Reklama

Niemcy rozbudowują wojska pancerne i wdrażają BMS [ANALIZA]

7 grudnia 2018, 11:24
Leopard Niemcy
Fot. Bundeswehr/Sebastian Wilke

Niemiecka armia zyska kolejny czynny batalion czołgów, uzbrojony w wozy Leopard 2A7. Republika Federalna wdraża też plan rozwoju wojsk lądowych, w perspektywie do 2032 roku.

Minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen poinformowała o rozpoczęciu, od 2019 roku, formowania nowego batalionu pancernego. 363 batalion będzie szóstą taką czynną jednostką w Bundeswehrze.

Jak wskazano w komunikacie, batalion rozmieszczony zostanie w Hardheim ze względu na fakt, że lokalizacja ta ma odpowiednią infrastrukturę - w tym do prowadzenia szkoleń, a kilkanaście kilometrów od jednostki będzie miała dostęp do transportu kolejowego.

Wyposażenie batalionu stanowić będą czołgi Leopard 2A7V, modernizowane do tego standardu w ramach kontraktu podpisanego w ubiegłym roku. Najpierw, od października 2019 roku, sformowane zostaną dowództwo batalionu i jedna kompania pancerna, w 2021 roku stworzona zostanie kolejna. Dwie następne mają być przeniesione z 8 batalionu pancernego, który – obecnie jako jedyny w niemieckich wojskach lądowych – jest jednostką rezerwową.

Decyzja o sformowaniu 363 batalionu to część działań niemieckich władz, które rozpoczęto po wybuchu wojny na Ukrainie. Tworzona jest nowa, czynna jednostka, co ma wzmocnić gotowość operacyjną Bundeswehry do wykonywania zadań w ramach obrony kolektywnej.

Fot. Bundeswehr / Torsten Kraatz
Fot. Bundeswehr / Torsten Kraatz

Jeszcze kilka lat temu Niemcy dysponowali czterema czynnymi batalionami pancernymi, i dwoma rezerwowymi. Spośród tych ostatnich, 414 batalion został już wcześniej „reaktywowany” jako jednostka czynna o charakterze wielonarodowym, składająca się z dwóch kompanii holenderskich i jednej niemieckiej. Natomiast teraz Niemcy będą dysponowali łącznie sześcioma czynnymi jednostkami.

Wyposażenie wspomnianych jednostek stanie się możliwe dzięki realizacji kontraktu z 2017 roku, zakładającego modernizację do standardu Leopard 2A7V 20 istniejących wozów Leopard 2A7, kilkunastu holenderskich Leopardów 2A6NL i ponad 60 Leopardów 2A4 odkupionych od koncernu KMW i przeznaczonych do przywrócenia do służby. Łącznie Bundeswehra ma dysponować około 320 czołgami (dziś  jest ich ok. 250), co pozwoli na pełne ukompletowanie sześciu batalionów i jednostek szkolnych. To duży postęp, bo w niemieckiej armii występowały (i prawdopodobnie nadal występują) braki w wyposażeniu, dotyczące również czołgów. Kontrakt ma zostać zrealizowany do 2023 roku.

Minister Ursula von der Leyen poinformowała również o stworzeniu testowej jednostki, przeznaczonej do sprawdzania procesu wdrażania systemu zarządzania walką BMS w niemieckich siłach zbrojnych. Dzięki temu niemiecka armia będzie mogła wystawić pełną wyposażoną w BMS brygadę do dyżuru bojowego sił natychmiastowego reagowania NATO w 2023 roku. Co ciekawe, w skład tej jednostki obok sześciu Leopardów i takiej samej liczby nowych BWP Puma wejdą także starsze wozy Marder. Niemcy chcą więc przypuszczalnie dostosować do integracji z nowoczesnym systemem także starsze platformy. Same Mardery są zresztą modernizowane – równolegle z wdrażaniem Pum – poprzez integrację wyrzutni Spike, nowych kamer termowizyjnych i kamuflażu wielospektralnego.

Wszystko to wiąże się z planem modernizacji wojsk lądowych Republiki Federalnej Niemiec. Do 2032 roku pełną zdolność bojową do działania w warunkach konfliktu o dużej intensywności mają osiągnąć trzy dywizje, do 2027 roku – jedna. To długi okres, ale trzeba pamiętać, że niektóre elementy w niemieckich wojskach lądowych muszą zostać budowane niemal od zera.

Przykładowo, o ile wzmocnienie jednostek pancernych i zmechanizowanych odbywa się w dosyć prosty sposób (poprzez przywrócenie do służby Leopardów, modernizację Marderów i w dużej części wykorzystanie potencjału jednostek rezerwowych), to na przykład pododdziały mobilnej obrony przeciwlotniczej będą musiały zostać odtworzone. Pierwsza bateria osiągnie według planów gotowość bojową w 2023 roku, wtedy gdy np. będą dostarczone wszystkie „reaktywowane” Leopardy. Na razie Niemcy dysponują tylko – w strukturach Luftwaffe, czyli sił powietrznych – niewielką liczbą zestawów Stinger/Ozelot.

Powoli wzmacniane są również inne jednostki wsparcia. Bundestag zgodził się niedawno na modernizację 18 wyrzutni MARS (lokalna odmiana MLRS), dzięki czemu będą mogły zostać przywrócone do służby po dostosowaniu do użycia rakiet Guided MLRS. Wcześniej wycofano je po podpisaniu przez Berlin konwencji o zakazie użycia amunicji kasetowej. Po realizacji najbliższych planów Bundeswehra ma dysponować 38 wyrzutniami MARS II, jak i nieco ponad setką haubic PzH 2000. Te ostatnie w części również są przywracane do służby. To jednak nadal wyposażenie dla czterech batalionów artylerii, jak na armię dysponującą dwoma dywizjami pancernymi to niewiele.

Berlin powoli zwiększa też liczebność całych sił zbrojnych. Na przełomie 2015 i 2016 roku w Bundeswehrze służyło zaledwie 166,5 tys. żołnierzy kontraktowych i zawodowych, obecnie to 172,5 tys. Wydaje się więc, że środki wzmocnienia również w tym obszarze zaczynają przynosić efekty, pomimo trudnej dla armii sytuacji na rynku pracy. Niemiecka armia ma docelowo liczyć 203 tys. żołnierzy, przy czym w tę pulę wlicza się też łącznie kilkanaście tys. rezerwistów odbywających ćwiczenia i wojskowych tzw. służby ochotniczej. Żołnierzy zawodowych i kontraktowych ma więc być ok. 190 tys. lub nieco mniej, w zależności od rozkładu tych służb.

Choć w pierwszych latach po wybuchu wojny na Ukrainie Niemcy wzbraniali się przed zdecydowanymi działaniami mającymi na celu wzmocnienie sił zbrojnych, to obecnie są podejmowane coraz szerzej zakrojone działania w tym kierunku. Ma to związek z rosnącą świadomością zagrożeń, koniecznością realizacji zobowiązań wobec NATO (np. inicjatywa 4x30, wymagająca utrzymywania gotowości większych formacji wojskowych), a także obawami części polityków w RFN o zaangażowanie USA w kolektywny system bezpieczeństwa, szczególnie po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta.

Cechą podejmowanych przez Niemcy działań jest długi czas ich realizacji, są też obarczone poważnym ryzykiem w wypadku niekorzystnych zmian na scenie politycznej w RFN. Ma to związek z pacyfistycznym nastawieniem części społeczeństwa, ale i decydentów.

Towarzyszą temu też deklaracje o dążeniu do budowy europejskiej armii, choć mają one nieco inny wydźwięk niż w wypadku prezydenta Macrona – Niemcy podkreślają przywiązanie do NATO i relacji transatlantyckich. Berlin zamierza zresztą realizować w kooperacji z USA dwa duże programy zbrojeniowe – nowego ciężkiego śmigłowca transportowego oraz systemu obrony powietrznej TLVS, którego głównym uzbrojeniem będą amerykańskie rakiety PAC-3 MSE.

Obecne władze Republiki Federalnej przyjęły więc kurs na wzmacnianie swoich zdolności obronnych, jak i możliwości udziału w misjach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jeżeli zostanie on utrzymany, w perspektywie kilku/kilkunastu lat niemiecki wkład w system obronny NATO będzie mógł zostać istotnie zwiększony. Na uwagę zasługuje fakt, że jako priorytetowe traktowane są wojska lądowe, które zostały mocno dotknięte cięciami przeprowadzonymi na przełomie dekad. Berlin wraca więc do obrony kolektywnej, ale ten powrót – jeśli w ogóle zakończy się powodzeniem – będzie czasochłonny, właśnie przez konieczność odwracania wprowadzanych jeszcze niedawno redukcji. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Nowy
czwartek, 13 grudnia 2018, 22:08

no pieknie, pieknie czy tylko mi sie kojarzy poczatek lat trzydziestych. Masowy wyscig zbrojen i wciskanie ludziom zagrozenia ze strony sąsiadów, majace na celu uchronienie sie przed kroczacym kryzysem ekonomicznym. Niestety jest tu pewne niebezpieczeństwo, że sytuacja wymknie sie z pod kontroli.

dim
poniedziałek, 10 grudnia 2018, 10:08

Ho ho ! Jeszcze parę lat i może okazać się za późno, na szybkie zajęcie Berlina przez Czarną Dywizję ;)

hym108
poniedziałek, 10 grudnia 2018, 04:17

Niemcy wola z Rosjanami robic biznesy. Budowac rurocigi, miec tania rope. ODwrotnie niz Polacy. Wiedza tez ze zadnej wojny szybko nie bedzie, a gdyby byla to 1) wola by nato ich bronilo 2) maja rozsadnych wladcow. Wiec w godzinie mobilzacji wyprdujuja 2000 czoogow najlepszych na swiecie. Nie sa gupi jak my. PLUS boja sie Rosjan. Juz raz mieli niezwciezona armie ktorej omal sie nie udalo.

Extern
sobota, 8 grudnia 2018, 13:02

@Kol Tak samo mówili Francuzi o swoim Char B1 przed 1940tym , ale jednak słabsze ale liczniejsze i bardziej mobilne Niemieckie PzKpfw III ich wymanewrowały i było pozamiatane. Ilość to jakość sama w sobie.

Gonzo
sobota, 8 grudnia 2018, 09:45

Wszyscy szykują się do wojny a my nawet mundurów nie mamy. Brawo dobra zmiana,

GER
piątek, 7 grudnia 2018, 19:40

I bardzo dobrze!!!

Kol
piątek, 7 grudnia 2018, 17:06

Te kilkadziesiąt leo ma większą siłę rażenia od naszych 500 tetek.

JASIO mówi rzeczowo
piątek, 7 grudnia 2018, 16:31

Polska powinna w ramach równowagi w oparciu o pojazd M50 Ontos zbudować system przeciwpancerny uzbrojony w zestaw granatników typu SPG-9 gdzie jeden posadowiony byłby na na stałe w wieży BWP-1 a pozostałe zdejmowane z kadłuba transportera i używane przez grenadierów pancernych ....do granatników użyć amunicji opracowanej przez Bułgarów...gdzie parametry niszczenia i zasięgu zwielokrotniają się prawie dwukrotnie....

Obywatel RP - Wschód.
piątek, 7 grudnia 2018, 14:47

Wiedziałem, że Niemcy wcześniej czy później nie patrząc na innych (czytaj Francuzów) rozpoczną produkcję czołgów (czują pismo nosem - z Rosją nie ma żartów trzeba produkować i to szybko czołgi bo będzie za późno). A my co modernizacja T-72 i niekończące się plany budowy czegoś tam bliżej nieokreślonego. Bzdura kompletna, lepiej kupić na pniu u koreańczyków batalion czołgów K-2 i wdrażać licencję na następne K-2 niż czekać aż Rosja przyjedzie do Nas na zmodernizowanych T-72, T-80, wspartych dużą ilością T-62 (pewnie po cichu już modernizowanych).

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama