Następca Szyłki szansą dla armii i zbrojeniówki – jeśli będą pieniądze [KOMENTARZ]

8 lutego 2019, 10:23
Biała
Zestaw Biała. Fot. 9bkpanc.wp.mil.pl.

Resort obrony bierze pod uwagę możliwość uruchomienia programu nowego zestawu obrony przeciwlotniczej wojsk lądowych, ale nie wiadomo czy będą na niego pieniądze w przygotowywanym Planie Modernizacji Technicznej. Taki system staje się coraz bardziej potrzebny wojsku, a jego budowa to szansa dla przemysłu.

Ministerstwo Obrony Narodowej i Siły Zbrojne przygotowują program o kryptonimie SONA, mający na celu pozyskanie nowego systemu obrony przeciwlotniczej dla mobilnych jednostek Wojsk Lądowych. Resort określa program jako „perspektywiczny”, ale jego realizacja w ramach przygotowywanego PMT zależy od zabezpieczenia na ten cel środków finansowych. Jeżeli jednak nie uda się znaleźć pieniędzy, może to oznaczać że na nowy system będzie trzeba czekać kolejną dekadę. Pomimo, że takie rozwiązanie może zostać zbudowane przez krajowy przemysł.

Obrona mobilnych jednostek w Polsce i w NATO

Obrona przeciwlotnicza mobilnych jednostek lądowych (pancernych, zmechanizowanych) jest ważnym elementem działań sił „ciężkich”, zapewniającym im odporność na ataki z powietrza, prowadzone przez załogowe i bezzałogowe statki powietrzne. Państwa NATO, takie jak Stany Zjednoczone czy Niemcy, po latach zaniedbań chcą odbudować swoje zdolności. Wspomniane zaniedbania wiążą się z tym, że do wybuchu wojny na Ukrainie kraje zachodnie nie uznawały wystąpienia zagrożenia z powietrza dla swoich żołnierzy za prawdopodobne. To się jednak zmieniło.

W Polsce obrona przeciwlotnicza jednostek lądowych zapewniana jest na dwóch poziomach. Pierwszy to dywizyjne pułki przeciwlotnicze, drugi – dywizjony przeciwlotnicze w brygadach. Głównym uzbrojeniem pułków są zestawy Osa-P i Kub, wspierane przez systemy bardzo krótkiego zasięgu, np. Grom i ZU-23/ZUR-23, oraz nowe Poprady. Z kolei wybrane dywizjony przeciwlotnicze brygad mają na wyposażeniu, oprócz zestawów przenośnych i ZU-23 w różnych odmianach, także systemy ZSU-23-4/MP Szyłka i Biała. Te ostatnie mają zapewniać bezpośrednią osłonę przeciwlotniczą jednostkom pancernym, także w ruchu. Takie zdolności – w pewnym zakresie – mają też systemy Osa-P, używane w pułkach przeciwlotniczych.

Pomimo modernizacji części Szyłek do standardu Biała od dawna wiadomo, że systemy te powinny zostać zastąpione nowszym rozwiązaniem o większych zdolnościach bojowych, także w zakresie zwalczania dronów i amunicji precyzyjnej. Kolejną kwestią jest możliwość zwalczania pocisków artyleryjskich, rakietowych i moździerzowych (C-RAM). Nowy system obrony mobilnych wojsk lądowych powinien trafić również do innych jednostek, na przykład zmechanizowanych.

W odpowiedzi na pytania Defence24.pl Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało: „Uprzejmie informujemy, że potrzeba osłony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu wojsk pancernych (w tym zwalczania zagrożeń typu RAM) została zdefiniowana w programie o kryptonimie SONA. Program jest uznawany za perspektywiczny, jednakże rozpoczęcie fazy analityczno – koncepcyjnej uzależnione jest od możliwości sfinansowania tego projektu i ujęcia go w planach resortu na okres do 2026 r. Istotą pozyskania zestawów SONA będzie wypełnienie zdolności do mobilnej osłony przeciwlotniczej Wojsk Lądowych, w tym zastąpienie obecnie użytkowanych zestawów przeciwlotniczych m.in. Szyłka oraz Biała”.

Resort obrony przyznał, że przygotowano program o kryptonimie SONA, zakładający pozyskanie zdolności mobilnej osłony przeciwlotniczej, także przeciwko zagrożeniom typu RAM. Uruchomienie programu, a ściślej fazy analityczno-koncepcyjnej (będącej pierwszym krokiem do realizacji zadania przez Inspektorat Uzbrojenia), jest jednak zależne od zapewnienia środków finansowych w perspektywie do 2026 roku. Na ten okres będzie przypadał przygotowywany przez MON Plan Modernizacji Technicznej. Jeżeli jednak w planie modernizacji nie będzie pieniędzy na system SONA do 2026 roku, to MON nie będzie miał podstaw do rozpoczęcia kolejnych etapów przygotowania i realizacji zadania. „Perspektywiczny” program może więc utknąć w miejscu.

Od Loary do SONY – droga do następcy Szyłki

Warto pokusić się o kilka słów komentarza. Potrzeba zastąpienia systemów Szyłka (a także częściowo Osa, czy nawet Kub) dostrzegana była od dawna. W tym celu uruchomiono przecież strategiczny program Loara. Choć został on zamknięty decyzją ówczesnego MON w 2009 roku (mimo tego, że pierwszy zestaw był na uzbrojeniu 10 BKPanc.), to technologie rozwinięte w jego ramach pozostały w krajowym przemyśle. Przykładami są między innymi stacje radiolokacyjne Soła i Bystra, czy armata 35 mm używana w morskim zestawie Tryton i lądowej baterii tego samego kalibru.

Zestaw Loara był przez pewien czas na uzbrojeniu 10 BKPanc. Fot. 10bkpanc.wp.mil.pl.
Zestaw Loara był przez pewien czas na uzbrojeniu 10 BKPanc. Fot. 10bkpanc.wp.mil.pl.

Niejako w międzyczasie w zbrojeniówce rozwijano inne technologie, np. związane z głowicami optoelektronicznymi, rakietami bardzo krótkiego zasięgu (Piorun), budową oraz integracją systemów przeciwlotniczych i systemów dowodzenia, wreszcie – systemów niekinetycznego zwalczania bezzałogowców (co za parę lat powinno być standardowym elementem systemów „mobilnej” obrony przeciwlotniczej). Dostępne stało się też nowe podwozie – K9, na którym osadzono haubicę Krab. Umowa licencyjna daje jednak nieograniczone możliwości jego wykorzystania w innych pojazdach, co zostało potwierdzone przez MON jeszcze w 2015 roku.

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że system osłony mobilnych jednostek wojsk lądowych – funkcjonujący we współpracy z przenośnymi systemami Piorun, i nowymi zestawami Narew  jest potrzebny. O ile można zrozumieć, że nie ujęto go w PMT na lata 2013-22, zawierającym szereg innych zadań z zakresu obrony przeciwlotniczej (Wisła, Narew, Poprad, Pilica, Piorun), to brak rozpoczęcia realizacji tego zadania w nadchodzącej perspektywie byłby poważnym błędem.

Od kilku lat obserwujemy bowiem skokowy wzrost zagrożenia ze strony niskolecących środków napadu powietrznego. To przede wszystkim bezzałogowce, pociski manewrujące i śmigłowce. Konflikt w Syrii pokazuje, w jaki sposób potrafi je wykorzystywać rosyjska armia, w niektórych przypadkach w ścisłej współpracy z jednostkami lądowymi. Aby móc zabezpieczyć własne jednostki lądowe, posiadanie skutecznego mobilnego systemu obrony – obok od innych „warstw” przeciwlotniczej „tarczy” – jest po prostu niezbędne. Dowodem na to jest choćby fakt, że dwa państwa odgrywające kluczową rolę w kolektywnym systemie obrony NATO – Stany Zjednoczone i Niemcy – zamierzają pozyskiwać „mobilną tarczę” w pilnej potrzebie operacyjnej (odpowiednio w ramach programów IM-SHORAD i NNBS).

Jak zbudować polski system obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu?

W polskich warunkach budowa takiego systemu może odbyć się siłami własnego przemysłu, i etapowo. Pierwszym elementem jest wzmocnienie zdolności zestawów przeciwlotniczych Poprad, dostarczanych już do pułków przeciwlotniczych, a także w niedalekiej przyszłości do wybranych brygad uzbrojonych w KTO. Poprady mogą być uzbrojone w rakiety Grom i Piorun, co daje maksymalny zasięg zwalczania celów ok. 6,5 km.

Polski przemysł (w tym Mesko i Telesystem-Mesko) przygotowały koncepcję nowego, polskiego pocisku przeciwlotniczego o zasięgu 10-12 km, który mógłby zostać opracowany z wykorzystaniem technologii zdobytych przy realizacji programów Grom i Piorun. Nowe rakiety mogłyby być odpalane z zestawów Poprad bez konieczności ich modernizacji, i w ramach istniejącego systemu kierowania i dowodzenia, co pozwoli na w miarę szybkie wdrożenie do służby i zapewnienie częściowej zdolności (dla brygad KTO, osłony jednostek wsparcia itd.). Być może można takie rakiety też wykorzystać do ulepszenia zestawów Osa, jako nowe uzbrojenie. Taki pocisk mógłby też wejść na uzbrojenie nowego zestawu przeciwlotniczego.

Równolegle należałoby podjąć prace rozwojowe nad integracją zestawu przeciwlotniczego. Aby jednak tak się stało, niezbędne są decyzje co do konfiguracji zestawu przeciwlotniczego, jak i finansowania prac. Obecnie wydaje się, że powinien on być uzbrojony w armatę/armaty 35 mm z możliwością użycia amunicji programowalnej, pociski rakietowe o zasięgu minimum 10 km (to konieczne aby móc zwalczać nowoczesne śmigłowce szturmowe spoza zasięgu ich uzbrojenia). Oprócz tego na wyposażenie zestawu powinny wejść systemy radarowe i elektrooptyczne służące do wykrywania i śledzenia celów oraz kierowania ogniem (opcją jest radar kierowania ogniem), a także system przeciwdziałania BSP, IFF itd.

To wszystko powinno być wpięte w system dowodzenia OPL i móc z nim współdziałać, a jednocześnie osadzone na odpowiednim podwoziu. Co istotne, wszystkie te elementy (być może oprócz radaru kierowania ogniem – o ile taki będzie wprowadzony) może dostarczyć polski przemysł. Szczegółowa koncepcja takiego systemu została niedawno opisana na Defence24.pl.

Innym czynnikiem, który trzeba wziąć pod uwagę jest upływ czasu. Nawet, gdyby dziś podjąć kierunkową decyzję o budowie takiego zestawu, konieczne będą opracowanie i uzgodnienie szczegółowych założeń, następnie budowa prototypu oraz przebadanie i zaakceptowanie go. Trudno wyobrazić sobie, by trwało to krócej niż cztery-pięć lat, a w praktyce może to zająć więcej czasu. Od kontraktu na rozpoczęcie produkcji seryjnej do pierwszych dostaw mogą upłynąć co najmniej dwa lata.

Obecnie obronę mobilnych wojsk lądowych wspierają zestawy Osa. Fot. 4zpplot.wp.mil.pl
Obecnie obronę mobilnych wojsk lądowych wspierają zestawy Osa. Fot. 4zpplot.wp.mil.pl

To oznacza, że jeśli budowa takiego systemu nie zostanie rozpoczęta w perspektywie do 2026 roku, następca Szyłki w praktyce trafi do wojska około roku 2030 lub nawet później. Oczywiście, może zostać wpisany do planu już w trakcie jego obowiązywania, ale to spowolni cały proces, i może spowodować albo dążenie do szybkiego zakupu „z półki”, choć taki sprzęt może zostać opracowany w kraju, albo stopniową utratę zdolności operacyjnych przez dywizjony OPL brygad pancernych.

Jest więc wysoce pożądane, aby w przygotowywanym PMT znalazły się środki na program SONA. Równolegle prace rozwojowe powinny zostać podjęte przez przemysł. To szczególny przypadek, bo krajowa zbrojeniówka dysponuje kompetencjami do budowy zdecydowanej większości lub wszystkich komponentów zestawu. Warto, aby taki potencjał nie został zaprzepaszczony.

Choć najwięcej uwagi decydentów skupia się na programach Narew i Wisła, to kwestia budowy systemu obrony przeciwlotniczej dla mobilnych jednostek staje się coraz pilniejsza, a bez niego pododdziały pancerne i zmechanizowane nie będą skutecznie chronione na polu walki. Program budowy nowego systemu obrony mobilnych wojsk lądowych powinien więc stać się priorytetem, nie tylko dla MON i Sił Zbrojnych, ale też całego rządu. Być może część prac rozwojowych można by sfinansować z budżetów innych resortów, czy w ramach innych mechanizmów. To duża szansa dla przemysłu, i jednocześnie możliwość zaspokojenia ważnych potrzeb wojska. Aby ją wykorzystać i za kilka lat wdrożyć nowy, perspektywiczny system, potrzebne są jednak szybkie decyzje i środki finansowe. 

Reklama
Tweets Defence24