Reklama

Szczyt NATO w Newport – powrót do podstaw?

6 września 2014, 21:12
fot. NATO

4-5 września 2014 r. w walijskim Newport odbył się szczyt NATO na szczeblu szefów państw lub rządów. Do głównych jego decyzji należy przyjęcie „Planu na Rzecz Gotowości” (Readiness Action Plan), mającego m.in. zwiększyć i usprawnić możliwości odpowiedzi Sojuszu w przypadku zagrożenia terytorium któregoś z państw członkowskich. Choć zgodnie z zapowiedziami nie postanowiono o stałym rozmieszczeniu na wschodniej flance bojowych związków taktycznych sił NATO, wydaje się, iż po spotkaniu w Walii większy nacisk zostanie położony na tradycyjną rolę Sojuszu, czyli kolektywną obronę terytoriów państw członkowskich.

Przyjęty w Newport Plan na Rzecz Gotowości zakłada wyodrębnienie w ramach Sił Odpowiedzi NATO (NATO Response Force, NRF) kilkutysięcznego kontyngentu znajdującego się w stałej gotowości i zdolnego do przerzutu w zagrożony obszar w ciągu 2-5 dni (Immediate Alliance Assurance Force, IAAF). Obsadzenie tego złożonego z sił lądowych, dysponujących wsparciem powietrznym i morskim, kontyngentu ma mieć charakter rotacyjny. Dotychczas powołane w 2002 r. decyzją szczytu w Pradze 20 tys. NRF powinny być zdolne do działania w ciągu 5 dni od podjęcia decyzji (w przypadku obrony terytorialnej mają zająć pozycję jako siły wejścia przed pozostałymi siłami wysokiej gotowości). Powołany na szczycie w Walii kontyngent ma podlegać głównodowodzącemu sił NATO w Europie (SACEUR), ale jego rozmieszczenie będzie prawdopodobnie wymagało politycznej decyzji Rady Północnoatlantyckiej (tak jak w przypadku NRF). Sojusz ma też usprawnić mechanizmy wczesnego ostrzegania, zaktualizować plany obronne i zaplanować więcej ćwiczeń.

Wydaje się, że takie rozstrzygnięcia mają być kompromisem między postulatami Polski i państw bałtyckich, domagających się rozmieszczenia na stałe bojowych związków taktycznych NATO, a niektórymi pozostałymi państwami Sojuszu (będącymi jego członkami przed 1999 r.), honorującymi porozumienie z Rosją z 1997 r. (Founding Act on Mutual Relations, Cooperation and Security between NATO and the Russian Federation), na mocy którego NATO zobowiązało się do nierozmieszczania na terytorium nowych członków broni nuklearnej, a także „znaczących sił” konwencjonalnych. Wolę utrzymania tej umowy wykazały na kilka dni przed szczytem m.in. Stany Zjednoczone, chcąc m.in. uniknąć środków, jakie Rosja mogłaby podjąć w odpowiedzi (np. ostateczne wypowiedzenie zawieszonego traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie – CFE i układu całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu – INF). Sojusz uznał, że korzystniejsze niż rozmieszczenie stałych sił będzie utworzenie kontyngentu zdolnego do natychmiastowego przerzutu na terytorium zagrożonych państw, mogącego wejść do walki w czasie niewiele dłuższym niż stałe jednostki. Co więcej, na terytoriach wschodnich członków Paktu mają znaleźć się bazy z zapleczem logistycznym dla sił NATO oraz prowadzone mają być ciągłe ćwiczenie Sojuszu, co oznacza w zasadzie nieprzerwaną obecność jego sił. Na szczycie zdecydowano też o wzmocnieniu stacjonującego w Szczecinie dowództwa Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego i rozpoczęciu procedury podwyższenia jego stopnia gotowości z niższej (Forces at Lower Readiness, FLR) do wysokiej (High Readiness Forces, HRF, obecnie jest 6 takich dowództw, które muszą być zdolne do rozpoczęcia przerzutu w ciągu 10 dni i mogą przejąć dowodzenie na Siłami NATO wielkości korpusu – do 60 000 żołnierzy).

Sygnał dla Rosji

Decyzje na szczycie w Wali mają przede wszystkim związek z toczącym się konfliktem rosyjsko-ukraińskim i wejściem na terytorium Ukrainy jednostek rosyjskich. Choć w przeddzień szczytu pojawiły się doniesienia o wypracowaniu porozumienia dotyczącego zawieszenia broni (prawdopodobnie propozycja padła z inicjatywy Kremla, aby zablokować wymierzone w Rosję decyzję na szczycie), nie wpłynęło to na jego atmosferę i decyzje polityczne. Jeszcze przed obradami Sojusz postanowił o przeprowadzeniu wspólnych manewrów na Ukrainie, wizytujący w Estonii Prezydent USA Barack Obama potwierdził amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dla regionu, a prezydent Francji (prawdopodobnie, aby uniknąć dalszej krytyki w Walii) zdecydował o wstrzymaniu dostawy dla Rosji okrętów desantowych typu Mistral. Na samym szczycie zdecydowano natomiast o uruchomieniu nowych programów mających wzmocnić zdolności sił zbrojnych Ukrainy i powołaniu w tym celu nowego funduszu z początkowym wkładem wielkości 15 mln Euro. Symbolicznie zdecydowano też, że kolejny szczyt NATO odbędzie się w Polsce – państwie flankowym Sojuszu.

Na szczycie w Walii omówiona także kwestię przyszłości Afganistanu po zakończeniu misji ISAF. NATO potwierdziło swoją gotowość rozpoczęcia z początkiem 2015 r. misji Resolute Support, mającej zapewnić trening i doradztwo siłom afgańskim oraz potwierdzono wsparcie finansowe dla tych sił do końca 2017 r. W czasie spotkania poruszono także kwestie konfliktu w Iraku i zmniejszających się wydatków obronnych państw Sojuszu. Przywódcy 28 państw NATO zobowiązali się w tym kontekście do dojścia do zalecanego przez organizację pułapu 2 proc. PKB na obronę w ciągu 10 lat.

Istniejący obecnie klimat międzynarodowy wydaje się sprzyjać tradycyjnemu celowi polskiej dyplomacji, czyli większym skoncentrowaniu się NATO na obronie kolektywnej i zwiększeniu zdolności Sojuszu w tym zakresie. Warszawa powinna dążyć do szybkiego wdrożenia postanowień szczytu i wypracowania szybszych mechanizmów decyzyjnych w zakresie kolektywnej obrony. Celem Polski powinno być precyzyjne uregulowanie procedury rozmieszczania powołanego kontyngentu NATO (IAAF) w zagrożonych obszarach tak, aby uprościć w tym zakresie procedurę decyzji politycznych (należy zbadać m.in. możliwość przekazania decyzji o rozmieszczeniu tych sił w kompetencje dowódcy NATO w Europie, który podejmowałby ją na wniosek państwa obawiającego się o swoje bezpieczeństwo). Polska powinna dążyć też do stworzenia precyzyjnego katalogu sytuacji uruchamiających art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego (obejmującego np. potajemne wspierania grup separatystycznych działających na terytorium państw Sojuszu), aby ograniczyć możliwości wystąpienia tzw. sytuacji trudnokonsensualnych.

Tomasz Smura, Koordynator Programu Bezpieczeństwo Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Reklama
Razparuk
sobota, 6 września 2014, 22:54

W kilku słowach: pogodzono się z rozbiorem Ukrainy a pribałtykę i Polskę poświecono w zamian za zniżkę na gaz...Jeśli szybko nie nabędziemy zdolności wytworzenia bomy A wraz z jej przeniesieniem do Moskwy to trzeba juz teraz uczyc się ruskiego.

Bolo
poniedziałek, 8 września 2014, 13:28

Nie potrzeba nam bomby A. Wystarczą francuskie OP z rakietami manewrującymi (o zasiegu do 1000km) i zapis w naszej doktrynie obronnej: iż w przypadku ataku atomowego na Polskę, możemy dokonać ataku na wszelkie instalacje atomowe przeciwnika.

pola989
niedziela, 7 września 2014, 10:36

Razparuk uważasz,że tylko bomba może dać Polsce bezpieczeństwo?Nie dziwię się zbytnio,ponieważ jest to myślenie powszechne i preferowane przez decydentów tego świata.Tyle,że dzisiaj jest to już anachronizm.Nauka rozwinęła się na tyle,by zdać sobie sprawę z tego,czego należy szukać i chociaż trudno to udowodnić,ale już wie czemu może służyć./Są takie obszary fizyki,dla których Twoja bomba będzie miała wartość maczugi /.I na tym możemy się skupić,bo potencjał mamy,tylko potrzebne mu są środki.A najważniejszym środkiem jest mądre przywództwo.Widzisz takowe?Bo ja nie.Widzę chłoptasiów z parciem na władzę i kasę,bo w ich móżdżkach stanowi to jakąś wartość.Państwo powinno posiadać taką wartość czy produkt,by jednemu bandycie nie opłacało się tego zniszczyć,a drugiemu złodziejowi zależało na współudziale.Wierz mi,że nie jest to bredzenie utopisty.Ja najbardziej wierzę w naukę i dlatego twardo stąpam po ziemi.Położenia geopolitycznego nie zmienimy,na politykę innych państw nie wpłyniemy,bo jesteśmy za ubodzy,ale na naukę,laboratoria,instytuty badawcze i otwarte na wiedzę umysły możemy sobie pozwolić.Na tym polu jest tak wiele do zrobienia,że najwyższy czas wypaprać z polityki nieudaczników i populistów,by więcej nie mącili narodowi w głowie.

warthog77
niedziela, 7 września 2014, 09:38

Po jakiego wała nam bomba A??? Czy ona stanowi jedyny element broni masowego rażenia?? Broń chemiczna jest dostępna a co najważniejsze mamy doświadczenie w posługiwaniu się nią (lata poświęcone na neutralizacji BŚT pozostałych op I i II wojnie światowe). Możemy również pracować nad nowymi rodzajami broni (tzw: "nowiczoki") bardziej toksyczne i odporne na przeciwdziałanie (penetrujące filtry i trudne do zanalizowania przez podstawowe systemy ochrony). Wkrótce Putin przykręci śrubę z surowcami energetycznymi i wtedy wiele sojuszy i paktów w Europie straci wartość. Viktor Orban pod tym względem stanowi Forpocztę Rosji w UE .

rudi
niedziela, 7 września 2014, 15:39

konieczna precyzyjna likwidacja arsenałów jądrowych ZSRR przy pomocy niewykrywalnych amerykańskich myśliwców, i tak będzie spokój, nie będą mieli czym straszyć

guru
poniedziałek, 8 września 2014, 21:37

Trzeba NATO postawić sprawę jasno! Albo wszyscy jedziemy na jednym wózku i razem dzielimy ryzyko, albo przeorientujemy politykę na neutralną lub nawet prorosyjską. Na Zachód nie ma co liczyć. Właściwie wszystkie rządy są nadmiernie zadłużone i jedynie co ich obchodzi to utrzymanie się na powierzchni. Na żadne długofalowe myślenie strategiczne nikogo tam nie stać (nawet gdyby chcieli). Ukraina jest dobrym przykładem. Wysyłali swoich żołnierzy na wszystkie natowskie awantury a teraz Zachód ich zdradził. Z nami może być identycznie. Gadać to my powinniśmy z Turcją, Rumunią, Węgrami, Finlandią czy Szwecją (może też Grecją-która ma dość pokaźną armię), bo tam trochę czują oddech rosyjskiego niedźwiedzia. A co my obchodzimy Francuzów, Holendrów, Hiszpanów, Włochów, czy Niemców. Tylko tyle, na ile damy się wykorzystać dla ich interesów. Wiszenie u klamki USA też jest krótkofalowe. Amerykanie bardziej niż Rosji boją się Niemców sprzymierzonych z Rosją. A Polska może być zapłatą za ten sojusz. Amerykanie mimo monstrualnie rozdętej armii, wiedzą, że za 10-15 lat stracą całą przewagę. Zbliżenie niemiecko-rosyjskie to koszmar amerykańskich strategów. Rosyjskie surowce i nieograniczona przestrzeń plus niemiecki ordung i technologie to bomba nie do rozbrojenia dla Ameryki. A między Niemcami a Rosją nie ma żadnych strategicznych konfliktów. Wiedzą o tym Amerykanie, wiedzą i Brytyjczycy. Z punktu widzenia geopolityki Polska jest jedyną realną zaporą blokującą niemiecko-rosyjskie zbliżenie.Poprzez naszą antyrosyjskość i dla Niemiec i dla Rosji jesteśmy jak cierń na d... I sądzę, że Ameryka gotowa jest dużo za to zapłacić aby tak pozostało i powinniśmy się tego od Ameryki domagać. A Rosji nie powinniśmy się aż tak bać. Żaden rosyjski przywódca nie będzie chciał podbijać Polski na stałe. Okupacja Polski to dla Rosji zdecydowanie za duży kąsek. To dla nich gorsze niż okupować Afganistan, W Polsce mieliby nieustające powstanie, sytuacja nie do rozwiązania, Nie można na tym zyskać. Natomiast Polska neutralna (np poza NATO) czy też sprzymierzona byłaby dla Rosji bardzo cenna. Gdybym ja był przy władzy postawiłbym na stworzenie bloku państw centralnych (skład jak wyżej). Do przyjęcia dla Rosji i Ameryki, Niemcy byliby niezachwyceni, ale ze względu na gospodarkę i Amerykę nie ryzykowaliby zatargów;

filo
niedziela, 7 września 2014, 10:18

Konflikt na Ukrainie pokazał dobitnie, że UE i NATO, to iluzja. Europa nie zmieniła się nic od 1938 roku i nie wyciągnęła żadnych wniosków. Dominuje wszechwładny egoizm i własny interes, a słowo wspólnota nic nie znaczy. Putin zajmując Ukrainę wiedział co robi i z jaką reakcją się spotka, dla nas Polaków to kubeł zimnej wody na głowę. Jesteśmy podobnie osamotnieni jak w 1939. W przypadku ewentualnej rosyjskiej agresji na Polskę zachód wyrazi tylko głębokie zaniepokojenie, a tę całą szpice NATO może sobie wsadzić w d… Nie mamy wyboru, musimy się zbroić i dążyć do posiadania takiej broni odstraszania, aby nie być łatwym łupem dla Kremla.

Kapik
niedziela, 7 września 2014, 15:31

Co może NATO zrobić w Ukrainie bez rezolucji ONZ, którą zablokuje Rosja?

pniok
niedziela, 7 września 2014, 15:04

NATO nie jest dla nas obojętne, choćby dla pozyskania techniki wojskowej i jako zaplecze. Bronic musimy się przede wszystkim sami. Wszyscy to mówią, ale inteligentni dyskutanci powinni jeszcze napisać, że np. obciąć wszystkie świadczenia powyżej średniej krajowej, i emerytury powyżej średniej krajowej. Apanaże, tantiemy i diety poselskie z Warszawy i Brukseli pobieraja światli ludzie, i powinni zainicjować ten proces. Wtedy reszta społeczeństwa zrozumie, że trzeba przez jakiś czas łożyć na wojsko nie 2% ale 4 albo 6%. Chyba, że jedynym argumentem do wdrożenia takiego myślenia, jest grozba ataku atomowego na Warszawę. Jestem jednak naiwny, a elity słuchają o Putinie, jak bajki o żelaznym wilku. Przecież mamy NATO i szpicę.

Szef
niedziela, 7 września 2014, 06:02

"honorującymi porozumienie z Rosją z 1997 r. (Founding Act on Mutual Relations, Cooperation and Security between NATO and the Russian Federation), na mocy którego NATO zobowiązało się do nierozmieszczania na terytorium nowych członków broni nuklearnej, a także „znaczących sił” konwencjonalnych." Ta umowa obowiązywała w warunkach, które występowały wtedy. Teraz warunki wyglądaj tak, że Ruscy wjechali na kraj sąsiadujący z Polską, a w Obw. Królewieckim ma środki zdolne do ofensywy. Także tą umowa jest nic nie warta, zresztą jak każda umowa z Rosją Putina.

pola989
niedziela, 7 września 2014, 18:14

dokładnie, w umowie uwzględniono "na czas obecny".Zastanawia mnie dlaczego w wielkiej polityce nie akcentuje się tego.Ale do sedna nie uda się dotrzeć.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama