Rośnie zagrożenie dla lotniskowców US Navy. Koniec swobody operacji?

25 lutego 2016, 12:52
Czy lotniskowiec USS „John C. Stennis” na Morzu Filipińskim może się czuć bezpieczny? – fot. US Navy

Najnowszy raport centrum analitycznego CNAS (Center for a New American Security) wskazuje, że amerykańskie lotniskowce są coraz bardziej zagrożone przez chińskie i rosyjskie rakiety, co może znacząco ograniczyć możliwość ich operacyjnego wykorzystania. Warto zastanowić się, czy tezy stawiane przez CNAS są prawdziwe.

Według raportu CNAS: „RED ALERT: The Growing Threat to U.S. Aircraft Carriers” nowe zagrożenie znacząco ograniczają możliwość realizowania zadań A2/AD (Anti-access/area denial) przez amerykańską marynarkę wojenną „Dni gdy US Navy miała możliwość swobodnego działania na oceanach zbliżają się do końca”. W pierwszej kolejności zwrócono uwagę ma chińskie, rosyjskie i irańskie prace w systemach przeciwdziałających A2/AD – rakietach przeciwlotniczych, przeciwokrętowych, balistycznych, lotniskowcach i okrętach podwodnych.

Oznacza to, że już niedługo Amerykanie będą zmuszeni do wysyłania swoich dziesięciu obecnie wykorzystywanych lotniskowców w rejony o dużym, zagrożeniu, ryzykując utratę tych cennych jednostek i śmiercią wielu żołnierzy - nie mówiąc już o kosztach materialnych.

Zagrożenie będzie szczególnie odczuwalne w rejonie Azji Południowo-Wschodniej. Tymczasem to właśnie tam Amerykanie zaczynają skupiać swoją uwagę by przeciwdziałać rosnącym w siłę Chinom i zmniejszyć zagrożenie ze strony nieobliczalnej i będącej poza wszelką kontrolą Korei Północnej.

We wnioskach raportu proponuje się więc przeniesienie punkt ciężkości z lotniskowców na inne systemy projekcji siły – w tym przede wszystkim na okręty podwodne i bliżej nieokreślone - bezzałogowe pojazdy podwodne. Platformy te mają bowiem według CNAS większe możliwości w przebiciu się przez zagrożenia i działania w środowisku nadzorowanym przez chińskie i rosyjskie systemy przeciwlotnicze i przeciwokrętowe.

Wskazuje się również na potrzebę kontrolowania przez lotniskowcowe skrzydła lotnicze obszarów o promieniu od 1000 do 1500 Mm, co pozwoliłoby odsunąć zagrożenie (choć jak zaznaczono nie byłaby to jego całkowita eliminacja). Proponuje się dodatkowo zintensyfikować prace nad systemami zwalczania okrętów podwodnych dalekiego zasięgu.

W dokumencie jest jednak zauważalne pewne uproszczenie. W analizie dokonano bowiem oceny możliwości chińskich i rosyjskich rakiet przeciwokrętowych patrząc przede wszystkim na ich zasięg, a nie badając ich rzeczywistych możliwości. Przy takich założeniach okazało się, że chińskie pociski mogą na zachodzie dosięgnąć Turcji i daleko przekraczają linię wysp japońskich na wschodzie.

Pomimo posiadania pewnych wnioski dotyczące możliwości systemów rakietowych budzą wątpliwości. Wspomina się np. o rakietach przeciwokrętowych krótkiego zasięgu YJ-83 lecących z prędkością 0,9 Mach i na wysokości 20-30 m nie zastanawiając się, jakie jest prawdopodobieństwo przebicia się przez amerykańską obronę pocisków z takimi możliwościami.

W raporcie mówi się się również o możliwości przeprowadzenia ataku przeciwko amerykańskim lotniskowcom z różnych platform i różnych kierunków, co może przeciążyć system obrony. Z drugiej jednak strony nie zastanowiono się, czy Chiny posiadają już środki, które byłyby w stanie tak zsynchronizować uderzenie, podchodząc przy tym na odpowiednią odległość do zespołu lotniskowców - silnie chronionych z powietrza, z powierzchni i spod wody. Twierdzenie, że taki atak „mógłby być trudny – jeżeli nie niemożliwy do odparcia” budzi więc wiele wątpliwości.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 58
Reklama
***
sobota, 4 stycznia 2020, 01:31

Zagłuszanie naprowadzania rakiet praktycznie uniemożliwia skuteczny atak na lotniskowce.

maniuś
piątek, 26 lutego 2016, 22:53

Jeśli jeszcze raz mogę się odnieść do powyższego problemu lotniskowców w ogóle - choć niewiele tzn. wojskowo znający się ,ale czytający artykuły dostępne w internecie . Bo jedyne to żródło , w artykule jest przytoczone przewidywania dostępności i bezpieczeństwo lotniskowców Amerykańskich i nie tylko . Rosja począwszy od II wojny światowej zastosowali tzw. KATIUSZE i od tych pierwszych pocisków - które leciały serią i na dalszą odległość, rozwijają jej protoplasty przez lata inaczej nazywane - wydłużając jej lot , jak i zwiększając jej prędkość ? W artykule jest postawiona teza - i z nią trzeba się zgodzić iż największym posiadaczem lotniskowców i najwięcej używających ich w każdym konflikcie gdzie mają dostęp z morza jest Ameryka . Rosja i Chiny - są zainteresowane by je jak najbezpieczniej zneutralizować , i tu nasuwa się pytanie czym i w jaki sposób ? Rosjanie maja najnowszą rakietę zwaną - kalibr . I tu podeprze się z netu : 3M-54 Kalibr (dawniej Klub) – rosyjskie przeciwokrętowe, pociski manewrujące występujące także w odmianach przeznaczonych do zwalczania celów lądowych oraz jako rakietotorpedy ZOP Systemy uzbrojenia Kalibr / Club używają pocisków w różnych kombinacjach, z użyciem różnych platform przenoszenia (np. Kalibr-NK na okręcie nawodnym używa wyrzutnię pionowego startu 3S-14, a Kalibr-PŁ używa 533 mm wyrzutnię torped). Eksportowa wersja systemu występuje w wersjach Club -N,-U,-S,-M,-K,-A. Club-S dla okrętów podwodnych, Club-N dla okrętów nawodnych, rozwijany Club-A dla lotnictwa itp.. W zależności od rodzaju atakowanego celu, systemy obsługują ponaddźwiękowe pociski 3M-54(oznaczenie platformy np. K) bądź poddźwiękowe 3M-54(oznaczenie platformy np. T)1 o przeznaczeniu przeciwokrętowym i 3M-14(np. A) służące do ataku na cele lądowe. W zakresie działań przeciwko okrętom podwodnym, Club-S może zostać uzbrojony w pocisk z torpedą 91RE1, zaś Club-N z 91RTE2. 3M-54(), 3M-54()1 i 3M-14() są pociskami manewrującymi o niskim profilu lotu, natomiast 91R1 i 91RT2 są pociskami o balistycznym profilu lotu. Czyli możliwości mają ogromne że Rosjanie nad nimi dalej pracują chyba nikt nie wątpi ? Jeśli przyjąć że odległość na jaką nam zademonstrowała Rosyjska armia w SYRII jest rzeczywista - odpowiedź nasuwa się sama ? Oprócz tych pocisków mają jeszcze inne . A takie sprzeczanie się to nic nie daje - a tym bardziej obrażanie KOGOŚ to nawet nie przystoi dla dyskusji w forum ? Chyba że mamy z TROLINGIEM ?

pol
poniedziałek, 6 czerwca 2016, 23:23

super cyfry i nazwy - na papierze to mogą mieć wszystko :) a Amerykanie mają " Yeti " podobno jest , ale nikt nie widział :) co do użycia rakiet owych w Syrii , to część spadła na Iran ( nie trafił nawet we właściwy kraj :) ) wiec spokojnie z tymi cyferkami i nazwami. Przypomnę USA ok 600 mld na zabawki rocznie :) i kto tu trolluje ?

Davien
niedziela, 28 lutego 2016, 15:01

W Syrii używali pocisków 3M-14T przeznaczonych do ataków na cele stacjonarne na lądzie nie wersji p-okr. Pociski 3M54 mają zasięg w wersji eksportowej do 290km, w wersji dla wojsk FR 500-600km, więc żadne z nich nie mogą byc wystrzelone do okrętów z dystansu 1500km W pocisku naddżwiękowym taki jest tylko trzeci stopień o zasięgu ok 20 km, wcześniej pocisk jest poddżwiekowy. Przeciwko lotniskowcom Rosja ma inne rakiety o wiele skuteczniejsze od systemu Kalibr np P-700/P-1000, czy rodzinę Ch-22, ale żadne z tych pocisków nie mają zasięgu wyższego niż 600km.

Realista
piątek, 26 lutego 2016, 11:32

Moskit ... traf takiego jednym a przez 8 miecha będzie stał w porcie ... nie zatopisz ale wyłącza ze służby

Davien
piątek, 26 lutego 2016, 15:03

Zobacz zasięg 3M80 a potem się zastanów czy jego nosiciel dotrze tak blisko by go wystrzelić

droma
sobota, 27 lutego 2016, 20:19

potencjal chin jest taki sam jak kacapii wszystko zalezy od zachodu i jest po kontrola chiny to prymitywny folwark zachodu z kupa wirtualnej kasy ktorej wydawanie kontroluje zachod ,roznica miedzy nimi a usa to 30 lat i bedzie sie poglebiac ,nigdy sie nie zbliza nie ten typ gospodarki =krajem rzadza komuchy my to znamy ...

Realizacja
sobota, 27 lutego 2016, 22:39

Jedyny ciekawy komentarz na tym forum. Osobiście uważam, i tak i nie.

tadek
piątek, 26 lutego 2016, 10:35

Amerykańskie bazy blisko CHIN a doszły ostatnio na Filipinach neutralizują zagrożenie dla lotniskowców i powodują konieczność rodziału środków na uderzenia w nie..same USA pozostają daleko od terenu konfliktu ..co powoduje że Chiny wyczerpią w znacznym stopniu siły na ataki na bazy bezpośrednio im zagrażające..taka prawda i nic jej nie zmieni..żadna demagogia niektórych komentarzy

greg
sobota, 10 grudnia 2016, 00:20

Zagrozeniem dla amerykanskich lotniskowcow sa przeciwokretowe rakiety balistyczne, czyli jak sama nazwa wskazuje taka rakieta wchodzi na orbite i spada z ogromna predkoscia 5-6machow w dol, przy takiej predkosci zaden phalanx tego nie zestrzeli

maniuś
czwartek, 25 lutego 2016, 19:03

Być może powtarzam się ale nie wątpliwie jest to temat powiązany CHINY i ROSJA to zagrożenie ? Państwa, dysponujące technologiami, szczególnie takie wielkie mocarstwa jak Chiny i Rosja, (które Pentagon uważa za największe wyzwanie dla sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych), opracowują systemy rakietowe dalekiego zasięgu, które mogą uderzać masowo z kilku punktów. Tego typu broń, (co właśnie jest przyczyną wątpliwości), przy dokładnym zastosowaniu przez wysokowykwalifikowanych pracowników w połączeniu ze środkami wykrywającymi cel w otwartym oceanie mogą zamienić amerykańskie superlotniskowce w mogiły o wartości miliardów dolarów dla tysięcy amerykańskich marynarzy” Rozprzestrzenienie tego typu technologii świadczy o krytycznym stanie amerykańskich lotniskowców , czas Stanów Zjednoczonych minął, kiedy Chiny i Rosja zaprezentowały specjalne rakiety przeciwko lotniskowcom, mogące zniszczyć okręt w odległości do 1,5 tysiąca kilometrów od linii brzegowej. Tymczasem marynarka wojenna podjęła decyzję o zredukowaniu zasięgu lotu rozmieszczonych na lotniskowcu samolotów do 800 kilometrów. Jeśli chcemy atakować przeciwnika tymi samolotami, to siły zbrojne muszą postawić okręty w sferze zasięgu rakiet-„zabójców lotniskowców”. To zadanie staowi fizyczne zagrożenie dla okrętu i dla załogi . konkludując - Obawiam się, że nie wyposażymy najdrożeszego sprzętu wojskowego Stanów Zjednoczonych w technologię, niezbędną do atakowania na duże odległości. Lotniskowiec może przyłączyć się do okrętów z przeszłości jako pływające muzeum i to szybciej, niż byśmy tego chcieli ?

zLoad
piątek, 26 lutego 2016, 08:03

Wogole te lotniskowce to poroniony pomysl. Maja skrzydla a plywaja. Nawsadzac kupe drogich samolotow na okret ktory moze zatopic jedna torpeda. I jeszcze kupa ludzi do tego. Mozna to nazwac "ciekawa idea" hehe W sumie przydatnie jedynie w wyscigu zbrojen jak chce sie wylozyc inny kraj a ma kupe pieniedzy. Trzeba koniecznie nimi swiecic przed oczami chinczykom! Niech sami probuja nabudowac jak najwiecej tego szmelcu, nie beda robic czegos innego w tym czasie.

Davien
czwartek, 25 lutego 2016, 19:26

Panie Maniuś podaj jakie to rakiety ma Rosja o zasięgu 1500km, a nie opowiadaj bajek teraz w tym temacie. Chiny mają ok 20 DF-21D z prymitywnym systemem naprowadzania i niesprawdzonych, więc kitu nie wciskaj, jak się nie znasz.

offtopic
piątek, 19 sierpnia 2016, 12:07

Ale Amerykanie mają HAARP

ito
czwartek, 25 lutego 2016, 18:39

Nawet dziadowskie rakiety YJ83 użyte masowo będą przeciążać system obrony- i ułatwiać zadanie tym bardziej nowoczesnym. Lotniskowce pozostaną potężnymi okrętami- pancerniki do dziś są potężne- ale możliwość wypełniania prze nie zadań będzie systematycznie spadała- a cena rosła- dokładnie tak, jak to się działo z pancernikami. I skończą jak pancerniki- w perspektywie raczej ćwierć niż pół wieku (chyba, że wezmą udział w wojnie- wtedy szybciej).

Davien
czwartek, 25 lutego 2016, 19:29

Tyle że Chiny nie mają jak tych rakiet dostarczyc w pobliże grupy lotniskowca bez wykrycia i odpalić zanim przeciwnik odpowie. Zobacz jaki jest zasięg tych pocisków kontra SM-6 i lotnictwo pokładowe.

ifj3e9
piątek, 26 lutego 2016, 09:35

dziwią mnie wasze komentarze. USA z Chinami, czy Rosją może prowadzić jedynie wojny proxy. Inaczej drastycznie rośnie ryzyko zagłady atomowej całej planety. A wtedy nieważne kto ma rakiety takie czy siakie, o większym czy mniejszym zasięgu, szybsze czy wolniejsze itp.

tadek
czwartek, 25 lutego 2016, 18:26

wszyscy tutaj którzy zakładają słabość Amerykanów piszą tak jakby USArmy i NAVY była pozbawiona rakiet i broni jądrowej..SAME LOTNISKOWCE nie wygrywają wojen ..BAZY AMERYKANÓW dookoła CHIN mają wystarczający potencjał aby zniszczyć CHINY gdyby One spróbowały zaszkodzić Amerykanom w tamtym regionie..

znudzony mało bystrymi
czwartek, 25 lutego 2016, 22:08

Bazy Amerykanów do wokół Chin w pierwszych minutach konfliktu zostaną zmasakrowane rakietami balistycznymi i pociskami samosterującymi. USA twierdzi, że nawet Guam nie jest bezpieczna. To jest właśnie główny problem USA, dlatego USA musi polegać na lotniskowcach a ty, jak zwykle NIC NIE ZROZUMIAŁEŚ Z TEGO ARTYKUŁU.

lucjan
czwartek, 25 lutego 2016, 17:39

Od lat '70 istnieja rakiety zdolne rozwalic kazda grupe. Artykul jest o tym, ze oprocz ruskich mamy tez chinskie i iranskie. Indie tez sie zbroja w tym rodzaju rakiet. Pole oddzialywania jest coraz mniejsze, a ryzyko rosnie. Straty wizerunkowe beda wieksze niz czysto wojskowe - na jedenym lotniskowcu jest 3500 ludzi, reaktor i okolo 50 samolotow. Niegdysiejsze mocarstwo morskie dostalo baty od Argentyny i choc fuksem wygralo, to od tej pory ich reputacja jest zerowa, a pozycja rakiet pokr od tej wojenki wysoka. Gdyby nie chilijski radar i slaba jakosc Exocetow (wiekszosc glowic nie eksplodowala) Marynarka Jej Krolewskiej Mosci zniklaby pod woda. Na dzien dzisiejszy Falklandow nie da sie utrzymac. Brakuje tylko woli do ataku, a raczej pieniedzy.

Podpułkownik Wareda
piątek, 26 lutego 2016, 19:19

lucjan! Lucjan, bez przesady! Co prawda w 1982 roku, Argentyńczykom udało się z zaskoczenia zająć sporne Wyspy Falklandzkie na okres ok. dwóch miesięcy, ale to był ich jedyny sukces w niewypowiedzianej wojnie z Brytyjczykami. Po wysłaniu drogą morską brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego, sytuacja - z wojskowego punktu widzenia - była na tyle klarowna, że Argentyńczycy mogli jedynie pakować manatki i wracać do kraju. Pomimo tego, próbowali walczyć i jak najdłużej utrzymać zajęte Falklandy. Oczywiście, nic w ten sposób nie uzyskali, a jedynie na oczach całego świata - skompromitowali się. Okazało się, że stopień wyszkolenia oraz system dowodzenia (może poza lotnictwem morskim) argentyńskich sił zbrojnych jest żenująco niski i zdecydowanie odbiega od armii brytyjskiej. No ale Argentyńczycy musieli przekonać się o tym na własnej skórze. Brytyjczycy metodycznie obnażali całą bylejakość armii argentyńskiej. Argentyńskie wojska lądowe oraz marynarka wojenna nie miały żadnych szans w starciu z Brytyjczykami. W rezultacie - musieli w niesławie opuścić Falklandy. Ponadto, polityczną konsekwencją - obok wojskowej - był upadek rządzącej krwawo w Argentynie junty wojskowej oraz katastrofalne pogorszenie się sytuacji gospodarczej kraju. Junta argentyńska była oskarżana, między innymi, o masowe łamanie praw człowieka i stosowanie terroru wobec przeciwników politycznych - rzeczywistych i urojonych. Ilość ofiar tego krwawego terroru szacowano w tysiącach! W przeciwieństwie do Ciebie, ja nie wiem, czy w chwili obecnej: "Falklandów nie da się utrzymać oraz czy Argentynie brakuje tylko woli do ataku, czy raczej pieniędzy"? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że w najbliższej przyszłości, Argentyna nie zaryzykuje ponownie konfliktu zbrojnego z Brytyjczykami. Lekcja, którą Argentyńczycy dostali w 1982 roku, wystarczy im na długie lata. Myślę, że z tamtej lekcji wyciągnęli właściwe wnioski. Reasumując, Twoje stwierdzenie, że Brytyjczycy w 1982 roku - "dostali baty od Argentyny i wygrali fuksem" - jest nieprawdziwe i nie ma potwierdzenia w faktach. A propos Twojej tezy, że Wielka Brytania jest niegdysiejszym mocarstwem morskim i od konfliktu z Argentyną o Falklandy - "jej reputacja jest zerowa": rzeczywiście, flota brytyjska nie jest już od dawna tą potęgą morską, jaką była jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym XX wieku, o wiekach wcześniejszych - nawet nie wspominam, kiedy " ... królowała na morzach i oceanach świata, a Admiralicja brytyjska miała zdecydowanie najdłuższe ręce ". No fakt, tamta chwała już minęła. Przyznaję, w tej sprawie jesteśmy zgodni. Ale to absolutnie nie znaczy, że - jak napisałeś - "od tej pory [tj, od zakończenia wojny o Falklandy w 1982 roku - uwaga moja] reputacja brytyjskiej marynarki wojennej jest zerowa". Lucjan, bez przesady!

ito
czwartek, 25 lutego 2016, 18:33

??? "Niska jakość Exocetów"??? Z czterech posiadanych wystrzelono 3 (jeden zdefektował) Zniszczono niszczyciel i transportowiec wraz z frachtem (m.in ponad 20 śmigłowców) O jakim "fuksie" mowa? Marynarka brytyjska miała przytaczającą przewagę nad argentyńską. Wojska- przewagę wyszkolenia, wyposażenia, mimo wszystko dowodzenia- a ponadto żołnierzy argentyńskich pozostawiono na wyspach bez zaopatrzenia. Najgorzej dla Brytyjczyków wyglądała sprawa z lotnictwem- okazało się, że archaiczne Skyhawki i Superenterandy nawet kilkaset kilometrów od baz, wobec dziurawej osłony (grupa lotnicza brytyjskich lotniskowców była bardzo szczupła- tak ze 4 razy mniejsza niż lotniskowców amerykańskich) mogą być śmiertelnie niebezpieczne (patrz np. Antelope), ale było ich mało i bardzo szybko się wykruszały. Tak więc żadnych batów, żadnego fuksa i żadnego przypadku.

Wojtek 39
czwartek, 25 lutego 2016, 18:27

O czym Ty piszesz? Owszem nie wybuchla glowica Exoceta, ktory zatopil Sheffielda ale problem z nzlym ustawieniem zapalnikow dotyczyl bomb a nie rakiet. I Wielka Brytania nie wygrala fuksem tylko dobrym planowaniem oraz wykonaniem i prfesjonalizmem zolnierzy. Tam nie bylop rzypadku. A dzis Argentyna moze jeszcze mniej niz mogla wtedy, ich lotnictwo w porownaniu do tego z lat 80tych jest mniej niz cieniem. Co i tak nie ma przelozenia na to, jak wyglada sytuacja z amerykanskimi lotniskowcami, ktore sa okretami z zupelnie innej bajki.

strażnik_graniczny
czwartek, 25 lutego 2016, 17:22

usa nie ma już przewagi w pierwszym łańcuchu wysp ,jeśli amerykańskie lotniskowce wpłyną pomiędzy Tajwan a kontynentalne Chiny nie mają szans wygrać jednoczesne wystrzelenie 100 -200 rakiet przeciw okrętowych z rożnych kierunków połączone z użyciem lotnictwa było by dla floty zabójcze dochodzą jeszcze stałe bazy intensywnie budowane na spornych wyspach czy rafach ,każda ma potencjał lotniskowca i nie tonie ,nie wspominając o flocie podwodnej do tego Chińczycy taki atak mogli by powtarzać wielokrotnie ,dysponują setkami czy tysiącami rakiet ,wystarczy 1% skuteczność jednocześnie Chiny to tak potężny kraj że aby zdusić obronę potrzeba by wielu tygodni intensywnego wysiłku floty ,nie widzę takiej możliwości aby przy tak silnej obronie i korzystnej dla chin geografii fota amerykańska mogła sobie spokojnie operować na morzu południowochińskim USA miało by szansę w przypadku długotrwałej wojny i nałożenia blokady morskiej ale na oceanie i u wybrzeży swoich sojuszników ale na to świat nie pozwoli bo zbyt wielu handluje z chinami aby sobie pozwolić na takie straty Bartosiak szeroko to opisuje a ja się z nim zgadzam Chiny stały się zbyt potężne ,same w sobie są niezatapialne ,wszystko co jest w zasięgu rakiet i lotnictwa operującego z kontynentu nie ma prawa pływać uzbrojenie może być technicznie o klasę gorsze ale ilość robi swoje ,a na morzu wystarczy jedno trafienie chociażby wojna Argentyna -UK ,wystarczyło aby Argentyńczycy mieli więcej rakiet powietrze-woda i wygrali by wojnę ,mieli raptem kilka szt chyba 4szt czy 5 szt w przypadku Chin możemy domniemywać że tych rakiet mają setki czy tysiące

Senkju
czwartek, 25 lutego 2016, 18:20

Chiny posiadają obecnie na wyposażeniu ok.2942 samolotów ogółem z czego myśliwców i samolotów szturmowych - 1240 szt Lotnictwo myśliwskie CHRL stanowi: j-10 - ok.200 szt, j-11 (kopia rosyjskiego Su-27) - ok 120 szt., Su-30 - ok 76 szt., Su-27 - ok. 69 szt. Pozostałe maszyny to będące jeszcze na służbie samoloty j-7 i j-8 (kopie MiG-21), wartość tych samolotów jest delikatnie mówiąc kontrowersyjna. USA posiada obecnie ok. 13 444 samolotów z czego samych myśliwców i samolotów wielozadaniowych 2308 sztuk. Marynarka wojenna posiada na wyposażeniu ok. 1713 samolotów różnych typów w tym ok 900 myśliwców wielozadaniowych F/A-18 Hornet i F/A-18 E/F Super Hornet, a w przyszłości F-35. Do tego dochodzi jeszcze lotnictwo korpusu piechoty morskiej Marine Corps w liczbie 517 samolotów ogólnie w tym 229 myśliwców F/A-18 Hornet w różnych wersjach. O niezliczonej ilości śmigłowców i samolotów wsparcia już nie wspomnę. To po prostu masakra zważywszy, że ilość przechodzi także w jakość. GDZIE ZATEM JEST TA RZEKOMA PRZEWAGA CHIN? Chiny mają jeden lotniskowiec przebudowany z radzieckiego okrętu i choć budują dwa nowe, to żaden nie będzie ani atomowy, ani wielkością nie dorówna amerykańskim. Z pewnością nie robi tego także rosyjski Kuźniecow, który pamięta jeszcze flotę Związku Radzieckiego. Najważniejsza amerykańska broń to zabierające na pokład około 90 samolotów bojowych lotniskowce atomowe. Lotniskowiec może efektywnie działać daleko od brzegów, na wodach międzynarodowych z daleka od teatru działań. Takich, zdolnych pokonać flotą każdego innego państw na świecie kolosów Amerykanie mają dziś 10. Chiny zdają sobie sprawę z wciąż ogromnej przewagi militarnej Stanów Zjednoczonych. Dlatego zamiast przygotowywać się na pełnoskalowy konflikt zbrojny, który przegraliby z kretesem, chińska strategia jest skrojona podług "mniejszego, ale sprytniejszego celu: wypchnięcia USA z podwórka Chin" - pisał kiedyś "The Week". Pekin od lat pracuje nad szerokim arsenałem asymetrycznych systemów obronnych, projektowanych specjalnie po to, by niwelować przewagę militarną i technologiczną Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie chińscy planiści przygotowują strategię, która miałaby zapobiec amerykańskiemu uderzeniu na cele znajdujące się w głębi terytorium Państwa Środka. Amerykanie określają ją akronimem A2/AD. Taktyka wojenna USA bitwy z użyciem floty morskiej opiera się w pierwszym stadium na przetrwanie ataku przy jak najmniejszych startach własnych, a następnie przeprowadzenie uderzeń w sieć dowodzenia nieprzyjaciela, ograniczenie (eliminacja) jego zdolności do ataków dalekiego zasięgu, a w rezultacie przejęcie i utrzymanie inicjatywy operacyjnej w powietrzu, na morzu, w przestrzeni kosmicznej i cyberprzestrzeni. Drugim stadium (część operacji mogłaby przebiegać równolegle z pierwszym) byłaby kontynuacja kampanii utrzymania inicjatywy we wszystkich tych obszarach, przerwanie morskich linii komunikacyjnych i rozpoczęcie blokady morskiej, utrzymanie własnych zdolności logistycznych oraz (co nie jest już zadaniem stricte militarnym) zwiększenie produkcji zbrojeniowej, zwłaszcza precyzyjnych systemów rażenia. Plan zakłada także włączenie do działań lotnictwa USAF. Cała koncepcja polega na ścisłej współpracy US Navy z jednostkami desantowymi Marines i USAF wdrażających uzbrojenie do zwalczania celów morskich z użyciem międzykontynentalnych uderzeń hipersonicznych. Wszystko ma polegać na zestrzeliwaniu wrogich rakiet balistycznych, samolotów, prowadzić wojnę w cyberprzestrzeni, zakłócać radary itp. Jednocześnie rzucić do walki wszystkie możliwe środki z morza i powietrza. Operacje US Air Force przeciwko elementom np. chińskiej infrastruktury wpłyną na swobodę działania jednostek US Navy. Wyposażone w system Aegis okręty mogą wówczas roztoczyć parasol antyrakietowy nad bazami lotniczymi, a odpalane z jednostek nawodnych i podwodnych pociski Tomahawk znacząco zmniejszyć możliwości wrogiej obrony przeciwlotniczej. Pozwoli to US Air Force na prowadzenie ataków w głębi terytorium przeciwnika przeciwko operującym tam wyrzutniom pocisków balistycznych, stacjom radarów pozahoryzontalnych oraz lotniskom. Wyeliminowanie przez lotnictwo US Navy wrogich myśliwców umożliwi przesunięcie bliżej wybrzeży powietrznych tankowców US Air Force, a w dalszej kolejności wykorzystanie bombowców strategicznych do misji wymuszania blokady morskiej, w tym minowania i patrolowania wyznaczonych rejonów. Amerykanie zdają sobie sprawę, że bitwa powietrzno-morska z Chinami nie byłaby szybką kampanią. Według amerykańskich szacunków sama operacja przywrócenia przewagi powietrznej nad Japonią, kluczowa dla rozpoczęcia dalszych działań, mogłaby potrwać kilka tygodni. Kilkanaście zajęłoby wywalczenie podobnej przewagi nad wodami wewnątrz pierścienia pierwszej linii wysp i uczynienia zeń obszaru "morza niczyjego", na wzór pasa "ziemi niczyjej", znanego z pól I wojny światowej. O kilkumiesięcznej nawet perspektywie mówi się w przypadku działań przeciwko chińskim okrętom podwodnym, trudno również wyobrazić sobie skuteczną, a jednocześnie krótkotrwałą blokadę morską czy gwałtowne (w ciągu kilku tygodni) zwiększenie produkcji zbrojeniowej. Choć w nazwie koncepcji pojawia się słowo "bitwa", jest to całościowa kampania, będąca reakcją post factum na atak nieprzyjaciela.

Mac
piątek, 26 lutego 2016, 15:02

Po gruntownej i rzeczowej analizie wpisów na forum zdobyłem niezaprzeczalną pewność, iż raport CNAS to stek bzdur. Wystarczy, że spece a US Navy zapoznają się z argumentacja zamieszczoną na tym forum i będą mogli spać spokojnie. Zespoły lotniskowców to potęga nie do powstrzymania; Chińczycy niech się boją o swoje tyłki, bo będą mieli je skopane niemiłosiernie; a taktyka amerykańska nie ma i nie będzie miała sobie równych w dziejach całej wojskowości morskiej! Bezpieczny i zadowolony oddalam się miejsce stałej dyslokacji by zażyć błogiego odpoczynku :)

Romek
czwartek, 5 maja 2016, 21:43

Rosjanie do zwalczania grup lotniskowców używają lotnictwa dalekiego zasięgu i w zasadzie problem sprowadza się do wytropienia tych zespołów. Incydenty z rosyjskimi samolotami dalekiego zasięgu wyglądają jakby trenowano atak na zespoły lotniskowców.

magazynier
piątek, 26 lutego 2016, 20:26

Mac po przeczytaniu twojego postu przestałem się bać, że Amerykanie ogłoszą denominację dolara. Za nowego- 100 starych. To rozwiązało by wszystkie światowe problemy. I III wojna światowa byłaby zbędna.

Grójecki Obywatel
piątek, 26 lutego 2016, 18:05

Trzeba jednak pamiętać, że atak na lotniskowiec to już tylko milimetr do wojny na pełną skalę. Do tego na razie nie dojdzie choć czasu nie zostało zbyt wiele. Politycy europejscy i amerykańscy z ich prezydentem na czele muszą się obudzić i zmobilizować do obrony wolnego świata bo temperatura wojenna rośnie.

zLoad
piątek, 26 lutego 2016, 17:37

Amerykanie sa zakladnikami jak bys nie zauwazyl. Uzaleznili sie od taniej chinskiej produkcji.Ameryka niszczy Chiny, nie docieraja transporty handlowe. Ceny produktow w kraju ida w gore bo firmom amerykanskim nie udalo sie konkurowac z tymi z Chin i polikiwidowaly fabryki na terenie kraju. Zamieszki. Destabilizacja. Ludzie nagle rozumieja ze nie sa tak zamozni jak im sie wydawalo.

Riddler
piątek, 26 lutego 2016, 17:08

Nie od dziś wiadomo, że na forum D24 są obecni weterani nie tylko Call of Duty czy Battlefield'a, ale przede wszystkim weterani US Army, US Navy, US AirForce, konstruktorzy samolotów, ludzie znający dokładne specyfikacje sprzętów, mający dostęp do materiałów ściśle tajnych oraz ludzie znający wszystkie możliwe pytania i wszystkie możliwe odpowiedzi.

AXI
sobota, 27 lutego 2016, 10:15

14.09.2014r. na defence24 opublikowano art. o przymiarkach instytucji badawczych w Chinach do badań nad jednostkami superkawitacyjnymi. Hiperszybkie o. podwodne, poruszające się z prędkościami przekraczającymi pod wodą prędkość dźwięku ok.5360km/h (ok.2964 węzły). Jeżeli Chińczykom uda się osiągnąć 10% z tego co planują, to opanują handel morski i lotniskowce zostaną zmarginalizowane z powodów oczywistych. Chińska flota podwodna poruszająca się skrycie z ułamkiem tej prędkości, to (chyba) koniec tradycyjnie rozumianej taktyki floty.

Ares
sobota, 27 lutego 2016, 14:19

Torpedy kawitacyjne mają niewielki zasięg ("szkwał" od 7 000 do 13 000 metrów). Zasięg maksymalny starszych wersji wynosił 2 000 metrów. Dlatego aby skutecznie odpalić torpedę kawitacyjną trzeba blisko podpłynąć do atakowanej jednostki - wada nr 1) . W dodatku sam napęd kawitacyjny jest bardzo głośny -wada nr 2. Dlatego w USA odstąpiono o konstrukcji torped kawitacyjnych wiele lat temu oznaczonych jako Supercavitating High-Speed Body.

kot
czwartek, 25 lutego 2016, 16:02

ciekawe jak się ma DF-21D

zLoad
piątek, 26 lutego 2016, 07:51

Jak dla mnie lotniskowiec jest nie do zabezpieczenia. Zbyt latwo to stracic. Do misji stabilizacyjnych sie nadaje ale do niczego innego. A kosztuje potwornie drogo. I jeszcze kupa ludzi na tym. Okrety podwodne o napedzie atomowym, to jest TO.

pol
wtorek, 7 czerwca 2016, 00:49

to może oświeć mnie kiedy ostatnio stracono lotniskowiec po II wojnie świat. ??? bo nie przypominam sobie takiego faktu , niby taka słabizna :) a jak gdyby , to jak myślisz , jaka byłaby odpowiedz ? :) chyba nie " sorry nic się nie stało " :) przeciwnik mógłby sobie od razu strzelić w łeb ! Przypominam ze mówimy o kraju co wydaje ok 600 mid dolców rocznie na wojsko. A dla porównania Rosja ok 60-70 :):):)

sdf
sobota, 3 marca 2018, 22:52

Amerykanie \"stracili\" 2 lotniskowce atomowe w czasie manewrów z udziałem francuskich okrętów podwodnych.

Senkju
piątek, 26 lutego 2016, 14:33

Samymi okrętami podwodnymi nie da się wygrać z przeciwnikiem dysponującym nowoczesną flotą wyposażoną w zaawansowane systemy ZOP. Lotniskowce to wciąż symbol morskiej potęgi i są wykładnikiem zdolności floty do działań globalnych. Okręty te mają ciągle wiele zalet. Po pierwsze, trudno jest je zatopić, znacznie trudniej niż inny okręt nawodny. Naprawdę jedna torpeda czy rakieta nie wystarczą - to wyjątkowo infantylne myślenie. Nie wystarczą nawet do ograniczenia zdolności do wykonywania operacji bojowych. Po drugie, nie działają w próżni. Oprócz gwardii przybocznej - w postaci własnych samolotów i śmigłowców oraz okrętów bezpośredniej osłony z grupy uderzeniowej - do ich ochrony US Navy może użyć praktycznie całego swojego arsenału: od floty nawodnej i podwodnej, przez samoloty patrolowe, samoloty bezzałogowe, po wywiad i satelity. Lotniskowce nie są zatem bardziej podatne na ataki niż jakiekolwiek inne okręty nawodne. Po trzecie, od pocisków które im zagrażają np. chińskich rakiet DF-21D mogą być tak daleko, jak tylko pozwala na to zasięg ich samolotów (powiększony przez ewentualną możliwość tankowania w powietrzu). Po czwarte, dzięki napędowi atomowemu, praktycznie nigdy nie muszą zawijać do portów, co zwiększa ich bezpieczeństwo.  Lotniskowce jako rodzaj broni też nie zatrzymały się w rozwoju. Projektowane są teraz tak, aby przetrwały bezpośrednie uderzenia w pokład czy kadłub, mają opancerzenie kewlarowe, są wyposażane w najnowocześniejsze radary, systemy zakłócania elektronicznego oraz bezpośredniej samoobrony przed atakiem zarówno samolotów, jak i rakiet przeciwokrętowych. To zatem wciąż nowoczesna broń, która z pewnością sprosta wyzwaniom współczesnego pola walki. 

sdf
sobota, 3 marca 2018, 22:54

Wystarczy jedna torpeda z głowicą atomową, trafiony może być jakikolwiek okręt z grupy lotniskowcowej.

indiana
środa, 8 maja 2019, 01:18

Rosjanie takie torpedy mają,z głowicą atomową.

marek!
czwartek, 25 lutego 2016, 15:54

czy ktokolwiek zdaje sobie sprawe z potegi jednej grupy lotniskowcowej? a co dopiero z kilku........... zatopic jeden lotniskowiec, od biedy sie da - atak z zaskoczenia w czasie pokoju....... Artykul fajny, sam mialem okazje ogladac w kompie pojedynek artyleryjski Missouri vs Yamato....pouczajace jak walka modliszki ze skorpionem......

franca
czwartek, 25 lutego 2016, 18:15

Siła uderzeniowa jest bardzo duża. Faktem jest też, że podczas ćwiczeń udaje się je "zatopic". Sama marynarka US zdaje sobie sprawe z realności zagrożeń. Dlatego np. pomysł, by używać UCAV jako tankowce dla samolotów. Bo im dalej od brzegu, tym bezpieczniej.

Victorinox
piątek, 26 lutego 2016, 14:21

Jak ukończymy ORP GAWRON to wejdzie w skład ubezpieczenia floty pacyfiku jako osłona przeciwlotnicza,przeciwrakietowa i przeciwpodwodna.Przez 16 lat napchalismy tam tyle systemów ,że podobno okręt o 2 sekcje mają przedłużac.1xII 23mm Wróbel bo KDA .....gdzieś jest.2x12,7mm i 2x30mm i drużynka p.lot GROM.Jest to okręt wszechstronny.

Al.S
piątek, 26 lutego 2016, 02:58

"Z drugiej jednak strony nie zastanowiono się, czy Chiny posiadają już środki, które byłyby w stanie tak zsynchronizować uderzenie, podchodząc przy tym na odpowiednią odległość do zespołu lotniskowców". Panie komandorze, nie wierzę że to jest pańskie prywatne zdanie. Przecież jako fachowiec od spraw morskich, doskonale pan wie, że Chińczycy właśnie budują swoje nowoczesne siły morskie, realizując krańcową inną filozofię od stosowanej przez Amerykanów. Siła ich floty nie opiera się na pojedynczych jednostkach o potężnych możliwościach projekcji siły - jak amerykańskie lotniskowce, tylko jest rozproszona wśród mniejszych okrętów, koordynujących swoje działania w środowisku sieciocentrycznym. Taką filozofię widać choćby po realizacji programu około stu szybkich okrętów rakietowych, katamaranów Type022 Houbei. Siła ognia i świadomość taktyczna pojedynczego okrętu jest oczywiście symboliczna, ale flotylla złożona powiedzmy z ich dwudziestu, jeśli dostanie informacje o celu ataku poprzez link wymiany danych - z samolotów AEW&C, satelitów, albo realizowanego obecnie w Chinach programu sieci radarów pozahoryzontalnych, jest w stanie wystrzelić salwę 160 (!) pocisków przeciwokrętowych C-805, która przeciąży możliwości każdego systemu obrony. Oficjalnym ich zasięgiem jest 500 km, ale pamiętajmy o niedawnej niespodziance, jaką światu sprawiły rosyjskie pociski Kalibr. Niewielka zmiana na plus oznacza, że będą mogły być odpalane spoza zasięgu lotnictwa pokładowego lotniskowców. Poza tym są to jednostki niewielkie, o cechach stealth i szybkie, a ich niewielkie zanurzenie umożliwia im bazowanie w niewielkich portach rybackich, a nawet korzystanie ze szlaków żeglugi rzecznej. Można założyć. że takimi okrętami Chińczycy mogliby zaryzykować nawet wejście w zasięg lotnictwa pokładowego grupy lotniskowca. Zachodni analitycy (np Cdr. John Patch z USNIP, Jane's) są zgodni, że jednostki te będą bardzo trudne do upilnowania, a przez to niebezpieczne. Ale te małe okręty odgrywają jedynie rolę komplementarną wobec większych jednostek. Takich jak fregaty typu O54A, które operując w obszarze wysp wewnętrznych, będą mogły liczyć na lokalną przewagę powietrzną, zapewnianą przez lotnictwo bazowania lądowego, a także eskortę konwencjonalnych okrętów podwodnych. Do 22 jednostek tego typu tego dochodzą niszczyciele typu 052D, o porównywalnych możliwościach z amerykańskimi A. Burke, które niebawem znajdą się w PLAN w liczbie 12 jednostek, oprócz tego w służbie jest już 25 nowoczesnych korwet typu 056. To już dziś jest licząca się siła, będąca w stanie wystrzelić chmarę pocisków przeciwokrętowych, do tego dysponująca nowoczesnymi środkami obserwacji i łączności, a także przeciwdziałania ewentualnym atakom. A przecież miarę upływu czasu nasycenie nowoczesnymi jednostkami będzie się w chińskiej flocie jeszcze zwiększać. Nawet jeśli dziś nie można z całą pewnością powiedzieć, że Chińczycy "już posiadają środki", to będą je wkrótce mieli.

Davien
piątek, 26 lutego 2016, 15:07

Niszczyciel typu 052D nie jest porównywalny z typem Burke, chocby z uwagi na słabsze uzbrojenie, miał być jego odpowiednikiem we flocie Chin, ale jak na razie to jest ich tylko 4 a ich system radarowy niewiadomo czy jest chociaż porównywalny z AEGIS.

magazynier
piątek, 26 lutego 2016, 01:30

YJ83 plus drony- kontra SM-6. Kowboje zużywają cenne rakiety. Czy uda im się uzupełnić zapasy na morzu? Zdążą opuścić rejon działań? AWACS i satelity GPS- Chińczycy sobie z tym już radzą . Broń elektromagnetyczna sprawi, że bitwa będzie przypominać tę z II wojny światowej. Ze skasowanymi komputerami nic nie ruszy. O chińskich hakerach nie wspominam, a to będzie wojna w cyberprzestrzeni. Nowy Jork, Los Angeles bez prądu, a rozwój wydarzeń.

Davien
piątek, 26 lutego 2016, 15:10

600 Tomahawków uderzających naraz w chińskie bazy i niewiele zostaje chińczykom sprzętu, a to tylko 4 OP je odpalą, nie licząc całej reszty. Jak na razie to Chiny mogą pomarzyć o atakach na satelity GPS

tak sobie myślę
czwartek, 25 lutego 2016, 14:43

Rosyjskie rakiety Cyrkon mają mieć prędkość ponad 5 Machów. Podobnie BrachMos II (mówi się nawet o 7 Mach). Co jeśli Chiny też zyskają takie możliwości? Jakoś nie widzę w arsenale zespołu lotniskowca nic, co mogłoby obronić przed atakiem choćby jednej, a nie mówiąc o równoczesnym ataku kilku takich rakiet. Lotniskowce na Morzu Chińskim nie będą mieć "silnej ochrony z powietrza" bo całe to morze jest w zasięgu chińskiego lotnictwa myśliwskiego, a lotniskowiec ma ograniczoną ilość maszyn. Ewentualny napastnik musi się zająć parą dyżurną w powietrzu + kilkoma sztukami która się uda (jak się uda) awaryjnie poderwać z lotniskowca, następnie (albo równocześnie) rozwali też AWACSa i cała obrona lotniskowca będzie mieć zasięg tylko horyzontu radarowego na pokładach okrętów ochrony. A to nie wystarcza nawet na dzisiejsze rakiety przeciwokrętowe. I podwodna osłona też na niewiele się zda, jak Chiny na tym morzu rozmieszczą np. minotorpedy. Niestety, ale tak jak po Zatoce Kalifornijskiej żadna flota przeciw USA nie ma szans się stawiać, tak nie do podważenia jest, że na Morzu Chińskim w zasięgu bazującego na lądzie chińskiego lotnictwa panują obecnie Chiny i czy się to USA podoba czy nie US Navy nie jest obecnie w stanie tego zmienić.

Davien
czwartek, 25 lutego 2016, 19:37

Po pierwsze rakiet o których piszesz jeszcze nie ma, a co do obrony to system ABM radzi sobie z pociskami balistycznymi, które sa jeszcze szybsze. Jeżeli chcesz wysyłać chińskie mysliwce do walki w zasięgu SM-6 okrętów eskorty to powodzenia, szybko ci się samoloty skończą,

Senkju
czwartek, 25 lutego 2016, 17:04

Flota USN organizuje się w Lotniskowcowe Grupy Uderzeniowe składające się z 1 lotniskowca w skład którego wchodzi ok. 90 samolotów i śmigłowców takich jak samoloty walki elektronicznej EA-18G Growler, wczesnego ostrzegania E-2 Hawkeye, myśliwce F/A-18E/F Super Hornet i wkrótce F-35 Lightning II, oraz różnego przeznaczenia środki bezpilotowe. Do flotylli LGU należy 10 jednostek eskortujących w postaci krążowników rakietowych uzbrojonych w broń ofensywną i defensywną w postaci systemów AEGIS, niszczycieli oraz dwóch atomowych okrętów podwodnych przecierających szlag daleko przed lotniskowcem i jego eskortą, wyposażone są w bardzo zaawansowane i bogate wyposażenie służące obserwacji i nasłuchowi. Dodatkowo okręty podwodne klasy Virginia wyposażone są w niewielkie podwodne pojazdy bezpilotowe, które dodatkowo mogą prowadzić nasłuch. Uzbrojone w torpedy, minotorpedy i pociski manewrujące stanowią doskonałą osłonę LGU. Ten najnowocześniejszy obok Seawolfa na świecie wielozadaniowy okręt podwodny jest wręcz naszpikowany eletroniką, może odpalić salwę 16 rakiet Tomahawk do 16 różnych celów jednocześnie. To wystarczająca siła aby zniweczyć każdy zamiar próby zniszczenia okrętu czy lotniskowca floty US NAVY. Środki wczesnego wykrywania wrogich obiektów pozwalają utrzymywać je na dystans. Poza zasięgiem rażenia ich torped czy rakiet.. W dodatku flota US Navy dysponuje zintegrowanym systemem kierowania ogniem NIFC-CA czyli połączonymi w sieć wymiany danych wszystkich jednostek morskich, powietrznych i satelitarnych. Wszystkie te jednostki mogą nie tylko wymieniać się informacjami o wrogich jednostkach podając dane do strzelania rakietami OTH (Over-The-Horizon) ale ostrzegać siebie nawzajem o zagrożeniach np. nadlatujących rakietach sea-skimmer. Plan USN zakłada także włączenie do działań lotnictwa USAF stacjonującego w bazach USA w pobliżu ewentualnego konfliktu. Kompleks wyrzutni VLS (Vertical Launching System) model Mk 41 niszczyciela typu Arleigh Burke złożony został z czterech, a kompleks rufowy z ośmiu ośmiokontenerowych modułów. Każdy kontener mieści jedną rakietę, co oznacza, że łączna liczba przenoszonych pocisków wynosi 96 sztuk. Z czego część dziobowa mieści 32 rakiety, a rufowa 64. Zwykle jedna jednostka typu Arleigh Burke uzbrojona jest w 74 rakiety przeciwlotnicze i przeciwrakietowe. Pozostałe kontenery w modułach przeznaczone są dla pocisków manewrujących i rakietotorped. W przypadku krążowników Ticonderoga liczba rakiet gotowych w każdej chwili do odpalenia wynosi 122 (po 61 rakiet w części rufowej i dziobowej).. Przedrzeć się przez taką zaporę obrony jest sztuką nie lada. Dlatego trudno nie przyznać racji autorowi artykułu w kwestii wątpliwości co do sedna raportu CNAS. Zazwyczaj takie raporty opracowuje się niejako "na wyrost", aby obudzić decydentów d/s bezpieczeństwa ze snu o posiadaniu bezwzględnej przewagi na morzu, ponieważ taki stan wcale nie oznacza, że ma trwać wiecznie.

djr8h
czwartek, 25 lutego 2016, 16:11

wygenerowanie silnego impulsu elektromagnetycznego, dodatkowo osłona magneto-elektryczna, osłona wizualna, zakłócanie systemu naprowadzania, wskazywanie fałszywych celów itp.

dropik
czwartek, 25 lutego 2016, 15:55

Operacje Pustynna burza wspierały 3 grupy lotniskowców z 6 lotniskowcami. Gdyby planowano jakis konflikt z nimi to z pewnością nie mniejszą siłą. Scenariusz który opisałeś jest zbyt prosty żeby można było sobie poradzić z taką siła. A cieżko sobie wyobrazić żeby ktoś chciał grozić Chinom szabelką (jeden lotniskowiec). Duze Awacsy z Japonii mogą spokojnie wspirać amerykańską flotę na morzach w pobliżu Chin

Bartek
czwartek, 25 lutego 2016, 15:44

Upraszczasz sprawę i to bardzo. W Japonii masz 50 tyś żołnierzy Amerykańskich i kupę sprzętu samoloty systemy przeciwlotnicze itp. Kolejna spraw Korea południowa która ma bardzo dobrze funkcjonującą armie. Jaki kolwiek atak na grupę lotniskową spowoduje błyskawiczną reakcje wojska. strzelanie z broni precyzyjnej oprócz celności niesie ze sobą gigantyczne koszty. A blokada gospodarcza dla chin po ataku na nie to murowana rozpierducha wewnętrzna. Także aby doszło do ataku trzeba naprawdę zrypanego przywódcy. Bardziej niż Chin obawiał bym się popaprańców z Północnej Koreii.

Mike
czwartek, 25 lutego 2016, 15:21

Każdy lotniskowiec pława w obstawie przynajmniej 1 kążownik + 2 niszczyciele lub 2 krążowniki + 1 niszczyciel. Nie liczę fregat i okrętó podwodnych 3 duże okręty przeciwlotnicze to są trzy radary AESA, trzy systemy AEGIS i setki pociskó przeciwlotniczych i przeciwrakietowych. Amerykanie spokojnie mogą wystrzelić 10 przeciwrakiet na jedna chińską lub rosyjską rakietę przeciwokrętową a i tak nie zabraknie osłony. Tak że zespoł lotniskowca jest obecnie najlepiej chroniony przed samolotami i rakietami. To już wieksze szanse by miał wrogi okret podwodny na trafienie lotniskowca niż rakiety przeciwokrętowe przebić sie przez ścianę kilkuset rakiet z krążowników i niszczycieli.

tadek
piątek, 26 lutego 2016, 13:52

jeśli takie krytyczne komentarze wobec amerykańskich lotniskowców to tylko zapytam dlaczego Chińczycy aż z takim samozaparciem próbują budować swoje własne ?czyżby nie czytali tegoż artykuł i komentarzy domorosłych fachowców tutaj.?

Anglosaxons
sobota, 27 lutego 2016, 22:45

Kiedyś czytałem bardzo ciekawy artykuł na temat możliwości Chin do przewodzenia światem. Morał jest taki, że kapitał rządzi światem. Kapitał lubi spokój i bezpieczeństwo. Kapitał nie lubi państw gdzie jedna decyzja starosty/gubernatora może zabrać Twoją fabrykę i miliony na koncie. Chyba, że ty czytelniku lubisz ryzyko.

Przemo
sobota, 27 lutego 2016, 00:00

Największym zagrożeniem dla potęgi morskiej USA, jest potencjał ekonomiczny i naukowy Chin. To że nie mają w tej chwili Chińczycy broni, którą mogliby wygrać panowanie na morzu, nie znaczy że nie będą mieli za pięć lub dziesięć lat. Mają potencjał naukowy, mają potencjał ekonomiczny żeby sfinansować zakup i maja potencjał przemysłowy żeby wyprodukować.

Kris
niedziela, 19 lutego 2017, 12:21

Jaki potencjał naukowy człowieku. Niemal całą Chi skąd technika wojskowa opiera się na przerobkach rosyjskiej technologii i kradzieży lub kopii amerykańskiej. Trzeba jednak przyznać, że podrobione nie znaczy gorsze, a siła amerykańskiej armii polega właśnie na przewadze technologicznej, której nie może stracic

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama