Reklama
Reklama

Rosyjska „prawda” o systemie S-400

26 stycznia 2017, 17:40
Radar obserwacji dookólnej 96Ł6-1 pracujący dla potrzeb systemu S-400 – fot. www.lems.ru
Wyrzutnie systemu S-400 rozstawione w bazie Hmiejmin – fot. mil.ru
Zdjęcia kabiny operatorskiej systemu S-300 wykonane w 2016 r. nie wskazują na stosowanie nowoczesnych systemów elektronicznych i komputerowych – fot. mil.ru
Nawet po zastosowaniu masztów o wysokości 36 m system S-400 nie będzie widział celów na odległości 400 km poniżej 8000 m – fot. mil.ru
Antena radarów śledzących systemów S-300 i S-400 wynosi się obecnie w górę tylko poprzez ustawianie ich na wysokich nasypach – fot. mil.ru
Rosjanie na pewno nie zdradzą co rzeczywiście potrafi system S-400 – fot. mil.ru
Wyrzutnie systemu S-400 – fot. mil.ru
Systemy S-300 i S-400 nie były jeszcze zweryfikowane w działaniach bojowych. fot. mil.ru
Radar i w ogóle cały system wskazywania celów jest „najsłabszym” ogniwem systemów S-300 i S-400, ponieważ jest ograniczony „horyzontem radiolokacyjnym” – fot. mil.ru
Bezpośrednią obronę przeciwlotniczą dla baterii przeciwlotniczych S-300 i S-400 mają zapewnić kołowe zestawy rakietowo-artyleryjskie Pancyr-S1 – fot. mil.ru
Radar ST-66 był prawdopodobnie jedynym elementem systemu S-300 sprowadzonym do Polski. Jest w tej chwili eksponatem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Rosjanie również nie wspominają o jego wykorzystywaniu operacyjnym – fot. M.Dura
Radar ST-66 był prawdopodobnie jedynym elementem systemu S-300 sprowadzonym do Polski. Jest w tej chwili eksponatem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Rosjanie również nie wspominają o jego wykorzystywaniu operacyjnym – fot. M.Dura
Nikt nie wie co tak naprawdę kryją kontenery wyrzutni S-300 i S-400 – fot. mil.ru

O rakietowym systemie przeciwlotniczym i przeciwrakietowym S-400 „Triumf” wiadomo tylko tyle, ile chcą Rosjanie. Tymczasem, to rosyjskie uzbrojenie ma niedoskonałości, których znajomość pozwoli spokojniej reagować np. na ciągle ponawiane przez Kreml groźby rozlokowania systemu S-400 w Obwodzie Kaliningradzkim.

W przypadku baterii systemu S-400 Rosjanie są w idealnej sytuacji. Jak dotąd żadne państwo poza Rosją nie otrzymało bowiem tego uzbrojenia, a dodatkowo nigdy nie zostało ono  użyte w faktycznych działaniach wojennych. Swojego „chrztu bojowego” nie miał również poprzednik „Triumfa” – system S-300.

Jak na razie nie było więc sposobności na uczciwe zweryfikowania tego, co Rosjanie ujawnili na temat możliwości jego następcy. Dzięki temu władzom na Kremlu udało się wykreować mit systemu, który w promieniu 400 km potrafi zestrzelić wszystko, co pojawi się w powietrzu. Dodatkowo manipulując i sterując analizami, często wskazuje się na to, czego w rzeczywistości rosyjski system jeszcze długo nie będzie w stanie zrobić.

Systemy S-300 i S-400 nie były jeszcze zweryfikowane w działaniach bojowych. fot. mil.ru

Jak Rosjanie sterują strachem w krajach zachodnich?

Bardzo dobrym przykładem propagandowego działania jest „panika”, jaka wybuchła po informacji, że baterie S-400 zostały sprzedane do Chin. Krótko po tym pojawiły się bowiem rosyjskie analizy, cytowane później przez zachodnie media, że baterie przekazane z Rosji będą zdolne do pokrycia całości przestrzeni powietrznej nad Tajwanem. A „oznacza to, że naziemna obrona przeciwlotnicza ChRL będzie mogła znacząco utrudnić wykonywanie operacji powietrznych nad wyspą”.

Analiza Moskiewskiego Centrum Analiz Strategii i Technologii nie uwzględniła jednak tzw. „horyzontu radiolokacyjnego”, który powoduje, że w najbliżej leżącej do Chin części Tajwanu (ok. 160 km od stałego kontynentu i Chińskiej Republiki Ludowej) rakiety systemu S-400 teoretycznie będą mogły atakować jedynie cele lecące powyżej pułapu 800 m - i to też tylko w sytuacji, gdy radary systemu uda się ustawić na wzniesieniu brzegowym o wysokości 100 m. Jeżeli stanowiska będą na poziomie morza to ten pułap bezpieczny dla tajwańskich samolotów będzie sięgał aż do 1150 m. Samoloty startujące z lotnisk na Tajwanie będą więc niezagrożone, jeżeli zachowają odpowiedni sposób latania.

Radar i w ogóle cały system wskazywania celów jest „najsłabszym” ogniwem systemów S-300 i S-400, ponieważ jest ograniczony „horyzontem radiolokacyjnym” – fot. mil.ru

Taka sama analiza dotyczy również Polski, jeżeli system S-400 pojawi się w Obwodzie Kaliningradzkim. Tym bardziej, że w tym obwodzie sytuacja jest dla Rosjan o wiele mniej sprzyjająca. Po pierwsze, teren ten jest płaski i pokryty drzewami. Po drugie, praktycznie cały obszar Obwodu Kaliningradzkiego znajduje się w zasięgu samobieżnych systemów artyleryjskich z Polski i Litwy (odległość z północy na południe to około 100 km). Rosyjskie baterie byłyby więc w razie ewentualnego konfliktu narażone na natychmiastowe zniszczenie zaraz po rozpoczęciu pracy przez własne systemy radiolokacyjne (nie mówiąc o wystrzeleniu rakiety). Rosjanie wiedzą oczywiście o takim zagrożeniu i zawsze z bateriami S-300/S-400 rozstawiają kołowe, samobieżne, przeciwlotnicze zestawy rakietowo-artyleryjskie krótkiego zasięgu Pancyr-S1. Ale nie są one jak na razie skuteczne przeciwko ostrzałowi artyleryjskiemu.

Gdyby jednak nawet siłom powietrzno-kosmicznym Rosji udało się w jakiś sposób zabezpieczyć baterie S-400 przed zniszczeniem, to i tak na pewno nie mają one możliwości zwalczania nad Polską wszystkiego, co lata w promieniu 400 km. I nawet jeżeli Rosjanie zastosowaliby swoje najwyższe maszty radarowe o wysokości 36 m, to i tak samoloty F-16 nad lotniskiem 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach byłyby niewidoczne (a więc bezpieczne) dla systemu S-400 do pułapu 8200 m.

Bezpośrednią obronę przeciwlotniczą dla baterii przeciwlotniczych S-300 i S-400 mają zapewnić kołowe zestawy rakietowo-artyleryjskie Pancyr-S1 – fot. mil.ru

W miarę zbliżania się do Obwodu Kaliningradzkiego ten pułap bezpieczny oczywiście by się obniżał, ale i tak nad Okęciem wynosi on aż 4000 m. W tym przypadku o wiele bardziej niebezpieczne byłyby baterie S-400 ewentualnie rozmieszczone na Białorusi, ponieważ wtedy samoloty nad Warszawą musiałby latać poniżej 1820 m. Rzeczywisty problem miałby lotniska dopiero w odległości poniżej 100 km od Rosji: Malbork (pułap bezpieczny około 250 m) i Pruszcz Gdański (pułap bezpieczny 320 m). Ale to wcale nie oznacza, że lotnictwo polskie zostanie uziemione. Po prostu musi odpowiednio latać, a po wprowadzeniu rakiet „powietrze-ziemia” JASSM, o zasięgu ponad 300 km nikomu nie powinno to już przeszkadzać.

Jak się jednak okazuje, rosyjskim problemem nie jest tylko fizyka i prosta teoria zasięgu radiolokacyjnego, ale również sama struktura baterii oraz elementy wchodzące w jej skład – w tym nawet tak zachwalane przez wszystkich rakiety przeciwlotnicze.

Czym rzeczywiście jest system S-400?

Sami Rosjanie przyznają, że S-400 „Triumf” nie jest zupełną nowością, ale w rzeczywistości „jedynie” wersją rozwojową rakietowego systemu przeciwlotniczego S-300 „Faworit” – produkowanego seryjnie jeszcze w Związku Radzieckim od 1975 r. Większość ludzi kojarzy te baterie z charakterystycznymi wyrzutniami rakietowymi pionowego startu. Jest w tym dużo racji, ponieważ w rzeczywistości to właśnie ten element systemu – przynajmniej wizualnie, był poddany najmniejszym zmianom. Kontenery startowe rakiet z urządzeniem katapultującym wyrzucającym ładunek w powietrze (by dopiero w górze, na wysokości ponad 10 m uruchomić w pociskach silniki rakietowe), stały się znakiem rozpoznawczym rosyjskiego rozwiązania.

Radar ST-66 był prawdopodobnie jedynym elementem systemu S-300 sprowadzonym do Polski. Jest w tej chwili eksponatem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Rosjanie również nie wspominają o jego wykorzystywaniu operacyjnym – fot. M.Dura

Wszystkie inne części składowe baterii S-300 były modernizowane, albo w większości przypadków wymieniane na nowe. Zmieniały się przede wszystkim środki transportu, ponieważ stworzono wersję kontenerową - transportowalną (np. S-300PT) – z której później zrezygnowano – i samobieżną (np. S-300PS). Wymieniano także radary obserwacyjne i podświetlania celów, których było co najmniej piętnaście. W międzyczasie pojawiały się również nowe rakiety, które oficjalnie „zwiększały elastyczność i możliwości systemu”, a tak naprawdę eliminowały wady poprzednich rozwiązań i zawierały nowe, lżejsze systemy sterowania i kierowania.

Radar ST-66 był prawdopodobnie jedynym elementem systemu S-300 sprowadzonym do Polski. Jest w tej chwili eksponatem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Rosjanie również nie wspominają o jego wykorzystywaniu operacyjnym – fot. M.Dura

Trzeba przy tym pamiętać, że Rosjanie zaczęli wprowadzać coraz to nowe i liczne wersje systemów S-300 nie tylko dlatego, że chcieli, ale dlatego że musieli. „Faworit” wszedł bowiem do seryjnej produkcji w 1975 r., a w tym czasie nastąpił ogromny skok, jeżeli chodzi o rozwój systemów elektronicznych i obliczeniowych. Dodatkowo prace nad jednymi elementami baterii często przebiegały szybciej niż nad innymi. Produkcja jednak musiała trwać i stąd pomiędzy docelowymi wersjami pojawiły się wersje pośrednie.

Taka sytuacja powstała np. gdy opóźniały się prace nad podwoziem i zdecydowano się na wprowadzenie wersji kontenerowej – z pięcioma kontenerami startowymi. Podczas pierwszych startów zauważono wady takiego rozwiązania i stąd pojawiła się koncepcja naczepy z kasetą czterorakietową i hydraulicznym systemem jej podnoszenia i rozkładania podpór.

Z zewnątrz wygląda to na ogromne zamieszanie i trudno jest znaleźć opracowanie, w którym ktoś odważyłby się na konkretne opisanie, czym różnią się kolejne, oddawane do wojsk baterie S-300 wyprodukowane przez producenta - koncern „Ałmaz–Antej”. Nie robi się tego również w odniesieniu do baterii S-400, chociaż na zdjęciach widać wyraźnie, że w trakcie produkcji nawet w tak nowym systemie już są wprowadzane zmiany. Zamieszanie pogłębia fakt, że Rosjanie rozróżniają dwie rodziny systemów S-300: z indeksem „P” dla sił powietrzno – kosmicznych i z indeksem „W” – dla wojsk lądowych. A przecież równolegle trwały jeszcze prace nad systemami okrętowymi S-300F („Fort” i „Rif”).

System S-300F to praktycznie największa niewiadoma. Rosjanie od dawna nie chwalą się próbnymi strzelaniami z tego zestawu na swoich okrętach. Tymczasem wszystkie inne systemy rakietowo – artyleryjskie są systematycznie opisywane podczas testów na stronie rosyjskiego ministerstwa obrony. W przypadku wyrzutni „Fort” i „Rif” panuje jednak cisza. Może ona być oznaką tajemnicy, ale również sygnałem, że pojawił się jakiś poważny problem techniczny i większość tych systemów nie jest w pełni sprawna.

Nikt nie wie co tak naprawdę kryją kontenery wyrzutni S-300 i S-400 – fot. mil.ru

Najnowszymi propozycjami koncernu „Ałmaz-Antej” są: system S-400 - ostatnia modyfikacja linii S-300P oraz zestaw S-300WMD i S-300W4 - ostatnie modyfikacje linii S-300W. O tym jak baterie S-300WMD, S-300W4 i S-400 się rzeczywiście różnią wewnętrznie (poza pojazdami) wiadomo tylko tyle, ile chcieli Rosjanie. I nikt jak dotąd nie miał możliwości zweryfikowania tych informacji.

Co wymieniono, a czego prawdopodobnie nie?

Brak części zamiennych, a przez to ograniczone możliwości prowadzenia napraw, spowodował, że starsze odmiany baterii trzeba było stosunkowo szybko wycofywać. Ich modernizacja okazywała się bowiem kosztowniejsza od wyprodukowania nowego produktu. Kasowano więc radary, systemy kierowania i naprowadzania, wymieniając układy budowane na lampach, krzywkach i selsynach na układy półprzewodnikowe i komputerowe oraz… adaptowano do kolejnych wersji mniej starzejące się elementy – w tym przede wszystkim rakiety.

I to właśnie z tymi rakietami Zachód może mieć największy problem, jeżeli chodzi o określenie tego, co tak naprawdę może zrobić system S-400. System ten wykorzystuje przede wszystkim pociski z głowicami naprowadzanymi półaktywnie. Oznacza to, że cel musi być cały czas „podświetlony” przez specjalny radar naprowadzania 96Ł6-1/96Ł6-E - a więc być widoczny przez jego antenę. Takie zadanie nie może więc być realizowane przez inną stację radiolokacyjną wykorzystywaną np. przez wojska radiotechniczne, co znacząco ogranicza możliwości całego systemu. Przeciwnik eliminując radar podświetlania celu może bowiem wyeliminować wszystkie współpracujące z nim wyrzutnie – bez potrzeby ich niszczenia.

Tylko pozornie problemu tego nie ma, gdy Rosjanie wykorzystują pociski z aktywnymi głowicami radiolokacyjnymi (do zwalczania celów na maksymalnych zasięgach - około 400 km). Oczywiście dokładnego sposobu naprowadzania takich rakiet nie ujawniono, ale najprawdopodobniej i w tym przypadku muszą być one korygowane w locie. Niewielki radar w rakiecie nie może mieć przecież kilkusetkilometrowego zasięgu i dlatego prawdopodobnie jest włączany dopiero po zbliżeniu się do celu. Samodzielny lot inercyjny tylko w rejon wskazany przed startem przez naziemny system naprowadzania byłby o tyle ryzykowny, że rakieta dolatując do zadanego obszaru powietrznego mogłaby nie odszukać tam już celu (dolot do obiektu oddalonego o 400 km nawet przy prędkości 8 Mach zajmuje około 3 minut). Nawet przy prędkości poddźwiękowej atakowany samolot może bowiem odlecieć na zbyt dużą odległość.

Radar obserwacji dookólnej 96Ł6-1 pracujący dla potrzeb systemu S-400 – fot. www.lems.ru

Problemem jest też zasięg radarów podświetlających. Jest on w przypadku starszych stacji radiolokacyjnych zestawów S-300 często mniejszy niż najnowszych rakiet, i daltego nie mogą ich naprowadzać. Przykładowo stacja podświetlająca 9S32 wykrywała myśliwce na odległości około 140 km, a typu 30N6 na odległości do 300 km.

Chcąc skompensować horyzont radiolokacyjny Rosjanie umieszczali układy antenowe stacji wykrywających i podświetlających na wysokich masztach typu 40W6MD (o wysokości 36-39 m) i 40W6M (o wysokości 13-25 m). Ale i to nie załatwiało problemu, ponieważ zasięg radarów nie zależy tylko od wysokości samej anteny, ale również od konstrukcji nadajnika. Chcąc wykrywać niewielkie statki powietrzne na odległości 400 km potrzeba już dużej mocy, która automatycznie przekłada się na „cięższą” konstrukcję anteny (nawet w przypadku aktywnych anten ścianowych). A takiej anteny już wysoko się nie podniesie.

Rosjanie chwalą się też np. stosowaniem w systemie S-400 radarów na fale długie – na pasmo L, co może pomóc w wykrywaniu obiektów stealth. By jednak zachować odpowiednie wymagania odnośnie rozróżnialności również w takich stacjach konieczna jest stosunkowo duża i ciężka antena. Musi być więc ona umieszczona nisko, ale wtedy horyzont radiolokacyjny jest „bliżej”. Tak jest w przypadku stacji radiolokacyjnej wstępnego wykrywania systemu S-400 typu 91N6E.

Problem ten występuje także w radarach pracujących na wyższych częstotliwościach, takich jak radar naprowadzania 96Ł6-1/96Ł6-E systemu S-400 (pracującego w paśmie C: 4-8 GHz). Według źródeł rosyjskich może być podnoszony na maszcie, ale nigdzie nie pokazano zdjęć, na których byłoby widać, że to zrobiono. Przykładowo, w Syrii podniesiono antenę, ale tylko poprzez usypanie dla niej wysokiego nasypu.

W mediach rosyjskich często próbuje się wskazać, że rozwiązaniem tego problemu mogą być radary pozahoryzontalne. Oczywiście teoretycznie niemożliwym jest, by tego typu stacjami radiolokacyjnymi wydawać wskazania celów dla systemów rakietowych (ze względu na dokładność). Rosjanie jednak twierdzą inaczej i wskazują, że ich nowe radary tej klasy, jak Podsołnuch-E, już takie możliwości posiadają.

Problemem S-400 są nie tylko radary, ale również rakiety

Elementem się starzejącym najwolniej były rakiety, ale i one podlegały ciągłej modernizacji. Nie wiadomo, ile typów pocisków przeciwlotniczych jest obecnie na uzbrojeniu w systemie S-300 i S-400, ale od 1975 r. wprowadzono ich co najmniej kilkanaście. I znowu trudno jest zweryfikować, co jest w ofercie producenta – koncernu „Ałmaz-Antej”, a co rzeczywiście wprowadzono do jednostek – szczególnie jeżeli chodzi o nowości.

O tym, że nowe rakiety mogą nie być w powszechnym użyciu świadczą ostatnie doniesienia mediów zachodnich, że wysłany do Syrii system S-400 jest wyposażony „tylko” w „starsze” wersje pocisków. Tymczasem zgodnie z logiką do rejonu wojny powinno się wysyłać najnowsze i sprawdzone wersje systemów uzbrojenia. Brak nowych rakiet w Syrii może świadczyć albo o braku zaufania do ich możliwości, albo też o problemach z ich wprowadzeniem do wojsk.

Wyrzutnie systemu S-400 rozstawione w bazie Hmiejmin – fot. mil.ru

Nie przeszkadzało to jednak aparatowi propagandowemu z resortu obrony ogłosić, że „syryjskie” baterie S-400 mają na wyposażeniu najnowsze rakiety 40N6, a więc o zasięgu ponad 400 km. W podobnym tonie były pisane komunikaty odnośnie wprowadzenia nowych systemów na Krymie i w Zachodnim Okręgu Wojskowym – w tym przede wszystkim w Obwodzie Kaliningradzkim. Miało to sugerować obserwatorom, że rakieta 40N6 jest już operacyjna i powszechnie wprowadzana.

Podobne działania propagandowe zaczęły się po 2014 r., gdy do rosyjskich sił zbrojnych zaczęto wprowadzać baterie dla wojsk lądowych S-300W4. W marcu 2015 r. zaczęto w Rosji wyraźnie pisać o możliwości rażenia przez tego typu zestaw celów powietrznych oddalonych o ponad 400 km. Wskazywałoby to bezpośrednio na możliwość użycia rakiet 40N6, ale miesiąc później ukazał się komunikat, że rakieta ta ma dopiero przechodzić badania państwowe. Nie mogła być więc wykorzystana w systemie S-300W4.

Ostateczne wyjaśnienie złożył producent systemów Ałmaz-Antiej, który ujawnił agencji TASS, że system S-300W4 wykorzystuje trzy typy rakiet: małą 9M83M (krótkiego zasięgu), pośrednią 9M82M (o zasięgu do 200 km) i rakietę 9M82MD o zasięgu 400 km zdolną do zwalczania celów balistycznych poruszających się z prędkością większą niż 4500 m/s - opracowaną przez biuro projektowe Fakiel. Jest to więc inny pocisk niż 40N6 opracowany przez biuro projektowe Nowator.

Problem jest w tym, że rakiety 9M82MD i 40N6 nie są standardowym wyposażeniem baterii S-400 i S-300W4. Zauważono to po opublikowaniu pierwszych zdjęć systemu S-400 rozstawionego w rosyjskiej bazie lotniczej Chmiejmin w Syrii. Widać było na nich wyraźnie wyrzutnie mieszczące tylko cztery kontenery startowo-transportowe. Tymczasem rakieta dalekiego zasięgu 40N6 musi być większa, a więc nie zmieści się do zasobników wykorzystywanych w standardowych wyrzutniach.

Zdjęcia kabiny operatorskiej systemu S-300 wykonane w 2016 r. nie wskazują na stosowanie nowoczesnych systemów elektronicznych i komputerowych – fot. mil.ru

Przypuszcza się więc, że na jednym pojeździe będzie można rozmieścić maksymalnie dwa tak duże pociski, co potwierdzają publikowane na wystawach zdjęcia system S-300W4. Baterie tego typu są prezentowane z wyrzutniami posiadającymi cztery kontenery startowe (dla pocisków 9M83M) oraz wyrzutniami tylko dla dwóch kontenerów, ale za to dłuższych i o wyraźnie większej średnicy (dla pocisków 9M82M i 9M82MD). Tymczasem takiej konfiguracji w Syrii nie zauważono, pomimo, że istnieje tam cały czas zagrożenie użycia przez terrorystów taktycznych rakiet balistycznych.

Na Zachodzie pojawiła się więc nawet koncepcja, że rakieta 40N6 może nie być jeszcze w ogóle gotowa, a więc informacje o zasięgu 400 km nie są prawdziwe. W rzeczywistości może być tak, że są to pociski tak drogie, iż wykorzystuje się je jedynie w bateriach na stałe chroniących strategiczne obiekty – w tym Obwód Moskiewski. Natomiast nie będzie się ich na razie przerzucało do systemów mobilnych – takich, jakie mają być np. rozmieszczone w Obwodzie Kaliningradzkim. Przynajmniej na razie.

Sieciocentryczność – cel konstruktorów systemów S-400 i S-300

Tym, co rozwiązałoby rosyjskie problemy byłoby wprowadzenie sieciocentryczności i otwartości rosyjskich systemów rakietowych. Rosjanie oczywiście twierdzą, że już teraz ważną zaletą wszystkich zestawów rodziny S-300 jest możliwość pracy w różnych kombinacjach (w ramach tej samej modyfikacji) elementów wchodzących w skład baterii, ale jest w tym tylko część prawdy. Rzeczywiście w zestawach S-400 i najnowszych wersjach S-300 można dokompletować dodatkowe wyrzutnie rakietowe.

Wyrzutnie systemu S-400 – fot. mil.ru

Wszystko wskazuje jednak na to, że Rosjanie nadal zachowali hierarchiczny charakter organizacji swoich baterii i w takiej strukturze je wprowadzają do poszczególnych okręgów wojskowych. Oznacza to, że teoretycznie rosyjskie dowództwo może skompletować jakiś zestaw z kilku innych jednak ograniczy tym samym możliwości tych jednostek, z których elementy zostały wykorzystane.

Przeszkodą jest tu utrzymywana w Rosji zasada autonomiczności, która oznacza, że każda bateria ma mieć możliwości działania samodzielnie, bez kontaktu z wyższym dowództwem. Bardzo mocno komplikuje to i rozbudowuje ponad potrzeby strukturę organizacyjną każdej jednostki, która musi w razie potrzeby sama wykrywać, identyfikować, klasyfikować i wybierać cele do niszczenia. Rosjanie dekompletując baterie musieliby często odejść od tej zasady, a na to ich dowództwo nie jest - jak na razie - mentalnie przygotowane.

W oficjalnych komunikatach rosyjskiego ministerstwa obrony bardzo często pokazują się komunikaty o treningu wojsk obrony przeciwlotniczej w wykrywaniu celów powietrznych. Rosjanie nie robią tego by się chwalić, ale również próbują rozszerzyć liczbę sensorów, jakie można wykorzystać przy wskazywaniu celów dla systemów rakietowych dalekiego zasięgu.

Nawet po zastosowaniu masztów o wysokości 36 m system S-400 nie będzie widział celów na odległości 400 km poniżej 8000 m – fot. mil.ru

Za każdym razem komunikaty wskazują, że dane z zewnętrznych radarów nie idą bezpośrednio do baterii, ale najpierw na stanowisko dowodzenia sił powietrzno-kosmicznych oraz stanowisko dowodzenia obroną przeciwlotniczą okręgu wojskowego. To tam jest dopiero opracowywany rozpoznany obraz sytuacji powietrznej i to stamtąd wskazywane są cele do zniszczenia.

Może to oznaczać, że jak na razie Rosjanie nie są przygotowani, by do najnowszych baterii przeciwlotniczych podłączać dowolne stacje radiolokacyjne wykrywania celów powietrznych. Baterie S-400 i S-300 mogą więc z zewnątrz otrzymać jedynie konkretne wskazanie obiektów do zniszczenia z punktu dowodzenia, ale na kolejnych etapach, w tym przede wszystkim od startu rakiety, muszą już sobie radzić same.

Rosjanie nadal nie potrafią więc robić tego, co udało się już Amerykanom w zintegrowanym systemie kontroli i obrony przeciwlotniczej NIFC-CA (Naval Integrated Fire Control-Counter Air). System ten zakłada łączenie w całość różnych systemów wykrywania (sensorów) i pocisków rakietowych (efektorów). Dzięki temu Amerykanie uzyskali m.in. możliwość zwalczania celów powietrznych poza horyzontem (over-the-horizon air defense capability).

Dla rakiety oznacza to zdolność atakowania obiektów niewidocznych przez sensory okrętu z wyrzutnią i przejęcie naprowadzania rakiety (np. SM-6) na cel przez innych okręt, samolot wczesnego ostrzegania Northrop Grumman E-2D Advanced Hawkeye, czy nawet samolot wielozadaniowy F-35.

Stworzenie podobnego, sieciocentrycznego systemu kierowania ogniem przez Rosjan jest oczywiście możliwe. Wymagałoby to jednak wprowadzenia nie tylko odpowiedniego systemu dowodzenia i kierowania, ale również posiadania samolotów wczesnego ostrzegania. Tymczasem w tej dziedzinie Rosja jest nadal wyraźnie opóźniona w stosunku do Zachodu. Dodatkowo wykorzystanie statków powietrznych klasy AWACS latających nad Obwodem Kaliningradzkim jest mało prawdopodobne.

Antena radarów śledzących systemów S-300 i S-400 wynosi się obecnie w górę tylko poprzez ustawianie ich na wysokich nasypach – fot. mil.ru

S-400 i tak będzie w Obwodzie Kaliningradzkim

System S-400 i tak zostanie rozlokowany w Obwodzie Kaliningradzkim, w momencie kiedy bazujące tam baterie przeciwlotnicze wyczerpią resurs. Jest to normalny proces w rosyjskich siłach zbrojnych, który już został na pewno zaplanowany i który w odpowiednim czasie zostanie zrealizowany. Stąd też groźby Kremla w tym zakresie należy uznać za przejaw hipokryzji. 

Władze rosyjskie dokładają więc tylko podtekst polityczny pod to, co i tak jest nieuniknione, bez względu na to czy NATO zwiększy siły na swojej wschodniej flance i czy Amerykanie zbudują elementy tarczy antyrakietowej w Redzikowie. Co więcej, Rosjanie mogą zrealizować swoje plany bardzo szybko, ponieważ ich wyrzutnie rakietowe po wyjechaniu z samolotu transportowego w Syrii były gotowe do działań w ciągu 15 minut.

Należy się więc już teraz przygotować na nieuchronne rozstawienie systemu S-400 przy naszej północno-wschodniej granicy. System ten jest rzeczywiście bardzo niebezpieczny. Jednak to, że Rosjanie są mistrzami w projektowaniu rakiet przeciwlotniczych, nie oznacza wcale, że w innych dziedzinach nie mają problemów. Zadaniem dla Polski i NATO będzie więc zidentyfikowanie luk systemu i nauczenie się ich wykorzystywania. 

Rosjanie na pewno nie zdradzą co rzeczywiście potrafi system S-400 – fot. mil.ru

KomentarzeLiczba komentarzy: 151
Jan
poniedziałek, 16 lipca 2018, 13:36

Brednie. S 400 jest b.dobry i szesc razy tanszy.

Gabriel
piątek, 27 kwietnia 2018, 22:45

Jakoś S-300 zastopowało w Syrii nowoczesne Thomahawki i inne środki bojowe USA i państw Nato.

fjf
środa, 9 maja 2018, 21:08

Rozumiem, że informacje, które podaje rosyjska telewizja publiczna traktujesz za absolutną prawdę? Dlaczego nie pokazane zostały żadne szczątki zestrzelonych Tomahawków, tak jak nakazuje praktyka? Przecież byłby to najlepszy dowód, a z nieokreślonych przyczyn nie został zaprezentowany. Co za szkoda.

chateaux
piątek, 27 stycznia 2017, 00:42

Nie wiem jak to jest w przypadku S-400, w przypadku jednsk pocisków systemu S-300, zdolne sa one manewrowac z maksymalnym przeciążeniem jedynie w początkowej fazie lotu. Podczas gdy np, pociski tak ktyrtykowanego w Polsce systemu Patriot, nawet na granicy maksymalnego zasięgu zdolne są so manewrowania z przeciążeniem stałym 25g, oraz impulsowym 35g. W najnowszej modernizacji Pac-3, owo zwiekszającej zasięg tych pocisków do 100km w wersji przeciwrakietowej, możliwość manewrowania z przeciążeniem impulsowym na granicy maksymalnego zasięgu wzrosła do niemal 50g.

MPL
czwartek, 2 lutego 2017, 12:38

Trafna analiza, jednakowoż zawiera kolejny raz już prezentowaną tezę, iż systemy OP mogą być zwalczane przez JASSM-y. Można odnieść wrażenie, że ten system uzbrojenia ma stanowić remedium na wszystkie trapiące nas bolączki: zwalczanie celów strategicznych, obrony powietrznej, a może pojawią się niedługo postulaty jego wykorzystania do bezpośredniego wsparcia ogniowego jednostek znajdujących się w kontakcie bojowym. Chciałbym przypomnieć, że istnieją systemy lotniczego uzbrojenia, które są dedykowane do zwalczania jednostek OP, zarówno stacjonarnych, jak i mobilnych. AARGM (HARM-E) jest przykładem systemu niszczenia naziemnych systemów OP, który powinien zostać wprowadzony na uzbrojenie, także dla zabezpieczenia skutecznego użycia JASSM. Nie odnosząc się do szczegółów oceny S-300 i S-400 zaprezentowanej w artykule, sytuacja jest taka, iż niemal jedna czwarta polskiej przestrzeni powietrznej pozostaje w zasięgu oddziaływania rosyjskich i białoruskich systemów OP, a nasze siły zbrojne nie posiadają dedykowanych środków skutecznego przeciwdziałania. Tym samym pojęcie suwerenności przestrzeni powietrznej i zapewnienie swobody działania własnego lotnictwa stały się atrybutami wątpliwej wartości.

Z
czwartek, 2 lutego 2017, 14:33

"W zasięgu" nie znaczy "w sferze skutecznego rażenia"

Icek
piątek, 3 lutego 2017, 15:31

Rzeczywiście Związek Radziecki,a później Rosjanie są "mistrzami" w projektowaniu systemów rakiet przeciwlotniczych. Z drugiej strony działania USA w Wietnamie, działania Izraela na bliskim wschodzie pokazały, że te systemy można z powodzeniem zwalczać.

chorąży
środa, 8 lutego 2017, 12:10

@Icek Przykład Arabii Saudyjskiej, gdzie nieba bronią "patriot"-y pozwala wysnuć podobne wnioski. Procent skuteczności tychże Patryjtów broniących nieba przed starymi "skudami" wręcz powala :) Przysłowie mówi " Jak sie nie obrócisz, "plecy" zawsze z tyłu" Życzę nam aby nie trzeba było w "realu" sprawdzać skuteczności tej broni.

NO--ZNAWCY
wtorek, 31 stycznia 2017, 03:36

LATA---50 Wokoło Moskwy było rozwiniętych 56 kompleksów – 3360 wyrzutni systemu S-25 (jednocześnie możliwe było zwalczanie 1120 celów).

jacky
czwartek, 26 stycznia 2017, 23:39

Ile systemow Sxx ma Roja ?

Wojmił
czwartek, 26 stycznia 2017, 23:34

"Swojego „chrztu bojowego” nie miał również poprzednik „Triumfa” – system S-300." Nie musiał... Jest w Grecji a jeden z systemów został sprzedany do USA z Białorusi... zbadane zostały dokładnie.. Co do S-400 to w czasach kiedy głośno o rosyjskim i chińskim szpiegostwie zapomina się, że kraje zachodnie także skutecznie szpiegują...

dimitris
piątek, 27 stycznia 2017, 01:19

Dwa, nie jeden i prawodopodobnie nie zostały dokładnie zbadane, przynajmniej dopóki były jeszcze nowoczesne. Umowa była ta, że obsługują je wyłącznie rosyjscy technicy, którym Grecy płaca pensję. Następnie (rok temu) Grecy negocjowali do nich nowe typy efektorów, ale nie podano wyniku negocjacji.

Pieczarkarz
sobota, 28 stycznia 2017, 03:06

Czyli S-300/400 to złom. Tak myślałem. Uważam że Polska powinna kupić amerykański superpocisk SM-6, który może zwalczać: rakiety balistyczne, satelity, pociski manewrujące, samoloty, helikoptery, kutry, czołgi, pikapy, latające talerze i klingońskie niszczyciele. To jest pocisk do wszystkiego i wszystko w tej skromnej, eksportowej wersji. Ta wersja którą mają Amerykanie zestrzeliwuje dwa topole jednym pociskiem.

yaro
sobota, 28 stycznia 2017, 10:59

nie ma to jak sarkazm, bo tyle pozostaje mając na względzie co obecnie proponuje NATO ;) Pozdrawiam

qqqq
czwartek, 26 stycznia 2017, 23:08

Na miejscu USA albo Izraela można być zadowolonym. Z naszej perspektywy to nadal broń o kilka generacji przewyższająca wszystko cokolwiek wyprodukowano w tym kraju.

cgqw
wtorek, 31 stycznia 2017, 19:52

Do naszych rakiet JASSM koniecznie musimy mieć systemy rozpoznania i naprowadzania by wykorzystać zasięg tych broni. A bez tego kasą zmarnowanambt8

WojtekMat
środa, 1 lutego 2017, 10:18

Niekoniecznie. To nie jest broń taktyczna tylko raczej namiastka strategicznej (odstraszającej). Można na cele wybrać stałe obiekty na terenie Rosji (elektrownie itp).

Znawca
wtorek, 20 lutego 2018, 20:47

ATAK NA ELEKTRONIE = ATAK NUKLEARNY ! Po tym ataku 10 minut i polska przestaje istnieć ! 80% ludności Polski WYPARUJE.

trochę zorientowany
sobota, 28 stycznia 2017, 01:09

To typowa wydmucha tak samo jak czołg Armata czy samolot T50.

yaro
sobota, 28 stycznia 2017, 11:01

w 1939 tak samo mówiono o niemieckich czołgach ze sklejki, a jak ta sklejka była to się przekonaliśmy 6 tygodni po 1 września 1939 roku --- odpuść sobie takie komentarze bo one niczego nie wnoszą

boją się oni i my
czwartek, 26 stycznia 2017, 22:38

i tu widać przydatność analizy, głównie możliwości wynikłych z fizyki, uzupełnionej niepełną wiedzą o osiągach, aby przestać sobie wyobrażać nadludzkie możliwości rakiet Putina. Strzelanie na odległość 400km można wykonać do celu nieruchomego lub o stałej przewidywalnej trajektorii. Tak więc samolotu lub rakiety manewrującej nie da się trafić, chyba że za pomocą rakiety manewrującej, z natury powolnej. W dodatku im dalej leci owa rakieta, tym ma mniej aktualne namiary oraz większe szanse napotkania zapory ogniowej itd. itp.

Darek
piątek, 27 stycznia 2017, 11:10

Rosja wyprodukowała procesor Elbrus - taki Intel sprzed 10 lat. To oznacza, że posiadają technologie pozwalającą na w pełni cyfrową obsługę takiego uzbrojenia. Czyli potencjalnie mogą mieć całkiem wysoki poziom świadomości operacyjnej.

wania
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 14:58

Ten procesor ma mniejszą moc obliczeniową od nowego Iphona.

JohnDoe
poniedziałek, 2 kwietnia 2018, 23:10

Na Księżycu lądowniki miały Z-80. I wystarczyło.

ANALITYK MILITARNY
czwartek, 26 stycznia 2017, 21:57

A więc o systemie S-400 wiemy tyle co nic, ale wiemy że wiele rozwiązań w nim zastosowanych, jest przestarzałych, a już z pewnością gorszych od tych na zachodzie a zwłaszcza w USA, co raczej nie powinno dziwić. Strategiczne pytanie to, na ile ten system jest skuteczny w warunkach bojowych, czy jest się czego obawiać, czy też owy S-400 to tylko pokazowa makieta, która potrafi odpalać pociski będące w kontenerach startowych, ale tylko jako pewien element propagandowy. Warto chyba dodać, że Polskie mysliwce F-16 będą posiadać rakiety JASSM-ER, które mogą w prosty sposub wyeliminować S-400 z gry, zwłaszcza systemy rozstawione w obwodzie kaliningrackim. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będziemy musieli odpalić naszych pocisków z pod skrzydeł naszych jastrzębi, aby przekonać się o ich niszczycielskiej skuteczności, jak również skuteczności systemu S-400.

Viktor
piątek, 27 stycznia 2017, 10:38

Mamy też zasobniki JSOW.

zed
piątek, 27 stycznia 2017, 01:34

Na S-400 w obwodzie kaliningradzkim wystarczy artyleria dalekiego zasięgu.

Raptorek
czwartek, 2 lutego 2017, 10:49

Teraz musicie obniżyć te pułapy bo wyrzutnie S-400 ( z okazji Zapad 2017) będą się kręcić na granicy Polski i Białorusi, Wiec będą miały bliżej. Po drugie...radary nie tylko są naziemne, stacje radarowe na samolotach mają nieco większy zasięg niż 100-200 kilometrów, a to że nie dadzą rady naprowadzać rakiet S-400 to można wierzyć albo i nie. Jako twórca systemu na pewno zadbałbym o taką możliwość, albo wybudowałbym setki 80 metrowych betonowych wież z radarami dla S-400 i S-300 na szczycie, oczywiście bronione przez Palmy lub coś podobnego. Jak się ma tak bogatą i szeroką produkcje sprzęty wojskowego to można wybierać. Dla przeciwdziałania musielibyśmy już teraz mieć kilka dywizjonów MLRS M270 i HIMARS.oraz własne kilkadziesiąt sztuk Homara;

x
czwartek, 2 lutego 2017, 15:33

Może jak się uda Rosjanom obejść prawa fizyki ;) Przeczytaj artykuł jeszcze raz. 1) Pułapy sa podane dla systemów stacjonujących rozmieszczonych przy granicy. Bliżej nie będą miały, na pewno nie do Krzesin czy Łasku. 2) Systemy S-300 i S-400 nie mają zdolności sieciocentrycznych, celów nie może im wskazywać żaden inny radar, w szczególności żaden radar lotniczy.

Davien
czwartek, 2 lutego 2017, 13:13

Moze zapoznaj się ze sposobem naprowadzania rakiet 48N6 z S-400 bo moga byc naprowadzone wyłacznie przez własne radary naprowadzajace( taki urok półaktywnego sterowania) A co do tych wież radarowych to dobry pomysł-koszty będa takie że Rosji tylko te wieże zostana bo na reszte zabraknie im nawte kopiejki:)

xXx
czwartek, 26 stycznia 2017, 21:39

Po bardzo skutecznym zademonstrowaniu przez Rosję w Syrii nowej doktryny wojennej, w oparciu o bardzo celne uderzenia rakiet średniego i krótkiego zasięgu, zastosowanie systemów obrony przeciwlotniczej S- 300 i przeciwrakietowej S-400 oraz elektronicznych czasz wyłączających duże obszary powietrzne – stało się jasne, że doktryna wojenna Zachodu w oparciu o lotniskowce i wielkie bombowce odeszła do lamusa historii.

123xyz
środa, 28 lutego 2018, 14:06

Tyle, ze to wylacznie propaganda kremla co pokazla masakra grupy Wagnera. Gdzie wtedy byly te S400?!

bender
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 14:07

Chciales chyba powiedziec, ze po sprawdzeniu przez Rosjan doktryny wojennej opartej o udzial lotniskowca przeszla ona do lamusa z powodu nieakcpetowalnego poziomu wlasnych strat pozabojowych ;-) I to tyle. A uderzenia pociskami cruise ani nie byly bardzo celne, ani tez nie pojawily sie zadne "czasze elektronicznych zaklocen".

realista.
piątek, 27 stycznia 2017, 01:16

Ta, na pewno. Ile warte są naziemne zestawy przeciwlotnicze udowodniła bitwa w dolinie Bekaa w 1982 roku. A przecież Izraelczycy nie mieli wtedy maszyn stealth. Samolot zawsze ma przewagę nad naziemnymi wyrzutniami.

zagadka
piątek, 27 stycznia 2017, 00:51

To po co Rosja wyciąga stare części z magazynów i wraca do budowy wielkich bombowców?

criss
czwartek, 26 stycznia 2017, 23:46

doktrynę wojenną Rosja publikuje na papierze, znaczy ichnie poglądy na charakter prawdopodobnych wojen, i możliwe odpowiedzi. jedno co pokazali, to to, że nie wahają się wysłać wojsk za granicę. ale wysłali je do kraju zrujnowanego, w którym trwa wojna z użyciem dość prymitywnej broni. w międzyczasie bombardowania armii syryjskiej potrafił przeprowadzić Izrael, bez straty samolotu. więc czy na pewno Rosja udowodniła skuteczność S-400 w Syrii? a o tym jakie sukcesy odnieśli świadczy powrót ISIS do Palmyry, no Aleppo bombardowali skutecznie, niemal bezbronne miasto...

jacky
czwartek, 26 stycznia 2017, 23:40

Czy rosjanie zestrzelili za pomoca tych systemow jakis samolot ? Ponoc szachowali , ponoc tez turcja skutecznie zaklusala te s 400 . Wszystko to ponoc.

Obywatel RP
czwartek, 26 stycznia 2017, 23:33

O jakich czaszach piszesz? Gdzie można o nich przeczytać?

Ekor
niedziela, 29 stycznia 2017, 17:48

Klęska w dolinie Bekaa to szereg różnych przyczyn; Izrael zastosował pułapki r/lok Arabowie dali się wciągnąć w pułapkę. Bez dokładnego rozpoznania przeprowadzili starty rakiet z dostępnych wyrzutni .Stając się na pewien czas bezbronnymi. Czas na ponowne załadowanie wyrzutni Izrael wykorzystał na skutecznie niszcząc środki ogniowe. Skuteczność broni to; -doskonałe wyszkolenie obsług - parametry taktyczno-bojowe sprzętu - Bardzo dobry system rozpoznania i skuteczny system dowodzenia.

pol
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 22:48

haha ! no to jak oni mieli coś osiągnąć , jak : wyszkolenie mierne , sprzęt marny ( na papierze super ) ,rozpoznanie i dowodzenie do bani :)

helboy
piątek, 27 stycznia 2017, 17:10

A RADAR pozahoryzontalny wykorzystujący załamanie fali radarowej w jonosferze??? Fala radarowa dolatuje na wys 50 kilometrów odbija się od jonosfey pod pewnym kątem natrafia na f16 lecący 100 m nad Łaskiem po czym odbija się od niego i taką samą dragą wraca do radaru w Kaliningradzie

Tom
sobota, 28 stycznia 2017, 05:16

Tylko problem jest ze wykrycie F16 nie oznacza ze mozna dostac na tyle dobry obraz by wyslac tam rakietke. F35 / F22 tez maja taki problem - no i co z tego ze ich widac jak im dalej nic nie mozna zrobic.

B777
sobota, 28 stycznia 2017, 01:21

Żeby ta fala po odbiciu się pod "pewnym" kątem od jonosfery trafiła w samolot, musiałaby wcześniej "wiedzieć"... gdzie jest samolot, nie widzisz tu logicznej sprzeczności?

ArtiDiTu
sobota, 28 stycznia 2017, 00:56

Wg. Jane's FR 2015 : 1. Bardzo mała dokładność pomiaru 2. Bardzo wrażliwy na warunki atmosferyczne i magnetyczne 3. Wysoka podatnośc na artefakty Generalnie : technika do dopracowania i na dziś ma zastosowanie tylko w niewielkim zakresie.

Mokotów
piątek, 27 stycznia 2017, 23:35

Czasami tak się dzieje na morzu, że poprzez załamane światło widać to co jest za horyzontem, widziałem takie zjawiska. Ale nie radzę nawigować na podstawie takiego obrazu, strzelać chyba też nie.

Davien
piątek, 27 stycznia 2017, 23:28

I co ci to da jak cel musi być oświetlony przez radar naprowadzania rakiet bo od OTH wskazań celu nie przyjmą. Powodzenia w montażu głowic fal długich w pociskach.

Polanski
piątek, 27 stycznia 2017, 19:19

Czyli można zezłomować wszystkie dotychczas stosowane radary. Dlaczego tak późno na to wpadli?

realista
czwartek, 2 lutego 2017, 10:37

S - 400 wygląda mi na średnio zaawansowany system z nadmuchanym do nieprawdopodobnych rozmiarów balonikiem propagandowym. Po prostu elektronika to nie jest rosyjska specjalność, a bez elektroniki nie ma nowoczesnych systemów przeciwlotniczych.

Davien
czwartek, 2 lutego 2017, 13:14

S-400 to tak naprawde kolejna wersja S-300PM( oryginalne oznaczenie S-300PMU3)

Ekor
niedziela, 29 stycznia 2017, 17:40

W dolinie Bekaa sytuacja była trochę inna. Nie poziom techniczny był główną przyczyną klęski. Izraelczycy wykorzystali pułapki r/lok. Arabowie dali się nabrać, bez dokładnej analizy sytuacji otworzyli ogień z dostępnych wyrzutni. Ale po starcie rakiet wyrzutnie należy ponownie załadować .A to wymaga czasu. A w tym czasie Izraelczycy dokonali rzezi bezbronnych baterii startowych. A więc główną przyczyną był bałagan w systemie dowodzenia i rozpoznania. Przykładem rozsądnego użycia S-125 i rutyny amerykanów było zniszczenie samoloty amerykańskiego w czasie wojny na Bałkanach. Reasumując , skuteczność broni to; -wyszkolenie obsług - możliwości taktyczno-bojowe broni -sprawny - skuteczny system rozpoznania i dowodzenia

realista
czwartek, 2 lutego 2017, 10:46

bo tak właśnie Rosjanie wyszkolili te obsługi, że dały się nabierać. Nie świadczy to dobrze o rosyjskim systemie szkolenia.

Gosc
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 11:59

Ile lotów bojowych wykonali amerykanie i ile zastrzelono samolotów? Strach się bać tej ruskie techniki. Jedyne co ruskim zostaje w konwencjonalnym konflikcie z nato to walnąć taktycznym nukiem w łask, Balice albo Krzesiny i liczyć że nato odda w bazy na Białorusi a nie kaliningrad i będzie negocjowac

cywil
czwartek, 26 stycznia 2017, 20:50

Bardzo przyjemny artykuł. Jeśli to prawda to super.

jacek
czwartek, 26 stycznia 2017, 20:32

duże brawa za artykuł, jest naprawdę świetnie napisany...

Rafał Żak
sobota, 28 stycznia 2017, 14:39

Nie można się zgodzić z artykułem, kilka krytycznych uwag: - systemy S-300W i S-300P to dwa skrajnie różne systemy, z kompletnie nieobecną unifikacją (jak to w ZSRR) - 96Ł6 to radar radar obserwacji, a nie naprowadzania - radarem naprowadzania jest 91N6 - 9S32 to radar systemu S-300W a nie S-300P - wspomniane systemy nigdy nie wykorzystywały i nie wykorzystują tych samych rakiet - autor ilustruje artykuł o systemach armii FR wykorzystując fotografię kazachskiego S-300, na kolejnym zdjęciu ponownie znajdują się żołnierze SZ Kazchstanu - Rosyjskie źródła potwierdzają że 40N6 NIE trafią do S-300W4 - system S-400 posiada pociski o zasięgu 400 km Pozdrawiam, Rafał Żak

Davien
niedziela, 29 stycznia 2017, 10:08

No dobrze. Zdjęcie przedstawia rosyjski S-300 z zawodów w roku 2016 więc pierwsza wpadka. pociski 40N6 nie weszły jeszcze do uzbrojenia cały czas trwaja testy, wiec obecnie maksymalny zasięg S-400 to 240km( pocisk 48N6)-druga wpadka. 91N6 jest klasyfikowany jako radar wczesnego wykrywania, a 96L6 słuzy do wykrywania celów na duzych wysokościach, Radarem naprowadzającym jest 92N2 -trzecia wpadka System S-400 wykorzystuje pociski z systemu S-300PMU czyli 48N6

MWK
czwartek, 26 stycznia 2017, 20:17

Daleki jestem od sympatii wobec Rosji i organicznie nie cierpię wszelkiej propagandy (szczególnie prorosyjskiej) ale uważam, że w twierdzeniu : „oznacza to, że naziemna obrona przeciwlotnicza ChRL będzie mogła znacząco utrudnić wykonywanie operacji powietrznych nad wyspą” (dotyczy Tajwanu), jest sporo racji. Bowiem czy samo zmuszenie lotnictwa przeciwnika, do operowania na wysokościach poniżej 1100 m. nie jest znaczącym utrudnieniem operacji powietrznych?

realista.
piątek, 27 stycznia 2017, 01:15

A kto powiedział, że "zmuszenie"? Mówimy o teoretycznej sytuacji, gdy S-400 przeszkadza jedynie horyzont radiolokacyjny. Można jeszcze zastosować zakłócenia lub potraktować baterię rakietą przeciwradiolokacyjną. Zniszczenie radaru kierowania ogniem oznacza bezużyteczność całej baterii.

Ślązak
czwartek, 26 stycznia 2017, 20:16

Świetny ciekawy materiał , ale rzeczywiście powiedzieć coś pewnego na temat możliwości tego sprzętu to duży problem , zresztą Rosjanie mają dużo takich idealnych wyrobów jak na przykład cała rodzina modernizacji Su - 27 które są najlepszymi samolotami i to do wszystkiego.

enter
piątek, 27 stycznia 2017, 09:44

O słabości systemu S-400 wyraźnie świadczą działania Izraela w Syrii. Wlatują kiedy chcą i gdzie chcą i niszczą obiekty nawet w Damaszku a S-400 nawet nie piśnie. I proszę mnie nie rozbawiać postami o tym, że Rosja daje przyzwolenie na takie rajdy.

anda
piątek, 27 stycznia 2017, 11:08

a kiedy to samoloty izraelskie wleciały w przestrzeń Syrii od zamontowania S-400, nie stało sie to ani razu, strzelają rakietami z własnego terytorium za pierwszym razem coś tam zniszczyli a za drugim to zniszczyli ale najpradopodobiej atrapy.

grendel
czwartek, 26 stycznia 2017, 20:10

Ludzie jedne jest pewne wszystko co Rosjanie rzucą do Królewca będzie wystawione jak na strzelnicy bo ze wszystkich stron jest otoczone przez NATO czy od lądu czy od morza wiec możemy spać spokojnie. Na te S-400 w Królewcu wystarczą Langusty z głowicami kasetowymi a przypominam że Polska nie podpisała traktatu o nie posiadaniu takiej amunicji.

Zet
piątek, 27 stycznia 2017, 10:34

Bzdury. Od morza? NATO nie jest w stanie pływać po Bałtyku. Otoczeni. Jeśli weźmie się pod uwagę że po za Okręgiem Kaliningradzkim armia Rosyjska znajduje się również na Białorusi to sytuacja dramatycznie się zmienia. Przesmyk Suwalski zamkną w kilka godzin. Otoczone będą te nieliczne siły NATO na w krajach Bałtyckich.

myśliciel
czwartek, 26 stycznia 2017, 19:57

Jedynie Indie znają S-400 bo testowali różne jego elementy. Swoją drogą Indie miały ofertę z USA na zakup PAC-3 MSE i ofertę Rosji na S-400. Ciekawe dlaczego wybrali s-400, przy cenie 6 mld USD za 5 dywizjonów system nie jest tani. O transferze technologii, czy produkcji na terenie Indii nic nikt nie mówił.

Maras
piątek, 27 stycznia 2017, 01:30

Indie wzieły S-400 bo nie dostana od USA pełnej konfiguracji wspomnianej w artykule co więcej żadne państwo tego nie dostanie od USA. Tak więc taki goły system okazał sie słabszy od S-400 i to chyba nie może dziwić. Jak wspomniano rosyjskie systemy to zdecydowana czołówka światowa.

BUBA
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 07:13

Zbyt optymistyczne założenia: Kolumna antenowa K1W o wysokości około 10 m pozwala razić cele na wysokości około 5 km w odległości od 250 km od zestawu S-200WE. Co będzie z minimalną wysokością porażenia celu na tych 250 km jak zaparkujemy ją na 10 metrowym pagórku który wojska inżynieryjne usypia w dowolnym miejscu? Czyżby system S-400 miał mieć gorsze możliwości porażenia celu na niskim pułapie niż S-200?

Davien
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 11:08

Zasięg zestawu S-200WE wynosi do 240km więc ten atak na 250 km jest raczej niemozliwy., podobnie S-400 obecnie ma maks zasięg do 240km. czyli na 250km sobie nie postrzelają.

olo
czwartek, 26 stycznia 2017, 19:44

Dzięki za ten artykuł który pokaże niektórym Polakom jak ruska propaganda robi niektórym wodę z mózgu. Izrael w Syrii pokazuje ile znaczy ten system gdy nie ma tygodnia aby nie zbombardował magazynów broni Assada która ma iść do terrorystów z Hezbollahu. Nie ma znaczenia gdzie są te magazyny czy w Damaszku czy w innych regionach Syrii.

anda
czwartek, 26 stycznia 2017, 22:27

może i zbombardował ale samoloty latały nad Izraelem a nie nad Syrią jak dawniej.

Prosty Sołdatmen
czwartek, 26 stycznia 2017, 21:53

Nie ma znaczenia? magazyny pod Damaszkiem były 230 km od miejsca bazowania S-400. Rakieta która może zwalczać myśliwce w S-400 ma zasięg 240 km. 40N6 jest tylko na samoloty AWACS czy latające cysterny. Jeżeli to nie ma znaczenia, to trzeba po prostu nie mieć wyobraźni, aby tak twierdzić. Po za tym w te magazyny trafiły podobno rakiety, a nie bomby. To może jest na świecie jakiś system, który by temu zapobiegł, gdyby był w Latakii? Ciekaw jestem co to za cudo i czy istnieje... Trzeba od razu napisać jaki to jest, a nie się ośmieszać...

anda
piątek, 27 stycznia 2017, 09:17

Po co mieliby czekać aby niszczyć nasze samoloty w powietrzu jak można ich zniszczyć wcześniej gdy są jeszcze na lotnisku.

bodzio
piątek, 27 stycznia 2017, 14:50

Dokładnie. To nie S-400 jest problemem tylko Iskandery.

waza
czwartek, 26 stycznia 2017, 19:27

Rok temu byłem świadkiem lotów ćwiczebnych na wysokościach ok 100-200m, przeprowadzanych przez maszyny z Malborka. Pracowałem wtedy w terenie w okolicach Dobrego Miasta i widok lecącego MiG 29 tuż nad wierzchołkami drzew pozostanie długo w pamięci.

prawieanonim
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 14:00

Bo to jest pułap który umożliwia bezpieczne podejście do S400 w tamtym rejonie. S400 jest ślepy poniżej 250 metrów. Wystarczy puścić JASSM z takiego pułapu.

Gud
piątek, 27 stycznia 2017, 13:11

Też wtedy byłem w tych okolicach i widziałem dwa ćwiczące Migi 29. Piękna sprawa.

Smutny
piątek, 27 stycznia 2017, 08:51

Trudno mi się odnieść do kwestii technicznych, ale np. zupełnie absurdalny jest opis jak to razem z Litwinami ostrzelamy artylerią lufową baterie S-400 w Obwodzie. Najnowsze nasze systemy artyleryjskie będą mogły strzelać na 30-40 km. Doliczając do tego dyslokację w odległości co najmniej 10-15km od granicy to daje max 25-30 km ostrzału w głąb terytorium. A można swobodnie założyć, że w przypadku konfliktu nasze zestawy artyleryjskiej nie zbliżą się do granicy na mniej niż 25 km (a zapewne więcej). W przypadku Litwinów wygląda to jeszcze gorzej. Więc jeżeli autor równie uczciwie podszedł do reszty argumentów to słabo to widzę.

trycykl
sobota, 28 stycznia 2017, 19:37

W razie konfliktu nasze zestawy artyleryjskie natychmiast skrócą dystans, czyli wejdą do obwodu kaliningradzkiego. Myślisz, że po co stoją nad granicą? Żeby podziwiać start rosyjskich rakiet?

gd
piątek, 27 stycznia 2017, 11:21

KRAB strzela na 80 km. Langusta tez

Tomo
piątek, 27 stycznia 2017, 10:27

Tylko ze rosyjscy przeciwlotnicy stacjonują w Gwardiejsku i Znamieńsku (183 przeciwlotniczy pułk rakietowy i 1545 przeciwlotniczy pułk rakietowy) a miejscowości te znajdują się własnie w odległości 25-30 km od granicy. Z Węgorzewa do Znamieńska masz 45 km. Chłopaki wyjadą krabami o 5 km z bazy i będą mieli rosyjskie systemy p-lot w zasięgu rażenia.

Podbipięta
piątek, 27 stycznia 2017, 10:26

Istnieją już ,,klasyczne" granaty 155 mm o zasięgu 70 km a włoskie Volcano ma ok. 100 km zasięgu.Myśli pan że nie kupimy choćby kilkuset takich pocisków dla Węgorzewa? Musielibyśmy być wyjątkowymi głupcami! A Litwini niech kupią kilkadziesiąt. I pozamiatane.

Smuteczek
piątek, 27 stycznia 2017, 10:15

Rakiety z nadbrzeznego dywizjony rakietowego maja wystarczajacy zasieg i mozliwosci działac na takim dystansie. Rakiety NSM maja mozliwosc atakowania rowniez celow ladowych

Al.S.
sobota, 28 stycznia 2017, 13:21

M.D. "Wymagałoby to jednak wprowadzenia nie tylko odpowiedniego systemu dowodzenia i kierowania, ale również posiadania samolotów wczesnego ostrzegania. Tymczasem w tej dziedzinie Rosja jest nadal wyraźnie opóźniona w stosunku do Zachodu". Powyższe twierdzenie jest naciągane. Takie tezy, zamiast wygłaszania ich a priori, wypadałoby podeprzeć konkretną analizą zaawansowania rosyjskiego programu modernizacji starszych samolotów AWACS i wdrażania do służby nowych, Rosjanie modernizują obecnie 20 starszych samolotów do cyfrowego standardu A-50U i na chwilę obecną posiadają już w służbie 4 zmodernizowane maszyny. W fazie realizacji jest równiez program wdrażania do służby nowego typu - Beriew A-100, z radarem o skanowaniu aktywnym i bazującego na najnowszej wersji Ił-76 - MD-90A. Zakłady Iljuszyna posiadają obecnie na linii produkcyjnej 13 płatowców i zapewne spora ich część zostanie po zmontowaniu wysłana do zakładów Beriewa. Nawet gdyby te samoloty były w istotny sposób opóźnione technicznie do zachodnich odpowiedników, to nie należy lekceważyć potencjału, jakie posiadają. Rosjanie znani są z tego, że osiągają zbliżony efekt, metodami które na zachodzie uchodzą za przestarzałe i toporne. "Dodatkowo wykorzystanie statków powietrznych klasy AWACS latających nad Obwodem Kaliningradzkim jest mało prawdopodobne". A po co mają latać nad OK? Wystarczy, że będą latać nad Białorusią, aby przy zasięgu obserwacji około 400 km, mieć pod kontrolą połowę terytorium Polski. Jako Polak nie lubię tej postaci, ale Bismarck powiedział kiedyś na temat Rosji mądre słowa: "Rosja nigdy nie jest tak silna ani tak słaba, na jaką wygląda". Polska prasa tuż przed wojną pełna była opisów, jak to Hitler buduje swoje czołgi z tektury. Zamiast pisać hurra-optymistyczne artykuły o rzekomej słabości OPL Rosjan, wypadałoby wskazać NASZE własne zapóźnienia i braki. Przede wszystkim, nie mamy w ogóle własnych maszyn AEW&C, chociaż posiadają je wszystkie kraje frontowe NATO - Grecja, Turcja, Włochy, Norwegia (tylko ELINT), a także nienależąca do NATO Szwecja. Opieranie się w tej kwestii tylko na natowskich E-3 Sentry, z góry wyklucza reagowanie na zagrożenia w czasie rzeczywistym. Potrzebne jest kilka własnych samolotów, takich jak E-2 Hawkeye, Saab Eireye, lub Gulfstream CAEW - do naprowadzania naszych myśliwców, lokalizowania wrogich stacji radarowych i prowadzenia z nimi WRE. Również w kwestii potencjału SEAD nie mamy się czym chwalić. Parę F-16 z systemem AIDEWS, przy braku nowych pocisków przeciwradiacyjnych, to śmiesznie mało jak na przeciwnika o takim potencjale. Jeśli ktoś liczy w tym względzie na zaprzyjaźnione Niemcy, niech ma świadomość, że oni, po udzieleniu nam "bratniej pomocy", zapewne będą chcieli zabawić u nas na dłużej.

bender
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 15:02

Macisz kolego. Rosjanie maja juz 4 wlasne odpowiedniki AWASCow i to ma byc straszne. Na najwieksze panstwo na ziemi maja 4. Byc moze mogliby nimi latac po Bialorusi. A tymczasem nad nami stale lata AWACS z bazy Papa oraz ostatnio Global Hawki z Sycylii, co przemilczasz lub poddajesz w watpliwosc.

Polanski
niedziela, 29 stycznia 2017, 09:27

Co nie zmienia faktu przytłaczającej przewagi NATO w powietrzu. I nic a nic tego nie zmieni. A argumenty że Rosja będzie rozbudowywać możliwości AWACS to sobie daruj. Ta umiejętność jest juz dawno opanowana i doskonalona od 30 lat. Jest tylko jedną z alternatyw. Sieciocentryczność i możliwości takich samolotów jak F-22 i F-35 dają niekwestionowaną przewagę NATO. Nic nie wskazuje na możliwość przeciwdziałania tym zdolnościom więc daj spokój.

pol
czwartek, 26 stycznia 2017, 19:19

tego mogłem się po nich spodziewać , cud że to lata :)

arnik
piątek, 27 stycznia 2017, 15:16

Skoro najbardziej newralgicznym systemem dla S-300 ,S-400 jest radar to czemu jeszcze nasza armia nie rozpisała przetargu na amunicję krążącą z głowicą naprowadzaną na fale radarowe? Przecież kilkadziesiąt takich dronów krążących nad Obwodem Kaliningradzkim i atakujących każdy radar systemów plot ,unieszkodliwiłby całkowicie rosyjskie zdolnosci w tym zakresie. Jesli dodamy do tego mozliwości atakowania radarów artyleryjskich ,które mogłyby byc realizowane przez konstrukcję pokrewną to nastapiloby zupelnie oslepienie Rosjan przy niewielki koszcie z naszej strony?

piotr
sobota, 28 stycznia 2017, 01:14

To się odbywa trochę inaczej, radary są lokalizowane przez inne środki od naziemnych przez lotnicze do satelitarnych, po czym następuje uderzenie w ten punkt.

scorpion
piątek, 27 stycznia 2017, 18:28

Radar naprowadzania jest newralgiczny praktycznie dla wszystkich systemów opl średniego/dalekiego zasięgu. Dotyczy to również systemów zachodnich. Jedynie w systemach Buk i S-300W wyrzutnie posiadają własne radary naprowadzania.

Jac
piątek, 27 stycznia 2017, 15:09

Chciałbym zwrócić uwagę na zdjęcie kabiny operatorskiej systemu S-300, która, jak widać, należy do sił Kazachstanu. Kazachstan nie dysponuje najnowocześniejszym uzbrojeniem. Uważam, że na tej podstawie nie można wysunąć tezy, że rosyjskie warianty tego systemu są także przestarzałe.

Extern
piątek, 27 stycznia 2017, 17:54

Ten artykuł to jest tak trochę napisany "ku pokrzepieniu serc" więc i tak się zdziwiłem że nie ma żadnego zdjęcia z pordzewiałymi kontenerami na rakiety.

Maksymilian Dura
piątek, 27 stycznia 2017, 16:36

To zdjęcie jest z 2016 r. i pokazuje żołnierzy z Kazachstanu obsługujących rosyjski sprzęt wojskowy w czasie tzw. „Międzynarodowych Igrzysk Wojskowych 2016". Była tam m.in. dyscyplina „Kliuci ot nieba” i uczestnicy wykorzystywali w niej należące do Rosji rakietowe zestawy przeciwlotnicze średniego zasięgu S-300PS i S-300PM. Rosjanie tak to zorganizowali, żeby wszystkie zespoły miały takie same warunki do działań, a więc by wykorzystywały tą samą wersję sprzętu. Dzięki temu wybór zwycięzcy miał być sprawiedliwy. W konkursie wzięli udział Białoruś, Chiny, Kazachstan i Rosja.Wygrali...Rosjanie. Kazachstan zajął ostatnie miejsce. http://www.defence24.pl/427304,wojskowe-igrzyska-pod-moskwa-i-blisko-ukrainy-grecja-wsrod-uczestnikow

Wawer73
sobota, 28 stycznia 2017, 22:35

Czy te rakiety mogą być wyposażone w głowice nuklearne? W takim przypadku precyzyjne naprowadzanie będzie zbyteczne aby strącić samoloty w promieniu paru kilometrów... oczywiście w warunkach pełnoskalowego konfliktu..

M
czwartek, 26 stycznia 2017, 19:02

S-300, S-400 i Panciry w pewnym stopniu zostały zweryfikowane zarówno przez słynny lot Cessny Rusta z lądowaniem na Placu Czerwonym jak i powtarzające się naloty samolotów NATO oraz Izraela na cele w Syrii.

Maras
piątek, 27 stycznia 2017, 01:27

Chłopie poczytaj zanim cos palniesz. Lot tej Cessny byl zauważony i w jakims sensie monitorowany. Ruskim do głowy nie przyszlo że cos takiego moze sie wydarzyć. Parę głow za to spadło.

Nojatotamnwm
piątek, 27 stycznia 2017, 00:04

Za czasów lotu tej Cessny nie było ani S-400, ani Pantsirów :) Ale na twoją logikę amerykańskie Patrioty i lotnictwo NATO były bezradne przeciw MiGowi-23, który w 89 r.odbył samotny lot nad NRF do Holandii :) NATO nie bombarduje rządu syryjskiego, a Izrael od czasu do czasu wypali znad swojego terytorium pociski w stronę Damaszku. Jednak nie jest w stanie wojny z Rosją.

AWU
piątek, 27 stycznia 2017, 07:50

Doskonała analiza ! W kwestii NIFC niewątpliwym sukcesem jest integracja F-35 a zwłaszcza udane testy z integracją do systemu prototypów bezzałogowców stealth UCLASS. Ułomności rosyjskich systemów są powszechnie znane w alianckich kręgach wojskowych, podejrzewam że głównym powodem dla którego nie robi się zbyt wiele w obnażaniu irracjonalności buńczucznych twierdzeń rosyjskiej propagandy jest fakt iż można je spożytkować w procesie negocjacji budżetów obronnych. Rosyjskich umiejętności projektowania pocisków plot nie nazwałbym "mistrzowskimi", historia konfliktów wykazuje że po prostu są w stanie konstruować przyzwoite rakiety czasem nawet zaskakując lecz mocarstwa zachodnie są w stanie błyskawicznie na takie wyzwania reagować, sprowadza się to do "efektywności" rosyjskiej gospodarki będącej jedynie ułamkiem efektywności gospodarek krajów rozwiniętych. Fakt iż rosyjskie systemy zawsze wykazywały niewielką skuteczność przeciw siłom zachodnim, Rosjanie najczęściej tłumaczą brakiem kompetencji personelu użytkownika. W rzeczywistości przez kilka lat w Wietnamie wyrzutnie obsługiwane były przez Sowietów którzy również nadzorowali baterie arabskie podczas konfliktów z Izraelem. Zresztą przykład pocisku SA-2 jest najlepszym potwierdzeniem powyższej tezy. Bardzo dobra konstrukcja, pojawienie się ich wraz z obsługą w Wietnamie w 1965r było niejako zaskoczeniem. W tym czasie Rosjanie uzyskiwali średnio 1 trafienie na 15 odpalonych pocisków. W ciągu kilku tygodni ich skuteczność spadła do 1/30 na wskutek błyskawicznej zmiany taktyki nalotów. Wraz z wprowadzeniem nowych środków EW skuteczność pocisków spadła do 1/48. Gdy w 1972r rozpoczęto bombardowania w ramach operacji Linebacker II skuteczność SAMów wynosiła już jedynie 1/55, operacja zakończyła się kompletną neutralizacją wietnamskiego systemu oplot i zmusiła komunistów do negocjacji pokojowych. Oprócz kwestii technicznych należy również wziąć pod uwagę skostniałą hierarchiczność rosyjskiego systemu dowodzenia, kultury i tradycji wojskowych które co najmniej nie zachęcają do wykazywania jakiejkolwiek inicjatywy (już w armii carskiej "występowanie przed szereg" gwarantowało "awans" na najbardziej niebezpieczny odcinek frontu), dotyczy to również sił zbrojnych ChRL zwłaszcza porównując ze strukturą dowodzenia sił zbrojnych Republiki Chin (Tajwanu).

Romcio
piątek, 27 stycznia 2017, 12:27

Amerykanie wycofali się z w Wietnamu uznając się za pokonanych , a wygląda że było inaczej co jest wielkim odkryciem . Szkoda , że oni o tym nie wiedzieli.

M
piątek, 27 stycznia 2017, 12:07

Warto pamiętać też o kompromitacji radzieckiego wielowarstwowego systemu OPL wspartego lotnictwem obsadzonego przez ok 2500 radzieckich specjalistów w trakcie 10-letniej wojny w Angoli który w żaden sposób nie ograniczył swobody działań SAAF-u.

Draco
wtorek, 6 marca 2018, 23:57

Jak już to kubańskich a nie radzieckich. W tej wojnie ZSRR żadnego udziału nie miało.

yaro
sobota, 28 stycznia 2017, 22:14

Kompleksowy system obrony przeciwrakietowej Moskwy i centralnego regionu przemysłowego zniszczy każdy pocisk wystrzelony w kierunku rosyjskiej stolicy – powiedział na antenie radia Echo Moskwy szef wydziału algorytmów bojowych i programów łączenia systemów obrony przeciwrakietowej Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji pułk. Ilgar Tagijew. — Dotychczas nasz system jest jedynym działającym systemem obrony przeciwrakietowej, który gwarantuje obronę Moskwy i centralnego regionu przemysłowego przed atakami wszystkich istniejących typów pocisków balistycznych przeciwnika średniego i międzykontynentalnego zasięgu z wieloma głowicami — zapewnił rosyjski wojskowy. Jak dodał, skuteczność tego systemu wynosi niemal 100%. - Odnośnie istniejących i przyszłych pocisków balistycznych „krajów trzecich", to nasz system nie ma problemu z ich przechwyceniem — powiedział Tagijew. System znajduje się w stałej gotowości bojowej. Jeśli faktycznie dojdzie do wystrzelenia w kierunku Moskwy pocisków, to w trybie automatycznym wykryje cel, wyodrębni go spośród fałszywych celów, przechwyci i zniszczy na dużej wysokości.

Messtechniker
sobota, 10 czerwca 2017, 02:20

100% sorry , ale jak czytam o 100% dokladnosci to śmiech mine zalewa. Każdy kto choć trochę miał styczności z kontrolą jakości , matrialoznactwem , opracowaniem technologi może tobie powiedzieć iż 100% nie istnieje nigdzie . Jeżeli mówimy o wysokiej dokładności procesu z zachowaniem norm , to masz 96% szansy, że produkt , czynność procesu osiągnie wymagany parametr . Przy skomplikowanych urzadzeńiach obsługiwanych / servisowanych przed ludzi dodatkowo dochodzi czynnik ludzki który te paremtry dodatkowo może zimniejszyć. ps. Strzelając sobie w głowę - nie ma 100% czy człowiek umrze . A tu proszę , skomplikowane urządzenie mechaniczno - elektryczne ma 100% - a ludzie powtarzają takie pierdoły jako pewnik . Szok

niech sie lepiej zastanowia piec razy zanim cos nacisna !
wtorek, 14 lutego 2017, 19:01

Ale zaden ich system nie zneutralizuje MOCNEGO ataku z wewnatrz ! Oczywiste ze nie bede tu opisywal tego o co mi chodzi !

bmc3i
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 08:16

Tak, Pan wie to bez przeprowadzenia jakichkolwiek testów skuteczności i niezawodności tego systemu, ba nawet bez jakichkolwiek testów dyskryminacji prawdziwych głowic od penetration aids.

Davien
niedziela, 29 stycznia 2017, 09:47

Zasieg przechwycenia pocisków balistycznych przez systemy rosyjskie to maks 60km jeżeli nie liczyc antycznego systemu A-135 który właśnie na potęge modernizuja wymieniając chyba wszystkie komponenty, więc niby czym pl Tagijew chce to zrobić. Może znajdz jakies inne zródło niz Sputnik, bo ten zbyt wiarygodny to nie jest:)

jarek
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 14:34

Co potrafią ruskie systemy opl? Okazuje się, że niewiele. A najlepszym przykładem na to nie są wcale wony izraelsko-arabskie, tylko Wietnam. Było to miejsce największego nagromadzenia systemów przeciwlotniczych od II w. św. Przy czym Wietnamczycy stosowali najlepszą dostępną technikę. Efekt? Straty amerykańskie to 0,4% samolotów. Podczas II w. św, gdzie Niemcy stosowali prymitywne działa przeciwlotnicze + myśliwce, było to...4%. Tak więc "wyrafinowana" ruska technika pozwoliła na zadanie strat 10-krotnie mniejszych. Teraz są już nowe systemy, ale są też nowe samoloty i broń przeciwradiolokacyjna + systemy rozpoznawcze. Naprawdę myślicie, że coś się zmieniło? Rosja nadal jest w tyle. W razie prawdziwej wojny, skończyłoby się, jak w Wietnamie. Samoloty NATO robiłyby, co chciały. Jaką wartość mają S-400 w Kaliningradzie w razie wojny? Znikomą! Kaliningrad ze względu na niewielki obszar i płaski teren, to pułapka na szczury. Każdy system ofensywny, czy defensywny zostanie tam bardzo szybko rozpoznany i zniszczony. Ruscy bardzo dobrze o tym wiedzą.

realista
czwartek, 2 lutego 2017, 10:42

Po prostu Rosja jest w elektronice zwyczajnie słaba i to widać. Nie oznacza to oczywiście, że należy ją lekceważyć, bo armia rosyjska ma inne atuty (np. chętnych do walki o nic żołnierzy), ale mówienie o przewadze technologicznej Rosjan w czymkolwiek to zwyczajne nieporozumienie.

maj
wtorek, 31 stycznia 2017, 18:36

0,4% to ile milionów samolotów mieli Amerykanie?

j1
wtorek, 31 stycznia 2017, 11:31

Tak. A najlepszym dowodem na to, że lotnictwo amerykańskie w Wietnamie robiło co chciało, jest około 10 tysięcy utraconych statków powietrznych, w tym dobrze ponad 2 tysiące bojowych strat samolotów w południowo-wschodniej Azji w latach 1962-1973. To są straty, do których USA same się przyznają, nie żadne propagandowe liczby rusko-wietnamskie. Łączne dostawy "najbardziej wyrafinowanej ruskiej techniki" do Wietnamu w latach 1965-1972 wyniosły 82 dywizjony zestawów SA-75M "Dwina", a więc już nie najnowocześniejszych w owym czasie. W 1972 roku - z uwzględnieniem poniesionych strat - OPL DRW posiadała 51 czynnych dywizjonów rakietowych SA-75M, a więc tylko o 10 więcej niż w tym samym okresie posiadały polskie wojska OPK ogółem dywizjonów SA-75M "Dwina" i nowszych S-75M "Wołchow". Lotnictwo wietnamskie miało 4 pułki myśliwskie, w tym 2 uzbrojone we względnie nowoczesne MiG-21 i po jednym na przestarzałych MiG-19 i MiG-17, razem ok. 200 samolotów bojowych. Cała reszta wietnamskiej OPL to były "prymitywne działa przeciwlotnicze" i broń małokalibrowa. Tych sił wystarczyło, żeby straty najsilniejszej armii świata poszły w setki i tysiące samolotów. Takie są fakty, a kto chce, ten niech tworzy bajki i niech w nie wierzy.

Sailor
niedziela, 29 stycznia 2017, 14:46

Rosjanie coraz bardziej technologicznie ostają od zachodu i przepaść się pogłębia dlatego nadrabiają agresywną postawą i dezinformacją. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że te ich systemy nadają się tylko do niszczenia cywilnych samolotów rejsowych. Natomiast wszystkim zwolennikom Rosjan polecam lekturę "Piotr Wielki" Aleksego Tołstoja. Tam jest przedstawiona dogłębnie mentalność rosyjskiego narodu, z którą bezskutecznie walczył Car Piotr. Tam się nic w tej materii nie zmieniło.

maj
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 15:29

Nie jestem zwolennikiem Rosji. Aczkolwiek też nie rusofobem i uważam, że nie ma co lekceważyć Rosjan. Odnośnie Aleksego Tołstoja - to czytałem. Jest tam jeden niuans - jest to opis społeczeństwa rosyjskiego z przełomu XVII i XVIII wieku. Trochę czasu minęło. To jakby Polaków oceniać przez pryzmat "Pana Tadeusza"

przetestować
piątek, 27 stycznia 2017, 04:23

S-200 air defence system polecam na start Rosyjskie systemy przeciwlotnicze sa nie do pokonania Obrona przeciwlotnicza Rosji na dzień dzisiejszy jest nie do pokonania. Do takiego wniosku doszli eksperci zagraniczni. Porównali oni możliwości rosyjskiego systemu obrony przeciwlotniczej i lotnictwa bojowego Stanów Zjednoczonych. Wyniki tych badań opublikowano w dorocznym raporcie australijskiego ośrodka analitycznego „Air Power”

wojna_informacyjna?
niedziela, 29 stycznia 2017, 14:59

Ciekawe połączenie prawdy i niedomówień. Pytanie czy celowe? Niewiedza czy wojna informacyjna? Wspomniana witryna "Air Power" publikuje obszerne i ciekawe analizy ... jednak ostatnie są z 2014 roku (więc chyba nie doroczny, a conajmniej nie aktualny). W opisie systemu S-300 (z 2006) na tej stronie rzeczywiście jest informacja "It is important to note that no F/A-18 variant, nor the Joint Strike Fighter, were designed to penetrate the coverage of the S-300P/S-400 systems. The survivability of these aircraft will not be significantly better than that of legacy combat aircraft." potwierdzająca tezę przedmówcy "że są nie do pokonania" Jednak już kilka linijek dalej: "The B-2A and F-22A were both developed with these threat systems in mind, and are still considered to be the only US systems capable of robustly defeating these weapons. " czyli jednak są do pokonania. Z mojej opinii zainteresowanego cywila wyłania się obraz groźnego, jednak nie "nie do pokonania" systemu. A napewno nie systemu który zniszczy wszystko co latające w promieniu 400 km.

Polanski
piątek, 27 stycznia 2017, 15:33

A ci Australijczycy dane do analizy gdzie zbierali? W necie? Bo ściśle tajnych danych rosyjskich to chyba nie mieli? Jak można porównywać coś o czym się nie wie do czegoś innego? Albo Rosjanie podają możliwości swojej obrony przeciwlotniczej albo je utajniają? Albo albo.

WojtekMat
piątek, 27 stycznia 2017, 09:34

Nie ma systemów nie do pokonania. A co do Rosjan - to oni zawsze mocno zawyżają parametry swojego uzbrojenia.Tak więc analizy oparte o to co deklarują Rosjanie są nic nie warte. Ponadto jak już wspomniano w artykule - te systemy nie są przetestowane. A jeśli dodać do tego tradycyjną radziecka jakość wykonania, to ich faktyczne możliwości pozostają wielką niewiadomą.

Prosty Sołdatmen
czwartek, 26 stycznia 2017, 18:36

Najlepszą reklamą dla S-400 jest fakt, że te zestawy kupiły Chiny, Indie, wspominała o tym także Turcja. No i nikt nie odważył się zbombardować celu chronionego przez S-400, bądź S-300. O to właśnie chodzi, ja tutaj zauważam, że rola obrony powietrznej właśnie na tym polega, że ma ona nie dopuścić wroga nad określoną przestrzeń. Chińczycy mają HQ-9, to niestety nie jest kopia patriota. Z pewnością Chińczycy gdyby uznali że patriot jest lepszy od S-300, to by kopiowali patriota. Natomiast, zawsze można się przekonać, ile ten system naprawdę jest wart. Wysłać jakiś samolot, może być stealth nad północną Syrię lub Kaliningrad, i się przekonać. Zrzucić na te wyrzutnie styropianową bombę, albo chociaż drewnianą, tylko nie wiem, czy taka drewniana bomba nie zrobiłaby komuś krzywdy przez przypadek, to może zostańmy przy tym styropianie, lekko obciążonym, jakimś zgniłym jabłkiem czy coś takiego i można by się tym pochwalić, obalić "mit" S-400. Dziwię się że nie ma chętnych, nawet w Ameryce. Natomiast proszę Państwa, analizując ten artykuł zauważyłem to zdjęcie S-300 w środku ze starą elektroniką. Żołnierz ma tam na ramieniu taką niebieską naszywkę, jest to flaga Kazachstanu, więc nie wiem, można przypuszczać, że Kazachstan ma takie S-300 wyprodukowane w 1975 r., podobnie jak Ukraina, no ale nie wiem, być może Rosja też używa takiej elektroniki, ale nie na taką skalę na pewno jak sugeruje autor.

Mariusz
piątek, 27 stycznia 2017, 12:01

Chińczycy kupili S-400, bo nie mieli szans kupna żadnego innego systemu. To jest chyba oczywiste. Po prostu z braku laku i kit dobry.

b
piątek, 27 stycznia 2017, 11:57

S300 Izrael zaoral assadowi 3 lata temu.

Davien
piątek, 27 stycznia 2017, 10:37

HQ-9 jest krzyżówka systemu Patriot, z którego przejeto elektronike i sposób działania z S-300 z której przejeto rakiety. Jest to zestaw w jednej z odmian nowoczesniejszy od rosyjskich S-300 wykorzystujacy radary AESA czego nawet S-400 nie ma. Chiny kupuja 24 zestawy S-400 co jest ilościa symboliczną i pozyskuja je zapewne by zdobyc technologie rakiet 9M96 i 40N6. Turcja akurat chciała kupic HQ-9 nie S-400 Co do zwalczania stealth-jak radar który ma kłopoty z naprowadzeniem pocisku na B-1B ze 100km ma namierzyc samolot stealth??? Kazachstan S-300 dostał w latach 2014-2015 więc jakim cudem były z poczatku produkcji( wyprodukowano je w 2009 dla Iranu). Nastepnym razem moze sprawdż zanim napiszesz.

R3ne
piątek, 27 stycznia 2017, 00:12

To ze system kupiły Chiny nie jest zadna reklamą. Kupiły go zeby go skopiować. Tak samo jak zrobiły z S-300. Chinczycy nie moga skopiowac patriota bo go nie maja. Nad pólnocna Syrią wszyscy sobie lataja jak chca. Izrael przeprowadzal na S-300 w Syrii naloty w 2014 roku. Zrzucali prawdziwe bomby, nie styropianowe. Zdjecie przestazałego S-300 z Kazachem w srodku przedstawia system rosyjski podczas miedzynarodowych zawodów wojskowych w 2016 roku.

Nojatotamnwm
piątek, 27 stycznia 2017, 00:08

"być może Rosja też używa takiej elektroniki, ale nie na taką skalę na pewno jak sugeruje autor." To się zwie "dowód anegdotyczny"- skoro na zdjęciu jest archaiczny S-300, to każdy inny S-300 w Rosji jest archaiczny!

bolo
czwartek, 26 stycznia 2017, 22:53

Dwa lata temu F 22 latały nad Polską i państwami bałtyckimi. Amerykanie chcieli pokazać Rosjanom ile warta jest ich obrona przeciwlotnicza.

ppp
czwartek, 26 stycznia 2017, 18:26

"Nikt nie wie co tak naprawdę kryją kontenery wyrzutni S-300 i S-400". Przecież Grecja (Cypr) posiada system S-300. Czyli nie powinien być on tajemnicą dla NATO?

Davien
piątek, 27 stycznia 2017, 10:43

S-300 w obu wersjach kupiły tez Stany więc tajemnica to on napewno nie jest dla NATO

Sailor
piątek, 27 stycznia 2017, 02:46

Fajna ciekawa analiza. Tylko tak na marginesie z tekstu wynika, że lotnisko w Pruszczu Gdańskim jest troszkę mniej zagrożone od lotniska w Malborku. Lotnisko w Malborku ma się dobrze, natomiast w Pruszczu Gdańskim przeznaczone jest do likwidacji (chwilowo zawieszonej ale nie anulowanej). Oczywiście z tego lotniska obecnie nie mogą operować samoloty odrzutowe z uwagi na to zabudowę mieszkalną ale śmigłowce sobie spokojnie latają. Poza tym pas startowy musi być wyremontowany bo jest w ruinie ale jako takie lotnisko powinno być utrzymane szczególnie mając na uwadze to co zostało napisane w powyższym artykule.

Smuteczek
piątek, 27 stycznia 2017, 10:19

Prusz Gdanski to było macierzyste lotnisko smiglakow szturmowych .. ktorych za chwilke miec juz nie bedziemy stad tez jego planowana likwidacja.

dropik
piątek, 27 stycznia 2017, 08:34

Malbork to baza lotnicza, ze schronami dla smolotów, a Pruszcz to bardziej lotnisko zapasowe. Poza tym jak wspominałes zabudowa. Ogolnie oba sa niezbyt poręczne dla lotnictwa - nie mowie o smiłgowcach. Podobnie z Minskiem. jednostka powinna sie przeniesc do Sochaczewa - jak dostanie nowe samoloty - ale tam tez potrzebna rozbudowa.

Olo1
czwartek, 26 stycznia 2017, 18:03

Dlatego potrzebna jest"symetryczna" odpowiedz propagandowa o naszych rakietach GROM III M, zdolnych osiągnąć pułap rosyjskich SU , i klepać dookoła wszystkim że takie mamy , czasami jaką fotkę wrzucić na strony militarne ....

Zimon
piątek, 27 stycznia 2017, 14:12

Cypr zakupił S-300 w 1997 roku, wywołując gniewną reakcję Turcji. Pod naciskiem Wielkiej Brytanii i NATO ówczesny cypryjski prezydent Glafkos Kleridis zgodził się na zmagazynowanie tych rakiet na Krecie. W roku 2007 przeszły one formalnie na własność Grecji. Testy przeprowadzone 13 grudnia br. w ramach wojskowych ćwiczeń White Eagle 2013 zostały ocenione jako zakończone sukcesem. Grecja jest jedynym „starym” krajem NATO wykorzystującym rosyjski system przeciwlotniczy S-300PMU1. Początkowo został on kupiony dla Cypru jednak gwałtowne protesty Turcji zmusiły Greków do przeniesienia systemu na Kretę. Składa się on z dwóch baterii wykorzystujących 12 wyrzutni z 96 rakietami. Ze względu na koszty przez 14 lat wykorzystywania systemu nie prowadzono jakichkolwiek testów ogniowych ograniczając się jedynie do symulatorów. Teraz wystrzelenie rakiety stało się tak ważnym wydarzeniem, że obserwował je osobiści grecki minister obrony Dimitris Avramopoulos. Stwierdził on, że „To może brzmi paradoksalnie, ale odpalenie z sukcesem rakiety z systemu S-300 jest sygnałem pokoju i stabilności w południowo-wschodniej Europie i wschodniej części Morza Śródziemnego”. Mamy nadzieję, że w tak ważnym wydarzeniu jak testy rosyjskiego systemu przeciwlotniczego wzięli udział nie tylko Grecy.

szwej
piątek, 27 stycznia 2017, 15:31

Nie tylko S-300 trafiły do Grecji IMHO nie da się też rozpatrywać walki z S-400 bez ,,rozpracowania" systemu Pancyr który u Rosjan odpowiada za ich bezpośrednią ochrne. Jak na razie nie wygląda na to żeby Syryjskie zestawy tego typu stanowiły problem dla Izraela(nie znamy szczegółów ale faktem jest ze ,,efektory" spadają na teren Syrii a Izraelskie samoloty nie spadają) ale Rosjanie to nie Syryjczycy, ponieważ rosyjskie S-400 ,,chowają się" w ,,Latakii"(a Izreal i Rosja nie wchodzą sobie bezpośrednio w paradę) to nie mówimy przy uderzeniach gdzieś pod Damaszkiem o wspólpracy tych systemów, a Rsjanie pewnie analizują dziania i wprowadzają różne kontrposunięcia. Ponoć Izrael miał okazje poćwiczyć z Grekami, nie przez przypadek dopiero teraz po ,,odwróceniu sojuszy" musiało najpierw nastąpić popsucie relacji Izraela i USA z Turcją. Grecy kupili bezpośrednio w Turcji także zestawy TOR i OSA(swego czasu na targach w Grecji ofert integracji z NATOwski IFF prezentowało WZU z Grudziądza). W obliczu kiedyś bliskich relacji Turcji z zachodem nie chcieli się widać uzależniać od zachodnich systemów, i skorzystali z odprężenia po roku 1991. Przy braku ,,głębi strategicznej" i licznym lotnictwie Turków muszą liczyć się z zaskakującym atakiem- Turcy są w lepszej sytuacji bo maja ,,głębie" gdzie mogą rozlokować lotnictwo stąd mocno zaniedbana OPL w ostanich latach rozwój uzbrojenia precyzyjnego dalekiego zasięgu ogranicza jednak to bezpieczenstwo (Iskandery w Syrii czy pozyskanie przez Greków 90 pocisków SCALP). ALe ,,ODWRÓCENIE SOJUSZY" to broń obosieczna Turcja tez posiada mniejszą lub większa wiedzę\ o F-16 czy F-35

Frei
sobota, 28 stycznia 2017, 11:25

A, to już jestem spokojny. Bardzo mnie pokrzepilo. Przypominam, że pocisk 40N6 jest stosowany do niszczenia bardzo wartościowych celów tzn. AWACS i cystern, które latają na dużej wysokości.

b
poniedziałek, 30 stycznia 2017, 16:29

Najpierw musi byc w bateriach.

AspenY
piątek, 27 stycznia 2017, 01:23

Rosjanie nie potrafią konstruować ani radarów AESA ani układów IRS stąd rakiety są naprowadzane półaktywnie. Dopiero efektory S400 (40N6 ?) mają radar aktywny i prymitywne naprowadzanie inercyjne - są prostym odpowiednikiem PAC-3 MSE jeśli chodzi o naprowadzanie. Z tego co można znaleźć w sieci głowica nie jest typu hit to kill tak więc o zdolnościach antybalistycznych trudno tutaj mówić a raczej o zdolności do eliminacji samolotów typu AWACS lub samolotów po za linią horyzontu.

Pożar
piątek, 27 stycznia 2017, 13:25

"Rosjanie chwalą się też np. stosowaniem w systemie S-400 radarów na fale długie – na pasmo L, co może pomóc w wykrywaniu obiektów stealth." Obiekty trudnowykrywalne są takie włąśnie dla radarów pracujących w pasmie L i S. Fale metrowe mają właściwości anti-stealth....

B777
sobota, 28 stycznia 2017, 01:24

Wykryć a precyzyjnie namierzyć to dwie różne rzeczy.

realista
piątek, 27 stycznia 2017, 22:38

I co z tego? Rakiet nimi na tych falach precyzyjnie nie naprowadzisz. A jak "stealth" podejdzie ponizej horyzontu radarowego to nawet te długie fale nic nie dadzą.

Darek
piątek, 27 stycznia 2017, 13:22

Wyścig zbrojeń między USA, Rosją i Chinami gwałtownie wszedł na wyższy poziom. Przy broni hipersonicznej klasyczne rakiety balistyczne mogą wydać się niewinnymi zabawkami. Chodzi o manewrujące pociski szybujące, czyli tzw. glidery, które poruszają się z prędkością wielokrotnie większą niż dotychczasowe rakiety i są praktycznie niewykrywalne dla radarów. W tej sytuacji większość dotychczasowych arsenałów nuklearnych światowych mocarstw może okazać się bezużyteczna, gdyż już w pierwszej fazie wojny silosy rakietowe zostaną zniszczone przez glidery. Wiadomo, że po 4-ch wcześniejszych nieudanych próbach z pociskami hipersonicznymi armia rosyjska przeprowadziła w kwietniu kolejną w ramach projektu o kryptonimie „4202”. Glider Ju-71 w pierwszej fazie został wyniesiony przez międzykontynentalną rakietę balistyczną UR-100N. Po uwolnieniu z niej pocisk osiąga prędkość 11,2 tys. km/h i może samodzielnie manewrować w celu uniknięcia zestrzelenia, a w razie potrzeby wchodzić nawet w przestrzeń kosmiczną. Oznacza to, że jest w stanie uderzyć ładunkiem jądrowym w Nowy Jork po 40 minutach, a w Londyn po 20 minutach od wystrzelenia z Rosji. Ponadto wyposażony w systemy walki radioelektronicznej glider może błyskawicznie przelecieć nad całym terytorium USA, dezorganizując na swojej drodze wszystkie amerykańskie stacje radiolokacyjne. Wytropienie takiego pocisku przez radary jest praktycznie niemożliwe, leci on bowiem na znacznie mniejszej wysokości niż tradycyjne rakiety balistyczne, a następnie trafia w cel z dokładnością do kilku metrów. Podobną broń testują już także Chiny, które przeprowadziły 7 prób ze swoim pociskiem DF-ZF (dawny Wu-14). Według brytyjskiego ośrodka analitycznego Jane’s Information Group, w latach 2020-2025 na wyposażenie rosyjskiej 13 Dywizji Rakietowej trafią 24 glidery uzbrojone w głowice termonuklearne, które w pierwszej fazie lotu będą przenoszone przez nowe międzykontynentalne rakiety balistyczne Sarmat. Co więcej, od dwóch lat Rosja pracuje już nad nowym typem hipersonicznego pocisku o napędzie strumieniowym o nazwie „Cirkon”, który ma osiągać prędkość 12-13 Ma, czyli prawie do 16 tys. km/h – 6 razy większą niż obecne pociski balistyczne. Kolejna próba „Cirkona” również miała miejsce w kwietniu. Jest to prawdopodobnie unowocześniony wariant hiperdźwiękowej rakiety BrahMos, którą Rosja opracowała wspólnie z Indiami. W „Cirkony” o zasięgu 300-400 km mają zostać wyposażone nowe atomowe rosyjskie okręty podwodne piątej generacji „Husky”, które znajdują się w fazie konstrukcji. Cytowany przez „Forbes” amerykański ekspert ds. polityki jądrowej Fundacji Carnegie James Acton ostrzega, że jeśli Rosja wyprodukuje broń hipersoniczną obecne amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej nie zdołają jej powstrzymać. „Podejrzewam, że rosyjskie glidery będą nadzwyczaj skuteczne w pokonywaniu obecnych systemów obrony, takich jak GBMD, które chronią teraz terytorium USA” – ocenia Acton. Amerykanie mają także na wyposażeniu system antyrakietowy THAAD, ale służy on do zwalczania pocisków balistycznych średniego zasięgu, a nie międzykontynentalnych. „Nie sądzę, żeby „Jestem zaniepokojony tym, że Rosja i Chiny nadal wyprzedzają USA w rozwoju technologii pozwalających dokonać szybkiego globalnego uderzenia” – oświadczył w rozmowie z „Washington Times” szef podkomisji ds. działań strategicznych przy Komisji Obrony Izby Reprezentantów Mike Rogers. Również były analityk Pentagonu Mark Schneider ocenia, że amerykański program hipersoniczny ustępuje rosyjskiemu zarówno pod względem skali jak i rozwiązań technologicznych. W reakcji na rosyjskie próby Kongres USA przyjął więc w pośpiechu poprawkę do budżetu obronnego, przeznaczając dodatkowe 23 mln USD na opracowanie projektu broni laserowej nowej generacji zdolnej do strącania rosyjskich gliderów. Eksperci oceniają jednak, że pierwsze próby nowego systemu antyrakietowego odbędą nie wcześniej niż w 2021 r. Stany Zjednoczone rozpoczęły prace nad własną bronią hipersoniczną jeszcze w 2003 r. w ramach projektu Advanced Hypersonic Weapon, wydając na ten cel 2,4 mld USD. W jego wyniku testowane są ponaddźwiękowe pociski o zasięgu do 8 tys. km. O ile jednak Amerykanie koncentrowali się dotychczas nahipersonicznych pojazdach kosmicznych i pociskach do przenoszenia głównie głowic konwencjonalnych, np. do walki z terrorystami lub Koreą Północną, to widać wyraźnie, że Moskwa i Pekin budują je przede wszystkim pod kątem uderzenia jądrowego. Dopiero w reakcji na kolejne rosyjskie i chińskie próby z gliderami w USA przyspieszono prace nad zastąpieniem obecnie używanych pocisków balistycznych ICBM przez pociski hipersoniczne. W odpowiedzi szef rosyjskiej obrony przeciwlotniczej gen. Aleksandr Leonow przyznał, że Rosja intensywnie pracuje nad stworzeniem systemu zdolnego powstrzymać takie pociski. Tak więc już za kilka lat tradycyjna „jądrowa triada” – atomowe okręty podwodne, bombowce strategiczne i rakiety balistyczne – będzie wyglądać zupełnie inaczej i obie strony mają tego pełną świadomość. „Nadchodzi era hiperdźwiękowa. Stany Zjednoczone powinny nie tylko być konkurencyjne w tej dziedzinie, ale osiągnąć przewagę, gdyż nasi wrogowie poważnie traktują te technologie i aktywnie je rozwijają” – apelował kongresman Trent Franks. „Ten kto pierwszy posiądzie broń hiperdźwiękową obali dotychczasowe zasady prowadzenia wojny” – oświadczył rosyjski wicepremier Dmitrij Rogozin, nadzorujący rosyjskie zbrojenia.

FUN USA
sobota, 28 stycznia 2017, 16:59

Prom kosmiczny X-37 latał ponad rok po orbicie, jak myślisz, po co ? cykal zdjęcia do albumu szkolnego, czy jednak amerykanie testowali coś, o czym się wam w Rosji nie śniło...pomyśl trochę towarzyszu. Ps. Broń hipersoniczna w Rosji to śmiech na sali, Próbuja ją stworzyć od kilkudziesięciu lat i nic, podobnie jak Pak-fa, T-14 czy inne ruskie gadżety.

m
sobota, 28 stycznia 2017, 03:01

Takie szybkie obiekty z natury nie mogą być niewykrywalne bo następują zjawiska termiczne.

ArtiDiTu
sobota, 28 stycznia 2017, 01:08

Tak samo można napisać o radzieckich : 1. Bombowcach strategicznych : w "budowie " od 1993 roku ( 24 lata i nawet 1 sztuki ) 2. Myśliwcach nowej generacji ( już juz zamówione, ale nie, jednak nie bo niedopracowane) - 12 lat, 0 szt w linii 3. Nowych czołgach T14 - juz zamówili, teraz mówią o 8 szt do połowy 2017 roku i testach...

Piotr34
piątek, 27 stycznia 2017, 23:25

Rosjanie zawsze duzo zapowiadaja a wychodzi jak Pak-Fa czyli 5 lat pozniej i 5 razy mniej a polowa zapowiadanych zdolnoscit to fikcja.

AWU
piątek, 27 stycznia 2017, 19:42

Rosjanie pracują nad pociskami hypersonicznymi już od lat 80-tych ("gwiezdne wojny" R.Reagana) Skutki są raczej mierne (co zaznacza Jane's) porównując nawet z chińskim Wu-14. Rosyjskie wypowiedzi na temat nowych pocisków i nowego systemu obrony przeciw broni hypersonicznej zostaną zweryfikowane realiami ekonomicznymi zwłaszcza w kontekście konieczności całościowej modernizacji sił zbrojnych.

Polanski
piątek, 27 stycznia 2017, 19:17

Czyli tak naprawdę to nic nie wiadomo o tej broni. Pociski szybujące to bez napędu. Lecą w atmosferze i są jednocześnie niewykrywalne. Maja prędkość 16 tys.km/h i manewrują. Mogą wychodzić w kosmos i wracać czyli maja mozliwość manewru w kosmosie czyli jakieś silniczki korekcyjne. I rzecz najważniejsza, mają na pokładzie taką aparaturę walki elektronicznej, że mogą zniszczyć cały system radarowy przeciwnika na terytorium wielkości Stanów Zjednoczonych. Po co komu jakieś inne bronie? 7 w jednym.

Kowal
czwartek, 2 lutego 2017, 00:04

Nie wiem, czy Państwo zdają sobie sprawę, że jakikolwiek nawet konwencjonalny konflikt NATO - Rosja pozbawiony jest jakiegokolwiek sensu. Europa Zachodnia usiana jest elektrowniami atomowymi. Zniszczenie choć 1 z nich spowoduje poważne skutki także w Rosji w ciągu 1 miesiąca. Mówimy tu o stałym uwalnianiu się materiału radioaktywnego do atmosfery. W sytuacji trwającego konfliktu, powtarzających się ataków rakietowych nikt nie podejmuje środków naprawczych. Powstaje radioaktywna chmura przemieszczająca się w atmosferze. Tak jest w przypadku zniszczenia 1 elektrowni atomowej. W Europie Zachodniej elektrowni atomowych są dziesiątki.

gnago
sobota, 7 października 2017, 13:45

Większość argumentów dotyczy każdego systemu plot. Fizyka i krzywizna Ziemi jest dla wszystkich jednaka

Polon
piątek, 27 stycznia 2017, 13:08

W artykule brak informacji na temat S-300 będącego w posiadaniu Grecji i testowanego przez Izrael. Nasz pomysł na ten system to odpowiednia proca. Grecja udostępniła Izraelowi dla ćwiczeń jego lotnictwa stacjonujące na jej terytorium rakiety przeciwlotnicze S-300 produkcji rosyjskiej, które mogłyby utrudnić ewentualne izraelskie ataki na cele w Syrii i Iranie - poinformował dziś Reuters. Według cytowanych przez niego regionalnych anonimowych źródeł wojskowych i dyplomatycznych sprzedane 18 lat temu Cyprowi, a znajdujące się obecnie na Krecierakiety S-300 aktywowano podczas wspólnych ćwiczeń sił powietrznych Grecji i Izraela na przełomie kwietnia i maja bieżącego roku. Aktywacja ta umożliwiła izraelskim samolotom sprawdzenie, jak działa system przechwytywania celów przez S-300 i jak można zakłócić funkcjonowanie naprowadzającego rakiety radaru. Jak ujawniło jedno ze wspomnianych źródeł, Grecja udostępniła Izraelowi S-300 na żądanie Stanów Zjednoczonych. - Część ćwiczeń obejmowała kierowanie izraelskich odrzutowców na greckie systemyprzeciwlotnicze - powiedział jeden z rozmówców Reutera. Dwaj inni poinformowali, że wśród włączonych systemów był S-300. Przedstawiciele greckich i izraelskich władz wojskowych odmówili potwierdzenia bądź zdementowania tego, że S-300 użyto w ćwiczeniach we wschodniej części Morza Śródziemnego w kwietniu i maju bieżącego roku lub w podobnych ćwiczeniach w latach 2010 i 2012. Zapytany w tej sprawie wyższy urzędnik greckiego ministerstwa obrony odparł: "Obecnie S-300 nie są wykorzystywane operacyjnie". Dodał, iż zgodnie z ogólną polityką Aten innym krajom nie zezwala się na sprawdzanie potencjału tego systemu. Cypr zakupił S-300 w 1997 roku, wywołując gniewną reakcję Turcji. Pod naciskiem Wielkiej Brytanii i NATO ówczesny cypryjski prezydent Glafkos Kleridis zgodził się na zmagazynowanie tych rakiet na Krecie. W roku 2007 przeszły one formalnie na własność Grecji.

Przypierdzielacz
piątek, 27 stycznia 2017, 12:56

Czy prędkość macha dla powietrza nie wynosi w zaokrągleniu 1000km/h? Jak wiec rakieta pokona dystans 400km w minute przy 8 mach? "(dolot do obiektu oddalonego o 400 km nawet przy prędkości 8 Mach zajmuje około minuty)"

prawieanonim
piątek, 27 stycznia 2017, 21:05

Nie prędkość tylko liczba Macha. Liczba Macha nie jest wartością stałą i wynosi ok 1224 km/h przy temperaturze powietrza 15 stopni Celsjusza. Im niższa temperatura powietrza tym niższa wartość liczby Macha.

yol
piątek, 27 stycznia 2017, 19:37

nie, prędkość dźwięku nie jest stała i zależy od gęstości powietrza, czyli jest różna na różnych wysokościach i przy różnych warunkach pogodowych.

zyzio
sobota, 28 stycznia 2017, 18:36

Czy ktoś wie czy w systemach S-300/400 można najpierw wystrzelić pocisk w kierunku prawdopodobnego przyszłego miejsca celu a radar namierzania włączyć później? Czy system patriot też ma taki tryb działania?

Davien
niedziela, 29 stycznia 2017, 10:11

Nie, nie mozna cel musi byc wykryty przez radar wykrywania a w przypadku wszystkich pocisków poza 9M96 także śledzony przez radar naprowadzania. Ż Patriotem jest identycznie. Metoda o której piszesz jes teoretycznie mozliwa tylko w przypadku pocisków samonaprowadzających sie z funkcja LOAL

Antos
piątek, 27 stycznia 2017, 12:46

Minister obrony Grecji Panos Kammenos powiedział agencji RIA Novosti, że jego kraj prowadzi negocjacje z Rosją w sprawie serwisu i zakupu nowych rakiet dla systemów S-300PMU1. Minister potwierdził również wolę jego kraju do kontynuowania istniejących programów obronnych z Rosją. Nie jest jednak pewne czy w obliczu kryzysu budżetowego Grecja wyasygnuje środki na zakup dodatkowych pocisków w Rosji. Minister obrony Grecji Panos Kammenos powiedział agencji RIA Novosti, że jego kraj prowadzi negocjacje z Rosją w sprawie serwisu i zakupu nowych rakiet dla systemów S-300PMU1. Nie wiadomo jednak jak te plany miałyby być sfinansowane w obliczu ogromnego zadłużenia budżetu Grecji. Minister potwierdził również wolę Aten do kontynuowania istniejących programów obronnych z Moskwą. Grecja pozyskała dwie baterie rakiet S-300PMU1 składające się z 2 radarów 64N6E (BIG BIRD D), 8 wyrzutni i 39 rakiet 48N6 o zasięgu ok. 150 km w 1998 roku w wyniku Cypryjskiego Kryzysu Rakietowego. Rosyjski system przeciwlotniczy został pierwotnie kupiony przez Cypr jednak w obliczu ostrej reakcji Turcji, która groziła atakiem na wyspę w razie rozmieszczenia na niej rakiet S-300 pociski finalnie trafiły do Grecji. W zamian Ateny dostarczyły na Cypr inne typy uzbrojenia w tym rosyjskie pociski przeciwlotnicze krótkiego zasięgu Tor M1 i haubice 155 mm. Według oficjalnych informacji pierwszy test S-300PMU1 Ateny przeprowadziły dopiero w grudniu 2013 roku na Krecie. Greckie Siły Powietrzne razem z rosyjskimi S-300PMU1 używają również do obrony na średnich dystansach amerykańskich systemów Patriot. Siły zbrojne Grecji wykorzystują również rosyjskie zestawy krótkiego zasięgu typu Osa i Tor-M1. Proponuję ich opine zamieścić obok naszych wymyślone.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama