Reklama
Reklama
Reklama

Steadfast Jazz: symulowane zagrożenie- prawdziwa solidarność

8 listopada 2013, 12:08
Żołnierze wojsk- uczestników Steadfast Jazz 2013 - fot. J. Sabak/D24
Od lewej: premier Litwy Butkevicius, prezydent Łotwy Berzins, prezydent Polski Komorowski, sekretarz NATO Rasmussen i gen. Knud Bartels - fot. J. Sabak/D24
Prezydent Komorowski gratulujący udziału w ćwiczeniach żołnierzowi ukraińskiemu -fot. J. Sabak/D24

Nawet jeśli zagrożenia są symulowane, jak w przypadku ćwiczeń, współpraca zawsze jest prawdziwa, realna – oświadczył prezydent Komorowski na poligonie w Drawsku - Państwa potrzebują nowoczesnych armii, ale nowoczesność to także sprawdzona zasada solidarności - stwierdził, podsumowując ćwiczenia Steadfast Jazz 2013.

Czwartkowa oficjalna część trwających w Polsce i krajach bałtyckich manewrów Steadfast Jazz 2013 stała się okazją do wielu słów na temat bezpieczeństwa, współpracy i solidarności państw członkowskich sojuszu. Z pewnością medialnie i politycznie te ćwiczenia NATO stanowią znaczący sukces Polski. Nie tylko ze względu na dawno niespotykany wymiar i rozmach.

Steadfast Jazz to największe ćwiczenie od 10 lat dla Sojuszu – mówił w Drawsku Sekretarz Generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. - W ćwiczeniach biorą udział przedstawiciele Szwecji i Finlandii, oraz uczestniczą żołnierze z Ukrainy. I to też jest przyszłość NATO. Współpraca z naszymi sojusznikami, partnerami. I wiem że Polska wspiera to podejście. – W podobnym tonie wypowiadał się obecny z oficjalną wizytą premier Litwy Algirdas Butkevicius i prezydent Łotwy Andris Berzins. Przy okazji dziękowali zarówno za zaproszenie, jak i inicjatywę naszego kraju w kwestii solidarności sojuszu.

Zasygnalizowaliśmy swoją rolę i przyszłe ambicje jako lidera politycznej i wojskowej współpracy w tym rejonie Europy. Zebraliśmy we wspólnych ćwiczeniach największe od dekady siły NATO. Nawet jeśli 6 tysięcy żołnierzy to niewiele w porównaniu ze skalą rosyjsko- białoruskich manewrów „Zapad 2013”, to jest to istotny sygnał solidarności z krajami granicznymi NATO.

Dlatego nie powinno dziwić, że najbardziej liczne kontyngenty pochodziły z krajów takich jak Litwa, Estonia, Łotwa, Rumunia czy Węgry. Ale też z nienależącej do sojuszu Ukrainy, której udział był znacznie bardziej widoczny, niż sił francuskich czy amerykańskich. Nie wspominając nawet o symbolicznej obecności Niemiec.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Reklama
AndrzejS
piątek, 8 listopada 2013, 15:42

Sojusznicy. Sprzedają technologie do potencjalnego wroga. Producenci Francji, Niemiec, Wlk Brytanii produkują i wysyłają sprzęt do Rosji. Niemcy chcą dodatkowo ćwiczyć z Rosją, a skoro zostały ich ćwiczenia źle odebrane w krajach nadbałtyckich i Polsce to na NATO-wskie w zasadzie nie przyjechali. Uśmiechanie się w tej sytuacji i poklepywanie jest najwyższą formą zakłamania i stu procentach potwierdza, ze pakt obronny nie istnieje. Chyba, że znajdzie się wróg w stylu piratów na dętkach u brzegów Afryki. Wtedy wielki pakt kieruje tam sprzęt za miliardy dolarów. A tam okazuje się że wystarczy emerytka, która ze statku poleje piracką brać wrzątkiem z czajnika i lotniskowce nie potrzebne.

ren
piątek, 8 listopada 2013, 21:22

polityka nie jest łatwa do zrozumienia na poziomie emerytki z herbatką

Zgryźliwy
piątek, 8 listopada 2013, 13:05

I właśnie po ilości zaangażowanych wojsk i po tym JAK ćwiczyli, jak na dłoni widać komu zależy na własnym bezpieczeństwie, na NATO, kto JEST GODNY ZAUFANIA.

mw
piątek, 8 listopada 2013, 12:39

No właśnie udział państw zachodnich był symboliczny i w razie wojny ich solidarność z Polską niestety również może być symboliczna. Cieszy obecność Ukrainy, która w przeciwieństwie do krajów bałtyckich dysponuje znaczącymi siłami w regionie. Nasze bezpieczeństwo powinniśmy budować przede wszystkim o bliskie regionalne sojusze z naszymi partnerami z Grupy Wyszehradzkiej, rozszerzonej o Litwę, Łotwę i Estonię, Bułgarię, Rumunię a także o Ukrainę. Dobrze, że te ćwiczenia odbywają się w ramach NATO, bo zwiększa to ich rangę, ale pokazuje też, że prędzej my będziemy walczyć w obronie państw bałtyckich niż USA czy Wielka Brytania, będą bronić Polski.

bolo
sobota, 9 listopada 2013, 10:19

Turcja to jedyny poważny sojusznik dla Polski. Dla nich tak samo jak dla nas wzrost pozycji Rosji jest niekorzystny. Oczywiście są też inne państwa, które wiedzą co znaczy silna Rosja-Rumunia, Finalndia, kraje bałtyckie. Ale ze względu na potencjał Turcja jest najważniejsza.

Mariusz Bażan
piątek, 8 listopada 2013, 21:44

Grupa Wyszehradzka to militarnie bardzo słabi partnerzy i żadna wspólna inicjatywa z nimi nie wypaliła. Poza tym Węgrzy skłóceni są z sąsiadami. Z kolei Bułgaria to wręcz rosyjski kret. Krajom bałtyckim powinno zależeć na współpracy z nami, ale Litwa prowadzi obecnie wyjątkowo głupią politykę wrogości wobec Polski, a generalnie oni wolą Skandynawów. Nie pozostaje nam zatem nic innego jak pielęgnować stosunki z najsilniejszymi w regionie: Ukrainą i Rumunią na południu oraz Danią, Norwegią, a zwłaszcza Szwecją i Finlandią na północy. Byłaby to swoista alternatywa na wypadek bezczynności NATO jako takiego.

Romaryk
piątek, 8 listopada 2013, 20:44

To smutne ale niestety muszę się z ty zgodzić.

tomkun
piątek, 8 listopada 2013, 16:42

Dokadnie tak.

O
piątek, 8 listopada 2013, 22:37

POLSKA powinna sama sie zbroic i miec bombe atomowa

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama