Reklama

Rosyjskie atomowe drony. Czy obawy Waszyngtonu są słuszne? [ANALIZA]

28 stycznia 2018, 11:37
Atomnii-podvodnii-kreiser-Omsk-posle-pohoda-1
Jednym z dwóch nosicieli dronów SPA systemu „Status-6” ma być okręt „Biełogorod” opracowany na bazie krążowników podwodnych projektu 949A typu Oscar, ale dłuższy o 30 m. Fot. mil.ru

Amerykanie nagle uznali, że Rosjanie posiadają drony podwodne z głowicami jądrowymi i napędem atomowym, czego wcześniej nie chciał potwierdzić Departament Obrony Stanów Zjednoczonych. Oparto się jednak nie na dowodach, ale na jednym z wielu własnych opracowań analitycznych, które z zasady wyolbrzymiają możliwości rosyjskich sił zbrojnych. Taki sposób oceny jest wyraźnie na rękę władzom na Kremlu – ale również Białemu Domowi.

Jawny szkic opracowywanej co roku przez Pentagon analizy „Nuclear Posture Review” autorytatywnie wskazuje, że Rosjanie są w trakcie testowania bezzałogowych pojazdów podwodnych „Status-6” dalekiego zasięgu, napędzanych reaktorem atomowym i zdolnych do przenoszenia głowicy jądrowej o ogromnej mocy 100 megaton. Materiał ten wskazuje więc na istnienie zagrożenia, o którym wcześniej nie informował amerykański Departament Obrony.

Amerykanie zamiast jednak zająć się wiarygodnością informacji napływających z Rosji, rozpoczęli wielką kampanię propagandową, której celem jest pokazanie w jak wielkim niebezpieczeństwie znalazły się w tej chwili Stany Zjednoczone. Pentagon wykorzystał to od razu do podkreślenia, że istnienie amerykańskiej triady nuklearnej jest niezbędne i trzeba w nią inwestować nowe środki. Jest to zresztą zgodne z deklaracjami prezydenta USA Donalda Trumpa, żądającego m.in. dziesięciokrotnego zwiększenia amerykańskiego arsenału nuklearnego oraz rozwijania taktycznych głowic jądrowych o niższej sile rażenia.

„Wysiłki te obejmują wiele ulepszeń dla każdej części rosyjskiej triady nuklearnej: strategicznych bombowców, rakiet morskich i pocisków lądowych. Rosja rozwija także co najmniej dwa nowe systemy międzykontynentalne, hipersoniczny pojazd ślizgowy oraz nową, międzykontynentalną, autonomiczną torpedę podwodną uzbrojoną w głowicę jądrową”.

„Nuclear Posture Review”

Coroczne analizy „Nuclear Posture Review” już wcześniej wskazywały, że w Rosji są modernizowane nie tylko stare, radzieckie systemy nuklearne, ale również rozwija się i wdraża nowe głowice atomowe oraz systemy ich przenoszenia. Jednak w Stanach Zjednoczonych wybuchła prawdziwa, polityczna „panika” dopiero wtedy, gdy amerykańscy analitycy uznali za bardzo prawdopodobne wprowadzenie do rosyjskiej armii atomowych, bezzałogowych pojazdów podwodnych. Oceny takiej dokonano jednak opierając się tylko na informacji, że podwodny dron oznaczany przez Pentagon jako „Kanyon” - o oficjalnej, rosyjskiej nazwie „Oceaniczny wielozadaniowy system Status-6”, był już przynajmniej raz przetestowany.

Prawdopodobny schemat autonomicznego dronu podwodnego SPA „Status-6” oraz sposób jego załadunku na okręcie podwodnym „Biełogorod”. Fot. Defence24.pl/M.Dura

Amerykańskie służby wywiadowcze miały podobno ustalić, że w grudniu 2016 r. rosyjski dron tego typu miał zostać wystrzelony z eksperymentalnego okrętu podwodnego „Sarow”. Kolejne źródła informacji, które pochodziły już z Rosji wskazywały, że „Status-6” może przenosić głowice nuklearne o mocy 100 megaton.

Czy rosyjskie informacje są wiarygodne?

Najgorsze w tym całym zamieszaniu jest to, że Amerykanie prawdopodobnie oparli się w swoich oficjalnych, jawnych analizach jedynie na informacjach oficjalnie udostępnionych przez Rosjan. Tymczasem od lat wiadomo, że radziecki, a później rosyjski aparat propagandowy perfekcyjnie potrafi dezinformować zarówno swoje społeczeństwo, jak i media zachodnie. Teraz okazało się, że aparat ten potrafi również wpływać na analizy wykonywane dla Pentagonu.

Tymczasem w rzeczywistości nie wiadomo, co tak naprawdę Rosjanie próbują zrobić i jakie to „coś” może mieć rzeczywiście możliwości. Już sam fakt, że w rosyjskich mediach pokazały się informacje na temat bardzo tajnego systemu powinien wzbudzić podejrzenie specjalistów zagranicznych. W Rosji bowiem o takich programach się po prostu z zasady nikogo nie informuje - tym bardziej, gdy są one realizowane dla potrzeb sił strategicznego odstraszania.

Jak na razie Rosjanie przyznali, że dron podwodny „Status-6” jest budowany przez biuro Rubin w Sankt Petersburgu, największe rosyjskie biuro konstrukcyjne, wyspecjalizowane m.in. w projektowaniu okrętów podwodnych o napędzie atomowym z rakietami balistycznymi. Dodatkowo w jednym z rosyjskich programów telewizyjnych ujawniono, że ten tajemniczy i groźny dron podwodny ma zasięg 6200 Mm, porusza się z maksymalną prędkością 56 węzłów i może się zanurzać do głębokości 1000 m. Dowodów na to nie przedstawiono, chociaż takie informacje oznaczałyby pobicie przez Rosjan w tego rodzaju systemach co najmniej czterech rekordów świata - jeżeli chodzi o:

  • prędkość poruszania się autonomicznego drona (autonomiczne pojazdy podwodne działają najczęściej z prędkością 2-6 w);
  • zasięg drona (najczęściej mogą się one poruszać wzdłuż zadanej trasy o długości do 250 Mm);
  • wielkość (opublikowane w rosyjskich mediach rysunki wskazują, że dron ma być w kształcie torpedy o długości 24 m i średnicy 1,6 m);
  • czas pracy napędu (miałby to być pierwszy dron napędzany reaktorem atomowym).

Prawda czy fałsz?

Dron podwodny „Status-6” to jedna z wielu koncepcji, którą Rosjanie próbują wprowadzić w życie, by zwiększyć wartość swojego systemu odstraszania. Jednak doświadczenie pokazuje, że w Rosji od koncepcji do systemu operacyjnego jest bardzo daleka droga. Świadczyć o tym może chociażby, podobna charakterem do programu „Status-6”, idea zbudowania pięciu specjalnych pociągów strategicznych BŻRK (bojewoj żeleznodorożnyj rakietnyj kompleks) pk. „Barguzin”. Zgodnie z założeniami „ujawnionymi” w 2014 r. miały one powstać już w 2018 r. i być zdolne do odpalenia ponad 30 rakiet międzykontynentalnych RS-24 „Jars”.

Rosjanie zrezygnowali z „atomowych pociągów Burgazin”, pomimo, że mieli już dla nich gotowy pocisk oraz system startowy łatwy do zaadoptowania z mobilnych wyrzutni lądowych międzykontynentalnych rakiet balistycznych „Jars”. Fot. mil.ru

Deklaracje te wywołały duże zamieszanie na Zachodzie i sprowokowały serię politycznych wystąpień wskazujących na zwiększające się zagrożenie atakiem atomowym ze strony Rosji. Okazały się one zupełnie niepotrzebnie, ponieważ zgodnie z przewidywaniami Rosjanie poinformowali w grudniu 2017 r. (a więc tuż przed planowaną datą wprowadzenia uzbrojenia), że rezygnują z tego programu. Zaskoczenie było jednak duże, ponieważ wcześniej informowano, że prace badawczo–rozwojowe zakończyły się sukcesem oraz że w listopadzie 2016 r. przeprowadzono ćwiczebny start międzykontynentalnej rakiety balistycznej MRB, specjalnie opracowanej dla BŻRK na bazie systemu RS-24 „Jars”.

Czytaj też: Rosjanie rezygnują z atomowych pociągów

Rosjanie zrezygnowali z tego programu, mimo że startowali z o wiele bardziej zaawansowanego poziomu niż w przypadku dronów podwodnych „Status-6”. Mieli bowiem praktycznie już gotowe rakiety, a ponadto duże doświadczenie związane z funkcjonowaniem operacyjnym w Związku Radzieckim dwunastu tego rodzaju składów kolejowych, z których każdy przenosił trzy rakiety balistyczne RT-23 „Mołodiec” (SS-24 Scalpel zgodnie z oznaczeniami NATO). Dodatkowo mieli do dyspozycji łatwe do adaptacji, nowoczesne rozwiązania techniczne – dotyczące np. systemu pozycjonowania w terenie oraz systemu startowego - łatwych do zaadoptowania ze sprawdzonych, mobilnych wyrzutni lądowych „Jars”.

W przypadku atomowych dronów jest o wiele gorzej, ponieważ Rosjanie nie produkują autonomicznych pojazdów podwodnych, nie mają odpowiednich dla „Status-6” głowic atomowych, nie mają bezpiecznych, miniaturowych reaktorów oraz jakichkolwiek doświadczeń ze stosowaniem tej wielkości i rodzaju dronów na swoich okrętach podwodnych.

 

Rosjanie dopiero uczą się budować zdalnie sterowane pojazdy podwodne o czym świadczy niewielki robot „Marlin 300”. Fot. mil.ru

Rosjanie mają problemy nawet z wyprodukowaniem zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych, które z tego powodu najczęściej nie są kupowane w Rosji, ale za granicą. Dobitnym tego przykładem było wyposażenie zespołu ekspertów 328. ekspedycyjnego oddziału ratowniczego rosyjskiej marynarki wojennej, który decyzją prezydenta Putina, w grudniu 2017 r. uczestniczył w poszukiwaniu zaginionego, argentyńskiego okrętu podwodnego SNA „San Juan”. Głównym sprzętem tego zespołu nie był jednak robot podwodny zbudowany w Rosji (chociaż są one w katalogach niektórych rosyjskich firm), ale wyprodukowany przez szwedzką grupę przemysłową Saab sterowany przewodowo pojazd Seaeye Panther Plus. W tym przypadku chodziło bowiem o niezawodność i precyzję.

Eksperci z 328. ekspedycyjnego oddziału ratowniczego rosyjskiej marynarki wojennej, którzy wzięli udział w poszukiwaniu zaginionego, argentyńskiego okrętu podwodnego SNA „San Juan”, wykorzystywali wyprodukowany przez szwedzką grupę przemysłową Saab pojazd Seaeye Panther Plus. Fot. mil.ru

Podobne opóźnienia technologiczne w Rosji są w budowaniu załogowych batyskafów i dlatego wprowadzony do rosyjskiej armii system podwodny ARS-600 (oficjalnie do ratowania załóg okrętów podwodnych) został opracowany przez kanadyjską firmę Nuytco Research z Vancouver (znany w Kanadzie jako DeepWorker).

Wykorzystywany w rosyjskiej flocie batyskaf ARS-600 został opracowany przez kanadyjską firmę Nuytco Research z Vancouver. Fot. mil.ru

Mały reaktor – wielkie problemy

Największą trudnością w zrealizowaniu programu „Status-6” przez Rosjan będzie zbudowanie małego reaktora – i to dodatkowo reaktora, który musi być bezpieczny: dla obsługi i środowiska. I o ile zminiaturyzowanie samego rdzenia, w którym ma przebiegać reakcja jest stosunkowo proste, o tyle dobudowanie do tego kompaktowych systemów chłodzenia i zabezpieczeń już takie nie jest – zwłaszcza jeśli chodzi o takie systemy, które spełniałyby restrykcyjne wymagania bezpieczeństwa.

Amerykanie jakby w ogóle nie dostrzegali, że w Rosji sytuacja w tej dziedzinie zmieniła się diametralnie na lepsze i zabezpieczenia, które mogły być omijane w Związku Radzieckim, w Federacji Rosyjskiej są bezwzględnie wprowadzane i sprawdzane. Wystarczyło więc tylko się zastanowić, jak musiałby być chroniony miniaturowy reaktor atomowy, by zrozumieć, że jego budowa będzie jeszcze długo poza zasięgiem Rosjan – i nie tylko Rosjan.

Oczywiście, już w Związku Radzieckim budowano niewielkie reaktory, które zasilały np. automatyczne latarnie za kręgiem polarnym, sondy badawcze oraz przede wszystkim rodzinę satelitów radarowych US-A systemu RORSAT. US-A to cylindryczny układ o masie 3800 kg, o średnicy 1,3 m i długości 10 m, w którym z jednej strony umieszczono radar, a w drugim reaktor (mający masę 1350 kg). W takim atomowym satelicie generalnie nie przejmowano się zasadami bezpieczeństwa uważając, że po wystrzeleniu na orbitę zagrożenie skażeniem nie będzie już miało znaczenia. I to dlatego dla zmniejszenia wagi reaktor miał osłony przed promieniowaniem tylko od strony radaru, natomiast pozostała część konstrukcji była śmiertelnie radioaktywna. 

undefined
Wizja kosmicznego pojazdu napędzanego minireaktorem Kilopower. Fot. NASA
Ostatecznie, ze względu na protesty państw zachodnich (po skażeniu części terytorium Kanady przez jeden z reaktorów, który spadł na Ziemię) oraz zawodność systemu, Rosjanie przerwali program (co nie zmienia faktu, że nad naszymi głowami nadal przelatuje ponad trzydzieści niekontrolowanych reaktorów, które kiedyś opadną z orbity). By zapewnić długotrwałe zasilanie dla „Status-6”,  trzeba by teraz było wrócić do tamtych doświadczeń, ale już stosując współczesne, restrykcyjne zasady bezpieczeństwa. Nie chodzi już bowiem jedynie o bezkarne i trudne do sprawdzenia zanieczyszczanie wyższych orbit w Kosmosie, ale o niebezpieczeństwo łatwego do wyśledzenia skażenia oceanu. A na to Rosjanie nie mogą sobie pozwolić.

Dlatego budując reaktor w dzisiejszych czasach, muszą uwzględnić, że potrzebny jest system napędowy, który:

  • latami będzie musiał być utrzymywany w sprawności i gotowości do działań (a nie tak jak w przypadku satelitów, będzie złożony i uruchomiony tuż przed startem rakiety nośnej);
  • będzie przechowywany nie w magazynach - gdzieś na bezludnych terenach ogromnej Rosji, ale w bazach morskich, zamieszkałych przez tysiące ludzi – w tym rodziny marynarzy, którzy będą wiedzieli, czy dany system jest bezpieczny, czy też nie;
  • będzie zabierany na kilkumiesięczne rejsy operacyjne i w tym czasie będzie działał bezobsługowo;
  • będzie niezawodny, ponieważ w czasie rejsu okrętu–nosiciela nie będzie szans, by przeprowadzić w bezzałogowym pojeździe podwodnym jakieś naprawy, nawet jeżeli zostanie np. wykryty przeciek w systemie chłodzenia reaktora. Ludzie nie będą mieli bowiem dostępu do drona, który zgodnie z obecnymi założeniami ma być przenoszony w specjalnych modułach doczepianych z zewnątrz do kadłuba okrętów, lub w dedykowanych, niestandardowych wyrzutniach torpedowych o średnicy około 2 m, z których pojazdów „Status-6” nie będzie można wprowadzić do wnętrza okrętu tak jak np. w przypadku torped (przede wszystkim z powodu ich długości).
Wymiana paliwa w rosyjskim reaktorze wykorzystywanym na rosyjskich okrętach podwodnych. Fot. Siewmasz

Teraz należy sobie tylko odpowiedzieć, czy obecnie jest możliwe zbudowanie w Rosji małego reaktora atomowego, który będzie działał autonomicznie, bezobsługowo i ze stuprocentową gwarancją bezawaryjnej pracy? Taka uczciwa odpowiedź pokazałaby, że program „Status-6” to tylko jeden z wielu innowacyjnych rosyjskich pomysłów wojskowych, których Rosjanom - na szczęście - na razie nie uda się zrealizować.

Jest to związane przede wszystkim z brakiem pieniędzy i świadomością faktu, że różne podmioty, lepiej finansowane niż obecnie armia rosyjska, już wcześniej miały problemy z wykonaniem podobnego zadania. Co nie oznacza, że prace nad minireaktorem zostały przerwane. Pierwsza firma, której uda się opracować miniaturowy, stosunkowo tani i bezpieczny reaktor zarobi bowiem ogromne pieniądze i spowoduje taką rewolucję, jak twórcy komputera osobistego oraz wynalazcy Internetu.

 

Proponowana przez Amerykanów konstrukcja niewielkiego reaktora kosmicznego. Fot. Los Alamos National Laboratory/M.Dura
Blok rdzenia reaktora kosmicznego opracowanego w laboratorium Los Alamos National Laboratory. Fot. Los Alamos National Laboratory

Jak na razie żadne rozwiązanie nawet nie zbliżyło się do zakładanego przez Rosjan celu. Przykładowo przedstawiciele koncernu Lockheed Martin już w 2014 r. ujawnili, że mają możliwość zbudowania reaktora o mocy 100 MW o rozmiarach 2 na 3 metry – a więc mieszczącego się na ciężarówce.

Na Zachodzie wrócono też do reaktorów dla systemów kosmicznych m.in. pracując od 2015 r. nad projektem Kilopower. Jego efektem ma być kompaktowy reaktor, z którego ciepło ma być odprowadzane specjalnym systemem rurek do zmodyfikowanego silnika Stirlinga (stanowiącego część generatora elektrycznego). Podgrzany w silniku czynnik roboczy ma być następnie chłodzony środowiskiem zewnętrznym. Pomimo jednak, że w prace są inwestowane duże środki, to do ich zakończenia potrzeba jeszcze bardzo dużo czasu. I w tym przypadku największym problemem konstruktorów jest konieczność restrykcyjnego trzymania się standardów bezpieczeństwa.

Prototyp „miniaturowego” reaktora Kilopower budowanego przez NASA. Fot. NASA

Kto ma być nosicielem nowego uzbrojenia?

Jak na razie założono, że dron podwodny „Status-6” ma być wypuszczany z dwóch okrętów podwodnych dwóch typów: okrętu „Biełogorod” (projektu 09852) oraz okrętu „Chabarowsk” (projektu 09851). W obu przypadkach mamy do czynienia z jednostkami unikatowymi, które są specjalnie przygotowywane do działań niestandardowych. Według rosyjskich mediów każdy z nich ma przenosić nawet do sześciu atomowych pojazdów podwodnych SPA „Status-6” jednocześnie:

  • w specjalnych modułach o długości około 60 m doczepionych do kadłubów;
  • lub w komorach wewnątrz kadłuba – przypominających wyrzutnie torpedowe, ale o większej średnicy (około 2 m).

Jednym z dwóch nosicieli dronów SPA systemu „Status-6” ma być okręt „Biełogorod” opracowany na bazie krążowników podwodnych projektu 949A typu Oscar, ale dłuższy o 30 m. Fot. mil.ru

„Biełogorod” to jednostka budowana od 1992 r. - początkowo według projektu 949A typu Antiej (wg.  NATO typu Oscar II). Prace nad tym okrętem w stoczni „Siewmasz”, z powodów finansowych, zostały wstrzymane w 2006 r., gdy budowę zrealizowano już w 76%. Dopiero w 2012 r. podjęto decyzję, że będą one kontynuowane. Ustalono przy tym, że nie powstanie już krążownik podwodny do atakowania lotniskowców, ale unikatowa jednostka pływająca projektu 09852 o napędzie atomowym, służąca jako baza dla bezzałogowych i załogowych, głębokowodnych pojazdów podwodnych. Ma ona być przy tym dłuższa od Antiejów (długość 184 m, szerokość 18,2 m oraz wyporność podwodna 23860 ton w porównaniu do 154 m, 18,2 m i 24 000 ton). Będzie to więc najdłuższy w historii okręt podwodny w ogóle.

Przypuszcza się, że Rosjanie budują „Biełogorod”, by mieć możliwość prowadzenia niestandardowych działań wojskowych na dużych głębokościach, np. poprzez zakładanie systemów podsłuchowych na kablach podwodnych lub ich niszczenie. To właśnie ten okręt ma również służyć do kładzenia na dnie i konserwacji elementów wchodzących w skład systemu hydroakustycznego śledzenia ruchu na morzu - „Garmonia”. Rosjanie podkreślają jednak, że ich zamiarem było również pozyskanie jednostki badawczej, pozwalającej np. na poszukiwania i wydobywania minerałów na szelfie arktycznym (stąd zamontowanie na pokładzie geofizycznego kompleksu „Magma”).

Okręt podwodny „Biełogorod” miał docelowo przenosić nie drony atomowe, ale załogowe i bezzałogowe pojazdy głębokowodne, jak np. ratowniczy „Biestier”. Fot. mil.ru

Na okręcie ma być też zainstalowana duża ilość specjalnego sprzętu nurkowego, oraz specjalne śluzy do wypuszczania pod wodą załogowych pojazdów głębokowodnych (w tym - ratowniczych miniokrętów podwodnych „Biestier”). Ma to obniżyć czterokrotnie koszty badań w trudno dostępnych obszarach arktycznych, niezależnie od warunków pogodowych i lodowych.

Okręt „Biełogorod” ma zostać przekazany rosyjskiej marynarce wojennej w 2018 r., a więc na pewno nie brał jeszcze udziału w próbach dronów podwodny SPA systemu „Status-6”. Podobna sytuacja jest z supertajnym okrętem „Chabrowsk”, o którym tak naprawdę wiadomo jedynie tyle, że jest budowany w stoczni „Siewmasz” i że prawdopodobnie ma mieć wyporność 10000 ton.

Dlatego pierwsze próby systemu „Status-6” musiały się odbyć z wykorzystaniem mniejszego okrętu podwodnego B-90 „Sarow” o wyporności 3950 ton. Jest to jednostka z kadłubem eksperymentalnego okrętu podwodnego „Sargan”, którego budowa zaczęła się pod koniec lat osiemdziesiątych i później została przerwana. Ostatecznie „Sarow” został dokończony w 2008 r. i podobno ma posiadać mały reaktor lub eksperymentalny napęd niezależny od powietrza.

Okręt ten musiał być jedynie doraźnie przygotowana do testów - z zewnętrznym systemem przenoszenia i wypuszczania dronu „Status-6”. Ze względów bezpieczeństwa Rosjanie na pewno nie zastosowali więc pojazdu z reaktorem (którego najprawdopodobniej po prostu nie ma), a dla zminimalizowania ryzyka utraty bezzałogowca, nie wypuszczano go daleko i na duże głębokości. Nie wiadomo również, czy zastosowano pojazd pełnowymiarowy, czy tylko jego pomniejszony model. Jednak ze względu na wymiary „Sarowa” wszyscy specjaliści wskazują na to drugie rozwiązanie.

Pierwsze próby pojazdu „Status-6” (a prawdopodobnie jego pomniejszonego modelu) były prowadzone z wykorzystaniem badawczego okrętu podwodnego „Sarow”. Fot. sevmash.ru

Ale nawet takie próby są konieczne, ponieważ Rosjanie nie mają technologii budowy bezzałogowych, autonomicznych pojazdów podwodnych (takich jak np. stosowane w Polsce drony Hugin 1000 oraz Gavia). Świadczy o tym np. brak tego rodzaju wyposażenia na stanie rosyjskiej marynarki wojennej.

I pomimo, że torpedy w Rosji są produkowane na światowym poziomie, to jednak przerobienie ich na drony okazało się trudną sprawą. Można się jedynie domyślać, że przyczyną tego były prawdopodobnie problemy pojawiające się:

  • przy działaniu torped – dronów z małymi prędkościami (2-6 w);
  • przy budowaniu małego systemu antykolizyjnego i inercyjnego systemu nawigacji podwodnej;
  • oraz podczas wprowadzeniu lekkiego układu zasilania elektrycznego (baterie akumulatorów), który w przypadku SPA „Status-6” będzie musiał rezerwowo zabezpieczać działanie reaktora.

Jak Amerykanie i Rosjanie wykorzystują rosyjskie rewelacje?

Informacje zawarte w „Nuclear Posture Review” tak naprawdę nie powinny być powodem do jakichkolwiek nerwowych działań i wypowiedzi. Trzeba bowiem dokładnie wyróżnić to, co jest chęcią Rosjan od tego, co mogą oni zrealizować ze swoim skromnym budżetem i przy nałożonych na nich sankcjach. Na szczęście mogą niewiele, pomimo zaskakujących i bardzo często rewolucyjnych pomysłów. Gdyby je rzeczywiście zrealizowano, Amerykanie mieliby poważny problem, ale w obecnej sytuacji jest to praktycznie niemożliwe.

Dlatego pojawiające się co jakiś czas rewelacje na temat nowych, rosyjskich systemów uzbrojenia są najczęściej wyolbrzymione i nie dają obrazu rzeczywistych zagrożeń związanych z Rosją. Rosjanie z tego korzystają informując bardzo często o swoich rewolucyjnych programach wojskowych, jednak najczęściej tych, których nie są (przynajmniej na razie) w stanie zrealizować. Tak jest w przypadku ciągle pojawiających się zapowiedzi budowy krążowników, lotniskowców, hipersonicznych bombowców, czy dział laserowych.

Kiedy jednak przychodzi do faktycznej realizacji tych idei – zresztą naprawdę nowatorskich - to zaczynają się problemy. Tak było np. z uderzeniowymi okrętami podwodnymi typu Siewierodwińsk, których wprowadzenie do służby odbywa się z ogromnymi problemami. Tak jest również z samolotem piątej generacji PAK FA (Su-57), czy czołgiem T-14 „Armata”.

Podpuszczani w ten sposób amerykańscy politycy działają w tym przypadku często jak dzieci, które widząc u rówieśników jakąś zabawkę od razu chcą ją również posiadać. Jeżeli więc Rosjanie zakładają wykorzystanie głowic nuklearnych o niewielkiej sile rażenia to amerykańscy wojskowi również chcą mieć możliwość ich zastosowania w przypadku konfliktu.

Tymczasem zapomina się, że amerykańska i natowska taktyka zakłada udział w wojnie, przede wszystkim, gdy nastąpi atak i ktoś wkroczy zbrojnie na nasze terytorium. Taka własna, taktyczna broń jądrowa zostanie więc użyta na własnym terytorium lub na terenie przeciwnika, blisko granic. Broń jądrowa jest więc skutecznym ale obusiecznym uzbrojeniem i to dlatego wcześniej zdecydowano się ją ograniczyć.

Pojawienie się w Rosji informacji o atomowym dronie nie mogło być jednak przypadkowe. Rosjanie wyraźnie chcieli bowiem odwrócić uwagę od rzeczywistego celu, jakie postawiono takim programom jak „Status-6” i okrętowi „Biełogorod”. Tymczasem trzeba mieć świadomość, że już niedługo w rejonie Arktyki pojawi się jednostka pływająca zdolna do prowadzenia prac geofizycznych na dnie Morza Arktycznego i pozwalająca na bezkarne prowadzenie głębokowodnego sabotażu podwodnego. Na dzień dzisiejszy jest to o wiele bardziej niepokojący sygnał niż mrzonki o stumegatonowej, dalekobieżnej torpedzie.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 98
Reklama
...
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 18:33

Nie stać ich na wyprowadzenie nowych czołgów i samolotów poza status niedopracowanych prototypów a mam uwierzyć, że mogą pozwolić sobie na zużywanie ogromnej ilości nieprawdopodobnie drogiego materiału na super bomby 100 megaton? Do tego montowane na bezzałogowych nosicielach o bajecznych osiągach. Ehhhhhh.

LNG second
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:51

Rosjanie robią maskirowkę, Amerykanie udają że wrogiem nr 1 jest Rosja, chcą wyszarpać fundusze na podobne systemy uzbrojenia, a tak naprawdę to ... Chiny urosły gospodarczo i stają się realnym konkurentem dla dotychczasowego hegemona.

Greg
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:46

Przedziwny stosunek długości do średnicy (15). Nawet nosiciele rakiet mają mniejszy. Manewrowe to to nie będzie.

LLL
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 17:33

A po co miałoby być manewrowe? Ma dotrzeć w z grubsza określone miejsce, to wszystko. Porusza się na głębokości 1000 m więc zwalczanie go nie będzie zbyt proste.

technik
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:11

Ale jakie pierdyknięcie 50-100 Mt pod wodą.

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:34

Rekord to 57 Mt i bomba była tak skomplikowana i ciężka że jej uzycie bojowe było nierealne wiec te 100 Mt to zapewne kolejny numer w stylu Chruszczowa:)

technik
wtorek, 6 lutego 2018, 13:01

Wystarczy i te 57 Mt aby zatopić 50 mln ludzi jednej chwili.

Davien
piątek, 9 lutego 2018, 07:44

A jak sądzisz jaka byłaby odpowiedż ? Wymazanie Rosji z mapy swiata zakłądając że jakims cudem Rosjanie wcisneliby 22 tonowa bombe do tego drona. Powodzenia w próbach:)

yaro
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:31

Osobiście uważam, że cały ten Status 6 to jedynie maskirowka bardzo wygodna dla Amerykanów bo mogą pod tym hasłem (że Rosjanie cos takiego mają) sami otrzymać fundusze na rozwój podobnych technologii. Rosjanie (Szojgu) pewnie celowo pozwolił cos sfotografować robiąc prawdziwego \"fake newsa\" i dzis to podchwycono i robi się z tego propagandę. Nie przeczę, że Rosjanie nad takimi technologiami nie pracują i nie maja testowych rozwiązań które sa tajne, a tajnych opracowań nie przynosi się na konferencję i pokazuje ministrowi  żeby ktos przypadkiem to sfotografował. To zwykły fake który miał na celu zwykłą dezinformację.

Smiechow
niedziela, 28 stycznia 2018, 23:00

Niemożliwe.,przecież nie maja technologii, nie potrafią ,nie mają pieniędzy ,są 20 lat za..,są zaqupi .:) nawet my - Polacy tym chłopskim obdartusom idącym boso z karabinami na sznurkach na Warszawę daliśmy radę ....A potem szok ! ŁOMOT ,najnowoczesniejsza ,najpotęzniejsza armia niemiecka na kolanach.. i pół Europy pod butem Stalina..TAK MACIE MYSLEĆ - \" SŁABIZNA\" ..i TAK MYSLICIE :)

Kiks
wtorek, 30 stycznia 2018, 16:23

Ruscy wojnę już przegrali. No prawie. Stalin siedział na walizkach i kazał swoich pomagierom szykować się na negocjacje. Gdyby nie pomoc Aliantów i kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności, prawdopodobnie CCCp by już nie było, a na pewno nie w takiej formie jak teraz.

LLL
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:26

Dokładnie, Niemcy w \'39 też mieli mieć czołgi z tektury. Jak wyszło to wszyscy wiemy.

loa
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:26

Zasadniczo to druga wersja tej przypowieści brzmi: USA jest lata świetlne przed konkurencja i może wszystko i wszędzie (niczym Albion i Francja w 1939). USA, UE wspaniałe i Rosja upadła. Tylko zauważ, że we wszystkich tych \"bajkach\" technologicznych, politycznych jak lend lase itd to KLUCZEM sukcesu cały czas była Polska decyzja z lat 1937-1939. Pokaż mi minę Stalina w 1941 jakby polska armia walczyła ramię w ramię z hitlerowską. Już w 1940 Stalin by został zapewne zabity za górami Uralu przez jednego z towarzyszy. Ja nie piszę, że mieliśmy się z Hitlerem sprzymierzyć, ale ten 1 fakt mógł zmienić oblicze całej wojny na steki lat biorąć pod uwagę, że niska świadomość ludności wiejskiej carskiej Rosji po 100 latach dominacji niemiecko-polskiej mogła by całkowicie języka rosyjskiego w gębie zapomnieć. Oczywiście nie widzę tu jak rozwiać problem współpracy Polsko-Niemieckiej, jak i działań np: Niemiec wobec nas dajmy na to w 1953r.

ka9q
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 11:15

Pomoc USA - to jest odpowiedź dlaczego ZSRR nie zostało pokonane.

zyg
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:37

Nie podniecaj się zbytnio \"najnowoczesniejszą ,najpotęzniejszą armią niemiecką na kolanach\" Gdyby nie lend lease Rosjanie boso z karabinami na sznurkach i w mundurkach z worków po kartoflach daleko by nie doszli robiąc logistykę wołami, mułami i burłakami. Zresztą \"militarny geniusz fuehrera\" też pomógł.

Wielbiciel Misia Puchatka - misia o wielkim sercu ale równie małym rozumku
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:58

Faktycznie - nie podniecaj się zbytnio. Zanim coś napiszesz coś \"poczytaj\" ale \"rzetelnego\" ( a robisz dokładnie odwrotnie). To twoje mityczne \"lend lease\" faktycznie wyglądało tak: z całości programu LL o wartości 50,1 mld ówczesnych dolarów USA, ZSRR otrzymało kwotę ... 11,3 mld. tj. 22%. Wielka Brytania dostała 31,4 mld $ (tj. 62,7%). Wkład USA w wysiłek wojenny ZSRR stanowił 3,5 krotność pomocy udzielonej ... Wolnym Francuzom!!! Wiadomo wszak jak potężny był ich udział w działaniach wojennych i jak potężna armię prowadził za sobą de Gaulle. ... Ale oczywiście można, udawać że LL było programem pomocy tylko i wyłącznie dla ZSRR, a nie programem pomocy USA i Kanady dla państw walczących z Niemcami, w którym ZSRR był zaledwie \"marnym\" beneficjentem. P.S. A żeby było śmieszniej, ZSRR spłaciło grzecznie właściwie całość długu wraz z odsetkami, bo nikt im złamanego centa nie umorzył, gdy tymczasem Wielka Brytania po pierwsze miała umorzenia, po drugie za 650 mln $ kupili dostawy w drodze na dzień 2 sierpnia \'45 o wartości 10x większej, które to zostało im rozłożone na raty oprocentowane na 2% - ZSRR spłacał 2 razy wyższe odsetki. Ale każdy intelektualny wspólnik \"Kubisia Puchatka\" wie dobrze, że to USA uratowało ZSRR. Cóż taka aktualnie obowiązuje \"linia oficjalna\" i ja to przy uwzglednieniu \"zapaści\" polskiego systemu edukacji po 1990 roku poniekąd rozumiem.

PiotrEl
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 15:20

W armii Hitlera (czasy II UE z Brexitem i złowieszczą Rosją na horyzoncie) w 1941 roku było więcej koni niż w armii Napoleona I (czasy pierwszej Unii Europejskiej z Brexitem i złowieszczą Rosją na horyzoncie). Obecniej Naród Polskie wraz z III UE funkcjonuje z Brexitem i złowieszczą Rosją na horyzoncie. Za każdym razem skończyło się....

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:38

I ta niemiecka armia z końmi rozniosła w 1941r silniejszą armie radziecką majaca gigantyczna przewage w sprzęcie w pył w ciagu kilku dni wiec wiadomo jak to się skończyło. Tylko faktowi że ZSRR był olbrzymi i totalnej głupocie Hitlera oraz pomocy aliantów ZSRR zawdzięczał przetrwanie.

obalaczmitow
wtorek, 30 stycznia 2018, 09:35

Najpierw radzę poczytać historię a dopiero później pisać. Armia Hitlera nie rozniosła armii ZSRR z powodu swojej niesamowitości tylko dlatego że Stalin nie wierzył doniesieniom wywiadu z Niemiec o szykowanym ataku i nie wzmocnił obsady posterunków granicznych i jednostek. Stalin sam szykował się na inwazję na Niemcy i Hitler wyprzedził go o 2-4 tyg. Pierwsze 2 tygodnie słabego dowodzenia i całkowitego zaskoczenia to był sukces Niemców a nie jakaś niesamowita armia. Polecam przeczytać kilka książek o operacji Barbarossa a następnie wypowiedzieć się w temacie - ahh szkoda nawet pisać - wiki odpowie na wszystkie pytania i zapewni gruntowną wiedzę. A jak się skończyło to wszyscy wiemy - to raczej czołgi radzieckie jeździły po Berlinie a nie Pantery po Moskwie - a ta pomoc zwróciła się aliantom po 10x - bo bez 2 frontu na wschodzie o żadnej inwazji aliantów nie byłoby mowy. A i USA czuły się coraz bardziej zagrożone - bo wiadomo że Hitler miał już plany samolotów zdolnych osiągnąć Nowy York , i pracował na rakietami zdolnymi do tego celu - więc to po prostu była zwykła konieczność

technik
wtorek, 30 stycznia 2018, 15:41

Nie miał planów ale miał. Poczytaj o jednostce KG-200.

Davien
środa, 31 stycznia 2018, 13:17

KG-200 panie Technik było eksperymentalnym dywizjonem bombowym Luftwaffe przeznaczonym do zadań specjalnych a nie do nalotu na NY za pomoca nieistniejących maszyn.

technik
wtorek, 6 lutego 2018, 13:05

W pewnej małej książce wydanej w Polsce jest opisane, że samoloty takowe były. Miały jedną wadę, że paliwa starczało in na dolot do USA z powrotem miało pilotów zabierać Kriegsmarine.

Davien
piątek, 9 lutego 2018, 07:46

Panie Technik jeżeli chodzi ci o \"KG-200 bez Tajemnic\" to... chodzi ci też zapewne o JU-390 istniejacy w całych dwóch przedprototypach no ale... Więcej realizmu polecam:)

Davien
wtorek, 30 stycznia 2018, 13:18

Oj obalacz. juz w kilka dni po ataku Niemiec radzieckie doborowe dywizje były całkowicie rozbite poza 1-2 wyjątkami i uciekały panicznie porzucając sprzet albo oddawały się masowo do niewoli nie chcąc walczyc za bolszewików Te plany Hitlera co do ataku na USA były tak samo realne jak rosyjski lot na Księżyc w latach 60-tych wiec juz sie nie osmieszaj:) To ze sobie coś rysowali i obmyslali nie oznacza ze jakikolwiek z tych potworków w ogóle by doleciał, Niemcy nie mogli zbudować tzw Ural Bomber-a a tobie sie marzy atak na Amerykę?? Żeby Hitler nie był totalnym idiota i pomyslał to zajałby ZSRR z pomocą tych samych zołnierzy co mu się poddawali i ludności Ukainy i Białorusi gdzie niemieckie wojska były witane jak wyzwoliciele, no ale był rasistą... Bez pomocy USA to te wasze czołgi nawet by z fabryk nie wyjechały nie mówiąc o dotarciu na front bop praktycznie całość sprzętu kolejowegop to dostarczyli alianci, podobnie jak tysiące ciężarówek i cystern bez których te super T-34 utknełyby dawno po drodze bez paliwa i zapasów Jakos to na Shermanach jeżdziły dywizje gwardyjskie a nie na T-34:)

Wielbiciel Misia Puchatka - misia o wielkim sercu ale równie małym rozumku
czwartek, 1 lutego 2018, 22:15

Oj \"Davien\" to prawie tak samo jak doborowe jednostki USA uciekały pod Waidenau jak Otto Carius ze swoimi 4 (słownie-czterema) Jagdtigerami \"pogonił im kota\" i jak napisał bardzo zaskoczony tchórzostwem amerykanów: nigdy jeszcze przez całą wojnę nie widziałem żołnierzy uciekających w takiej panice a przecież nic wielkiego się nie działo.

Davien
piątek, 9 lutego 2018, 07:51

Tia oczywiście, jak zwykle wszystko pokręciłeś:) Carius walczył w bitwie pod Remagen gdzie jego kompania zniszczyła 30 czołgów a juz kilka dni pózniej te JagdTigery zostały wybite do nogi przez Amerykanów . Do tego było 5 Jagdtigerów nie 4 wiec naprawdę odrób prace domowa:)

PiotrEl
wtorek, 30 stycznia 2018, 08:58

Z faktami się nie dyskutuje owszem w 1941 Niemcy rozniosła, ale nie w ciągu dni tylko w ciężkich uporczywych walkach które trwało do końca wojny, którą ostatecznie przegrały. Ponad 70% żołnierzy niemieckich zginęło na froncie wschodnim. Tego żadna propaganda nie zmieni. Gdyby nie LL Niemcy mieli by np. jeszcze rok na mordowanie Narodu Polskiego a Amerykanów zgineło by kilkaset tysięcy więcej. Może niektórzy za tym tęsknią?

technik
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:12

70% elitarnych jednostek niemieckich walczyło z ZSRR.

jspr
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:06

w porównaniu z Rosjanami to wszystkie jednostki niemieckie włącznie z Volkssturmem były elitarne ...

Ciekawy
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:45

I dlatego pewien niemiecki oficer broni pancernej w swoich wspomnieniach napisał, że \"w walce bardziej obawiał się 5 Rosjan niż 30 Amerykanów\"?

Polanski
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:20

Połowa tej armii stała na Wale Atlantyckim i okupowała całą Europę, a nie walczyła w Rosji. Ciekawe jaki był by wynik, gdyby Amerykanie uznali że nic im do tego?

Szept
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 23:57

Od 80-85 % żołnierzy niemieckich zginęło na froncie wschodnim. Dlatego Rasja nazywana jest grobem Wehrmachtu. Nie chodzi o to by deprecjonować role USA w tym konflikcie, ale realnie wojnę z Niemcami wygrała Rosja. Tak jak wojnę z Japonią wygrali Amerykanie.

Polanski
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:44

Niemcy zostały pokonane przez Stany Zjednoczone. Bez USA Rosja została by pokonana przez Niemcy. Po co negować fakty historyczne. Wielka Rosja toczyła wojnę z Niemcami całą swoją potęgą. Niemcy mogli użyć tylko około połowy swojej siły przeciwko Sowietom. Nie ma się co tu podniecać. Jeżeli chodzi o straty to nic dziwnego, że walczyli do ostatniego żołnierza na Froncie Wschodnim. Perspektywa obozu jenieckiego amerykańskiego a sowieckiego to spora różnica.

peter
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 03:42

Maja technologie wojenna PS Szok i lomot to byl Ruskich w 1941 mimo olbrzymiej przewadze w ilosci uzbrojenia /samoloty i czolgi/i jakosciowo w 1941 posiadali 1200 t34

równowaga strategiczna
niedziela, 28 stycznia 2018, 18:26

A dlaczego Rosjanie mieliby tego nie budować, skoro USA chce rozbudować \"tarczę antyrakietową\"? Rosja musi wtedy mieć broń odwetową, o której USA musi wiedzieć i musi wiedzieć, że broń USA jej nie zatrzyma. Inaczej USA wywołałyby wojnę atomową.

technik
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:16

Jednak rosyjski UAZ Patriot z ich systemem nawigacji satelitarnej GLONASS robi wrażenie. Popatrz sobie na ich stronie. W Polsce nie można ich kupić bo są z poza UE i homologacji na nie ma. Na zamówienie jakaś polska firma sprowadza je do do nas ale narzucają prawie 100% marży bo podobno grupowe homologacje załatwiają.

adi
niedziela, 28 stycznia 2018, 23:51

Dlatego , że ruskie to nie są w stanie wyprodukować nawet samochodu na miarę fiata 500 :P A USA jakby chcieli wywołać wojnę , to już by ją wywołali.

Ciekawy
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 01:07

A Polacy są w stanie wyprodukować?

AMF
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:25

Lokomotywy, włącznie z hybrydowymi. Ale kremlowskie lobby dalej działa na rzecz budowy autostrad.

kolejny_znafca
wtorek, 30 stycznia 2018, 09:37

Tak a co w tych lokomotywach jest \"polskiego\" - tak zapytam szanownego znafcę - przyciski i światła. Nawet wózków jezdnych do tramwajów czy silnika asynchronicznego nie jesteśmy w stanie wyprodukować - tylko sprowadzamy od Niemca - wiec nasz wkład technologiczny to poręcze, przyciski i fotele - tak dla ścisłości

Polanski
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:40

A Polacy są 140 mln narodem ze zwichrowanym EGO? W Szwajcarii też się nie produkuje samochodów. I co z tego? Pewnie żaden do Rosji by się nie przeprowadził.

adi
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:51

Polacy nie mają chorej aspiracji mocarstwa :P

hm34
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 11:59

A po co Polsce takie pojazd ?

pga
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 11:25

Kenijczycy również nie są - i co z tego wynika? Że w takim razie Rosjanie jednak tak? Zresztą - Fiaty 500 akurat w Polsce produkowano, oczywiście we włoskiej fabryce, ale jednak.

Wajda
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:38

A 9 mln Szwecja jest w stanie produkować własne samochody i samoloty, Rosja samoloty, więc przykład Kenii bardziej pasuje do Polski.

technik
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:19

A w Rosji produkują Mazdę , Mercedesa, Renaulta itd itd i co z tego.

bender
wtorek, 30 stycznia 2018, 11:50

W Meksyku i Iranie tez...

Olender
niedziela, 28 stycznia 2018, 18:21

Dobry artykuł ale trzeba sobie też jasno powiedzieć, iż wyolbrzymianie problemy służy też forsowaniu swoich dążeń. Przecież wiadomo nie od dziś, że to Chiny są większym problemem dla USA niż Rosja...

lifosur
niedziela, 28 stycznia 2018, 23:36

Gospodarczo i owszem natomiast militarnie to Chiny nie mają szans z USA czy Rosją. Chińczycy na chwilę obecną kopiują tylko radziecką/rosyjską myśl techniczną. Nawet silniki do J-20 są produkcji rosyjskiej z SU-35

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:40

A czy zachód im cos sprzeda?? Kiedys Chiny na to liczyły ale po Tiananmen sie definitywnie skończyło

bccsa
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 11:57

Tak było, nie z su 35 tylko pierwsze modele J20 są wyposażone najprawdopodobniej w AL-31FN Series 3. Najnowsze egzemplarze J20 są wyposażone w chińskie silniki. Chiny jeszcze tylko w kilku parametrach ustępują Rosjanom, w większości już wyprzedzają technologicznie. Za 5 lat już praktycznie w niczym Ruski nie będą lepsi.

xd1
niedziela, 28 stycznia 2018, 16:24

czy mają czy nie mają to raczej tylko oni wiedzą, ale sam pan przyznał zaskoczenie wystrzeleniem kalibrów z małych łudeczek, też nikomu wcześniej się to nie udało

Gepard24
niedziela, 28 stycznia 2018, 16:08

Chiny także. Ciekawe czemu biały dom ich nie uważa za najgroźniejszego przeciwnika.

zyg
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 16:38

I owszem w ogłoszonym niedawno przez Pentagon NDR za główne zagrożenie uznano Rosję i ChRL. Zresztą art na ten temat na tej stronie?

Dzejson
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:55

Bo gdyby takie stwierdzenie padło oficjalnie, giełdy by oszalały, gospodarki obu krajów zachwiały by się w posadach, a pamiętajmy, że są to najpotężniejsze gospodarki świata, więc reszta świata (w szczególności Europa) dostalaby rykoszetem. Gospodarki Chin i USA, zresztą tak samo jak rosyjska i europejska są ze sobą bardzo mocno powiązane i każdy przejaw wrogości odbił by się czkawką na całym globie. Globalizacja.

krzys
niedziela, 28 stycznia 2018, 15:34

Za eksperta nie zamiaru tu mam robić ale dywagacje autora średnio trzymają się kupy. torpedy o konkretnej prędkości Rosjanie mają, manewrujące pociski tez, więc z nawigowaniem torped nie powinno być problemu. A ta torpeda nie służy do przechwytywania innych celów, więc nie ma przesadnego pośpiechu z jej odpaleniem, nawet kilka godzin uruchamiania reaktora byłoby tu pewnie akceptowalne. A przejmować się środowiskiem, gdy zamierza się zdetonować 100 MT? To delikatnie mówiąc trochę żart lub nieporozumienie. To, że Rosja konstruować ładunki o takiej mocy potrafi, to wiadomo już chyba od ok pół wieku. A po co może im to być potrzebne? A w zasadzie wyłącznie jako straszak. W konwencjonalnej wojnie Rosja z NATO bez szans, z czasem NATO moze się nauczyć skutecznie strącać manewrujące i balistyczne. Pozostają wtedy jeszcze podwodniaki, które nawet po zniszczeniu/kontroli wszystkiego co ma Rosja na lądzie, ta może jeszcze solidnie oddać. A co może 100MT? Można o car bombie poczytać i pomnożyć x2.

gosc
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 15:01

maja male reaktory ,sa juz prototypy dla polnocy ,takie pudla 2x 2 m ,maja dzialac jak baterie.

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:42

Mylisz ogniwa radioizotopowe z reaktorami, zreszta nawet ten co piszesz jest za duzy, bo srednica Status-6 to ok 1,6m.

Polanski
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:25

Oczywiście nie chodzi o ekologię w czasie wojny. Utrzymywanie tego w stanie emisji radioaktywności mogło by sie komuś nie spodobać. Na przykład marynarzom, których rodziny mieszkają w bazach.

kosmofan
niedziela, 28 stycznia 2018, 23:41

W ZSRR była koncepcja zdetonowania przy wschodnim wybrzeżu torpedy atomowej co wywołać miałoby falę tsunami o wysokości 100 m. Co wtedy? Ano 150 mln ludzi w USA utopiłoby się w ciągu chwili.

Dzejson
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:00

Uwolniła tyle Energii, że sama po prostu wyparowała

Dzejson
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:59

Jest to tak samo realne jak zbudowanie gwiazdy śmierci. Nawet po uderzeniu asteroidy 65 mln lat temu fale tsunami docierajace do wybrzeży USA miały między 40 a 60 m wysokości. A uderzyła przecież w zatokę meksykańska, miała 10km średnicy, bilion ton wagi i uwolniła energię równą miliona bomb Tsar.

technik
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:44

Skąd Pan tyle wie?

Polanski
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:27

I tylko o to chodzi. Wracają do tego pomysłu bo już zrozumieli że poza atomem nic nie znaczą. To nawet nie można nazwać bronią. To jest jedynie straszak. Ciekawe co z Europą Zachodnią? Ta fala( niewiele mniejsza) dotrze też do Europy.

Rain Harper
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 01:48

Bzdura. Energia tsunami przewyższa o rząd wielkości cały nuklearny arsenał ludzkości.

XYZ
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 01:47

bez obrazy, ale nie wiesz co piszesz, ilość energii potrzebnych do wywołania fali tsunami o takiej wysokości jest o kilka rzędów wielkości większa niż to co wytworzy bomba termojądrowa. Ponadto energia takiej eksplozji w dużej mierze rozproszyłaby się na odparowaniu wody, świetle, fali akustycznej i wyrzucie wody do góry a nie w przód.

Mitomania wciąż rządzi umysłami.
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 00:52

Ano jest to bzdura bo nawet i sto najsilniejszych bomb nie wywoła znaczącego tsunami. Energia potrzebna do spowodowania tego rodzaju zjawiska o pożądanych katastrofalnych skutkach o kilka rzędów wielkości przekracza możliwości wpółczesnej ludzkości.

kosmofan
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:52

Bomba Car - niszczy dosłownie cały New York (nie licząc strefy śmiertelnej od radiacji) a pod wodą dwie takie torpedy i fala zalewa wszystkie miasta w promieniu 500 km.

Polanski
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 23:24

Żeby podpłynąć do NY musiała by pokonać 500 kilometrowy szelf, głęboki na 200 metrów. Łatwo byłoby się przed czymś takim zabezpieczyć.

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:44

Tia jasne a niby jakim cudem się ten potworek ważący 27 ton znajdzie w NY??? Teleprtacji Rosjanie jeszcze nie opracowali:))

technik
wtorek, 30 stycznia 2018, 15:48

Rosjanie jeszcze nie ale USA już ma. A to już niedługa droga poprzez działanie wywiadu rosyjskiego aby wszelka dokumentacja takiego ustrojstwa znalazła się na biurku cara :)

Davien
środa, 31 stycznia 2018, 13:20

Tia jasne, Rosja do tej pory nie potrafi przełozyc na realny produkt prac swojego naukowca w dziedzinie stealth a tobie marzy sie opanowanie amerykańskiej teleportacji:) Może w XXXI wieku do czegos dojdą:)

Kazik
niedziela, 28 stycznia 2018, 14:57

Autor chyba za dużo fantazjował podczas opisywania reaktora: -po co ten reaktor ma mieć finezyjne układy chłodzenia skoro to wyrób jednorazowy, gdzie cześć energii cieplnej zostanie wykorzystana do napędzania pojazdu, a reszta może zostać oddana do opływającej pojazd zimnej wody, której w oceanie nie brakuje? -ten reaktor raczej nie będzie przeznaczony do wielokrotnego włączania/wyłączania, tylko po włączeniu ma pracować np. parę dni, po czym zostanie odparowany razem z pojazdem -reaktor nie musi mieć setek MW mocy, jeśli tak niewielki pojazd ma się poruszać z prędkością jedynie kilku węzłów -po co masywna osłona biologiczna? Reaktor może zostać włączony dopiero po wypuszczeniu pojazdu z okrętu podwodnego, do tego momentu poziom emitowanego promieniowania jest niewielki i wystarczy lekka osłona. A potem niech sobie promieniuje ile chce Według mnie taki jednorazowy reaktor o małej mocy do takiego zastosowania jest w chwili obecnej jak najbardziej wykonalny.

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:45

I Błyskawicznie zostanie wykryty a zanim dopłynie przy tych 50w do celu to przechwyca go i zniszczą kilkadziesiąt razy

LLL
wtorek, 30 stycznia 2018, 14:51

To może jeszcze napisz jakim systemem można zniszczyć torpedę poruszającą się na gł. 1000 m z prędkością 50 węzłów?

Davien
środa, 31 stycznia 2018, 13:22

Dowolną torpedą lub bomba głębinową np z ładunkiem jądrowym. Jak były torpedy zdolne siegnąć manewrującą Alfe na 800-900m głebokosci to jaki to problem obecnie.

Polanski
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 09:29

Ma podobno robić 50 węzłów.

Status dla polski.
niedziela, 28 stycznia 2018, 14:41

Norwegowie przy wspułpracy nad a26 chcieli aby zanuzenie bylo ponizej 400 m i dodatkowa sluza pod drony .widzac gripena e i czego dokonał saab niemam juz wotpliwosci ze tylko szweckie okrety. Pozyskanie takiego partnera moglo by przyczynic sie do budowy duzej czesci gripena w polsce a nawet calego po madrych decyzjach .

Davien
niedziela, 28 stycznia 2018, 13:53

Niezłe podsumowanie, ciekawe co naprawdę wyjdzie z tego Status-6?

Urko
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 00:31

Status-6 jest od początku fałszem. Co innego projekt rzeczywistego drona pozwalającego przenosić pociski manewrujące. Co do tej mitycznej torpedy ala T-15 - Sacharowa, to czy ktoś policzył ile waży 1 megatona? Car bomba ważyła 27!. Wyporność torpedy T-15 to 48 ton a przecież ona ma mieć jeszcze reaktor i pancerny korpus, który nie tylko miałby pozwolić na podróżowanie na głębokości 1km ale też miałby chronić przed wybuchami min i innych typowych środków do zwalczania OP z żywą załogą. Projekt w przedstawianej wielokrotnie postaci jest fizycznie niemożliwy. A samego Sacharowa po tym pomyśle najpierw wysłano na przymusowe leczenie psychiatryczne. Dopiero później dostał (pokojowego) Nobla.

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:46

Doskonale o tym wiem, dlatego napisałem że ciekawe co imz tego wyjdzie:)

gosc
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 15:03

typowy bez wyobrazni ,wystarczy okret podwodny z bomba atomowa na pokladzie ,wali w brzeg i bum.

Urko
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 22:02

Chyba raczej nie chodziło o walenie w brzeg. Nawiasem mówiąc jest to bardzo bliskie pierwowzorowi, czyli awarii na K-19. Rosjanie nadal uważają, że bohaterscy radzieccy marynarze uratowali wtedy życie wielu Amerykanom. Na pewno też dało to niejednemu do myślenia w stylu, \"a gdyby tak zrobić tak specjalnie?\" Być może to przypadek, ale właśnie w tym okresie powstał pomysł na \"torpedę zagłady\" - T-15. Z tym, że K-19 nie miał szans wyprodukować 100 megaton ...

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:48

Tia jasne i wyślesz załoge SSNna smierć tylko po to by za kilkanascie minut Rosja wyparowała pod uderzeniem kilkuset ICBM-ów.

ac/dc
niedziela, 28 stycznia 2018, 16:12

Rosjanie opracowali baterie atomowe działające przez około 50 lat. Wykorzystują one izotop niklu (nikiel 63) który jest radioaktywny, ale ma bardzo niska emisję (głównie promieniowanie alfa). To takie baterie mają napędzać Status-6 i nowe niejądrowe okręty podwodne Kalina. Status 6 ma wielką wadę, czas od odpalenia torpedy do wybuchu wynosi kilka dni, co powoduje, że może to być tylko broń ostatecznej zagłady. Zniszczenie oceanów to zniszczenie i USA i Rosji i Europy i Azji co powoduje, że odpalenie takich torped ma sens tylko podczas pełnowymiarowej wojny atomowej, a takiej wojny i tak nie przeżyjemy dlatego nie ma się czego bać. Gdyby takie torpedy posiadali Talibowie lub inni islamiści to ich użycie byłoby realne, ale Putin jeden z najbogatszych ludzi na Ziemi. Nie po to kradł, aby teraz umierać, dlatego spoko. Żadnej wojny z Rosją nie będzie.

LLL
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 13:23

Cały strategiczny arsenał jądrowy jest tylko elementem odstraszania czyli istnieje po to, żeby żadne z mocarstw atomowych nie użyło swoich arsenałów. Do tego konieczna jest groźba całkowitego wzajemnego zniszczenia, tak, żeby nikt nie miał głupich myśli. Te drony podwodne po prostu są jeszcze jedną opcją, gdyby ktoś znalazł receptę na pociski balistyczne.

bęcki
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:41

Duzi są dogadani, arsenały są do straszenia małych co by im nie przyszła do głowy suwerenność i posiadanie broni atomowej o zasięgu globalnym. Z punktu widzenia Nauki duzi doskonale wiedzą jakie skutki przyniosła by nuklearna wymiana ciosów i pomimo wielu niby konfliktów w które zaangażowani byli po obu stronach duzi nikt nie użył broni jądrowej chociaż istniała, czy to w Wietnamie czy w Korei czy na bliskim wschodzie. Cały czas się urabia opinie jak to duzi biorą jedno stronę \"dobrych\" drudzy \"złych\" ale broni nuklearnej nikt nie odpala i nawet nie ma mistyfikacji że jacyś nowi nieznani terroryści w rodzaju \"nowy wielki kalifat semicki\" posiedli technologię i odpalili bombę która bynajmniej nie jest jakąś skomplikowaną konstrukcją a największym problemem jest pozyskanie materiałów rozszczepialnych w odpowiedniej ilości.

lofcaglupoty
niedziela, 28 stycznia 2018, 13:43

Wystarczy w tym artykule wypunktować wszelakie nowatorskie i eksperymentalne okręty podwodne czy systemy - czy je dokończyli czy nie tego naczelny rusofob nie wie a jedynie gdyba. Ja jednak wierzę bardziej amerykańskiem wywiadowi niż Panu Redaktorowi. To nad czym obecnie Rosjanie pracują to po prostu PORAŻA - pracują nad systemami o jakich całe NATO nawet jeszcze nie myśli - a oni je realizują. O nowej torpedzie superkawitacyjnej też nic się nie znajdzie w internecie - ale na pewno istnieje i jest o dekadę bardziej zaawansowana od tego nad czym pracuje NATO. Ale wg naszych znafcóff to górna wolta - to jak nazwać Polskę , która o takich technologiach może co najwyżej przeczytać w internecie

Acan
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 01:33

W Polsce też się pracuje nad torpedami superkawitacyjnymi wiem to na sto procent

Infernoav
niedziela, 28 stycznia 2018, 19:58

Rosjanie może mają jeden taki dron, a może ich nie mają. Jest to straszak, mający wymusić na Kongresie zgodę na dozbrajanie floty i potencjału nuklearnego. Jeśli miałbym znajomego w Pentagonie to zadzwoniłbym tylko zapytać, czy w chwili obecnej próbują zwiększyć budżet floty i sił jądrowych. Odpowiedz twierdząca pokazałaby mi, że te nowe drony to fake news. Rosji w chwili obecnej nie stać już na niesamowite inwestycje w wojsko, a te których dokonuje są kosztem jej gospodarki. Należy to rozumieć w ten sposób, iż im więcej zainwestują w armię tym szybciej upadnie CH gospodarka. Są to oczywiście raczej wartości 30-40 lat, a nie 10-15. Największym problemem Rosji jest depopulacja. Jeśli ludzie myślą, iż my mamy problemy to naprawdę powinni poczytać o tym co w tej materii dzieje się w Rosji.

ASD
niedziela, 28 stycznia 2018, 15:20

USA np nigdy nie wpadło na pomysł uzbrajania swoich stacji kosmicznych w działka - Rosjanie tak. Obawiali się bowiem... abordażu. Jedyna istotna kwestia która jest kompletnie nie omówiona to jakie zalety może mieć \"podwodny atomowy dron\". Prawdę mówiąc nic mi nie przychodzi do głowy.

E. M. R.
niedziela, 28 stycznia 2018, 13:33

Z artykułu pana Dury wynika iż uważa się za lepszego, lepiej poinformowanego eksperta w dziedzinie wywiadu, w zakresie rosyjskich zbrojeń niż agenci i analitycy amerykańskich służb wywiadowczych. Zapewne ma lepszy dostęp do tajnych danych, niż owe amerykańskie służby wywiadowcze. Mało tego, potrafi te dane lepiej analizować niż naiwni amerykańscy eksperci. Według pana Dury, amerykańscy politycy są naiwni jak dzieci i dają się podpuszczać i dopiero On wyprowadzi ich z błędu. Zadaję więc panu, panie Dura pytanie - Jak to jest, że Polska posiadając takich wybitnych ekspertów jak pan, jest nic nie znaczącym państewkiem, natomiast USA rządzone przez tych naiwnych amerykańskich polityków i posiadające wywiad z kiepskimi agentami i analitykami, są supermocarstwem?

el_bantao
niedziela, 28 stycznia 2018, 23:51

to Saddam miał tą broń chemiczną czy nie? ;)

Davien
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 20:54

W chwili ataku nie miał, wywiad USA został zmylony przez zakupy surowców do jej produkcji ale gotowej nie znaleziono.

Zmylony
wtorek, 30 stycznia 2018, 16:20

Oj \"biedny\" ten wywiad USA -same porażki. Nie ma się więc co dziwić, że Obama o zajęciu przez Rosjan Krymu dowiedział się z \"New York Times\"a. Strach się bać.

jaro
niedziela, 28 stycznia 2018, 21:26

Ponieważ potrzebują postraszyć społeczeństwo żeby mieć kasę na własne zabawki

Marusia
niedziela, 28 stycznia 2018, 13:02

Świetny artykuł jak zwykle tutaj!

Olo
niedziela, 28 stycznia 2018, 12:54

W wariancie zagrożenia zawsze przewiduje się kilka wariantów w tym ten najbardziej niebezpieczny. Dlatego brana jest pod uwagę taka możliwość.

GM
niedziela, 28 stycznia 2018, 12:54

Dbanie o swoje bezpieczeństwo poprzez myślenie \"jeszcze nikomu takie coś się nie udało, więc nie ma powodu do zmartwień\" już wielu doprowadziło do zguby.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama