Reklama
Reklama
Reklama

Norwegowie gotowi do wyciągnięcia zatopionej fregaty

8 lutego 2019, 11:43
torpedy
Fot. Forsvaret

Norweska marynarka wojenna zakończyła najważniejsze prace przygotowujące do wydobycia fregaty KNM „Helge Ingstad”, która zatonęła po kolizji z maltańskim tankowcem „Sola TS” 8 listopada 2018 r. w fiordzie Hjeltefjorden. W ramach tej operacji wyciągnięto z okrętu i zdetonowano wszystkie torpedy bojowe Sting Ray, co kosztowało Norwegów najprawdopodobniej ponad 10 milionów dolarów.

Z raportów przekazywanych przez norweską marynarkę wojenną wynika, że faza przygotowań do wyciągnięcia spod wody fregaty KNM „Helge Ingstad” została praktycznie zakończona. Norwedzy przeprowadzili wszelkie możliwe działania, by zapewnić jak największe bezpieczeństwo dla całej operacji. Z okrętu usunięto m.in. dużą część amunicji. Najszybciej, bo w grudniu 2018 roku zdjęto z pokładu zewnętrznego osiem kontenerów z rakietami przeciwokrętowymi NSM.

Zdecydowano się również na wyciągnięcie lekkich torped zwalczania okrętów podwodnych Sting Ray, które jak się okazało, po prawie trzymiesięcznym przebywaniu w wodzie nie nadawały się do niczego innego, jak do wysadzenia (wcześniejsze komunikaty wskazywały, że te torpedy zostały już wyciągnięte 13 grudnia 2018 r.). Norwescy nurkowie przeholowali więc Sting Raye podczepione do pływaków napełnionych powietrzem i ułożyli w specjalnym pojemniku podwieszonym na dźwigu przy burcie fregaty. Uzbrojenie to zostało następnie przetransportowane do jednej ze skalistych zatoczek fiordu Hjeltefjorden i wysadzone 31 stycznia i 1 lutego 2019 r. przez płetwonurków minerów.

Zadanie zrealizowano po uzyskaniu zgody Agencji Ochrony Środowiska i w miejscu skonsultowanym z Norweskim Instytutem Badań Obronnych (FFI), Dyrekcją Rybołówstwa, Instytutem Badań Morskich, Norweską Administracją ds. Wybrzeża i innymi organami zajmującymi się ochroną przyrody.

 image

Fot. Forsvaret

Norweskie ministerstwo obrony nie ujawniło ile torped zostało zniszczonych w ten sposób, jak również ile na tym stracono pieniędzy. Z tych informacji można byłoby bowiem wywnioskować, jaka liczba torped ZOP znajduje się na operacyjnej fregacie, a to są dane tajne. Ponieważ jednak całą operację trzeba było wykonać dwukrotnie to przypuszcza się, że było ich co najmniej osiem. Oznacza to więc stratę ponad 10 milionów dolarów tylko w przypadku tego jednego systemu uzbrojenia.

Pozostała amunicja, która wciąż znajduje się na pokładzie fregaty „Helge Ingstad” ma być również w miarę możliwości wydobywana. Wszystko odbywa się po ocenie, co można i należy wyciągnąć przed podniesieniem fregaty, a co może poczekać, aż fregata zostanie przetransportowana do Haakonsvern. Za każdym razem priorytetem dla Norwegów jest zmniejszenie ryzyka dla personelu i zapewnienie wszystkich niezbędnych środków bezpieczeństwa.

Norwedzy przyznali, że teoretycznie istniała możliwość naprawienia torped, jednak byłoby to zadanie ryzykowne dla wykonującego je personelu i dlatego zdecydowano się na ich zniszczenie. Najbardziej niebezpieczne okazały się akumulatory, które po aktywowaniu wodą morską w kontakcie z powietrzem mogły się zapalić i uwolnić trujący dym. Materiał wybuchowy w ładunku bojowym był według Norwegów stabilny i nie stwarzał zagrożenia.

Cała operacja wyciągania torped pod wodą została sfilmowana, dzięki czemu widać było również, jak wzdłuż kadłuba zatopionego okrętu ułożone są wielkie łańcuchy. To właśnie one mają posłużyć do wyciągnięcia fregaty. Norwedzy zakładają, że operacja podnoszenia okrętu wymaga sześciu dni stabilnej pogody z wiatrem poniżej 10 m/s i falą do wysokości 0,5 metra. Prognozy pogody na najbliższe dni wskazuje jednak, że do weekendu takie warunki się nie pojawią. Dlatego siły zaangażowane w całe zadanie będą w tym czasie wykonywały działania „zmniejszające ryzyko i poprawiające warunki pracy podczas podnoszenia i po nim”.

Po pojawieniu się odpowiedniej pogody do akcji przystąpi dźwig pływający „Rambiz”, który uniesie okręt i postawi go na wpółzatopionej barce BoaBarge 33/34. To właśnie z pomocą tej jednostki fregata ma zostać przetransportowana na powierzchni do bazy Haakonsvern.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Reklama
dim
sobota, 9 lutego 2019, 08:59

@A propos, to wyciągnięcie po pierwsze torped, jako bardzo drogiego sprzętu, a początkowo możliwego jeszcze do ocalenia, sugerowałem tu natychmiastowo, zaraz po wypadku fregaty. Ktoś nie pomyślał. Gdyby to były jego pieniądze - pomyślałby, ale to były "państwowe".

dim.
sobota, 9 lutego 2019, 08:55

@detonator. Widać, że nigdy zawodowo nie pływałeś. Morska woda - praktycznie zawsze istnieje takie prawdopodobieństwo - dostaje się wszędzie. Co jest tylko kwestią czasu. Ale w warunkach normalnej eksploatacji przesączenia są od razu usuwane, wilgoć osuszana, choćby przez samo działanie mechanizmów, czy przepływ prądów w przewodach.

Marek
piątek, 8 lutego 2019, 23:37

@Detonator A nie lepiej zdetonować pseudo ekologów? Bo coś mi się widzi, że oni stwarzają większe zagrożenie od tej biednej fregaty, dwutlenku węgla i smogu razem wziętych.

gonzo
piątek, 8 lutego 2019, 20:41

Cóż, na biednego nie trafiło. Pływalność tych fregat jest na poziomie Jana Heweliusza z powywalanymi tirami w środku. Wygląda na to, że okręt o wyporności ponad 4000 ton można zatopić z armaty 57 kilkoma pociskami - każdy w osobny przedział wodoszczelny na tej samej burcie. Rakiety nie są potrzebne. Brawo stocznia! Sam fakt kolizji to całkowita kompromitacja personelu na mostku, systemu dowodzenia i szkolenia. Norwegom gratulujemy marynarki wojennej ( bo sami w zasadzie nie mamy).

-CB-
piątek, 8 lutego 2019, 19:20

@Detonator - a co, twoim zdaniem torpedy powinny być przystosowane do kilkumiesięcznego przebywania w wodzie, skoro ich cykl pracy w takich warunkach to maksymalnie kilka minut? Nie mówiąc już o tym, że jest różnica między odpaloną i pracującą torpedą, a nieuzbrojoną w stanie "magazynowym".

xawer
piątek, 8 lutego 2019, 19:11

Do Detonator: "...akumulatory, które po aktywowaniu wodą morską w kontakcie z powietrzem mogły się zapalić i uwolnić trujący dym." Akumulatorom w torpedach elektrycznych woda "nie szkodzi" tylko są uruchamiane poprzez zalanie ich wodą morską(tworzy się elektrolit) Podobnie jak kiedyś sprzedawano akumulatory suchoładowane, które można było przechowywać długo i bezpiecznie, były też lżejsze (zaczynały działać po zalaniu elektrolitem) Akumulatory zalewa się wodą morską tuż przed wystrzeleniem torpedy. Torpeda detonuje i nikt jej nie wydobywa:-)

Szymon
piątek, 8 lutego 2019, 16:32

Sześć dni stabilnej pogody pod Bergen :) Życzę szczęścia. Kiedy wpływałem tam dwa lata temu to były 3 dni ładnej pogody. To były dokładnie te 3 dni, które tam występują w całym roku.

Detonator
piątek, 8 lutego 2019, 15:00

Torpedy którym szkodzi woda... Akumulatory mogły się zapalić i uwolnić trujący dym... Może powinni całą fregatę wysadzić bo stwarza duże zagrożenie.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama