Reklama
Reklama
Reklama

Kolejne okręty OPV zwodowane, ale nie w Polsce [OPINIA]

9 sierpnia 2019, 16:53
mexico-launches-final-oaxaca-class-opv-1024x683
Wodowanie meksykańskiego okrętu patrolowego „Tampico” typu Oaxaca. Fot. Mexican Navy

Meksyk, Tajlandia i Kanada budują swoje kolejne pełnomorskie okręty patrolowe. Tymczasem w Polsce, jak już wskazywaliśmy ponad półtora roku temu, zamiast budować okręty - dyskutuje się, jaka powinna być Marynarka Wojenna.

Meksyk pochwalił się zwodowaniem 20 lipca 2019 r. ostatniego w serii, ósmego pełnomorskiego okrętu patrolowego typu Oaxaca, który otrzymał nazwę „Tampico” i numer burtowy P-168. Okręt budowano w stoczni meksykańskiej marynarki wojennej ASTIMAR 1 w Tampico. Jak się teraz okazuje patrolowce typu Oaxaca nie powstawały w żadnych wyrafinowanych zakładach stoczniowych, z suchymi dokami, żurawiami i suwnicami, ale tak naprawdę na pustym miejscu nabrzeża, gdzie poszczególne sekcje okrętu i wyposażenie były dokładane za pomocą zwykłych, samobieżnych dźwigów.

Meksykanie przyznali się również, że zamawiając patrolowce, wiedzieli, że będą się musieli dopiero uczyć ich budowy. Godzili się więc na pewne, nie będące ideałem rozwiązania i na wprowadzanie zmian do projektu w miarę oddawania poszczególnych jednostek oraz zdobywania doświadczeń w ich wykorzystaniu. Efekt tego był taki, że okręt „Tampico” różni się od swoich poprzedników lepszą dzielnością morską oraz autonomicznością działania. W Polsce próby „Kormorana” i „Ślązaka” przypominały swoją szczegółowością i długotrwałością bardziej próby rakiet kosmicznych niż okrętów.

Wszystkie patrolowce typu Oaxaca mają długość 86 m, szerokość 10,5 m, wyporność 1680 ton i prędkość około 22 węzłów. Mieszczą się więc zgrubnie w wymaganiach jakie pierwotnie miały spełniać planowane do budowy w Polsce okręty patrolowe z funkcją zwalczania min CZAPLA.

Takie wymagania spełnia też kolejny, pełnomorski patrolowiec typu Krabi, zwodowany 2 sierpnia 2019 r. w Tajlandii dla tajskiej, królewskiej marynarki wojennej. W tym przypadku chodzi o okręt HTMS „Prachuap Khiri Khan” o długości 80,5 m, szerokości 13,5 m, wyporności 2200 ton oraz prędkości 25 w. Co więcej jednostka ta powstała na bazie projektu patrolowców typu River, zaoferowanego wraz ze współpracą techniczną przez koncern BAE Systems, który również chciał wziąć udział w programie CZAPLA.

image
Wodowanie tajskiego okrętu patrolowego HTMS „Prachuap Khiri Khan” typu Krabi. Fot. Royal Thai Navy

Oczywiście w obu przypadkach powstały okręty patrolowe, które przede wszystkim są przeznaczone do nadzoru obszarów morskich, własnej strefy ekonomicznej, działań inspekcyjnych, eskortowania okrętów oraz prowadzenia akcji poszukiwawczo-ratowniczych i humanitarnych. Nie są to jednak jednostki bezbronne. Tajlandzkie okręty patrolowe mają być np. uzbrojone w rakiety przeciwokrętowe Harpoon, których np. nie posiadają polskie, „bojowe” fregaty” typu Oliver Hazard Perry.

Na dziobie znajduje się dodatkowo armata OTO Melara kalibru 76 mm, na śródokręciu dwie zdalnie sterowane armaty DS30M Mark 2 kalibru 30 mm, a na rufie pokład zadaniowy i lotniczy dla jednego śmigłowca H145M. Swoje uzbrojenie artyleryjskie mają również patrolowce typu Oaxaca. Mają one na dziobie armatę OTO Melara kalibru 76 mm lub Bofors kalibru 57 mm (na ostatnich jednostkach), dwa zdalnie sterowane karabiny maszynowe Mod.517 kalibru 12,7 mm oraz miejsce na pokładzie na dodatkowe uzbrojenie przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, jeżeli będzie ono potrzebne.

Do zadań patrolowych meksykańskie okręty mogą korzystać z lądowiska dla bezzałogowców i śmigłowców o wielkości takiej jak AS 565 Panther oraz z miejsca dla dwóch jedenastometrowych łodzi motorowych RHIB dla grup abordażowo-inspekcyjnych. Okręt Oaxaca może również przenosić jedną, szybką łódź desantowo szturmową CB-90 (o prędkości 40 w).

Malkontenci w Polsce po tych informacjach na pewno ponownie zaczną podkreślać, że dla Marynarki Wojennej RP priorytetem są jednak fregaty. Tak też uważa np. Kanada, jednak nie zaczęła programu modernizacji swojej marynarki wojennej od bojowych okrętów CSC (Canadian Surface Combatants) ale od okrętów arktycznych AOPS (Arctic Offshore Patrol Ship). W ten sposób rozpoczęto najpierw budowę sześciu lodołamaczy patrolowych za 3,5 miliarda dolarów kanadyjskich (każdy o wyporności ponad 6600 ton) - bazujących na norweskich okrętach patrolowych typu Svalbard, a nie od budowy do piętnastu fregat za około 60 miliardów dolarów kanadyjskich.

image
Fot. Royal Canadian Navy

 I gdy w Polsce co chwila zmienia się koncepcję, być może niedługo dochodząc do wniosku, że od fregat są lepsze niszczyciele (bo są), to w Kanadzie w program budowy sześciu patrolowych lodołamaczy angażuje się już trzeci zakład stoczniowy (obecnie są to stocznie Irving Shipbuilding Inc. i Seaspan’s Vancouver Shipyards), zapewniając jego przetrwanie bez konieczności wpompowywania w niego dodatkowych pieniędzy. W międzyczasie miano czas na wybór docelowego projektu przyszłej fregaty z zapasem na proceduralne spory i protesty tych firm, które przegrały przetarg.

Jest rzeczą bezsporną, że programy modernizacji sił morskich są bardzo kosztowne. Nikt nie może też zaprzeczyć, że od pełnomorskiego patrolowca lepsza pod względem możliwości bojowych jest korweta lub fregata. Jednak jak wskazywaliśmy już półtora roku temu w polskich realiach nie liczy się to co się chce, ale to co się może.

Tymczasem okręty patrolowe są na pewno w jednym lepsze od fregat - w cenie eksploatacji i budowy. Patrolowce typu Oaxaca kosztowały bowiem Meksykanów około 50 milionów dolarów, patrolowce typu River II Brytyjczyków z kolei około 47 milionów dolarów natomiast jedna fregata to dla Marynarki Wojennej RP koszt co najmniej siedmiokrotnie większy.

I to właśnie dlatego w Polsce nadal dyskutuje się na temat tego, w co będą uzbrojone nasze przyszłe „Mieczniki”, a w innych krajach się je po prostu buduje.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 61
Reklama
Piotr
piątek, 16 sierpnia 2019, 12:49

A może dla naszej marynarki lepsze będą bezzałogowe drony? Zaznaczam, że się nie znam...

Pirat
środa, 14 sierpnia 2019, 09:18

Co tu analizy. Na fregaty nas nie stać. To budować patrolowce które mają możliwość przenosić po dwie rakiety przeciwokrętowe lub po dwie torpedy ZOP w razie potrzeby.

Feluś
wtorek, 13 sierpnia 2019, 00:45

Niestety rozwój Marynarki Wojennej został przez obecnych włodarzy skierowany ponownie na drogę faz analitycznych i koncepcyjnych z powodu nieusuwalnej wady tej formacji, jaką jest niemożność uczestniczenia w defiladach. Gdyby korwety lub choćby patrolowce miały zdolność defilowania Marynarka mogła by zająć nawet drugie po WOT miejsce w priorytetach modernizacji technicznej. Dlatego nie Orki, nie Czaple ale jakiś większy slip kołowy / (laweta) zdolny unieść "Orkana" powinien spędzać sen z powiek naszej Admiralicji

JanKowalski
poniedziałek, 12 sierpnia 2019, 15:04

Szanowni państwo okręty się buduje a nie bez końca dyskutuje nad opcjami jeżeli potrzebna jest fregata to robimy założenia i sztywno się nich trzymamy, przecież każdy budowany okręt ma uniwersalne możliwości modernizacyjne, jak widać Meksykanom potrzebne są patrolowce to je zbudowali "na piachu" ich możliwości modernizacyjne i uzupełnienia uzbrojenia są duże - co widać po kadłubie, obszernych nadbudówkach dużej wyporności - można powiedzieć "tego nam trzeba" ale u nas rządzą politycy a nie praktycy i dlatego temat okrętów dla MW będzie "mielony" do końca świata , albo jeden dzień dłużej.

Napoleon
niedziela, 11 sierpnia 2019, 22:09

Cóż.... Kolejne brutalne zderzenie z rzeczywistością! Fregat nie będzie, a jeśli nawet to nic więcej ponad przerośnięte patrolowce. Zresztą jak komandor zauważył obecne też nic wiele więcej nie prezentują. Przestać śnić o potędze i brać się do roboty. Stocznie potrzebują zleceń, a MW w tym momencie już czegokolwiek.

kuba
niedziela, 11 sierpnia 2019, 19:59

Szkoda ze Kossak nie narodził się w naszych czasach może by zobrazował dla przyszłych pokoleń nasza sytuacje . Kolejny rozbiór a w tle cyniczne uśmieszki naszych oprawców . Takich słow trzeba uzywac to sa nasi oprawcy 6 mln naszych braci wyrzuconych , tracacych powoli tozsamosc w pogoni za niedoścignionym dobrobytem . Biede my już znamy , skoro jesteśmy tak nisko może warto zejść jeszcze nizej i odwdzieczyc się wrogom

matt
niedziela, 11 sierpnia 2019, 19:30

bardzo dobry ale przy tym smutny dla MW i każdego Polaka artykuł

cezary baryka
poniedziałek, 12 sierpnia 2019, 12:33

a dlaczego smutny? przeciez oni nie buduja tych statkow za kase ktora zrabowali tobie, czytelnikom, polsce. artykul kazdego polaka powinien zmusic do myslenia, dlaczego u nas nic sie nie buduje chociaz nasza armia ma wiekszy budzet niz meksyk czy tajlandia. zamiast narzekac, ze inni sobie dobrze radza trzeba i zle im zyczyc trzeba zaczac zadawac sobie pytanie - dlaczego u nas jest tak zle.

Hiperson
niedziela, 11 sierpnia 2019, 17:33

Wojenna PGZ juz oddycha Mamy gawrona w swoim portfoliu Teraz kolejna te 2,korwety obiecane przez rzad

Gulden
niedziela, 11 sierpnia 2019, 17:05

To ja tu czegoś nie rozumiem.Naprawdę.KOGO mielibyśmy tą naszą wypasioną MW niby atakować?Szwedów?Duńczyków?Rosjan w Kaliningradzie?Popatrzcie sobie na Bałtyk,ile tej wody niby jest,jak tam głęboko.I na te dwa lejki,zwane Skagerrak i Kattegat.I teraz dalej,gdzie to niby te fregaty miałyby operować,na jakiej przestrzeni,przy założeniu,że nad głowami od razu mają samoloty wroga,są w zasięgu systemów rakietowych.I jak długo by to w razie konfliktu zbrojnego popływało na powierzchni,na Bałtyku.Jak już,to chyba należałoby by pójść w obronność,budowę czegoś takieg,co pływa,i jest w stanie zaminować podejścia do naszych portów.A całą uwagę skupić na mobilnych systemach rakietowych na lądzie,mocnych systemach wczesnego ostrzegania(radary),i lotnictwo stricte morskie,do działań, by z głębi lądu podejść pod dany okręt,strzelić do niego z rakiety(rakiet),i zatopić.Jak się nie trafi za pierwszym razem,powrót do bazy,dotankować,podpiąć nowe rakiety,powtórzyć atak.Tyle i tylko tyle.Ogólnie rzecz biorąc iść w taką politykę,by potencjalny przeciwnik trzy razy by się zastanowił,by zaatakować Polskę.A to się da zrobić.

As
niedziela, 11 sierpnia 2019, 12:53

Polsce potrzebne są okręty które mpgą razić cele z poza Bałtyku, gdyż z racji rurociągów Bałtyk będzię gęsto obstawiony przez jednostki Rosyjskie i powszechna będzie akceptacja nawet wsród naszych Europejskich sojuszników że Bałtyk to wewnętrzna sprawa Rosji.

Gliwiczanin
poniedziałek, 12 sierpnia 2019, 14:06

Rosyjskie okręty nawodne nie wypłyną nawet z portu, a te które znajdują się w porcie w obwodzie Kaliningradzkim pewnie zostaną zatopione. Podobnie jak te nasze w Trójmieście. Widłak ma racje na Bałtyku to Rosja będzie w defensywie dzięki naszym sojusznikom. Jedyną racje bytu na Bałtyku mają okręty podwodne i Nadbrzeżne Dywizjony Rakietowe. Niestety nasze okręty nadają się bardziej do szkolenia załóg niż do walki. Do tego dochodzi fakt że mamy tylko ORP Bielika i ORP Orła w czynnej służbie. Co do NDR nasze niestety mają słabe radary ograniczające zasięg rakiet. My na pewno nie będziemy mieli przewagi w powietrzu więc Bryzy też nie wskażą im celów. Cytując byłego szefa BBN gen. Stanisław Koziej ,,Powodem ograniczenia zasięgu pocisków NSM są działania i zaniechania Ministerstwa Obrony Narodowej, które nie zdołało zbudować systemowych rozwiązań w zakresie rozpoznania, pozwalających na wykorzystanie wszystkich parametrów pocisków NSM''

widłak
niedziela, 11 sierpnia 2019, 17:07

Rosja posiada na bałtyku 2 porty z czego jeden znajduje sie w odciętej od reszty kraju enklawie.Rosyjska Flota bałtycka jest mniejsza niż flota bałtyckich członków NATO. Cieśniny które łączą Bałtyk z morzem północnym są kontrolowane przez naszego sojusznika z NATO. Bałtyk nie jest 'wewnętrzną sprawą Rosji tylko akwenem który rosjanie skazani są na defensywę.

Andrettoni
niedziela, 11 sierpnia 2019, 12:39

Czy ktoś z miłośników super uzbrojonych okrętów (możne najlepiej pancerników albo minimum krążowników AEGIS) może mi wyjaśnić poco Stany Zjednoczone mają okręty patrolowe i dlaczego my ich nie powinniśmy mieć? Armia nie potrzebuje tylko czołgów, ale też ciężarówek, samochodów osobowych itd. Porównywanie jakiegokolwiek czołgu z samochodem terenowym nie ma sensu, bo czołg zawsze będzie lepiej uzbrojony. Tymczasem do patrolowania potrzebne są samochody a nie czołgi. Tak jak armia jednego i drugiego potrzebuje, tak i flota potrzebuje patrolowców. Szybkich nie z powodu walorów bojowych, tylko dlatego, że szybszy może patrolować większy obszar i może dogonić np. jakiś statek przemytniczy lub poszukiwać i uratować rozbitków. Na przykład ze zniszczonego większego okrętu wojennego, ale też z każdego statku cywilnego. Motorówki czy drony nie muszą bazować na dużych okrętach. Co ważne nas na nie stać i możemy je zbudować i budowę 1 czy 2 to w zasadzie można zlecić co roku za drobne, bo dla naszego kraju 50 czy 100 milionów to nie jest żaden problem. Budowa dużego okrętu wymaga planów długoletnich i dużych pieniędzy, których nie ma i nie należy się ich spodziewać przed zakończeniem zakupów nowych samolotów. Mając wybór albo nic albo patrolowce wybór powinien być prosty. Po zakończeniu dużych programów typu Wisła itd. Można myśleć o czymś większym. Cokolwiek by się nie działo patrolowce i tak się przydadzą do patrolowania granic. Dopiero w momencie zrozumienia faktów finansowych można dyskutować o przyszłym kształcie naszej floty. Kiedy piszę o okrętach minujących czy trałowcach (tu nie jest tragicznie) , to to one tez po prostu muszą być, szczególnie, że wypadałoby czymś zastąpić nasze Lubliny - ze względu na ekonomię. Lubliny są okrętami desantowymi i obecne ich wykorzystanie to "zapchajdziura". W dalszej kolejności uważam, że flota podwodna nawet mała jest bardziej dla nas skuteczna niż okręty nawodne. Ponieważ nowe technologie pozwalają na użycie dużych dronów podwodnych uzbrojonych w torpedy, a są one stosunkowo tanie, to zacząłbym od nich. Stać nas na kupno 1-2 rocznie bez "mega planów", bo cena jest podobna do patrolowców. Jedyny problem, to to, że to jest nowa technologia. Rezygnując z remontu jednego OP, który przypominam, że od dawna nie pływa, nikt go nie chce wyremontować i nie jest nowoczesny, a cały czas idą pieniądze na jego utrzymanie i wypłaty dla załogi możemy sfinansować wszystko o czym pisałem. Jest to jednak tylko opcja, bo patrolowce możemy kupować powoli nawet nie rezygnując z remontu tego OP. W przyszłości uważam, że obecne okręty będą przestarzałe jakichkolwiek byśmy nie kupili. Moja osobista opinia jest taka, że jeden klasyczny OP ale o nowoczesnej konfiguracji, która jeszcze nie istnieje będzie mógł dowodzić siecią kilku dużych uzbrojonych dronów podwodnych i docelowo to takie okręty powinniśmy nabyć, a nie te co mamy obecnie. OP o którym mówię powinien mieć centralę dowodzenia, która będzie koordynować symultaniczne ataki dronów oraz odbierać z nich dane sonarowe. Na dzień dzisiejszy nikt czegoś takiego nie ma. Czy powinniśmy postawić na nowoczesność czy powielać schematy?

ursus
niedziela, 11 sierpnia 2019, 16:13

Budżet nie jest z gumy, nawet amerykański. Różnica jest taka, że USA mają czym walczyć, a u nas jest "muzeum". Niestety nasza generalicja/admiralicja szuka raczej sprawdzonych technologii, więc trudno spodziewać się wyjątkowo przełomowej nowoczesności pozyskiwanego sprzętu. Lepiej pozyskać kilka okrętów do walki niż do patrolowania.

Andrettoni
środa, 14 sierpnia 2019, 21:41

Nie dostaniemy żadnego okrętu do walki( w najbliższym czasie), a remontu naszego OP nie chce się nikt podjąć. To nie jest pytanie czy chcesz lotniskowiec czy 100 patrolowców tylko pytanie czy chcesz kilka patrolowców czy nic. Jeżeli nie zrobimy nic to znajdziemy się w sytuacji gdy żaden nasz okręt nie będzie pływał, a załogi utracą swoje umiejętności. Trzeba sobie to uzmysłowić - mamy OP, który uległ awarii i nie pływa. Nikt nie chce podjąć się remontu, bo jest to po prostu niepewny złom. Okręt mimo, że nie może pływać i w razie wojny nie weźmie w niej żadnego udziału, to pochłania pieniądze na utrzymanie. Do tego nieużywany okręt ulega dalszemu niszczeniu, a załoga w wyniku braku po prostu pływania traci wartość bojową jako załoga. Nasza flota w dużej mierze składa się z okrętów w lepszym stanie, ale niewiele i zasadniczo są to okręty szkolne o zdolnościach bojowych niż okręty wojenne. Moim zdaniem każdy okręt, który pływa jest lepszy od takiego, który nie pływa, bo lepiej jest mieć 100 karabinów niż nie mieć 10 tysięcy. Pływający okręt wyrabia nawyki u załogi, która później może przejść na większy okręt. Jeżeli jesteś w stanie to napisz tutaj jaki "okręt do walki" lub kilka możemy pozyskać za 500 mln złotych. Mogą to być okręty podwodne, lotniskowce czy fregaty. Jest to kwota przeznaczona na remont, którego nikt nie chce zrobić i stosunkowo łatwo można by te pieniądze zagospodarować inaczej. Prawdopodobnie jak nie będzie chętnych na remont, to nasza pieniądze straci i pójdą np. na samoloty. Ktoś nawet może uznać, że to będzie dobre rozwiązanie.

say69mat
niedziela, 11 sierpnia 2019, 15:29

Kwestia patrolowania naszej strefy brzegowej jest zasadniczym zadaniem SG a nie MW. Stąd rozbudowa potencjału okrętów patrolowych dla tej formacji jest domeną MSWiA a nie MON. Podobnie w USA, US Coast Guard zajmuje się - ze swej natury instytucjonalnej - patrolowaniem wód przybrzeżnych. Z kolei USN dysponując potencjałem wsparcia, nie zajmuje się patrolowaniem wód przybrzeżnych. Tak na marginesie, SG na budowę morskiego komponentu może dostać wsparcie finansowe z UE w ramach realizacji zadań związanych z ochroną granic morskich UE. Ciekawe, czy do naszych decydentów tego typu opcja dotarła??? Czy też wolą opcję samowystarczalność???

say69mat
niedziela, 11 sierpnia 2019, 11:25

Czy komponent sił lądowych WP dysponuje potencjałem bojowym niezbędnym aby skutecznie osłonić porty morskie i tereny aglomeracji trójmiejskiej. Przed potencjalnym uderzeniem artylerii rakietowej, pocisków manewrujących i balistycznych z terenu z terenu Okręgu Królewieckiego??? Czy komponent sił morskich naszej MW dysponuje potencjałem bojowym niezbędnym, aby skutecznie osłonić porty morskie i tereny aglomeracji trójmiejskiej. Przed potencjalnym uderzeniem artylerii rakietowej, pocisków manewrujących i balistycznych z terenów Okręgu Królewieckiego??? Czy polski przemysł stoczniowy i zbrojeniowy dysponuje potencjałem niezbędnym do wyprodukowania okrętów powalających na zbudowanie bańki antydostępowej wokół portów morskich i terenów aglomeracji trójmiejskiej zamieszkałej przez circa 1,5 miliona osób??? To jakim to cudem Rząd RP zrezygnował z planów pozyskania australijskich okrętów klasy Adelaide. Wybierając projekt dokapitalizowania zakładu Bumar, realizującego program modyfikacji czołgów T72??? Czy zatem potencjał bojowy czołgów T72M, zmodyfikowanych przez zakłady Bumar, będzie w stanie zbudować bańkę antydostępową wokół półtora milionowej aglomeracji???

Nergal
niedziela, 11 sierpnia 2019, 09:43

Całe dekady Polska gospodarka, przemysł, hutnictwo, zbrojeniowka itp itd Jak więc można nadrobić takie, ( że tak powiem) zaniedbania w kilka lat.

hermanaryk
sobota, 10 sierpnia 2019, 22:32

Pan komandor chyba zapomina, że nam nie "grozi" co najwyżej wojna o sardynki, jak Meksykowi, w której patrolowce mogłyby coś zdziałać. Nam grozi poważniejszy konflikt wymagający większych jednostek zdolnych do samodzielnej obrony plot choć przez kwadrans. A co do nieustających dyskusji nt. uzbrojenia - skoro oficerowie MW nie potrafią wyartykułować niczego sensownego w tej materii, to czego mamy oczekiwać od polityków, którzy siłą rzeczy muszą się opierać na waszej wiedzy oraz inteligencji?

ursus
sobota, 10 sierpnia 2019, 17:36

Wg. mnie przy planowaniu floty należy zastanowić się na ile realna jest jej przeżywalność. Oznacza to, że należy zidentyfikować wszystkie potencjalne zagrożenia i zastanowić się jak im przeciwdziałać, a to nie takie proste zadanie. Moim zdaniem okręty nawodne powinny być bardzo silnie uzbrojone: - z OPL (nie tylko rakietową, ale także opartą o armaty i lasery), -z wyrzutniami torped -z co najmniej z jedną średnią armatą (a najlepiej gdyby kanonierka pozwalała dosięgnąć cele oddalone o ok. 150-200 km). Dodatkowo okręty te powinny posiadać: opuszczaną łódź motorową oraz lądowisko pozwalające przyjąć dron i śmigłowiec jednocześnie, rakiety manewrujące lub inne przeciw okrętowe. Jeżeli chodzi o okręty podwodne to chyba lepiej jest mieć więcej mniejszych, a ew. rakiety manewrujące wystrzeliwać z luków torpedowych. Podsumowując: nie uważam, by wielka flota patrolowców była dobrym pomysłem, bo szkoda zasobów.

aik
sobota, 10 sierpnia 2019, 22:31

przeczytales powyzszy tekst ze zrozumieniem...OPV to okret do pracy nie do parady kosztuje 100.000.000 zł i ma patrolowac wlasne wody mozna go dozbroic w np: CAMM plus dwa RBS-15 to nie problem ale tez wiekszy koszt.....fregata to koszt zaczynajacy sie od 1.000.000.000zł /okolo 300-400mln euro/ widzisz roznice?.....teraz pytanie czy latwiej zatopic 8-10 OPV czy jedna fregate...pomysl zanim zaczniesz pisac takie teksty???

ursus
niedziela, 11 sierpnia 2019, 15:49

Łatwość zatapiania nie jest wcale taka oczywista. Załogi słabiej uzbrojonych jednostek nie będą zbyt chętne do odstraszania znacznie mocniejszych okrętów. Dojdzie też kwestia nie małych kosztów eksploatacji, bo jednak ilość zrobi swoje w związku z czym, część okrętów może zostać skazana na wieczne cumowanie... . No i jeszcze kwestia zakupów - nasi decydenci (nie bez problemów) kupują raczej śladowe ilości sprzętu, więc wybór idzie bardziej w kierunku 2-3 fregat lub 3-4 okrętów OPV (a nie kilkudziesięciu) i każde inne rozstrzygnięcie będzie bardzo zaskakujące. Widzisz różnicę? MW dostanie prawdopodobnie tylko kilka jednostek na "odczepne", dlatego trzeba lobbować by były one możliwie mocne.

fox
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:25

bez względu na to czy nasi decydenci wpadną na pomysł budowania floty imperialnej czy też małej to i tak okręty patrolowe nam się przydadzą i to minimum 3. czas budowy takiej jednostki to około roku. realizacja całego kontraktu w naszej stoczni to 5 lat. to chyba wystarczająco żeby mieć w końcu "pomysła" jak ta nasza marynarka ma wyglądać, uwzględniając możliwości finansowe, koszt-efekt.

Gliwiczanin
sobota, 10 sierpnia 2019, 16:34

Czas budowy okrętów w stoczniach polskich jak i niemieckich czy innych może być podobny. Dlatego nie wiem po co piszesz, że czas budowy okrętu patrolowego zajmie rok, a u nas pięć lat? To że u nas budują jeden okręt np. ORP Ślązaka/Gawron strasznie długo to winna tylko wyłącznie polityków i obcinanie finansowania projektu, by uzyskać złudne oszczędności (zaoszczędzić w przeciągu paru lat, by potem przepłacić za gotowy okręt). Martwią mnie przeciągające się testy i brak oddania okrętu do służby może to oznaczać ponowny problem z wypłacalnością Mon. Za to przykładem szybkiej i skutecznej budowy jest ORP Kormoran. Tak swoją drogą ktoś powinien ponieść odpowiedzialność karną za niegospodarność. Przecież przez tych polityków nasze pieniądze z podatków poszły w błoto.

Hym108
niedziela, 11 sierpnia 2019, 12:44

mu chodzilo o to (chyba) ze 1rok to 1 statek. a 3 statki wraz z projektami i planami - razem zajma 5lat. co da czas na prsemyslenie co dalej na spokojnie.

Marek
sobota, 10 sierpnia 2019, 15:46

Flota imperialna dzisiaj to są lotniskowce, otręty desantowo-śmigłowcowe i tym podobne kolosy. Nikt nie budował floty imperialnej w czasach II RP. Nikt też nie zamierza ani nie zamierzał także budować tego typu floty dzisiaj. A o okrętach patrolowych można pomyśleć dopiero wtedy, kiedy w MW pojawią się już nawodne okręty uderzeniowe z prawdziwego zdarzenia.

MateuszS
niedziela, 11 sierpnia 2019, 12:25

Znając Polskie realia uprzemy się na "budowę w Polsce". A więc niestety trzeba sobie powiedzieć - na tą chwilę stocznie w Polsce nie są w stanie podjąć się budowy fregaty czy korwety ( integracja uzbrojenia, systemy walki), nie wybrano "Narwi".. A fregata i korweta roboty patrolowca nie zrobią. Prawda jest taka, że powinniśmy flotę rozwijać stopniami. Kończymy 3 Kormorany - wycofujemy WSZYSTKIE trałowce i okręty klasy Lublin. W międzyczasie wybieramy projekt patrolowca ( armata 127mm, 2 trytony, londowisko z hangarem, 8 kolorowa wyrzutnia krótkiego zasięgu plus radar morski) i produkcja 4-5sztuk. W czasie produkcji powtarzamy model z 4 korwetami, a w czasie produkcji korwet manewr powtarzamy z fregatami. W 15 lat uzyskamy zdolności produkcyjne dużych okrętów bojowych, budrzetu nie wysadzimy, a stocznie nauczą się jak prowadzić projekty..

Marek
wtorek, 13 sierpnia 2019, 16:57

MW została tak dokumentnie zapuszczona, że nie ma czasu na patrolowce. A patrolowce jak już to dla SG. Tylko nie ze śmiesznymi sikawkami na wodę, tylko uzbrojone tak, jak ma być uzbrojony OPV.

fox
sobota, 10 sierpnia 2019, 23:59

Flota imperialna to ironia do pomysłów które potrafią zapadać na górze.

Hektor
sobota, 10 sierpnia 2019, 10:33

Na nasze bałtyckie warunki, to jako okręty patrolowe spokojnie wystarczyłyby odpowiednio zmodyfikowane jednostki typu SAR 3000.

ito
sobota, 10 sierpnia 2019, 10:13

Rosyjskie patrolowce projektu 22160, ciut mniejsze, a standartowo uzbrojone i wyposażone podobnie jak "rivery", mają możliwość zamontowania wyrzutni torped ZOP, a także ewentualnie możliwość montażu pionowych wyrzutni "kalibrów"- więc chyba łatwo mogą stać się dostatecznie "bojowe"? Czyli może zacząć od budowy pełnomorskich patrolowców (ich przydatność w czasie pokoju, czyli przez co najmniej 95% czasu życia jest niekwestionowana), co da się zrobić, jak widać, za stosunkowo niewielkie pieniądze, a potem dywagować nad rozwijaniem ich możliwości bojowych- tym bardziej, że w warunkach bałtyckich w razie poważnego konfliktu ze skuteczną samoobroną kłopoty miałby nawet lotniskowiec, więc może na dywagacjach szczęśliwie się skończy.

BMW 291
sobota, 10 sierpnia 2019, 09:52

oj Panie Kmdr. jak to nasze "bojowe" fregaty nie mają "harpunów" .... te 6 sztuk w magazynie wyparowało....? no i przecież nasza wielka modernizacja PMW w ramach programu " zwalczania zagrożeń na morzu " (swoją drogą ciekawe że nie nazwy gestora jako marynarki wojennej ) spowodowała budowę ....holowników i niszczycieli min ....to chyba nie są specjalnie wielkie jednostki ....

Stp
sobota, 10 sierpnia 2019, 20:17

Ani nie było ich 6, ani nie wyparowały. Zostały zutylizowane zgodnie z procedurami parę lat temu. Trzeba czytać prasę tematyczną.

Stefan
sobota, 10 sierpnia 2019, 09:10

Patrolowce River II kosztują 180 mln zł... za koszt modernizacji t-72, można wystawić flotę 9 patrolowców...

Subrock
poniedziałek, 19 sierpnia 2019, 00:52

Proszę nie mylić ludzi i nie nazywać odmalowanie złomu modernizacją. Pozdrawiam.

danek199
sobota, 10 sierpnia 2019, 07:55

Nam potrzebne są okręty na Bałtyk, a nie na ocean, w służbie obcych

MateuszS
niedziela, 11 sierpnia 2019, 12:54

Patrolowce służą do patrolowania. I też są potrzebne. To tak jak dla czołgów potrzebne są BWPy, OPL, wsparcie z powietrza. Tak dla fragat potrzebne są okręty podwodene, okręty zaopatrzeniowe, korwety.. U nas pokutuje takie PRLowskie ' moja wizja jest najmojsza' i kłócimy się o to których okrętów potrzebujemy bardziej. A bardziej potrzebujemy wszystkich okrętów. PS Wycofajmy lubliny - desantów nie planujemy. Co roku zaoszczędzi się kilka milionów.

Marek
sobota, 10 sierpnia 2019, 15:49

Dlatego minimum to coś na pograniczu korwety i fregaty z sensownym OPL.

Andrettoni
piątek, 9 sierpnia 2019, 22:09

W porównaniu z naszym zrujnowanym OP z niedawnego artykułu, którego nikt nie chce remontować za 500 ml mielibyśmy 10 okrętów. Może nie tak groźnych, ale mogłyby być w 10 miejscach jednocześnie. Gdyby jeszcze te okręty wybudowano w Polsce, co jest w zasięgu naszych możliwości i gdybyśmy w porozumieniu z USA nabyli z 10 dużych uzbrojonych dronów podwodnych i do tego ze 4 szybkie okręty minujące, to za 10 lat moglibyśmy zacząć sami budować większe okręty. Na dzień dzisiejszy mamy skansen i składnicę złomu. Nie potrzebujemy dużej floty tylko floty mającej realne możliwości i spełniającej na początek minimum potrzeb. Minimalne potrzeby to patrolowanie, minowanie, rozminowywanie i akcje ratownicze. Wszystkie okręty powinny być małe, szybkie i nowoczesne. Dalsza rozbudowa powinna być dokonywana w sposób planowy i przemyślany. np. małe okręty rakietowe. Dopiero wtedy powinniśmy myśleć o fregatach, OP czy większych jednostkach. Nasz aktualny przeciwnik nie jest państwem morskim i nie posiada silnej floty, a jeśli ta flota wyszłaby w morze to szybko zatonie. Desant Lublinami płynącymi z prędkością 17 węzłów jest tak samo realny ze strony rosyjskiej co i z naszej. Takie okręty są dobre do wysłania wojska ekspedycyjnego gdzieś do Afryki, a nie do nagłych ataków.

Marek
sobota, 10 sierpnia 2019, 14:01

Przykro mi, ale era szybkich i małych okrętów odeszła w niebyt. Teraz to są tylko pływające cele, na które szkoda pieniędzy. Jak chcesz flotę na miarę naszych potrzeb, to musisz mieć co najmniej okręty na pograniczu bardzo dużej korwety, albo małej fregaty. Odpowiednio uzbrojone.

Stp
sobota, 10 sierpnia 2019, 20:21

@Marek A jakie są te nasze potrzeby? Bo może od tego trzeba wyjść. Jak chcę kupić samochód to najpierw ustalam po co mi on, a nie kupuję Smarta, albo trójosiowy ciągnik siodłowy.

Marek
wtorek, 13 sierpnia 2019, 17:04

Podobne do tych jakie w sąsiedztwie mają Szwedzi i Finowie. A ani jedni ani drudzy nie chcą już mieć nowych do niczego się nie nadających malutkich okrętów.

Andrettoni
sobota, 10 sierpnia 2019, 17:28

To twoja opinia, a ja mam inną. Taka flota nie przyda się do walki, ale do pilnowania granicy na co dzień już tak i do podtrzymania wyszkolenia załóg. Jak zobaczysz płynący ponton to wyślesz do kontroli trałowiec płynący 17 węzłów czy fregatę? Dla twojej informacji to granice morskie powinny patrolować okręty, które są szybkie i tanie w utrzymaniu. Na co dzień takie okręty nie walczą, tylko kontrolują, natomiast w razie wojny mogą powiadomić o zbliżaniu się wroga zanim wejdzie w zasięg radarów na brzegu, a to oznacza sprawne użycie naszych rakiet oraz informację gdzie wysłać wojsko do odparcia desantu. Lepiej jest mieć 10 godzin na reakcje niż 2 czy nawet 5. W razie operacji NATO takie okręty tez mogą być przydatne do kontroli podejrzanych statków i walki z piratami, a w razie potrzeby dostaną odpowiednie wsparcie choćby z lotniskowca. Najważniejsze jest jednak to, ze na takie okręty nas stać i możemy je mieć szybko, a co ważniejsze możemy je zbudować sami i wyposażyć w to co posiadamy. Jeżeli nasze programy zbrojeniowe zadziałają, to za 10 lat możemy pomyśleć o większych okrętach wyposażonych w nowe uzbrojenie, np. rakiety plot średniego zasięgu, które możemy za 10 lat robić sami. Nawet wtedy małe okręty będą przydatne do patrolowania, a główna flota będzie mogła w zgrupowaniu wykonywać poważniejsze zadania. Nie wiem dlaczego wszyscy się skupiają na super uzbrojonych okrętach wojennych? Flota wykonuje rożne zadania i walka to tylko jedno z tych zadań. Na co dzień mamy prozę życia polegająca na patrolowaniu i akcjach ratowniczych oraz poszukiwawczych. Powinniśmy też dbać o swoja gospodarkę, a nie ciągle kupować za granicą. Im będziemy bogatsi tym silniejsi - wystarczy spojrzeć na ChRL - w żadnej dziedzinie nie przodują, ale wszystko robią sami i dzięki temu są druga potęga po USA. A może przykład Amerykanów czy Rosji? Czy te kraje kupują uzbrojenie czy je eksportują? Kraj, który ma aspiracje powinien produkować sam i to nie na miarę swoich potrzeb, tylko możliwości. Te możliwości powinny być sukcesywnie powiększane, ale trzeba zaczynać od tego co potrafimy zrobić i na co nas stać.

say69mat
niedziela, 11 sierpnia 2019, 11:47

Tak na marginesie, jaka jest dzielność morska - czyli zdolność realizacji zadań bojowych - małych okrętów w niesprzyjających warunkach atmosferycznych??? Czyli mamy silny wiatr 50 -70 km/h, generujący wysoką 'ostrą' falę 4-10m. Co jest standardem dla okresu jesień - zima - wiosna w akwenie M. Bałtyckiego.

SOWA
niedziela, 11 sierpnia 2019, 01:22

Małe, szybkie okręty bojowe w naszych warunkach mogą być przydatne przy wsparciu OPL z lądu. Jednak jest to dyskusyjne rozwiązanie. Nie oszukujmy się budżet MON jest ograniczony. Natomiast wyposażenie średniej korwety to spory wydatek. W dodatku obecnie nie ma ani jednej korwety na rynku która może samodzielnie, skutecznie odeprzeć atak z kilku kierunków. Zawsze są ograniczenia związane z jakością systemów elektronicznych lub ilości przenoszonego uzbrojenia. Wkrótce dojdą odrzutowe bsl klasy Valkyrie za 2-3 miliony dolarów i skończą się korwety na sadzawkach typu Bałtyk. Na Bałtyku jest obecnie miejsce tylko dla dronów i wyspecjalizowanych robotów. Kto tego nie rozumie musi się liczyć z tym, że zmierzamy w kierunku pięknej narodowej klęski.

Pim
sobota, 10 sierpnia 2019, 11:03

Takie okręty są dobre do działań w ramach NATO, o ile się nie obrazimy i nie trzaśniemy drzwiami... Do działania na Morzy Śródziemnym, rogu Afryki i kilku miejscach prosty okręt z pojemnym kadłubem i prostej konstrukcji ma sens. W końcu najintensywniej eksploatowany okręt naszej MW to Czernicki. Fregata napędzana tubinami gazowymi z 200 osobową załogą może się uganiać za łodziami somalijskich piratów, przemytnikami na Morzu Śródziemnym itp... tylko to kosztowny bezsens. OPV ma jedną zaletę. Można go zbudować w miarę szybko, o ile nie w kraju. Ważne by zdążyć przed rozszczelnieniem się ze starości zaworów dennych w naszych okrętach. Jak zabierzemy się za budowę fregaty, to po doświadczeniach Ślązaka budowa będzie trwać 25 lat i powstanie najdroższa fregata w historii. Przepraszam za pesymizm.

Bobi
sobota, 10 sierpnia 2019, 08:46

Ale kto by wspierał Amerykanów w ich awanturach na dalekich akwenach.

Marek
sobota, 10 sierpnia 2019, 15:53

Bo jak sama nazwa wskazuje , francuski duży Gowind albo BELH@RRA powstały po to żeby wspierać Amerykanów na dalekich akwenach.

Tak myślę
piątek, 9 sierpnia 2019, 23:24

"Wszystkie okręty powinny być małe, szybkie i nowoczesne" także okręty podwodne. 4-5 takich by nam się przydało i wystarczyłoby. Zwykle jeden będzie w naprawie, drugi w przeglądach i konserwacji a 3 pływają https://www.defence24.pl/koreanski-miniaturowy-okret-podwodny-dla-tajlandii

Gawron
piątek, 9 sierpnia 2019, 20:25

Nasz Gawron juz po probach morskich PŁYWA

Konfederacja
piątek, 9 sierpnia 2019, 20:14

Pozwólcie, że was oświecę. Polsce jako państwu bez niepodległości po prostu "nie wypada" mieć Marynarki Wojennej, ani dobrego Wojska Polskiego. W takich bananowych republikach jaką jest III RP, występuje co najwyżej zjawisko "kamizelki wojennej" i taką własnie widzicie. Nie możecie się dziwić, moi kochani, że kamizelka na którą patrzycie, zupełnie nie przypomina marynarki, bo tą są dwie róże rzeczy. Chcecie mieć Marynarkę Wojenną ? No to czas zawalczyć o niepodległość, po prostu ...

Tak myślę
piątek, 9 sierpnia 2019, 23:20

Brawo! 100/100

Tabarttab
piątek, 9 sierpnia 2019, 23:11

Pełna zgoda. Dodam tylko ze mi to wyglada na pewien plan utrzymania środkowe Europy w bezsilności aby nie zaogniać stosunków z Rosją. Tutaj nasuwa się pytanie czy aby nie było to częścią ustaleń przy rozpadzie ZSRR. Niedola kolejnych ekip po 89 jest tutaj przykładem i pokazuje ze albo mamy związane ręce albo u władzy są obce Polsce rządy:( płakać się chce.

Yugol
sobota, 10 sierpnia 2019, 18:39

Spoko spoko wszystko jest pod kontrolą!

Jarpako
piątek, 9 sierpnia 2019, 19:55

Uważam, że dokładne próby naszych okrętów wyeliminują usterki w czasie zadań bojowych, a nasza sytuacja geopolityczna jest zupełnie inna niż państw wymienionych w artykule. Proszę zresztą sprawdzić czy jednostki wykonane w Meksyku i zwodowane są zdolne do zadań bojowych. Zresztą czytam Państwa pismo i uważam, że mało podajecie faktów pozytywnych z naszego wojska. Jak np. przy braku wojskowej służby zasadniczej trafność powołania Wojsk Obrony Terytorialnej jako uzupełnienia jednostek liniowych, a produkowane u nas uzbrojenie jest choćby dokładniej wykonane. Sprawdzone w walce np. ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze "Igła" w Gruzji. Więcej pozytywów panie i panowie redaktorzy.

gello
piątek, 9 sierpnia 2019, 23:38

Bajki. W bazie w Dęblinie nie działa nawet system ochrony ( ktoś kable przerwał). W Malborku migi przestawia się po płycie żeby ładnie na zdjęciach satelitarnych wyglądały. WOT to porażka. Lekka piechota w dzisiejszych czasach to głupota. Marynarka wojenna nie istnieje. Kto normalny robi przetarg na 50 letni OP. A Gruzja to piorun nie igła. Potrzebujemy jakichkolwiek okrętów byle nie z państwowych stoczni np. powiększony przedłużony Kormoran bez pędników kierunkowych a z NSM i jakaś obroną p.lot

Jarpako
sobota, 10 sierpnia 2019, 00:23

W Gruzji to była mocno zmodernizowana 9K38 "Igła"o nazwie Grom - gruzini zestrzelili 9 samolotów na ogółem 21 w tej wojnie(ma rację Olo, a rosjanie mogą się obrazić na pm mors polski przedwojenny pistolet maszynowy- zrobili z niego ppsz-ę i karabin polski przedwojenny ppanc.Ur, zrobili rusznicę). A WOT to nie jest lekka piechota i nie działa samodzielnie na froncie - poczytaj trochę "gello". To po co "durni niemcy" utworzyli już w 2013 Kommando Territoriale Aufgaben, napisz do nich niech je rozformują.

Davien
sobota, 10 sierpnia 2019, 15:46

Panie jarpako, akurat pm PPSz bazował na fińskim Suomi a nie na Morsie , natomiast co do PTRD to jedynie zamek i to w wersji uproszczonej skopiowano z Ur-a , PTRS nie miał natomiast nic wspólnego z Ur-em

Olo
piątek, 9 sierpnia 2019, 23:30

czy masz na myśli 9K38 "Igła"? oj, bo Rosjanie się obrażą :))))

Dobromir
piątek, 9 sierpnia 2019, 22:37

Wyrzutnie "Igła"?

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama