Europejskie myśliwce 6. generacji [ANALIZA]

19 stycznia 2020, 09:25
2
Fot. Maciej Szopa/Defence24

Stany Zjednoczone są dzisiaj słusznie uznawane za zdolne do budowy najbardziej zaawansowanych bojowych konstrukcji na świecie. Poza nimi istnieje jednak przynajmniej jeden ośrodek zdolny do dorównania im w tej materii. Chodzi o kraje Unii Europejskiej, które już teraz dysponują rozwiązaniami z dziedziny techniki lotniczej niedostępnymi dla reszty świata i które obecnie rozpoczęły poważne prace nad myśliwcami „następnej generacji”.

Europejskie myśliwce czwartej generacji (i tzw. generacji 4+) powstawały w ramach kilku odrębnych ośrodków: we Francji (Mirage 2000, Rafale), Szwecji (Gripen) i współpracy paneuropejskiej (Eurofighter Typhoon). Powodowało to różnego rodzaju problemy, w tym te związane z rynkami zbytu i związaną z nimi ekonomią skali. Europejskie państwa producentów same nie miały bowiem aż tak wielkich wymagań ilościowych jak Stany Zjednoczone, żeby ustalić korzystną cenę za pojedynczy samolot i z tego powodu niełatwo było im konkurować z firmami amerykańskimi, dostarczającymi setki, a nawet tysiące maszyn na rynek rodzimy.

Z tego powodu jeszcze 10 lat temu nie było większych wątpliwości do tego, że kolejna generacja europejskich samolotów bojowych — niezależnie od tego czy załogowych czy bezzałogowych — zostanie oparta o wspólną platformę, taką, która mogłaby zostać zamówiona przez samych producentów w liczbie niemal 1000 sztuk. Pewnym wyjątkiem była tylko Szwecja, gdzie istniały (nie do końca zarzucone jeszcze) plany stworzenia następcy Gripena, znanego przez długi czas pod nazwą Flygsystem 2020, a potem Flygsystem 2025.

image
Wizja Flygsystem 2020. Rys. Saab

Ostatnie lata pokazują jednak, że wspólna europejska konstrukcja raczej jednak nie powstanie, i jest bardzo prawdopodobne, że będziemy mieli do czynienia z co najmniej dwoma konkurującymi przedsięwzięciami. Przyczyny takiego stanu rzecz mają korzenie polityczne.

Pierwsze kroki na drodze stworzenia paneuropejskiego myśliwca postawiono na początku ubiegłej dekady, kiedy Francja i Wielka Brytania porozumiały się w sprawie wspólnego opracowania BSP o nazwie Future Combat Air System (FCAS). Powstała w efekcie konstrukcja – na tym etapie nie precyzowano jeszcze czy załogowa czy bezzałogowa – miała stanowić przynajmniej element systemu bojowego nowej generacji.

W projekt zaangażowały się firmy Rolls-Royce, BAE Systems, Dassault Aviation i Safran, a dwa lata później dołączyły jeszcze Thales i Selex ES. W 2014 roku podpisano kontrakty na sumę 120 mln GBP na stworzenie studium wykonalności,  a w marcu 2016 r. zapowiedziano stworzenie latającego demonstratora technologii. Planowano na to przeznaczyć 1,7 mld GBP. W międzyczasie obydwa państwa w oparciu o partnerstwa międzynarodowe prowadziły programy bezzałogowych BSP Taranis (Wielka Brytania) i nEUROn (Francja).

W przeciwieństwie do takich programów jak Concord czy samolot pola walki SEPACAT program FCAS nie trafił na korzystny klimat polityczny. W 2016 roku Brytyjczycy zagłosowali za Brexitem, w odpowiedzi, na co Francja i Niemcy ( na których zlecenie od początku 2016 r. zaczął pracować Airbus Defence & Space myśliwcem „6. generacji” nazywanej początkowo Next Generation Fighter – NGF) zaczęły wykorzystywać udział Londynu w programie jako środek nacisku, aby ten nie wycofywał się z Unii Europejskiej. Retoryka wypowiedzi europejskich polityków sugerowała, że Wielka Brytania i jej przemysł lotniczy zostaną wykluczone, a co za tym idzie, zacznie odstawać technicznie od europejskiego poziomu technicznego. Do tego dochodziły jakoby pewne względy praktyczne – Brytyjczycy chcieli postawić przede wszystkim na rozwiązania prowadzące do stworzenia maszyny rozpoznawczej, o bojowej myśląc w dalszej perspektywie. Francuzi – co zrozumiałe, bo nie współpracowali przy programie F-35 – chcieli od razu maszyny bojowej o wysokich parametrach.

Brak porozumienia w kwestiach politycznych sprawił, że w lipcu 2017 roku to Francja i Niemcy podpisały porozumienie o stworzeniu europejskiego myśliwca nowej generacji, następcy Tornado, Eurofightera i Rafale, który wdrażany do służby byłby w latach 2035-40.  Dassault Aviation i Airbus Defence & Space podpisały umowę o wspólnej jego budowie w kwietniu 2018 roku. We Francji maszynę określono akronimem SKAF wywodzącym się od francuskiej pisowni nazwy FCAS (Le système de combat aérien du futur — SKAF). Przy okazji niemiecka firma MTU Aero Engines ogłosiła chęć stworzenia we współpracy międzynarodowej silnika turboodrzutowego NEFE (Next European Fighter Engine), który ma być gotowy około 2030 roku. Konstrukcja ta ma charakteryzować się m.in. większym ciągiem, niższym zużycie paliwa, łatwą obsługą i dużą trwałością.

FCAS/SKAF ma być samolotem dwusilnikowym, zdolnym do szerokiego wykorzystania broni precyzyjnej (jej makiety szeroko prezentowano na salonie lotniczym Le Bourget w czerwcu 2019 r.) i współpracy z bezzałogowcami, najpewniej jako dowódca roju. Koordynacją działań z bezzałogowcami zajął się Airbus D & S, który przeprowadzał udane próby w tym zakresie już pod koniec 2018 r. Makieta FCAS/SKAF miała premierę także na Le Bourget w 2019 r. Pokazano wówczas projekt statku powietrznego o bardzo futurystycznym kształcie (usterzenie typu V, wydłużona i spłaszczona sylwetka i faktura kadłuba zapowiadająca wykorzystanie zupełnie nowych materiałów konstrukcyjnych).

image
Fot. Maciej Szopa / Defence24

Wkrótce miało się okazać, że ostawieni „do kąta” Brytyjczycy nie zamierzali z pokorą czekać na decyzje Paryża i Londynu czy za wszelką cenę dołączać do ich programu. W lipcu 2018 r. na salonie Farnborough ogłosili niespodziewanie narodową strategię tworzenia bojowych maszyn przyszłości (tzw. Combat Air Strategy), przy okazji prezentując makietę załogowego myśliwca „6. generacji” Tempest. Już sama nazwa Tempest jest tutaj godna uwagi. Kiedy powstawał paneuropejski myśliwiec Eurofighter Typhoon, wówczas wszystkie kraje przyjęły jego nazwę za wyjątkiem Niemiec, które swoje maszyny określają po prostu jako Eurofighter. Typhoon to bowiem miano nawiązujące do brytyjskiego myśliwca bombardującego (Hawker Typhoon) z czasów drugiej wojny światowej. Maszyny, która bardzo dała się we znaki niemieckim wojskom we Francji i zadała im bardzo ciężkie straty. Samolotem, który powstał jako następcę Typhoona, także siejącym zniszczenie we Francji był z kolei… Hawker Tempest. Nazwa ewidentnie nawiązuje wiec do chwalebnych tradycji brytyjskiego oręża i nie ma żadnych „paneuropejskich” inklinacji. Przeciwnie, wygląda to jak rękawica rzucona Niemcom.

image
Wizja myśliwca Tempest. Na razie przypomina projekt Replica z lat 90. Rys. Rolls-Royce/Team Tempest.

Mimo że makieta bardzo przypominała maszynę, nad którą pracowano koncepcyjnie w latach 90. (pod kryptonimem Replica) i docelowo może wyglądać zupełnie inaczej, a projekt był w dużej mierze polityczny (wśród haseł znalazło się utrzymanie roli Wielkiej Brytanii jako globalnego lidera w technologiach lotniczych i obronnych), to wywołała wielkie zainteresowanie. Brytyjczycy ogłosili bowiem nie tylko stworzenie narodowej strategii, ale także utworzenie Team Tempest – międzynarodowego zespołu, do którego mogli się zgłaszać także zagraniczni partnerzy.

W zespole tym znalazły się Royal Air Force Rapid Capabiity Force (element państwowy odpowiedzialny za sformułowanie wymagań), BAE Systems (płatowiec, koordynacja projektu), Rolls Royce, MBDA i Leonardo. Projekt bardzo szybko nabrał więc charakteru międzynarodowego. Za pierwszy cel Team Tempest uznano zdefiniowane możliwości przyszłego systemu bojowego i stworzenie do niego niezbędnych technologii.

Podobnie jak francusko-niemiecki FCAS, Tempest ma być maszyną dwusilnikową (opracowaniem turboodrzutowego napędu zajął się Rolls Royce) uzbrojoną w pociski rakietowe najnowszej generacji (pociski MBDA Meteor i SPEAR) i broń energetyczną. Nad ta ostatnią pracują MBDA, Leonardo i QinetiQ w ramach programu Dragonfire. Jak przystało na projekt 6. Generacji Tempest ma być też zdolny do współdziałania z rojami bezzałogowców, którymi zapewne będzie dowodził. Gotowość Tempesta zakłada się na 2035. Pod warunkiem, że powstanie. Ostateczne decyzje mają bowiem zapaść w 2020 roku.

image
Wizja Tempesta i broni energetycznej stworzonej w ramach programu Dragonfire. Fot. BAE Systems

Obecnie istnieje zainteresowanie międzynarodowe obydwoma projektami. Do programu FCAS/SKAF w lutym 2019 roku dołączyła Hiszpania, a w lipcu tegoż roku Szwecja. Programami są też zainteresowane inne poważna państwa, m.in. poszukująca przyszłościowego rozwiązania dla swojego lotnictwa Japonia, Republika Korei czy Indie. Nie jest też wykluczone, że w projekt Tempesta zaangażują się Amerykanie z Lockheed Martina, którzy obecnie szeroko współpracują z BAE Systems przy programie F-35 (Brytyjczycy produkują 15 proc. każdego samolotu!).

Najbliższe lata, a być może nawet rok 2020 pokażą, czy uda się doprowadzić jeszcze do połączenia europejskich wysiłków i zgodnie z pierwotnym planem stworzenia jednej maszyny. W obecnej sytuacji politycznej wydaje się to mało prawdopodobne. A szkoda, bo efekt takiej całościowej współpracy mógłby zaowocować stworzeniem produktu (rodziny systemów), który mógłby być konkurencyjny tak jeśli chodzi o zdolności, jak i cenowo, nawet dla produktów, jakie powstaną w kolejnych dekadach w Stanach Zjednoczonych.

Reklama
Tweets Defence24