Reklama

Saperzy z Gliwic zniszczyli amerykańską bombę

28 lutego 2018, 10:57
sperzy
Fot. st. chor. sztab. Tomasz Znojkiewicz / DGRSZ
Defence24
Defence24

Saperzy z patrolu rozminowania gliwickiego batalionu powietrznodesantowego zniszczyli amerykańską bombę pochodzącą z czasów II wojny światowej.

Saperzy z gliwickiego patrolu rozminowania nr 28 we wczesnych godzinach porannych 16 lutego otrzymali zgłoszenie o znalezieniu bomby lotniczej w odległym o 45 kilometrów Kędzierzynie Koźlu. Po dokonaniu rozpoznania w ramach działań w zakresie interwencyjnego oczyszczania kraju z przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych pochodzenia wojskowego dowódca patrolu określił znalezisko jako bombę armii USA z okresu II Wojny Światowej o oznaczeniu AN-M59 i wadze 450 kg, gdzie sama masa materiału wybuchowego to prawie 150 kilogramów.

Z historii wojennej wynika, że bomba AN-M59 pochodzi z okresu bombardowań jakie prowadziła armia USA na strategiczne obiekty nazistowskiego przemysłu naftowego. Naloty z użyciem bombowców B-17 i B-24 rozpoczęły się latem 1944 roku i trwały do grudnia 1944 r., a celami były rafinerie w Blachowni (dzisiejsza dzielnica Kędzierzyna-Koźla) i Zdzieszowicach. Zniszczenia amerykańskiej bomby dokonano po przewiezieniu do stałego miejsca niszczenia na terenie poligonu w Nowej Dębie.

undefined
Fot. st. chor. sztab. Tomasz Znojkiewicz / DGRSZ

Jak informuje ppłk Jacek Zaniewski, było to już 29 zgłoszenie w bieżącym roku przyjęte przez saperów z 6 Batalionu Powietrznodesantowego stacjonującego w Gliwicach. W wyniku przeprowadzonych  procedur przez dwa patrole rozminowania znajdujące się w strukturach batalionu  (nr 28 – dowodzony przez st. chor. sztab. Ryszarda Szymkiewicza i nr 29 -  dowodzony przez st. chor. sztab. Tomasza Znojkiewicza) podjęto i zneutralizowano ponad 50 szt. przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych, a w tym granaty moździerzowe, bomby lotnicze, pociski i amunicję zużywając 18 kilogramów materiału wybuchowego i środki inicjujące.

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 14
Reklama
sot
czwartek, 1 marca 2018, 12:21

Nie chodzi o \"nazistowski przemysł naftowy\", a o niemiecki.

J61
czwartek, 1 marca 2018, 10:38

Jedna taka zostanie na zawsze w ziemi niedaleko instalacji OXO w Azotach,znaleziona była w 1986 w czsie budowy oczyszczalni.Została zabetonowana przez nas,bo przez pierwszą znalezioną poszliśmy bez wypłaty kiedy przez tydzień saperzy zablokwali nam budowę

7plmb
środa, 28 lutego 2018, 21:29

Ale gwoli historycznej prawdy..bomba była amerykańska..ale bombardowano NIEMIECKI ! przemysł naftowy.Ewentualnie można napisać niemiecki-nazistowski..Mojego pradziadka wcale nie zabili naziści a niemcy..

fgh
czwartek, 1 marca 2018, 00:56

Jak to jeden z pamiętających tamte czasy napisał - na tramwajach były napisy \"nur für Deutsche\", a nie \"nur für Nazis\".

dzejdzej
środa, 28 lutego 2018, 14:41

latem 1944 bombowce alianckie jak widać mogły wielokrotnie dolecieć na Śląsk, ale już nad Warszawę powstańczą to niet!

AWU
czwartek, 1 marca 2018, 10:38

Operacja \"Frantic\" Amerykańskie bombowce bombardowały latem 44 niemieckie zakłady przemysłu naftowego na Śląsku i kontynuowały na wschód do bazy w Połtawie na Ukrainie. Z stamtąd leciały do Włoch bombardując po drodze bombardując rumuńskie pola naftowe. Stalin zabronił użycia Połtawy dla samolotów latających do powstania, odmówił również załogom alianckim lądowania w celu zatankowania czy nawet dla uszkodzonych maszyn na terytorium RP okupowanym przez Rosjan (lotniska Biała Podlaska Mińsk Mazowiecki Mielec czy Lwów-Skniłów). Rosjanie strzelali do maszyn alianckich które na kurs zrzutu (od północy) wchodziły lecąc nad prawym brzegiem Wisły. Doprowadziło to do sytuacji iż Churchill postulował u Roosevelta zawieszenie dostaw lend-lease a marszałek RAF Slessor napisał \"mam nadzieję że w piekle zarezerwowano miejsce dla Stalina i Sowietów winnych śmierci naszych lotników i setek tysięcy Polaków w Warszawie\". Kilka miesięcy pózniej lotnicy z RPA i RAF zrewanżowali się Rosjanom niszcząc kilkanaście jednostek rosyjskiej flotylli na Dunaju, miny morskie które miały odciąć odwrót Niemcom \"omyłkowo\" zrzucono ponad 20km w dół rzeki. Gdy dowództwo AK rozpoczęło we wrześniu rozmowy kapitulacyjne Stalin zezwolił na misję USAAF z Anglii do Połtawy, chodziło o przedłużenie walk i zwiększenie strat zarówno niemieckich jak i polskich. 107 B-17 w eskorcie P-51 dokonało zrzutu 18 IX, w odróżnieniu od RAF (zrzuty ze 100-150m) Amerykanie zrzucali z 4000m a ówczesne spadochrony nie miały jeszcze automatów opóźniających otwarcie. Jako że obszar kontrolowany przez Polaków był już niewielki duża część kontenerów przejęta przez Niemców. Niezależnie od rezultatu Stalin odmówił zezwolenia na powtórną misję.

juruk
środa, 28 lutego 2018, 18:27

To proste.... Z Kedzierzyna do Warszawy jest jakieś 250 km.. w obie strony daje to już ponad 500 km... wiec to naprawde sporo jak na tamten okres.... nie ma się czemu dziwić. Były plany nalotów alianckich samolotów nad Warszawę, ale musiały by lądować i uzupełniać paliwo i uzbrojenie na lotniskach zajętych przez Rosjan.. Niestety batiuszka Stalin nie zgodził się na to.... Jak i na udzielenie jakiegokolwiek realnego wsparcia powstańcom.

Rmajewski
środa, 28 lutego 2018, 17:45

tak, bo lecieli z Włoch

JSM
środa, 28 lutego 2018, 17:13

Nad Warszawę też latały, nawet polskie załogi. Tyle że mało bo było za daleko a Ruscy nie zgodzili się na lądowanie samolotów w celu tankowania. Tacy sojusznicy na niby. Dopiero we wrześniu, po przełamaniu Linii Gotów i zdobyciu Bolonii dało się latać.

Jan
środa, 28 lutego 2018, 16:59

A kto zrzutów dokonywał? Armia Czerwona? Poza tym pamiętaj, że powstanie nie było uzgodnione z aliantami zachodnimi, więc przygotowania trochę musiały potrwać

tak tylko...
środa, 28 lutego 2018, 15:25

Pewnie mogło by latać więcej, ale Rosjanie zabronili aliantom lądować na swych lotniskach. Dla Stalina pomoc Polakom była zbrodnią...

Lewandos
środa, 28 lutego 2018, 12:05

To nie ma bliżej miejsca, w którym można neutralizować niewybuchy? Z Kędzierzyna do Nowej Dęby?

zniesmaczony
czwartek, 1 marca 2018, 02:09

Rejonizacja panie, rejonizacja. Gdańsk obsługują \'\'zieloni\'\', Gdynię marynarze. Marynarze wożą urwiłapki do Strzepcza, a \'\'zieloni\'\' do... Braniewa. Z Gdańska do Strzepcza jest niecałe 50 km, do Braniewa 104. No ale ktoś genialny wymyślił rejonizację ;)

Irek
środa, 28 lutego 2018, 21:49

A na miejscu można było zniszczyć. W odległości 1 kilometra nie było nic

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama