Reklama
Reklama
Reklama

Syryjska armia i YPG razem w ofensywie na Idlib? Północna Syria nadal jednak poza zasięgiem Asada [ANALIZA]

13 sierpnia 2018, 14:40
25218083068_ce3cc54992_b
Fot. Kurdishstruggle/Flickr, CC BY 2.0

Kurdowie prawdopodobnie wezmą udział w ofensywie na Idlib i będzie to w zasadzie pierwszy przypadek wspólnej walki syryjskiej armii (SAA) oraz Syryjskich Sił Demokratycznych (a ściślej mówiąc kurdyjskiej milicji Powszechne Jednostki Ochrony - YPG) przeciwko dżihadystom. Nie oznacza to jednak, że siły rządowe wrócą na tereny kontrolowane przez SDF.

Kilka dni temu lider Tev-Dem (główna koalicja polityczna funkcjonująca na terenie Demokratycznej Federacji Północnej Syrii czyli DFPS) Aldar Chalil powiedział autorowi, że YPG jest gotowe do udziału w ofensywie przeciwko opanowanej przez dżihadystów syryjskiej prowincji Idlib. Podkreślił jednak, że żadnego porozumienia z syryjskim rządem w tej sprawie nie ma. W sobotę niektóre media w regionie podały natomiast informację o przerzuceniu 1300 żołnierzy YPG do Aleppo. Informację tę należy traktować jednak sceptycznie, gdyż była ona powielana przede wszystkim przez turecką propagandę. Zamiarem Turków jest skompromitowanie syryjskich Kurdów, i szerzej władz DFPS, sugestią, że zamierzają oni poddać się Asadowi i stać się jego najemnikami. Dlatego też od wielu tygodni trwa również kampania dezinformacyjna sugerująca, że władze DFPS usuwają portrety Abdullaha Ocalana i poległych żołnierzy SDF (Syrian Democratic Forces, pl. Syryjskie Siły Demokratyczne), a na ulicach mnożą się wspólne checkpointy sił rządowych i SDF. W rzeczywistości nic takiego jednak się nie dzieje i nic tego nie zapowiada.

Jeżeli chodzi o udział YPG w ofensywie na Idlib to wiele jednak wskazuje na to, że do tego dojdzie. Nieoficjalnie autor dowiedział się, że trwają już związane z tym przygotowania kurdyjskich służb medycznych. Nie ma to jednak nic wspólnego z przechodzeniem YPG pod dowództwo syryjskiej armii, której kondycja, mimo ostatnich sukcesów, jest zresztą wątpliwa. Asad ma kilka formacji, takich jak Siły Tygrysie czy 4. Dywizja, ale bez rosyjskiego wsparcia z powietrza oraz lądowego wsparcia Hezbollahu i innych oddziałów proirańskich niewiele może zrobić.

YPG zapewne będzie uczestniczyć w tej ofensywie na podobnych zasadach, czyli zachowując pełną niezależność dowodzenia i jedynie koordynując działania z innymi oddziałami oraz Rosjanami (jeśli chodzi o naloty). Jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię to nie będzie to bynajmniej oznaczać zerwania sojuszu SDF z USA. Amerykanie wielokrotnie bowiem podkreślali, że nie biorą odpowiedzialności za to, co się dzieje w prowincji Aleppo na prawym brzegu Eufratu (z wyjątkiem regionu Manbidż), dając tamtejszym oddziałom kurdyjskim pełną swobodę działania. Amerykanie wiedzą też doskonale, że z punktu widzenia YPG oddziały tej formacji po obu stronach Eufratu stanowią jedną całość, z jednym interesem. Ponadto, na szczycie w Helsinkach USA osiągnęły porozumienie z Rosją w sprawie Syrii i w DFPS panuje przekonanie, że obejmuje ono również zielone światło dla udziału YPG w ofensywie w Idlibie.

Nieporozumieniem jest również twierdzenie, że Kurdowie starają się o zgodę Asada na udział w operacji w Idlibie. Teza ta ma sugerować, że w ten sposób Kurdowie chcą zyskać „punkty” u Asada i niejako „zasłużyć” na ustępstwa polityczne. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Kurdowie, a właściwie szerzej Syryjska Rada Demokratyczna (MSD), jako reprezentacja polityczna DFPS, uważa, że Asad jest słaby i przyszłość Syrii nie zależy od niego ale od państw zaangażowanych w syryjski konflikt. Ponadto MSD uważa, że dzięki swej obecności w zachodniej i południowej Syrii uda jej się zawiązać relacje z różnymi grupami społecznymi i przekonać je do swojego projektu demokratycznego federalizmu opartego na równości wszystkich grup etnicznych i wyznaniowych. Nie jest to bynajmniej myślenie utopijne, a MSD nie zamierza tego osiągnąć w ciągu kilku miesięcy, lecz chce dochodzić do tego celu małymi krokami. Dlatego właśnie tworzy struktury demokracji bezpośredniej w obozach dla uchodźców z innych części Syrii, przede wszystkim doliny Eufratu w prowincji Dajr az-Zaur.

MSD bardzo ostrożnie ingeruje jednak w kwestie obyczajów i tradycji, nie narzucając w sposób rewolucyjny swoich rozwiązań. Temu celowi służyła również deklaracja SDF ich gotowości obrony Druzów w prowincji as-Suwajda w południowej Syrii, po tym jak doszło do masakry ponad 250 członków tej społeczności i porwania ponad 30 innych przez Państwo Islamskie (IS). Ruch ten już spowodował zbliżenie druzyjsko-kurdyjskie. Interesująca była tu zwłaszcza propozycja SDF wymiany jeńców IS na porwane druzyjskie kobiety i dzieci. Co ciekawe IS wykazywało zawsze znacznie większą skłonność do wymiany jeńców z SDF niż z SAA. Innym ciekawym elementem jest to, że procesy „rekoncyliacji” ex-rebeliantów, dzięki którym przechodzą oni na stronę Asada, oparte są przede wszystkim na przekupywaniu ich, podczas gdy SDF pokazało, że jest w stanie wcielać do swoich szeregów różne grupy i jednostki, w tym „nawróconych dżihadystów”. Motywacje ludzi, którzy przystępowali do Nusry czy IS bywały różne, a SDF bardzo skutecznie eksploatuje element rozczarowania. Jest też bardzo skuteczne w dogadywaniu się z plemiennymi liderami i kieruje się pragmatyką a nie zemstą. Wbrew wielokrotnie powtarzanym (głównie przez turecką propagandę) sugestiom o konfliktach wewnętrznych w SDF i wieszczeniu jego rozpadu, do niczego takiego nie doszło.

Kurdowie nie ukrywają jednak, że głównym powodem ich ewentualnego udziału w ofensywie w Idlibie jest przekonanie, że pomoże to w odbiciu kurdyjskiego regionu Afrin, zajętego przez Turków w marcu 2018 r. Kwestia ta wiąże się zresztą z kilkoma aspektami. Po pierwsze dla MSD niezwykle ważne jest to, by mieć stały dostęp do ok. 200 tys. uciekinierów kurdyjskich z Afrin, którzy żyją obecnie w tragicznych warunkach w tzw. regionie Szahba (wokół Tel Rifaat). Władze syryjskie rzeczywiście umożliwiają ambulansom Kurdyjskiego Czerwonego Półksiężyca przejazd przez swoje terytorium z Manbidż do Tel Rifaat. Po drugie, MSD liczy na to, że atak na Idlib doprowadzi do pogorszenia relacji rosyjsko-tureckich, bo Turcja utrzymuje szereg punktów obserwacyjnych na granicy i uważa się za gwaranta „deeskalacji” w tym regionie. Część prowincji Idlib kontrolują zresztą wspierani przez Turcję rebelianci (pozostałą zaś Hajat Tahrir asz-Szam czyli al-Kaida). Po trzecie, HTS i inni rebelianci z Idlibu wielokrotnie atakowali Afrin, więc opanowanie tej prowincji przez siły rządowe, przy obecności w niej YPG, niewątpliwie ułatwiłoby kolejną ofensywę, której celem byłoby odbicie Afrin.

Trudno powiedzieć czy założenie pogorszenia się relacji turecko-rosyjskich jest słuszne. Turcja, wobec pogłębiającego się konfliktu z USA, jest obecnie bardzo podatna na naciski ze strony Rosji i Iranu, więc zapewne ofensywa na Idlib spotka się jedynie z nic nieznaczącymi oświadczeniami Ankary i kolejną antyasadowską kampanią w mediach. Prawdopodobnie zresztą udział Kurdów w tej operacji stanie się pretekstem dla tureckiej propagandy by koncentrować się na „kolaboracji PKK ze zbrodniczym reżimem”, a nie na rosyjskich nalotach.

Kurdowie doskonale pamiętają przy tym, że gdyby nie postawa Rosji, która otworzyła syryjskie niebo dla tureckich samolotów bombardujących Afrin, to Turcy nie zajęliby tego regionu. Dlatego Aldar Chalil w rozmowie z autorem podkreślił, że Kurdowie stracili zaufanie do Rosjan. Rosjanie nadal nie są zresztą zainteresowani tym, by Kurdowie czy też Asad odbili Afrin z rąk Turków, gdyż stracą w ten sposób kartę przetargową i spowodują umocnienie się Iranu (czyli konkurencji) w Syrii. Z drugiej jednak strony Iran sam może podjąć decyzję o wsparciu YPG swoimi milicjami, Hezbollahem, a nawet syryjskimi oddziałami rządowymi. Kurdom, do odbicia Afrin, nie jest potrzebne wsparcie lotnicze ze strony Rosji, a jedynie zabezpieczenie się przed tureckimi nalotami. Turcja w obecnej sytuacji nie będzie ryzykować kryzysu w relacjach z Iranem, a protureccy rebelianci stacjonujący w tej chwili w Afrin nie przedstawiają sobą żadnej wartości bojowej.

W tym świetle inaczej też wyglądają polityczne negocjacje między MSD a syryjskimi władzami. Aldar Chalil podkreślił, że celem tych negocjacji jest doprowadzenie do utrzymania jedności Syrii z jednym systemem ustrojowym, tj. demokratycznym federalizmem i że nie jest istotne ile potrwa przemiana ustrojowa Syrii. Dodał też, że atak SAA na DFPS byłby szaleństwem ze strony Asada.

Niewiele zresztą wskazuje na to, by USA i Francja zamierzały w najbliższym czasie wycofać swoje siły z Północnej Syrii. Gdyby to jednak zrobiły, to Iran nie byłby zainteresowany konfrontacją Asada z SDF, a raczej jakąś formą współpracy. Iran doskonale też wie, że SDF jest zdeterminowane by zbrojnie bronić swojego systemu politycznego. Ponadto, wbrew powtarzającej się czasem propagandzie sugerującej, że SDF to „separatyści”, w istocie tak nie jest. Projektem politycznym MSD nie jest kurdyjska niepodległość i rozbicie syryjskiej integralności terytorialnej, więc dla Iranu taka koegzystencja dwóch systemów w ramach jednego kraju nie stanowi zagrożenia. Porozumienie z Kurdami dałoby natomiast Iranowi bezpieczną drogę łączącą ten kraj przez Irak z Libanem i Morzem Śródziemnym. Atak SAA na DFPS jest też o tyle mało prawdopodobny, że siły rządowe bez wsparcia lotniczego byłyby bezradne wobec SDF. Tymczasem trudno sobie wyobrazić to jak Rosjanie uzasadniliby naloty na kurdyjskie pozycje w Północnej Syrii.

Faktycznie więc rozmowy do jakich doszło w Damaszku między władzami syryjskimi a MSD miały tylko dwa cele: stworzenie klimatu wzajemnego zaufania, niezbędnego do kolejnych rozmów, a także ustalenie zasad zarządzania znajdującą się w północnej Syrii infrastrukturą. Chodzi w szczególności o wodę. Decyzja MSD o oddaniu syryjskim władzom kontroli nad zaporami na Eufracie była w zasadzie formalnością, gdyż personel tam pracujący i tak jest finansowany przez Damaszek. Chodziło więc raczej o umowę dotyczącą sposobu dystrybucji energii elektrycznej, której braki są bardzo dotkliwe dla mieszkańców Północnej Syrii, zwłaszcza w okresie letnim, gdy temperatura dochodzi tu do 50 stopni Celsjusza. MSD ma zresztą znacznie więcej kwestii do omówienia z syryjskim rządem i jest to w obopólnym interesie. Chodzi m.in. o kwestię handlu ropą, gazem czy zbożem z terenów administrowanych przez MSD. Nie ma natomiast mowy o żadnym powrocie sił rządowych na tereny DFPS. Poza enklawami w Kamiszlo (w tym lotniskiem) i Hasace nie ma tu sił rządowych, nie ma też żadnych wspólnych checkpointów i nikt nie usuwa bannerów i flag YPG.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 19
Reklama
bryxx
niedziela, 19 sierpnia 2018, 04:26

Panie Davien tak samo w afrin Kurdowie nie byli pod ochroną usa tak jak i w Iraku. Amerykanie za każdym razem wystawiaja Kurdów do wiatru. Mylisz pan najemników z państwem. Widac z tego jakie masz pojęcie co się tam dzieje. Ktos chciał coś samemu ugrac to go kami amerykanów i kurów sprowadzono do poziomu. zSwa droga kurdowie juz za to i tak zapłacili. Amerykanie zapłacą, wątpie czy jakikolwiek operator amerykański jaki tam był ma szanse przeżyc dłużej niz rok góra dwa.Kurdowie jak dzisiaj widać poszli juz po rozum do głowy.

Davien
piątek, 17 sierpnia 2018, 09:54

Panie normalny, Afrin nigdy nie był pod ochrona sił USA wiec nie zmyslaj. Jak Asad i Rosja zaczepili Kurdów po drugiej stronie Eufratu to niedobitki w Moskwie wyhamować nie mogły. Turcja panie normalny na starcie z USA nie pójdzie bo za duzo ma do stracenia.

normalny
czwartek, 16 sierpnia 2018, 23:08

Kurdowie są skazani na Asada, jeżeli Turcja zamknie bazę Incirlik dla USA i swoje terytorium dla Us Army to jest już po Kurdach. Na Irak nie ma co liczyć, bo władze tego kraju nie będą drażnić Iranu. Kurdowie poszli po rozum do głowy gdy Turcja zajęła Afrin, a Amerykanie palcem nawet nie kiwnęli. Paradoksalnie pod koniec walk Kurdów wsparły siły assadowskie.

yaro
środa, 15 sierpnia 2018, 15:46

@DSA Rosja nic nie chce zrywać, oba kraje maja w Syrii układ którym steruje Rosja. Jak myślisz co Ławrow robił ostatnio w Turcji na wspólnej konferencji szefów MSZ?

rober
środa, 15 sierpnia 2018, 01:45

Panie Witoldzie troszkę więcej obiektywizmu. A czemu SDF TAK ŚCIGAŁO SIĘ Z SAA w rejonie Der a Zoor czemu utrzymuje ISIS w rejonie Abu Kamal ??? i kto za to płaci ? moim zdaniem niech rozmawiają ale nie o podziale Syrii do którego jawnie dąży SDF .....a jeżeli tak to tereny kurdyjskie na pewno nie obejmują rejonów środkowej Syrii I dalej wzdłuż Eufratu

DSA
wtorek, 14 sierpnia 2018, 20:23

@yaro nie bardzo wiem co chcesz przekazać - przecież pisałem, że Rosja wykorzystuje pretekst aby zerwać ten układ z Turcją.

yaro
wtorek, 14 sierpnia 2018, 16:18

@DSA to ostatnie wiadomości z wczoraj \" WKS Rosji i lotnictwo Syrii bombardują pozycje islamistów w północnej części prowincji Hama, w północnej części prowincji Latakia, zachodnim Aleppo i w Idlib. Nasilenie tych uderzeń jest bardzo duże.\" ---

DSA
wtorek, 14 sierpnia 2018, 13:56

@Marek1 - to nie są tereny kurdyjskie tylko arabskie (plemienne). Mowa o najbogatszych złożach w prowincji Dier az Zaur na wschodnim brzegu Eufratu. Tylko od woli USA zależy jak długo będą w posiadaniu SDF.

tylko Uzupełniam
wtorek, 14 sierpnia 2018, 13:46

@Marek1 . Przez analogię: czy Katowice są rdzennie Ślaskie ? Czy Wejherowo jest rdzennie Kaszubskie, czyż to nie \"historyczna\" stolica Kaszub ... a więc daruj sobie \"okupację\" bo to są tereny Syrii

Marek1
wtorek, 14 sierpnia 2018, 11:39

tagore -\"Rząd Syrii nie zaakceptuje okupacji przez Kurdów złóż ropy\" ... w wiekszosci przypadków te tereny są bardziej KURDYJSKIE, niż Assada, wiec o jakiej \"okupacji\" piszesz, gdy sa to tereny rdzennie kurdyjskie ?

Fun funów USA
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 23:19

Szanowny Panie Witoldzie, ceniłem i cenie Pana analizy jednak mają one jedną zasadniczą słabość: przecenianie roli sił kurdyjskich (w kontekście nazwijmy to \"całokształtu syryjskiego\") i deprecjonowanie osiągnięć i siły formacji wspierających Asada, (Podobnie było zresztą przed ofensywą SAA na Deir-ez Zor gdzie błędnie przewidywał Pan utknięcie Asadowskich sił w wielomiesięcznych walkach zarówno w prowincji jak i samym mieście (brak doświadczenia SAA w \"zdobywaniu miast\") a wszystko poszło dla Asada dosłownie \"jak z płatka\"). Pan dalej trwa w przekonaniu, że \"wszechmocne i niezwyciężone\" USA wspiera Kurdów i dlatego ci nie mogą \"przegrać\". Faktycznie natomiast ani to USA nie jest \"wszechmocne\" ani YPG takie \"mocne\". Aktualnie Asad po \"wyczyszczeniu\" południa kraju ( (przecież ostatnie miesiące to niekwestionowane chyba przez nikogo pasmo sukcesów SAA i sojuszników-zdobycie Wschodniej Guty, obozu Jarmuk, \"kolebki\" rebelii czyli miasta Daara z setkami kilometrów kwadratowych terenów przyległych, całości ziemi wzdłuż granicy z Jordanią i Wzgórzami Golan) dysponuje siłami które mogą \"zdławić\" Idlib bez problemu i bez żadnej pomoczy Kurdów z YPG. Otwartą kwestia pozostaje tylko ile z tej prowincji SAA (z sojusznikami) będzie miała zamiar zająć. Jeszcze niedawno zapewne priorytetem byłoby przebicie się do Foua i Kafarya ale skoro te zostały ewakuowane priorytety zapewne będą inne. Generalnie uważam, że aktualnie siły SAA i ich \"sojuszników\" wspierane przez rosyjskie lotnictwo sa wystarczająco mocne aby zdobyć \"dowolne\" rejony północy Syrii bez jakiejkolwiek kurdyjskiej pomocy. To ile zdobędą (bez specjalnych zadrażnień) zależy tylko od ustaleń pomiędzy Putinem i Erdoganem. A USA ( i Kurdowie) - taka jest brutalna rzeczywistość - może tylko się temu przyglądać.

Majster
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 22:23

Wygląda na to, ze Turcja chce nieco podbić stawkę i organizuje \"oficjalną\" armię w Idlib. Kurdowie muszą wreszcie zrozumieć ze maja wartość dla swojego \"sojusznika\" jedynie jako czynnik destabilizujący Syrię i blokujący Iran. USA nie obchodzi Afrim i to ile jeszcze Kurdowie terenu i ludzi stracą, byle by blokowali granicę. Ich jedyna szansa na jakiekolwiek namiastki państwowości to dogadanie się z Assadem i Rosjanami.

Qabasin
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 21:56

A dlaczego niby trudno sobie wyobrazić to jak Rosjanie uzasadniliby naloty na kurdyjskie pozycje w Północnej Syrii ? dla takich cyników jak Assad i Putin nie trzeba jakiś szczególnych uzasadnień wystarczyłoby im tylko dogadać się z USA żeby zdjęły parasol ochronny Francja sama nic nie znaczy w tym rejonie i po kłopocie mamy naloty na zwykłych rebeliantów odmawiających podporządkowaniu się władzom w Damaszku. Problemem mogłaby być tylko ofensywa lądowa jak Pan słusznie zauważył ale jak Rosjanie przyłożą się do nalotów to i ten problem da się obejść.

Davien
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 20:39

Yaro juz raz Asad i Rosjanie próbowali zajac tereny kontrolowane przez Kurdów to po spotkaniu z siłami USA w Moskwie wyhamowac nie mogli. Asad nie zajmie terenów kurdyjskich chyba że mu na to pozwolą Stany, a na nic takiego sie nie zanosi, Kurdowie tez nie maja zamiaru tam wpuszczać ani sił Asada ani Rosji, natomaist Asad nie ma sił by próbować zając te tereny, nawet ze wsparciem kontyngentu rosyjskiego. Będzie po prostu powtórka z Wagnerowców tyle że na większą skale.

DSA
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 20:04

@yaro w prowincji Idlib są wojska tureckie. Obsadzają 8 albo 9 punktów obserwacyjnych na granicy \"strefy deeskalacyjnej\" nie pamiętam dokłądnie. Układ Rosja-Turcja. Ale Rosja jest wkurzona, bo od wielu miesięcy musi borykać się z nalotami dronów na lotniska, z których operuje a Turcja nic z tym nie robi. Tylko w tym miesiącu było 7 takich \"nalotów\". Turcy zażądali od HTS demobilizacji ale nie ma na to szans. Chcieli też aby rebelianci ugropowań, których wspierają wykonali \"brudną robotę\" i pokonali HTS ale także na to nie ma szans. Rosja wykorzystuje to jako pretekst do ataku na prowincję. Być może armia turecka wesprze rebeliantów ale to też mało prawdopodobny scenariusz w obliczu kryzysu walutowego, z którym mierzy się teraz Turcja. jest rzeczą wątpliwą, że SDF weźmie udział w tej ofensywie. Z militarnego punktu widzenia ich rola jest pomijalna. Jaki jest potencjał bojowy takich oddziałów bez wsparcia ze strony USA można się było przekonać w Afrin. Politycznie też nie widać sensu aby Assad szedł na taki układ. Rozmowy trwają a zdobycie Idlib da Assadowi kolejne punkty w negocjacjach. Jedynym atutem jaki ma SDF jest kontrola nad najlepszymi z punktu widzenia rolnictwa obszarami Syrii.

Tomson
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 18:55

Dziękuję za rzeczowy artykuł .Coś ostatnio ciężko znaleźć informację na temat sytuacji w Syrii a szczególnie o Kurdach, którym mocno ,,kibicuję\".

bps
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 18:20

Panie Witoldzie Warto wspomnieć o nagłych problemach ekonomicznych Turcji i możliwości związanych z tym problemów społecznych, co nie pozostanie bez wpływu na polityczne i militarne możliwości Erdogana. Wygląda na to, że zaciska się pętla wokół Turcji. Postawa Rosji wydaje się być również antyturecka (czyżby układ Putina z Trumpem)

yaro
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 18:19

Panie Witoldzie tereny zajmowane przez Kurdów wrócą do Syrii, być może Kurdowie dostana tam autonomię ale będzie to autonomia w ramach państwa syryjskiego. Jeśli to się nie stanie teraz to stanie się po ofensywie i zdobyciu Idlib, stała się dziwna rzecz jakoś przemilczy-wana w naszych mediach. W Idlib nie ma wojsk Tureckich a to ich strefa bezpieczeństwa, kiedy Erdogan dogadał się z Putinem w tym zakresie ?

tagore
poniedziałek, 13 sierpnia 2018, 17:54

Rząd Syrii nie zaakceptuje okupacji przez Kurdów złóż ropy, kwestią czasu jest wycofanie się Turcji z ataków na Assada , Erdogan będzie miał inne problemy.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama