Współpraca wojskowo-cywilna ważnym elementem ratownictwa medycznego XXI w. [WYWIAD]

9 lipca 2021, 07:47
IMG_1739
Fot. Mateusz Multarzyński
Reklama

W tym roku Defence24 Day, największa w Polsce konferencja poświęcona bezpieczeństwu militarnemu, organizowany jest w dwudniowej formule.  Drugi dzień, za sprawą międzynarodowej konferencji SOFEAST (Special Operations Forces East) poświęcony będzie głównie siłom operacji specjalnych. Obok nich w trakcie konferencji omawiane będą również zagadnienia związane z ratownictwem taktycznym oraz szerzej rozumianą medycyną pola walki, a także przenikaniem się doświadczeń medyków w mundurach z doświadczeniami cywilnych ratowników czy specjalistów.

O medycznych aspektach działań sił operacji specjalnych i współpracy wojskowo-cywilnej w obszarze medycyny ratunkowej rozmawiamy z Mariuszem „Mańkiem” Urbaniakiem byłym operatorem i medykiem JW GROM oraz dr n. med. Małgorzatą Rak, specjalistą medycyny ratunkowej.

Mateusz Multarzyński: W trakcie międzynarodowej konferencji SOFEAST tematyce ratownictwa taktycznego i medycyny pola walki poświęconych będzie kilka paneli. Dlaczego ta tematyka jest tak istotna, że znalazła swoje miejsce na konferencji poświęconej siłom operacji specjalnych?

Mariusz Urbaniak: Ratownictwo taktyczne jest nieodzowną częścią operacji specjalnych. Każdy z operatorów zna podstawy TCCC i w razie potrzeby jest w stanie pomóc rannemu koledze z zespołu bądź osobie postronnej. Na całym świecie od kilku lat można zauważyć przenikanie się doświadczeń wojskowych z doświadczeniami cywilnymi. Operacje, które prowadzą jednostki specjalne mogą polegać też na udzielaniu pomocy osobom poszkodowanym w aktach terroru.

image
Fot. Mariusz Urbaniak

D24: Medycy w jednostkach specjalnych poza wyszkoleniem bojowym muszą również posiadać dużą „dawkę” wiedzy i umiejętności z zakresu medycyny pola walki. Czy stanowią oni swoistą elitę w elitarnych jednostkach?

MU: Wyobraźmy sobie operację specjalną prowadzoną gdzieś w terenie trudno dostępnym, gdzie poszkodowany z postrzałem klatki piersiowej na pomoc medyczną musiałby czekać kilka godzin. Dlatego też medycy z grup szturmowych posiadają odpowiednie kwalifikacje do tego, by skutecznie zareagować w przypadku takiego urazu. Dlatego też niezmiernie ważne jest, aby tacy medycy posiadali zarówno wiedzę teoretyczną jak i praktyczną z zakresu medycyny pola walki.

D24: Wśród panelistów na konferencji SOFEAST znaleźli się zarówno cywilni specjaliści, jak i doświadczeni ratownicy w mundurach. Jak wygląda w praktyce ta cywilno-wojskowa medyczna współpraca?

MU: Do panelu medycyny taktycznej w ramach SOFEEAST udało mi się zaprosić wielu zagranicznych i polskich specjalistów w tej dziedzinie. Wspólnie prowadzimy szkolenia, gdzie instruktorami są zarówno specjaliści wojskowi jak i cywilni z medycyny ratunkowej. Choćby wydarzenia ostatnich miesięcy – zastrzelenie policjanta w Raciborzu – pokazują, że musimy być przygotowani na przeniesienia aktów terroru ze środowiska typowo wojennego w świat cywilny. Wymusza to transfer doświadczeń nie tylko z wojska do świata cywilnego, ale również w kierunku odwrotnym.

D24: Pani Doktor, co z punktu widzenia lekarza, doświadczonego specjalisty medycyny ratunkowej mogą wnieść do tego obszaru ratownicy z jednostek specjalnych? Czy ich bojowe doświadczenie ma jakieś przełożenie na świat cywilnej medycyny ratunkowej, skoro, cytując Panią Doktor: SOR to pole walki a pracujący tam lekarze i pielęgniarki to żołnierze?

Dr Małgorzata Rak: Doświadczenia wojsk specjalnych pomagają nam działać w sposób bardziej skoordynowany. Chociażby przeniesienie zasad porozumiewania się, wyodrębnienie lidera spośród osób teoretycznie z tożsamym wykształceniem, zasady Crew Resource Management zaczerpnięte np. z lotnictwa pozwalają na działanie sprawniejsze i obarczone mniejszą ilością błędów. W SOR trochę jak żołnierze – walczymy. W tym przypadku o życie pacjenta. Tak jak operatorzy wojsk specjalnych mamy zadanie. Czasem swoją determinacją musimy pokonać zaistniałe problemy. Coraz częściej zasadnym wydaje się wykorzystanie doświadczeń byłych operatorów w optymalizacji i przyśpieszeniu pracy w miejscu tak obciążonym i zmiennym jak SOR. Nie kto inny jak oni działali tak jak my – w stresie, pośpiechu i z ograniczonymi zasobami.

image
Fot. Patryk Kaworek

D24: Rozumiem, że wymiana doświadczeń, nowych rozwiązań itp. działa w dwie strony?

MU: Naturalnie. Każda z tych stron powinna dzielić się swoimi doświadczeniami a jednocześnie implementować to, co już sprawdzone. Mam tu na myśli chociażby stazy taktyczne, które od kilkunastu lat na szeroką skalę były wykorzystywane w wojsku, a dopiero potem wprowadzone do ratownictwa cywilnego. Podobnie było z opatrunkami hemostatycznymi. Analogicznie w odwrotnym kierunku, gdzie świat medycyny wojskowej przyjmuje pewne procedury z ratownictwa cywilnego, ale o tym wszystkim opowiedzą nasi prelegenci podczas medycznego panelu „Medyczna odpowiedz na terrorystyczne zagrożenia XXI wieku”.  

D24: Epidemia koronawirusa była wielkim wyzwaniem dla wszystkich nią dotkniętych państw, swego rodzaju sprawdzianem dla skuteczności działania systemów państwa, w tym służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli a w szczególności systemów opieki zdrowotnej. Było to też ogromne wyzwanie dla całej „armii” lekarzy, ratowników, pielęgniarek, bez których poświęcenia nie udałoby się walczyć z tą pandemią. To jednak nie jedyne możliwe wydarzenie, które wystawi na próbę choćby państwowy system ratownictwa medycznego. Czy w Polsce jesteśmy gotowi na odpowiednią, skuteczną reakcję na wypadek innych „zdarzeń masowych”, nie tylko katastrof naturalnych, czy dużych wypadków komunikacyjnych, ale sytuacji przypominających np. zamachy terrorystyczne w Hiszpanii, Wlk. Brytanii, czy Francji?

MR: Pandemia COVID-19 pokazała, że niektóre procedury nie są przystosowane na wypadek tak ogromnej liczny chorych w jednym czasie. Wymusiła na ratownikach medycznych i lekarzach ratunkowych przedłużone zajmowanie się pacjentami, z uwagi na brak możliwości przekazania ich do placówek docelowych. Odpowiadało to trochę zasadom działania tzw. przedłużonej opieki polowej (Prolonged field care). Zespoły ratownictwa medycznego stojące pod szpitalami celem przekazania chorego musiały analogicznie do operatora-medyka w warunkach polowych utrzymać pacjenta przy życiu czasem przez trudny do oszacowania czas. Aby być przygotowanym na zdarzenia masowe musimy przeprowadzać cykliczne treningi i ćwiczenia z wykwalifikowaną kadrą. Obecnie przygotowujemy z byłymi żołnierzami wojsk specjalnych szkolenia obejmujące różne aspekty pracy: pracy z poszkodowanym, organizacji działań i uświadomienia zagrożeń. 

D24: Jakie znaczenie dla systemu bezpieczeństwa państwa może mieć  wkład medyków z jednostek specjalnych w cywilny system ratownictwa?

MU: W ramach tzw. obrony totalnej wykorzystanie wiedzy i umiejętności medyków i lekarzy działających obecnie w cywilnym systemie ratownictwa będzie katalizatorem powodzenia działań. Personel ten powinien i musi być przygotowany na takie działanie właśnie przez medyków jednostek specjalnych, którzy mają ogromne doświadczenie.

image
Fot. Mariusz Urbaniak

D24: Czy takim przykładem transferu wiedzy i doświadczeń mogą być zespoły RTF?

MU: Oczywiście. Moim zdaniem jest to najlepszy przykład przenikania się wiedzy cywilno-wojskowej. W ramach szkoleń, które prowadzimy z nieformalnymi medycznymi zespołami szybkiego reagowania RTF (rescue task force) medycy wojskowi, jak i operatorzy przekazują swoje doświadczenie członkom tychże grup (ratownikom medycznym, lekarzom ratunkowym), by byli przygotowani do działania w realnych sytuacjach terroru. Coraz częściej dochodzą do nas informacje o aktach terroru, gdzie liczba poszkodowanych jest znaczna i aby im szybko pomóc potrzeba przenieść cywilnego ratownika w obszar realnego zagrożenia życia, jak dzieje się w przypadku chociażby zagrożenia przemieszczającego się typu aktywny strzelec (zjawisko tzw. active shooter).  

D24: Choć w Polsce nigdy nie miała miejsca sytuacja z tzw. aktywnym strzelcem, to jednak nie można jej wykluczyć, a ostanie wydarzenia, jak zabójstwo policjanta w Raciborzu, czy strzelanina w Żyradowie pokazują, że prawdopodobieństwo wystąpienia takiej sytuacji nie jest wcale niskie. Czy cywilni specjaliści medycyny ratunkowej, ratownicy w zespołach ratunkowych są przygotowani na takie sytuacje, zarówno pod względem zaopatrywania ran postrzałowych, prowadzenia akcji ratunkowej wobec ofiar postrzałów/strzelaniny, jak i wiedzy na temat zachowania własnego bezpieczeństwa, współdziałania z innymi służbami np. jednostkami kontrterrorystycznymi policji?

MR: W trakcie mojej pracy zawodowej kilkakrotnie miałam pacjentów z ranami postrzałowymi. Ratownicy medyczni i lekarze ratunkowi mają teoretyczną wiedzę odnośnie specyfiki obrażeń wojskowych, praktyka w tej dziedzinie jest mniejsza. Operator-medyk spodziewa się pewnego typu obrażeń, osoba pracująca w warunkach cywilnych często jest nimi zaskoczona. W szpitalu współpraca różnych służb jest dobra, natomiast w warunkach przedszpitalnych potrzeba więcej koordynacji wspólnych działań i komunikacji, co pokazały zorganizowane w Działoszynie z moim udziałem w ostatnich latach ćwiczenia ze zdarzeń masowych. Działamy, bo widzimy konieczność dalszych wspólnych ćwiczeń – jedno z nich organizujemy już na najbliższą jesień, gdzie celem będzie poprawienie współpracy cywilno-wojskowej na wypadek ataku terrorystycznego.

Dziękuję za rozmowę.

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Reklama
Bever
poniedziałek, 12 lipca 2021, 23:24

Na ostatnim zdjeciu widac chyba kobiete z szeroko odslonieta glowa. amerykanie majazwykle folie uksztaltowane w ksztalt glowy, ktore zakladane sa w mrozne dni lub deszczowe, maja tez podobne do policyjnych czapki z bawelny, bardzo cieple co jest zakladane natychmiat na glowe np niedawno w wypadku 4 samochodow i poszkodowanych 4 dzieci i 7 doroslych, bylo to wczoraj 11 lipca, deszczowy i chlodny dzien. atem o tak prostych rzeczach nalezy myslec, bo niektorym trudno sobie wyobrazic jak ludzie potrafia sie trzac z zimna i ze stresu, a to daje troch komfortu i naturalnie dobre pocieszajace slowa ratownika.

Herr Wolf
sobota, 10 lipca 2021, 23:43

Oj znowu trzeba organizować konferencję dla wyżeraczy a co to pomoże w ratowaniu Kowalskiego?! Nic ..

Jotun
piątek, 9 lipca 2021, 21:25

A jak to wygląda w przypadku zwykłego Kowalskiego? Udzielanie pierwszej pomocy może być problemem, bo nie ma szkoleń praktycznie w ogóle, lub są traktowane jako dzień wolny od pracy. Staza, odma? Jesteśmy państwem frontowym a dostęp do broni, świadomość obywatelska, umiejętność udzielenia pierwszej pomocy, czy nawet zwykłe wyposażenie apteczki jest tematem nie do przezwyciężenia. Zachowujemy się - dzięki politykom - jak dziecko, które myśli, że ktoś zrobi za nie wszystko. Moim zdaniem, to jest tragedia. TRAGEDIA! To nie do pomyślenia, abym musiał szukać na anglojęzycznych portalach informacji, co zrobić z ofiarą postrzału! Przecież tu nie ma czasu na oczekiwanie na "erkę" Nawet wypadki drogowe wymagają często natychmiastowej interwencji! Powtórzę jeszcze raz, choć nie wiem czy ktoś się tym przejmie - świadomość zwykłego obywatela jest praktycznie zerowa i wolę, aby nikt mi nie pomógł, lub robił to co mówię, niż aby improwizował. Gdzie w polskich miastach są wydzielone punkty, w których są niezbędne narzędzia do pomocy ludziom? Czy to jest aż tak wielki problem? Wystarczą zwykłe oznaczenia, tablice, punkty w których można zbić szybę i pobrać niezbędny sprzęt. Gdzie są szkolenia? Gdzie!

Przemek Kowalewski
wtorek, 3 sierpnia 2021, 12:47

Zgodzę się poczęci, jednak największym problemem w Polsce jest mentalność poprzedniej epoki, zakorzeniona głęboko w podświadomości Polaków, bierność i bylejakość. Kursów pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy, ratownictwa taktycznego mamy w Polsce dostępnych w opór, ceny nie są zawrotne, wiec dlaczego brak nam umiejętności??? Zwalamy jak w każdej kulejącej kompetencji społecznej winę na administrację. Prawda jest niestety taka, że to my się nie uczymy, nie mamy wykreowanej realnej życiowej potrzeby posiadania takich umiejętności. Pozostajemy bierni, stając się świadkami nieszczęścia ludzi nam obcych, przez 15 lat pracy w ZRM tylko 6 razy dojeżdżając do pacjenta w zatrzymaniu krążenia ktoś prowadził RKO, tylko 6 razy…. Każdy z tych pacjentów dostał szansę na życie, dojeżdżając do szpitala po skutecznej resuscytacji, w pozostałych przypadkach szanse na wypis ze szpitala w stanie neurologicznym zbliżonym do tego sprzed NZK, liczymy w promilach. Kurs BLS AED kosztuje 100-200zl, trwa 6-8h, a może uratować życie Naszym najbliższym, ale mentalność nakazuje nam myśleć opatrznie, ze ten wkład kady i czasu jest dla „obcych”, a co to nas obchodzi??? Dopóki nie zmienimy mentalności, żadne urządzenia, punku z apteczkach, technologia nawet kosmiczna nie zmieni nic! Co do książek polecam wytyczne ERC do pobrania w formie PDF za free z www. krakow.prc.pl - można tez kupić w formie książki na www.mp.pl to resuscytacja, jeżeli chodzi o pomoc w urazach podręcznik dla paramedyków ITLS, również dostępny na stronie mp.pl. Pytanie czy chcemy zmieniać „nasze” podwórko, czy zaczekamy metodą socjalistyczna na zmiany indukowane przez administracje, ale ona nie nastąpi, mentalności jeżeli każdy nie zmieni sam, zrobi to tylko za nas czas, za 2-3 pokolenia ten gen socjalizmu może w końcu wyginie samoistnie. Pozdrawiam i zapraszam do refleksji, nie napisałem tego ze pobudek, jedynie są to moje obserwacje z ostatnich 2 dekad. Pozdrawiam, w razie pytań zapraszam do kontaktu na LinkedIn. (http://linkedin.com/in/przemysław-kowalewski-915ba1199)

Davien
wtorek, 17 sierpnia 2021, 23:05

To nie chodzi o rzekomą "bierność i bylejakość" a o to, że za niefachowe udzielenie pierwszej pomocy grozi prokurator i kara więzienia. Jeśli widzę kogoś z zatrzymaniem krążenia to moim obowiązkiem jest powiadomić państwowe służby, nie mniej, nie więcej. One mają za zadanie dotrzeć na miejsce zdarzenia i zająć się pacjentem. Za wykazywanie "inicjatywy" można narobić sobie kłopotów jeśli pacjent oskarży nas o złamanie żebra lub uszkodzenie kręgosłupa.

Ja
sobota, 10 lipca 2021, 00:36

Prawda!

Tweets Defence24