Reklama

Polska armata 155 mm wz. 1940 – „protoplasta” Kraba

3 maja 2019, 08:36
800px-155mm_m1917_Schneider_Hameenlinna_1
Armata Schneider, która miała zostać zastąpiona przez WZ. 1940. Fot. Balcer~commonswiki/Wikimedia Commons, CC BY 3.0

155 mm armata dalekonośna wz. 1940 do dnia wybuchu II wojny światowej została wykonana tylko w postaci jednego egzemplarza prototypowego. Zapewnie dlatego jest tak mało znaną konstrukcją, ale wartą przypomnienia chociażby ze względu na doskonałe charakterystyki taktyczno-techniczne premiujące to działo do jednego z najlepszych rozwiązań konstrukcyjnych tamtych lat. 

Dziś do eksploatacji stopniowo wchodzi 155 mm haubica samobieżna Krab, która stanowi zupełnie nową jakość w tej klasie sprzętu w naszej armii. Z kolei podstawę artylerii ciężkiej w okresie międzywojennym stanowiły haubice 155 wz.17 i 105 mm armaty wz.13/29. Natomiast armaty o kalibrze ponad 150 mm i dużej donośności czy moździerze o kalibrze ponad 220 mm zaliczane były już do artylerii najcięższej. 

Do 1923 roku w tej kategorii sprzętu Wojsko Polskie wykorzystywało m.in. armatę Cannone da 149A (12 sztuk) i moździerz Mortaio da 210/8 D.S. (8 sztuk). Po ich wycofaniu z eksploatacji stosunkowo późno dostrzeżono poważne ograniczenia co do możliwości ogniowych naszej artylerii, zwłaszcza wobec rosnących zasięgów, szybkostrzelności i skuteczności rażenia nowych konstrukcji dział wprowadzanych w innych armiach. W przemyśle zbrojeniowym II RP opracowano więc nowoczesny (na owe czasy) system artyleryjski 155 mm, który jednak - niejako w odróżnieniu od Kraba - nie zdążył wejść na uzbrojenie. Można jednak nazwać go pewnym, historycznym protoplastą najnowszego działa samobieżnego, używanego dziś przez Wojska Rakietowe i Artylerii.

Droga do opracowania systemu wz. 1940, bo o nim mowa, była jednak długa. Najpierw, w ramach kroków zaradczych opracowano więc wstępne wymagania dla nowej armaty dalekonośnej – kaliber 155 mm, zasięg ognia 20 000 metrów, masa 5000 kg i holowanie za pomocą ciągnika.

W pierwszym etapie realizacji zadania wybrano trzy działa zagraniczne – 149.1 mm armatę firmy Skoda oraz 155 mm armaty firmy Schneider (na łożu kołowym i gąsienicowym). Ostatecznie postawiono na rozwiązanie Skody, ale z planów zamówienia 25 dział zrezygnowano (najprawdopodobniej na skutek wprowadzenia oszczędności wynikających z ówczesnego kryzysu gospodarczego).

Kolejne podejście do zakupów już nieco zmodyfikowanych konstrukcji tych dwóch wzorów armat nastąpiło po 1935 roku, ale w tym wypadku czas realizacji zadania (czy nieudzielenie kredytów przez Francuzów) zmusiło stronę polską do podjęcia decyzji o samodzielnym opracowaniu takiej konstrukcji. 

155 mm armata dalekonośna wz.40 miała lufę (o długości 8111 mm) wykonaną z rury rdzeniowej oraz płaszcza i nasady połączonych gwintami i klinami. Zaopatrzono ją w hamulec wylotowy oraz otwierany do góry zamek śrubowy z uszczelnieniem plastycznym. Łoże składało się z trzech części (głównej, przedniej i pojedynczego ogona), a mechanizm podniesieniowy umieszono w dwóch skrzynkach przymocowanych do prawej jego ściany. Czop główny oporowy osadzony był obrotowo w przedniej części łoża a płyta pod niego składała się z nieruchomej dolnej traczy oraz kręgu obrotowego z dwoma ściągaczami.

Kołyskę zaopatrzono w łuki zębate (do nadawania wymaganego kata podniesienia) a na jej czopach osadzone były ramiona odciążaczy sprężynowych. Oporopowrotnik był hydro-pneumatyczny (długość odrzutu 950-1200 mm) z opornikiem umieszonym nad a powrotnikiem na sankach pod lufą. W skład układu jezdnego wchodziły koła tarczowe (średnica 1520 mm) o obręczach gumowych, pustakowych, zawieszone elastycznie a unieruchamiane podczas marszu za pomaca hamulca hydraulicznego.

Masa działa w położeniu bojowym wynosiła 15 000 kg, kąt ostrzału poziomego 90o, kąt podniesienia od 0o do 45o, prędkość początkowa pocisku do 900 m/s, a szybkostrzelność 1,5-2 strz./min. Dla armaty opracowano dwa typy pocisków (oba o masie 50 kg) wystrzeliwanych za pomocą ładunków prochowych o masie 19 kg. Trwały tez prace nad specjalnym pociskiem chemicznym. Maksymalna donośność przy ładunku normalnym wynosiła do 27 600 metrów.

Podczas jednych z testów oddano serię 12 strzałów przy silnym wietrze i kącie podniesienia ponad 18o osiągając donośność 19 000 metrów i rozrzut w głąb w granicach 500 metrów. Był to wówczas najlepszy wynik na świecie. Dla porównania, uznawana za jedną z najlepszych 155 mm armata francuska firmy Schneider miała rozrzut 1900 metrów przy takich samych warunkach strzelania.

Rozpoczęcie produkcji nowej armaty planowano zacząć od lipca 1939 roku, choć nadal prowadzono prace związane z usunięciem stwierdzonych wad i zwiększeniem szybkostrzelności. Armia początkowo zamierzała nabyć ich od 30 do 40 sztuk. Miały one wchodzić w skład trzech dywizjonów artylerii Naczelnego Wodza (w każdym 3 baterie po trzy działa). Inne założenia mówiły o wyposażeniu w taki sprzęt przynajmniej jednego dywizjonu przeznaczonego dla Armii lub Grupy Operacyjnej, ale koszt organizacji i uzbrojenia samego dywizjonu wynosił tyle, co koszt wystawienia trzech kompletnych pułków artylerii lekkiej o trakcji konnej.

6 września 1939 roku Niemcy opanowali Starachowice (gdzie wyprodukowano pierwszy egzemplarz broni) i przejęli jedyny prototyp działa, który potem wywieźli do swego kraju. Dalsze jego losy nie są znane. 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 45
Reklama
Lugal
poniedziałek, 6 maja 2019, 13:23

Jaki cel ma porównywanie prototypu armaty sprzed II WŚ z samobieżną armato-haubicą 155 mm? Wygląda to na siłowa próbę udowodnienia ciągłości myśli technicznej II i III RP. Niczemu to nie służy.

lol
poniedziałek, 6 maja 2019, 01:22

Tyle jest dostępnych zdjęć tej armaty, a wy dajecie schneidera? Wysilcie się trochę, skoro robicie tematyczny artykuł.

bla
niedziela, 5 maja 2019, 16:18

jedna armata, samoloty, które nie latały, dowódcy którzy uciekli - ciekawa była ta armia. Co rok MSPO potwierdza, że ciągłość jest zachowana - w makietach jesteśmy dobrzy.

Szach mat w jednym ruchu.
niedziela, 5 maja 2019, 14:24

Miała bardzo dobre parametry techniczne. Mówimy o systemie uzbrojenia,które nie weszło z oczywistych przyczyn do uzbrojenia. Natomiast było ciągle w razie udoskonalania kto wie co by było gdyby nie wojna.

w
niedziela, 5 maja 2019, 00:06

Ta armata była polska. A w Krabie polskie jest mocowanie recznej piły do drewna

akh
poniedziałek, 6 maja 2019, 10:03

Akurat najważniejszy element - czyli lufa była wykonana w Szwecji w Boforsie ze szwedzkiej stali :-)

Polak jeden z wielu
sobota, 4 maja 2019, 14:36

Więc Niemcy ukradli prototyp! Niech więc oddają równowartość wraz z procentami. Będzie pewnie znaczna sumka. A równocześnie wszystkie inne odszkodowania. Polska chętnie weźmie terytorium Niemiec jako rekompensatę.

FW
poniedziałek, 6 maja 2019, 13:45

Już wzięliśmy. Prusy zwane Mazurami, Dolny Śląsk, Lubuskie, Pomorze Zachodnie tak 103 788 km2 czyli jakieś 23 % terytorium sprzed 1939 roku.

akh
wtorek, 7 maja 2019, 22:24

Nie zapominaj, że terytorium IIRP przed 1939 rokiem liczyło ponad 370 a nie 312 tys km2. I mieliśmy figę do gadania jeśli chodzi o przebieg powojennych granic (no może poza drobnymi korektami granicznymi w latach 1950-1951). Granicę obecne nam narzucono, podobnie jak wyniszczającą i materialnie i ludnościowo (w tym hekatombę elit i inteligencji). Co do armety 155 wz.1940 to Niemcy jej nie ukradli - zdobyli jako trofeum wojenne - jest różnica.

dropik
sobota, 4 maja 2019, 13:41

Armata miała swoje wady: do transportu trzeba było ją rozłożyć więc potrzeba było 2 ciągniki silniejsze niż c7p, ale przede wszystkim była za droga. Podobnie jak nieszczęsne łosie .

Łoś
sobota, 4 maja 2019, 21:20

Co do Łosi kolega się myli , nie były za drogie , tylko kolejność nie była ta , najpierw trzeba było opracować myśliwiec , a dopiero potem samolot bombowy , a tak był problem bo jedenastki nie nadążały za Łosiami , tym samym nie były w stanie zapewnić im ochrony .

JaA
środa, 3 lipca 2019, 11:58

Tak też zrobiono - najpierwej myśliwskie P7 i P11 potem Karaś a na koniec Łoś.

Davien
poniedziałek, 6 maja 2019, 15:39

Panie Łos problemem w Polsce nie było opracowanie mysliwców bo te powstawały ale brak jakichkolwiek porządnych silników, naszym szczytem mozliwości okazała się Foka, reszte trzeba było zwyczajnie kupować za granića. Jastrząb mógł byc dobrym mysliwcem gdyby nie słabiutki silnik

Pl
sobota, 4 maja 2019, 12:43

Może coś o młodzierzu wz. 310

akh
niedziela, 5 maja 2019, 12:02

Moździerz 310 mm o ile mi wiadomo nie miał nadanego oznaczenia "wz." Zresztą w pełni polskim można go nazwać dość trudno - konstrukcja Austriaka, a najważniejsze elementy jak lufa zamek i pierwotne łoże wyprodukowano w Szwecji. A najgorsze to, że podobnie jak moździerze 220 mm był w WP koszmarnym wyrzucaniem pieniędzy. Kosztowały krocie a poza paradami były polskiemu wojsku zupełnie zbyteczne.

dropik
sobota, 4 maja 2019, 18:01

Równie przydatny jak ta armata.

Nord
sobota, 4 maja 2019, 09:51

Armata wz.40 była armata i w żadnym wypadku nie miała zastąpić widocznej na zdjęciu haubicy 155mm. Dwa różne działa, dwa różne przeznaczenia. Może lepiej coś przeczytać, za nim się napisze ?

Wreith
sobota, 4 maja 2019, 03:37

Użycie słowa "protoplasta"-"coś od czego wywodzi się jakaś rzecz" wg. słownika PWN jest chyba nieco nie na miejscu... Jeśli dobrze pamiętam to protoplasta Kraba nazywa się AS-90.

Kalder
sobota, 4 maja 2019, 01:03

Armaty nie miały zastąpic tych na zdjęciu. Były dość nieudane - konstruktorom nie mieściło sie w głowach, że to sprzęt średniogabarytowy -stąd pomysł dzielenia go na trzy części do transportu. W związku z tym zajęcie stanowiska do podjęcia ostrzału miało zajmować ... drobne 5 godzin! Dla 155mm armaty w warunkach wojny manewrowej! Porażka!

JaA
środa, 3 lipca 2019, 12:12

To że do transportu była rozkładana wynikało m.in z istniejącej infrastruktury drogowej. Konkretnie małej nośności mostów. Wojna manewrowa, tz błyskawiczna, to miesiące stagnacji na froncie i tygodnie walk manewrowych. Ta armata miała być przeznaczona do ostrzeliwania celów znajdujących się na głębokim zapleczu w statycznej fazie walk i początkowej fazie przejścia do bardziej dynamicznego okresu wojny.

Lord Godar
sobota, 4 maja 2019, 00:48

Armata wz.1940 miała bardzo dobre parametry balistyczne , jednak ze względu na masę , czasochłonne przejście z pozycji marszowej do bojowej i odwrotnie oraz niską ( różne podają dane) szybkostrzelność mogła się sprawdzić tylko na wyższym szczeblu ( korpus , armia) , dlatego zaczęto pracować nad lżejszym , mniej problematycznym działem tego kalibru .

667cm
sobota, 4 maja 2019, 00:19

Niemcy wywieźli nasze działo i nic o nim nie wiadomo. Czy nie czas by je oddali? A może choćby poinformowali co z nim zrobili. Wybaczyć im ten zabór, ale pod warunkiem dostępu do archiwów.

Stamtond
piątek, 3 maja 2019, 22:35

Pozwowle sobie uszczegolowic ostatni akapit. Starachowice zostaly zajete 8 wrzesnia. 6 wrzesnia doszlo do starcia awangardy 2 DL wermachtu z obroncami miasta. Glownie stanowiska obrony plot. W odwecie za podjecie walk niemcy zamordowali 23 cywili.

edward
piątek, 3 maja 2019, 22:03

Tka, oczywiście. Polska zawsze była potęgą a jej "wyroby" i ich "jakośc" były najlepsze w galaktyce. Nietety, układ, złych sił - złych państw, zawsze stawał na przeszkodzie ich rozwojowi. Pamiętam doskonały czołg a raczej protoptyp 10TP....przełomowa konstrukcja, doskonały pancerz i silnik....protoplasta dzisiejszego Leoparda (widomo że Niemcy ukradli nam plany). Doskonały myłiwieć Jastrząb, szybki, zwrotny, doskonale uzbrojony - protoplasta dzisiejszych F16 (tu z kolei Amerykanie dali czadu). Mieliśmy tez projekt super nowoczesnego okrętu podwodnego Orlica - zaawansowany napęd atomowy - protoplasta dzisiejszych oketów podwodnych....ach to były czasy....

Wawiak
poniedziałek, 6 maja 2019, 00:50

To obejrzyj sobie na YouTube na kanale Forgotten Weapons materiał o naszym rkm-ie wz28, o VIS-ie, czy prototypie karabinu samopowtarzalnego. W każdym podkreślana jest bardzo wysoka jakość produkcji oraz bardzo dobre i pomysłowe rozwiązania techniczne. Dodam, że jest to kanał prowadzony przez Iana McCollum'a - człowieka, który ma dość rozległą wiedzę w temacie.

Marek
sobota, 4 maja 2019, 23:01

Człowieku, Polska po odzyskaniu niepodległości nie miała w zasadzie żadnego przemysłu zbrojeniowego, bo zaborcy go tu nie lokowali. Więc może przestań się czepiać bez sensu, bo przemysł zbrojeniowy i motoryzacyjny startował tutaj od zera. Tym bardziej, że to, co w okresie międzywojennym w Polsce produkowano, było co najmniej przyzwoitej jakości. Od 10TP też się odczep, bo po sprawdzeniu w praktyce wad i zalet podwozia kołowo-gąsienicowego, w odróżnieniu od Rosjan nie zamierzaliśmy tej wymyślonej w USA pokraki produkować.

Extern
sobota, 4 maja 2019, 13:51

10TP nie był prototypem a raczej egzemplarzem eksperymentalnym. Próbowano go zrobić jako pojazd kołowo gąsienicowy co jak wiadomo było błędną ścieżką w historii rozwoju czołgów. Zauważyliśmy to i projekt zamknięto skupiając się na 14TP.

asdf
piątek, 3 maja 2019, 14:50

Nieszczesciem naszym bylo to ze w latach 30tych w zlym momencie weszlismy do wyscigu zbrojen. Albo za wczesnie (np samoloty mysliwskie seri P 11 - ktore w momencie powstania byly bardzo nowoczesne ale w 1939 przestarzale. Albo za pozno ( bron pancerna i artyleria, bron strzelecka)

kpiarz
sobota, 4 maja 2019, 15:44

za to w marynarkę wojenną zainwestowaliśmy mocno i z ogromną korzyścią dla nas - w skali efektów tej wojny

Lord Godar
sobota, 4 maja 2019, 01:00

Problemem naszym było w dużej mierze to , co i w tej chwili nadal pokutuje , że często sami nie wiedzieliśmy czego chcemy i potrzebujemy. Przykładem tego niech będą właśnie "zabawy" z wprowadzaniem sprzętu artyleryjskiego , począwszy od działek ppanc , po artylerię polową . Sami opracowaliśmy własnymi siłami kilka prototypów działek ppanc , a żadnego z nich nie zaakceptowano i nie wprowadzono do produkcji , bo KSUS i armia nie umiała się zdecydować i zmieniała oczekiwania. Tak samo z artylerią polową ... Było wiele prototypów dział 75 , 85 100 i więcej mm dla szczebla dywizji , korpusu ( tak były takie ...) , niektóre całkiem niezłe , tylko że wojsko raz je chciało , a raz nie i tym sposobem zostaliśmy w 1939r z tym co było ... Decydentom w latach 30-tych wydawało się , że mają dużo czasu na przygotowania do wojny , ale rzeczywistość to mocno i brutalnie zweryfikowała .

Extern
sobota, 4 maja 2019, 13:58

Bo naszym decydentom przede wszystkim nie mieściło się w głowach że do wojny z Niemcami rzeczywiście dojdzie. Trochę jak dzisiaj, niby przygotowują naszą armię na to , ale jakoś tak bez wiary że warto to robić.

kronan
sobota, 4 maja 2019, 13:55

Niestety sama prawda.Przykład jak wół Armata wz. 25 „Pocisk”.Wojskowi sami nie wiedzieli co chcieli mieć.Albo działko piechoty,albo działko pepanc albo coś uniwersalnego chyba.Ostatecznie sprawa z tym działkiem się rypła.A pomyśleć że można by je stukać 100 rocznie dla wojska i było by jak znalazł jako działka piechoty i było by jak znalazł do niszczenia Pancerów I i II.I znowu.Nie było nas stać żeby kupować 100 takich dział rocznie?Przez 10 lat było by ich przeszło 1000.Akurat po dwa działka na batalion.W zamian kupiono moździerze 220 mm zupełnie od czapy.Tak to niestety wyglądało w wielu innych przypadkach.Zmarnowano zwyczajnie czas nawet tak relatywnie krótki jak te 20 lat niepodległego państwa.

dim.
niedziela, 5 maja 2019, 08:42

A popatrz ile lat upłynęło, od wprowadzenia w UK haubicy AS-90, do wprowadz..ania jej w Polsce, na razie jeszcze pilotażowo i bez amunicji... jako "polska znakomita konstrukcja - Krab" ?

Davien
poniedziałek, 6 maja 2019, 15:44

Nic nie upłyneło czasu panei dim, bo działo Kraba to nie AS-90 L39 ale AS-90" braveheart" czyli wersja L52 której w WB nie uzywano.

Wawiak
poniedziałek, 6 maja 2019, 09:58

Tu warto przyjrzeć się przyczynom i osobom blokującym projekt.

krisss
piątek, 3 maja 2019, 14:38

To widać nie wiele się zmieniło jesli chodzi o tempo wprowadzania nowego uzbrojenia do armii :(

Lord Godar
sobota, 4 maja 2019, 01:02

Można tak powiedzieć .

Jan
piątek, 3 maja 2019, 13:29

rozumiem, że autor ma już przecieki i w związku z obecną modą historyczną oraz tworzeniem na nowo kawalerii takie cudo wejdzie do uzbrojenia?

jacek
piątek, 3 maja 2019, 12:31

bardzo ciekawy artykuł, wielkie dzięki...

Lord Godar
sobota, 4 maja 2019, 01:04

W czasach II RP powstało bardzo dużo ciekawych wzorów broni i uzbrojenia , o których niewiele wiemy , bo się o tym nie pisało . A szkoda , bo to rzuca całkiem inne światło na umiejętności naszych inżynierów i konstruktorów .

Wawiak
poniedziałek, 6 maja 2019, 00:53

Choćby w zasadzie prototyp działa samobieżnego: armatki p-panc na TKS-ach. Są zdjęcia, nawet fragment filmu z jakiejś defilady.

Davien
poniedziałek, 6 maja 2019, 15:45

Mówisz o wersji z działem 47mm?? Istotnie dośc ciekawie wyglada, działo chyba z wytwórni Pocisk jak sie zdaje.

Wawiak
wtorek, 7 maja 2019, 13:58

Dokładnie, ale była tez chyba wersja z Boforsem (coś mi się kołacze w głowie o dwóch wersjach). Tankietka była w sumie pomyślana chyba jako transport z możliwością strzelania - miała być zdejmowana do walki. W sumie mogło to się fajnie sprawdzić w większej ilości, choć wersja z nkm-em na wrzesień tez była wystarczająca. Dziurawiła chyba wszystko, co Niemcy mieli...

Lord Godar
sobota, 22 czerwca 2019, 03:30

TKS z nkm-em 20 mm to jak życie pokazało , najlepsze rozwiązanie z tych wszystkich które próbowano zastosować w tankietkach. Gdyby udało się uzbroić tak z 300-400 pojazdów i stworzyć do dyspozycji dowódców armii oddziały po 24 -32 takie pojazdy , gdzie podstawowym pododdziałem był by pluton w składzie 2 tankietki z 20-kami i 1 tankietka z karabinem maszynowym , to takie jednostki mogły by się nieźle sprawdzić we wsparciu p-pancernym naszych prawie bezbronnych w tym temacie dywizji piechoty tam gdzie były one gnębione i rozjeżdżane przez panzery. A co do tych tankietek z działkiem Boforsa , to ten pojazd na bazie tankietki nie miał racji bytu , był za mały i ciasny , a działko ustawione nie w linii symetrii pojazdu generowało problemy po strzale. Natomiast konstrukcja pod oznaczeniem PZInż.160 była ciekawsza , rokowała większe szanse i szkoda że nie udało się jej wprowadzić lub czegoś podobnego.

asdf
sobota, 11 maja 2019, 20:23

Piszecie o tankietkach TKD(z działkiem pocisk) i TKS-D(z boforsem). Był też prototyp tankietki z wieżyczką - TKW. Pomysłów to naszym konstruktorom nie brakowało. Zabrakło tylko czasu i pieniędzy. A dziś brakuje tylko woli politycznej.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama