Pocisk rakietowy – najbardziej prawdopodobna przyczyna tragedii PS752 [KOMENTARZ]

10 stycznia 2020, 15:35
ENv3QJ0WoAADvw_
Statecznik Boeinga 737 z oznaczonym otworem po trafieniu odłamkiem rakiety. Fot. Belingcat

Irańska wersja oficjalna katastrofy samolotu ukraińskich linii lotniczych ze 176 osobami na pokładzie staje się coraz mniej wiarygodna. Liczne, rozproszone dowody, wskazują na trafienie przez jeden lub dwa pociski przeciwlotnicze, a nie awarię silnika. Najprawdopodobniej ukraińskiego Boeinga 737 strącił wyprodukowany w Rosji system przeciwlotniczy Tor-M1 strzegący jednej z irańskich instalacji wojskowych w pobliżu Teheranu.

Przedstawiciel irańskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego Hasan Razaejfar, szef wydziału ds. badania wypadków lotniczych, przekazał już w dniu katastrofy, że Boeing 737-800 Ukraine International Airlines z Teheranu do Kijowa rozbił się w wyniku technicznej awarii jednego z dwóch silników. Na wstępie już odrzucono możliwość, iż przyczyną mogło być trafienie przez pocisk rakietowy, promień lasera lub impuls elektromagnetyczny. Jednocześnie ustalono, że maszyna paliła się w locie, nie sygnalizowała żadnej awarii służbom kontroli lotów i rozbiła się próbując powrócić na lotnisko. Irańskie służby odnalazły rejestratory lotu maszyny, tak zwane „czarne skrzynki”, ale już na wstępnie zaznaczono, iż są one uszkodzone i część zapisu może być niemożliwa do odczytania.

Podstawowy problem z takim scenariuszem zdarzeń jest taki, iż jest on mało spójny logicznie. Załoga samolotu była doświadczona, gdyż obaj piloci mieli wylatane po kilkanaście tysięcy godzin. Samolot Boeing 737-800 miał zaledwie trzy lata, a na dodatek dwa dni wcześniej zakończył przegląd i przeszedł kontrolę dopuszczającą do lotu. Władze irańskie nie wyjaśniły co spowodowało nagłe zapalenie się silnika i dlaczego załoga samolotu miałaby zawrócić na lotnisko jednocześnie nie zawiadamiając kontroli lotu ani służb ratowniczych – co jest standardem nawet przy drobnych awariach czy problemach technicznych. Co równie istotne, równocześnie z awarią silnika zamilkł transponder samolotu, czyli nadajnik z którego korzystają systemy kontroli lotu, systemy antykolizyjne oraz popularny Flightradar24, który pozwala śledzić ruch lotniczy na całym świecie każdej osobie z komputerem lub smartfonem. Jednocześnie z wersją oficjalną, pojawiła się alternatywna historia – w której przyczyną „nagłej awarii silnika” było trafienie pociskiem rakietowym.

System rakietowy Tor na celowniku

Jako pierwszy pojawił się w sieci enigmatyczny komunikat agencji informacyjnej Al-Hadath z Kataru – „Przyczyną katastrofy ukraińskiego samolotu było przypadkowe trafienie irańskim pociskiem”. Taki scenariusz wspierały kolejne pojawiające się w sieci informacje, pracowicie zbierane przez ekspertów, ale też organizacje takie jak Belingcat, zajmujące się weryfikacją wiarygodności, oraz służby wywiadowcze. Wszystkie zdają się prowadzić do podobnych wniosków, które zasugerował 8 stycznia Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Aleksiej Daniłow, informując, że ukraińscy eksperci wysłani do Iranu będą poszukiwać efektów trafienia na wraku a w pobliżu miejsca zdarzenia szczątków rakiety ziemia-powietrze systemu Tor.

W dyplomatycznej, ale bardziej zdecydowanej formie przedstawił swoje stanowisko premier Kanady. W telewizyjnym orędziu Justin Trudeau poinformował 9 stycznia, dzień po tragedii, że posiadane dowody wskazują, iż ukraiński samolot pasażerski, na którego pokładzie było m.in. 63 obywateli Kanady, został zestrzelony przez irańską rakietę przeciwlotniczą. Stwierdził jednocześnie, że jest zbyt wcześnie na wyciąganie ostatecznych wniosków, i chce rozmawiać z każdą ze stron w celu przeprowadzenia szczegółowego śledztwa. Jego stanowisko, powołując się na własne służby wywiadowcze, poparł m.in. premier Wielkiej Brytanii, Borys Johnson i prezydent USA Donald Trump. Wszyscy oni mówią o dowodach na odpalenie dwóch pocisków przeciwlotniczych w stronę pechowego lotu PS752.

image
Analiza zdjęć satelitarnych i filmu pozwoliła na dokładne ustalenie miejsca, z którego został nakręcony. Fot. Belingcat

Połączona siła Internetu i wywiadu

Zarówno analizy wywiadowcze jak i połączone siły internautów, ekspertów i świadków pchają dochodzenie w sprawie losu lotu PS752 w jednym kierunku. Wielu obserwatorów, szczególnie takich, którzy widzieli wrak zestrzelonego przez Rosjan nad Ukrainą w 2014 roku malezyjskiego Boeinga 777, wskazywało na bardzo podobne ślady na większych elementach wraku. Kilka kilometrów od miejsca w którym rozbiła się maszyna, w rejonie Parand, na zachód od portu lotniczego Teheran-Imam Khomeini, odnaleziono dziwny obiekt, który nie był częścią samolotu. W tym samym rejonie nagrano również film, który obiegł cały świat. Widać na nim coś, co wygląda jak rakieta trafiająca w lecący z przeciwka obiekt, który w wyniku wybuchu zaczyna się palić.

Eksperci śledczy z organizacji Bellingcat dokonali szczegółowej analizy nagrania, które pojawiło się po raz pierwszy na publicznym koncie komunikatora Telegram. Z jego autorem skontaktował się dziennik New York Times, który pozyskał w ten sposób nagranie w wysokiej rozdzielczości aby potwierdzić jego autentyczność. Tym samym niezależnie zajęło się problemem kilka różnych grup, w tym Bellingcat. Dzięki wykorzystaniu zdjęć satelitarnych udało się ustalić z dokładnością do kilku metrów gdzie w momencie nagrywania filmu stała osoba trzymająca telefon, w oparciu o widoczne na nagraniu budynki, ulice czy latarnie. Wiadomo dzięki temu, że pole widzenia kamery pokrywa się z trasą lotu ukraińskiego samolotu. Analiza filmu wskazuje z dużym prawdopodobieństwem, iż widać na nim eksplozję pocisku trafiającą samolot pasażerski.

Oczywiście pojawiły się pytania, całkiem logiczne – po co ktoś filmował niebo w nocy? Świadkowie twierdzą, że w nocy słychać było co najmniej dwie eksplozje, a osoba która wykonała nagranie, jak twierdzi NYT, miała zacząć nagranie po tym, jak usłyszała „coś w rodzaju wystrzału lub eksplozji”. Jest to zbieżne z informacjami udzielonymi przez przedstawicieli Kanady i Wielkiej Brytanii, którzy mówią o odpaleniu dwóch pocisków w stronę Boeinga 737. Jakich pocisków? Tutaj ponownie idą w ruch telefony komórkowe.

System Tor, kolejny element układanki

Kolejne zdjęcie, które rzuca światło na całą sprawę zrobiono kilka godzin po katastrofie i kilka kilometrów od rozrzuconych szczątków maszyny i jej 176 pasażerów, którymi zajmowały się w tym czasie irańskie służby. W pobliżu miejsca, gdzie nocą nakręcono film, anonimowa osoba sfotografowała dziwny obiekt. Lokalny analityk, korespondent i autor książek historyczno-lotniczych Babak Taghvaee miał się kontaktować z tą osobą 8 stycznia, jednak kolejne próby kontaktu zakończyły się fiaskiem. Na zdjęciu widać element, który został zidentyfikowany jako przednia część pocisku rakietowego ziemia-powietrze 9M331, używanego w systemie przeciwlotniczym Tor-M1 produkcji rosyjskiej. Jak wynika z materiałów fotograficznych m.in. z Donbasu, w przypadku detonacji głowicy ten element często pozostaje niemal nieuszkodzony. Wynika to z budowy rakiety, której przednią cześć zajmuje radar i system kierowania, natomiast głowica znajduje się znacznie bliżej środka rakiety. Ma ona masę około 15 kg, co jest wystarczające dla strącenia większości celów powietrznych do jakich zwalczania przeznaczony jest Tor-M1.

System rakietowy krótkiego zasięgu 9K331 Tor-M1 powstał w Rosji w roku 1991, jako modyfikacja systemu 9K330 Tor o zwiększonej celności i skuteczności przeciw nisko lecącym celom, takim jak pociski manewrujące. W latach 2005-2007 do Iranu trafiło najprawdopodobniej 29 tego typu wyrzutni. Każda z nich wyposażona jest we własne stacje radiolokacyjne i osiem odpalanych pionowo pocisków, osiągających prędkość do 3 Macha. Tor jest systemem przeznaczonym do ochrony szczególnie ważnych celów punktowych, gdyż jego zasięg ognia to około 12 km a skuteczny pułap zwalczania celów to 6000 metrów. W Iranie chronią one instalacje wojskowe, bazy lotnicze i inne szczególnie istotne cele. Jak więc jedna z nich znalazła się na drodze lotu PS752?

Przyczyny tragedii – splot niefortunnych zdarzeń

Można w zasadzie odrzucić hipotezę, wg której zestrzelenie ukraińskiego samolotu było działaniem zaplanowanym. Jak zwykle bywa w przypadku lotniczych katastrof, najprawdopodobniej był to splot wielu czynników. Jakich? Po pierwsze, zdarzenie miało miejsce niecałe 5 godzin po ostrzelaniu dwóch amerykańskich baz wojskowych w Iraku pociskami balistycznymi wystrzelonymi z Iranu. W tym czasie Teheran mógł spodziewać się amerykańskich działań odwetowych i prawdopodobnie systemy przeciwlotnicze postawiono w stan szczególnej gotowości.

Wart jednak pamiętać, że irańska obrona powietrzna jest de facto konglomeratem nie współpracujących ze sobą rozwiązań z różnych epok. Są to stare radary i zestawy przeciwlotnicze produkcji zachodniej, pamiętające jeszcze szacha. Obok nich używane są krajowe, niewiele lepsze systemy oparte na technologii dostępnej przy wieloletniej izolacji Iranu, oraz nowoczesne systemy rosyjskie, zakupione na początku obecnego stulecia.   

Wyrzutnia Tor-M1, która miała nieszczęście ostrzelać ukraiński samolot najprawdopodobniej (zależnie od wersji), broniła ośrodka rakietowego lub bazy w której stacjonują myśliwce F-14 Tomcat. Operator najprawdopodobniej błędnie zidentyfikował maszynę, uznał, za podejrzaną i ostrzelał, nie dopełniając odpowiednich w takim wypadku procedur. Dlaczego uznał lot PS752 za amerykański samolot? Mogły się na to złożyć różne czynniki, po pierwsze maszyna wykonała zwrot w stronę celu chronionego przez irańskie systemy przeciwlotnicze. Być może wykonała ten manewr wcześniej niż inne maszyny lecące tym kursem. Drugi problem to czas – samolot był spóźniony o godzinę. Jeśli obsługa wyrzutnie znała rozkład lotów rejsowych, ale nie została powiadomiona o opóźnieniu, to Boeing mógł wydać się jej „podejrzany”. Pojawił się w czasie, gdy nie było planowanych lotów. Ktoś najwyraźniej zareagował impulsywnie, co miało tragiczne skutki.

Otwartą kwestią pozostaje to, jak zachowają się w tej sytuacji władze Iranu. Czy zweryfikują „swoją wersję” i pomogą wyjaśnić sprawę, czy tak jak Rosja  w przypadku MH17, zrobią wszystko aby odsunąć od sienie podejrzenia. Nawet w obliczu przytłaczających dowodów. Jak dotąd wydaje się, że trwa zacieranie śladów, np. poprzez „zbieranie szczątków Boeinga za pomocą buldożerów. Po zebraniu ciał i większych fragmentów maszyny, obszar pozostawiono bez zabezpieczenia, na pastwę szabrowników, o czym informują obecni na miejscu dziennikarze. Kluczową kwestią jest też zapis czarnych skrzynek. Czy nie został on zniszczony lub sfabrykowany? Czy śledczy będą mieli do nich pełny dostęp? To są pytania, na które odpowiedź przed nami.

Reklama
Tweets Defence24