Rozmowy rosyjsko-tureckie w sprawie Idlibu: bez przełomu, nowe groźby

19 lutego 2020, 14:15
840_472_matched__q5w963_840472matchedq5p2crAzazSyriaduringtheSyrianCivilWarWideAngelofDamage
Fot. Scott Bobb/Voice of America News (domena publiczna)

Na dwudniowych rozmowach rosyjsko-tureckich na temat sytuacji w syryjskiej prowincji Idlib strony uznały, że należy przestrzegać wcześniejszych ustaleń w sprawie działań na rzecz zmniejszenia napięć - podało we wtorek w komunikacie po spotkaniu MSZ w Moskwie. Stanowisko Ankary jest mniej entuzjastyczne, a prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zapowiada, że ofensywa turecka w Idlibie jest kwestią czasu, mimo to rozmowy z Rosją "będą kontynuowane".

MSZ Rosji podało także, że obie strony podkreśliły wagę kontynuowania procesu uregulowania politycznego w Syrii. Według oświadczenia resortu spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej przedstawiciele Rosji i Turcji zgodzili się, co do faktu, że "długoterminowe bezpieczeństwo i stabilność w Idlibie i innych rejonach Syrii" możliwe są do osiągnięcia tylko w oparciu o zasady suwerenności, niezależności, jedności i integralności terytorialnej tego kraju.

Obie strony zapewniły o swym zaangażowaniu na rzecz dotychczasowych porozumień, przewidujących działania na rzecz zmniejszenia napięć i poprawy sytuacji humanitarnej podczas kontynuacji walki z terroryzmem

Oświadczenie MSZ Federacji Rosyjskiej

Komunikat wydany przez rosyjski resort dotyczy dwóch rund rozmów, które odbyły się od 7 do 18 lutego, na szczeblu wiceministrów spraw zagranicznych Rosji i Turcji. Druga runda rozpoczęła się w poniedziałek. Ten dzień — według prasy rosyjskiej — nie przyniósł rezultatów; zapowiedziano kontynuowanie rozmów we wtorek. Strona rosyjska nie podała, prócz komunikatu MSZ, informacji na temat rezultatów rozmów. Reuters podał, że i we wtorek nie doszło do porozumienia. Tymczasem rzecznik rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Omer Celik powiedział dziennikarzom, że strona turecka przekazała w Moskwie, iż syryjskie siły rządowe muszą wycofać się poza linię tureckich posterunków obserwacyjnych w Idlibie, aby powstrzymać "katastrofę humanitarną".

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył w środę, że wyniki rozmów z Rosją na temat sytuacji w prowincji Idlib w północno-zachodniej Syrii są dalekie od jego oczekiwań i ostrzegł, że turecka operacja militarna w tym regionie to "kwestia czasu". Przemawiając do deputowanych swej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) powiedział, że Turcja jest zdeterminowana, aby Idlib stał się strefą bezpieczeństwa "bez wglądu na koszty", nawet wtedy, gdy rozmowy z Rosją na temat tego regionu będa kontynuowane.

To są nasze ostatnie ostrzeżenia (...) Możemy pojawić się (w Idlibie) pewnej nocy bez ostrzeżenia. Mówiąc bardziej wyraźnie, operacja w Idlibie nadciąga

Recep Tayyip Erdogan, prezydent Turcji

Groźby tego typu ze strony szefa tureckiego państwa pojawiają się w sytuacji, gdy rozmowy pomiędzy Ankarą a Moskwą nie zdołały na razie zmniejszyć napięć w Idlibie.

Niestety, ani rozmowy prowadzone w naszym kraju, ani w Rosji, ani negocjacje na miejscu (w Syrii-przyp. PAP) nie przyniosły takiego rezultatu, jakiego byśmy sobie życzyli (...) Jesteśmy daleko od punktu, do którego chcemy dotrzeć, to fakt. Ale rozmowy (z Rosjanami-przyp. PAP) będą kontynuowane

Recep Tayyip Erdogan, prezydent Turcji

Prowincja Idlib jest ostatnim w Syrii bastionem rebeliantów walczących z reżimem prezydenta Baszara el-Asada. Część ugrupowań rebelianckich jest wspierana przez Turcję, natomiast Rosja udziela poparcia siłom Asada. W wyniku ofensywy syryjskich sił rządowych wspieranych przez Rosję w ostatnich tygodniach Turcja straciła kilkunastu swych żołnierzy, co spowodowało napięcia między Ankarą i Moskwą. Władze w Moskwie zapewniają jednak, że respektują wcześniejsze ustalenia z Turcją, a syryjskie siły rządowe odpierają ataki — jak to ujęto - "grup terrorystycznych" w Idlibie.

Mamy zamiar dalej wykorzystywać nasze kontakty robocze z kolegami tureckimi po to, aby nie pozwolić na rozwój sytuacji w Idlibie w kierunku dalszej eskalacji

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla

Szef rosyjskiej dyplomacji powiedział, Rosja "będzie nadal omawiać z kolegami tureckimi" sytuację, jaka powstała w Idlibie i wywiązanie się z porozumień rosyjsko-tureckich zawartych w Soczi w 2018 roku. Zaznaczył, że na razie nie ma sygnałów o tym, by przygotowywane było spotkanie prezydentów obu państw. Pieskow powiedział w środę, że na razie "nie ma konkretnych planów" dotyczących ewentualnej rozmowy telefonicznej Putina i Erdogana, niemniej rozmowę taką w razie konieczności można uzgodnić "dosłownie w kilka godzin".

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 12
Reklama
Niuniu
czwartek, 20 lutego 2020, 14:54

Piszecie od dłuższego czasu, że Iran to prawie wróg Rosji a już na pewno, że kraje te mają rozbieżne interesy szczególnie Syrii. To tezy pozbawione jakichkolwiek podstaw. Rosja bardzo ściśle współpracuje z Iranem nie tylko w Syrii i na polu wojskowym ale przede wszystkim gospodarczym i politycznym. Iran to też Państwo które leży nad morzem Kaspijskim i to Iran zgodził się podpisując konwencję o jego "podziale" uczynić z niego de facto wewnętrzne rosyjskie morze. Za kilka miesięcy wygasają ograniczenia ONZ na dostawy do Iranu uzbrojenia oraz na współpracę wojskową z Teheranem. Proponuję chwilę poczekać z komentarzami. i poobserwować co się będzie działo. Np. pojawiają się zapowiedzi, że Iran zakupi od Rosji po ustaniu sankcji ok 500 samolotów głównie myśliwców i samolotów wielozadaniowych. Jeśli faktycznie tak się stanie to gdzie tu konflikt interesów? Bez ścisłej współpracy z Iranem, Rosja nic by sama w Syrii nie zdziałała. W czasie jej interwencji armia Syryjska była w pełnej rozsypce a same rosyjskie lotnictwo z garścią rosyjskich wojsk specjalnych nic by nie osiągneło. Do odzyskania utraconych przez Asada terenów potrzebna była duża ilość dobrze wyszkolonych wojsk lądowych tzw. mięsa armatniego a to zapewnił i nadal zapewnia Iran. Dodatkowo jest to wygodne gdy trzeba wywrzeć militarną presję np na amerykanów lub turków. Brudną robotę wykonują irańczycy a korzyści odnoszą rosjanie i syryjczycy. Rosję z Iranem łączom też wielkie projekty gospodarcze. Rosjanie mają zbudować w Iranie kolejną elektrownie atomową. W realizacji jest też wielki projekt transportowy - budowa kolei łączącej południe Rosji z Irańskimi portami nad oceanem Indyjskim. Rosjanie przejeli część koncesji na eksploatacje gigantycznych irańskich złóż ropy i gazu. Koncesje na które zęby ostrzyły największe światowe koncerny paliwowe. Rurociągi i gazociągi z Iranu i Iraku przebiegające przez terytorium Syrii nad morze Śródziemne to żadna konkurencja dla Rosji. Odwrotnie to kolejny sposób na kontrolę eksportu do UE surowców energetycznych z Iranu i Iraku. Rosja kontrolując Syrię będzie również kontrolowała przyszłe gazo i ropociągi. UE oficjalnie będzie kupowało iracką lub irańską ropę i gaz ale ta ropa będzie tylko z nazwy Irańska lub Iracka - jej właścicielami już są lub będą Rosjanie którzy przejmują nad nią kontrolę głównie dzięki amerykańskim sankcją i bierności UE. Rosja wspólpracując z izolowanym Iranem zyskuje nie tylko bardzo dogodne warunki tej współpracy ale dodatkowo dostaje potężne instrumenty oddziaływania na cały rejon Zatoki Perskiej. Emiraty Arabskie czy Arabia Saudyjska obawiając się Iranu będą musiały zacząć bardziej niż uprzednio uwzględniać stanowisko rosyjskie. Trump kilka miesięcy temu pochopnie wyraził zdanie, że wobec osiągnięcia prze USA samowystarczalności w zakresie produkcji nośników energetycznych rola Bliskiego Wschodu dla ameryki przestaje być ważna. Jest to co najmniej dyskusyjne biąrąc pod uwagę światowe ambicje USA. A na bliskim wschodzie pozycja Rosji obecnie zaczyna być silniejsza niż kiedyś ZSRR. Proszę popatrzeć z kim robią interesy i kto się już z nimi liczy: Algeria, Libia (przynajmniej armia Haftara kontrolująca obecnie 90% tego kraju), Egipt, Izrael, Syria, Turcja, Qatar, Iran, Emiraty Arabskie i coraz częściej Arabia Saudyjska. Oceniając tą układankę nie można patrzeć wybiurczo na poszczególne kraje i wydarzenia. To jedna całość.

yaro
czwartek, 20 lutego 2020, 01:32

"Szef rosyjskiej dyplomacji powiedział, Rosja "będzie nadal omawiać z kolegami tureckimi" sytuację" --- niech się szef rosyjskiej dyplomacji mocno zastanowi, Turcy idą na eskalację konfliktu, Asad z tym co tam ściągnęli nie da sobie sam rady, jest w stanie zadać im ciężkie straty ale przegra. Turcy mówią Putinowi jasno "sprawdzamy" i wygląda na to, że Rosja się ugnie i nie pomoże Asadowi. Kiepsko to wygląda.

Kapustin
środa, 19 lutego 2020, 18:23

Ruski zrobił Turka w strusia

Niuniu
środa, 19 lutego 2020, 18:00

Rosji dobre stosunki z Turcją są jeszcze bardziej potrzebne niż Syria. Ale Syrii też nie mogą olać - za dużo tam zainwestowali (nie tylko kasy). I bez Syrii nie ma Ich na morzu Śródziemnym. Ale Turcja też nie może w obronie pro tureckich rebeliantów rozpocząć wojny z Syrią i przy okazji z Iranem. Rosja zaczyna wywierać presję na Erdogana w innych ważnych dla Niego miejscach. Wczoraj w Trypolisie (Libia) został ostrzelany i podpalony przez armię marszałka Haftara turecki statek z transportem broni i amunicji. A dziś marszałek spotkał się w Moskwie z ministrem obrony FR - Szojgu. Przekaz bardzo jasny i czytelny. A duzi chłopcy naprawdę nie lubią konkurencji na swoim placu zabaw. Turcja w ostatnim okresie wykorzystując słabość i niezdecydowanie USA oraz umiejętnie rozgrywając Rosję próbowała zająć stanowisko regionalnego mocarstwa. I chyba właśnie dochodzi do ściany.

mr
środa, 19 lutego 2020, 19:27

Rosja przekombinowała obiecując Turcji gruszki na wierzbie grając na 3 fronty a mając całkowicie rozbieżne interesy w rejonie Morza Śródziemnego. Po rozgraniczeniu stref ekonomicznych na Morzu Śródziemnym Turcja staje się potentatem surowcowym stąd doraźny sojusz Putina z byłym agentem CIA Haftarem. Ostatnio Rosja nic nie ugrała a Haftar zrobił afront i wyjechał z Moskwy zostawiając puste miejsce przy stole negocjacyjnym. Dla Turcji jest to być albo nie być niezależnym energetycznie (od Rosji !) dla Rosji blokować lub nie blokować Turcję. Haftar ma świadomość że Rosja chce położyć łapę na libijskich węglowodorach, Arabia Saudyjska jak Rosja doraźnie próbuje osłabiać Turcję. USA milcząco przyzwala na działania Turcji w Libii gdyż bez Turcji nie można wywrzeć presji na Iran, w tle oczywiście bezpieczeństwo Izraela. Turcja, Iran, Rosja mają w Syrii rozbieżne interesy ale nie jest tak że Iran jest prorosyjski i antyturecki zwłaszcza że Turcja i Iran mają na pieńku z sunnitami z AS. Rosja próbuje wypierać Irańczyków z Syrii by samemu rozgrywać sprawę bezpieczeństwa Izraela w relacjach z USA zachowując status regionalnego gracza. Rosja jest za słaba na bezpośrednią konfrontację z Iranem czy Turcją w Syrii ale próbuje jak tylko może zachować monopol na ochronę Asada mimo wcześniejszego zaangażowania Iranu. Zabójstwo generała było mocno na rękę Rosji a z oczywistych względów USA wolą Syrię pod kontrolą Rosji niż Iranu.

Fanklub Daviena
czwartek, 20 lutego 2020, 14:45

A co bajarzu Rosja obiecała Turcji w Syrii? ZAWSZE Rosja głosiła integralność terytorialną Syrii i Turcja miała tam być do czasu rozbrojenia przez Turcję nielegalnych bojówek i zorganizowania w całej Syrii wyborów. Potem wypad z Syrii. Nic więcej Rosja Turcji w Syrii nie obiecywała. Ponieważ Turcja złamała umowy, nie dostanie nawet tego. To Erdoganowi marzą się jakieś neoottomańskie podboje! A tureckiego "rozgraniczenia" stref ekonomicznych na Morzu Śródziemnym NIKT nie uznaje, poza operetkowym rządem Libii, który chyba nie przetrwa roku i zostanie zastąpiony gen. Haftarem... :)

mr
środa, 19 lutego 2020, 16:02

Jeśli rosyjscy "snajperzy" naprowadzający amunicję precyzyjną będą dalej ginąć w ostrzale protureckich dżihadystów to czy Rosja zaryzykuje otwarty konflikt z Turcją ? Turcja jest pełnoskalowo obecna w Syrii, Rosja ma tylko komponent lotniczy i trochę Specnazu. Rosjanie w relacjach z Turcją byli dotychczas wyjątkowo elastyczni przełykając wiele tureckich zniewag takich jak zestrzelenie Su czy też zamordowanie rosyjskiego ambasadora w Turcji.

Fanklub Daviena
środa, 19 lutego 2020, 21:18

Ta, znam takich "znafcuf" jak ty - 5 lat temu obiecywali, że "najdalej za 3 miesiące Asad skończy jak Saddam albo ucieknie do Moskwy". To tak chciałem spytać kiedy ten 3 miesiąc upływa? I który to już raz upływa? :)

mr
czwartek, 20 lutego 2020, 02:59

to że nie kocham rosji nie oznacza że nie jestem realistą i nigdy nie wieszczyłem o czym piszesz. Dlaczego ? bo znałem potencjał armii Asada która nie dość że napędziła strachu Izraelczykom to od zawsze była przygotowana do konfrontacji z sunnickimi przeciwnikami. Armia syryjska to 3-cia arabska armia Bliskiego Wschodu a momentami 2-ga pod względem potencjału. Mam poza tym bardzo dobre zdanie o żołnierzach z krajów szyickich (Syryjczycy to alawici) ludziach mądrzej dowodzonych, bardziej ofiarnych i lepiej przygotowanych na niewogody pola walki co najlepiej widać np w Jemenie. Syria to np silna artyleria, samych Goździków mieli kilkaset do tego Toczki, lotnictwo. Asad sam by sobie poradził bez Rosjan przy pomocy Irańczyków (90% roboty odwalił nie Putin ani rosyjskie lotnictwo a Sulejmani i ochotnicy z szyickich milicji). W Iraku Sulejmani odwalił 100% roboty zwalczając ISIS. Pod Kobane mega robote odwalili Amerykanie w tym czasie Rosjanie zrzucali bomby beczkowe na ludność cywilną ew. bombardowali pozycje proamerykańskich rebeliantów. Wkrórcte jak Syria okrzepnie powie Rosjanom: spadajcie !

daj pan spokój
czwartek, 20 lutego 2020, 13:38

"...Asad sam by sobie poradził bez Rosjan przy pomocy Irańczyków (90% roboty odwalił nie Putin ani rosyjskie lotnictwo a Sulejmani i ochotnicy z szyickich milicji)..." Bzdura i to do kwadratu-wystarczy popatrzeć na mapę Syrii sprzed interwencji rosyjskiej. Asad tracił teren systematycznie od miesięcy i był na skraju upadku a SAA panowała może nad 20% kraju (często w odizolowanych od siebie punktach) a różnorakie bojówki stały na rogatkach Damaszku To Rosjanie -go uratowali a konkretnie rosyjskie lotnictwo. Jaki teren od tego czasu przy ciągłym wsparciu Rosjan zdobyła SAA do teraz każdy widzi. A kolejnych tekstów o "bombach beczkowych" szkoda by było nawet komentować.

Paragramp23
czwartek, 20 lutego 2020, 11:30

@mr Czy mógłby mi ktoś wreszcie opisać te straszliwe "bomby beczkowe".Po raz kolejny prosił bym tez o wskazanie, w czym są one takie straszliwe niż np. Mark 117 albo Mark 80 zrzucane masowo przez lotnictwo USA

Piotrek
czwartek, 20 lutego 2020, 11:04

To ostatnie zdanie, to "czyste" chciejstwo (czyli wg "mr" chciałbym by się wydarzyło, ale niema żadnych podstaw)!

Tweets Defence24