Turecka wojna nowej generacji [ANALIZA]

24 marca 2018, 12:24
40795262122_e7847251fb_k
Fot. www.tsk.tr

Zajęcie bez walki opuszczonego przez Kurdów miasta Afrin jest symbolicznym końcem zorganizowanego oporu w eksklawie i zakończeniem operacji „Gałązka oliwna”. Jeszcze przez jakiś czas można spodziewać się działań partyzanckich, ale wydaje się, że pacyfikacja regionu nie potrwa długo. Tym samym operacja turecka w Afrinie zakończyła się dużym sukcesem i to znacznie szybciej niż oczekiwano. Autor niniejszej analizy uważa, że u podstaw takiej sytuacji tkwi kilka przyczyn o podłożu militarnym - dla Defence24.pl pisze Marcin Gawęda.

  1. Dobry plan

Choć początkowo wydawało się, że protureckie milicje i wspierające je tureckie oddziały regularnej armii nie odnotowują sukcesów, z perspektywy czasu widać, że realizowano pewien plan, jak się okazało dobrze przemyślany i oparty na wcześniejszych doświadczeniach z operacji „Tarcza Eufratu” przeciwko Daesh. Po pierwsze, plan zakładał powolne postępy ofensywy, nie nastawione na zyski terytorialne, ale na wyczerpanie sił i środków przeciwnika. Po drugie, realizowano dwie fazy operacyjne, do których odpowiednio się przygotowano. Pierwsza zakładała krwawe i mało spektakularne walki w trudnym terenie górskim, mające na celu metodyczne zajmowanie silnie ufortyfikowanych szczytów górskich oraz okalających je wiosek. Po wypchnięciu sił kurdyjskich (YPG i inne formacje) z rejonu nadgranicznego, można było przejść do fazy drugiej, która zakładała wejście w głąb eksklawy i ewentualnie walki miejskie, np. w samym Afrinie. Tureccy analitycy wskazywali, że pierwszy etap, w umownym, górskim pasie nadgranicznym, miał charakter walk w terenie górskim, a drugi, w centrum regionu, walk w terenie zurbanizowanym (z przewidywanymi ciężkimi walkami w samym Afrin).

Powolne i metodyczne opanowywanie terenu, bez spektakularnych rajdów w głąb regionu, utrudniało przeciwnikowi ewentualne atakowanie klinów uderzeniowych. Systematyczne poszerzanie podstaw natarcia miało także wpływ na logistykę, która nie notowała żadnych problemów i na planowanie operacyjne (zabezpieczone drogi na tyłach, osłonięte skrzydła). Zaatakowanie na całym obwodzie frontu, bez wyraźnie określonych kierunków głównych natarć, wymuszało dodatkowo rozproszenie sił przeciwnika. Zamykające się pierścienie okrążenia centrum eksklawy zapewne także przyczyniły się do kurdyjskiej decyzji o ewakuacji bojowników i cywilów do Manbidż.

image
Fot. www.tsk.tr

 

  1. Odpowiednie siły

Jakkolwiek można mieć pewne zastrzeżenia co do zdolności bojowych protureckich milicji (turkmeńskich, czy nawet kurdyjskich), przeszły one przed inwazją na Afrin szkolenia, były też lepiej zorganizowane i wyposażone (także w sprzęt ciężki) niż wcześniej. Decydujące w operacji były, oczywiście, regularne oddziały armii tureckiej, a te składały się z jednostek doświadczonych w działaniach kontrterrorystycznych. 5. Brygada Pancerna brała udział w operacji „Tarcza Eufratu”, a piechota, podstawa sił interwencyjnych, wywodziła się z brygad tzw. komandosów (Commando Tugayi), przygotowanych do operacji w trudnym terenie, w warunkach konfliktu asymetrycznego i mających doświadczenie w walkach tego typu w Syrii bądź w Turcji, szczególnie przeciwko bojownikom z PKK. Do drugiej fazy operacji ściągano siły, które z kolei dobrze czuły się w środowisku walki w terenie zaminowanym i zurbanizowanym (np. siły specjalne policji i żandarmerii, 49. Brygada Komandosów (49 Commando Tugayi) szkolona do walki w terenie zurbanizowanym, silnie nasyconym minami i IED, itp.

Duży procent sił inwazyjnych stanowiły więc oddziały o charakterze elitarnym i antyterrorystycznym, zdolne do wykonywania chirurgicznych operacji specjalnych i kontrterrorystycznych. Użycie broni pancernej jako wsparcia i ostrożne ich użycie przyniosło straty mniejsze, niż można by oczekiwać (zważywszy na bogaty kurdyjski arsenał np. ppk) i ewidentnie było pokłosiem doświadczenia z „Tarczy Eufratu”, zwłaszcza spod Al-Bab. W czasie trwania operacji można było zaobserwowac cały czas dopływ nowych sił w strefę konfliktu, zarówno protureckich milicji, jak i tureckich wojsk regularnych, co pozwalało na rotację sił własnych i odpowiednie reagowanie na sytuację taktyczną czy operacyjną (np. poprzez zwiększanie dynamiki operacji ofensywnych w wybranych rejonach). Właściwie nie zanotowano w operacji większej pauzy operacyjnej, a sama dynamika operacji powietrzno-lądowych była dość duża.

  1. Panowanie w powietrzu

Konflikt asymetryczny w Afrinie charakteryzował się zupełnym panowaniem w powietrzu, z którego korzystano w pełni. Pomijając zestrzelenie śmigłowca T-129 i drona TB2 Bayraktar oraz kilkudniową przerwę wymuszoną zamknięciem przez Rosjan przestrzeni powietrznej nad eksklawą, wsparcie lotnicze było intensywne i skuteczne. Używano przede wszystkim amunicji precyzyjnej rodzimej produkcji, a uderzenia były z reguły dotkliwe (punkty dowodzenia, magazyny amunicji etc.). Warto podkreślić, że wsparcie lotnicze w operacji „Gałązka oliwna” było znacznie bardziej intensywne niż w poprzedniej „Tarcza Eufratu” i znacznie bardziej dewastujące. Poza samymi punktowymi uderzeniami szerokie użycie dronów (TB2 Bayraktar i Anka-S) pozwalało na stały i aktualny dopływ danych rozpoznawczo-wywiadowczych.

  1. Nowe rodzaje broni i wyposażenia

Przygotowując się do inwazji na Afrin armia turecka zastosowała amunicję precyzyjną i nowinki techniczne, a te rodzaje sprzętu, których używano już wcześniej, wykorzystywano bardziej intensywnie i skutecznie. Ogień artylerii był nie tylko intensywny, ale przede wszystkim precyzyjny. Warto wspomnieć, że haubice T-155 Firtina zdolne są do ostrzału precyzyjnego (jak podają niekóre źródła dzięki systemowi Aselsana można ustalać współrzędne celu z dokładnością do ok. 17 m), natomiast do niszczenia umocnień zastosowano samobieżne haubice M110A2 kal. 203 mm.

image
Fot. www.tsk.tr

Szeroko zastowano wozy minoodporne Kirpi, w tym z lekką, łatwo montowalną, siatkową osłoną przeciwkumulacyjną oraz sterowanymi modułami bojowymi SARP Aselsana (np. Aselsan SARP-Dual RCWS (7,62mm i 12,7mm). Moduły SARP Aselsana montowano także na zmodernizowanych czołgach M60. W warunkach bojowych użyto m.in. karabinki MPT-76 (MKEK). W rejonie konfliktu rozwinięto także najnowszy naziemny system walki elektronicznej KORAL Aselsana. Zagrożenie ze strony pkk wymusiło działanie inetrwencyjne, do czasu montażu aktywnych systemów samoobrony zainstalowano na czołgach M60T (i M60A3?) kilka nowinek technicznych zwiększjących ich przeżywalność, np. wspomniany zdalnie sterowany moduł bojowy SARP Aselsana, kamery obserwacji dookólnej, elementy pancerza reaktywnego Roketsana, laserowy system ostrzegający Aselsana itp. Czołgi zostały zmodernizowane według programu Firat, stąd można spotkać określenie np. M60T Firat.   

Afrin był swoistym poligonem dla tureckiej broni, m.in. dronów TB2 Bayraktar, systemów rakietowych T-122 Sakarya, śmigłowców T-129 Atak itd. Zapewne nie jest przypadkiem, że w lutym oddano do służby kolejne osiem dronów klasy MALE TB2 Bayraktar rodzimej produkcji (Baykar) – znacznie wcześniej niż zakładał kontrakt (łącznie jest ich już ok. 46).

Przewagę taktyczną stronie tureckiej dawały także nowoczesne środki łączności i rozpoznania, dające przewagę już na poziomie taktycznym (np. siły specjalne) i wyższych (operacyjnym i strategicznym).

Stosowano szeroko amunicję precyzyjną np. bomby HGK (klasyczne bomby Mk 84 z zestawem oprzyrządowania HGK (Hassas Güdüm Kiti) instytutu naukowego TÜBİTAK-SAGE, czy również rodzime pociski powietrze-ziemia Cirit kal. 70 mm Roketsana i inne.

  1. Przewaga ogniowa

Niezwykle ważnym elementem kampanii, chociaż trudnym do statystycznego uchwycenia, była przewaga ogniowa sił interwencyjnych. Ataki kurdyjskie z użyciem ppk na pojazdy czy czołgi, nawet jeśli kończyły się sukcesem, miały raczej wymiar propagandowo-medialny i jak się okazuje raczej niewielki wpływ na taktyczno-operacyjny wymiar walk. Tymczasem strona turecka – co również było z rozmysłem nagłaśniane medialnie – była w stanie nalotami i ostrzałem wstrząsnąć obroną, prawdopodobnie przynajmiej miejscowo złamać przeciwnika, zdezorganizować jego system obrony, możliwości przemieszczania, system łączności i dowodzenia.

image
Fot. www.tsk.tr

Zmasowane wsparcie z powietrza, artyleryjskie i pancerne wykrwawiało siły kurdyjskie, które mimo, że prowadziły obronę (w wielu miejscach opartą na silnych fortyfikacjach, w tym szeroko stosowanych tunelach i podziemnych ukryciach) ponosiły – jak się wydaje - znacznie większe straty niż atakujący. Na podstawie dostępnych danych i przebiegu konfliktu zapewne nie będzie błędem, jeśli określimy stosunek strat w zabitych na jeden do kilku na korzyść atakującego. Warunki konfliktu asymetrycznego per se musiały także generować większe straty w rannych, kontuzjowanych i chorych dla strony kurdyjskiej (problemy z pomocą medyczną, ich ewakuacją, rotacją na polu walki etc.), co musiało być obciążeniem moralnym i logistycznym.

Nie dysponujemy w pełni wiarygodnym i obiektywnym źródłem statystycznym dotyczącym strat – szacunki strat własnych i przeciwnika podawane przez strony walczące z oczywistych względów pozostawmy na boku, jako oręż walki propagandowej. Pewne światło na tę sprawę rzucają dane Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka - przy całym zastrzeżeniu do tego źródła, którego obiektywność bywa kontestowana - z których wynika, że w połowie marca straty strony kurdyjskiej mogły wynosić ok. 1500 bojowników (szacunek na 18 marca 2018 r.), podczas gdy strony tureckiej 91 bojowników protureckich milicji i 78 żołnierzy tureckich sił zbrojnych. Skądinąd znany autorowi spis osobowy zabitych tureckich żołnierzy na 17 marca, wskazuje, że poległo co najmniej 47 żołnierzy, w tym major z 3. Brygady Komandosów (3 Commando Tugayi), jako najwyższy rangą oficer (straty odnoszą się przede wszystkim do 5. Brygady Pancernej oraz kilku brygad komandosów armii i żandarmerii).

Zajęcie Afrinu to niewątpliwie duży sukces prezydenta Erdogana i przykład dobrze zaplanowanej i przeprowadzonej operacji sił połączonych.

Reklama
Tweets Defence24