Reklama
Reklama

Kawaleria powietrzna po rosyjsku. Renesans śmigłowcowych desantów [ANALIZA]

11 maja 2019, 09:36
0006
Fot. mil.ru

Choć w Rosji zawsze przywiązywano dużą wagę do prowadzenia działań powietrzno-desantowych, to ostatnio obserwuje się powrót do koncepcji desantów śmigłowcowych na dużą skalę. Rosjanie coraz częściej ćwiczą przerzut całych batalionów łącznie ze sprzętem i wsparciem śmigłowców szturmowych. Dla Defence24.pl pisze o tym Marcin Gawęda.

Od pewnego czasu na stronie MO FR, a także w innych źródłach, np. telewizji Zwiezda, pojawiają się informacje o pododdziałach/grupach aeromobilnych. Wiadomo, że pododdziały tego typu ćwiczą taktyczne desanty powietrzne, tyle, że nie spadochronowe, ale śmigłowcowe. Nie chodzi w tym przypadku o niewielkie przerzuty śmigłowcowe grup rozpoznawczo-dywersyjnych, czy innych niedużych grup specjalnych, ale o desanty taktyczne w skali kompanii czy nawet batalionu. Jedne z nich mają cechy operacji bojowych i faktycznego desantu w strefie walk, inne operacyjnych przemieszczeń wojsk z wykorzystaniem śmigłowców, zwłaszcza ciężkich Mi-26.

Charakterystyczną cechą związaną ze śmigłowcowym desantem taktycznym realizowanym przez pododdział aeromobilny jest użycie dużej liczby śmigłowców – uderzeniowych (szturmowych) realizujących misje wsparcia oraz transportowych. Drugą cechą charakterystyczną – i to jest szczególnie godne uwagi – jest to, że pododdziały czy grupy aeromobilne dotyczą nie tylko jednostek o profilu desantowo-szturmowym, ale także zwykłych jednostek zmechanizowanych.

Trudno powiedzieć, czy pododdziały aeromobilne (grupy aeromobilne) są wydzielonymi plutonami i kompaniami w ramach związków taktycznych, czy po prostu pododdziałami z przećwiczonym desantem śmigłowcowym. W ostatnich latach, niejako tradycyjnie, doskonalono się w dużych spadochronowych desantach powietrznych, nie przywiązywano natomiast wielkiej wagi do dużych przerzutów śmigłowcowych, w tym z użyciem ciężkich śmigłowców Mi-26. Pewien renesans tego sposobu przemieszczania się związany jest z wieloma czynnikami, w tym m.in. z tworzeniem brygad śmigłowcowych, w skład których wchodzą także nowe Mi-26.

image
Fot. mil.ru

W chwili obecnej, jeśli mówi się w Rosji o powrocie do pododdziałów aeromobilnych, to w kontekście:

- dostaw nowoczesnych śmigłowców szturmowych (Ka-52, Mi-28, Mi-35M) i transportowych (Mi-8AMTSz, Mi-26) oraz wzrostu nalotu załóg i ich profesjonalizacji;

- wprowadzania do pododdziałów aeromobilnych (desantowo-szturmowych i innych) sprzętu transportowego, zdolnego do łatwego desantowania (nawet przy pomocy Mi-8AMTSz), np. quady, buggy, i zwiększaniu ich manewrowości;

- dążenie do zwiększenia mobilności pododdziałów, także z wykorzystaniem śmigłowców, w skali taktycznej i operacyjno-taktycznej.

Według planów jeszcze z 2014 roku zamierzano sformować 14 jednostek śmigłowców – 10 samodzielnych pułków AA dla każdej istniejącej wówczas armii, oraz 4 brygady AA, po jednej we wszystkich czterech okręgach wojskowych. Pułki śmigłowców mogą operować na korzyść poszczególnych dowództw armijnych, podczas gdy brygady stanowią naturalny odwód operacyjno-strategiczny na szczeblu okręgu. Można przypuszczać, że zgodnie z intensywnym rozwojem lotnictwa wojsk lądowych i dostawami wiropłatów zwiększać się będzie liczba eskadr w poszczególnych jednostkach, a może także liczba jednostek śmigłowców (pułków i brygad). Brygada Armiejskiej Awiacji może być wyposażona nawet w 60-70 wiropłatów nowych typów (po 12-16 w dwóch eskadrach szturmowych, po 16 w dwóch eskadrach transportowo-bojowych) i kilka w kluczu ciężkim.

Marcin Gawęda o rozwoju rosyjskiego lotnictwa wojsk lądowych

Po raz pierwszy na większą skalę śmigłowcowy desant taktyczny pododdziału aeromobilnego z pojazdami przećwiczono w trakcie manewrów „Wostok-2018”. Z 47 śmigłowców – 45 Mi-8AMTSz i 2 Mi-26 wysadzono sposobem szturmowym (z przyziemienia) główne siły desantu - kompanie szturmowe i baterię moździerzy. Każdy ze śmigłowców Terminator transportował do 16 żołnierzy, natomiast Mi-26 przewiozły tzw. mobilną rezerwę, którą stanowiły lekkie pojazdy – quady, pikapy z ppk Kornet oraz wozy Ryś z moździerzami 120 mm Sani. Wsparcie z powietrza zapewniała grupa 8 Ka-52.

W ramach ćwiczeń „Wostok-2018” ćwiczono także inne sposoby transportu śmigłowcowego, bowiem doświadczone grupy aeromobilne, np. ze składu jednostek powietrzno-szturmowych,

wykonują desantowanie ze śmigłowców na trzy sposoby: za pomocą lin desantowych, spadochronowe z niskiej wysokości (do 100 m) oraz sposobem szturmowym przy krótkim przyziemieniu lub zawisie śmigłowca 1,5-2 m nad ziemią.

Omówiony wyżej przykład z ćwiczeń „Wostok-2018” jest nietypowy z dwóch powodów – po pierwsze desantowany jest jednorazowo praktycznie wzmocniony batalion, po drugie desantowana jest grupa mobilna – wsparcia (moździerze) i przeciwpancerna (pikapy z ppk).

W ramach ćwiczeń siły aeromobilne przećwiczyły kombinowany śmigłowcowy desant taktyczny z wykorzystaniem różnego rodzaju desantowania. Najpierw grupa osłonowa (awangarda) desantowała się sposobem spadochronowym z niskiej wysokości (standardowo do 100 m, z użyciem zmodyfikowanych spadochronów D-10) w celu zabezpieczenia obszaru desantowania sił głównych. Następnie trzy pary Mi-8AMTSz wykonywały inną misję – cztery Mi-8AMTSz desantowały żołnierzy z zawisu, użyciem lin, dwa inne Terminatory wysadzały ładunek na podwieszeniu zewnętrznym. Wreszcie siły główne desantu – 3 kompanie szturmowe i bateria moździerzy – wysadzane były  sposobem szturmowym, w wyznaczonych rejonach, zabezpieczonych przez dwie poprzednie grupy. Siły desantu, stanowiąc flankowy manewr większych sił własnych, nawiązały z nimi kontakt, po czym przeszły pod dowództwo atakującej brygady. Tym samym batalionowy desant śmigłowcowy stanowił element (część) większej operacji i nie działał samodzielnie.

image
Fot. mil.ru

Tego samego miesiąca, ćwiczył inny pododdział aeromobilny ze składu 58 Armii. W tym przypadku także desantowano niewielką ilość quadów, buggy i moździerze 2S12 Sani.

Desanty w sile kompanii, również w trudno dostępne rejony (np. górskie), także są ostatnio praktykowane, ale tu naturalnie wykorzystuje się pododdziały doświadczone w desantowaniu śmigłowcowym, np. desantowo-szturmowe lub – zazwyczaj – specnaz. Przykładowo niedawno w Południowym OW desantowano na linach, w trudnodostępnym terenie, kilka grup specjalnego przeznaczenia (ekwiwalent kompanii). Użyto 10 Mi-8AMTSz i Mi-35M jako wsparcie ogniowe.

Wszystkie ćwiczone w ostatnich miesiącach śmigłowcowe desanty taktyczne zakładały przerzut sił i środków śmigłowcami Mi-8AMTSz (ewentualnie także Mi-26) oraz wsparcie ogniowe śmigłowców szturmowych. Przykładowo 26 kwietnia 2019 r. przerzut i desantowanie ze śmigłowca w ramach taktycznego desantu przeprowadzały grupy aeromobilne z bazy w Abchazji. Do transportu żołnierzy użyto Mi-8AMTSz, a jako wsparcie Ka-52.

Póki co wiadomo, że pododdziały aeromobilne ćwiczą m.in. nowe rozwiązania taktyczne, prowadzenie ognia indywidualnego ze śmigłowców, desantowanie ze śmigłowców w dzień i w nocy (także ze sprzętem noktowizyjnym) itd. Pododdziały aeromobilne wykonują zadania skrytego przerzutu sił i środków z użyciem śmigłowców, w tym transportowych i wielozadaniowych, jako środka transportu, oraz uderzeniowych jako elementu wsparcia ogniowego, często na tyłach przeciwnika. Po udanym desantowaniu, jako środek transportu i wsparcia, służą m.in. buggy Czaborz-M3 i M6, które mogą przewozić żołnierzy, ale także środki wsparcia, np. kaemy 7,62 mm lub automatyczny granatnik AGS-17. Warto nadmienić, że początkowo przeznaczony dla jednostek specjalnych, lekki Czaborz-M3 może być transportowany we wnętrzu Mi-8/17.

Należy zatem śledzić doniesienia o pododdziałach aeromobilnych (grupach aeromobilnych) – ich zadaniach, strukturze, wyposażeniu – aby dookreślić, czy są to tylko epizody, czy też powrót do koncepcji „kawalerii powietrznej”. Tym co jest nowe w tym aspekcie, to fakt, że pododdziały aeromobilne występują nie tylko w batalionach desantowo-szturmowych (co jest zrozumiałe), ale także w jednostkach zmechanizowanych (strzelców zmotoryzowanych – motostriełkowych), a więc klasycznych zmechanizowanych związkach taktycznych (dywizjach, brygadach).

Przykładowo w połowie grudnia 2018 r., z wykorzystaniem Mi-8AMTSz, wykonano skryte przerzucenie (przemieszczenie) aeromobilnych grup ze składu 150 Dywizji Zmechanizowanej (motostriełkowej). W założeniu ćwiczeń manewrowe grupy aeromobilne wykorzystane zostały do zniszczenia grupy dywersyjnej przeciwnika.

image
Fot. mil.ru

Do aeromobilnych desantów taktycznych można zaliczyć także śmigłowcowe przerzuty operacyjne, które są ćwiczone w ostatnich miesiącach. Sformowanie brygad śmigłowcowych miało właśnie zwiększyć możliwości przerzutów operacyjnych, i to nie tylko jednostek desantowo-szturmowych, czy specnazu, ale także zwykłych jednostek zmechanizowanych. Jako przykład operacyjnego desantu (przerzutu) śmigłowcowego można podać casus z października 2018 r., batalionu zmechanizowanego ze składu 42 Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych 58 Armii. Batalion w sile 500 ludzi załadował się na 8 Mi-26 i przemieścił w nakazany rejon, aby – zgodnie z założeniami ćwiczeń – wejść z marszu do walki przeciwko ugrupowaniu „terrorystów”. Awangardę desantu stanowiły pododdziały rozpoznawcze na Mi-8AMTSz, który miał za zadanie zabezpieczyć rejon desantowania sił głównych, wytyczyć lądowiska oraz ustanowić osłonę rejonu desantowania. Następnie siadające Mi-26, po krótkim przyziemieniu, wysadziły siły główne batalionu, które natychmiast weszły do walki. Wsparcie ogniowe desantu stanowił klucz uderzeniowych Mi-28N.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 47
Reklama
Maciek
wtorek, 21 maja 2019, 19:14

Koncepcja użycia śmigłowców do desantów szturmowych na tyłach przeciwnika jest z gruntu chybiona w Europie Środkowej. W rejonach górskich i pokrytych dużymi obszarami zalesionymi jest ok., ale u nas ryzyko nadziania się na obronę plot krótkiego zasięgu jest ogromne. A nawet prymitywne systemy opl dla śmigłowców są zabójcze. Natomiast ich użycie do szybkich przerzutów wojsk może być bardzo skuteczne. Rusek może w ciągu 2-3 godzin przemieścić choćby i całą brygadę, która na danym odcinku stworzy przewagę 10:1. Dlatego powinniśmy rozwijać jednostki zmotoryzowane, które będą w stanie odpowiednio szybko zareagować. A jeszcze lepiej byłoby mieć własne śmigłowce, które pozwolą nam elastycznie podejść do rozmieszczenia sił. W tym kontekście uwalenie przetargu na Caracale jawi się jako działania antypaństwowe, za które ktoś powinien ponieść odpowiedzialność.

Obywatel Wschód RP.
środa, 22 maja 2019, 12:53

Witam, tak już od dawna mówię, że wschodnie brygady WOT powinny być motorowe/zmotoryzowane a nie piesze jak obecnie. Pomysł piechoty lekkiej na wschodzie RP to strzał w kolano. Brygady (wschodnie OT) w swym składzie powinny posiadać w pełni dywizjon moździerzy samobierz. 98 mm, opl, ppanc i walkę radioelektroniczną. A najlepiej gdyby to były mocno samodzielne bataliony zmotoryzowane OT/RP Wschód.

jan
sobota, 18 maja 2019, 01:03

papugowanie Amerykanów niewiele da jak się nie myśli. Kawaleria powietrzna powstała ściśle dla specyficznych warunków pola walki jakim był Wietnam. Tego nie da się przetworzyć na inny teatr działań, gdyż poniesie się znaczne straty nieodwracalne.

Michnik
czwartek, 16 maja 2019, 11:57

I właśnie dlatego budujemy naszą obronę warstwowo. Zaczynamy od obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej aby zminimalizować zagrożenie właśnie z tej strony. Następna jest artyleria dalekiego zasięgu, aby nawet w takiej sytuacji mieć możliwość szybkiej reakcji. Teraz kolej na śmigłowce i wsparcie lotnicze. Później sprzęt zmechanizowany.

JÓZEK uzupełnił ...
wtorek, 14 maja 2019, 01:58

w ramach przeciwagi nie zarzynając się megalomańskimi projektami zakupu specjalistycznych śmigłowców powinniśmy najpierw zakupić odpowiednią ilość tanich w eksploatacji ,skutecznych bojowo ( stosowanych przez siły spec USA ) MH-6 Little Bird oraz jego szturmowy wariant AH-6 Little Bird i scedować je jako stały element bojowy batalionowych grup operacyjnych a nie jako samodzielny czy wydzielany system bojowy ...natomiast specjalistyczny sprzęt który ma być zakupiony i ten który posiadamy tj MI-24 , Głuszcze ,czy śmigłowce transportowe trzymać w opcji jako systemy wydzielane zgodnie z wolą Naczelnego Wodza

podzielicrosje
poniedziałek, 13 maja 2019, 14:17

Niech próbują a my na Kaliningrad całą siłą . Zobaczymy co z tego wyjdzie.

wqrewqrtwetwre
poniedziałek, 20 maja 2019, 00:01

Po co ruszać na Kaliningrad. Raczej trzeba starać się o utrzymanie pokojowych relacji, przy czym utrzymanie pokojowych relacji nie oznacza, zgody na imperializm i łamanie prawa międzynarodowego.

mip
wtorek, 14 maja 2019, 10:44

A czym pan ruszysz na Kaliningrad całą siłą ??? oni tam w tej swojej enklawie mają tyle OPL że nic od nas tam nie wleci.Mają tam i iskandery które dolecą prawie w cały zakątek Polski a my co mamy ???? Nawet OPL nie posiadamy

Szwejk21
poniedziałek, 13 maja 2019, 13:22

Moim zdaniem, błędem jest ciągłe powtarzanie, że w razie czego, to nie mamy szans żadnych. Samo to już odbiera nam połowę energii i nasi chłopcy zamiast bronić się poprzez atak, to będą zwijać manatki i uciekać. Taktykę obrony trzeba ustawiać tak: w razie agresji - obrona poprzez atak. Nie wolno wrogowi pozwolić, aby przekroczył granicę i już 1 km po przekroczeniu powinien dostać tyle ognia, żeby się wycofał. Bez ostrzeżenia typu 'stój bo strzelam'. Ten błąd popełniali Ukraińcy i przyglądali się jak kolejne wozy wjeżdżały od wschodu przez granicę. A oni patrzyli z niedowierzaniem i nic nie robili. Gdy już wróg pokona parę km i zdąży się okopać lub zdobyć choćby małe miasteczko, to już ciężko będzie go wycofać. Mimo wszystko, ogólnie mówiąc, agresor chcąc pokonać inny kraj nawet mniejszy i słabszy, nie użyje nawet połowy swoich sił i środków, bo ma jeszcze inne swoje granice, które musi strzec. A kraj który został zaatakowany, jest na tyle przerażony i zmotywowany, że raczej poświęci 90 procent swoich sił i środków do odparcia wroga. Dlatego raczej mamy szansę się obronić. Trzeba myśleć i mówić tak jak sportowcy - przed meczem nie wolno nawet słowem wspomnieć, że i tak przegramy. Do końca trzeba wierzyć że mamy szansę. A do obrony przed desantem powinniśmy inwestować w zestawy OPL Poprad. Są one stosunkowo tanie. Zanim będziemy mieć system Wisła i Narew, powinniśmy mieć dziesiątki lub setki Popradów, w zasadzie przy każdym mieście powiatowym przy granicy północnej i wschodniej po 2 lub 4.

emigrant 1
czwartek, 16 maja 2019, 20:59

Prawda walecznosc i odwaga nasza sila ale trzeba miec czym sie bronic . Nasze Powstania upadaly bo niestety brak bylo broni amunicji ,teraz nie mozemy popelnic tego bledu.Lepiej uzbrojic sie teraz nawet w podstawowa bron ,przeszkolenia wszystkich Polakow ,nawet Kobiet. Przyklad AFGANISTAN Ruskie Padly ,Amerykanie tez nie odniesli sukcesu.

obalaczmitow
środa, 15 maja 2019, 18:37

Fantastyczne bajania sprzed klawiatury komputera, poparte wiedzą w grach strategicznych, gdzie giną całe armie elektronicznych ludzików. A teraz sam Pan pójdzie na tą pierwszą linę do boju? czy będzie zagrzewał do walki znad klawiatury komputera? - w 100% obstawiam to drugie. W przypadku realnego a nie komputerowego konfliktu najpierw nasze jednostki zaleje morze ognia padajacego nie wiadomo skąd - z nieba. Ci co zostaną będą tak przerażeni żę o walce wielkiej mowy nie będzie. Wystarczy porozmawiać ze świadkiem ostrzału artylerii w czasie II wojny światowej - jak ziema drży, jaki jest huk i jak noc wygląda jak dzień a ludzkie szczątki latają wszędzie. Obecnie żadna Armia NATO powtórzę NATO nie jest przygotowana mentalnie na wojnę pełnoskalową. Wszystkie toczone wojny od 30 lat to wojny z przeciwnikiem partyzantem - gdzie po jednej stronie jest opancerzony czołg a po drugiej bosonogi żołnierz z kałachem lub na koniu. Przewaga jest ogromna a żołnierze NATO są tak chronieni że czują się bezpiecznie. W trakcie zwykłego ostrzału moździerzowego bazy w Afganistanie chowają się jak myszy a to ostrzał posikami małego kalibru. Przy klasycznej wojnie z regularną, wyszkoloną armią - w kilka minut na koszary czy bazę spada morze pocisków dużego kalibru czy rakiety - nie zostaje z takiej bazy nic poza ruinami i setkami trupów - nikt na takie coś obecnie w Wojsku Przygotowany NIE JEST. Obecnie to wojsko defiladowo-paradne i sposób na w miarę proste zarabianie pieniędzy - i dotyczy to całego NATO nie tylko Polski. Na Ukrainie to były walki partyzanckie o małym natężeniu. Nie użyto tam ani artylerii rakietowej na dużą skalę ani lotnictwa, ani nawet czołgów na dużą skalę - to była walka partyzancka i nic poza tym. Rosja nawet nie wyprowadziła z koszar ANI JEDNEJ DYWIZJI - ANI JEDNEJ! A każda wojna to katastrofa dla ludności. Nikt z całej grupy komentujących nawet sobie tego nie wyobraża. Zniszczenie paru elektrowni w Polsce to dla agresora ŻADNA powtórzę ŻADNA sztuka i bez problemów zrobi to w pierszych godzinak konfliktu - a co dalej? macie jakiekolwiek wyobrażenie co będzie dalej? Przestaje działać całą łączność, komórki, internet, szpitale mają jakieś rezerwy na godzinę - dwie, przestją działać wodociągi, oczyszczalnie ścieków- nie ma wody, nie odpływają ścieki , nie można nawet nalać paliwa z dystrybutora, nie działają systemy płatnicze, nie działa kolej. Nie jest żadną tajemnicą gdzie są Polskie Rafinerie, gdzie gazociagi, gdzie magazyny gazu. KILKA GODZIN i nie ma nic - prądu, wody, paliwa - to tak realnie a nie jak w grze komputerowej. Więc takie hasełka to sobie można głosić na podstawie gierek w komputerze. A próbach ataku na elektrownie jądrowe Rosji nawet przez litość nie wspomnę - bo to bajania laików. Rosja ma tyle elektrowni zwykłych, atomowych na całym swoim terytorium, że dla niej utrata jednej czy dwóch to nie problem - oni mają wszystkie spięte w jedną sieć. A atak na elektrownie to nie to samo co wybuch bomby atomowej - to co najwyżej skażenie terenu wokół elektrowni w promieniu kilku kilometrów i to wszystko - nie ma fali uderzeniowej, zniszczeń. Jeżeli nie dojdzie do wybuchu od wewnątrz to uderzenie rakiety w blok reaktora, który ma wytrzymać trzęsienie ziemi to jak ukłucie komara - poza rozdrażnieniem ukłutego nic nie zmieni - a koniec komara jest wiadomy. Wiec mniej gierek a wiecej nauki i edukacji

tomson
wtorek, 14 maja 2019, 23:40

Aż miło posłuchać kogoś mądrego! Bardzo mądry i merytoryczny komentarz.

MJS
wtorek, 21 maja 2019, 03:48

Ten od @Szwejk21? No cóż, faktycznie, w grach komputerowych tak to mniej więcej wygląda... Chyba, że chodzi o komentarz od @obalaczmitow. Tak, to ten jest mądry, tak właśnie wygląda konflikt w świecie realnym.

superglue
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:41

Bardzo dobry artykuł, autor przedstawia nie tylko środki walki i transportu ale i sugeruje możliwości taktyczne. Niestety ale artykuł domyślnie mocno polemizuje i słusznie z koncepcja umieszczenia wojsk operacyjnych Polski ~150 km od granicy. Widać ze w tym okładzie FR ma możliwość kontroli i penetracji terenu na dużej głębokości. Widać również ze istnieje pilna potrzeba dozbrojenia WOT jeśli się myśli poważnie o tej formacji a warto.

Obywatel Wschód RP.
poniedziałek, 13 maja 2019, 14:47

Witam, tak już od dawna mówię, że wschodnie brygady WOT powinny być motorowe a nie piesze jak obecnie. A co do odległości to niestety ale nie mogę się z tobą zgodzić - Warszawa a granica wschodnia RP - ok. 200 km - to tyle w temacie. Wejście wojsk Rosji tak jaj na Ukrainie choćby na 30-50 km to totalne zagrożenie i destabilizacja stolicy - vide obydwie Koree. Rosji nie chodzi o to by zająć Polskę ale by cały czas kontrolować nasz kraj a na to wystarczy mini polski Donbas. Dlatego konflikt w stylu Ukraina to klucz obecnych wojen.

superglue
wtorek, 14 maja 2019, 12:05

szanowny Panie, nikt nie wie o co komu chodzi ponadto koncepcje zawsze sie zmieniają, dziś jest tak a jutro możne być inaczej. Ja wolałbym się przygotować na wiele opcji. Zwracam uwagę ze szybki rajd na głębokość około ~150 km w miejsca trudno dostępne a wiec tam gdzie ma stacjonować WOT. Ja na miejscu FR zająłbym pas 50-100 km i co Pan mi zrobi?

Obywatel Wschód RP.
wtorek, 14 maja 2019, 15:52

Witam, właśnie dobrze Pan zauważył - należy przygotować się na różne warianty. Ale niestety obecny WOT jest przygotowywany tylko na jedną opcję: obrona-wsparcie wojsk op (w szczególności zadania strikte wartowniczo-ochronne itp.) lub walka/likwidacja z zielonymi ludzikami-dywersantami (sa to zadania raczej policyjno-wojskowe dla tzw. milicji). Ale niestety na wschodzie są potrzebne wojska szybkiego reagowania. Powiedział bym bardziej - szybkie mobilne lekkie bataliony zmotoryzowane niż piechota lekka w formie brygady. Ponadto jeżeli mam trochę więcej środków zawsze mogę zrobić trochę mniej (np: pomoc przy likwidacji skutków klęsk żywiołowych, poszukiwaniu osób zaginionych, zadania wartowniczo-zabezpieczające ect.) ale jeżeli mam za mało środków to nigdy nie zrobię tu i teraz trochę więcej (np: zatrzymam na kilka godzin zagon pancerny/zmotoryzowany, zlikwiduję lub poważnie opóźnię/osłabię lądowanie desantu śmigłowcowego który wysadzi specnaz chcący opanować most, linie kolejową ect.) lecz może za jakiś czas jak uzbieram co nieco. A czas na współczesnym polu walki to zwycięstwo lub śmierć. Nam niestety marzy się powtórka z Orląt lwowskich a nie poważna walka/bitwa/obrona jak chociażby np: pod Mokrą w 1939, obrona umocnionego odcinka pod Wizną w 1939, bitwa o Grodno w 1939, bitwa (choć przegrana-nie do końca bo część oddziałów przebiła się do stolicy) nad Bzurą w 1939 i lanie oddziałów niemieckich na Pradze w 1939.

Troll i to wredny
niedziela, 12 maja 2019, 09:54

Sięgnijmy do apolitycznej ,,czystej" matematyki. Proszę wcielić się w d-cę brygady/dywizji i zadać sobie pytanie - jaką nasza brygada/dywizja (pancerna, zmechanizowana, zmotoryzowana) ma zdolność oddziaływania (w kilometrach) ? Teraz proszę wprowadzić ograniczony kontyngent lotniczy (uderzeniowy). Jak mocno zmienił podstawowy parametr w stosunku do: pościgu i kontrolowanego wejścia w kontakt bojowy, do osłony skrzydeł i tyłów, do ubezpieczenia podejść (...), do opóźnienia przeciwnika przy naszym odwrocie i w osłonie odwrotu (oderwania się od n-pla), w osłonie manewru, do neutralizacji artylerii dalekiego zasięgu (i nie tylko), do osłony przepraw itd. itp. Teraz proszę spojrzeć na naszą brygadę/dywizję oczami jej d-cy przy rozbudowanym kontyngencie lotniczym (nawet w ograniczonym zakresie drony rozpoznawcze i uderzeniowe, oraz śmigłowce szturmowe, wsparcia i transportowe). Drobiazg organizacyjny, który zmienia wszystko i to diametralnie. Taka dywizja w wariancie pierwszym kontroluje pas do 20 góra 30 km. W ostatnim już jest to (w zależności od liczby i rodzaju środków powietrznych) nawet 250 km (przy wsparciu lotnictwa krótkiego startu). Inny świat. Prędkość manewru w mega trudnym (zaminowanym i ufortyfikowanym) terenie, z góra kilkunastu km/h wzrasta do 200-300 km/h. Dowódca ma czym dowodzić. Tyle, że ja się nie znam.

I tak umacniamy polską biedę i polskie zacofanie.
sobota, 11 maja 2019, 18:56

Mowi sie, ze zamiast jednolicie wyposazyc sluzby panstwowe i gospodarke prywatna w Caracale mozna by uzyc w tym celu AW139. Uwazam jednak, ze AW139 jest jak na potrzeby polskiego Teatru Dzialan Wojennych za maly. Caracal to absolutne minimum, bo w razie wojny helikopter trzeba obciazyc dodatkowym opancerzeniem oraz jeszcze ciezszym systemem anty-rakiet zestrzeliwujacych rakiety MANPADow. Pozostala ladownosc musi byc wystarczajca duza, aby przewiezc np. 14 zolnierzy, zapasy, bron zespolowa itp. Tymczasem AW139 zabiera zaledwie 15 zolnierzy oraz 2 zolnierzy zalogi, a Caracal 29 zolnierzy plus 5 zolnierzy zalogi - to zbyt duza roznica. Polska armia powinna miec ok. 100 Caracali oraz ich montowana w razie wojny samoobrone (na wszelki wypadek i dla celow szkoleniowych kilka Caracali powino miec opancerzenie itd. na stale). Pilotow i przeszkolonych zolnierzy powinno byc jednak wiecej, a w razie wojny wojsko pobraloby dodatkowo Caracale z gospodarki cywilnej i z zachod. UE. Musimy rownowazyc ilosc jakoscia, a do jakosci nalezy olbrzymia ruchliwosc zapewniana tylko przez helikoptery oraz przygotowana dla nich na czas wojny tajna infrastrukture: sklady paliwa i amunicji oraz np. w wybranych miejscach anty-helikopterowe pola minowe przepuszczajace polskie helikoptery i niszczace helikoptery agresora. Helikopterowa ruchliwosc pozwalaby min. zastapic plywalnosc Borsuka oraz unikac stosowania przez agresora broni termobarycznej i atomowej.

Obywatel Wschód RP.
sobota, 11 maja 2019, 18:18

Jak widać Rosjanie wyraźnie przygotowują się do operacji "Market Garden" na terytorium Polski w kierunku na Warszawę i przesmyk suwalski (odciąć bałtów i to szybko). Niestety ale MON cały czas ćwiczymy/buduje wschodnie WOT jako jednostki do pilnowania nie wiadomo czego a nie do walki zbrojnej. Tu trzeba budować WOT (brygady wschodnie) jako szybkie jednostki motorowe zdolne szybko właśnie zlikwidować takie desanty a nie piechota lekka z której nic a nic nie wyda - czytaj będzie żadnego wsparcia dla wojsk operacyjnych.

Antex
poniedziałek, 13 maja 2019, 04:01

no cóż ... może skończą tak samo jak alianci ze swoim Market Garden w 1944? Ale nie ... bo w 1944r alianci natknęli na II Korpus Pancerny SS. A my jednostki o takiej sile nie mamy ...:(

qqqq
sobota, 11 maja 2019, 17:41

Przy odległościach i separatyźmie w ich kraju nie mają wyboru.

Fanklub Daviena
sobota, 11 maja 2019, 13:14

Jaki "renesans"? To kiedyś przestali używać? Weźmy np. Wojnę w Gruzji. Zasadniczą przyczyną klęski koncepcji kampanii gruzińskiej zaprojektowanej przez nota bene wyrzuconych za nieudacznictwo w czasie ostatniej wojny w Libanie izraelskich generałów Israela Ziva i Gala Hirscha (to oni zaplanowali działania gruzińskie) było działanie "jak w Izraelu" i skrajnie głupie traktowanie Rosjan jak Libańczyków czy Palestyńczyków CZYLI BEZ UWZGLĘDNIENIA LOTNICTWA. Obaj izraelscy nieudacznicy zaplanowali kampanię jak na Palestyńczyków czy Hezbollah, czyli założyli, że zmodernizowane przez Izrael gruzińskie czołgi T-72 + izraelskie drony kierujące artylerią dadzą miażdżącą przewagę nad Osetyjczykami, Abchazami i rosyjskimi mirotwórcami i zanim największe zakały w rosyjskiej armii, czyli Kaukaski Okręg Wojskowy, zdoła wyruszyć z jednostek, gruzińskie czołgi zablokują przejście przez Kaukaz, czyli Tunel Rokijski i będzie pozamiatane, bo Rosja nie będzie miała jak przedostać się przez Kaukaz, "społeczność międzynarodowa" wezwie do rozejmu i wylądują amerykańscy "mirotwórcy" do pilnowania rozejmu. Na papierze wyglądało świetnie, ale izraelskie ofermy (Izrael po Libanie poznał się na ich "talencie", Gruzja jak widać nie...) zapomniały, że w przeciwieństwie do Hamasu i Hezbollahu ROSJA MA LOTNICTWO. Dlatego gdy Gruzja wkroczyła do Osetii, to ROSJANIE PRZEPROWADZILI DESANT ŚMIGŁOWCOWY SPECNAZU UZBROJONEGO W PPK BY OBRONIŁ TUNEL PRZED GRUZIŃSKIMI CZOŁGAMI. Specnaz sprawił się znakomicie (inne wojska w tej wojnie różnie bywało), utrzymał tunel do czasu nadejścia rosyjskich czołgów (ówczesne rosyjskie lotnictwo nie było w stanie skutecznie wspierać Specnazu w nocy - wyciągnięto z tego wnioski, co było widać w Syrii) i było wtedy pozamiatane, ale w drugą stronę... Jak widać na operacje ze śmigłowców Rosja zawsze była gotowa, więc o renesansie nie ma mowy tylko można mówić o wejściu na wyższy poziom.

Davien
poniedziałek, 13 maja 2019, 00:30

No popatrz funku jaka wtopę zaliczyłeś:) Ani Gal Hirsh ani Israel Ziv nie brali jak widac udziału w wojnie gruzińskiej, a tego drugiego nawet w 2006 w Libanie nie było bo odszedł rok wcześniej:) No ale przy twojej wiedzy... A Hirsh w 2008r nie ruszał sie z Izraela:)

Fanklub Daviena
poniedziałek, 13 maja 2019, 12:56

Tak, a Polska "nie udostępniała" Izraelowi do testów MiG-29 "które cały czas były w Polsce"... Znasz tajne RCS i zasięgi radarów F-22 i Su-57, to jakoś nie dziwi mnie, że " znasz" miesca pobytu izraelskich generałów 11 lat temu... :)

Davien
poniedziałek, 13 maja 2019, 13:44

Funklub, Polska uostepniła 3 MiG 29 na pół roku i to tyle, zanim Izrael miał chocby jednego F-35. A co do izraelskich generałów to jak masz zerową wiedże to po co głos zabierasz? Moze jais dowód w końcu przedstawisz?

Antex
poniedziałek, 13 maja 2019, 04:13

Davien, ... w bardzo wielu przypadkach się z Tobą całkowicie zgadzam, ale tym tym razem wtopa jest niestety po Twojej stronie - vide artykuł z tygodnika Time z 2008 r (Tony Karon, 21st Aug 2008 - What Israel Lost in the Georgia War?) Even more important than equipment may have been the advanced tactical training and consultancy provided, as private contractors, by retired top Israeli generals such as Yisrael Ziv and Gal Hirsch, the man who commanded Israeli ground forces during their disastrous foray into Lebanon in 2006. (Never one to resist an opportunity to mock his enemies, Hizballah leader Sheikh Hassan Nasrallah quipped in a speech this week, "Gal Hirsch, who was defeated in Lebanon, went to Georgia, and they too lost because of him.")

Davien
poniedziałek, 13 maja 2019, 13:53

Panie Antex w 2008 r Hirsch nie opuszczał akurat Izraela, a Israel Ziv nigdy nie był w Libanie w 2006 bo rok wcześniej odszedł ze słuzby. gen Hirsh nie dowodził siłami naziemnymi Izraela ale jedynie 91 dywizją IDF i w Libanie Izrael nie przegrał, był remis. Natomiast panei Antex jak dla ciebie terrorysta z hezbollahu i reporter Al-Jazeera to wyrocznie... To juz wolę żródła izraelskei:)

Antex
środa, 15 maja 2019, 05:53

Do źródeł izraelskich też mam mocno ograniczone zaufanie ... W sprawie libańskiego remisu formalnie się zgadzam .... choć przy takim stosunku sił ten remis to raczej porażka. W cytowanym tekście z Time nie ma zarzutów "libańskich" do Israela Ziva a jedynie do Hirscha ("man" a nie "men").

Davien
czwartek, 16 maja 2019, 00:56

Hirsh w tym czasie był w Izraelu jako konsultant do spraw bezpieczeństwa, nei był już w IDF, skąd odszedł w 2007r.. jakos nigdzie w specjalistycznych materiałach nie znalazłem by ci dwaj mieli jakis wpływ na plan wojenny Gruzji.

olaf
sobota, 11 maja 2019, 13:09

Rosja rozbudowuje wojska wysoko mobilne a my skupiamy się na obronie punktowej wojskami OT.

superglue
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:44

proszę nie mylić działań WOT i wojsk operacyjnych. WOT jest tylko fragmentem większego systemu.

Ja
sobota, 11 maja 2019, 13:06

Kiedyś słyszałem o minach przeciwko smigłowcom. Czy Polska Armia ma je na wyposażeniu?

dim
sobota, 11 maja 2019, 13:01

No tak ! Przecież opracowali i wdrażają ochronę aktywną, na każdy z takich śmigłowców ! Straty od opl np. od naszych naręcznych pocisków kierowanych, nie będą wtedy duże. Nawet gdybyśmy w nie wyposażyli tysiące wozów bojowych (marzenia !). A taki desant zrzuca się jasne, że o niezły dystans poza zasięgiem zmasowanego ognia lufowego obrońców. Rosjanie dobrze kombinują. Na nich po prostu potrzebne jest porządne (licznie i ostro wyposażone) wojsko !

Rain Harper
sobota, 11 maja 2019, 12:28

I jak się miliony spadochroniarzy przydały w czerwcu 1941?

superglue
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:47

proszę uważnie przeczytać artykuł, z reszta bardzo dobry, tu jest desant tylko ze 100m.

Lejtnat Jebaczydoff
niedziela, 12 maja 2019, 17:48

Bronili Kijowa np. W 1941r. Dużo ich padło zresztą my też natracilismy pełno porządnych desantowcow , ale 2 ws to czas, w którym dopiero poznawano ich zdolnosci. Rosji desant jest potrzebny . Na ich wielkości kraju to. Jest typowa jednostka obronna...ładują ich pod pskowem w samoloty i na spadochronach zarzucają np. w kaliningradzie, wladywostoku lub Warszawie. Najlepszą obroną jest atak

comet
niedziela, 12 maja 2019, 16:39

Bo się bronili, a wojska powietrzno-desantowe to broń typowo ofensywna. Gdy Niemcy znaleźli się w defensywie też nie używali spadochroniarzy, chociaż to oni dokonali "niemożliwego" i zdobyli belgijską twierdzę Eben-Emael. Teraz Rosjanie nie będą się bronić. Nikt ich nie zaatakuje. Teraz to oni chcą atakowąć.

Fanklub Daviena
poniedziałek, 13 maja 2019, 13:05

W Gruzji Rosja użyła ich do obrony - patrz jak obroniono Tunel Rokijski.

Davien
poniedziałek, 13 maja 2019, 14:08

A niby przed kim mieli bronić Tunelu jak już pierwszego dnia Rosjanie wprowadzili tam ponad 150 pojazdów wojskowych i oddziały naziemne?? Widziałęs gdzie ten tunel się znajduje?

Antex
poniedziałek, 13 maja 2019, 05:07

Używali, używali do walk obronnych - a niby czym była 1 Dywizja Pancerno Spadochronowa Hermann Goering z którą Polacy mieli okazje spotkać się pod Monte Cassino i pod Budziszynem?

Davien
poniedziałek, 13 maja 2019, 13:56

Panie Antex dywizja pancerna Hermann Goering była naziemna dywizja pancerna Luftwaffe sformowana dopiero w 1943r z resztek dywizji Herman Goering która powstałą z jednostki piechoty i artylerii przeciwlotniczej Luftwaffe.

bryxx
poniedziałek, 13 maja 2019, 13:51

Herman geringi to jedynie pod Budziszynem mieli szczęśćie z naszymi przodkami. Tak to zawsze dostali po tyłku Nie tylko pod Monte Casino ale i na przyczółku Warecko-Magnuszewskim jak i mieli okazje dostać po tyłkach od naszych partyzantów.Tylko że to raczej była dywizja grenadierów pancerych, spadochronowa to tylko z nazwy ciekawekj zresztą dywizja pancerno-spadochronowa dosyć ciekawa nazwa.

Davien
wtorek, 14 maja 2019, 13:49

Generalnie to dywizja Hermann Goering była jedna z naziemnych dywizji pancernych Luftwaffe( ot taki przejaw megalomanii Goeringa)

Antex
środa, 15 maja 2019, 06:03

OK rzeczywiście była to jedynie megalomańsko-goeringowska nazwa ... ale 1 ... 7 Fallschirm-Jaeger Division miały już zdecydowanie bardziej "spadochronowy" charakter a i tak praktycznie brały udział jedynie w walkach obronnych ( właściwie ich największy sukces to przeciw innym spadochroniarzom - czyli operacja Market Garden)

Davien
czwartek, 16 maja 2019, 01:04

No tez nie do końca. Wszystkie powstały na bazie 7 dywizji lotniczej i nie koniecznie miąły cos wspólnego nawet ze spadochronami. Praktycznie wszystkie operacje powietrzno desantowe to włąsnei dzieło ludzi z 7 dywizji lotniczej, która w 1943r rozformowano tworzac na jej bazie kilka jednostek. Jako powietrznodesantowe można własciwie określic jedynie 1 i 2 dywizję powietrznodesantowa powstałe z jednostek 7 dywizji lotniczej.

dim
poniedziałek, 13 maja 2019, 01:26

- zauważ jeszcze jeden efekt zaskoczenia: Belgijskie ckm'y praktycznie nie strzelały tam do nadlatujących i lądujących Niemców, gdyż nie było rozkazu otwarcia ognia. A ckm nie ma strzelać bez rozkazu... A gdy ten wreszcie dotarł (choć to zaledwie po minutach) było już czywiście zbyt późno.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama