie wyciągnęło żadnych wniosków z błędów popełnionych wcześniej tylko wydało w ciemno największą kasę w historii. Brak odpowiedzialności jaki pokazał Antoni Macierewicz sprawił, że pierwsze baterie zamiast w 2019 r będą dopiero w 2022. Nikt nie zadbał o wypożyczenie gotowych zestawów. Offset 20x mniejszy niż w przypadku F-16. No ale mają swoich trolli od propagandy, którzy będą próbowali przekuć to w sukces.

zby79
sobota, 31 marca 2018, 16:07

A jak zakończył się offset na f-16? Jakie kompetencje pozyskaliśmy? Offset podnosi cenę więc jak już coś chcemy pozyskać to tylko to, czego w normalnych warunkach byśmy nie otrzymali. Np jeśli kupujemy Homara to powinniśmy uzyskać kompetencję do budowy rakiet Lora. Nie pójdziesz przecież do firmy i powiesz dajcie nam technologie rakietowe. To, że nie uzyskano kompetencji do skyceptora i radarów to oczywista porażka rządu PiS.

Smuteczek
czwartek, 29 marca 2018, 20:48

Władowalismy sie w kanal ktory zmusi nas do zasypywania go forsa przez nastepne 20 lat. To sie nazywa u nas sukces

d./
wtorek, 3 kwietnia 2018, 12:20

piszesz 20, a będzie 30 lat, jako minimum. Popatrz na czas życia \"w linii\" innych typów drogiego sprzętu, a potem jego kolejne \"modernizacje\". Zresztą... przykład systemu Windows.

King
czwartek, 29 marca 2018, 20:43

Szanowny Panie Dura, argumenty które Pan przedstawia są oczywiście bardzo trafne. Otwartym pozostaje jednak pytanie czy są one realizowalne? Wg mnie nie są, gdyż żaden kraj nie zdecyduje się na sprzedanie nam topowych technologi za niewielkie pieniądze. A nas niestety nie stać na wyłożenie takich pieniędzy aby produkować u siebie najnowsze radary 360 czy też rakiety PAC-3 MSE (bo tu pewnie mowa o dziesiątkach mld USD). Skoro tak, to czy nie lepiej mieć to co udało się uzyskać niż nic? Jeżeli sobie uczciwie odpowiemy na to pytanie, to znajdziemy też odpowiedź, czy obecnie podpisana umowa nie jest sukcesem, jak niektórzy twierdzą w swoich felietonach.

Courre de Moll
piątek, 30 marca 2018, 12:17

Nikt, nigdy nie zakładał że dostaniemy technologię PAC-3 MSE! Chodzi o to, że nie na razie brak konkretów nawet na temat transferu technologii dużo prostszych pocisków \"niskokosztowych\".

Liczydło
czwartek, 29 marca 2018, 20:40

Dziękuje autorowi za rzeczowy artykuł. Ostatni akapit jest esencją tego \"sukcesu\" baterii za 6mld dol. za sztukę:/ Rumunii i Szwedzi pewnie za 5 lat ICBS dokupiął z półki za pół cenny, jako kontynerowa jednostka z trzema pc w środku. My poprostu lubimy drogo kupować. Taki preorder z opóźniną dostawą. Za to technologie ciężarówki i niecałej wyrzutni opanujemy na perfekt i będziemy sprzedawać jako półprodukty. Jak kompletne rosomaki nie potrafimy upchnąć to wszyscy się rzucą na nasze ciężarówki ze skrzyniami 90%. Gratuluje amerykańskiemu ambasadorowi zdjęcia z naszą biznesową elitą.

miv
piątek, 30 marca 2018, 21:06

I tu nasuwa się pytanie czy decydenci są aż tak nieogarnięci czy też doskonale zdają sobie z tego sprawę i podejmują takie a nie inne decyzje. Osobiście uważam, że lepsza dla Polski jest ta 1sza opcja, bo nawet nieogarnięci czasem dobrze wybiorą. Czy wie ktoś może jaka jest cena jednostkowa działka Mk44 Bushmaster II od producenta?

Dan
piątek, 30 marca 2018, 04:48

Czy ktoś ma wizję jak ma wyglądać zastąpienie radarów z I fazy na nowsze dookólne w II fazie? Rozumiem, że AN/MPQ-65 zastąpimy i nawet przeczytałem, że je zostawimy w WP, ale co z rozmieszczeniem. Czy pójdą pod Kaliningrad? Raczej chodzi mi o techniczne rozwiązanie i lokalizacje bo wiadomo, że każdy AN/MPQ-65 będzie musiał pracować z ECS z RIU na pokładzie (wariant IBCS). No logicznie myśląc jeśli w II fazie kupią 8 radarów np. po 1 na baterię, lub 16 na 1 baterię to dalej zostaną nam 4 radary sektorowe, które trzeba będzie postawić gdzieś podpięte do IFCN Relay, a z nimi ECS oczywiście. Czekam na sensowne odpowiedzi, czas start!

Dan
piątek, 30 marca 2018, 04:12

Przecież my kupujemy kontenerowe jednostki z pc w środku, o co chodzi? Sojusznicy z Rumunii, albo będą musieli wymienić wszystkie radary na GaN 360 + IFCN Relay do każdego, albo dokupić 7 RIU do wszystkich ECS (AN/MSQ-132) i nie będą mieli pola widzenia 360, co uważam za głupotę kupując IBCS i widzieć sektorowo ze szparami. Poza tym dokupić chyba 28 sztuk LINK do wyrzutni, aby mogły się komunikować z IBCS poprzez IFCN Relay. Dochodzi samo kupno IBCS (sprzet, software, upgrady, szkolenia) oraz sporo stacji dowodzenia i kierowania EOC. Na pewno Antenna Mast Group (AMG) musi być zmodyfikowana pod komunikacje z IFCN Relay, o czym nigdzie nie wyczytałem. Dochodzi Link 16 w Naszej wersji co da nam obraz z \"góry\". Dodaj sobie jeszcze koszty całego życia sys. Patriot.

kim1
piątek, 30 marca 2018, 16:28

Co jest takiego trudnego w nowoczesnych radarach, że nie potrafią wykrywać w polu widzenia 360? Poprzednia generacja radarów to potrafi a obecna nie? Dodać jakiś system napędu obrotowego i będzie radar miał pole widzenia 360 stopni.

Dan
piątek, 30 marca 2018, 17:20

Niech zgadne: obrot i rownoczesne sledzenie obiektow? Poza tym tonaz.

kim1
sobota, 31 marca 2018, 19:11

Napisałem, że chodzi mi tu o wykrywanie obiektów latających w zakresie 360 stopni. Jaki tonaż to zachód nie ma odpowiedników ciężkich ciągników Rosyjskich typu MAZ 543?

anty
czwartek, 29 marca 2018, 20:24

Jak widać liczenie ,że Błaszczak wynegocjuje sensowny kontrakt był mrzonką . Jak powiedział wysoki urzędnik USA od spraw sprzedaży systemu Patriot nowemu ministrowi zależało na jak najszybszym podpisaniu kontraktu . Czyli co - nieważne jak wygląda , ważne , że można ogłosić sukces . Większość ludzi i tak nie dowie się o szczegółach bo to ich nie interesuje . Być może Macierewicz wyleciał z stanowiska między innymi z tego powodu , że był mniej spolegliwy wobec amerykanów niż obecny minister.

Polanski
piątek, 30 marca 2018, 23:57

Wszystko będzie zależało od treści umowy na II Etap. Jeżeli będą te wszystkie zapisy o offsecie to ok. Jak nie to można przypuszczać, że Błaszczak dał wiadomo co a Macierewicz nie zgodził się na takie warunki.

Strusiu
czwartek, 29 marca 2018, 20:15

No pewnie! Lepiej prowadzić dalej dialogi techniczne a w linii pozostawić Newy i Wegi , może w wersji c2. Zestawy te przecież świetnie sprawdzają się w boju trafiając raz na tysiąc wystrzeleń.

Lobo
czwartek, 29 marca 2018, 20:10

Sama prawda.

Montormel
czwartek, 29 marca 2018, 20:09

Tajnie by było kupić S-600...

Rob Roy
czwartek, 29 marca 2018, 20:07

Uwagi do opinii. 1. Po to jest system IBCS by poszczególne zespoły ogniowe, nie były zdane jedynie na własny radar. 2. Radary są jakie są, bo ... póki co Amerykanie nie mają dla nich innych. 3. Zespół ogniowy wg aktualnych planów to trzy, a nie cztery wyrzutnie. Zakupiono 16 wyrzutni rakiet PAC-3 i prowizorycznie zbudowano z nich dwie baterie. Tak naprawdę, w docelowej konfiguracji każdy zespół dostanie jedną wyrzutnię PAC-3 przeniesioną z obecnie zamówionych baterii i dwie niskokosztowe. IBCS umożliwia tworzenie hybrydowych baterii \"Wisła\"- \"Narew\", stąd zapewne ilość tych ostatnich w planach podrosła z 11 do 19. Pozwoli to na stworzenie 16 hybrydowych baterii, a pozostałych 11 pierwotnie planowanych dla \"Narwii\" może zostać rozdzielone np. do obrony OPL Wojsk Lądowych, portów, lotnisk i szczególnie ważnych obiektów.

Polanski
piątek, 30 marca 2018, 23:58

Tak może być.

Frank
czwartek, 29 marca 2018, 19:48

Umowa jest sukcesem, powinniśmy sie cieszyć, ze USA wogole wzięlo nas pod uwagę jako państwo ktoremu można sprzedać taki system. Co więcej, jako pierwsi po USA bedziemy dysponować IBCS. Co do ceny to chyba nikt nie spodziewał się, że amerykanie obdarują nas takimi systemami za pół ceny. Porównanie z zakupem \"z półki\" bez offsetu przez Rumunię 7 baterii ktore jednak defacto jest to 7 jednostek ogniowych czyli 3,5 baterii opiewała na kwotę 4 mld $, u nas 2 baterie jako 4 jednostki ogniowe kosztują 4,7mld $ przy czym kupujemy 40 efektorów PAC 3 MSE wiecej. System będzie rozwijany we współpracy z naszym przemysłem i to jest najważnie. Idząc dalej zabezpieczenie polskiej przestrzeni powietrznej może wpłynąć na większą obecnosć wojsk sojuszniczych na naszym terytorium. Brawo!

Paplatin
czwartek, 29 marca 2018, 19:44

Chciałbym żeby Autor się pomylił, ale obawiam się, że ma rację.

Liczydło
czwartek, 29 marca 2018, 21:23

Też tak czuję. Mówią o nas rosyjskie trole, ale my poprostu kochamy Nasz Kraj i nie możemy patrzeć jak źle jest zarządzany. Mam wrażenie, że niektóre osoby cieszą się z nowej zabawki i mają poczęści rację, ale są na etapie przed uzmysłowieniem tego że nasi sąsiedzi prawie to samo kupili za pół ceny. Wtedy dopiero opada radość z nowego zakupu. Życie....

Polanski
sobota, 31 marca 2018, 00:03

Może masz rację, a może nie. Wszystko zależy od wielu czynników. Nie znamy nawet połowy prawdy więc trudno ocenić. Nikt nie chwali się tym jak przebiegały negocjacje. Może są dobre postanowienia? Zobaczymy. Co nie zmienia faktu że należy domagać się szczególnych warunków dla Polski. Ale trzeba poprosić. Poprosił ktoś?

Mroczysław
czwartek, 29 marca 2018, 19:20

Wreszcie jakaś sensowna analiza, bo do tej pory były głównie peany pochwalne. Ogólnie obecny MON popełnia te same szkolne błędy, które popełniali poprzednicy, co świadczy tylko o niekompetencji i braku umiejętności uczenia się na błędach. O tym, że to nie wróży dobrze przyszłości systemu Wisła w Wojsku Polskim i szerzej OPL chyba nie muszę mówić.

Mielo
piątek, 30 marca 2018, 00:23

Tu nie chodzi o błędy, oni doskonale o tym wiedzą.Tu chodzi po prostu o pieniądze ktorych niestety nam brakuje.

Kozi
czwartek, 29 marca 2018, 18:53

Bardzo dobry artykuł. Niestety brak offsetu na tani efektor czy budowe radaru oznacza że nie uda sie tego wynegocjować w drugim etapie bo niby czemu amerykanie mieli by to zrobić. Podział Wisły na 2 etapy to błąd zwłaszcza że to co istotne ma być w drugim etapie co jest praktycznie niemożliwe (możemy co najwyżej na złość Amerykanow nie kupić pozostalych 6 bateri) koszt drugiego etapu nawet z radarem 120° bedzie ponad 40mld zł

Polanski
sobota, 31 marca 2018, 00:09

A ta złość ma swoją cenę. 8 mld$. To jak? Chciałbyś sprzedać czy olewasz to?

Europejczyk
czwartek, 29 marca 2018, 18:40

Wybraliśmy partnerstwo sprzedawca-klient, które nie może nam dać tak dużo, jak dałoby partnerstwo współproducent/klient---współproducent/klient, które proponowali producenci SAMP/T. Na dodatek z Francją i Włochami jesteśmy w UE, co praktycznie uniemożliwia francusko-włoskiemu producentowi wykantowanie nas. SAMP/T jako tańszy i produkowany w UE o wiele lepiej zapewnia zaopatrzenie w części i w anty-rakiety niż leżący za 10.000 producent Patriota.

Ziemianin
sobota, 31 marca 2018, 13:58

SAMP/T ma zdolności anty balistyczne ale raczej podobne do PAC-2, PAC-3 MSE to dużo wyższa liga.

Frank
piątek, 30 marca 2018, 00:31

Kupić, żeby kupić i mieć jakąś rakietkę i cieszyć sie nią jak ślepy latareczką o tym piszesz? Francuzi już nas wystawili w 1939. Tym razem zrobiliby to samo, przekazali by kody wrogowi do naszej OPL i po sprawie.

Kozi
piątek, 30 marca 2018, 17:43

Żaden sojusznik Ci nie pomoże jeśli sam nie bedziesz w stanie bronic sie dłużej niż dwa tygodnie

K.
piątek, 30 marca 2018, 16:31

Kolego . kupić aby zyskać technologie których nam brakuje . Dla krajów mających pieniądze z ropy i gazu i rozległe interesy ze Stanami taki zakup byłby czymś normalnym . My mamy rozlegle interesy z Niemcami i Francją , w ogóle z UE i to jest gwarancja naszego bezpieczeństwa . W interesie tych krajów jest to aby ta część tego kontynentu nie tylko Polska były bezpieczne chociażby ze względu na powiązania gospodarcze . Jakie my mamy interesy ze Stanami ? Porównaj offset za SAMP/T i Caracale z ofertą amerykańską na Wisłę i śmigłowce wielozadaniowe . Tak samo potraktowali nas w obu przypadkach . W jaki sposób się teraz zachowamy ? Moim zdaniem zmienimy wymagania na śmigłowce (ograniczymy je) i kupimy S70i dla wojsk specjalnych . Mamy taką słabość do Amerykanów , a oni są tak do bólu pragmatyczni , że po raz kolejny nas wykorzystają .

Perun
czwartek, 29 marca 2018, 22:46

SAMP/T był lepszym wyborem chociażby z punktu widzenia radaru. 360 stopni i śledzenie 300 obiektów kontra 120 stopni i śledzenie 100 obiektów. Zresztą dwie wersje rakiet Aster pasowały i do Wisły i do Narwi.

alkaprim
sobota, 31 marca 2018, 23:01

Dokładnie tak-ale również jeśli chodzi o cenę,offset,transfer technologi oraz o autonomiczność i mobilność.

Polak Mały
czwartek, 29 marca 2018, 18:32

Wiadomo kto wprowadzał NDR. Co się dziwić jak to jest skonfigurowane. Takie wróżby w waszym wykonaniu są tylko pisaniną

Razparuk
czwartek, 29 marca 2018, 17:50

Spuszczeni nurtem \"Wisły\"

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama