Era wojen rakiet manewrujących i lekcje dla Polski [OPINIA]

20 kwietnia 2018, 10:19
120807-f-xx000-100w
Odpalenie rakiety JASSM, Fot. US Air Force

Użycie w działaniach operacyjnych wyłącznie pocisków manewrujących tak jak to można było zaobserwować podczas ostatniego uderzenia na Syrię znacznie obniża próg podjęcia decyzji politycznej o rozpoczęciu działań wojennych. Przeszkodą nie są już potencjalne straty ludzkie zadane przez obronę przeciwlotniczą, a nawet obecność na terenie atakowanego kraju wojsk mocarstwa jądrowego. W związku z tym należy ocenić, że ryzyko wybuchu konfliktu toczonego wyłącznie "na dystans" może być większe niż klasycznej wojny. To lekcja także dla Polski. 

Rakiety manewrujące. Stara broń, nowa jakość

Pociski manewrujące, takie jak te używane podczas wojny w Syrii nie są nowym wynalazkiem. Wykorzystywano je już podczas II Wojny Światowej pod postacią latających bomb V-1, a sama idea tego typu broni jest jeszcze starsza. Rola rakiet skrzydlatych zdecydowanie jednak rośnie wraz ze wzrostem celności i zasięgu. Jak się to ma do modernizacji Sił Zbrojnych RP?

Na szeroką skalę rakiety manewrujące zadebiutowały podczas Operacji „Pustynna Burza” w 1991 roku. Wtedy to sił zbrojne USA wystrzeliły na cele w Iraku kilkaset rakiet Tomahawak i ALCM. Zastosowane pociski cruise były uzbrojonymi w głowice konwencjonalne wersjami rakiet przeznaczonych w czasie Zimnej Wojny do wykonywania zadań z użyciem broni jądrowej. Dopiero jednak znaczny wzrost celności związany z wykorzystaniem nowych systemów naprowadzania opartych na systemie TERCOM korzystającym z trójwymiarowej mapy terenu i nawigacji satelitarnej GPS nadał sensu użycia tego typu uzbrojenia nieposiadającego głowicy atomowej.

image
Grafika:Defence24.pl 

Na przełomie XX i XXI wieku nowe typy rakiet manewrujących do ataków konwencjonalnych spoza zasięgu wrogiej obrony przeciwlotniczej opracowały kolejne kraje i broń ta przestała być domeną wyłącznie największych mocarstw czyli USA i Rosji. W Europie pod wpływem doświadczeń m.in. z Pustynnej Burzy powstały rakiety rakiety Storm Shadow/SCALP/MdCN, Taurus KEPD 350 oraz JSM. Nad swoją bronią tej klasy pracują też kraje pozaeuropejskie jak np. Chiny, Indie, Korea Południowa czy Turcja. 

(AKTUALIZACJA 22.04.2018: US Air Force Central Command poinformowało, że w ataku na Syrię użyto pocisków manewrujących JASSM w wersji standardowej, a nie JASSM-ER. Był to chrzest bojowy pocisków JASSM).

Rosnące nasycenie uzbrojeniem tego typu wykazał konflikt w Syrii, gdzie swój debiut bojowy miało kilka typów uzbrojenia rosyjskiego: odpalane z bombowców strategicznych rakiety Ch-101 i Ch-555 oraz z okrętów nawodnych i podwodnych pociski systemu Kalibr-NK. Podczas ataku na cele związane z produkcją broni chemicznej władz syryjskich debiut miało z kolei nowe uzbrojenie amerykańskie czyli używane przez lotnictwo rakiety AGM-158 JASSM oraz francuskie pociski MdCN/NCM.

image
Montaż rakiety SCALP EG pod francuskim myśliwcem Rafale M, fot. MBDA

Malejące ryzyko prowadzenia wojny

Doświadczenia z wojny w Syrii są niezwykle istotne także z punktu widzenia polskiej strategii obronnej. Konflikt pokazał, że w chwili obecnej możliwe jest skuteczne prowadzenie działań wojennych na dużą skalę pozostając cały czas poza zasięgiem środków przeciwdziałania przeciwnika. Znacznie obniża to próg podjęcia decyzji o rozpoczęciu działań wojennych. Przeszkodą przestaje być ryzyko strat ludzkich po własnej stronie występujące przy konwencjonalnych bombardowaniach, a rakiety manewrujące są trudnymi do zniszczenia celami dla systemów obrony przeciwlotniczej dysponując przy tym znaczną celnością.

Warto przy tym zauważyć, że w przypadku ostatniego uderzenia w Syrii Waszyngton, Londyn i Paryż podjęły decyzję o wykonaniu ataku pomimo obecnością na terenach kontrolowanych przez władze w Damaszku wspierających ich wojsk rosyjskich. Nie należy mieć wątpliwości, że znaczny wpływ na polityczną zgodę przeprowadzenie tej operacji był właśnie dostęp do odpowiednich środków bojowych.

O ile podczas bombardowań Jugosławii w 1999 roku – pierwszej wojny wygranej wyłącznie przy użyciu lotnictwa - Zachód stracił dwa samoloty bojowe (przedwojenne prognozy Sojuszu zakładały wyższe straty), ok. 20 dronów i być może kilka rakiet Tomahawk (trudno o jednoznaczną ocenę czy niektóre rakiety nie osiągnęły swoich celów w wyniku przeciwdziałania obrony przeciwlotniczej jak podają Serbowie czy też na skutek awarii technicznej) to kolejna wojna toczona np. wyłącznie na dużym dystansie z użyciem pocisków manewrujących będzie wiązać się z jeszcze mniejszym ryzykiem po stronie atakującego. Zapewniając jednak realizację tych samych celów, co klasyczne bombardowania lotnicze.

Rosjanie uczą się od Zachodu

image
Moment zrzutu rakiety manewrującej z pokładu bombowca Tu-160 podczas akcji przeciwko rebeliantom w Syrii, fot. mil.ru

 Z konfliktów toczonych przez USA i Zachód po zakończeniu Zimnej Wojny wnioski wyciągnęli również Rosjanie, którzy wykorzystali konflikt syryjski jako poligon doświadczalny dla własnych środków bojowych dalekiego zasięgu. Jest to szczególnie ważne w zakresie bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO ponieważ pokazuje, że do osiągania rosyjskich celów politycznych możliwe są chirurgiczne ataki ze znacznego dystansu bez konieczności wchodzenia nosicieli w przestrzeń powietrzną czy morską atakowanych państw. Takie ryzyko należy uwzględnić w planach obronnych przede wszystkim w ramach realizacji kluczowych programów budowy wielowarstwowej obrony powietrznej od Wisły przez Narew po przenośne zestawy przeciwlotnicze takie jak Grom i Piorun. 

Równie istotne, co parametry samych zestawów jest zresztą posiadanie odpowiedniej architektury obrony przeciwlotniczej. Pociski manewrujące są trudne do wykrycia z uwagi na niski pułap lotu oraz niewielką skuteczną powierzchnię odbicia radarowego. Rozwiązaniem może być np. umieszczenie radarów na aerostatach (w ubiegłym roku Inspektorat Uzbrojenia rozpoczął dialog techniczny w tym zakresie), czy wykorzystanie samolotów klasy AWACS. Istotne jest jednak również połączenie różnych sensorów w ramach jednolitego obrazu sytuacji powietrznej. Takie możliwości daje np. system IBCS, pozyskany w pierwszej fazie programu Wisła. Należy jednak pamiętać, że w celu pełnego wykorzystania możliwości sieciocentrycznego systemu niezbędne jest połączenie w jego ramach jak największej liczby sensorów, a to dopiero musi nastąpić - w drugiej fazie programu Wisła, jak i w późniejszym projekcie Narew.

image
Okręt klasy Bujan-M zdolny do przenoszenia pocisków manewrujących Kalibr-NK, Fot. Stocznia Zielenodoskij Zawod IM. A. M. Gorkowa z Zielenodolska

Zwłaszcza, że Rosja uważa za jeden z priorytetów rozwój tej klasy uzbrojenia, czego najlepszym dowodem są nowe rodzaje broni zaprezentowanych przez prezydenta Putina w 2018 roku. Wśród nich znalazła się rakieta hipersoniczna „Kindżał” oraz pocisk manewrujący z napędem jądrowym o właściwie nieograniczonym zasięgu. W celu przenoszenia rakiet manewrujących Rosjanie reaktywują też bombowce strategiczne Tu-160 oraz budują kolejne jednostki pływające dostosowane do użycia rakiet, jak choćby małe jednostki typu Bujan-M i Karakurt. Co więcej, do ich przenoszenia są dostosowane istniejące okręty, w tym np. ciężki krążownik Admirał Nachimow. Dzięki temu Rosja szybko zwielokrotnia swoje siły uderzeniowe.

Trzeba też pamiętać, że Moskwa wprowadza równolegle pociski manewrujące bazowania naziemnego, przypuszczalnie oparte na rozwiązanach Kalibrów. Rakiety są odpalane z niektórych wersji wyrzutni systemu Iskander, a przynajmniej część z nich ma zasięg około 2600 km, co stanowi pogwałcenie układu INF zabraniającego stosować pocisków średniego i pośrdniego zasięgu bazowania lądowego. Do atakowania celów lądowych są również dostosowane rozmieszczone w Kaliningradzie wyrzutnie Oniks z pociskami naddźwiękowymi, o zasięgu około 450 km. Rosjanie zwiększają więc potencjał tak pod względem ilościowym, jak i jakościowym. Wspomniane rakiety mogą być przy tym użyte do zarówno do atakowania kluczowych obiektów w krajach ościennych, jak i jako element systemu antydostępowego (A2/AD), potencjalnie "odcinającego" wschodnią flankę od sojuszniczego wsparcia poprzez uderzenia w infrastrukture służącą przyjmowaniu wojsk NATO. 

JASSM i Orka - Polska zbliża się do czołówki NATO

Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej podjęło już ważne kroki w celu pozyskania rakiet manewrujących, co należy ocenić pozytywnie. Zakup rakiet JASSM, a następnie - jako pierwszy odbiorca eksportowy na świecie JASSM-ER o zasięgu do 1000 km - postawiło Polskę w awangardzie NATO. Posiadanie F-16 uzbrojonych w rakiety manewrujące już dziś umożliwia Siłom Powietrznym RP udział w operacji sojuszniczej takiej jak ta przeprowadzona w Syrii. W kolejnych latach możliwości mają zostać zwiększone wraz z dostarczeniem wspomnianych pocisków JASSM-ER oraz pozyskaniem nowych okrętów podwodnych uzbrojonych w rakiety cruise w ramach programu Orka.

Trzeba pamiętać, że systemy ofensywne są co najmniej tak samo ważne jak defensywne. Gdyby nie podejmować prób zniszczenia nieprzyjacielskich wyrzutni, skupiając się jedynie na zwalczaniu rakiet, mogłoby dojść do zużycia własnych zapasów pocisków przeciwlotniczych/przeciwrakietowych bądź przeciążenia OPL. Do tego własne rakiety manewrujące zapewniają odpowiedni potencjał odstraszania związany z możliwością przeprowadzenia adekwatnego odwetu na nieprzyjacielski atak z dystansu. 

image
Jedna z rakiet Tomahawk, która podczas operacji "Allied Force" spadła na terenie Serbii. Szczątki prezentowane w Muzeum Lotnictwa w Belgradzie, fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Wyzwaniem pozostaje samodzielne użycie rakiet manewrujących przez Siły Zbrojne RP. Jest to związane z brakiem nowoczesnych systemów pozwalających na prowadzenie rozpoznania na dystansach takich jakimi dysponuje pozyskiwane uzbrojenie. Do pełnego stworzenia efektywnego systemu umożliwiającego użycie tego typu uzbrojenia konieczny jest zakup satelitów obserwacji Ziemi i wspomagających je środków rozpoznawczych (np. drony) zdolnych do obrazowania terytorium potencjonalnego przeciwnika, naprowadzania pocisków oraz oceniania skuteczności prowadzonych uderzeń. System rozpoznania jest równie istotny nie tylko dla pocisków manewrujących, ale też dla zestawów artylerii rakietowej, która ma być pozyskana w ramach programu Homar.

Dopiero taki pełen system da Wojsku Polskiemu odpowiednią samodzielność prowadzenia działań operacyjnych z użyciem pocisków manewrujących na jaką dziś mogą sobie pozwolić np. Rosja, Francja czy Wielka Brytania. Zakup systemu uzbrojenia, nawet najnowocześniejszego, bez odpowiedniego systemu rozpoznania daje ograniczone możliwości bojowe. O tym, że taki scenariusz jest możliwy świadczy przykład Morskiej Jednostki Rakietowej. Wspomniana jednostka dysponuje jednym z najnowocześniejszych systemów pocisków ziemia-woda (typu NSM), ale Wojsko Polskie nie posiada środków, które pozwalałyby w sposób skuteczny i efektywny wskazywać cele na maksymalnych zasięgach tych pocisków.

Czytaj też: Pociski JASSM to dopiero początek zakupów MON. "Niezbędny satelita"

Wojna przyszłości - tylko na dystans? 

W przyszłości należy oczekiwać rosnącej roli rakiet manewrujących na polach przyszłych wojen. Wraz z rozwojem technologii broń tego typu jest ma coraz większy zasięg, jest celniejsza, trudniejsza do przechwycenia i tańsza. Rośnie też liczba państw dysponujących uzbrojeniem do tej pory zarezerwowanym wyłącznie dla najsilniejszych i najbogatszych krajów. Już w niedalekiej przyszłości można więc będzie sobie wyobrazić wygranie wojny konwencjonalnej prowadząc ją wyłącznie na dystans z wykorzystaniem właśnie pocisków manewrujących czy środków bezzałogowych. Takiego zagrożenia nie może lekceważyć żadne państwo.

Przygotowanie do "wojen rakiet cruise" powinno się więc odbywać drogą równoległego rozwoju systemów ofensywnych o charakterze odstraszającym, jak i defensywnych. W sytuacji Polski rezygnacja z któregokolwiek elementu może się przełożyć na brak adekwatnego poziomu ochrony przed rakietowym zagrożeniem. A to, jak pokazują działania w Syrii, będzie tylko rosło.

Współpraca Jakub Palowski

Reklama
Tweets Defence24