Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Niemcy chcą większej armii. Przynajmniej na papierze [ANALIZA]

Niemcy po raz pierwszy w powojennej historii przyjęły strategię wojskową dla Bundeswehry. Dokument, ogłoszony w środę przez ministra obrony Borisa Pistoriusa, ma przygotować niemieckie siły zbrojne na przyszłe zagrożenia.

A formation of Bundeswehr recruits
A formation of Bundeswehr recruits
Autor. Wikimedia Commons

Strategia podkreśla konieczność szybkiego wzmocnienia armii. Do połowy lat 30. XXI wieku liczebność Bundeswehry ma wzrosnąć do 460 tys. żołnierzy, w tym 200 tys. rezerwistów. Najszybszy wzrost planowany jest do 2029 roku, by sprostać nowym wymaganiom NATO w zakresie obrony sojuszniczej. Niestety, zarówno Bundeswehra, jak i ministerstwo obrony RFN nie podzieliły się większymi szczegółami, które mogłyby wskazać kierunki w jaki sposób Niemcy chcą zbudować aż tak duże siły zbrojne. Zwłaszcza że już teraz armia musi się liczyć ze znacznymi problemami kadrowymi.

Dokument zawiera też „profil zdolności”, nową strategię rezerw oraz plan odbiurokratyzowania armii. Pistorius podkreślił potrzebę zmiany mentalności. „Rzadko strategia wojskowa była tak potrzebna jak w tym historycznym momencie” – stwierdził minister.

Reklama

Deklaracje a rzeczywistość

Jak możemy przeczytać w Deutsche Welle, obecnie Bundeswehra liczy około 185,4 tys. żołnierzy zawodowych i zanotowała niewielki wzrost liczbowy, jednak to kropla w morzu bardzo już teraz dużych braków kadrowych, które są szacowane nawet na 60 tysięcy etatów. Dlatego tego typu deklaracje już teraz należy traktować z dużą rezerwą. Zwłaszcza że to nie pierwszy raz, kiedy to minister Pistorius ogłasza wielki plan odbudowy armii. W czerwcu minionego roku plany zakładały zwiększenie liczby żołnierzy do 203 tysięcy do 2031 roku, co już wtedy uznawano za duży krok. Jednak już wtedy można było spotkać się z komentarzami, że będzie to trudne bez znaczącego wzrostu nakładów na obronność oraz, czego też nie wykluczano, przywrócenia poboru, który działałby w modelu szwedzkim.

Dobrym przykładem tego, jak inne deklaracje rozminęły się w czasie z rzeczywistością, jest 45. Brygada Pancerna na Litwie, której bataliony pancerne i grenadierów są obsadzone zaledwie w 28–47 proc., a pododdziały artylerii, rozpoznania i logistyki na poziomie ok. 10 proc.

Te trudności nie są nowe – wynikają z dekad niedoinwestowania po 1990 r., ale utrzymują się pomimo „Zeitenwende” z 2022 r. i stopniowego wzrostu budżetu obronnego. Braki kadrowe dotyczą zwłaszcza specjalistów (NCO, logistyka, obrona powietrzna, inżynieria), co uniemożliwia skuteczną rotację sił, długotrwałe misje i utrzymanie wysokiej gotowości. Komisarz Parlamentarny ds. Bundeswehry Henning Otte otwarcie stwierdził, że jeśli model dobrowolny nie zadziała, należy rozważyć powrót do poboru. Niedobory te osłabiają całą postawę odstraszania NATO, w tym także zdolności wsparcia wschodniej flanki w przypadku zagrożenia.

Trudno też nie wspomnieć w tym kontekście o problemach natury sprzętowej, które jeszcze bardziej utrudniają realizację powyższych deklaracji. Zakupy w ramach modernizacji Heer (armii lądowej) skupiają się głównie na zastępowaniu zużytego sprzętu (Marder wycofywany do 2030 r., Wiesel do 2030 r. bez pełnego następcy), a nie na budowie nowych zdolności. Brakuje amunicji, części zamiennych i infrastruktury. Efekt? Jednostki nie są w pełni gotowe bojowo, a modernizacja zamienia się w „sprzęt bez załóg”.

Niemcy muszą się liczyć z tym, że bez radykalnych reform – szybszej rekrutacji, skrócenia procedur zakupowych i politycznego konsensusu – cele mogą pozostać tylko na papierze.

Reklama
WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156
Reklama