Marynarka Wojenna w PMT 2035: Powrót do przeszłości [ANALIZA]

11 października 2019, 17:51
DSC_2749
Fot. M.Dura

Autorzy zapisów dotyczących Marynarki Wojennej RP w Planie Modernizacji Technicznej na lata 2021-2035 nie tylko, że nie odważyli się na zrobienie czegoś zupełnie nowego, ale nadal powielają stare błędy całkowicie uniemożliwiające skuteczne działanie polskim okrętom w czasie wojny. A przecież do tego właśnie te jednostki mają służyć.

Suma środków finansowych przeznaczona na modernizację polskiej armii (524 miliardy złotych) może zadziwiać wielkością, ale nie gdy się weźmie pod uwagę, że mówimy o wydatkach do 2035 roku. I nie chodzi tu jedynie o to, ile się tych pieniędzy wyda, ale kiedy i na co. Szczególnie widoczne jest to w przypadku pogrążonej w coraz większym kryzysie polskiej Marynarki Wojennej.

Co znalazło się w PMT 2021-2035 jeżeli chodzi o MW?

Zgodnie z wprowadzającym, oficjalnym komunikatem MON z 10 października 2019 r. w Planie Modernizacji Technicznej na lata 2021-2035 z uwzględnieniem 2020 roku jeżeli chodzi o Marynarkę Wojenną „znalazł się m. in. program „Miecznik” oraz „Orka”, dla którego planowane jest rozwiązanie pomostowe, które pozwoli na pozyskanie dwóch okrętów podwodnych w najbliższym czasie i zapewni ciągłość szkolenia podwodniaków. Wojsko Polskie pozyska także 6 lekkich okrętów rakietowych w polskich stoczniach, w ramach programu „Murena”.

Niewiele więcej szczegółów na temat zamierzeń w odniesieniu do polskich sił morskich można było usłyszeć w przemówieniu Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, który poza wcześniejszymi informacjami opublikowanymi przez MON uszczegółowił jedynie, że w ramach programu „Miecznik” pozyskane zostaną tylko dwa Okręty Obrony Wybrzeża oraz że okręty podwodne mają dać Marynarce Wojennej zdolność do rażenia celów nawodnych i podwodnych.

„Pamiętamy o potrzebach Marynarki Wojennej. W najnowszym Planie Modernizacji Technicznej znalazł się m.in. program „Miecznik”. Pozyskamy dwa okręty obrony wybrzeża w oparciu o polski przemysł stoczniowy. Dla Marynarki Wojennej planujemy pozyskanie zdolności do rażenia celów nawodnych i podwodnych przez okręt podwodny nowego typu w ramach programu „Orka”. Planujemy również rozwiązanie pomostowe, które pozwoli na pozyskanie dwóch okrętów podwodnych w najbliższym czasie i zapewni ciągłość szkolenia podwodniaków. W ramach programu „Murena” pozyskamy w polskich stoczniach 6 lekkich okrętów rakietowych.”

Mariusz Błaszczak - Minister Obrony Narodowej
Fot. M. Dura/Defnce24.pl.
Fot. M. Dura/Defnce24.pl.

Z tych dotychczasowych informacji wynika, że do 2035 roku:

  • Marynarka Wojenna poza trzema niszczycielami min typu Kormoran II będzie posiadała prawdopodobnie tylko dwa duże okręty nawodne (korwety lub fregaty), sześć lekkich okrętów rakietowych, dwa stare okręty podwodne, jeden okręt patrolowy „Ślązak”, jeden okręt „Ratownik”, okręt wsparcia logistycznego ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki” oraz sześć holowników – czyli razem szesnaście okrętów i sześć jednostek pomocniczych;
  • okręty podwodne pozyskane w nieznanej przyszłości w ramach programu „Orka” będą miały zdolność tylko do zwalczania celów nawodnych i podwodnych, a więc ostatecznie zrezygnowano z wprowadzenia rakiet manewrujących oraz prawdopodobnie rakiet przeciwokrętowych, które też mają możliwość atakowania celów lądowych (np. RBS-15 Mk3);
  • wróci stara koncepcja użycia lekkich okrętów rakietowych, którą zarzucono m.in.: po wprowadzeniu w Polsce nadbrzeżnych dywizjonów rakietowych z rakietami przeciwokrętowymi o zasięgu większym niż 200 km oraz w Obwodzie Kaliningradzkim baterii nadbrzeżnych typu „Bał” i „Bastion” uzbrojonych w rakiety przeciwokrętowe o zasięgu ponad 500 km.

Największym problemem w ocenie tych zamierzeń jest brak jakichkolwiek szczegółów na temat harmonogramu realizacji poszczególnych zadań oraz wszystkich elementów, jakie w PMT 2020-2035 dotyczą polskich sił morskich. Minister Błaszczak nie mówił bowiem chociażby: ani o morskich samolotach patrolowych, ani o kosztownej wymianie radarów w sieci kilkunastu posterunków obserwacyjnych rozwiniętych wzdłuż całego wybrzeża, ani o dokupieniu kolejnych śmigłowców ZOP, ani o wprowadzeniu systemu rozpoznania dalekiego zasięgu dla Morskiej Jednostki Rakietowej, ani o zakupie nowych śmigłowców ratownictwa morskiego, ani o zakupie maszyn pokładowych dla dwóch „Mieczników” i jednego „Ślązaka”. Trudno jest więc powiedzieć, czy te przedsięwzięcia zostały zaplanowane, czy też nie.

Nie są znane też szczegóły odnośnie przedsięwzięć wymienionych przez ministra Błaszczaka: programu „Miecznik”, „Orka” i „Murena”, zarówno w odniesieniu do tego co ma zostać pozyskane, jak i kiedy. Nowe „Mieczniki” mogą być bowiem wprowadzone zarówno na początku planu jak i pod koniec planu (czyli za piętnaście lat). Podobnie jest z programem „Orka”, w którym zresztą nie wiadomo zarówno: kiedy nowe okręty podwodne zostaną zakupione, w jaki sposób i za ile. Sama zapowiedź wprowadzenia rozwiązania pomostowego i złe doświadczenia z „tymczasowego” rozwiązania, jakim miały być Kobbeny wskazuje, że pierwsze „Orki” pojawią się nie wcześniej niż po 2030 roku. Teraz trzeba się zastanowić, ilu z obecnych podwodniaków będzie wtedy gotowych do przejścia na nowe okręty podwodne.

image
Fot. M.Dura

Ciekawa jest również wolta analityków wojskowych jeżeli chodzi o ilość okrętów nawodnych w programie „Miecznik”. Do tego czasu przekonywano wszystkich bezdyskusyjnie, że minimalna liczba jednostek bojowych zapewniająca ciągłość działań to trzy. Teraz okazuje się, że wystarczą dwa takie okręty. Oczywiście są już pierwsze przypuszczenia optymistów, że trzecią jednostką będzie dozbrojony w międzyczasie w rakiety patrolowiec ORP „Ślązak”. O takiej modernizacji minister Błaszczak jednak nie wspomniał. Nie mówił zresztą również o zakupie śmigłowców pokładowych, które są stałym elementem systemu uzbrojenia nowoczesnych okrętów nawodnych, szczególnie tych przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych.

Najwięcej kontrowersji budzi jednak pomysł ponownego powrotu do marzeń o zagonach lekkich kutrów rakietowych, które będą szybko wypływały spod osłony polskiego brzegu i atakowały rakietami nieprzyjacielskie okręty nawodne. Ten zarzucony w Marynarce Wojennej ponad dekadę temu pomysł wrócił w 2017 r., gdy zaczęto mówić o programie „Murena”, a teraz jak widać planuje się go zrealizować argumentując to wnioskami z przeprowadzonej analizy środowiska operacyjnego.

„Na bazie Centrum Doktryn i Szkolenia powołano specjalny zespół, który analizował środowisko operacyjne aby w tej perspektywie i bliższej i dalszej 2020 – 2035 było możliwe, wydając tak ogromne sumy finansowe, przygotowanie Sił Zbrojnych do wykonywania bardzo ambitnych zadań. Analizowaliśmy to w obszarze bardzo szerokim, pozamilitarnym również, w obszarze geografii, urbanizacji, nowych technologii, aż po zmiany klimatyczne. Ostatni rok został również poświęcony na analizę sytuacji regionalnej… Wyniki wstępne w pełni synchronizują się z tymi programami operacyjnymi, które są realizowane w Planie Modernizacji Technicznej.”

Szef Sztabu Generalnego generał broni Rajmund Andrzejczak

Z tego co zaprezentował minister Błaszczak wynika jednak, że w przypadku Marynarki Wojennej wyraźnie analizowano inne środowisko niż istnieje na Bałtyku. Trudno jest bowiem znaleźć argumenty, które wskazywałyby na przydatność na Morzu Bałtyckim lekkich okrętów rakietowych. Mówimy o akwenie z permanentnym zagrożeniem z powietrza ze strony rakiet przeciwokrętowych (wystrzelonych z powietrza z morza oraz z brzegu) jak i torped z okrętów podwodnych.

To właśnie z powodu tych zagrożeń, żaden okręt nawodny bez skutecznego, rakietowego systemu obrony przeciwlotniczej i systemu zwalczania okrętów podwodnych nie będzie miał możliwości działania w czasie wojny. Pomysłodawcy i zwolennicy programu „Murena” całkowicie zignorowali fakt, że Obwód Kaliningradzki jest naszpikowany taką ilością systemów ofensywnych, które praktycznie przerwą morskie linie komunikacyjne i to w obie strony. Nie będzie więc co atakować.

Oczywiście można mieć nadzieję, że podobnie jak w przypadku okrętów „Miecznik” (które z planowanych tysiąca ton wyporności „urosły” po sześciu latach do fregat), tak i „Mureny” będą zwiększały swoje rozmiary. Jednak na dzień dzisiejszy należy zakładać, że będą one miały wielkość zadeklarowaną przez Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych w 2017 r. To właśnie wtedy Defence24.pl otrzymał wyjaśnienie, że wymagania operacyjne na nowe jednostki rakietowe, „nie odbiegają od wymagań na Fast Patrol Boat” (szybki okręt patrolowy).

Według Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych nowe jednostki pływające miałyby mieć wyporność około 450 ton, długość około 50 metrów i prędkość około 50 węzłów. Przypomnijmy, że wykorzystywane obecnie w Marynarce Wojennej kutry rakietowe (KTR) typu Orkan mają wyporność 369 ton, długość 48,9 m i prędkość 36 w, a wycofane już ze służby małe okręty rakietowe projektu 1241 (typu Mołnia) miały wyporność 455 ton, długość 57 m i poruszały się z prędkością maksymalną około 42 w.

image
Fot. M.Dura

Biorąc pod uwagę ograniczenia związane z wypornością i ilością miejsca na pokładzie takiej wielkości jednostek, należy zakładać, że ich system uzbrojenia będzie „rodzajowo” taki sam jak na kutrach rakietowych typu Orkan obejmując: niewielki radar obserwacji sytuacji powietrznej i nawodnej z nisko umieszczoną anteną, obserwacyjny system optoelektroniczny, radar kierowania uzbrojeniem, aktywno-pasywny system walki elektronicznej, osiem rakiet przeciwokrętowych, armatę dziobową (kalibru 57 mm lub 76 mm) oraz system obrony przed celami powietrznymi: armatę (kalibru 35 mm lub 23 mm) lub system przeciwlotniczy bardzo krótkiego zasięgu.

Decydując się na zakup „Muren” analitycy z MON uznali widocznie, że to wystarczy do obronienia się przed atakiem z powietrza np. przed kilkoma ponaddźwiękowymi rakietami Oniks wystrzelonymi z baterii nadbrzeżnych „Bastion”. Ale nawet zakładając, że mają oni rację, to pozostaje pytanie, po co polskim Siłom Zbrojnym kutry rakietowe. Przypomnijmy te argumenty, które zadecydowały o powolnym wycofywaniu się z wykorzystywania tego rodzaju jednostek pływających w innych marynarkach wojennych:

  • KTR nie mają możliwości skutecznie się bronić przed atakiem z powietrza. Dlatego jedynym sposobem ochrony przed statkami powietrznymi pozostaje ukrywanie się tych jednostek w porcie lub w cieniu linii brzegowej (np. pomiędzy wyspami lub fiordami, których Polska nie posiada);
  • KTR nie mają możliwości wykorzystania rakiet przeciwokrętowych na maksymalnych odległościach bez systemu dalekiego rozpoznania (czyli przede wszystkim bez wsparcia lotnictwa);
  • duża prędkość nie jest na współczesnym polu walki gwarancją bezpiecznej ucieczki;
  • KTR to jednostki bardzo specjalistyczne. Koszt ich eksploatacji jest zbyt duży, by np. wykorzystywać je do zadań patrolowych lub SAR;
  • są inne, tańsze środki by wykonać zadanie wykonywane przez KTR-y (np. dwa pojazdy z ośmioma rakietami w baterii nadbrzeżnej obsługuje osiem osób, podczas, gdy załoga KTR liczy najczęściej około 40 osób);
  • żaden z powodów, dla których powstały kutry rakietowe nie jest już aktualny (są już inne platformy do przenoszenia rakiet przeciwokrętowych, zasięg pocisków jest na tyle duży, że nie trzeba podpływać do celu, a można go atakować z daleka -np. z brzegu, lotnictwo ma już tanie środki na zwalczanie KTR).

Jeżeli więc w ramach programu „Murena” planuje się pozyskać okręty będące nowszymi odpowiednikami okrętów rakietowych typu Orkan, to środki finansowe przeznaczone na ten cel zostaną zmarnowane. Oczywiście można zakładać, że chodzi o pozyskanie okrętów podobnych do szwedzkich jednostek typu Visby (o wyporności 650 ton i długości 75 m). Jednak to, co jest dobre w przypadku szwedzkiej linii brzegowej, nie musi być dobre w przypadku polskiego wybrzeża. Dodatkowo koszty urosną wtedy do takiego poziomu, że taniej byłoby wrócić do realizacji starych programów „Miecznik” i „Czapla".

Co tak naprawdę wzbudza niepokój w PMT 2021-2035?

Nie mając danych na temat tego, co rzeczywiście zamierza MON trudno jest chwalić lub krytykować poszczególne przedsięwzięcia. W tym wszystkim niepokoi jednak to, z jaką łatwością w Polsce zmienia się plany modernizacji technicznej, które za każdym razem mają być oparte na bazie rzeczowych analiz, przeprowadzonych przez najlepszych specjalistów. Po raz kolejny okazało się, że poprzednie analizy nie były rzeczowe, a specjaliści byli gorsi od tych, którzy są obecnie. I tak może być znowu za kilka lat.

image
Fot. M.Dura

Tym bardziej, że najważniejsze wydatki („Miecznik” i „Orka”) są przesuwane jak zwykle na później (a właściwie decyzje o wydaniu dużych pieniędzy), a w międzyczasie wprowadzane mają być znowu rozwiązania pomostowe, które czynią z polskiej Marynarki Wojennej tak naprawdę skansen, a nie siłę przydatną w czasie ewentualnej wojny. Polska nie dopracowała się żadnych narzędzi, które chroniłyby najważniejsze zamierzenia przed pomysłami nowych ekip i to wbrew pozorom wcale nie chodzi o polityków. Jeżeli więc można było anulować ustawę wprowadzającą programy operacyjne w Siłach Zbrojnych, to tak samo może być z obecnym PMT 2021-2035. I nie jest to wcale powód do zadowolenia, o czym świadczy m.in. widok pustoszejącego Portu Wojennego na Oksywiu.

Reklama
Tweets Defence24