Szatkowski: NATO zwiększa poziom ambicji [WYWIAD]

28 czerwca 2021, 13:17
Szatkowski_Blaszczak_Wojciech_Krol1
Fot. st. szer. Wojciech Król/CO MON
Reklama

Decyzje szczytu w Brukseli stanowią istotne wzmocnienie Sojuszu Północnoatlantyckiego. (...) Będziemy mogli dążyć do osiągania celów strategicznych Sojuszu już w czasie pokoju i kryzysu. Możemy więc powiedzieć, że NATO zacieśnia poziom integracji wojskowej i zwiększa poziom ambicji - mówi w rozmowie z Defence24.pl Tomasz Szatkowski, Ambasador RP przy Kwaterze Głównej NATO.

Jakub Palowski: Niedawno zakończył się szczyt NATO w Brukseli. Przed tym spotkaniem wiele uwagi poświęcano kwestiom nie związanym bezpośrednio z obroną kolektywną, takim jak ochrona klimatu, jednak w deklaracji widać wiele zapisów dotyczących klasycznie rozumianego bezpieczeństwa, oczywiście obok nowych wyzwań. Jak Pan Ambasador skomentuje ustalenia szczytu w kontekście Polski i zagrożenia z kierunku wschodniego?

Tomasz Szatkowski, Ambasador RP przy Kwaterze Głównej NATO: Najbardziej istotnym elementem decyzji szczytu jest pakiet NATO 2030. Owszem, odnosi się on do nowych wyzwań, takich jak ochrona klimatu czy akcelerator technologiczny, ale w tym pakiecie znalazło się również odpowiednie i bardzo ważne miejsce dla kwestii odstraszania i obrony. NATO 2030 obejmuje między innymi zobowiązanie szefów państw i rządów do wprowadzenia w życie zapisów dokumentów wojskowych na poziomie strategiczno-operacyjnym, ustanawiających nową doktrynę prowadzenia działań (ang. deterrence and defence concept) oraz koncepcję rozwoju zdolności (ang. warfighting concept). 

Oba te dokumenty mają przełomowy charakter i tworzą zupełnie nowy paradygmat odnośnie tego, jak NATO będzie prowadziło działania, generowało swoje siły. Zostały one przygotowane i przyjęte już wcześniej, jednak uznano, że – właśnie z uwagi na ich przełomowy charakter – potrzebne są decyzje polityczne odnośnie ich wdrożenia w siłach zbrojnych państw członkowskich. I właśnie co do tego porozumieli się przywódcy państw i rządów podczas ostatniego szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego. 

Musimy też pamiętać, że pełen zakres decyzji szczytu NATO jest umieszczony w dokumentach niejawnych, a deklaracja o której Pan mówi stanowi jedynie ich publicznie dostępne podsumowanie. Podsumowując, na szczycie w Brukseli podjęto więc bardzo daleko idące decyzje dotyczące wspólnej obrony, a Polska odegrała ważną rolę w procesie ich podejmowania.

W jaki sposób w procesie przygotowania tych ustaleń uczestniczyła Polska, w tym Stałe Przedstawicielstwo RP przy NATO?

Byliśmy inicjatorami wprowadzenia tych decyzji w ramach pakietu NATO 2030. W tym zakresie działaliśmy aktywnie porozumiewając się z innymi członkami Sojuszu, a także odpowiednimi instytucjami w Kwaterze Głównej i w SHAPE. Działaliśmy na bazie instrukcji, przekazanych nam przez Pana Prezydenta, Ministra Obrony Narodowej i Ministra Spraw Zagranicznych. Dzięki naszej pracy udało się znaleźć odpowiednią równowagę pomiędzy zagadnieniami obrony i odstraszania oraz podjąć decyzję co do wdrożenia tych przełomowych ustaleń, szczególnie w siłach państw członkowskich NATO, ale też w procesie planowania.

We wspomnianej przez Pana deklaracji potwierdzono też decyzje dotyczące Inicjatywy Gotowości NATO, tzw. 4x30.

Decyzje w sprawie Inicjatywy Gotowości zostały podjęte już wcześniej, natomiast w trakcie szczytu potwierdzono deklaracje państw członkowskich o zaangażowaniu swoich sił i utrzymywaniu ich na odpowiednim poziomie, tak by były gotowe do rozmieszczenia w ciągu 30 dni. To ważna inicjatywa, bo rozszerza pulę sił do dyspozycji dowódcy naczelnego NATO i USA w Europie (SACEUR). Jednocześnie tworzy kulturę utrzymywania przez cały czas relatywnie wysokiego poziomu gotowości w siłach zbrojnych krajów członkowskich.

Ustalenia ostatniego szczytu w Brukseli idą jednak jeszcze dalej. O ile Inicjatywa Gotowości była do pewnego stopnia rozszerzeniem podejścia, przyjmowanego na przykład przy tworzeniu Sił Odpowiedzi, a więc wydzielania określonych sił do dyspozycji NATO przez państwa członkowskie. Zgodnie z wytycznymi przyjętymi w czasie ostatniego szczytu kraje członkowskie będą jednak dążyć do maksymalnej koordynacji procesu utrzymywania gotowości i zaangażowania w plany ewentualnościowe swoich sił zbrojnych w sposób holistyczny, nie będzie to dotyczyć tylko ich wydzielonych elementów. 

To wiąże się z większą koordynacją, wręcz „uspójnieniem” planowania oraz wykorzystania swoich sił zbrojnych także w czasie pokoju i kryzysu, nawet w ramach ćwiczeń. Podam przykład – duża część działań naszych sojuszników takich jak Wielka Brytania czy Francja, które są obiektywnie ważne z punktu widzenia podstawy obronnej całego Sojuszu, dziś nie jest realizowanych pod egidą NATO, ale dzięki decyzjom szczytu w Brukseli będzie mogła zostać uwzględniona w szerszym kontekście sojuszniczym. To m.in. misje lotniskowców, czy działania środków rozpoznania, nadzoru i wywiadu. Dzięki temu będziemy mogli dążyć do osiągania celów strategicznych Sojuszu już w czasie pokoju i kryzysu. Możemy więc powiedzieć, że NATO zacieśnia poziom integracji wojskowej i zwiększa poziom ambicji. 

Pojawiają się głosy, że koncentracja administracji Bidena na zagrożeniu ze strony Chin, w połączeniu z działaniami części państw europejskich, skupienie na problemach wewnętrznych zagraża spójności Sojuszu Północnoatlantyckiego. W jaki sposób do tego problemu odnoszą się decyzje szczytu w Brukseli?

Zacznę od tego, że decyzje szczytu stanowią istotne wzmocnienie Sojuszu Północnoatlantyckiego. W NATO zawsze były i są napięcia pomiędzy sojusznikami, dążenie do własnych celów przez poszczególne państw. Jednocześnie jednak w Brukseli udało się wypracować i przyjąć pakiet decyzji, które znacząco wzmacniają postawę obronną i prowadzą do zacieśnienia koordynacji pomiędzy krajami członkowskimi, co stanowi dowód na utrzymanie spójności NATO.

Chciałbym podkreślić tutaj też rolę sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga, który z jednej strony w sposób umiejętny zarządzał sporami pomiędzy sojusznikami, dążąc do kompromisu, a z drugiej – zdołał utrzymać ostateczne decyzje na wysokim poziomie ambicji, adekwatnym do rozwoju zagrożeń. Dotyczy to w szczególności finansowania inicjatyw NATO i zwiększenia budżetu Sojuszu. 

Natomiast ze strony administracji prezydenta Joe Bidena nie mieliśmy żadnych sygnałów o jej ewentualnym ograniczeniu jej zaangażowania w NATO, czy w obronę kolektywną. Od dłuższego czasu obserwuję działania poszczególnych administracji od ostatnich lat prezydentury Baracka Obamy, poprzez Donalda Trumpa i obecnie Joe Bidena i mogę powiedzieć, że kurs na wzmocnienie NATO jest niezmiennie utrzymywany. Dzieje się to niezależnie od rozważania przez Amerykanów szerszego otwarcia kanałów komunikacji z Rosją, bo dostrzegamy taką tendencję.

Zatrzymam się na moment przy finansach. Tuż przed szczytem NATO pojawiły się doniesienia medialne o tym, że niektóre państwa członkowskie, w tym Francja, będą chciały dążyć do zablokowania czy ograniczenia zwiększania budżetu Sojuszu. Czy więc mimo wszystko udało się spełnić te założenia? 

Tak, wydatki obronne były przedmiotem jednej z ważniejszych dyskusji podczas szczytu i w trakcie przygotowywania jego ustaleń. Początkowo wśród sojuszników dominowały trzy postawy: pierwsza, braku ogólnego entuzjazmu do podnoszenia wydatków obronnych, druga – dążąca do zwiększenia wydatków narodowych i trzecia, która chciała zarówno wzrostów budżetów narodowych, lecz akcentowała głównie wzrost puli, z której wspólnie korzysta NATO.

Ostatecznie druga i trzecia osiągnęły kompromis i nadały ton dyskusji w trakcie szczytu. W efekcie wszyscy sojusznicy zgodzili się na to, że jest miejsce na zwiększenie zarówno narodowych wydatków na obronę, jak i na przekazanie większej puli do wspólnego gospodarowania przez Sojusz. 

Co więcej, nie będzie to proste zwiększenie zakresu środków finansowych, ale też rozszerzenie zakresu zadań finansowanych z środków będących do dyspozycji Sojuszu, choć oczywiście obecne programy takie jak NSIP będą kontynuowane. Możemy więc spodziewać się w nadchodzących latach dążenia do współfinansowania szeregu działań NATO podejmowanych w celu wdrożenia decyzji szczytu w Brukseli, w tym tych o których mówiłem wcześniej.

W dyskusji publicznej często pojawia się teza, że sposób podejmowania decyzji w NATO na zasadzie jednomyślności za poważne ryzyko dla skuteczności reagowania w sytuacji zagrożenia. W jaki sposób do tej kwestii odnoszą się decyzje z ostatniego szczytu w Brukseli?

Zasada jednomyślności jest fundamentem dla utrzymania politycznej kontroli państw członkowskich nad siłami zbrojnymi i jako taka została utrzymana. Wprowadzane są jednak pewne mechanizmy, mające na celu znalezienie odpowiednich środków reagowania w sytuacji kryzysowej, w szczególności związane z podnoszeniem poziomu gotowości bojowej i przygotowaniem sił. Wszystko to pozwala na dużo większą elastyczność reagowania, bez uchybienia dla zasady jednomyślności. 

Ministerstwo Obrony Narodowej niedawno poinformowało o zawarciu umowy na pozyskanie bezzałogowców Bayraktar TB2 z Turcji. Część komentatorów w Polsce była zdania, że tego rodzaju zakup to pewna demonstracja niezależności Polski wobec zachodnich sojuszników, włącznie z USA. Z drugiej jednak strony zamówienia obronne pomiędzy państwami NATO są czymś zupełnie normalnym i mogą nawet służyć wsparciu więzi w ramach Sojuszu. Jak Pan to skomentuje?

Współpraca między Polską a Turcją jest realizowana właśnie po to, aby z jednej strony zwiększyć nasze własne zdolności obronne, a z drugiej – wzmocnić system obrony kolektywnej. Turcja to ważny kraj z NATO, jeden z naszych sojuszników. Podkreślam, że o poprawę relacji z Ankarą i zwiększenie jej zaangażowania w NATO zabiegają również inne państwa, w tym USA. Nie można więc w żaden sposób zgodzić się z narracją, że jest to działanie wbrew sojusznikom. 

Szukamy sposobów, aby państwa członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego wzajemnie uwzględniały swoje wrażliwości bezpieczeństwa. Z tego też powodu Polska zdecydowała o wysłaniu samolotu patrolowego z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej do misji wsparcia w ramach NATO Tailored Assurance Measures, aby zademonstrować solidarność sojuszniczą z Ankarą i wypełnić treścią decyzje podjęte jeszcze w związku z wojną domową w Syrii u granic Turcji. Podkreślam też, że zaangażowanie Wojska Polskiego w tą misję zostało bardzo dobrze przyjęte przez stronę turecką. Ankara zdecydowała się z kolei wydzielić myśliwce F-16 do misji Baltic Air Policing, a rozmieszczenie ich w Polsce można odczytywać jako sygnał w stronę Warszawy. 

Turcja i Polska zacieśniają więc współpracę obronną działając wspólnie, w tym w ramach inicjatyw realizowanych Sojusz Północnoatlantycki, a kontrakt na bezzałogowce wpisuje się w tą współpracę. Dodam, że żaden z sojuszników nie odnosił się krytycznie do naszej decyzji o pozyskaniu BSP Bayraktar TB2, a planiści NATO odpowiedzialni za budowę świadomości sytuacyjnej mogą być z niej zadowoleni, biorąc pod uwagę informacje, jakie będzie można dzięki nim pozyskać.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
Reklama
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 30
Reklama
cosybancks
niedziela, 22 sierpnia 2021, 07:23

Myślałem , że zwiększają poziom amunicji !!! Należałoby jak najszybciej wymienić cywila na generała i to amerykańskiego !! W razie W , od razu wiedziałby co ma robić !!! Teraz zanim się zbiorą i zredagują jakieś pismo potępiające działania ruskich , to ruskie będą już w Berlinie !!!?

Amerykanie kaput, jak i również ich wasali!
sobota, 17 lipca 2021, 16:06

Afgańska mogiła amerykańskiej hegemonii.Kraj, który miał być poligonem możliwości egzekwowania światowej hegemonii USA, stał się jej mogiłą. Wycofywanie się amerykańskich sił zbrojnych z Afganistanu przybiera formę spektakularnej rejterady. Przebiega wyraźnie szybciej niż wycofywanie „ograniczonego kontyngentu” Armii Radzieckiej, które Michaił Gorbaczow rozłożył na dwa lata. Tymczasem wyjście Amerykanów z kraju, który można nazwać mogiłą imperiów, rozpisać trzeba raczej na miesiące. Afganistan zmienił układ sił Zapowiadał je prezydent Donald Trump, który pod hasłem „America first” obwieszczał porzucenie roli światowego imperium, na rzecz przykrojenia zaangażowania według jasno i pragmatycznie ustalonych interesów społeczeństwa USA. Jednak jego plan błyskawicznie realizuje następca, oficjalnie modelowy liberał , który obiecywał „powrót Ameryki” do „zarządzania globalnego”. Potwierdza to tylko, jakim, nie mającym żadnej perspektywy strategicznego zwrotu obciążeniem stała się dla Waszyngtonu interwencja w Afganistanie i jak bardzo światowy układ sił zmienił się na niekorzyść Amerykanów. Administracja Bidena nadała opuszczeniu tego azjatyckiego kraju taki priorytet, że gotowa jest na wpisanie w straty kosztów zarówno przeszłych, jak i obecnych. Przeszłe to około 2,26 biliona dolarów samych wydatków wojskowych i około biliona wydanego na organizację afgańskich sił bezpieczeństwa i armii. Nie na wiele się one zdały, bowiem w kolejnych dystryktach siły te rozsypują się pod naciskiem ataków talibów, lub wręcz przed ich nadejściem. Straty bieżące to wielka szkoda dla militarnego prestiżu USA, a przecież składa się on także na to, co określamy potencjałem odstraszania przeciwników i potencjałem wiarygodności wobec sojuszników, przekładając się, co za tym idzie, na możliwości politycznego wpływu na zachowanie jednych i drugich. Interwencje w Afganistanie, a także w w Iraku nie oznaczały kosztów wyłącznie ilościowych – finansowego wykrwawiania Stanów Zjednoczonych. Na długi czas przykuły one uwagę amerykańskiej elity, kształtowały myślenie strategiczne amerykańskich wojskowych i same amerykańskie siły zbrojne, które latami przygotowywano do asymetrycznej wojny przeciwpartyzanckiej z prymitywnym technologicznie przeciwnikiem. Przez te lata Rosja i przede wszystkim Chiny kierowały coraz większe środki na wszechstronną modernizację swoich sił zbrojnych tak, aby stały się one równym przeciwnikiem dla USA na swoich teatrach, co zmieniło układ sił na globie. Czasy, w których amerykańska strategia zakładała możliwość toczenia jednocześnie dwóch wojen z rozwiniętymi armiami państwowych przeciwników odeszły już dawno. Przegrani interwencji Obraz bazy lotniczej Bagram przez dekady pełniącej rolę głównego węzła logistycznego interwencji, opuszczonej chyłkiem w ciągu jednej nocy, bez powiadomienia władz Afganistanu, z pozostawieniem pojazdów czy nawet broni lekkiej jest obrazem desperacji. Choć być może to lepsza strategia niż wycofywanie się w obiektywach kamer, jak to było w Wietnamie. Inaczej niż tam Amerykanie zadbali jednak w zasadzie tylko o siebie. Ich kolaboranci, przedstawiciele kabulskich elit, którzy wpisali się w amerykańską wizję „nation building” muszą radzić sobie sami. Z Afganistanu co i rusz nadchodzą informacje o ponurych nastrojach w tej chyba dość cienkiej warstwie zdecydowanych beneficjentów i zwolenników narzuconej zbrojnie demoliberalnej modernizacji. Jeszcze cieńsza jest grupa tych, których stać na samodzielne opuszczenie Kabulu. Dla wszystkich pozostałych wizja powrotu talibów jest wizją dramatyczną. Powrót ten jest zresztą powtórką z historii. Lubimy przedstawiać interwencję radziecką trwającą od 1979 r. w kategoriach brutalnego najazdu i okupacji. Jednak przecież i w tym przypadku w Afganistanie nie zabrakło grona wyczekujących jej i na niej korzystających. Ludowo-Demokratyczna Partia Afganistanu była typową organizacją zradykalizowanych intelektualistów w pierwszym pokoleniu, których do komunizmu pchnęła niezgoda na dojmującą nędzę materialną, całkowitą podległość wobec głowy klanu i ciasny horyzont kiszłaka. Obietnica modernizacji w socjalistycznym wydaniu – pracy inżyniera w fabryce i mieszkania w bloku z centralnym ogrzewaniem, czy życia kobiety bez burki za to z możliwością wychylenia lampki wina w miejskiej kawiarni, miała swoich gorących zwolenników w Kabulu już pod koniec lat 70 XX w. Jednak podobnie jak dziś, ludzie tacy okazali się być wówczas w mniejszości, a prowincjonalny, jak się okazuje prawdziwy Afganistan, znów zapukał w bramy stolicy. Czy może raczej uderzył uderzył w nią kolbą karabinu. Ideologiczny radykalizm Wśród przesłanek amerykańskiego ataku na Islamski Emirat Afganistanu talibów była oczywiście doraźna potrzeba manifestacji siły, zemsty, zrobienia czegoś po ciosie prosto w twarz, jaki USA otrzymały 11 września 2001 r. Stała za tym i głębsza geopolityczna wizja „wielkiego Bliskiego Wschodu” i „nowego Wielkiego Wschodu” czyli przestrzeni kluczowej, jak uważał jeszcze Brzeziński, do kontrolowania eurazjatyckiej Wielkiej Wyspy, a przy tym bliskowschodnich zasobów kopalin, postrzeganych jako równie kluczowe w czasach, gdy żaden z relewantnych polityków, a już na pewno nie nafciarz – George W. Bush, nie mówił o żadnym zielonym ładzie. Jednak sposób, w jaki Amerykanie zrealizowali swoją zemstę za World Trade Center, a tym bardziej agresja na Irak, która przecież nie miała żadnej tego rodzaju przesłanki, sposób okupacji tego drugiego kraju, gdzie do gołej ziemi zdemontowano struktury państwowe, łącznie z armią, choć przecież Amerykanie mieli możliwości rozwiązań kompromisowych z dużo bardziej pragmatycznymi irackimi generałami i funkcjonariuszami partii Baas, wskazuje nam, jak silne było ideologiczne podłoże amerykańskiej polityki. Próba szczepienia liberalnej demokracji i wolnorynkowego kapitalizmu w Iraku, czy w jeszcze bardziej sfragmentaryzowanym etnicznie i tradycjonalistycznym Afganistanie, sięgała tego poziomu ideologicznie podbudowanej nonszalancji, jaką wcześniej wykazali radzieccy doradcy. Neokonserwatyści, którzy skolonizowali administrację Busha juniora, byli w istocie zbrojnymi liberałami, radykalniejszymi niż Barack Obama, Hilary Clinton i Joe Biden, całkowicie poważnie rozpatrującymi możliwość amerykanizacji większej części świata w kategoriach ideologicznych właśnie. Trupy żołnierzy, biliony wydanych dolarów i pośpiech ucieczki to rachunek nie tylko za geopolityczną, militarną pychę, ale także ideologiczny radykalizm amerykańskiej polityki. Perspektywa sahiba Według najczęściej powtarzanych szacunków talibowie kontrolują już jedną trzecią spośród 421 dystryktów Afganistanu. Oni sami twierdzą, że panują nad 80 proc. powierzchni kraju. Ich szybkie postępy z ostatnich tygodni, szczególnie w obszarach przygranicznych na rubieży Iranu, Uzbekistanu i Tadżykistanu każą dopuścić, że powierzchnia ich domeny jest już większa. W opublikowanym w czwartek wywiadzie portal gazeta.pl postanowił opisać sytuację w Afganistanie słowami publicystki „Krytyki Politycznej” Jagody Grondeckiej, mieszkającej w Kabulu. „Teraz jest najgorzej od 2001 r., czyli początku zachodniej interwencji i obalenia rządu talibów. I to nie tylko moja opinia, ale też powszechnie wyrażana przez Afgańczyków” – powiedziała Grondecka tak, jakby znała opinię co najmniej jednego mieszkańca każdego dystryktu i zajrzała do setek kiszłaków na afgańskiej prowincji. W wywiadzie tym najbardziej uderzające jest to retoryczne oddzielanie Afgańczyków od talibów, jakby ci ostatni byli przybyszami z innej planety, a nie ruchem, który już raz wywalczył władzę w tym kraju, a przez ostatnie 20 lat był w stanie kontrolować znaczne jego obszary, stawiając opór najpotężniejszej armii świata, wysłanej przez ówczesnego globalnego hegemona. Wydźwięk tego wywiadu jest taki, że łaknący westernizacji Afgańczycy zostali porzuceni przez USA i teraz padną ofiarą talibów wypreparowanych z afgańskiego kontekstu. Po 20 latach interwencji w Afganistanie Amerykanie zdali sobie sprawę, że talibowie nie są przybyszami z innej planety, lecz autochtoniczną siłą społeczno-polityczną tego kraju o głębokim zakorzenieniu. Skoro przez tyle lat nie dysponowali oni ani wielkimi zasobami materialnymi, ani państwową strukturą instytucjonalną, ani technologiczną potęga, a mimo to utrzymali się w roli głównego aktora na afgańskiej scenie politycznej i na afgańskim placu boju, warto przyjąć do wiadomości, że są po prostu immanentną częścią afgańskiej rzeczywistości. Teoria wojny partyzanckiej jest rozwijana od dwóch wieków i każdy z jej teoretyków (tudzież praktyków) potwierdzi, że żadna partyzantka nie jest stanie działać bez znaczącego zaplecza wśród mieszkańców obszaru na jakim operuje. Jak widać nadal nie przyswoiła sobie tego polska „postępowa” publicystka, wyrzekająca na to „jak Amerykanie zdecydowali się pośpiesznie i jednostronnie wycofać”, co brzmi kuriozalnie w ustach przedstawicielki periodyku, który zapowiadał się jako organ radykalnej lewicy. W istocie korespondentka „Krytyki Polityczne przyjmuje postawę XIX-wiecznych zachodnich sahibów nie potrafiących sobie nawet wyobrazić, że Afgańczycy, a przynajmniej spora ich część, mogą chcieć żyć całkowicie wbrew zachodnim standardom i szukających sposobu zaordynowania im tych standardów. Powtórzmy – wszystko to od publicystki redakcji wywieszającej na sztandarze kosmopolityzm i tolerancję dla różnicy kulturowej. Tak oto przedstawicielka środowiska pouczającego nas, że „nie ma ludzi nielegalnych”, każącego nam wpuszczać do naszej własnej ojczyzny każdego, kto tylko zażyczy sobie do niej przyjechać wraz z całym swoim bagażem kulturowym – wobec tych samych ludzi w ich własnej ojczyźnie przyjmuje postawę cywilizatora dzikusów. Afgańska droga Tymczasem mieszkańcy Afganistanu znów idą swoją drogą, którą zawzięcie wytyczają nieco obok, nieco wstecz światowych autostrad, która to droga, tak wielu z nas wydaje się absurdalnie niewygodna, kręta i kamienista. Nie tylko Amerykanie, ale i my w Europie musimy się w końcu pogodzić z istnieniem Afganistanu z poważnym udziałem talibów, a być może po prostu Afganistanu talibów. Jest to wykonalne, skoro z taką perspektywą pogodził się nawet stojący w 1998 r. na skraju wojny z talibańskim Afganistanem Iran.

codybancks
niedziela, 22 sierpnia 2021, 07:24

Lweactwo rozłoży wszystko a łopatki !!!

amerykański stek bzdur
środa, 30 czerwca 2021, 14:13

Jedyne co nato zwiększa - to pogardę i obrzydzenie dla nich w cywilizowanym świecie :)

jkkk
sobota, 3 lipca 2021, 12:09

jak tam wasza armia czerwona... ta daje pokój wszystkim i zawsze...:)

afgan
wtorek, 27 lipca 2021, 11:59

rozumiem, proba policzenia napasci NATO oraz "armi czerwonej" na obce terytoria wychodzilaby na niekorzysc NATO, to nawet nie argumentujesz tabelarycznie?

SS
sobota, 17 lipca 2021, 16:08

jkkk. A jak tam tzw. armia ukraińska orędownik szlachetności, pokoju, armia która przejęła krwawe tradycje swojej poprzedniczki UPA i oddziałów SS i policji.

Chyżwar dawniej Marek
środa, 21 lipca 2021, 08:52

Skoro tak jest w sam raz, żeby wykorzystać ją przeciw Ruskim.

Tofik
środa, 30 czerwca 2021, 07:25

Slowa slowa slowa jak ja to widze to USA chca przerzucic ciezar walki z moskwa nae europe a europa (szczegolnie zachodnia)Nie pali sie dot ego. Wyjatek wschodnia Europa i Niemcy (ciekawe co RFN za to obiecano)

rer
wtorek, 29 czerwca 2021, 22:02

Słowa, słowa, biała taktyka. A na koniec dnia i tak liczy się tylko to ile NATO będzie miało batalionów etc. pod parą w Europie.

Andrzej
wtorek, 29 czerwca 2021, 13:46

Polską ambicje widać po realnych dostawach nowego uzbrojenia, remontach oraz inwestycjach w przemysł i nowe technologie. Przy takich ambicjach po szkole podstawowej można było się dostać do OHP.

mobilnyPL
wtorek, 29 czerwca 2021, 12:35

.... działania pozorowane i akcje nastawione na wyzwaleniu innych narodów od własnej tradycji i kultury.... narzucanie im własnego, zachodniego zwierzchnictwa m. in. przez osadzenie na najwyższych stołkach swoich Kapo.... Kto się nie podporządkuje tego czeka kara zgodnie z prawem które napisali by służyło ich interesom....A tak na marginesie niech mi teraz Davien napisze że 447 to wymysł ruskich trolli....

skryba
wtorek, 29 czerwca 2021, 12:15

Nie rozumiem tego wywiadu. Amb. Szatkowski nie jest głupi, aby taką otoczkę dawać ostatniej konferencji NATO! O co chodzi Def24??

LoaMax
wtorek, 29 czerwca 2021, 12:05

Nie poziom ambicji tylko propagandy ,oni co jakiś czas muszą takie brednie ogłaszać żeby,od ludzi pieniądze wyciągać na zbrojenia które z roku na rok są coraz droższe ,a jak przychodzi co do czego to i tak jest po staremu ,bo poco armię skoro wystarczy rozpylić wirusa ,a efekty są takie same ,więc po co te zbrojenia ????,nie lepiej te miliardy zainwestować w gospodarkę ,ale pewnie co ja tam wiem ,wy i tak macie zryte berety przez tą propagandę ...

andys
wtorek, 29 czerwca 2021, 07:59

Rozumiem, że ten facet z teczka na zdjeciu , to oficer z kodami atomowymi.

wtorek, 29 czerwca 2021, 13:43

Nie wiem ale Mario najlepiej się prezentuje

say69mat
wtorek, 29 czerwca 2021, 03:35

@defence24.pl: Szatkowski: NATO zwiększa poziom ambicji ... hmmm, jakim zatem to cudem rzeczony poziom ambicji nie ma przełożenia na funkcjonowanie przemysłu zbrojeniowego oraz racjonalność projektów modernizacyjnych SZRP??? W tym realnych zdolności naszego przemysłu zbrojeniowego do realizacji projektów wymagających współpracy międzynarodowej, w obszarze państw członków Sojuszu NATO??? Na ten przykład wspólnotowy model indywidualnego uzbrojenia strzeleckiego oraz BWP w obszarze państw tworzących tzw. wspólnotę wyszehradzką. Itp ... itd ;)))

MArio
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 20:40

To już mamy jasność. NATO będzie bronić klimat. Wszystkie ręce na pokład i szybko reformujmy naszą armię. Nikt nam nie pomoże. Nie długo mogą nawet nam zabronić rozbudowy armii.

DoDo
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 19:10

Czyli już wiemy, kiedy NATO spodziewa się rozpętać kolejną wojnę -wyzwalając jakiś kraj z rąk jego mieszkańców...tak coś około 2030 roku...

NATO
sobota, 17 lipca 2021, 16:10

DoDo. Kraj, który miał być poligonem możliwości egzekwowania światowej hegemonii USA, stał się jej mogiłą. Wycofywanie się amerykańskich sił zbrojnych z Afganistanu przybiera formę spektakularnej rejterady. Przebiega wyraźnie szybciej niż wycofywanie „ograniczonego kontyngentu” Armii Radzieckiej, które Michaił Gorbaczow rozłożył na dwa lata. Tymczasem wyjście Amerykanów z kraju, który można nazwać mogiłą imperiów, rozpisać trzeba raczej na miesiące.

Bimbo
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 17:32

Najwyższy czas aby Polska radykalnie zwiększyła swoje ambicje, a nie liczyła na innych bo jak przyjdzie prawdziwy kryzys to zostaniemy sami i na to musimy być gotowi.

codybancks
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 16:13

W tak napiętej sytuacji z ruskimi , szefami armii w krajach NATO powinni być wojskowi !!!!

Nowy Jork
sobota, 17 lipca 2021, 16:14

codybancks. Tylko kto to napięcie tworzy, nie Rosjanie tylko USA, NATO, a wszelkie próby podoju tego kraju kończyły się katastrofą agresorów. To amerykanie tworzą nie tylko napięcie w Europie obalając legalnie wybrane władze, nie za pomocą kartki wyborczej, lecz za pomocą zbrodni, kłamstwa i propagandy wspomaganej przez wasali Waszyngtonu.

ABC
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 21:25

codybancks - Powinny być kucharki, są dużo lepsze. Kto powinien dowodzić wojskiem w tak napiętej sytuacji z ruskimi? W takiej sytuacji to wojsko powinniśmy rozpuścić do domu, a jak się sytuacja poprawi to ... . W tak napiętej sytuacji to kto dowodzi ruskimi burdelmamy?

B
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 18:54

W tak napiętej sytuacji jaka mamy z ruskimi, szefami armii powinni być mądrzy politycy (obyśmy takich mieli). Czas gra na korzyść bogatszego czyli NATO. Niech się dzięki takim sygnałom jak ten ze szczytu ruscy spłukaja (jeśli myślą o konflikcie), albo zmienia politykę i cele. Wojskowi są od prowadzenia wojny. Niech tak pozostanie.

mobilnyPL
wtorek, 29 czerwca 2021, 12:36

.... większe zagrożenie płynie z zachodu.... UE czy ustawa 447 ale kto tam na to patrzy.... Ważne że do galerii w niedziele można iść....

.
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 22:31

Na gazie się odkują.

B
środa, 30 czerwca 2021, 08:38

Z tym gazem to jeszcze nie wiadomo ;)

Opium
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 15:31

to kogo zamierzamy napasc i pozwolic mu sie wyzwolic z okowow szkodliwych bogactw naturalnych? A moze wprowadzic jak za dawnych czasow, obowiazek kupna opium? To ma juz tradycje, krolewska, mozna by rzec...

Piotr
poniedziałek, 28 czerwca 2021, 16:45

Fajne ambicje.

Tweets Defence24