Status quo w negocjacjach z Iranem w interesie mocarstw

30 listopada 2014, 11:04
Fot. Mohammad Javad Zarif i John Kerry. Fot. U.S. Department of State from United States.

Decyzja podjęta w Wiedniu o przedłużeniu okresu obowiązywania tymczasowego porozumienia genewskiego nie rozwiązuje żadnych problemów, ale przynajmniej nie tworzy nowych. Zarówno fiasko jak i sukces takich rozmów mogłyby mieć poważne, niepożądane konsekwencje...

Jeszcze na kilka dni przed upływem terminu wyznaczonego na zawarcie trwałego porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego, sekretarz stanu USA, John Kerry zarzekał się, że nie ma mowy o jego przedłużeniu. Również anglojęzyczna, związana z Chameneim, telewizja PressTV, utrzymywała, że nie wchodzi w grę wyznaczenie nowej daty i utrzymanie do tego czasu Porozumienia Genewskiego. Wszystkie strony twierdziły ponadto konsensus jest bardzo bliski, choć pozostały kwestie techniczne do uzgodnienia. Iran w zasadzie zgodził się na zamrożenie programu nuklearnego powyżej pewnego poziomu oraz system kontroli. Kontrowersje dotyczyły natomiast tempa znoszenia sankcji. Iran nalegał by nastąpiło to od razu. 

A jednak porozumienie nie zostało zawarte i nie jest to bynajmniej zaskakujące. Wręcz przeciwnie, sensacją byłby sukces lub całkowite fiasko rozmów. To drugie nie wchodziło w ogóle w grę, gdyż byłoby ciosem zarówno dla Obamy jak i Rouhaniego oraz otworzyłoby drogę do wprowadzenia nowych sankcji przez Kongres, który i tak się do tego rwie. Stosunki amerykańsko-irańskie zostałyby cofnięte do czasów Ahmedineżada, a być może nawet i gorzej, gdyż Tel-Awiw znów zacząłby naciskać na dokonanie uderzenia na instalacje nuklearne państwa ajatollahów. Operacja taka byłaby jednak niezwykle trudna, o ile wręcz niewykonalna dla Izraela, bez pomocy USA. Tymczasem, w obecnej sytuacji w Iraku i Syrii, Ameryka nie jest zainteresowana wrogimi relacjami z Iranem.  

Stosunki irańsko-amerykańskie są lepsze niż mogłoby się wydawać. Fakt ten uświadamia nam nawet z pozoru tak nieistotna kwestia jak wspólne zdjęcia Kerry'ego i Mohammada Zarifa, szefa irańskiej dyplomacjiWarto podkreślić, że ludzie w Iraku czy Iranie są przekonani o istnieniu współpracy irańsko-amerykańskiej w operacjach przeciw Państwu Islamskiemu. Oficjalnie takiej kooperacji nie ma i choć strony łączy wspólny wróg to teoretycznie cele są odmienne. Związane z Najwyższym Przywódcą media skrytykowały na przykład amerykańskie naloty na pozycje IS w Syrii. Ostrzegały również USA przed ewentualnym wysłaniem wojsk lądowych do Iraku. Z drugiej strony USA kategorycznie odrzuca współpracę z Assadem, którego Iran zdeterminowany jest wspierać i to nie tylko politycznie. Ale gdy w sierpniu IS zaczęło ofensywę na Erbil, pierwszymi państwami, które ruszyły na pomoc Kurdom były USA i Iran. Zarówno Waszyngton jak i Teheran odrzucają również podział Iraku i USA nie udzieliły Kurdom wsparcia w sporze z Bagdadem, praktycznie zmuszając ich do zawarcia porozumienia, które zaowocowało powstaniem rządu Abadiego 

Problem w tym, że irańska polityka w Iraku jest kształtowana przez Pasdaran (Armię Strażników Rewolucji), w szczególności gen. Qasema Solejmaniego, który do niedawna stał na czele elitarnych jednostek Al QodsPasdaran, jako równoległa armia, nie podlega rządowi, lecz bezpośrednio Najwyższemu Przywódcy, ponadto ma własne interesy, zarówno polityczne (odrzuca liberalizację stosunków wewnętrznych w Iranie) jak i ekonomiczne. To Pasdaran kontroluje bowiem irański przemyt, co jest jednym z wielu paradoksów irańskiej rzeczywistości. W Iranie reglamentuje się na stacjach benzynowych sprzedaż ropy do diesla by uniemożliwić ludziom samodzielny przemyt ropy za granicę. Monopol w tym zakresie chce utrzymać PasdaranZniesienie sankcji będzie dla niego ekonomicznym ciosem. Cóż z tego, że Iran zarobi więcej na swej ropie, skoro pieniądze trafią do budżetu a nie do kasy Pasdaranu? A ten funkcjonuje nie tylko jak równoległa struktura militarna. Budżet Pasdaranu zasila jego szkoły, szpitale oraz oczywiście cele zagraniczne: wsparcie Hezbollahu czy milicji szyickich w różnych krajach arabskich. Pasdaran zaangażowany był również w nielegalny handel złotem z synami kilku ministrów tureckich, w tym synem Erdogana. Irańczycy bardzo łatwo przystosowują się bowiem do niedogodności, naród do tych narzucanych przez reżim, a reżim do tych zewnętrznych.  

Z drugiej strony Obama również miałby wielki problem w przypadku zawarcia porozumienia, gdyż mogłoby ono zostać zawetowane w Kongresie, który po ostatnich wyborach stał się jeszcze mniej mu przyjazny. To byłaby wielka międzynarodowa kompromitacja tej administracji, którą z całą pewnością próbowałby wykorzystać Izrael. Dla tego ostatniego utrzymanie porozumienia genewskiego i nie zawarcie trwałego porozumienia z Iranem jest rozwiązaniem lepszym. Izrael nie godzi się na wejście Iranu do „klubu nuklearnego”, nawet pod kontrolą, gdyż nie wierzy w jej skuteczność i intencje Iranu. Netaniahu zapowiadał, iż w przypadku zawarcia porozumienia w Wiedniu, Tel-Awiw będzie dążył do zniszczenia instalacji atomowych Iranu. Trudno powiedzieć czy to był blef, ale gdyby porozumienie zostało zawarte izraelski premier miałby poważny dylemat: podjąć bardzo ryzykowną akcję czy też wykazać swoją bezsilność. 

W Iranie reakcje na decyzje (a w zasadzie ich brak) podjęte w Wiedniu były różne. Większość Irańczyków z całą pewnością liczyła na trwałe porozumienie, normalizację stosunków Iranu z Zachodem i korzyści ekonomiczne związane ze zniesieniem sankcji. Już obecnie widać ogromną różnicę w Iranie w porównaniu z czasami Ahmedineżada. Przyjeżdżają turyści (co ma znaczenie nie tyle dla państwa czy struktur równoległych, ale dla budżetów wielu rodzin), nastąpiła stabilizacja kursu dolara itp. Sukces wiedeńskich negocjacji z całą pewnością wzmocniłby obóz Rouhaniego w wewnętrznej rywalizacji politycznej w Iranie. Mogłoby  to mieć ogromne znaczenie, gdyż w marcu przyszłego roku odbywają się wybory do Zgromadzenia Ekspertów, które, w przypadku śmierci Najwyższego Przywódcy, dokonuje nowego wyboru. Zważywszy na to, że kadencja ZE trwa 8 lat, a stan zdrowia Chameneiego nie jest najlepszy, te wybory mogą mieć decydujące znaczenie dla przyszłości Iranu w dłuższej perspektywie. Co prawda Chamenei ma możliwość zmanipulowania tych wyborów nie dopuszczając do nich określonych kandydatów, ale chodzą słuchy, że listę proreformatorską może poprowadzić Hassan Chomeini, wnuk ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego.  

Reakcja konserwatystów, niechętnych Rouhaniemu, była zróżnicowana. Ze strony Chameneiego nadal jest zapalone zielone światło dla dalszych negocjacji a PressTv w przychylnym tonie komentowała konkluzje rozmów wiedeńskich. Ale twardogłowy, również związany z Najwyższym Przywódcą, dziennik Keyhan (w przeciwieństwie do PressTV wydawany tylko w farsi), ostro skrytykował efekt rozmów, twierdząc, że porozumienie genewskie wstrzymuje irański program nuklearny nie dając Iranowi nic w zamian.  

Decyzja podjęta w Wiedniu o przedłużeniu okresu obowiązywania tymczasowego porozumienia genewskiego nie rozwiązuje żadnych problemów, ale przynajmniej nie tworzy nowych. Zarówno fiasko jak i sukces takich rozmów mogłyby mieć poważne, niepożądane konsekwencje...

 

Witold Repetowicz
________________________________________________
 

Prawnik, analityk ds. międzynarodowych, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor wielu artykułów dotyczących Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej m.in. publikacji „Międzynarodowa jurysdykcja karna – szansą dla Afryki?”. W 2010 roku prowadził wykłady na Universite Panafricaine de la Paix w Uvirze, prowincja Kivu Sud w Demokratycznej Republice Kongo.

 

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 2
Reklama
Michał
poniedziałek, 1 grudnia 2014, 18:03

A Izrael jest w "klubie nuklearnym" ?

Igo
środa, 3 grudnia 2014, 00:07

Nielegalnie i tajnie, ale jest. Izrael ma głowice nuklearne.

Tweets Defence24