Precyzyjna amunicja z donośnością 150 km. Koniec artyleryjskiego prymatu Rosji?

30 września 2019, 11:56
Nammo_zasieg
Rys. Nammo.

Norweska firma Nammo intensywnie pracuje nad nowej generacji, kierowaną amunicją artyleryjską o bardzo dużej donośności. W ramach współpracy z koncernem Boeing ma powstać 155 mm pocisk zdolny do dokładnego rażenia celów na dystansie 150 km. Przede wszystkim w jego opracowaniu wykorzystywana będzie nowa technologia strumieniowych silników (ramjet).

Przypomnijmy, że już wcześniej firma Nammo wypuściła na rynek 155 mm odłamkowo-burzący pocisk artyleryjski, który osiągnął na 40 km kołowy błąd trafienia CEP w granicach 13,5 metra, a podczas strzelania na odległość 42,5 km nieco ponad 16 metrów. Dla porównania takie standardowe/niekierowane pociski mają CEP przekraczający 200 metrów na takich odległościach. Ponadto pocisk z Nammo jest przystosowany do zamontowania w miejsce klasycznego zapalnika zestawu precyzyjnego kierowania takiego jak np. Precision Guidance Kit (PGK) bez stosowania  dostosowujących elementów mocujących.

Natomiast, jak podkreślają przedstawiciele Nammo, nowe prace badawczo-rozwojowe związane są z rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji jak i innych państw. W Rosji weszły bowiem do eksploatacji wyrzutnie rakietowe 9A52-4 Tornado zdolne do rażenia celów oddalonych nawet o 120 kilometrów (starsza wersja miała zasięg prowadzonego ognia do 70 km). Z udostępnionych danych wynika też, że 152 mm haubica samobieżna 2S35 Koalicja-SW z użyciem standardowej amunicji może prowadzić ogień na odległości do 40 km, a przy użyciu amunicji specjalnej do 70 km (z dodatkowym napędem rakietowym i powierzchniami aerodynamicznymi). Ponadto w tym kraju jak i w innych państwach prowadzone są intensywne prace nad dalszym zwiększeniem zasięgów zarówno klasycznej amunicji artyleryjskiej jak i tej rakietowej.

Na zachodzie a przede wszystkim w krajach należących do NATO do tej pory silną pozycję w zakresie zwalczania celów lądowych położonych w głębi ugrupowania przeciwnika zajmowało lotnictwo. Jednak obecnie w wyniku rozwoju tzw. systemów antydostępowych rola lotnictwa w   niszczeniu systemów obrony i ataku wyraźnie spadła na rzecz systemów lądowych o większej precyzji i zasięgu. Stawia to NATO i kraje współpracujące w niekorzystnej sytuacji, którą trzeba szybko zniwelować.

Sam zasięg prowadzonego ognia a zwłaszcza jego skuteczność to problem istniejący niemal od powstania pierwszych armii. Posiadanie broni umożliwiającej rażenie przeciwnika na dystansach,  przy których on nie jest w stanie odpowiedzieć w wielu przypadkach decydowało o powodzeniu w bitwie, kampanii czy i całej wojnie.  Już w czasach starożytnych czy potem w średniowieczu łuk i umiejętności łuczników a potem kusze często wpływały na wynik bitwy. Później wprowadzono tylko coraz doskonalsze i skuteczniejsze działa, karabiny, rakiety itp.

Obecnie przewaga zasięgu nabiera jeszcze większego znaczenia. Gdy własna bateria strzela na większym dystansie to może razić cele bez narażania się na kontrbateryjny ogień przeciwnika. Ponadto to nieprzyjaciel musi użyć innych systemów walki, jak np. lotnictwa (może potrzebnego, gdzie indziej a na pewno narażającego się bardziej na straty ze strony naszych systemów plot.).

Na świecie trwa wyścig związany z zasięgiem i precyzją. Sprzyja temu rozwój technologii nowych napędów, układów korekcji lotu czy spadek kosztów opracowywania i produkcji nowej generacji amunicji i rakiet. Jednocześnie większość czołowych armii na szerszą skalę wprowadza uniwersalne radiolokatory artyleryjskie czy najnowszej generacji zestawy klasy C-RAM.

Nowy projekt Nammo opracowania kierowanej amunicji wyposażonej w silnik strumieniowy o donośności do 150 km tworzony jest we współpracy z Phantom Works Boeinga. Planuje się, że pierwsze testy rozpoczną się jeszcze w 2020 roku. Pocisk co prawda przenosił będzie mniejszy ładunek niż jego „konwencjonalny” odpowiednik jednak dzięki precyzji sam efekt niszczący ma być większy. Ponadto będzie on mógł być beż żadnych prac adaptacyjnych wystrzeliwany z obecnie wykorzystywanych haubic posiadających lufy o długości 52 kalibrów (155mm/L52).

Ale zasadniczym novum ma być zastosowanie silnika strumieniowego (ramjet). W konwencjonalnym silniku rakietowym tlen stanowi 80 procent masy paliwa, ale w przypadku ramjet wykorzystuje się tlen z otaczającego powietrza. W rezultacie dotychczas przenoszony tlen można zastąpić np. dodatkowym paliwem, zwiększając jego pojemność o cztery lub nawet pięć razy.    Ponadto gdy w tradycyjnym silniku rakietowym wymagane są sprężarki, komory spalania i turbiny a w ramjet przy odpowiedniej prędkości lotu (rzędu Mach 2,5) ciśnienie tlenu i temperatura będą wystarczająco wysokie. Sam czas spalania to ok. 300 sekund (czyli ok. 5 minut) i może on być regulowany, a silnik włączany/wyłączany podczas lotu pocisku.

Pocisk ten może lecieć na dużo większych wysokościach (ochrona przeciw systemom typu C-RAM) a w dopracowanych konstrukcjach (z lepszym systemem pozycjonowania) stanowić skuteczny system zwalczania wrogich rakiet czy innych pocisków. W wersjach odpalanych z pokładu samolotów osiągał by już zasięgu do 500 km.

Firma Nammo przeprowadziła już ponad 150 udanych testów swoich silników strumieniowych a jej przedstawiciele twierdzą, że artyleria wykorzystująca amunicję z silnikami strumieniowymi może być w użyciu już za dwa do czterech lat. W wypadku innych systemów uderzeniowych proces ich budowy, ze względu na złożoność problemów technicznych do rozwiązania, potrwa nieco dłużej.

Reklama
Tweets Defence24