Rosyjska taktyczna broń jądrowa – straszak czy realne zagrożenie dla Europy?

5 lipca 2015, 12:51
Bombowce Tu-22M3 są jednym z podstawowych środków przenoszenia rosyjskiej taktycznej broni jądrowej. Fot. Mil.ru.
Wyrzutnie pocisków taktycznych systemu Toczka-U. Fot.Фальшивомонетчик/Wikipedia/CC BY SA 3.0.
W przeciwieństwie do US Navy, rosyjska flota nadal dysponuje pociskami przeciwokrętowymi z głowicami jądrowymi. Fot. mil.ru.
Fot. mil.ru.
Do środków przenoszenia broni jądrowej zaliczają się również bombowce Su-24M. Fot. mil.ru.
Rakieta Ch-22 przenoszona przez bombowce Tu-22M3 Fot. A. Hładij/Defence24.
Wyrzutnia kompleksu Iskander. Fot. mil.ru.
Rosjanie modernizują środki przenoszenia taktycznej broni jądrowej, czego przykładem są bombowce Su-34. Fot. mil.ru.

Rosyjska taktyczna broń jądrowa to temat budzący wiele obaw w Europie. Inaczej niż w przypadku broni strategicznej nie istnieją oficjalne dane co do wielkości tego arsenału. Jest szacowany przez amerykańskich analityków na co najmniej 2000 głowic. Powiększa to lęk wobec realnych możliwości militarnych Moskwy, dla której taktyczna broń jądrowa pozostaje narzędziem zastraszania sąsiadów i Zachodu. Czy NATO, którego analogiczny arsenał w Europie to zaledwie około 200 bomb lotniczych, może skutecznie odpowiedzieć na to zagrożenie? 

Kontrola strategicznej i taktycznej broni jądrowej

Liczba jednostek strategicznej broni jądrowej - zarówno głowic, jak i ich nosicieli - na wyposażeniu atomowych mocarstw USA i Federacji Rosyjskiej została szczegółowo określona na mocy kolejnych traktatów rozbrojeniowych. Ostatni z nich - New START (New Strategic Arms Reduction Treaty), podpisany w 2010 roku w Pradze, ograniczył arsenały obu krajów poziomu 1550 głowic, a liczbę ich nosicieli (bombowce strategiczne, rakiety balistyczne ICBM i SLBM) do 800. Na mocy umowy obie strony mają też prawo do kontroli zarówno przy pomocy inspekcji, jak i zwiadu satelitarnego  czy ograniczenia traktatowe są realizowane.

Podobnego traktatu rozbrojeniowego nie udało się do tej pory wypracować w celu kontroli taktycznej broni jądrowej, czyli inaczej broni nuklearnej przeznaczonej do użycia na polu walki.  Biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną związaną z kryzysem na Ukrainie jest to również mało prawdopodobne w najbliższej przyszłości.

Wyrzutnie pocisków taktycznych systemu Toczka-U. Fot.Фальшивомонетчик/Wikipedia/CC BY SA 3.0.

Rosyjska taktyczna broń jądrowa po Zimnej Wojnie –  wola likwidacji arsenału?

Zdecydowana większość rosyjskiego taktycznego uzbrojenia atomowego pochodzi jeszcze z czasów Zimnej Wojny, kiedy to stanowiła ona bardzo ważny element rosyjskich planów wojennych. Z tego powodu ZSRR rozmieścił w Europie potężny arsenał jądrowy. Analitycy szacują, że w 1991 roku Moskwa mogła mieć do dyspozycji od 20 do 25 tys. głowic, z których zdecydowana większość była rozmieszczona w europejskiej części ZSRR i na terenie krajów należących do Układu Warszawskiego, także w Polsce.  

W ramach inicjatywy nuklearnej prezydenta Gorbaczowa rozpoczęła się likwidacja tego arsenału, która miała przebiegać, według oficjalnych rosyjskich szacunków, w tempie dochodzącym do 2000 głowic rocznie. Program jednak spotkał się z wieloma trudnościami zarówno technicznymi, jak i finansowymi, a wielu ekspertów negowało podawane przez Rosję dane o likwidacji głowic. Faktycznie, mimo że Moskwa początkowo planowała wycofać cały swój arsenał do ok. 2004 roku to ostatnie oficjalne informacje władz rosyjskich z 2010 roku mówiły o jego redukcji tylko o ok. 75% w stosunku do stanu wyjściowego.

Do środków przenoszenia broni jądrowej zaliczają się również bombowce Su-24M. Fot. mil.ru.

Fiasko inicjatywy Baracka Obamy

Ostatnią próbę rozpoczęcia negocjacji z Rosją podjął prezydent USA Barack Obama w czerwcu 2013 roku zapowiadając rozmowy o redukcji taktycznej broni atomowej rozmieszczonej w Europie, zarówno z sojusznikami z NATO, jak i Moskwą. Reakcja Federacji Rosyjskiej była jednak co najmniej chłodna. Moskwa dała przy tej okazji do zrozumienia, że nie jest szczególnie zainteresowana dalszym zmniejszaniem swojego arsenału, a rozważenie takiej opcji musiałoby być obwarowane szeregiem nie akceptowalnych dla Zachodu warunków. Wśród najważniejszych należy wymienić całkowite wycofanie z Europy amerykańskich bomb jądrowych B-61, rezygnację z budowy elementów tarczy antyrakietowej na terenie Europy Środkowo-Wschodniej, a także uwzględnienie w negocjacjach tzw. broni precyzyjnej czyli uzbrojenia strategicznego dostosowanego do użycia ładunków konwencjonalnych oraz arsenału jądrowego Wielkiej Brytanii.

Od momentu wybuchu kryzysu na Ukrainie dyskusje w tej kwestii zostały całkowicie wstrzymane. Agresywne działania Rosji w kwestii zbrojeń jądrowych w tym, coraz bardziej jawne kwestionowanie traktatu INF, deklaracja brania pod uwagę rozmieszczenia broni atomowej na anektowanym Krymie czy przywracanie do służby uzbrojenia przeznaczonego do przenoszenia broni nuklearnej, przekreśliły możliwość kontynuowania poważnych rozmów na ten temat w przewidywalnej przyszłości.    

Taktyczna broń jądrowa w rosyjskim arsenale

Próba oszacowania aktualnego rosyjskiego arsenału taktycznej broni jądrowej nie jest zadaniem łatwym. Inaczej niż w przypadku systemów strategicznych, Rosja nie jest zobowiązana traktatowo do ujawniania wielkości swojego potencjału, więc tego nie robi nawet w formie przybliżonych danych. Według raportu Kongresu USA z listopada 2011 roku Federacja Rosyjska mogła wtedy dysponować ok. 3800 taktycznymi ładunkami jądrowymi. Dokument Pentagonu z 2012 roku podaje z kolei liczbę ok. 2000 operacyjnych głowic.

Rakieta Ch-22 przenoszona przez bombowce Tu-22M3 Fot. A. Hładij/Defence24.

Według tych ostatnich danych ok. 730 głowic znajdowało się na wyposażeniu Rosyjskich Sił Powietrznych. W broń atomową uzbrojone są rakiety Raduga Ch-22 i Ch-15 przenoszone przez samoloty Tu-22M3. Oprócz tego lotnictwo posiada wolno spadające bomby jądrowe różnych typów, do których przenoszenia przystosowane są bombowce Tu-22M3, Su-34 i Su-24M. Najprawdopodobniej do przenoszenia bomb nuklearnych przystosowano także inne typy samolotów jak Su-25, Su-27/30 czy Mig-29. Rosyjska obrona przeciwlotnicza dysponuje ok. 430 głowicami, w które uzbrojone są baterie rakiet ziemia-powietrze S-300PS/PM oraz system antybalistyczny A-135 tworzący tarczę antyrakietową chroniącą Moskwę.

W głowice jądrowe są też być może wyposażone nieliczne pozostające w służbie rakiety obrony wybrzeża SPU-35V Redut (ok. 30 sztuk). Wojska lądowe miały posiadać wg. danych Pentagonu ok. 170 głowic rozmieszczonych na mobilnych rakietach balistycznych ziemia-ziemia typu OTR-21 Toczka o zasięgu do 120 km i  9K723 Iskander-M o deklarowanym zasięgu do 500 km. Do przenoszenia broni atomowej przystosowywany jest też niemal na pewno system Iskander-K z pociskiem manewrującym R-500, którego zasięg szacowany jest przez amerykańskich analityków na 2000 km, co stoi w sprzeczności z traktatem INF.

Rosyjska marynarka wojenna miała mieć w 2012 roku na wyposażeniu ok. 700 ładunków nuklearnych. Do przenoszenia taktycznej broni jądrowej może być użyta większość rosyjskich okrętów podwodnych, a także kilkadziesiąt jednostek nawodnych: od korwet przez niszczyciele i krążowniki po lotniskowiec Admirał Kuzniecow. Mogą ją przenosić także samoloty lotnictwa morskiego takie jak Tu-22M3, Su-24M, Tu-142 czy Ił-38.

W przeciwieństwie do US Navy, rosyjska flota nadal dysponuje pociskami przeciwokrętowymi z głowicami jądrowymi. Fot. mil.ru.

Głowice atomowe znalazły zastosowanie w różnych typach uzbrojenia rosyjskiej floty: rakietach przeciwokrętowych  (P-700 Granit, P-270 Moskit, P-120 Malakhit), pociskach do zwalczania okrętów podwodnych (RPK-7 Veter , RPK-2 Viyuga), torpedach, bombach głębinowych, a także w systemach przeciwlotniczych krążowników klasy Sława (projekt 1164) i Kirow (projekt 1144) - S-300F/FM (morska wersja S-300PM). 

Warto przy tym dodać, że wprawdzie większość wyżej wymienionej broni posiada stosunkowo niewielką moc wybuchu, to w rosyjskim arsenale „taktycznym” znajdują się również głowice o sile nawet 1 Mt (ponad 50 razy więcej niż bomba zrzucona na Hiroszimę) np. w rakietach Ch-22 czy niektórych typach bomb lotniczych. Według amerykańskich szacunków taktyczna broń jądrowa może być obecnie przechowywana w 20 głównych magazynach, a środki jej przenoszenia mogą być rozmieszczone w ok. 80 miejscach na terenie kraju.

Doktryna użycia taktycznej broni jądrowej przez Kreml 

Zgodnie z rosyjską doktryną wojskową z 2010 roku Moskwa jest gotowa wykorzystać broń jądrową, i to zapewne w pierwszej kolejności tą z arsenału taktycznego, w razie agresji konwencjonalnej zagrażającej istnieniu państwa rosyjskiego. W przypadku niekorzystnego dla Rosji przebiegu konfliktu konwencjonalnego detonacja niewielkiej liczby taktycznych głowic jądrowych przeciwko celom wojskowym miałaby pokazać gotowość Moskwy do obrony, jednocześnie nie przenosząc ewentualnego konfliktu zbrojnego z NATO lub Chinami na poziom strategiczny. Takie jej zastosowanie zakłada omawiana, choć nie potwierdzona w oficjalnych źródłach, tzw. „doktryna deeskalacji”.

Zgodnie z oficjalnie uznawaną doktryną użycia broni jądrowej Rosja może użyć jej jako pierwsza tylko w opisanym powyżej przypadku lub w sytuacji, gdy zostanie zaatakowana z użyciem innych rodzajów broni masowego rażenia.  Już po wybuchu wojny na Ukrainie niektórzy rosyjscy generałowie zwracali uwagę na konieczność zmiany tej zasady w niedalekiej przyszłości tak by umożliwić Kremlowi np. prewencyjny atak jądrowy.

Możliwość użycia broni jądrowej w celach ofensywnych jest przez Rosjan negowana. Należy jednak zwrócić uwagę, że Siły Zbrojne FR regularnie sprawdzają scenariusze agresji przeciwko sąsiadom w Europie, najprawdopodobniej  także z użyciem broni nuklearnej. Podobnie było w czasach Zimnej Wojny, gdy Moskwa, wbrew oficjalnym deklaracjom, miała przygotowanych szereg scenariuszy inwazji na Europę Zachodnią, w których broń jądrowa odgrywała kluczową rolę. 

Rosjanie modernizują środki przenoszenia taktycznej broni jądrowej, czego przykładem są bombowce Su-34. Fot. mil.ru.

Czy mamy się czego bać?

Przytoczone szacunki wskazują, że Rosja ma zdecydowaną przewagę ilościową w taktycznej broni jądrowej nad NATO, które w Europie dysponuje jedynie ok. 200 bombami B-61 poddawanymi obecnie procesowi modernizacji. Dysproporcja występuje również na morzu, ponieważ USA wycofały w ostatnich latach bomby atomowe przenoszone przez lotnictwo pokładowe, a także pociski samosterujące BGM-109A Tomahawk TLAM-N., Pozbawiło to US Navy broni nuklearnej gotowej do użycia na szczeblu operacyjnym.

Z drugiej jednak strony rosyjski arsenał w dużej części jest przestarzały – pochodzi jeszcze z czasów Zimnej Wojny – a jego realna skuteczność i zdolność operacyjna stoi pod znakiem zapytania. To co może budzić największe obawy to możliwość uzbrojenia w broń atomową nowoczesnych środków jej przenoszenia takich jak bombowce Su-34 czy najnowsze systemy rakietowe: odpalane z morza rakiety P-800 Oniks i wyrzutnie Iskander bazowania lądowego, które sukcesywnie zastępują starsze kompleksy Toczka-U.

Fot. mil.ru.

Ta ostatnia broń jest sporym zagrożeniem dla Europy ponieważ jeśli jej  faktyczny zasięg (w odniesieniu do pocisków Iskander-K) wynosi 2000 km to w polu rażenia znajduje się terytorium Polski i Niemiec, w dodatku bez konieczności rozmieszczania wyrzutni w Kaliningradzie czy na Białorusi. W celu ograniczenia zagrożenia, NATO musi zrewidować swoje strategie obronne – poprzez modernizację systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej oraz postawić na skuteczne środki odstraszania. Nie musi to oznaczać rozmieszczania na Starym Kontynencie nowych typów taktycznej broni jądrowej, może oprzeć się na mających wysokie szanse precyzyjnego porażenia celu pociskach konwencjonalnych.

Niewątpliwie jednak niezależnie od środków przedsięwziętych przez Zachód taktyczna broń jądrowa jest i pozostanie w przyszłości elementem strategii zastraszania stosowanej przez Kreml. Pozostaje także narzędziem pozwalającym ograniczyć skutki przewagi technologicznej potencjalnych przeciwników w broni konwencjonalnej. Z tego powodu nie można więc liczyć na wycofanie jej z Europy nawet w przypadku uregulowania kryzysu ukraińskiego - co oznacza, że jeszcze przez długie lata możliwość jej użycia będzie musiała być brana pod uwagę w planach obronnych Zachodu.

Andrzej Hładij  

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 30
Reklama
Tomek
sobota, 4 sierpnia 2018, 23:57

Amerykanie to normalnie nie podpisali żadnej rezolucji ONZ zwłaszcza humanitarnej lub ekologicznej nawet tych co sami apelowali o przyjęcie, a umówili się tak z sojusznikami i Rosją że jak zawiozą broń atomową do schronu lub do fabryki na modernizację broń i będzie gotowa do użycia za 45 minut to że oni są już rozbrojeni i tej nie mają wcale. Podobnie do wycinki lasów w Polsce: jak jest drzewo co 100 metrów to malują mapę na zielono i piszą puszcza. I jeszcze jedno: w USA to normalnie 1/3 ludzi pracuje w wojsku, 1/3 w Policjii a reszta też jest uzbrojona.

Gregor
poniedziałek, 6 lipca 2015, 00:42

Broń atomowa ma określony czas przydatności do użytku. Po tym czasie musi zostać rozmontowana, a materiał rozszczepialny ponownie wzbogacony. Ten proses jest niezwykle kosztowny i pochłania lwią część budżetów wojskowych państw posiadających broń atomową oraz chcących ją nadal posiadać w przyszłości. Wielu państw na to nie stać!

Gregor
poniedziałek, 6 lipca 2015, 13:55

Rosyjskie siły jądrowe znajdują się w wątpliwym stanie technicznym wskutek bezpośrednich i pośrednich konsekwencji rozpadu i ekonomicznej zapaści Związku Radzieckiego. W listopadzie 1996 roku zakończono proces przenoszenia uzbrojenia nuklearnego z terenu byłych republik radzieckich. Powstało jednak wiele innych problemów, związanych z zarządzaniem i utrzymaniem we właściwym stanie istniejących sił strategicznych. Obecny arsenał rosyjski, tworzony na dużą skalę głównie w latach 70. i 80., STOPNIOWO OSIĄGA ZAKŁADANY WIEK ZDOLNOŚCI BOJOWEJ. We wrześniu 1997 roku gen. Jakowlew ocenił, że około 62% rosyjskich pocisków typu ICBM przekroczyło już zaplanowany wiek służby. Pod koniec listopada 1998 roku Anatolij Perminow, dowódca Sztabu Strategicznych Wojsk Rakietowych, oszacował tę samą wartość na 58%. Modernizacja istniejącej broni w podobny sposób, w jaki robią to teraz Stany Zjednoczone, jest kosztowna, dodatkowo zaś w Rosji brakuje odpowiedniego zaplecza przemysłowo-inżynierskiego, aby sprostać takiemu wyzwaniu. Większość z ośrodków przemysłowych działających na potrzeby zbrojeń jądrowych usytuowana jest w niepodległych państwach, GŁÓWNIE NA UKRAINIE. Jedyną rozważaną alternatywą jest więc zastąpienie wysłużonego uzbrojenia nowym. Jednak poważny kryzys ekonomiczny sprawia, że wymiana istniejącego arsenału na zasadzie jeden-do-jednego wydaje się NIEWYKONALNA.

Gregor
poniedziałek, 6 lipca 2015, 13:50

W ciągu następnej dekady Departament Obrony USA zamierza przeznaczyć na programy modernizacyjne ponad 100 miliardów dolarów, a Departament Energii dalsze 92 miliardy na programy oraz infrastrukturę związaną z unowocześnianiem głowic jądrowych.

Gregor
poniedziałek, 6 lipca 2015, 13:47

Przykładowo: Od chwili wynalezienia broni nuklearnej Stany Zjednoczone zbudowały około 70.000 głowic bojowych a zdemontowały w przybliżeniu 60.000 z nich, przy czym większość materiału rozszczepialnego została odzyskana i wykorzystana ponownie. Stany Zjednoczone posiadają obecnie około 10,000 głowic, ale tylko niecałe 5,200 stanowi aktywną część arsenału jądrowego - w postaci uzbrojenia broni strategicznej i taktycznej a także czynnej rezerwy. Pozostałe kilka tysięcy głowic zostało wycofanych z eksploatacji i czeka na demontaż lub stanowi cześć nieaktywnej rezerwy.

zdz
wtorek, 7 lipca 2015, 23:32

Niestety mam bardzo niepokojące przemyslenia dotyczace perspektyw uzycia przez Rosję broni jądrowej w ramach nawet globalnego konfliktu . Zwróćmy iwagę na gęstość zaludnienia terytorium , tzn stopień naturalnego rozśrodkowania ludności jak i przemysłu , co jest podstawowym elementem minimalizacji strat w takim konflikcie . Dodajmy do tego ogólny stosunek Rosjan do kwestji życia własnych obywateli oraz ich naturalną zdolność do przetrwania (pod warunkiem dostępności alkoholu ). To jest oczywiście wersja ekstremalna i chyba trudno byłoby znaleźć nawet w Rosji zwolenników "rozwiązania ostatecznego " , ale kto wie ...? Dla każdego normalnego człowieka rachunek zysków i strat jest zawsze na minus . Wniosek jest taki że cała ta polityka atomowego odstraszania jest całkowicie wirtualna . Chciałbym jednak zwrócić uwage na pewien odłam technologii atomowej a konkretnie na uderzenie energetyczne które niszczy wszelkią elektronikę obwodowa opartą na półprzewodnikach . Rosja zdaje sobie sprawę ze swojej słabości w kwestiji high-tech i stosując taką broń może cofnąć nas do epoki I wojny światowej . W tej sytuacji możemy byc rozjechani przez T-55 których krocie mają w magazynach .

Geoffrey
niedziela, 5 lipca 2015, 22:37

Największym problemem NATO nie jest fakt, że nie ma w Europie analogicznej broni jądrowej, tylko że nikt z polityków NIE WIERZY, że Rosjanie mogą taktycznej broni jądrowej użyć. No przecież nie byliby tacy niedobrzy. Russians love their children too. A oni, gdy im się to będzie opłacać, po prostu jej użyją. Nie ma i nigdy nie było rzeczy dostatecznie potwornej, której nie byliby w stanie zrobić. Patrz: Wielki Głód.

nie/rozbawiony
wtorek, 7 lipca 2015, 00:39

Profesjonalni analitycy wojskowi tym różnią się od tzw. specjalistów internetowych, że doceniają potęgę rosyjskiej triady nuklearnej. Lekceważące opinie na temat sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej są, najdelikatniej to ujmując, wyraźnie rozmijające się z rzeczywistością...

Afgan
poniedziałek, 6 lipca 2015, 14:40

Ruskie prawo przewiduje użycie broni atomowej przeciw krajom, które takiej broni nie posiadają, w ramach uderzeń "deeskalacyjnych" i "prewencyjnych". Ćwiczeniem takiego "deeskalacyjnego" uderzenia był symulowany atak atomowy na Warszawę. Gdyby to nie była symulacja, to w kilka sekund byśmy mieli od 1 do 2 milionów ofiar ! To jest chyba wystarczający sygnał alarmowy dla nas. Polska jest krajem, dla którego rzeczą niezbędną jest posiadanie własnego arsenału atomowego odstraszania. Kalkulacja prosta- w odwecie za Iskandera z głowicą atomową wystrzelonego na Warszawę odpowiadamy pociskiem manewrującym z taką samą głowicą wystrzelonym z okrętu podwodnego i wycelowanym w Petersburg. Ruskim taka kalkulacja się nie opłaci i nie użyją wobec nas broni atomowej. Natomiast w przypadku braku środków odpowiedzi taki atak grozi nam znacznie bardziej, gdyż Rosjanie zdają sobie sprawę iż NATO nie zaryzykuje totalnej wojny atomowej i adekwatnie nie odpowie na ich "deeskalacyjne" uderzenie.

Racjonalista
poniedziałek, 6 lipca 2015, 17:49

Zgadzam się w 100 procentach ! Jak dotychczas żaden kraj posiadający broń atomową nie stał się celem agresji innego państwa. Jest na to kilka przykładów- - Indie i Pakistan kiedyś co kilka lat toczyły między sobą regularne wojny, jednak obecnie kiedy jedna i druga strona posiada broń atomową na granicy panuje napięcie i trwa wyścig zbrojeń, jednak żadna wojna nie wybucha od prawie 40 lat, czyli od kiedy Indie weszły w posiadanie broni atomowej. - Kolejny przykład Izrael. Kiedy w latach 70-tych "nieoficjalnie" wydało się iż Izrael posiada broń atomową, jego główny wróg na Bliskim Wschodzie-Egipt zawarł pośpiesznie układ pokojowy- porozumienie z Camp David. - Kolejny przykład (mało znany, ale warty uwagi). RPA za czasów apartheidu - kiedy okazało się że kraj ten wszedł w posiadanie broni atomowej Kubańczycy wycofali swoje wojska z Angoli, pomimo iż Afrykanerzy wyprodukowali zaledwie kilka prymitywnych bomb przypominających te użyte przeciw Japonii w 1945 roku. Wniosek jest prosty i oczywisty- Tylko posiadanie własnej broni atomowej gwarantuje bezpieczeństwo i niepodległość. Potwierdzam, że żaden nasz sojusznik nie zaryzykuje wojny nuklearnej z Rosją, dokonując odwetowego ataku atomowego, w odpowiedzi na Rosyjski atak atomowy na Polskę (uderzenie prewencyjne/deeskalacyjne mówiąc dyplomatycznie). Potwierdzam również że Rosja nie odważy się na takie uderzenie mając świadomość że gdzieś w Bałtyku jest ukryty polski okręt podwodny z kilkoma lub kilkunastoma pociskami manewrującymi, ze 100 kilotonową głowicą każdy.

janusz
poniedziałek, 6 lipca 2015, 16:12

Pełna zgoda. Piszę to od dawna. Ale różni durnie odpowiadają mi, że nie da się, bo traktat, albo że Rosja się nie odważy.

zenek
niedziela, 5 lipca 2015, 14:33

Obudzili się. Jak ruskie miały 20tys głowic nikt nie marudził, teraz mają jakieś 3tys i nagle panika

omasatall
poniedziałek, 6 lipca 2015, 22:13

Jaka to różnica czy się wyparuje w atomowym grzybie z 3000 głowic czy 20000?

wolf
poniedziałek, 6 lipca 2015, 01:52

Chodzi środki odpowiedzi. W samy programie "użyczenia" amerykańskiej broni jądrowej inne kraje nato miały w latach 70-tych do dyspozycji 7 600 głowic taktycznych. Do tego dochodziła amerykańska broń taktyczna i najważniejsze ...jądrowe tomahawki i pershingi (lata 80 -te). Szczególnie te ostatnie skutecznie zmiękczały sowietów. Pershing 2 odpalony z Niemiec uderzał w Moskwę po 6 minutach. Nie ważne ile jest tych głowic..ważne by była równowaga przy ilości pozbawiającej przeciwnika możliowści przetrwania i działania po uderzeniu.

Geoffrey
niedziela, 5 lipca 2015, 22:30

Jak Ruskie miały 20 tys głowic, to Zachód miał Tomahawki i Pershingi z głowicami jądrowymi. Teraz Rosja ma 3 tyś. a Zachód wyrazy zaniepokojenia.

omastall
poniedziałek, 6 lipca 2015, 21:52

Zachód powinien przestać napychać kiszenie Putina petro-euro'ami i petro-dolarami. Niech się dogaduje z Chińczykami na handel gazem i ropą. Nie pójdzie mu tak łatwo, a jeśli coś uzyska to znacznie mniej niż na handlu z Zachodem. Putin to nie Lenin, wieczne żywy, i kiedyś odejdzie. Zastąpi go ktoś bardziej racjonalny, taki nowy rosyjski Gorby, z którym Zachód i sąsiedzi Rosji w końcu się dogadają jak ułożyć w Europie modus vivendi, którego ważnym uczestnikiem będzie Federacja Rosyjska. Rosja, zresztą, nie będzie miała dużego wyboru w czasie gdy potęga militarna Chin zacznie dorównywać potędze USA. Dziś Chiny są w trakcie zawłaszczania dużego akwenu na morzu Południowo-Chińskim, w przyszłości zaczną próbować zasiedlać wschodnią Syberię i inkorporować ją do Chin, a "po drodze" Mongolię. Będą próbować realizować to czego nie udało się Japończykom, tj. "Azja dla Azjatów".

adam
środa, 12 października 2016, 01:20

chińczycy już teraz w niektórych obszarach militarnie przewyższają usa.są tylko 2 mocarstwa:usa i chiny.

smutna_prawda
środa, 8 lipca 2015, 18:17

"Zastąpi go ktoś bardziej racjonalny, taki nowy rosyjski Gorby, z którym Zachód i sąsiedzi Rosji w końcu się dogadają jak ułożyć w Europie modus vivendi, którego ważnym uczestnikiem będzie Federacja Rosyjska." Mokry sen przywódców Polskich,Zachodnioeuropejskich i panów z USA.Niestety, to se ne vrati panowie. KGB czy raczej to co z niego zostało nie po to wylansowało Putina,żeby na taki scenariusz pt. "zrobimy z Rosją co chcemy" pozwolić.Zwykłych Rosjan pewnie pozwoliliby okraść,ale siebie okraść i odstawić na boczny tor nie dadzą. "Rosja, zresztą, nie będzie miała dużego wyboru w czasie gdy potęga militarna Chin zacznie dorównywać potędze USA. Dziś Chiny są w trakcie zawłaszczania dużego akwenu na morzu Południowo-Chińskim, w przyszłości zaczną próbować zasiedlać wschodnią Syberię i inkorporować ją do Chin, a "po drodze" Mongolię. Będą próbować realizować to czego nie udało się Japończykom, tj. "Azja dla Azjatów"." Owszem,ale przez dłuższy czas będą jeszcze sojusznikiem Rosji i na pewno nie będą dążyć do otwartej wojny tylko po to,by dostać to,co i tak dostają i co ostatecznie i tak wpadnie im w ręce jak dojrzały owoc jesienną porą.Czytał pan "Sztukę Wojny" autorstwa Sun Tzu ? Bo jeśli nie to szkoda... Ten Chińczyk sprzed 2 ponad tysięcy lat wyraźnie napisał,że szczytem sztuki wojennej jest WYGRYWAĆ BEZ WALKI. I dzisiejsi Chińczycy też to wiedzą. Poza tym dużo bardziej Chińczykom dopiekła Japonia i USA.Azjaci mają obsesję na punkcie szacunku,dumy narodowej itp i ten kto ich obraża ma naprawdę problem,więc przed odegraniem się za Nankin i daniem nauczki USA za protekcjonalne podejście Chińczycy będą jako takimi "sojusznikami" Rosji (znaczy - nie wystąpią otwarcie przeciw niej).Przynajmniej o tyle,o ile ta sama z siebie nie zacznie się walić.

panzerfaust39
niedziela, 5 lipca 2015, 13:44

No cóż NATO (USA) ma tak dużą przewagę technologiczną że ruscy ewidentnie przegrywają potencjalną wojnę konwencjonalną więc pozostaje im tylko straszyć atomem europejskich pożytecznych idiotów którzy zrobią wszystko aby tylko nie drażnić ruska

zpsr
poniedziałek, 6 lipca 2015, 02:29

Dawno przestałem wierzyć w przewagę technologiczną NATO. Od jakiegoś czasu sądzę, że większość ich sprzętu jest zaprojektowana tak aby wypompować kasę z użytkownika, a nie zrobić jakąś specjalną krzywdę przeciwnikowi.

Bond, James Bond
niedziela, 5 lipca 2015, 20:50

Zgadza się, jest straszak, który w połączeniu z wysypem informacji o nowych wzorach uzbrojenia, rzekomo wyprzedzających o całe lata świetlne NATO ma wpłynąć na społeczeństwa zachodnie, aby te zaczęły wywierać presję na swoje rządy, że należy się z Putinem dogadać i olać Ukrainę, morderstwa polityczne w Rosji itp. Oczywiście jest jeszcze marchewka, czyli jakie interesy można z Rosją robić, a całą akcję wspierają rosyjskie trolle, pseudo eksperci i grupka kupionych polityków najczęściej skrajnie lewackich, lub skrajnie prawicowych. Ale należy pamiętać, że jest to państwo totalitarne i skrajnie nacjonalistyczne, stosujące metody terorystyczne, które będzie posuwać się stopniowo coraz dalej, samo się nie zatrzyma. Oczywiście, absolutnie nie należy iść z Rosją na żadne kompromisy, zachowywać możliwie jak najtwardsze stanowisko, kraj ten rozumie tylko siłę, związku z tym NATO chociaż bardziej USA, powinno na obecną chwilę założyć możliwość wykorzystania środków strategicznych do uderzenia odwetowego w przypadku wykorzystania przez Rosję potencjału taktycznego.

Tykariew
niedziela, 5 lipca 2015, 19:44

amerykańska wesz musi czuć bat na swojej tłustej dpie, bo inaczej od razu gryzie :))

Marek
niedziela, 5 lipca 2015, 13:26

Taktyczna broń jądrowa w rękach Rosjan jest zagrożeniem. Nie zgadzam się z poglądem umniejszającym jej znaczenie z tego powodu, że spora jej część pochodzi jeszcze z czasów Zimnej Wojny. Głowica jądrowa jest głowica jądrową niezależnie czy została wyprodukowana wówczas, czy teraz. Poważnym błędem ze strony NATO było zmniejszenia taktycznego arsenału jądrowego i zadnie się tylko na przewagę technologiczną w broni konwencjonalnej. Oby nie przyszło nam kiedyś za ten błąd zapłacić.

Marek
poniedziałek, 6 lipca 2015, 12:34

Sposobem... Nikomu normalnemu człowiekowi nie chodzi o zabijanie milionów. Potrzebny jest jedynie element odstraszania. Wystarczy kilka głowic wypełnić odpadami z reaktora EWA i mamy tzw. "brudną bombę" - własną quasi atomową. Zdetonowana np w Moskwie zmusi do wyprowadzki na setki lat. Taka wizja może ostudzić gorące głowy. Zamiast ćwiczyć atak jądrowy na Warszawę niech zaczną najpierw ćwiczyć np. sprzątanie swoich miast.

Zenio
poniedziałek, 6 lipca 2015, 20:34

Naprawdę uważasz ze w momencie kiedy Rosja będzie rozważała konflikt nuklearny z państwami NATO będzie się w jakikolwiek przejmowała "brudnymi bombkami" które może posiadać Polska ?

Max
poniedziałek, 6 lipca 2015, 18:26

Czy zdajesz sobie sprawę co by zrobiła z nami Krasnają Armia gdyby nasz pocisk z brudną głowicą atomową spadł na Moskwę? Myśle, że odwecie poleciałoby ze 40 wodorówek!

Podpułkownik Wareda
poniedziałek, 6 lipca 2015, 19:43

Należę do bardzo nielicznej grupy osób, która niejednokrotnie na tym portalu wyjaśniała i dowodziła, że Polska (w tym przypadku Wojsko Polskie) nie będzie posiadała arsenału jądrowego. Przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości. Przedstawialiśmy racjonalne argumenty, które jednoznacznie wykluczały, posiadanie przez Polskę broni jądrowej. Nawet, gdyby na terenie naszego kraju, znajdowały się magazyny z natowską bronią jądrową oraz techniczne środki do jej przenoszenia, to i tak - Polska nigdy nie będzie miała żadnego wpływu na użycie bądź nie użycie tej broni. O wszystkim, co dotyczy broni jądrowej (dosłownie: od A do Z) - będą decydować Amerykanie. Taka sama sytuacja była w latach 1955-1991, tj. w okresie członkostwa Polski w Układzie Warszawskim. Jak wiadomo, na terenie Polski znajdowały się magazyny z radziecką bronią jądrową. I zapewniam wszystkich, że Rosjanie nawet przez sekundę nie zakładali scedowania bądź umożliwienia Polakom współdecydowania w zakresie ewentualnego użycia broni jądrowej. Nic z tych rzeczy. Niby wszystko jasne i zrozumiałe dla miłośników militariów. Niestety, dla wielu, to jest zupełnie niezrozumiałe. Co pewien czas, przecieram oczy ze zdumieniem i czytam na tym forum, że "(...) Polska jest krajem dla którego rzeczą niezbędną jest posiadanie własnego arsenału atomowego odstraszania (...)". I do tego marzą, aby Polska posiadała okręty podwodne uzbrojone w pociski manewrujące z głowicami jądrowymi. Inni im przytakują i stwierdzają, że "zgadzają się w 100% i wyrażają pełną zgodę". A ci, którzy udowadniają, że posiadanie przez Polską broni jądrowej jest mrzonką - to nazywani są często "durniami". Z pewnością osoby, które nazywają "durniami" - tych o innych poglądach w przedmiotowej sprawie, to są komandosami intelektualnymi. No cóż, mówiąc wprost: to jest jakieś wariactwo. Proszę pamiętać o jednym, Droga Młodzieży, miłośnicy i sympatycy teorii spiskowych oraz członkowie Stowarzyszenia Zbieraczy Kitu: nic nie wskazuje na to, aby Polska kiedykolwiek posiadała własny arsenał broni jądrowej bądź decydowała lub współdecydowała o jej użyciu! REALIA, PANOWIE, REALIA !

Urko
wtorek, 7 lipca 2015, 16:15

Z bólem serca muszę przyznać, że masz w tej kwestii wiele racji. Taka szkoda, bo chciało by się mieć trochę "fajniejsze zabawki".

Afgan
wtorek, 7 lipca 2015, 04:26

Czasy się zmieniają, a ty bez urazy, ale żyjesz w "starych realiach". Kilka lat temu, przed wydarzeniami na Ukrainie kogoś kto proponował by aby na wyposażeniu Wojska Polskiego znalazła się broń atomowa nazwał bym skończonym idiotą. Jednak teraz takie rozwiązanie uznać należy za jak najbardziej sensowne i uzasadnione. Wpływ na to ma kilka istotnych czynników, z których najważniejszy jest ten, iż wszelkie międzynarodowe traktaty dotyczące bezpieczeństwa w Europie okazały się tyle warte co papier toaletowy. Dużo się mówi o złamaniu przez Rosję traktatu INF i naruszaniu limitów CFE dot. ilości uzbrojenia konwencjonalnego. Pomija się jednak coś o wiele bardziej niepokojącego i jednocześnie wstydliwego również dla państw zachodu, a mianowicie to iż jawnie i po całej linii pogwałcono porozumienia budapesztańskie z 1994 roku, które mówiły iż w zamian za rezygnację z poradzieckiej broni atomowej Ukraina otrzymuje gwarancje nienaruszalności granic, a gwarantem tego staje się Rosja, USA, Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Po 20 latach obowiązywania tego traktatu jeden z jego gwarantów, Rosja, który w jego rozumieniu powinien być obrońcą Ukrainy, stał się agresorem, a dwaj kolejni, Francja i Niemcy ułożyli się po cichu z tym agresorem w Mińsku i w praktyce dały zielone światło na dalsze działania agresora. Piszesz o REALIACH, ale ich nie zauważasz, widać nie wiesz co się dzieje na świecie i nie zdajesz sobie sprawy jak niepewna jest przyszłość, rozumie to bo kilka lat temu myślałem tak samo. Kiedy oglądałem transmisje z EURO2012 z rozgrywek w Doniecku nigdy bym nie przypuszczał że dzisiaj ruiny tego stadionu będą miejską kostnicą dla zabitych rebeliantów, a to przecież było jakby wczoraj. Z technicznego punktu widzenia Polska mogła by wyprodukować pierwszą głowice za jakieś 2 lata, jeśli dziś rozpoczęto by prace w tym kierunku i prowadzono je z należytym zaangażowaniem i kierowali by tym ludzie kompetentni. Brak jest tylko woli politycznej. Tutaj ponownie REALIA- Turcja po cichu prowadzi program nuklearny i nikt jej z NATO nie wyrzuca,i to dodatkowo pomimo tego iż zaczyna wychodzić na jaw iż kraj ten wspiera państwo islamskie. USA doskonale wiedzą co kombinuje Erdogan i po cichu dostał on zielone światło. Podobnie sprawa ma się z Arabią Saudyjską. Podobnie było by z Polską. A my nie potrzebujemy nic więcej jak nieoficjalnego zielonego światła od Waszyngtonu. A takie dostaniemy, i to nie dlatego że Amerykanie kochają Polskę, ale dlatego, że jest im to na rękę. Chodzi o to że w przypadku atomowego deeskalacyjnego ataku na nasz kraj rząd USA znalazł by się w bardzo niezręcznym położeniu, bo z jednej strony dał nam gwarancje bezpieczeństwa i tzw. parasol atomowy i musiał by wyjść z twarzą, z drugiej jednak strony podejmując kroki odwetowe ryzykował by atomową odpowiedzią na swoje terytorium. A tak to my sami dokonać możemy akcji odwetowej zaoszczędzając naszemu sojusznikowi takiej sytuacji bez wyjścia. Tym samym władzę USA się kierowały dając zielone światło Izraelowi czy apartheidowskiemu RPA. Był tylko jeden warunek- środki przenoszenia miały mieć ograniczony zasięg, tak by nie obejmował on terytorium USA. Twierdzenie, że Polska NIGDY nie będzie miała broni atomowej jest przejawem ignorancji lub tej legendarnej "murzyńskości". Też jestem realistą i widzę co się dzieje wokół nas i uważam że wyposażenie naszej armii w ograniczony arsenał nuklearny jest najbardziej sensownym rozwiązaniem i uważam że najgorsze co by mogło być to oglądać grzyb atomowy nad Warszawą i mieć świadomość, że nie mogliśmy temu przeciwdziałać i nie mamy nic czym byśmy mogli na to odpowiedzieć. Pozdrawiam i bez urazy.

jaric
poniedziałek, 6 lipca 2015, 23:55

Żebyś się jeszcze nie zdziwił. Co prawda przy obecnej administracji to było by trudne, ale rządy zmieniają się regularnie. Obserwując dyskusje na amerykańskich portalach wielu amerykanów nie miało by nic przeciwko temu, są głosy otwarcie popierające taką opcje. Tymczasem jeśli chodzi o kręgi polityczne to możliwość że Polska będzie chciała zbudować własną broń jądrową jest rozważana i też występują głosy poparcia choć póki co nieliczne.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama