Reklama

"Połączony ogień" na poligonie drawskim. Artyleria, lotnictwo, Rosomaki i czołgi na Anakondzie 2018

13 listopada 2018, 10:44
Rak ogień Anakonda 2018 Drawsko Pomorskie
Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Jak skoordynować ogień artylerii, piechoty zmotoryzowanej wspieranej przez czołgi, śmigłowców bojowych i samolotów Sił Powietrznych, by skutecznie razić przeciwnika i jednocześnie nie powodować zagrożenia dla własnych sił – to zadanie, jakie w tym tygodniu realizują na poligonie koło Drawska Pomorskiego żołnierze biorący udział w ćwiczeniu Anakonda 2018.

Poniedziałek i wtorek na pasie ćwiczeń taktycznych Mielno są przeznaczone na wykonywanie zadań z zakresu ognia połączonego (ang. joint fire) oraz połączonego wsparcia ogniowego (ang. joint fire suport). Jedno i drugie polega na rażeniu celów przez co najmniej dwa komponenty – lądowy, lotniczy i/lub morski. Różnica polega na randze zwalczanych celów. W przypadku ognia połączonego zadania wskazuje dowództwo szczebla operacyjnego, a cel może polegać np. na obezwładnieniu jakiegoś systemu przeciwnika – przykładowo obrony przeciwlotniczej lub rozpoznania. Gdy cele są stawiane na szczeblu taktycznym (do poziomu dywizji), mowa już o połączonym wsparciu ogniowym – wyjaśnia szef oddziału ognia połączonego w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych płk Piotr Siemiński.

Gdy do przeciwnika strzelają różne komponenty, kluczowa jest koordynacja działań. Chodzi o to, by z jednej strony uniknąć tzw. friendly fire, czyli skierowania ognia przeciwko własnym wojskom, a z drugiej – by nie marnować amunicji na rażenie tych samych celów.

Żeby to osiągnąć najprostszym zabiegiem jest dekonfliktacja czasowa. Polega ona na tym, że jeśli jeden komponent strzela do przeciwnika, inne komponenty czekają na swoją kolej.

Bardziej skomplikowanym zadaniem jest dekonfliktacja przestrzenna. Z jednej strony, sprawia ona, że różne środki rażenia, mogą wykonywać swoje zadnia równocześnie. Z drugiej, lotnictwo musi pilnować, żeby nie zniżyć się do pułapu, który osiągają pociski własnej artylerii.

Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl
Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

To właśnie koordynację przestrzenną w poniedziałek ćwiczyły dowództwa na poligonie drawskim. Gdy ogień prowadziła artyleria, słychać było nadlatujące samoloty lotnictwa taktycznego. Słychać a nie widać (w czasie prowadzenia ognia przez artylerię), bo maszyny musiały pozostawać na odpowiednio dużej wysokości, by przemieszczać się ponad torami lotu pocisków własnej artylerii.

Koordynacja komponentu lądowego i powietrznego na polu walki nie zawsze jest konieczna. Są strefy, w których jedni i drudzy mogą razić cele bez oglądania się na siebie. Te obszary oddziela tzw. Fire Support Coordination Line. Przebiega ona w pewnej odległości od umownej linii styczności wojsk własnych z wojskami przeciwnika. Strefa na tyłach przeciwnika, ale blisko takiej przyjętej "linii frontu" to pole w zasięgu artylerii. Dowódca komponentu lądowego może w niej razić cele bez koordynacji z lotnictwem. Głębiej zaczyna się strefa, gdzie lotnictwo nie musi współdziałać z siłami lądowymi. Konieczność koordynacji pojawia się, gdy któryś z komponentów zamierza przekroczyć Fire Support Coordination Line.

Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl
Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

W poniedziałek zadania na poligonie drawskim wykonywała artyleria, piechota zmotoryzowana wspierana przez czołgi, lotnictwo z Sił Powietrznych i Wojsk Lądowych, a nawet elementy Morskiej Jednostki Rakietowej należącej do Marynarki Wojennej, choć w ich wypadku nie następowało odpalenie pocisków NSM (ćwiczono jedynie procedury). Ogień prowadziły m.in. samobieżne 152-mm armatohaubice Dana, wyrzutnie rakietowe WR-40 Langusta i ich starsze odpowiedniki BM-21 i amerykańskie haubice samobieżne M109 Paladin. Na wprost strzelały kołowe transportery opancerzone z 12 Brygady Zmechanizowanej wspierane przez czołgi PT-91 Twardy z 9 Brygady Kawalerii Pancernej. Na niebie zaś można było zobaczyć samoloty wielozadaniowe F-16, myśliwsko-bombowe Su-22 oraz śmigłowce szturmowe Mi-24.

Ćwiczenie Anakonda 2018 rozpoczęło się 7 listopada. Przez pierwsze dni pogoda nie sprzyjała żołnierzom. Mgła utrzymująca się w wielu rejonach Polski uniemożliwiała przeprowadzenie strzelań artyleryjskich, bowiem w czasie pokoju, na ćwiczeniach strzelania muszą być one obserwowane. Dopiero w weekend pogoda zaczęła się zmieniać. Udało się więc przeprowadzić poniedziałkowe strzelania, a w niedzielę nawet oddać salwę z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Anakonda 2018 to największe w tym roku ćwiczenia wojskowe. Na terytorium Polski bierze w nich udział ok. 12,5 tys. żołnierzy, dodatkowo na Bałtyku i – po raz pierwszy – w Estonii, na Litwie i Łotwie kolejne 5 tys. Manewry na poligonach potrwają do 16 listopada. Na przełomie listopada i grudnia zostanie rozegrana jeszcze część dowódczo-sztabowa wspomagana komputerowo.

KomentarzeLiczba komentarzy: 16
Ok bajdur
czwartek, 15 listopada 2018, 08:47

Czy kamuflaż zakupiono tylko dla Rosomaków w wersji wóz dowodzenia?

baca
czwartek, 15 listopada 2018, 04:17

@ktoś-mgła to mgła! No amerykańcy nie taką pokonali....nasi uczą się dopiero ? Obiecali ....poprawę? Za bajtla też obiecywałem mamie ! Poprawę?

db+
środa, 14 listopada 2018, 22:59

@Ktos Nie najlepiej widać również w nocy, podczas deszczu, opadów śniegu i w warunkach zadymienia (choćby taktycznego na przeszkodzie wodnej). Dzięki Bogu istnieją radary artyleryjskie, które pozwalają na określenie miejsca odpalenia i upadku pocisków. Mamy wszak XXI wiek. I radary Liwiec.

Dropik
środa, 14 listopada 2018, 20:31

@Marek1. Szkoda linowy na ćwiczenia. Czasem może i trzeba sprawdzić jak to działa ale w czasie P lepiej ja trzymać w magazynie.

zdrugiejstrony
środa, 14 listopada 2018, 10:04

Te regulaminy strzelania to chyba z IIww . Strzelać trzeba z wielu luf, z różnych kierunków do jednego celu równocześnie a następnie przenosić ogień na kolejny cel żeby nie zdążyli namierzyć i zestrzelić lecących pocisków. Wtedy można nazwać to koordynacją ognia.

Boczek
środa, 14 listopada 2018, 09:53

A kiedy połączony ogień lądowych z MW?

dropik
środa, 14 listopada 2018, 09:50

w założeniach było forsowanie Wisły ,ale dowództwo uznało , że nie ma warunków- mało wody. Na co generał dywizji, która miała, to zadanie wykonać oświadczył, że jego jednostka została zhańbiona i że to wszystko wygląda jak "weekendowe wojsko " , defiladowe rzekłbym. Było niedobrze ale teraz po 3 latach dobrej zmiany jest tragicznie.

ciekawy
środa, 14 listopada 2018, 03:59

"Ruski troll ale czy na pewno" skąd to twoje przekonanie, że u tych Rosjan jest lepiej?

Marek1
wtorek, 13 listopada 2018, 22:18

Ciekawe, czy kiedykolwiek WP odejdzie od obwieszania brudnymi szmatami pojazdów, traktując je jako "maskowanie". Żeby było śmieszniej(tragiczniej) polska Lubawa(Miranda) produkuje jedne z najlepszych na świecie pojazdowych maskujących pokryć wielospektralnych. Niestety od lat "geniusze" z kolejnych MON-ów NIE wykazują nimi większego zainteresowania kupując ich po kilka szt. rocznie. W sumie jednak pocięte worki po ziemniakach wychodzą sporo taniej. Tak samo jak dla monowskich dyletantów życie i zdrowie polskich żołnierzy ...

Ktos
wtorek, 13 listopada 2018, 22:16

@cosma ale powiedz czytałeś artykuł czy tylko tytuł? Wyraźnie napisano ze strzelanie artyleryjskie musi być obserwowane a we mgle słabo widać. To chyba nie trudne do zrozumienia?

rydwan
wtorek, 13 listopada 2018, 21:12

EDSA na wojnie nie zawsze lubawa zdazy dostarczyc odpowiednia ilosc maskownic wiec żołnierze musza sobie radzic tym co znajda

anty 50 C-cali przed 500+
wtorek, 13 listopada 2018, 19:10

ojoj z czym T u do Rosjan. oni walili z Kamowa gdzie popadnie na Zapadzie, ale jak PISZE o strzelaniach w czasie pokoju Koniecznie obserwowach- to pewnie tak jest? Fakt gdzie Lubawa, w ....Finlandii????Langusty fajne, ale nasi stratedzy przez LATA nie wiedzieli jak np. bazowy pocisk Astrosa 2 (z Brazylii) leci do 60km?

EDSA
wtorek, 13 listopada 2018, 14:40

szmaty i stare gacie na pojazdach bojowych to jak widać u nas już TRADYCJA

Ruski troll ale czy na pewno
wtorek, 13 listopada 2018, 13:37

@cosma 100% racji kolego masz. Co to za wojsko? Papierowe, biurokratyczne, dziecinada- żenada. Nieliczne, przestarzałe lub z totalnymi brakami. Harcerze, zuchy ale za to propagandowo silne. I tego typu informacje powinny dać nam do myślenia. Z czym tu do Rosjan?

Pan starski
wtorek, 13 listopada 2018, 13:26

Taki 155 to ile ma rażenia 300m, 500m? tyle trzeba być minimum od ekslozji i umieć czytać mapę. po raporcie podać nazwisko żołnierza podającego koordynaty i żołnierza dającego rozkaz otwarcia ognia. Przy koncentracji ognia trzeba pamiętać o starym podstępie. Bijesz na 1 linie to trzeba wziąć pod uwagę, że wróg może byc na 2 Lini gdzie się chowa w bezpiecznym miejscu a po nawale wraca. Przy natarciu zniszczyć wszystko co da wrogowi schronienie. Tylko radiostacje sprawdźcie by nie było jak w Holandii.

cosma
wtorek, 13 listopada 2018, 12:29

najlepsza pogoda od stuleci w listopadzie a oni na nią narzekają a zawsze mówią że mogą w każdych warunkach to jakaś paranoja co to za wojsko?

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama