Reklama
Reklama

Amunicja naprowadzana laserowo. Czy polski „bóg wojny” pozostanie ślepy?

7 maja 2019, 12:08
Zdj 2015 ammo Mesko
Od kliku lat polski przemysł prezentuje w swojej ofercie amunicję naprowadzaną laserowo, która nie jest jednak zamawiana przez MON. Fot. M.Dura

Zawarty w 2016 roku ze spółką MESKO kilkuletni kontrakt na dostawę 1300 rakiet i 420 wyrzutni przeciwlotniczych zestawu bliskiego zasięgu „Piorun” to dobry przykład, jak przez właściwe decyzje Ministerstwo Obrony Narodowej może zapewnić polskiemu przemysłowi stałe finansowanie, a polskiej armii nowoczesne systemy uzbrojenia. W podobny sposób powinno się również podejść do zamówienia opracowanej w Polsce amunicji naprowadzanej laserowo oraz podświetlaczy laserowych. W przeciwnym przypadku polski przemysł straci zdolność do produkcji, a zakupy trzeba będzie zrealizować za granicą, w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

Umowa podpisana przez Inspektorat Uzbrojenia z firmą MESKO S.A. 20 grudnia 2016 roku zakładała dostawę do 2022 roku za 932 milionów złotych: 420 wyrzutni i 1300 rakiet przenośnych, przeciwlotniczych zestawów rakietowych „Piorun” (klasy MANPADS). Dzięki tak zawartemu kontraktowi przemysł ma możliwość realizacji z odpowiednim wyprzedzeniem procesu zakupów komponentów, utrzymywania co najmniej do 2022 roku całego ciągu produkcyjnego (z zatrudnieniem), jak również kontynuowania badań i dalszego rozwoju potrzebnych technologii.

Decyzja podjęta przez MON w 2016 roku ma również pozytywny wpływ na wojsko, które otrzymuje bardzo potrzebne system uzbrojenia nie doraźnie, w trybie alarmowym, w ramach jednorazowych zakupów, ale systematycznie i dużymi partiami. Przyśpieszy to i usystematyzuje modernizację sił przeciwlotniczych polskiej armii, jak również uprości później eksploatację zestawów „Piorun”. Nie będzie ich bowiem trzeba np. modernizować lub wycofywać bardzo dużymi partiami, a będzie można ten proces rozłożyć na lata.

image
Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun. Fot. M.Dura

Pośrednim, pozytywnym efektem takiego podejścia Ministerstwa Obrony Narodowej są nowe zdolności, które przemysł uzyskuje realizując wieloletnie zamówienia. Ich wykorzystanie będzie jednak możliwe tylko wtedy, gdy pojawią się kontrakty zawarte w taki sam sposób, jak w przypadku „Piorunów”. Dobrym tego przykładem jest amunicja precyzyjna naprowadzana laserowo, której produkcja może bardzo szybko zostać uruchomiona w Polsce. Decyzja MON w tej sprawie nadal nie została jednak podjęta.

Po co polskiej armii amunicja precyzyjna?

Doktryna połączonego wsparcia ogniowego (Joint Fire Support) zakłada skoordynowane i zintegrowane użycie wszystkich rodzajów uzbrojenia, w tym przede wszystkim broni precyzyjnej lotnictwa, marynarki wojennej oraz wojsk lądowych. W Polsce ta doktryna nie jest jednak powszechnie wdrażana, a w nierakietową amunicję precyzyjną nadal są wyposażone tylko Siły Powietrzne. I nic nie wskazuje na to, by coś w tej sytuacji mogło się szybko zmienić.

Ta ocena dotyczy również uzbrojenia rakietowego. Teoretycznie poza lotnictwem posiadają je zarówno Marynarka Wojenna, jak i Wojska Lądowe (po wprowadzeniu: rakiet przeciwokrętowych RBS-15 na małych korwetach typu Orkan, rakiet przeciwokrętowych NSM w Morskiej Jednostce Rakietowej oraz zakupieniu systemu „ziemia-ziemia” HIMARS). Wsparcie ogniowe za pomocą bardzo drogich pocisków, wyspecjalizowanych w zwalczaniu nowoczesnych okrętów (RBS-15 i NSM), powinno być jednak traktowane jako ostateczność i tylko w odniesieniu do bardzo ważnych, nieruchomych obiektów. Natomiast ilość i koszt kupionych rakiet HIMARS na pewno nie pozwoli na ich powszechne wykorzystanie do bezpośredniego wspierania walczących jednostek Wojsk Lądowych.

Takie zadanie można wykonywać obecnie jedynie z pomocą artylerii precyzyjnej, jednak stosującej pociski: jak najtańsze, dostępnej w jak największej ilości i najlepiej produkowane w kraju. Ponieważ nie ma szans, by Polska uzyskała pełną autonomię w produkowaniu amunicji naprowadzanej za pomocą GPS, polski przemysł skupił się na amunicji naprowadzanej laserowo.

Pocisk tego rodzaju po odpaleniu nakierowuje się na cel najpierw inercyjnie, a w końcowej fazie na promieniowanie laserowe z „oświetlacza”, odbite bezpośrednio od tego celu. By było to możliwe, już w czasie lotu odstrzeliwana jest owiewka nosowa (odsłaniając czujnik promieniowania laserowego). Zadaniem specjalistów i systemów naprowadzania jest wprowadzenie takich samych kodów sygnału laserowego w „oświetlaczu”, jak w pocisku oraz włączenie „oświetlacza”, gdy ten pocisk znajduje się 2-3 km od atakowanego celu.

Jak się okazuje polski przemysł jest w o tyle dobrej sytuacji, że posiada zarówno możliwości zaprojektowania jak i uruchomienia produkcji tego rodzaju amunicji. Nie jest to jednak w Polsce uważane za priorytet.

image
Przyrząd dalmierczo-rozpoznawczy APDR w wariancie wykorzystywanym w Wojskach Lądowych – z dalmierzem, ale bez zintegrowanego, laserowego podświetlacza celu. Fot. M.Dura

Tymczasem tylko amunicja precyzyjna pozwala na jak najszybsze zniszczenie wskazanego obiektu, jak najmniejszym kosztem i przy jak najbardziej ograniczonych stratach ubocznych (warunek koniczny podczas działań prowadzonych np. w rejonie zurbanizowanym). Oczywiście w Wojskach Lądowych wprowadzono specjalność wysuniętego obserwatora artyleryjskiego WOA. Jednak w odróżnieniu od specjalistów JTAC (wysuniętych nawigatorów naprowadzania lotnictwa) i członków Taktycznych Zespołów Kontroli Obszaru TACP (Tactical Air Control Party) w Siłach Powietrznych, działalność polskich WOA praktycznie niczym nie różni się obserwatorów w czasie II wojny światowej – poza środkami łączności i obserwacji. W odróżnieniu od JTAC nie są więc oni wyposażani w „oświetlacze” laserowe (laser target designator), a w większości przypadków jedynie w artyleryjskie przyrządy dalmierczo-rozpoznawcze APDR w wersji dysponującej wyłącznie dalmierzami laserowymi.

image
Naziemny laserowy oświetlacz celów GLTD III będący na wyposażeniu specjalistów sił powietrznych z Taktycznych Zespołów Kontroli Obszaru TACP. Fot. M.Dura

Jest to o tyle logiczne, że polska artyleria lufowa nie posiada amunicji naprowadzanej laserowo (w tym nowe samobieżne armatohaubice „Krab” kalibru 155 mm i samobieżne moździerze „Rak” kalibru 120 mm), a wieloprowadnicowe zestawy rakietowe ognia salwowego takie jak WR-40 „Langusta”, BM-21 „Grad” i RM-70 nadal wykorzystują tylko niekierowane pociski rakietowe (kalibru 122 mm). A przecież dla wszystkich tych systemów ogniowych można w Polsce opracować i wyprodukować amunicję precyzyjną. Można również uruchomić produkcję podświetlaczy laserowych, których konstrukcja pozwala obecnie zarówno na wskazywanie celu dla bomb i rakiet, jak też dla pocisków artyleryjskich i moździerzowych.

image
Produkowane w Polsce niekierowane pociski rakietowe M-21 FENIKS HE można przerobić siłami polskiego przemysłu na amunicję kierowaną. Fot. M.Dura

Oczywiście jest prawdą, że amunicja precyzyjnego rażenia (APR) jest znacznie droższa od standardowych pocisków. Tą cenę rekompensuje jednak z nawiązką większa celność. Analizy wykazały, że 16 pocisków precyzyjnego rażenia pozwala na uzyskanie takiego samego efektu jak 800 nowoczesnych, standardowych pocisków kalibru 155 mm. Automatycznie daje to możliwość ponad dziesięciokrotnego skrócenie czasu wykonania zadania, dzięki czemu po zakończeniu prowadzenia ognia, zestawy rakietowo-artyleryjskie mogą szybciej opuścić stanowisko ogniowe uciekając przed kontrostrzałem.

Mniejsze zużycie amunicji to również mniejsze koszty zabezpieczenia logistycznego (związane np. z przechowywaniem pocisków i ich dostarczaniem do walczących baterii) oraz mniejsze straty uboczne po stronie przeciwnika (co ma szczególnie istotne znaczenie podczas misji ekspedycyjnych i działań obronnych na własnym terytorium). Amunicja precyzyjna jest przy tym wielokrotnie tańsza w działaniu od precyzyjnego uzbrojenia rakietowego lub „ataku lotniczego” i z tego powodu może być powszechnie wprowadzana i wykorzystywana nawet do wspierania działań najmniejszych pododdziałów. Dodatkowo jest trudniejsza w zwalczaniu.

To właśnie dzięki tym cechom amunicja precyzyjna jest często uznawana za taktyczną broń odstraszania. Przeciwnik mający świadomość obecności pocisków naprowadzanych laserowo musi bowiem działać ostrożniej i wolniej, a to daje więcej czasu na zorganizowanie skutecznej obrony. Dodatkowo wykorzystując powszechnie wprowadzane „oświetlacze laserowe" Polska może liczyć na natychmiastowe wsparcie lotnictwa NATO, które dokonywałoby precyzyjnych uderzeń na cele wskazywane przez polskich żołnierzy. Dotarcie pomocy ze strony jednostek lądowych NATO będzie wymagało o wiele więcej czasu.

image
Naziemny laserowy oświetlacz celów GLTD II z Przenośną Kamerą Podczerwieni SeeSpot III będące na wyposażeniu specjalistów sił powietrznych z Taktycznych Zespołów Kontroli Obszaru TACP. Fot. M.Dura

Amunicja precyzyjnego rażenia APR 155

Zaawansowane prace nad amunicją precyzyjnego rażenia w Polsce rozpoczęły się formalnie dopiero w 2009 r. To właśnie wtedy konsorcjum składające się z Wojskowej Akademii Technicznej, Zakładów Mechanicznych MESKO S.A. i Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowego Telesystem - Mesko Sp. z o.o. Sp. z o.o. z Lubiczowa pod Warszawą zaproponowało ówczesnemu dowódcy Wojsk Lądowych wprowadzenie na uzbrojenie amunicji artyleryjskiej naprowadzanej laserowo:

  • pocisków: kalibru 120 mm dla moździerzy;
  • pocisków kalibru 122 mm dla haubic 2S1 Goździk;
  • pocisków kalibru 152 mm dla haubicoarmat Dana;
  • pocisków kalibru 155 mm dla haubicoarmat Krab.

We wrześniu 2012 r. spółka Telesystem – Mesko otrzymała zamówienie od ZM MESKO na przeprowadzenie trzech prac badawczo-rozwojowych, które dotyczyły:

  • laserowej głowicy śledzącej dla amunicji kalibru 120 mm moździerza Rak (APR 120);
  • laserowej głowicy śledzącej dla amunicji kalibru 155 mm haubic Krab i Kryl (APR 155);
  • laserowego podświetlacza celu (LPC) dla obu tych systemów artyleryjskich.

W celu przyśpieszenia programu i ze względu na brak doświadczeń w projektowaniu tego rodzaju pocisków założono, że bazą dla nich będzie amunicja opracowana już na Ukrainie. W przypadku APR 155 zastosowano pewne rozwiązania i ideę działania z pocisku artyleryjskiego „Kwitnik” spółki Progress (według Rosjan był on opracowany na bazie rosyjskiego pocisku 30F39 „Krasnopol”, według Ukraińców było zupełnie odwrotnie). Inna sytuacja była w odniesieniu do pocisku moździerzowego APR 120 naprowadzanego laserowo, który nie miał swojego odpowiedniego na Ukrainie. Z tego powodu był on opracowywany od początku przez polskich inżynierów i ukraińskich specjalistów z zakładów Łucz.

image
Ukraiński pocisk artyleryjski naprowadzany laserowo „Kwitnik-E”. Fot. M.Dura

Takie prace projektowe były również potrzebne w przypadku APR 155, ponieważ jak się okazało „tylko” trzymilimetrowa różnica pomiędzy kalibrem 155 mm (jakie mają polskie armatohaubice Krab) i 152 mm (do jakiego był przygotowywany „Kwitnik” na Ukrainie) przekładała się na przeciążenia większe nawet o kilka tysięcy G. Ukraińscy inżynierowie musieli więc przeprojektować swój pocisk (optymalizując m.in. rozkład mas oraz aerodynamikę) i odsprzedali Polsce dokumentację amunicji już dla kalibru 155 mm. Dokumentacja ta obejmowała również projekt głowicy naprowadzającej, co świadczy o wadze, jaką Ukraińcy przywiązują do współpracy z polskim przemysłem.

O ile jednak sama „mechanika” pocisku mogła zostać zaadoptowana w „docelowym” APR 155, to polscy konstruktorzy i inżynierowie nie skorzystali z ukraińskich rozwiązań jeżeli chodzi o ogólnie pojętą „elektronikę” pocisku, pozostawiając tylko ogólny zamysł systemu naprowadzania. Dzięki tym zmianom, już polskie, cyfrowe systemy elektroniczne mogą np. absorbować kody natowskie (czego w ukraińskich pociskach z wiadomych powodów nie można było robić). O wadze sukcesu polskich konstruktorów może świadczyć fakt, że doświadczony w tej dziedzinie, ukraiński przemysł nadal nie ucyfrowił swoich głowic naprowadzania. Tymczasem Polacy zmienili również całkowicie układ optyczny i detektory, zbudowali własnego „autopilota”, jak również zupełnie obok opracowali, oparty na krajowych doświadczeniach, laserowy podświetlacz celu.

Efekty tych działań zostały później sprawdzone - początkowo na Ukrainie, ponieważ Polska nie posiada stanowisk testowych sprawdzających układy przy przeciążeniach o wartości 10000 G (a więc takie, jakie działają na pocisk kalibru 155 mm). Już podczas pierwszych prób okazało się, że polskie, cyfrowe rozwiązania bez problemu przetrwały badania, co wzbudziło zdziwienie i podziw doświadczonych, ukraińskich specjalistów.

Podobnym sukcesem były faktyczne strzelania poligonowe. Prototypowe pociski APR 155 mm były m.in. wystrzelone 18 listopada 2016 r. na odległość ponad 15,3 km. Pomimo bardzo silnego, ponadnormatywnego wiatru udało się nimi trafić w cel o rozmiarach 2x2 m z odchyleniem 0,3 m i 0,6 m od punktu celowania (podświetlacz znajdował się 500 metrów od celu). Wykorzystywano wtedy jeszcze ukraińską, półaktywna głowicę naprowadzająca 9E421 - współpracującą z polskim podświetlaczem celu LPC-1 w tzw. trybie neutralnym.

image
Naprowadzany laserowo pocisk artyleryjski APR 155 kalibru 155 mm. Fot. M.Dura

Wersja operacyjna pocisków APR 155 ma już jednak otrzymać opracowaną i przebadaną strzelaniem polską, programowalną, cyfrową głowicę samonaprowadzającą, wraz z krajowym układem detekcji. Pozwoli to na zastosowanie wiązki kodowanej, zgodnie z normami NATO. Firmy uczestniczące w programie jeszcze w 2018 r. składały deklarację, że będą gotowe do uruchomienia produkcji seryjnej jeszcze w 2020 roku.

Zgodnie ze standardowym podziałem kompetencyjnym w tego rodzaju pracach, wykonaniem elementów głowicy naprowadzającej „współdziałającej” z laserem zajmuje się Centrum Rozwojowo Wdrożeniowe Telesystem-Mesko natomiast wykonawcą części napędowej pocisku i głowicy bojowej jest spółka MESKO. Paliwo dla dodatkowego napędu opracowała spółka GAMRAT, natomiast ośmiokilogramowy ładunek materiału wybuchowego – spółka NITRO-CHEM. Całość ma ważyć około 48 kg i mieć zasięg planowany ponad 20 km.

Amunicja precyzyjnego rażenia APR 120

Na nieco dalszym etapie prac rozwojowych w polskim przemyśle znajduje się amunicja precyzyjna APR 120 przeznaczona przede wszystkim dla samobieżnego, automatycznego moździerza „Rak”. Pocisk o wadze 16,8 kg, długości 800 mm i średnicy 120 mm w wersji „przeciwpancernej” ma służyć do precyzyjnego niszczenia celów opancerzonych na maksymalnej odległości do 8 km atakując je z górnej półsfery (opancerzenie części stropowej wież i korpusów podwozi wozów bojowych jest najczęściej najsłabsze). Z tego powodu APR 120 posiada jednostopniową głowicę z wkładką kumulacyjną z osiągami „satysfakcjonującymi” stronę wojskową. Rozpatrywana jest również możliwość zbudowania odłamkowo-burzącej wersji tego pocisku.

Prace konstrukcyjne w przypadku APR 120 były trudniejsze niż w przypadku APR 155, który został oparty na już „latającej” amunicji ukraińskiej kalibru 152 mm. Tymczasem APR 120 był od początku opracowywany przez polskich i ukraińskich specjalistów. Przy czym strona polska wzięła na siebie zaprojektowanie części „elektroniki” w układzie przednim granatu, natomiast Ukraińcy mieli się zająć sterowaniem.

Początkowo próbowano wprowadzić rozwiązanie podobne do układu aerodynamicznego naprowadzania w linii wizowania wykorzystywanego w bombach lotniczych. Próby wykazały jednak, że przeszkodą dla tego rodzaju układu jest ograniczona długość pocisku (do około 800 mm), który zgodnie z założeniami polskiej armii musiał się zmieścić do „automatu” ładowania moździerza Rak.

image
Naprowadzany laserowo pocisk moździerzowy APR 120 kalibru 120 mm. Fot. M.Dura

Polacy zaproponowali więc opracowanie projektu układu naprowadzania opartego o układ inercyjny, w którym to pocisk stał się sam pewnego rodzaju „żyroskopem” i w którym „unieruchomiono” układ optyczny (ze zmianą jego konstrukcji). Pocisk APR 120 stał się w ten sposób polsko – ukraińskim opracowaniem, który nie ma swojego odpowiednika na świecie. Jedynie Izrael informował o posiadaniu amunicji moździerzowej strzelanej w ten sposób (nie wyposażonej w żyroskop, a sterowanej „elektronicznie”), w której jednak w odróżnieniu od polskiego rozwiązania specjalnie zatrzymuje się rotację pocisku.

W APR 120 udało się nie tylko ustabilizować lot, ale również nakierować go w kierunku światła laserowego. Jeżeli polsko-ukraiński układ naprowadzania przejdzie teraz pozytywnie serię testów ogniowych w już gotowych pociskach, to będzie można rozpocząć produkcję moździerzowej amunicji naprowadzanej laserowo nawet w 2021 roku.

Przeciwpancerny pocisk rakietowy „Pirat”

Kiedy w Polsce powstała koncepcja budowy lekkiego (ręczny sposób użycia), naprowadzanego laserowo przeciwpancernego pocisku rakietowego „Pirat” to zakładano, że ma on wypełnić lukę między granatnikami i pociskami przeciwpancernymi Spike. Bardzo ważna miała być również stosunkowo niska cena.

Nad nowym zestawem uzbrojenia przeciwpancernego pracuje zespół, w skład którego wchodzą: MESKO S.A. (jako główny wykonawca), Centrum Rozwojowo Wdrożeniowe Telesystem-Mesko oraz Wojskowa Akademia Techniczna. Przy czym w pracach wykorzystano doświadczenia ukraińskiej spółki KKB Łucz przy rozwijaniu przeciwpancernych pocisków kierowanych R-3 systemu „Korsar” oraz implementowano rozwiązania wprowadzone w bloku naprowadzania przeciwlotniczego przenośnego zestawu rakietowego „Grom”.

image
Ukraiński przeciwpancerny zestaw „Korsar” z pociskiem kierowanym R-3. Fot. M.Dura

Ta implementacja była konieczna, ponieważ pocisk systemy „Korsar” zalicza się do klasy „beamriderów”, a więc rakiet naprowadzanych w wiązce laserowej LOSBR (Line-Of-Sight Beam Riding). „Pirat” ma być natomiast naprowadzony na promieniowanie laserowe odbite od celu, pochodzące od oświetlaczy laserowych. O ile więc w przodzie ukraińskiej rakiety R-3 jest prekursor, to w mającym podobny korpus „Piracie” znajduje się tam głowica naprowadzająca. Zgodnie z założeniami pocisk „Pirat” ma ważyć około 10,1 kg, mieć średnicę 107 mm i długość 1180 mm. Będzie on przenoszony i przechowywany w kontenerze o wadze około 3,4 kg.

Dotychczasowe badania poligonowe wykazały, że maksymalny zasięg „Pirata” to około 2,5 km (czas lotu to tylko 12 s). Obecnie prace skupiają się na pocisku z kumulacyjną głowicą przeciwpancerną o wadze około 2,5 kg, która ma potwierdzoną testami przebijalność 500 mm RHA (nadaje się więc do niszczenia starszych typów czołgów, bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych). W wersji docelowej „Pirat może być produkowany także z głowicą odłamkowo-burzącą oraz termobaryczną. Zgodnie z założeniami ma to być pocisk przystosowany również do użycia z wykorzystaniem podświetlania celu z bezzałogowych aparatów latających.

Pomimo, że prace nad samą wyrzutnią są jeszcze w toku spółka MESKO deklarowała, że jest w stanie uruchomić seryjną produkcję zestawu „Pirat” w 2020 roku. Jak na razie nie ma jednak oficjalnych zamówień na to uzbrojenie ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej.

image
Przeciwpancerny pocisk rakietowy Pirat. Fot. M.Dura

Oświetlacze laserowe gotowe do wdrożenia

Polska jest krajem, w którym przemysł nie tylko prowadzi prace nad amunicją naprowadzaną laserowo, ale również opracował polski podświetlacz laserowy, który pozwala dodatkowo: na mierzenie odległości od celu (dzięki wbudowanemu dalmierzowi laserowemu o zasięgu do 20 km), na określanie własnego położenia (w oparciu o system GPS), na dwukierunkową wymianę informacji z centrum dowodzenia i systemem kierowania ogniem (z możliwością przesyłania informacji o stanie urządzenia i namiarach na cel oraz zdalnego sterowania pracą systemu z centrum dowodzenia) oraz na określanie azymutu i elewacji celu (dzięki możliwej współpracy z goniometrem).

Urządzenie to zostało opracowane przez Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem - Mesko i przygotowane do produkcji pod nazwą Laserowy Podświetlacz Celu LPC-1. Jak na razie całość mieści się w prostopadłościennej obudowie o rozmiarach: wysokość - 126 mm, szerokość - 377 mm, głębokość - 258 mm i samodzielnie waży 9,7 kg. CRW Telesystem – Mesko deklaruje jednak możliwość zbudowania bardziej kompaktowego i lżejszego urządzenia – zależnie od wymagań zamawiającego.

image
Opracowany w Polsce laserowy podświetlacz celu LPC-1. Fot. M.Dura

Układ podświetlania LPC-1 jest oparty na laserze neodymowo-yagowym (Nd:YAG), pracującym na fali o długości 1,064 μm, którego sygnał jest kodowany, składając się z odpowiednio rozsuwanych w czasie impulsów o długości 15± 5 ns (przez co tylko on może być „odczytany” przez głowicę nakierowywanego pocisku). Przy czym programowanie sekwencji impulsów PRT (Pulse Repetition Time) może być zgodnie z dokumentem standaryzacyjnym NATO STANAG 3733. Odbywa się to zdalnie - z centrum kierowania ogniem, albo ręcznie (przez operatora) - z wykorzystaniem trzech cyfrowych pokręteł na płycie tylnej urządzenia (na podstawie informacji przekazanej drogą radiową).

Wymienne moduły celownicze (luneta celownicza, kamerę dzienna, termowizyjna lub noktowizor) są montowane na zewnętrznych szynach montażowych (typu Picatinny - zgodnych z dokumentem STANAG 2324) natomiast samo kontrola  urządzenia odbywa się tylko z wykorzystaniem wbudowanego wyświetlacza OLED (który informuje dodatkowo o sposobie sterowania zdalnym/ręcznym) oraz zobrazowuje dane pomiarowe).

Czy powszechne wprowadzenie amunicji precyzyjnej do polskiej armii jest w ogóle możliwe?

Uruchomienie programu wyposażania polskich sił zbrojnych w amunicję naprowadzaną laserowo wymaga takiego samego podejścia, jakie MON ma w odniesieniu do przenośnych, przeciwlotniczych zestawów krótkiego zasięgu „Piorun”. Oczywiście pociski naprowadzane laserowo są wielokrotnie droższe od standardowych, ale trzeba pamiętać, że APR to tak naprawdę rakiety: z własnym napędem i systemem naprowadzania.

Wprowadzenie ich do wojsk nie musi jednak odbywać się poprzez jednorazowy zakup wielkiej partii amunicji, ale systematyczne wprowadzanie kilkuset pocisków rocznie (minimum dwustu), co utrzyma moce produkcyjne i da zakładom przemysłowym możliwość dalszego rozwijania dostarczanego systemu uzbrojenia. Pozytywne efekty takiego działania widać w przypadku pięcioletniego kontraktu w sprawie „Piorunów”. Decyzja MON pozwoliła bowiem polskim zakładom zbrojeniowym przygotować i rozplanować produkcję, co automatycznie zmniejszyło jej koszty.

Podobne oszczędności można uzyskać w przypadku wieloletniego zamówienia amunicji precyzyjnej naprowadzanej laserowo. W porównaniu do rozwiązań zachodnich tego typu pociski będą na pewno kilkakrotnie tańsze, a w osiągach jeżeli nie lepsze, to na pewno nie gorsze. Programy APR i „Pirat” to dodatkowo źródło technologii, które można w przyszłości zaadoptować w zupełnie nowych programach.

Przekładem jest układ IMU z granatów moździerzowych APR 120, który można wykorzystać jako podstawę do opracowania każdego innego pocisku. Według polskich inżynierów może być on precyzyjniejszy od tego układu, jaki zastosowano w lądowych, amerykańskich zestawach HIMARS. W taki sposób postąpili specjaliści z Biur Konstrukcyjnych „Łucz” i „Piwdiennie”, którzy po opracowaniu pocisku moździerzowego, wprowadzili podobne rozwiązania w systemie rakietowym „Wilcha” („Olcha”), zbudowanym na bazie wyrzutni BM-30 „Smiercz”. Uzyskali w ten sposób system precyzyjnego rażenia kalibru 300 mm (naprowadzanego według nawigacji satelitarnej).

W taki sam sposób można teraz postąpić w przypadku polskich wyrzutni rakietowych ognia salwowego kalibru 122 mm. Istnieje przecież blok sterów kalibru 155 mm, dla kalibru 120 mm (z moździerza) i dla kalibru 70 mm (dla Pirata). Ich zaadoptowanie może pozwolić np. na szybkie opracowanie pakietu modernizacyjnego dla pocisków rakietowych odłamkowo-burzących 122 mm „Feniks” HE tworząc z nich broń precyzyjną, podobną jeżeli chodzi o celność, a niewątpliwie tańszą od rakiet systemu HIMARS. W podobny sposób postąpił np. izraelski koncern Rafale opracowując zestaw modernizacyjny EPIK (Electro-Optical Precision Integration Kit) dla amunicji 122 mm.

image
Zestaw modernizacyjny EPIK (Electro-Optical Precision Integration Kit) opracowany przez izraelski koncern Rafale pozwala na przerobienie rakiet niekierowanych kalibru 122 mm na amunicje precyzyjną. Fot. M.Dura

Polska ma dodatkowo możliwość wyboru sposobu naprowadzania. Może bowiem wykorzystać system laserowy, jak również na podczerwień. Taki rozwój można zacząć np. w odniesieniu do pocisków APR 155 wydłużając go i dodając silnik marszowy. Pocisk armatni zmieni się w ten sposób w precyzyjny pocisk rakietowy o zasięgu zależnym od zastosowanego silnika (którego opracowanie leży w możliwościach polskiego przemysłu). Polska armia otrzymałaby w ten prosty sposób odpowiednik np. pocisków przeciwpancernych Hellfire o nieco mniejszym zasięgu (około 5 km).

Na bazie technologii wypracowanych w trakcie programu „Pirat” można również dopracować rakietę przeciwlotniczą krótkiego zasięgu PK-6 zaprojektowaną przez Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem-Mesko, wraz ze spółką MESKO S.A. oraz zmodernizować rakiety „Piorun”, w taki sposób by mogły one przechwytywać cele już w trakcie lotu. Obecnie „Pioruny muszą bowiem „widzieć” obiekt ataku przed opuszczeniem wyrzutni. W możliwości polskiego przemysłu jest jednak wstępne naprowadzanie rakiety po starcie realizowane np. w wiązce laserowej (metodą LOSBR).

Teoretycznie taki zestaw już istnieje np. w mobilnych zestawach „Poprad”. Są one bowiem wyposażone w system obserwacji (radar wstępnego wykrycia, kamery, system śledzenia obiektów) pozwalający na doprowadzenie pocisku w wiązce laserowej do momentu włączenia w nim własnej głowicy naprowadzania. Daje to np. możliwość przejścia przez chmury, ponieważ promieniowanie laserowe może być mocniejsze. Problemem nie jest także „zgubienie” w locie wiązki laserowej LOSBR, ponieważ wtedy pocisk automatycznie włącza swoją głowice i rozpoczyna skanowanie przestrzeni w poszukiwaniu celu. Takie rozwiązanie nie tylko zwiększa zasięg działania, ale poprawia również skuteczność ataku.

image
Przykładowa wieloelementowa struktura detekcyjna rakiety przeciwlotniczej naprowadzanej na podczerwień opracowana i wykonana w Polsce. Fot. Telesystem-Mesko

Jeżeli do tego wprowadzi się w „Piorunach” multispektralną głowicę naprowadzania, która już została opracowana i badana w Telesystem-Mesko (głowicę taka podobno wprowadzili Rosjanie w zestawach klasy MANPADS – „Wierba”), to uzyskany zostanie zupełnie nowy system uzbrojenia, który rzeczywiście nie będzie miał swoich odpowiedników na świecie. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że prace nad bardzo trudną do zakłócenia głowicą multispektralną osiągną w tym roku w Polsce poziom szósty.

Do wykorzystanie tego potencjału wystarczyłaby analiza możliwości polskiego przemysłu, opracowanie uwzgledniającego te zdolności planu modernizacji Wojsk Lądowych oraz realizacja zakupów w ramach takich kontraktów, jakie zawarto na dostawę zestawów „Piorun”.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 144
Reklama
ito
poniedziałek, 17 czerwca 2019, 13:12

Prosiłoby się opracowanie głowicy z kamerą jako detektorem- wtedy realne staje się postawienie przez Raki skutecznej zapory przeciw czołgom w odległości 6- 7 km przed własnymi wojskami. Oczywiście wymaga to prowadzenia pocisku przez operatora- ale może on sobie siedzieć w ciepełku wśród swoich, a nie na jakiejś wysuniętej grzędzie 500 m od celu. Jeśli dodać kontrolę obszaru przez rozpoznawcze bezzałogowce kompanii (przy takiej ilości wozów dowodzenia z przewożeniem ich nie powinno być problemów) bezpieczeństwo obsług i możliwości Raków wzrosłyby skokowo. A piszę o Rakach bo przeciążenia w pocisku moździerzowym są wielokrotnie mniejsze niż w haubicznym i stworzenie głowicy optycznej, która je wytrzyma powinno być znacznie łatwiejsze. A w razie sukcesu zastosowanie w feniksach też powinno być możliwe.

Dalej patrzący
poniedziałek, 13 maja 2019, 14:06

Wyścig toczy się nie tylko o APR i jej zasięg. Chodzi o środki pozycjonowania, o jak najdalsze rozciągniecie pozahoryzontalnie sieciocentrycznego C4ISR - na krawędzi przez skalowalne chmury dronów. Same pozycjonery winny być jednym z priorytetów. Zwłaszcza laserowe - dotyczy to mocy i wysokich zakresów pasma częstotliwości. Oczywiście chmury dronów z własnymi precyzyjnymi środkami bojowymi do oślepiania/wymiatania środków plot i do samoobrony klasy C-RAM [MHTK]. Oraz jako wysunięta plot [w zasadzie konieczny program Pioruna przenoszonego przez drony - ale i śmigłowce]. Sumując - drony w sieciocentrycznej chmurze wymiatają korytarz wejścia w podstawę operacyjna nieprzyjaciela, neutralizują go za pomocą WRE i za pomocą środków precyzyjnych jego sensory i systemy plot. Dzięki rozpoznaniu i identyfikoacji i spozycjonowaniu celów - Kraby i Kryle mogą [maksymalnie do 150 km z amunicją strumieniowa Nammo drugiej generacji - dostępnej wg koncernu za 5 lat] dokonać precyzyjnej wilkoskalowej projekcji siły, niszcząc środki bojowe, logistyczne i C4ISR nieprzyjaciela. Czyli chodzi o to, by np.każdy z 250 Krabów i Kryli wystrzelił w ciągu 8 minut pełną jednostkę ognia rzędu 40 pocisków - czyli 10 tys pocisków - dla pełnej neutralizacji podstawy operacyjnej nieprzyjaciela na kierunku białoruskim. W przypadku Kaliningradu można ocenić potrzebę ok 150 Krabów i Kryli dla pełnej neutralizacji obwodu - przez 6 tys pocisków APR - celem jego zajęcia. Te dwa ataki - tj. chmur dronów i amunicji precyzyjnej - muszą mieć pełne przykrycie obrony przeciwrakietowej, przeciwlotniczej i C-RAM naszej A2/AD Tarczy Polski - SILNIEJSZEJ od połączonego bastionu stref A2/AD w Kaliningradzie i na Białorusi. Zresztą - bez A2/AD Tarczy Polski nie ma JAKICHKOLWIEK możliwości operacyjnych Wojska Polskiego po pierwszych kwadransach konfliktu. Mówię o stanie za 5 lat - gdy Rosja wprowadzi sieciocentryczne systemy S-500 [zasięg zgniatający i wymiatający całą Polskę - bez cieni radarowych - dzięki sieciocentrycznej kontroli radarowej przez radary pozahoryzontalne, samoloty A-100 i A-50U, drony klasy Ochotnika, subsatelity i satelity] i nowe S-350, a także sieciocentrycznie zmodernizuje S-400. Nie mówiąc o zmodernizowanych Iskanderach i kalibrach i zupełnie nowych Cyrkonach 9 Mach. Priorytetem PMT i jego główna zasadniczą korektą [a raczej zupełnie nowa wersją PMT] winno być zbudowanie A2/AD Tarczy Polski - przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, saturacyjnej, SILNIEJSZEJ od A2/AD Rosji, sieciocentrycznej - i SUWERENNEJ. Oczywiście w powyższym scenariuszu neutralizacji Kaliningradu i podstawy operacyjnej na Białorusi potrzeba ok. 16 tys pocisków APR. Czyli [licząc silnie preferowaną licencyjną produkcję wielkoseryjną - ca 300 tys zł za pocisk] - sama APR dla takiej operacji kosztowałaby ca 5 mld złotych. Ale - względem sił konwencjonalnych nieprzyjaciela oznaczałoby to - w razie agresji nieprzyjaciela - zasadnicza i rozstrzygającą likwidację sił nieprzyjaciela. Plus nakrycie szczelną obroną naszej saturacyjnej całoobszarowej A2/AD Tarczy Polski -[z kontrolą buforów wokół Polski] - plus głowice asymetrycznego odstraszania dla operacji specjalnych - i dany agresor zaniecha ataku na Polskę już w fazie planowania - jako ataku nieopłacalnego w kalkulacji koszt-efekt. Na tym polega prawdziwe strategiczne odstraszania - i prawdziwa suwerenność - gwarantowana własnymi siłami zbrojnymi. Koszt APR [z zapasem 2 jednostek ognia] dla Krabów i Kryli należałoby skalkulować na poziomie ca 12 mld zł. Koszt 120 Krabów i 280 Kryli [moim zdaniem lepszych, bo zdecydowanie bardziej mobilnych] to ok 12 mld zł [część - jak Kraby - już zakontraktowana]. Koszt głowic strategicznego odstraszania w operacjach specjalnych można skalkulować w zakupie pod stołem na ok. 10 mld zł. Plus budowa A2/AD Tarczy Polski - wraz z WRE, z dronizacją i siecicoentrycznym rozciągnieciem C4ISR - to już koszt rzędu 120 mld zł. Koszt rozciągnięcia A2/AD na podwodne zdronizowane 4 linie blokadowe na Bałtyku to ok. 10 mld zł. W TAKICH warunkach resztę przyszłych nakładów na PMT można anulować. Dotyczyłoby by to Wilka, Kruka, Harpii, Borsuka, Orki, Miecznika itp. rzekomo "koniecznie niezbędnych programów" - straszliwie kosztowonych [np. sam Borsuk to ca 30 mld zł] - realizowanych wg zatwierdzonego przez hegemona PMT 2013 - dla budowy niesuwerennej armii ekspedycyjnej na rzecz wypełniania zobowiązań hegemona. W przypadku sił pancernych należałoby pozostawić tylko Leo 2 PL, zaś wszystkie Twarde i T-72 przerobić na mniej lub bardziej zmodernizowane ciężkie BWP z ZSSMU [najtaniej - do wykonania nawet w warunkach warsztatowych - przez zdjęcie armaty z oporopowrotnikiem, wyrzucenie magazynu karuzelowego i opróżnienie magazynów dennych, wyrzucenie SKO itd - zaślepienie otworów i danie luków desantowych w dnie i w tyle wieży]. BWP-1 przerobić na rakietowe niszczyciele czołgów z pozahoryzontalnymi kppanc [preferowane szybkie Brimstone], na transportery piechoty, na mobilne stanowiska moździerzy, itd. Plus APR dla Raków [kolejnych 8 dywizjonów może być na podwoziu Twardego] - i doposażenie WP to ca 20 mld zł. Ca 184 mld zł - z tego część już opłacona. Czyli - do 2030 - jest realnie osiągalna pełna suwerenność Polski gwarantowana zbrojnie - bez "łaski" hegemona" i jego Wielkiego Brata. Z dużym wsadem technologicznym [na poziomie podstawowym to byłaby baza dla Przemysłu 4.0 - także cywilnego] - opartym o zakupy inwestycyjne poza MONem - przez ministerstwa od przemysłu, infrastruktury, rozwoju, cyfryzacji, innowacji itd. Plus rozwiniecie geotermii głębokiej HTR [35 TWt mocy cieplnej i 5 TWe mocy elektrycznej przy pełnym wykorzystaniu - do 2030 można realnie [oczywiście przy poważnym potraktowaniu tematu] równolegle uruchomić ok 420 GWt mocy cieplnej i 60 GWe mocy elektrycznej, żeby zapewnić suwerenność energetyczna Polski] - pełną suwerenność energetyczną i wyparcie dostawców paliw kopalnych z Europy - plus surowce strategiczne ziem rzadkich [oraz tytan i wolfram] Skarbca Suwalskiego - czyli lewar kapitałowy i marchewka dla kontrolowanych strategicznie inwestycji bezpośrednich high-tech na terenie Polski - i WTEDY Polska, prócz pełnej suwerennej obrony i suwerennej polityki - dokonuje skoku po 2030 do G10. Szczególnie, gdy nasilająca się wojna handlowa i pewnie walutowa spowoduje wzrost walut krajów dysponujących zasobami realnymi - jak Polska. Chiny na pewno - po przekroczeniu skalkulowanego progu konfrontacji wojny handlowej - najpierw podniosą drastycznie ceny surowców ziem rzadkich koniecznych dla high-tech [głównie lantanowce], a potem, w kolejnym etapie, wprowadza selektywne embargo. Tak jak nasze kluczowe położenie na styku Heartlandu i Rimlandu Eurazji [pomost bałtycko-karpacki] jest nasza karta geostrategiczną, tak i masowa czysta i niewrażliwa na na ciosy geotermia głęboka - [czego nie sposób powiedzieć o gazoporcie i naftoporcie] - jak i Skarbiec Suwalski - to są nasze aktywa realne na ciężkie czasy - żeby PRZETRWAĆ. Żadnego z tych aktywów nie możemy dać sobie wyrwać - a wszystkie muszą być dla NAS [i tylko dla nas] uruchomione - jeżeli mamy przetrwać nadchodzącą globalną konfrontację za ca 1,5 dekady, gdzie silni bezpardonowo będą "prawem pięści" połykali i likwidowali słabych... Na razie wszystkie ww aktywa Polski są zagrożone wrogim przejęciem z tytułu bandyckiej hucpy 447. Notabene - dopiero po uzyskaniu pozycji suwerennego państwa - i członka G10 - można mówić o realnej egzekucji odszkodowań 875 mld dolarów za II w.św. od Niemiec. Jeżeli natomiast pozwolimy na przechwycenie kluczowego geostrategicznie terytorium pomostu bałtycko-karpackiego i na przejecie KONTROLI nad tym obszarem i jego zasobami - to kto inny, dobrze usadowiony w Waszyngtonie i na Kremlu, niby w naszym imieniu, po wrogim przejęciu ex-Polski dokona egzekucji tych odszkodowań - ale na swoje konto. Gra dla nas idzie o wszystko - i o mienie - i o PRZETRWANIE.

Varan
czwartek, 16 maja 2019, 18:58

Nie umiem dokładnie ocenić trafności działań wzmacniających naszą obronność. Zakładam że autor Dalej Patrzący wie co mówi gdy chce budować obronę opartą o Kryle i Kraby. Ale w pełni podzielam pogląd że najpierw musimy osiągnąć suwerenność militarną (obecnie nie ma tego dążenia) a po drodze dojdziemy do suwerenności gospodarczej by przejść do ofensywy, jak rozumiem w obszarach polityki i dyplomacji by wyrwać Niemcom a być może także ruskim odszkodowania wojenne wraz z odsetkami. Tak, taki program działania by mi odpowiadał. Ale to politycy w pierwszym rzędzie musza mieć wizję oraz chęci i jaja by taki program zrealizować. PiS to jest tylko atrapa takiego myślenia. Potrzeba by kogoś na miarę Piłsudskiego, a może nawet kogoś większego.

Normalny
niedziela, 12 maja 2019, 13:42

Zasadniczo niezwykle pozytywny artykuł. Gdyż pokazuje zupełnie przyzwoite możliwości polskiego przemysłu obronnego. Dodam w obszarach trudnych technologicznie i wymagających nowatorskiego podejścia. BRAWO!!! Tak trzymać. Pozostaje natomiast jedna niezwykle trudna bariera do pokonania, a może wręcz "nie do pokonania"?? Ta bariera to oczywiście Inspektorat Uzbrojenia! Instytucja historycznie nieudolna i niewydolna, w sposób niezwykle skuteczny opóźniajaca wprowadzanie do WP wszystkiego co nowoczesne, a "nie daj Bóg" wyprzedzające naszych potencjalnych przeciwników!! Bo czymże innym jak nie "dbaniem o niski poziom uzbrojenia" w WP jest NIE kupowanie dla WP sprzętu lub opóżnianie lub takie kupowanie by zysk/skuteczność był jak najniższy!?? Lista brakow i zapoźnień jest b.długa i się wydluza, ale MON ma się świetnie, dostają podwyżki, awanse, nagrody, medale!! Coś tu chyba jednak nie gra!!

hmm
sobota, 11 maja 2019, 12:47

Co z tego że pocisk ma tyle i tyle zasięgu, jak w pobliżu celu muszą być operatorzy z oświetlaczami laserowymi oraz łącznością. Pytanie jak szybko lokalizuje się obecnie nadajniki radiowe i czy takie metody nadają się do odparcia zmasowanego natarcia czy może raczej do wojny pozycyjnej. W ogóle to jest technologia na miarę lat 80-tych, obecnie za podobne pieniądze można zrobić pocisk z kamerą analizującą obraz i samodzielnie wykrywającą cel, z opcją naprowadzania półaktywnego laserem lub zdalnym sterowaniem TV.

Eryk
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:25

Wymienisz nazwę takiego wdrożonego już przez kogoś pocisku?? Chętnie o tym poczytam!

Gustlik
czwartek, 16 maja 2019, 09:38

Oczywiście. Wszystkie systemy SADARM, takie jak SMAart 155 czy BONUS.

hmm
wtorek, 14 maja 2019, 01:28

To o czym piszę to nic innego jak zaawansowany pocisk "odpal i zapomnij" dalekiego zasięgu. Dla Ciebie istnieje tylko to co kto inny już wyprodukował? Bo dla mnie istnieje to co jest w zasięgu dzisiejszych możliwości technicznych. Przez zastosowanie (poza zapalnikiem) elektroniki z półki samochodowej lub przemysłowej (często to ten sam standard co MIL tylko bez certyfikatu) da się radykalnie obniżyć cenę i umożliwić masową produkcję. Oczywiście nie dokonają tego jakieś siermiężne organizmy przyzwyczajone do wieloletniego "gonienia króliczka" lecz odpowiednio zmotywowane i posiadające zdolnych ludzi prywatne firmy, które w Polsce mamy, a które od wojska trzymają się z dala bo mają wyrobioną wcześniej opinię że to zbiurokratyzowany do niemożliwości (pomijając inne patologie) "dom wariatów".

Sssssss
wtorek, 14 maja 2019, 21:53

Życzę powodzenia z kamerami i bardzo zaawansowaną elektroniką, do tego z półki "samochodowej" w pociskach artyleryjskich poddawanych olbrzymim przeciążeniom przy wystrzale.

hmm
środa, 15 maja 2019, 01:52

Myślałem tu bardziej o pociskach rakietowych o zwiększonym zasięgu, wystrzeliwanych z popularnych wyrzutni na bazie BM-21. Z półki samochodowej (certyfikacja automotive) lub przemysłowej, z powodzeniem mogą być procesory i inne elementy elektroniki naprowadzania. Burzliwie rozwijają się też ostatnio kamery termalne, dostępne są już miniaturowe modele (kilkanaście gramów) o bardzo dobrych parametrach i za naprawdę nieduże pieniądze (nazw nie będę wymieniał łatwo znaleźć).

Sssssss
środa, 15 maja 2019, 18:34

Rakietowe to tak choć z półką samochodową to nie ma co przesadzać. Mnie się marzy raczej amunicja krążąca jako głowice dla art. rak. Typu powiększone warmate. Jedna wyrzutnia daje rój. Dobrze by było gdyby był.autonomiczny z AI ale to w przyszłości, na teraz można dodać drony transpondery i drony wykrywania i wskazywania celi. Wszystko w ramach głowic rakiet. Da to duży zasięg już i languście. Na mitycznym feniksie spokojnie ponad 80 km a nawet na starych powinno osiągnąć się 50 km. Ostrożnie i zachowawczo bo optymistycznie to i więcej. Niestety wraz z zakupem himarsa homar.zdechł bo ta wielkość rakiet daje o wiele większe możliwości. Takie roje mogą urządzać polowania na opelotkę, artylerię, wre itd przeciwnika. Mogą uderzeniem wyprzedzającym, ale zasięgu homara, zablokować na lotnictwo na lotniskach w promieniu do nawet 500km od naszych granic. Niech tylko spróbuje coś wystartować gdy rój rozbił opl lotniska i wisi nad nim. Daje to na krótki czas przewagę w powietrzu. Do tego Norwedzy mają niezwykle ciekawy pomysł dla art. rak. Lekkie bomby szybujące na gps jako głowice. Taki tani nalot "dywanowy" bombami kierowanymi w promieniu kilkuset kilometrów. Oczywiście do tego potrzebne jest też rozpoznanie i wszystko spięte w system ale jest Topaz więc z tym nie ma problemów. Dalej można rozwijać w roje autonomiczne z AI, ale to już przyszłość. Niestety u nas nawet pierwszego kroku nikt nie robi.

co do czipów samochodowych
piątek, 17 maja 2019, 00:01

Czyli jak jedziesz setką i z naprzeciwka jedzie samochód, to za każdym razem boisz się bo twoje czipy w ABS i ESP są "z półki samochodowej"? A mogłyby zahamować ci prawe koła ot tak sobie i boom. Raczej tego nie zrobią, bo w niektórych krajach (tam gdzie głównie produkowane są te czipy) za takie coś płacone są gigantyczne odszkodowania.

Ssssssss
sobota, 18 maja 2019, 03:07

Jakim przeciążeniom poddawana jest elektronika samochodowa a jakie będą w rakietach dla langusty, himarsa itp? Nie mówiąc już o artylerii lufowej. Przykładowo pocisk rakietowe M-21OF z systemu Grad rozpędzany jest do 690m/s w czasie ok 2,5s. To są przeciążenia ciągłe ok 28g. Niewielkie jak na pociski ale olbrzymie jak na samochody. Feniks z głowicą burzącą ma już przeciążenia ok 35g. To są zbyt duże przeciążenia by wziąść elektronikę z półki samochodowej. Nie są one duże jak na pociski lecz już stawiają większe wymagania dla elektroniki i układów optoelektronicznych. Pociski do artylerii lufowej to już przeciążenia rzędu 10000g, dla elektroniki i optyki po prostu horror i dla tego tak ciężko i drogo jest robić do nich elektronikę. Nawet prosty GPS już jest wyzwaniem.

hmm
wtorek, 21 maja 2019, 14:06

Automotive nie będzie miało z tym problemu.

wtorek, 14 maja 2019, 21:50

Kamery i zaawansowana elektronika do analizy obrazu? Z półki samochodowej? Do pocisków artyleryjskich poddawanych olbrzymim przeciążenią przy starcie?????? Na chwilę obecną gps lub laserowe głowice są dużym osiągnięciem i mało jest producentów na świecie. Pociski naprowadzane odbitą wiązką laserową najczęściej mają mniejszy zasięg bo są wystrzeliwane mniejszymi ładunkami by przeciążenia były mniejsze a Ty chcesz kamery w nie wstawiać samochodowe

Eryk
wtorek, 14 maja 2019, 12:24

Ok. Czyli po prostu lansujesz jakąś teorię, jakiegoś teoretycznego pocisku. Czyli teoretycznie masz zatem rację! W "zasięgu" to Polska ma setki świetnych rozwiązań. Przypomnę Ci jednak, że już ponad 10 lat "integrujemy " w Polsce Spike z Rosomakiem- bez skutecznie!! Zatem stąpajac twardo po polskim gruncie szkoda mi energii na "to co jest w zasięgu..", bo to czyste bicie piany. Pisząc przy tym o "możliwościach technicznych" po co się ograniczasz w pierwszym poście i zakładasz że obserwator musi być w pobliżu?? Jesteś tam grubo niekonsekwentny nie uwzględniając istniejących już wszak "możliwości" dronów, samolotów, satelitów?? Po co zatem obserwator blisko celu?? Co do zaś innych "możliwości" - skoro nikt nie zrobił jeszcze takiego pocisku jaki sobie wymyśliłeś, to jak widać nikomu albo nie jest potrzebny, albo tak inteligentnego jeszcze nie udało się nikomu zrobić, więc NIE jest "w zasięgu możliwości" i do tego "z półki samochodowej"!! Na koniec : obserwując wysiłki sprzedania czegokolwiek polskiemu wojsku przez szereg polskich firm - mój wniosek jest odwrotny do twojego- to instytucje jak MON czy Inspektorat Uzbrojenia trzymają się jak najdalej nie tylko od prywatnych polskich firm ale także państwowych, i tylko w bliżej niejasnych dla mnie okolicznościach dokonują swych - zbyt często nieprzemyślanych - zakupów.

Extern
wtorek, 14 maja 2019, 12:12

Nie mamy w naszym wojsku nawet tych "prostych" pocisków naprowadzających się na laser a ty piszesz o broni "odpal i zapomnij"? Zresztą nie zapominaj że te inteligentne pociski też trzeba wystrzelić przynajmniej w okolice celu bo pociski artyleryjskie tylko lekko potrafią skorygować swój tor lotu, więc i tak jakiś zwiad np. w postaci obserwatora czy zwiadu lotniczego jest potrzebny.

hmm
wtorek, 14 maja 2019, 22:21

Nie ma, no i teraz w 2019 nie ma już sensu tego wprowadzać, jak pisałem to stara mało przydatna technologia. Od razu trzeba wprowadzić pociski "odpal i zapomnij" i znowu powtarzam, opracować je przez sprawnie działające prywatne firmy. Samo określenie położenia nieprzyjacielskich pojazdów jest dużo prostsze niż oświetlanie ich laserem i nie wymaga aktywnych urządzeń czy klarownego powietrza.

Dalej patrzący
piątek, 10 maja 2019, 17:59

Kupić licencję z prawem rozwoju APR półaktywnie naprowadzanej dalekiego zasięgu Leonardo Vulcano-Dardo - dla zakresu 76-155 mm. I rozwijać. To tak za darmo podpowiedź dla MON, IU, WITU itd.

Alois
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:33

Zawsze podziwiam twój entuzjazm i optymizm. Bądź jednak realistą, kupić licencje na TEN pocisk?? I hm... rozwijać?? MON miałby tym się zająć, ten MON który nie chce kupić Feniksów do Langusty i głowic tandemowych do RPG7 opracowanych przez WITU? Żaden z ministrów MON nie zdołał uzbroić w rakiety ppanc Mi24, zintegrować Spike z Rosomakiem, czy kupić kevlarów dla piechoty! A ty marzysz o Vulcano??? A rozwijać miałoby może PGZ które mając 80 mln dotacji nie potrafi skończyć bezzałogowej wieży dla Roska/Borsuka?? Bardzo chciałbym żebyśmy mieli Vulcano, ale to na 100% niemożliwe z "tym" IU/MON-em.

Dalej patrzący
poniedziałek, 13 maja 2019, 14:14

Ja nie marzę. To tylko kwestia przekroczenia krytycznego rozziewu między kompetencjami i działaniami KONIECZNYMI, a obecnie symulowanymi. Im większy rozziew - tym silniejsza korekta. Najpierw polityków w wyborach, a potem decydentów MON, IU, WITU - po merytorycznej weryfikacji. Ważniejsze jest co innego: że mamy REALNY potężny potencjał dla skoku w wartości bojowej WP. I na pokazywaniu tego rozziewu i pokazywaniu pożądanego stanu docelowego trzeba się skupić i nie odpuszczać - zwykła zasada tzw. metaplanu. Nie słomiany zapał, typowy w naszym narodzie, za to potrzebna cierpliwość i spokojna konsekwentna determinacja.

Alois
wtorek, 14 maja 2019, 12:39

Korekta polityków? Przy frekwencji w wyborach 35%?? Zmiana decydentów MON i IU?? Mamy czwartego ministra na przestrzeni 20 lat. Czy coś w "systemie" drgnęło? Nawet Macierewicz, niby "mocny" człowiek Prezesa, a nie zrobił porządku w MON nim "ktoś" go odsunął by w MON "było jak było"!! "Ktoś za tym stoi, i to mocno usadzony, z plecami lub" teczkami z hakami"!! Nie widzę innej przyczyny, dla której "dba się" by Leony, Kraby, Raki były bez amunicji, by nie było granatnikow ppanc, by Rośki robiły za "spajkobusy", a NDR nie miał rozpoznania pozahoryzontalnego. Żeby drony artyleryjskie trafiały do WOT, nasza artyleria pozostawała ślepa i głucha, nowoczesne Langusty nie miały kupionych gotowych przecież Feniksów o zasięgu 42km i były jak proca - bo pozbawione od lat wozów dowodzenia!! Ileż ja dałbym, żeby ten twój pomysl zmian został zrealizowany!!

Marek
poniedziałek, 20 maja 2019, 11:17

Przecież kłopoty z rośkowymi spajkami wynikają głównie z tego, że ktoś, kto dawno temu decydował o konfiguracji kołowego "BWP" nie przemyślał dobrze sprawy. Owszem możesz mieć spajki z włoską więżą. Tylko, że tu trzeba dodatkowo płacić Włochom. Trzeba też grzebać w mechanice wieży bo obecna jest za słaba. Trzeba dodać dodatkową kamerę, bo ta, która jest obecnie nie nadaje się do spajków. No i na koniec trzeba kombinować z wyprodukowanym już i zintegrowanym z włoską wieżą podwoziem, żeby przy wzroście masy wieży nadal mogło pływać. Policz sobie teraz ile kosztowałaby tego typu zabawa. No i niby czemu każdy Rosiek musi mieć spajki? Z ZSSW-30 nie ma takich kłopotów jak z włoskimi wieżami, wystarczy więc posadzić je na wyprodukowane już podwozia i nie będzie źle.

Łukasz
czwartek, 9 maja 2019, 00:01

i hop sa sa i tro la la, idziemy przez życie w podskokach

TU-154M
czwartek, 9 maja 2019, 13:05

wieki mijają, a ty się trzymasz odwieczna polska głupoto ;)))

Igor
środa, 8 maja 2019, 18:51

Gdyby w MONie pracowały naprawdę mądre głowy, to pchnęłyby polską zbrojeniówkę na nowe tory. Polecałbym zainteresować się najnowszymi amerykańskimi laserami o zmiennej długości/częstotliwości fali - taki odpowiednik radaru GaN o zmiennej częstotliwości fali (radar tzw. "szepczący"). W przypadku radarów zmiana częstotliwości odbywa się tak szybko, że rosyjski (i nie tylko) sprzęt odbiera to jako "naturalny szum radiowy". Nie do wykrycia, a przynajmniej baaardzo trudne. Podobnie jest z laserami. Gdybyśmy takie ustrojstwo wprowadzili w naszej armii dokonalibyśmy milowego skoku w jakości uzbrojenia. A Rosjanie długo jeszcze będą bezbronni na taką przewagę technologiczną (brak technologicznych możliwości przeciwdziałania). Taaak, pomarzyć dobra rzecz :-)

donner
środa, 8 maja 2019, 17:31

i tak zbudowano Ukraincom za darmo naprowadzanie INS do ich rakiet Wilga a teraz w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku mozna kupowac nastepne DMO Himarsa bezoffsetowo i z gorszym INS za to sojuszniczym. Wszystko w sytuacji w ktorej Polska dysponuje wlasnymi technologiami rakietowymi i jak widac wlasnym naprowadzaniem INS.

Davien
sobota, 11 maja 2019, 23:58

Donner, Ukraina ma własne systemy INS/GPS znacznie lepsze od polskich wiec to raczej my od nich możemy sie uczyc.

Covax
poniedziałek, 13 maja 2019, 08:00

". Przekładem jest układ IMU z granatów moździerzowych APR 120, który można wykorzystać jako podstawę do opracowania każdego innego pocisku. Według polskich inżynierów może być on precyzyjniejszy od tego układu, jaki zastosowano w lądowych, amerykańskich zestawach HIMARS. W taki sposób postąpili specjaliści z Biur Konstrukcyjnych „Łucz” i „Piwdiennie”, którzy po opracowaniu pocisku moździerzowego, wprowadzili podobne rozwiązania w systemie rakietowym „Wilcha” („Olcha”), zbudowanym na bazie wyrzutni BM-30 „Smiercz”.

KrzysiekS
środa, 8 maja 2019, 17:23

Bardzo dobry artykuł pokazujący kierunek w którym powinny iść rozmowy PGZ z MON.

nLL
środa, 8 maja 2019, 14:15

Z treści artykułu wynika, że Pirat i APR 120 nie mają głowic tandemowych do zwalczania pojazdów opancerzonych z ERA, bo na miejsce prekursora wstawiono głowicę naprowadzającą. Jak w takim razie możliwe było umieszczenie głowic tandemowych w Spik'ach? Tam też głowica naprowadzająca jest na stożku pocisku i to całkiem sporych rozmiarów. Czy czasem w przyszłości nie przyjdzie się przekonstruować oba pociski, także te części aerodynamiczne, aby poprawić osiągi głowic bojowych? Co do laserowego podświetlacza celów LPC-1 to wyglada nieco topornie. Jeżeli traktować go jako demonstrator technologii, jest w porządku, ale do seryjnej produkcji to musiałby mocno schudnąć gabarytowo i masowo.

piątek, 10 maja 2019, 08:43

W Piracie też teoretycznie można było umieścić prekursor tuż za głowicą naprowadzającą. Prawdopodobnie zrezygnowano z tego, bo trzeba by zbyt mocno ingerować w konstrukcję pocisku. W rezultacie w wyniku końcowym powstaje pewien niedosyt jak się go porównuje z ukraińskim pierwowzorem. Projektowana szybkość Pirata też jest mniejsza niż podobnych PPK. Nie będzie nic dziwnego w tym, że później decydenci w MON bedą mieli opory przed zamawianiem większych ilości Pirata. Jedynie naprowadzanie pocisku wydaje się być sporo lepsze niż w ukraińskim Korsarze o ile zrealizowane zostana wszystkie założenia, szczególnie to, o umieszczeniu laserowego wskaźnika celów na dronie.

Davien
niedziela, 12 maja 2019, 00:04

Nie bardzo, tam po prostu nie ma miejsca na głowicę i prekursor, przyjrzyj sie konstrukcji Pirata. Co do naprowadzania to jest porównywalne z tym że naprowadzanie w wiazce jest trudniejsze do zakłócenia i umozliwia głowice tandemowa ale wymaga by sledzić cel alż do uderzenia przez strzelca. Nasz, na odbite światło lasera może byc naprowadzany z innego żródła.

nLL
poniedziałek, 13 maja 2019, 16:28

Oba sposoby naprowadzania mają swoje zalety i wady. Tym niemniej moim zdaniem naprowadzanie na odbity kodowany promień tych zalet ma zdecydowanie więcej. Oferuje zdecydowanie więcej w dziedzinie bezpieczeństwa operatorów wyrzutni i podświetlacza, skracając czas podświetlania do pojedynczych sekund tuż przed uderzeniem pocisku w cel. Na dodatek obaj operatorzy mogą być w pewnej odległości od siebie, co też poprawia bezpieczeństwo obojga. Jeżeli uda się zrealizować podświetlanie z drona, możliwe stanie się rozpoznanie i uderzenie zza przeszkód terenowych bez bezpośredniej widoczności celu. Wreszcie daje możliwość skonstruowania jednego podświetlacza dla całej rodziny pokrewnej amunicji naprowadzanej laserowo, również dla APR155 i APR120. Wszystkie te możliwości są bardzo ograniczone albo wręcz niemożliwe do zrealizowania w przypadku urzadzeń dedykowanych do naprowadzania w wiązce.

Extern
wtorek, 14 maja 2019, 12:27

Niestety seeker w głowicy pocisku musi cały czas widzieć odbicie wiązki bo inaczej pocisk nie poleci nawet w okolicę celu. W Piracie jest o tyle dobrze że oświetlanie celu nie musi być na wyrzutni. A ponieważ nie da się łatwo stwierdzić skąd cel jest oświetlany, o ile nie wskaże tego smużka dymu z toru lotu rakiety, to wcale nie łatwo będzie posłać w operatora lasera, szybkiego pocisku kontrującego.

nLL
wtorek, 14 maja 2019, 20:10

No chyba jednak nie. Seeker nie musi widzieć podświetlony cel od chwili startu. W przypadku APR120 i APR155 jest to nawet niewykonalne technicznie. W przypadku Pirata wystarczy zaprogramować autopilot na lot po odpowiedniej trajektorii aż do chwili, gdy seeker zauważy podświetlony cel i skoryguje dalszy kierunek lotu.

Davien
środa, 8 maja 2019, 17:37

Spike ma zupełnie inna głowicę niż Pirat. Jest to głow3ica IIR a nie półaktywna na odbite światło laserowe, jest to tez pocisk większy od Pirata a precursor jest zaraz za głowica IIR.

Covax
czwartek, 9 maja 2019, 13:42

A wiesz kto produkuje glowice kumulacyjną spike i na jakiej lini i z jak bardzo otwarta licencja ? A wiesz kto prowadzi badania nad wykorzystaniem grafenu do wkładek kumulacyjnych ? Polecam wpisac w google "spike warhead" przełaczyc na grafike i pierwszy rysunek pokazuje ze głowica jest zaraz za seekerem i blokiem elektroniki ;-)

Davien
piątek, 10 maja 2019, 04:47

Panei Covax nie wiem co ma wspólnego twój tekst z moim ale ci wyjaśnie: Głowca IIR panei Covax to zupełnie inna głowica niz półaktywna laserowa a o tym pisałęm. Po drugie panei covax za głowicą IIR i elektronika jest prekursor, za nim silnik a dopiero własciwa głowica kumulacyjna. A teraz umieśc to w Piracie:))

Covax
piątek, 10 maja 2019, 14:30

Już Ci tlumacze, seeker i blok elektroniki "z przodu" nie jest problemem i nie ważne jakie bedzie naprowadzanie. Czego dowodzi przekroj spika, pirat nie ma i nie bedzie miał tandemu, bo gestor tak zamówił a nie dlatego ze nie ma "klocków". Gestor ( MON ) chciał TANIE "coś jak RPG 75 z naprowadzaniem" do niszczenia wszystkiego poza MBT i to dostał. Lekkie era na BWP nie ma skutecznosci cieżkiego ( jezeli rozproszy 50% strumienia to doskonały wynik, dla cieżkiego dochodzi do 90%) , położone na BWP nie zatrzyma pirata( no chyba ze przeciwnikiem bedzie PUMA) . LPC 1 ( z naklejką PP3 ) jakoś zbytnio nie odbiega gabarytami i masą od podobnych podswietlaczy Nato, problemem jest brak LPC 2 o masie 2-3 kg i zasiegu max 3 km.

Davien
piątek, 10 maja 2019, 22:31

To juz pani tłumacze kolejny raz: Pirat to nie Spike, to pocisk mniejszy, lżejszy o zupełnie innym kształcie i budowie a co do skuteczności ERA to polecam zapoznanie sie z pracami US Army i Bundeswehry jak w ich ręce w latach 90-tych trafiły pojazdy z Kontakt-1 kiedy okazało sie ze głowica hellfire albo Maverick-a sa nieskuteczne całkowicie przeciwko tym pancerzom. Nowoczesne ERA całkowicie neguja głowice pojedyńcze, nawet tandemowe I gen jak TOW-2A sa juz mało skuteczne przeciwko Kontakt-5 , o Relikt nie mówiąc Pirat panei Covax miał byc lekkim ppk o zasięgu do 2500m, a wyszedł ... Jakos Ukraina spokojnie zrobiła Korsara o penetracji 550mm RHA za ERA i z głowica tandemowa. Przyjrzyj sie pan wygladowi Spike'a i Pirata.

Covax
niedziela, 12 maja 2019, 12:14

Panie Davien, Jak ktos posadzi kontakt na BTR to powodzenia ;-) Jeżeli sugerujesz połozenie cieżkiego ERA na BTR z blaszki 8-10 mm i przeżycie załogi po inicjacji era to powodzenia. Pisze jeszcze raz żebyś zrozumiał, ciezkie Era jak przywołany przez Ciebie Kontakt o skutecznosci cyrka 90% przeciw HEAD w magiczny sposob nie wykasuje glowicy HEAD Tylko penetracja bedzie nizsza o 90% ( czyli z head 1000 rha zrobi sie 100 rha i mniej wiecej tyle pancerza zasadniczego zostanie spenetrowane) . Pomysl ile RHA ma BTR, i jak sie zachowa w przypadku ekspozji kości ERA na burcie z blaszki 8-10 mm ? A lekkie ERA nie mają skutecznosci 90% tylko max 50%. Znasz wschodnie BWP o odpornosci cyrka 200 RHA ? Jeżeli uważasz że pocisk naprowadzany w wiazce jest nowocześniejszy od tego na odbity promien lasera z własnym systemem nawigacji to gratuluje. Pirat nigdy nie mial byc ppk do walki z MBT....a okładanie BTR czy BMP cieżkim ERA to wyczytałeś w tych "pracach US Army i Bundeswehry" ?

Okręcik
środa, 8 maja 2019, 11:32

420 wyrzutni Piorun i po 3 rakiety na wyrzutnię na 200 żołnierzy?! Przynajmniej jedna wyrzutnia na pluton, jeśli już nie na drużynę!! A laserowe podświetlacze tej wielkości są nie wygodne, a nowoczesne pojazdy mają ich detektory, a tym samym skuteczność amunicji tak naprowadzanej nie jest znów aż tak duża. Sprawdza się gdy między przeciwnikami występują dysproporcje techniczne np. USA -Afganistan czy Irak. Ale owszem przydałaby się nam i taka amunicja.

Okręcik
niedziela, 12 maja 2019, 19:23

jak widzę umyka kolegom fakt, że nie tyle chodzi o sama technologie co o ilość wyrzutni i rakiet dla wojska.

Alois
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:41

Teoretycznie 1300 Piorunow powinno zdjąć ok 750 celów latających, to dość dużo, ale popieram twój post w sprawie jeszcze większej liczby wyrzutni. Moja sugestia jest taka by dokupić pojazdy Wirus od Concepta i doposażyć je w systemy Kusza. Po wtóre skopiowac Poprada i zainstalować go w identycznej konfiguracji także na podwoziach BWP1. Mobilność tychże jest wystarczająca pod każdym względem. A Pioruny są na tyle skuteczne, dostępne i tanie, że należałoby zwiększyć tak ilość wyrzutni jak i samych rakiet!!

Okręcik
czwartek, 16 maja 2019, 00:32

Teoretycznie nie znaczy praktycznie, z resztą w sumie zgoda, a podobne wykorzystanie BWP sam już kiedyś proponowałem. Generalnie chodzi o bron niedrogą, masową i w miarę skuteczną. T34 nie był najlepszy czy najmocniejszy, ale był tani, masowy i się sprawdził, podobnie jak Shermany. Gdyby Niemcy byli produkować choć 1/3 Panter co ruskie T34 pewnie wojna przebiegłaby inaczej.

niedziela, 12 maja 2019, 16:38

Coś krecisz. Skuteczność jest 40 razy wyższa niż amunicji nie kierowanej. Znaczy że, ty twierdzisz że mało skuteczny jest jeden pocisk zastępujący całą salwę z Langusty?? A i tak wszystkie armie ich pożądają?? Niewygodny podświetlacz? Żartujesz? I co z tego że pojazdy mają detektory? Możesz wskazać jakąś armię rezygnującą z takich pocisków bo ich przeciwnik ma "wszechmocne detektory"???

Okręcik
czwartek, 16 maja 2019, 00:27

No nie wiem czy 40 razy większa skuteczność i nie zapominaj ze są różne pogody, a te na laser wpływają a na konwencjonalne pociski nie. Dwa to koszta. Niewygodny, bo duży i waży a wiesz ile innego sprzętu już dźwiga żołnierz? I nigdzie nie pisałem aby całkiem zrezygnować, tylko nie przeceniać tego typu broni.

Kolo
środa, 8 maja 2019, 16:33

Cel oświetla się laserem w ostatniej fazie lotu pocisku, tak by przeciwnik, nawet po wykryciu, nie miał możliwości ucieczki.

dropik
czwartek, 9 maja 2019, 09:30

co za brednie. w ostatniej chwili... operator ma liczyć czas jak po błysku pioruna ? skąd ma wiedzieć kiedy kraby wstrzeliły i ile sekund będą lecieć i przechwytywać sygnał lasera?

Ech Ty
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:43

A przeczytałeś artykuł? Zdaje się że ciut niedokładnie, bo twoja wątpliwość jest tam klarownie rozwiana!

Mniej niż 10 sekund
czwartek, 9 maja 2019, 12:30

Obserwator podaje namiary. Po komendzie ognia, podświetla cel. Nie wiem czego nie rozumiesz. Przecież ten obserwator musi mieć kontakt z dowódcą baterii...

Extern
piątek, 10 maja 2019, 18:48

W dodatku przecież nie musi świecić prosto w czujniki czołgu. Rozrzut takiego ostrzału to i tak +- 2 lub 3 metry, jak podświetli ziemię obok czołgu to 155 mm i tak zrobi swoje.

Mniej niż 10 sekund
poniedziałek, 13 maja 2019, 02:46

Oczywiście.

dropik
środa, 8 maja 2019, 13:24

powiem więcej. wystarczyłoby : 250-300 wyrzutni. I tyle chciało wojsko , ale najlepszy z ministrów chciał wiecej

Edzio
poniedziałek, 13 maja 2019, 10:44

A z czego ci wyszło te 250? Bo mnie wychodzi nie mniej niż 600? I mam żal że tylko 420 zamówili. Wg mnie grubo za malo!!

Gość
środa, 8 maja 2019, 10:38

Rozwijanie amunicji precyzyjnej i wyposażenie naszej armii w nią , to bardzo ważny element modernizacji technicznej. Mon powinno wspierać takie działania ,analizować sytuację w tym segmencie na świecie i wyznaczać nowe cele.

Podbipieta
środa, 8 maja 2019, 09:44

A JA SIĘ STALE PYTAM O AMMO KASETOWE..Technologia jest ( i wdrożona dla 98 mm a przetestowana dla 122 i 152 )) i dalej nic...

Marzyciel
wtorek, 14 maja 2019, 12:49

Fantazjujac to marzy mi się np. dwulufowy M98 zainstalowany w systemie jak izraelski Spear, zamocowany na jakimś np. Turze2 z AMZ!! Odpalamy szybką sekwencje z obu luf i wiejemy! Mamy opracowany już kasetowy pocisk do M98, więc siła ognia nawet pojedynczego ale dwulufowego moździerza z amo kasetową byłaby potężna, a instalacja na czymś mobilnym dalaby możliwość bardzo elastycznego manewru ogniem. Ale cóż problemy są dwa: opracowanie samego dwulufowego M98 i licencja od Izraela na koncepcje Spear.

dropik
środa, 8 maja 2019, 13:25

kasetówka nie wymaga naprowadzania więc to nie na temat ;)

Popular Economist
czwartek, 9 maja 2019, 10:25

Bardzo na temat. Dziś niekierowanym pr z głowica kasetową może trafisz gdzieś obok kolumny zmechanizowanej, a "nasycenie" głowicami terenu będzie może 1glowica na50-60m2. Przy naprowadzaniu choćby PGK albo na odbity promień lasera po pierwsze trafisz nie obok, ale precyzyjnie w drogę z kolumną, a nasycenie wtedy głowicami pewnie można zwiększyć do 1 głowicy na 6-10m2, co oznacza że każdy pojazd w tej kolumnie dostanie 3-4 głowice naraz. W szczególności zaś dzięki naprowadzaniu kolumnę taką da się wtedy zniszczyć 4-5 pociskami, a nie dopiero pełną salwą z 4...Langust.

Fanklub Daviena
czwartek, 9 maja 2019, 15:23

Ale kasetówką można strzelać czy jest tam ktoś z naprowadzaniem czy nie a jak jest to jest pasywny i się nie demaskuje świeceniem laserem. Jak wyobrażasz sobie naprowadzanie laserem salwy z Langusty, jak podświetlacz laserowy może wskazywać tylko 1 cel? Zakładając, co jest absurdalne, że będzie do 4 (tyle chyba maksymalnie niezależnych kodów obsługują amerykańskie systemy) obserwatorów podświetlających, to wyjaśnij nam jak tych 4 ma zdążyć podświetlić cele dla całej salwy, a nie 4 rakiet langusty (i w dodatku te rakiety wstępnie muszą być pokodowane na inne kanały podświetlania, by nie leciały wszystkie na to samo...)? Coś ci się pokićkało. I jaka będzie przeżywalność tych podświetlających jak zdemaskują się laserem, a każdy chyba pojazd pancerny Rosji ma detektor promieniowania laserowego i obraca automatycznie wieżę na jego źródło? Na drony w podświetlaniu też bym nie liczył: nowa 57mm w Rosji ma nie tylko znakomitą balistykę i szybkostrzelność, nie tylko amunicję programowaną, ale i kierowaną. Ponadto amunicję kasetową odpalisz i już jest nie do zatrzymania. A taka naprowadzana laserem nie poradzi sobie we mgle, zadymieniu ani gdy przeciwnik wjedzie w las czy postawi zasłonę dymną. PGM ma niszowe zastosowania. Na prawdziwe konflikty lepsza jest amunicja "głupia" pod względem relacji cena/skuteczność.

Popular economist
czwartek, 9 maja 2019, 17:58

Kluczowy błąd twojejego rozumowania to taki, że Langusty MUSZĄ strzelać salwami!! Widzisz gdzieś u mnie aż "taką" sugestię? Ja nie! Czyżbyś miał problem by Langusta wystrzeliła np. 4 pojedyncze rakiety?? Pokićkało się zatem Tobie!! Po wtóre : jaki widzisz problem w naprowadzaniu np. całej pół-salwy na jeden podświetlony cel?? I powtórzę : wtedy nasycenie głowicami precyzyjnie określonego małego obszaru gwarantuje ci że nawet pod zasłoną dymną wszystko zostanie trafione!! Kolejny twój absurd: gdyby przeżywalność "podświetlajacego" była aż tak niska, to przecież NIKT by nie produkował, oferował, korzystał z takich podświetlaczy. A są jednak w każdej nowoczesnej armii!!! Automatyczny obrót wieży??? Taaaa.... Oraz 57mm pociski kierowane do armat???? Taaaa... Kolejny absurd to, że amunicja "laserowa" nie poradzi sobie we mgle i dymie. Jak widać jesteś "mądrzejszy" niż wszystkie armie swiata używające tych dziesiątków typów rakiet, bomb, pocisków do haubic, ppk naprowadzanych właśnie techniką laserową!!! Szkoda że generałowie i wszystkie światowe koncerny zbrojeniowe nie za sięgnęli najpierw opinii u Ciebie zanim kupili ten sprzęt za miliardy !!! Kolejna bzdura to "niszowe" PGM??? Zwykła amunicja do haubic ma na dystansie 40 km CEP bodaj 150-200m, ale z PGM nawet.... ok 5m. Ile standardowych pocisków i ile czasu, ile salw zużyjesz by osiągnąć podobną skuteczność jak amo z PGM?? Kłania się właśnie relacja koszt/efekt?!! Przy okazji: podczas szturmow na wyspy na Pacyfiku flota USA ostrzeliwala niektóre z nich przez 3 dni!!! I czasem niemal bezskutecznie!!! Przez 3 dni!! Koszt/efekt??? Jakie "niszowe" więc??? Wszystkie nowoczesne armie chcą/chciałyby mieć masowe PGM. No i na koniec, co to wg Ciebie są te "prawdziwe" konflikty?? Jak nigdy chyba dotąd nie udał ci się komentarz.

Extern
piątek, 10 maja 2019, 19:06

"prawdziwe" czyli masowe i długo trwające. Broń precyzyjna choć bardzo ok. to jednak przy dużym konflikcie prawdopodobnie bardzo szybko się wyczerpie albo nie będzie mogła być zbyt powszechnie używana. Tak więc do łask bardzo szybko powrócą tanie szybko produkowalne rodzaje amunicji. Kiedyś czytałem że taki scenariusz w czasie wojny w Wietnamie przećwiczyli Amerykanie, którzy za ciężkie pieniądze musieli odkupić od Niemców duże ilości zwykłych bomb grawitacyjnych które im wcześniej sprzedali po cenie złomu, bo w czasie intensywnych walk się szybko okazało że broni precyzyjnej jest za mało aby wykonywać nią wszystkie zadania.

Razparuk
środa, 8 maja 2019, 17:30

Zależy na jakim dystansie...

dropik
czwartek, 9 maja 2019, 09:34

może być i tak ale ogólnie po to sie kasetówki robi żeby razić cele wielkoobszarowe nie jedną a całą salwą (to bardziej głowica dla rakiet).

Ciekawy
środa, 8 maja 2019, 09:29

"Analizy wykazały, że 16 pocisków precyzyjnego rażenia pozwala na uzyskanie takiego samego efektu jak 800 nowoczesnych, standardowych pocisków kalibru ..." poproszę o linka do takich analiz. wynika z powyższego, że 1 pocisk precyzyjny pozwala uzyskać efekt wystrzelenia 50 pocisków standardowych. czy praktyka potwierdza takie analizy?

Ex
czwartek, 9 maja 2019, 18:00

CEP pocisków z PGM to nawet do KILKU raptem metrów. Mało???

Ha
czwartek, 9 maja 2019, 10:27

Odszukaj sobie np. dane nt pocisków z PGK. Tylko one dają wzrost celności o circa 400%!

Koil23
środa, 8 maja 2019, 13:47

Może chodziło o bezpośrednie trafie w cel?

Gts
środa, 8 maja 2019, 09:11

Izraelski koncern to nie Rafale, a Rafael. Pozatym głośno był o problemach z piorunem w czasie produkcji. Jurgen, bardzo interesujące pytanie.

jurgen
środa, 8 maja 2019, 18:52

na tyle interesujące pytanie, że już nie jest widoczne - ciekawe nie ?

MenVis
czwartek, 9 maja 2019, 17:09

W naszym klimacie raczej sie nie dowiemy kto tam dysponuje prawami do produktu i gdzie ewentualnie zostały sprzedane.

Wojciech
środa, 8 maja 2019, 03:00

Wiedziałem, że jak nasi coś wymyślą to musi być skucha. Kto normalny używa jeszcze starych YAG-ów? Cały świat już dawno przeszedł na lasery fibrowe. Prostsza konstrukcja 100x bardziej odporna na wstrząsy, zmiany temperatury i inne uszkodzenia mechaniczne a do tego 10x mniejszy pobór mocy. I do tego lżejsza.

Razparuk
środa, 8 maja 2019, 12:54

Jak przedmiot zamówienia jest robiony X lat z perturbacjami to są "efekty". Poza tym nie mam wŁAsnej bazy komponentowej...to jest problem. W elektronice NIE istniejemy

Wojciech
środa, 8 maja 2019, 19:30

W przypadku podświetlaczy nie musimy istnieć. Kupuje się od Chińczyków albo Amerykanów 1000 laserów fibrowych o określonych parametrach (przy takim zamówieniu każdy producent zrobi szyte na wymiar) i do magazynu. 1000 sztuk wystarczy na całą wojnę i jeszcze zostanie. Czy musimy uruchamiać produkcję rezystorów SMD żeby skonstruować jakąś elektronikę? Nie, kupujemy w sklepie albo zamawiamy w hurtowni. To samo z laserami, optyką, itd. To nie są produkty zakwalifikowane jako podwójnego przeznaczenia więc można kupić nawet na Ali.

Extern
piątek, 10 maja 2019, 19:25

I tu się mylisz, bo elektronika wojskowa to jest zupełnie coś innego niż elektronika cywilna. Te głupie rezystory o których piszesz w wydaniu militarnym muszą trzymać zupełnie inne standardy parametrów, choćby te dotyczące tolerancji odchyłów rezystancji przy bardzo szerokich zakresach temperatur pracy. Kosztują też kilkunastokrotnie więcej niż cywilne linie podzespołów. Tak więc na Ali tego nie zamówisz. A mówimy tylko o najprostszych elementach biernych mających swoje odpowiedniki cywilne, bo wielu odpowiedników elementów czynnych przeznaczonych do zastosowań militarnych w ogóle nie dostaniesz na rynku cywilnym.

czwartek, 9 maja 2019, 12:33

Spoko.

mityczny 40 milionowy naród
środa, 8 maja 2019, 02:16

Takie artykuły (dotyczące całego spektrum techniki wojskowej) powinny być kilka razy w roku, tyle że ze "szczęśliwym" zakończeniem. Czyli - zrobiono, przekazano, wyeksportowano itp.

dobryl
środa, 8 maja 2019, 01:13

W teorii wszystko ładnie i pięknie tylko do tych podświetlaczy laserowych powinny być dołączone teleportery. No bo jak szybko przemieścić operatora kilkadziesiąt kilometrów w głąb ugrupowania przeciwnika - a potem równie szybko go stamtąd wycofać - by mógł podświetlać cele dla np. baterii Krabów strzelających na maksymalny zasięg ? Jednak teleportację można obecnie oglądać jedynie w filmach fantastycznych.

Sssssss
środa, 8 maja 2019, 17:20

Inni mają takie "teleportery", część z nich dronami nazywają

dropik
środa, 8 maja 2019, 13:29

amunicja na laser to nie panaceum na wszystko. Są pociski kierowane na gps np pociski excalibur lub modułu PGK. Te lataja dalej bo od 30 km wzwyż

Mariusz
środa, 8 maja 2019, 01:05

Bardzo dobry artykuł.

Nec
wtorek, 7 maja 2019, 23:11

Może to drogie rozwiązanie ale jak stać na konia to i na bat. Kraby, Langusty i Raki to potężny wydatek dla ubogiego kraju, więc skoro już się wykosztowaliśmy na ich stworzenie to trzeba je zasilić

Zniesmaczony
piątek, 10 maja 2019, 11:37

Tylko ze nasz MON tego nie wie! Oni uważają np. że jak już kupili haubice czy moździerze to już pociski są niepotrzebne wszak amunicji do Krabow/Raków MON nie kupił!!! Po drugie jak już mamy zupełnie niezły system Topaz i to na 500 pojazdach to MON wstrzymał zakupy kluczowego elementu rozpoznania dla Topaza czyli zintegrowanych z Topazem dronow FlyEye!! No po prostu miodzio. No i wstrzymanie zakupów radarów artyleryjskich Liwiec. Tak oto MON nadzwyczaj skutecznie unieszkodliwia w Polsce nawet nasz najlepszy sprzęt w WP!!! I dlatego też Kryle to wojsko dostanie może za 10 lat!!

Covax
wtorek, 7 maja 2019, 22:40

Pan Maksymilian zapomniał jeszcze dodać projekt pod tytulem „Laserowy system korekcji lotu dla bomb lotniczych”. Które własnie Dezamet klepie i maja być oblatane na dniach ( czerwiec/lipiec).

Razparuk
środa, 8 maja 2019, 12:55

Program zostanie wywalony do kosza.

Covax
środa, 8 maja 2019, 18:06

Ależ to oczywiste, bo niby z czym to zintegrujemy ? su 22 bedziemy sie golic. A z F16 mozemy tylko zintegrować fakture dla LM

Davien
czwartek, 9 maja 2019, 03:41

Covax alez LM by je pewnie zintegrował z wielka chęcią, w końcu to nie oni ale my bysmy płacili duże pieniadze za coś co najwyzej kopiuje system Paveway i to zapewne sporo gorzej. No ale po wywaleniu grubych milionów miałbys polskie bomby:))

Extern
wtorek, 14 maja 2019, 12:53

Miejcie wiarę, w końcu może dochrapiemy się krajowych uzbrojonych w bomby korygowane dronów.

mc.
wtorek, 7 maja 2019, 22:07

Produkcyjnie jesteśmy przygotowani, tylko MON musi zmienić swoje podejście do tego typu środków. Czyli więcej "obserwatorów" z możliwością wskazania celu, ale i więcej środków obserwacji w ogóle (dronów, radarów artyleryjskich, itd.)

Dno
wtorek, 7 maja 2019, 20:55

Widzę, że zazdrościmy Rosjanom produkowania cytuję: "nowy system uzbrojenia, który rzeczywiście nie będzie miał swoich odpowiedników na świecie"

Zniesmaczony
czwartek, 9 maja 2019, 10:43

Dobrze widzisz ale co z tego? Przez " hamulcowych" w MON /IU wszystko co nowoczesne czeka, czeka, czeka na np. dostosowanie do właśnie zmienionych wymagań IU. Po pół roku, góra w rok - MON zarząda kolejnej zmiany koncepcji, cała robota pojdzie do kosza a wojsko? Dalej czeka!!! Pewnie że zazdrościmy, bo oni co chwila coś nowego dostają, nawet jeśli jest chwilowo niedopracowane. Ale już coś mają, ćwiczą taktykę, zdobywają doświadczenie, gdy my WCIĄŻ czekamy na tę wreszcie dopracowaną i wreszcie zaakceptowaną przez IU/MON ostateczną wersje!! Przyklad: system minowania narzutowego. Opracowano gąsienicowego Krotona. MON zaraz potem zażądał kołowego 6x6! Wiec gąsienicowy Kroton - do kosza. Wojsko znowu czeka. Opracowano Baobab 6x6, i co? Nic. Bo MON zmienił właśnie zdanie i Baobab TERAZ ma być 8x8. Więc wojsko ZNÓW CZEKA! I tak "w koło Macieju"! I dlatego np. nad nowym BWP debatujemy od 1992!!! Wtedy to właśnie MON uznał po raz pierwszy, że potrzebujemy nowego BWP!!! Ale do dziś NADAL nasi jeżdżą w blaszankach bwp1.

środa, 8 maja 2019, 12:58

Jeśli wiele rozwiazań jest opatentowanych lub na ich zastosowanie nie mamy bazy komponentowej...

Paweł P.
wtorek, 7 maja 2019, 20:13

Sądzę, że wykorzystamy możliwości – widać jak na dłoni, że idziemy w dobrym kierunku – trzeba to zrobić dobrze, za swoje i ze swoimi możliwościami.

Olek
wtorek, 7 maja 2019, 20:09

Chyba tylko w naszym kraju zadaje się pytania w stylu: czy naszej armii potrzebna jest amunicja precyzyjna. To wstyd że w XXI wieku marnujemy czas na takie oczywistości. No ale nie jest to dziwne jak MON szasta kasa na prawo i lewo wydając szczupłe środki na bzdury a nie potrzebne rzeczy. O takich oczywistosciach jak nowoczesna amunicja do wszystkich rodzajów bronii umundurowanie celowniki chelmy nawet nie powinniśmy pisać bo to oczywistość w każdej zawodowej armii. Szkoda że się jeszcze nie zastanawiamy czy warto przechodzić z kusz na karabiny albo czy konie zastąpić samochodami. To pokazuje tylko bylejakość naszej armii i całkowity rozkład MON

Rex
wtorek, 7 maja 2019, 19:53

Po "przygodach" z Gromem nic dziwnego, że tym razem MON chce zaczekać na na opracowanie gotowego produktu wraz z przejściem prób końcowych. Do tego czasu powinno być finansowane jako projekt B-R.

Ha ha
czwartek, 9 maja 2019, 10:51

I bez rzekomych "przygód" MON to ZAWSZE czeka. MON uwielbia czekać. Główną strategią MON jest ZAWSZE czekanie. Są mistrzami czekania. I osiągnęli dzięki temu mistrzostwo i perfekcję w OPÓŹNIANIU. Żaden projekt nie został zrealizowany na czas. Nigdy!!! Jak poczytasz o ogłaszaniu przez MON dialogu to ZAWSZE jest tam wzmianka w rodzaju że.... IU/MON nie wyklucza WYDŁUŻENIA terminu.... albo że dla "odmiany":.... zastrzega sobie prawo do przedłużenia procedury....!!!

SimonTemplar
wtorek, 7 maja 2019, 19:37

Mesko miało już jakiś czas temu opracować i wdrożyć skuteczną amunicję ppanc do Leopardów i co, jakoś nic nie słychać w tej sprawie. Skoro tego nie są w stanie zrobić, to dajcie sobie na luz z precyzyjną amunicją artyleryjską bo po 10 latach badań i wydaniu setek milionów powiedzą, że ciężko im coś zrobić.

Covax
środa, 8 maja 2019, 09:21

Panie SimonTemplar: Amunicja czolgowa ppanc czyli APFSDS-T - to już naprawde Top metalurgi. Spieki wolframu muszą pękać samoostrząc się (ścinanie adiabatyczne). W 2016r zaczelismy budować linie do rdzeni wolframowych, a mamy 50 lat opożnienia w tym temacie. Na chwile obecna Pz.531 II gen ma przebijalność coś ponad 600 RHA na 2000m ( polecam pogrzebać na stonie witu) Mesko to "tylko" producent amunicji a nie instytut badawczy ;-)

SimonTemplar
środa, 8 maja 2019, 20:52

Badania nad amunicją i jej parametrami są nieodłącznym etapem na wstępie jej projektowania i wdrożenia do produkcji. Zdumiewa mnie jednocześnie argument późnego zastosowania linii do rdzeni z wolframu bo chyba się zgodzimy, że akurat ten typ amunicji będzie skuteczny z zastosowaniem rdzeni wolframowych lub uranowych więc chyba to nie najlepiej świadczy o zakładzie, skoro podstawową technologię do produkcji podstawowej amunicji wprowadza z takim opóźnieniem?

Ciekawski
czwartek, 9 maja 2019, 10:55

Bo to myślisz że to zakład "wprowadza nową technologię"???? Bo niby dyrektor nagle się obudzi w środku nocy i blysnie intelektem: od jutra wprowadzamy nową technologię??? Wiesz ty w ogóle co to znaczy wprowadzić w zakładzie "nową" technologię??

SimonTemplar
czwartek, 9 maja 2019, 13:42

Wiem i to bardzo dobrze. Nie dzieje się to z dnia na dzień ale problem w tym, że u nas trwa to nawet i 50 lat jak sam raczyłeś napisać. Jest faza analityczna, koncepcyjna a potem program wdrożeniowy. Oczywiście przy założeniu, że technologia ma pokrycie w zapotrzebowaniu. W tym przypadku ma i to kolosalne. Jeśli od powiedzmy 10 czy nawet 12 lat mówimy o potrzebie skonstruowania własnej skutecznej amunicji a jednocześnie robimy w tej kwestii niewiele to chyba trudno mówić, że chcemy coś zrobić z dnia na dzień? Nie oczekuję, że dzisiaj stwierdzimy konieczność opracowania nowoczesnej amunicji ppanc i za rok ją będziemy produkować. Ale to było już wiadome od 2002 r. kiedy zakupiliśmy pierwsze partie A4 a więc 17 lat temu. Więc jakie z dnia na dzień, kiedy już wówczas amunicja ppanc była nie najnowsza? 17 lat na opracowanie nowej technologii to mało? Bądźmy poważni.

Covax
piątek, 10 maja 2019, 01:52

Moze to przypadek, ale w 2014r mon kupil 14 tyś Pz.531 z dostawami do konca 2018 ( albo jakos tak), a w 2019 roku mamy Pz.531 block 2 ( tak ladnie po amerykansku) o penetracji o 100 mm RHA wiekszej...jak myslisz dlaczego ? Moze dlatego ze jest stabilne finansowanie i rozsadne ulozenie zamowien w czasie

SimonTemplar
sobota, 11 maja 2019, 01:08

O 100mm RHA większej czyli w sumie jakiej? Bo z tego co wiem to "najnowsze" dzieło Mesko osiągnęło zdolność penetracji nieco wyższej niż DM43 czyli w granicach do 560-580mm RHA. W 2014 roku. To ma być żart? Ja nie przeczę, że stabilne finansowanie jest istotnym czynnikiem dla rozwoju i produkcji technologii, ale ta technologia powinna coś wnosić. 580 RHA to raczej osiągnięcie nie jest.

Covax
niedziela, 12 maja 2019, 22:36

Pz.531 gen II ma cos ponad 600 RHA na 2000m, wiekszą ciekawostka jest dwuczłonowy penetrator ktory lepiej znosi nowoczesne pancerze i ERA( pierwszy rdzen zostaje uszkodzony przez era i zaczyna grzydkować, rykoszetuje i jego miejsce zajmuje drugi "ostry"). Cos jak prekursor w Tandemowych glowicach kumulacyjnych.

niedziela, 12 maja 2019, 15:20

Ciekaw jestem z czego wcześniej chciałbyś strzelać hiper amunicją? Z A4 by się nie dało przecież, bo oporopowrotnik by się mu rozleciał. Teraz jest A5 no i wchodzi Leo2PL więc można o porządnej amunicji rozmawiać.

Franio_s
wtorek, 7 maja 2019, 19:37

Wreszcie artykuł w tym temacie. Od lat czekam na najtańszą skokową modernizację, czyli na nowoczesne typy amunicji. Amunicja precyzyjna oraz o wydłużonym zasięgu, to podstawa.

MOM
wtorek, 7 maja 2019, 18:59

Po co nam polska amunicja precyzyjna jak możemy kupić amerykańską.....

Zniesmaczony
piątek, 10 maja 2019, 11:48

Pytanie tendencyjne. Problemem jest że a) nie mamy dziś żadnej precyzyjnej amo, b) MON nie lubi kupować niczego dla WP, c) MON w szczegolnosci chętnie uniemożliwia zakup czegokolwiek naprawdę podnoszacego nasze zdolności bojowe, d) MON kupując stara się tak kupić by efektywność zakupu była jak najniższa. Przykładów powyższego jest na Def24 sporo. Zatem tak czy owak dzięki MON twoje pytanie jest bezprzedmiotowe.

Ryszard53
wtorek, 7 maja 2019, 18:52

od amerykanów będą na pewno: droższe, trudniej dostępne i niekoniecznie sprawne w godzinie "W" i oczywiście w ilościach nie od nas zależnych A w wypadku naszych potrzebny jest chłop z zimną głową ale i z jajami !!!!!!

Eeetam
czwartek, 9 maja 2019, 10:57

Wszyscy Rosjanie się cieszą widząc komentarz w stylu: "Izrael sprzeda kody" albo "Amerykanie nam wyłączą"!!! Co za brednie!

Extern
wtorek, 14 maja 2019, 13:11

Niestety nie brednie, w dobie broni inteligentnej jest to niestety bardzo realne ryzyko z którym liczą się wszystkie poważne kraje. Oczywiście takie ryzyko lekcjo ważą sobie kraje nie poważne, dlatego np. Irackie radary Francuskiej produkcji nie widziały samolotów koalicji które nie niepokojone dzięki temu przez Iracką OPL bombardowały sobie co chciały, wszystkie sztaby armii Irackiej gdzie były drukarki importowane z USA zostały zbombardowane, a wszystkie Gruzińskie drony produkcji Izraelskiej które wystartowały, zostały przez Rosjan zestrzelone gdyż Rosjanie oczywiście przypadkiem znali ich aktualne pozycje.

trochę sceptyczny
wtorek, 7 maja 2019, 18:51

A co z jakością tych wyrobów z Meska itp? Czy można im zaufać, powierzyć swe życie podczas odpalania?

Extern
wtorek, 14 maja 2019, 13:22

Mesko od początku produkcji np. Gromów zrobiło ich już co najmniej 2,5 tysiąca z czego co najmniej z tysiąc odpalono już przy okazji różnych ćwiczeń. Spektakularnych bum z tą "petardą" w rękach raczej nie było ale z tego co słyszałem to zdarzały się problemy z zimnym startem które jednak poza ewentualnym zabrudzeniem spodni nie spowodowały innych strat wśród operatorów.

MAZU
wtorek, 7 maja 2019, 17:47

"Nie ma szans, by Polska uzyskała pełną autonomię w produkowaniu amunicji naprowadzanej za pomocą GPS" DLACZEGO ?????

Gustlik
środa, 8 maja 2019, 03:04

Sojusznik nie daje kodów do wojskowej precyzji. Nie mają zaufania do naszych "generałów".

Jacek
środa, 8 maja 2019, 01:20

Bo system GPS nie jest polski tylko amerykański i do korzystania z jego wojskowej wersji potrzebujemy kodów od Amerykanów.

Extern
wtorek, 14 maja 2019, 13:27

Akurat tu nie potrzeba żadnych kodów tylko znajomości algorytmu korekcji specjalnie przez Amerykanów wprowadzanych rozjazdów sygnału. Problem w tym że jak Amerykanie zechcą mogą wprowadzić inne planowe zakłócenia które spowodują drastyczny spadek precyzji odczytów.

Albercik
wtorek, 7 maja 2019, 16:40

Hm, jeśli nawet ukończymy te wszystkie super pociski, to pozostaje jeden poważny problem. Skąd artyleria ma wiedzieć że gdzieś - "bo nie wiadomo gdzie, ta bajka toczy się" - jest jakiś cel wart posłania mu cennego, ale skutecznego pocisku? Pomijam chwilowo sytuację, gdzie wysunięty operator po prostu widzi cel, ma ze sobą podświetlacz i wzywa artylerię. Piszę o braku systemowego rozpoznania, ogólnie o braku dronow, samolotow, balonów czy sterowców, radarów pola walki, wyspecjalizowanych i odpowiednio wyposażonych i przeszkolonych zwiadowcow. Takiego, użyje tu skrótu myślowego, systemu rozpoznania jako całości!! A przecież takich pocisków można użyć też na morzu, więc choćby drony z podświetlaczami są tam absolutnie niezbędne, no a dziś całkowicie nieobecne!!

Fanklub Daviena
wtorek, 7 maja 2019, 22:04

Rosja nie miała dronów, ku ogromnej radości tego portalu i nagle w ciągu kilku lat stała się dronową potęgą (przynajmniej w zakresie działań taktycznych). Nic nie stoi na przeszkodzie (no może Wielki Wuj z za Atlantyku...) by własnymi siłami powtórzyła rosyjski sukces! Ponadto będziemy ew. działać na własnym terytorium - czy to taki problem już teraz zakopać czy zamaskować zdalnie uaktywniane sensory np. sejsmiczne, akustyczne, optyczne i inne, które w sposób pasywny i skryty mogły namierzać przeciwnika na naszym terytorium? Qurna, mamy już XXIw jakbyś nie zauważył i są lepsze metody niż obserwator z lornetką i to w zakresie możliwości polskiego przemysłu!

Albercik
środa, 8 maja 2019, 11:55

Absolutnie popieram twój pomysł z linią czy całą siecią czujników. To byłby doskonały system !! Jako ciekawostkę dodam że swego czasu oglądałem fragmenty dokumentacji , nie naszej niestety i he he całkowicie nielegalnie z resztą, koncepcji narzutowych czujników dla systemu zdalnego nadzoru naziemnego dowolnego obiektu czy obszaru. Obejmowała bodaj 4 typy dość prymitywnych czujników: akustyczne, wibracyjne, magnetyczne i termiczne współpracujące ze sobą w celu identyfikacji poruszającego się obiektu/celu. Na opisywanym poziomie zdefiniowano po 4 indywidualne charakterystyki każdej z tych wielkości fizycznej dla np. idacego przez las człowieka/grzybiarza, sarny/jelenia, psa/wilka/lisa, wolno jadącego pojazdu aż po wolno przemieszczajacy się czołg . System identyfikował w teorii na poziomie ponad 94% , rozróżniał cele i reagował alarmem, gdy wszystkie czujniki potwierdzały charakterystyki zbieżne dla konkretnego typu ruchomego obiektu. Czujniki elektroniczne, bardzo niewielkie , wręcz pchełki , mogly być "rozstawiane" np. metodą napowietrzną poprzez "rozsiewanie" z helikoptera czy samolotu, artyleryjską przez wystrzelenie pocisku nośnika i rozrzut jak w pocisku kasetowym itd. Te drobniutkie czujniki zasadniczo jednorazowe , zasilane z baterii chemicznej z ok 2 letnim czasem czuwania uniemożliwiały niewykryte podejście do dowolnego chronionego obszaru. Już wtedy wyglądało to interesująco pozwalając w ciągu praktycznie kilku chwil objąć niezawodnym i nierozbrajalnym nadzorem dowolny teren uprzednio nie przygotowany do ochrony. Coś jak quasi-pole minowe , ale dające tylko sygnał do jednostki sterującej że po nadzorowanym terenie porusza się np. ....dzik!!! Obserwator zaś to ostateczność ale też moja smutna konkluzja dot. zdolności do wprowadzenia przez MON koncepcji takich jak np. ta twoja sieć czujnikow. Poza tym obserwator na quadzie czy biku tez albo dron sprawdzi się w sytuacji np. desantu na każdym obszarze poza siecią czujników.

m p
wtorek, 7 maja 2019, 21:30

Te drony, balony, sterowce, samoloty muszą być nad przeciwnikiem i wysyłać jakiś sygnał, czyli nawet udawanie mewy, czy wróbla nic nie da. Może właśnie wysunięty obserwator i to jeszcze z długim kablem może być jedynym rozwiązaniem w walce z w miarę nowoczesnym przeciwnikiem.

Albercik
środa, 8 maja 2019, 11:17

Bzdura. Optyczne wykrywanie np. celów powietrznych to dziś nawet 80 km. Naziemnych - ogranicza horyzont, radarowa z Awacsa to ponad 450 km. Nasz balon/sterowiec wiszący nad Rozewiem będzie widział na co najmniej 50 km. Wiszący gdzieś ze 20 km od granicy podejrzy kawał okręgu Kalinki. Nie musi wcale wisieć nad kolumna zmech nadciągającą w rejon przesmyku Suwalskiego. Dron zaś może polecieć gdzie go skierujemy. Operator dla mnie to ostateczność czyli linia styku z wrogiem.

m p
środa, 8 maja 2019, 19:29

A czy ja napisałem, że balony/sterowce/drony nie widzą. Napisałem że same są widoczne, czyli że można je zniszczyć. A przy granicy z obwodem to masz sporo lasów, zatem trochę trygonometrii i sprawdzisz, że za wiele z boku nie zobaczysz. Do tego jeżeli chcesz obserwować ruskich to te balony powinny wisieć już dziś, bo skąd będziesz wiedział kiedy je wypuścić - jak już przekroczą granicę?

Albercik
czwartek, 9 maja 2019, 11:14

De facto to "wszystko" powinniśmy mieć na już!! W tym wiszące obserwacyjne i radarowe balony i sterowce. Bo we wszystkim jesteśmy opóźnienie. Drony, samoloty rozpoznania radarowego, rozpoznanie lądowe czy morskie leży! Ale u nas główną procedurą operacyjną MON jest.... czekanie! Więc nigdy nie będziemy mieć w tym ani balonów ani sterowcow. Co do widzenia: samolot można zestrzelic, czołg zniszczyć, operatora zestrzelic. Wszystko można!! Ale to nikogo nie przekonuje żeby z czołgów rezygnować! To Ty napisałeś, że balon musi wisieć "nad" wrogiem! A ja piszę, że NIE musi. Ale wisząc niedaleko granic "zagląda" uprzedzająco na teren potencjalnego agresora. A to moim zdaniem ogromny plus!!!

m p
czwartek, 9 maja 2019, 23:08

Mimo wszystko obserwację terenu zagranicy z własnego terytorium uważam za mało skuteczne. Czołg możesz zasłonić cywilnym TIRem, a w lesie w ogóle nie musisz zasłaniać. Do tego dochodzi ukształtowanie terenu po naszej stronie - zalew wiślany , wysoczyzna elbląska itp., to nie jest płaskie Mazowsze. Plusy do obrony, minusy do rozpoznania. Ogólnie temat rzeka. Ciekawi mnie tylko co musiałoby się zdarzyć w obwodzie, aby nasi zdecydowali się na mobilizację.

Robert W.
wtorek, 7 maja 2019, 16:29

Amunicja naprowadzana laserowo ma jednak jedną podstawową wadę. Niezbędne jest jej wsparcie w postaci operatorów podświetlających cel, którzy muszą się znaleźć w niewielkiej odległości od celu, przez co są narażeni na wykrycie i "neutralizację", co przy powszechnej już obecności systemów powiadamiania o oświetleniu wiązką laserową rodzi niebezpieczeństwo wykrycia "podświetlaczy" oraz przemieszczenia się obiektu tudzież uruchomienia zasłony dymnej.

dropik
środa, 8 maja 2019, 13:42

serio ? magazyny , punkty, oporu, grupy ciężarówki i stare bmp i btr mają detektory promieniowania laserowego ? a mnie się wydaje że to jednak tylko czołgi mają. jest dużo celów które takich systemów nie posiada.

Kaczan
środa, 8 maja 2019, 00:03

W sumie możesz próbować, jak piszesz, oświetlać cel, nawet na kilka dni przed ... no, ale w art napisane jak byk, że wystarczy pomazać na 2-3 km odległości pocisku od celu. Zasłona dymna g..no da;))) nawet jeżeli będzie automatyczna po wykryciu opromieniowania. W kilka sekund też nigdzie nie odjadą... Co do wykrycia obserwatorów, taktyka użycia, no i drony podświetlające. Tylko trzeba mieć te zabawki, żeby się nimi bawić;((((

dropik
czwartek, 9 maja 2019, 09:39

jakie mazanie 2-3 km od celu?. możesz mazać kilkanaście metrów od celu, ale dotyczy tylko amunicji 155mm bo tylko ta ma większą siłę rażenia, ale i tak mniejszą niż zwykły 155 mm.

Kaczan
czwartek, 9 maja 2019, 12:40

Przeczytałeś dokładnie? Odległość pocisku od celu (tzn. już w locie). Zadaj sobie trud czasami i nie pluj na oślep.

chateaux
wtorek, 7 maja 2019, 21:59

To jest ryzyko, ale takie ryzyko to ryzyko akceptowalne podczas działań wojennych. Większym problemem amunicji kierowanej laserowo, jest jednak jej uzależnienie od warunków atmosferycznych. Skuteczność amunicji kierowanej przez wszelkiego rodzaju systemy optyczne - czy to laserowe, czy to IR - spada podczas dużego zachmurzenia, czy deszczu. Wolne od tego rodzaju ograniczeń są systemy naprowadzane radarowo oraz za pomocą GPS, ale one z kolei maja inne ograniczenia. Jak wszystko. Nie ma systemu idealnego.

m p
wtorek, 7 maja 2019, 21:34

To są zabawki na wojnę, z założenia niebezpieczne, oczywiście z założenia bardziej niebezpieczne dla przeciwnika, ale trochę też dla obsługi.

asf
wtorek, 7 maja 2019, 16:08

Pytanie, czy MON będzie miał jaja, żeby wprowadzić przedstawione w tym artykule rozwiązania, czy będzie tylko potulnie kupował sprzęt amerykański... ?

Razparuk
wtorek, 7 maja 2019, 17:47

Chyba znamy odpowiedź...:P

Zawisz_zielony
wtorek, 7 maja 2019, 16:04

Panie ale jakby to kupić to... kasy na F35 zabraknie i co powie wtedy wieki brat zza oceanu...

Olender
wtorek, 7 maja 2019, 15:59

Możliwości wiele... ale zaczyna rozbijać się o pieniądze...

As
wtorek, 7 maja 2019, 15:33

A to nie chodzi o to żeby faktycznie przemysł utracił resztę zdolności ?

Popular Economist
czwartek, 9 maja 2019, 11:22

Tak było za poprzedniej władzy. Jak np. OBRUM w Gliwicach niemal skończył Andersa, to pewien sabotazysta szybko podpisał umowę o współpracy z BAE na CV90 i cały potencjał Andersa i OBRUM poszedł na śmietnik. Dzięki temu nie mamy ani Andersa ani Cv90!! Ot tak się niszczy zdolności i całe zakłady. Tak padła też stocznia w Szczecinie. Swego czasu bodaj 5-ta stocznia w świecie, poprzednia władza nie dała gwarancji bankowej stoczni, ta nie dostała kredytu obrotowego i mając nawet pakiet zamówień na kolejne 4 lata... zbankrutowala nie mogąc nawet kupować na bieżąco realizowaną produkcję.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama