Reklama
Reklama

Najemnicy i gra na dwa fronty. Rosja zwiększa zaangażowanie w Afryce [ANALIZA]

17 sierpnia 2019, 11:53
FACA_Bangui_2018
Fot. VOA/Freeman Sipila/domena publiczna

Zaangażowanie militarne Rosji w Afryce, gdzie Moskwa wykorzystuje rosyjskie firmy kontraktowe, przeważnie wynika z wykorzystywania okazji stworzonych w wyniku błędów Zachodu. Rosja, wypełniając próżnię, stara się wziąć udział w rywalizacji neokolonialnej, której stawką są zasoby naturalne oraz kontrola szlaków transportowych i potencjału demograficzno-migracyjnego. Nierzadko gra jednak na dwie strony.

Republika Środkowoafrykańska jest najlepszym przykładem tego, jak błędne kalkulacje postkolonialnego mocarstwa patronackiego, w tym wypadku Francji, doprowadziły do utraty kontroli nad tym krajem i otwarcia drzwi dla rosyjskiej infiltracji. Stawką w tym wypadku są, przede wszystkim, środkowoafrykańskie złoża diamentów i złota, a także zasoby ropy i uranu, eksploatowane dotychczas w niewielkim stopniu, oraz sprzedaż rosyjskiej broni dla tego kraju. W dalszej perspektywie może to być jednak również brama do ekspansji do innych, większych i bardziej zasobnych krajów, takich jak choćby sąsiednia Demokratyczna Republika Kongo.

Kluczem otwierającym Rosji drzwi do poszczególnych krajów afrykańskich jest ich niestabilność wewnętrzna i resentymenty wobec Zachodu. Rosja jest państwem, które nie odegrało żadnej roli w wyścigu kolonialnym końca XIX i pocz. XX w., co wiąże się dla niej zarówno z plusami (brak kolonialnego obciążenia), jak i minusami (brak kulturowych wpływów – np. język rosyjski, w przeciwieństwie do francuskiego, angielskiego, hiszpańskiego i portugalskiego, nie jest urzędowy w żadnym z państw afrykańskich). Należy jednak pamiętać, że w okresie postkolonialnym Afryka była jedną z aren rywalizacji między Zachodem i ZSRR o wpływy, przy czym, w przeciwieństwie do Europy, tu Zachód nie odgrywał roli protektora ruchów wolnościowych (czasem wręcz przeciwnie). Tymczasem ZSRR, który generalnie przegrał zimnowojenną rywalizację w Afryce postkolonialnej (pomijając Afrykę Płn., Angolę i krótkotrwałe wpływy w niektórych innych państwach np. Kongo-Zairze za Patrice’a Lumumby), zyskał jednak w niej wpływ na lewicowe ruchy i ściągał afrykańskich studentów na uczelnie w ZSRR i innych państwach bloku wschodniego. Innymi słowy, w większości państw afrykańskich Rosja może wywoływać konotacje neutralne lub nawet pozytywne, a w wielu z nich dysponuje potencjałem ludzkim w postaci wykształconych na terenie bloku wschodniego elit.

RŚA to państwo, które doskonale nadaje się na poligon doświadczalny rosyjskiej ekspansji w neokolonialnym wyścigu, trwającym obecnie w Afryce, którego liderem są - dotychczas - Chiny. Azjatyckie mocarstwo preferuje jednak kraje znajdujące się pod stabilną dyktaturą, gdyż z jednej strony (przynajmniej obecnie) stara się nie angażować militarnie, z drugiej zaś pozwala mu to dyskontować rosnące opory Europejczyków przed współpracą z dyktatorami. Korzystanie przez Rosję z „zielonych ludzików” daje jej natomiast przewagę w krajach głęboko zdestabilizowanych, z aktywnymi lub tlącymi się konfliktami wewnętrznymi. Tymczasem RŚA to państwo małe, którego ludność liczy niespełna 5 milionów, o jednym z najniższych na świecie dochodów per capita (wg wielu statystyk zajmuje ono ostatnie miejsce), o rachitycznych siłach zbrojnych (szóste miejsce od końca w rankingu Global Firepower) i całkowitej destabilizacji wewnętrznej. Całkowita wartość eksportu RŚA wyniosła w 2017 r. raptem 62 miliony usd, co dało jej 192. miejsce w rankingu światowych eksporterów. Faktem jest jednak to, że środkowafrykańskie diamenty są przedmiotem niekontrolowanego i nieewidencjonowanego eksportu (przemytu). Dlatego RŚA pozostaje jednak atrakcyjnym i łatwym łupem dla takiego kraju jak Rosja. Zwłaszcza, ze relacje tego państwa z jego tradycyjnym patronem, czyli Francją, skomplikowały się w 2012 r.

image
Fot. hdptcar/CC BY-SA 2.0

Środkowa Afryka znalazła się pod kolonialnym władztwem Francji w ostatniej dekadzie XIX w. W 1960 r. jako Republika Środkowoafrykańska zyskała niepodległość, ale kolejni jej przywódcy byli zależni od Francji, często korzystali z jej pomocy wojskowej lub zawdzięczali jej swoją inwestyturę (a czasem również obalenie), wreszcie pozostawali, jak słynny „cesarz” Bokassa, w zażyłych stosunkach z francuskimi przywódcami.

W marcu 2013 r. francuski prezydent Francois Hollande odmówił jednak ówczesnemu przywódcy RŚA Francois Bozize wsparcia militarnego w celu odparcia ataku muzułmańskich rebeliantów z Seleki, co doprowadziło do obalenia Bozize i wybuchu wojny domowej, a także czadyjskiej interwencji.

Muzułmanie oficjalnie stanowią obecnie w RŚA około 10-15%, ale w ostatnich kilkunastu latach nastąpił gwałtowny wzrost ich liczebności, co jest wynikiem coraz bardziej intensywnej migracji muzułmańskich nomadów z sąsiednich Sudanu i Czadu do północno-wschodniej części RŚA. Znaczna część środkowoafrykańskich muzułmanów należy przy tym do potężnego, nomadycznego plemienia Fulani, liczącego około 150 mln osób i rozsianego po niemal dwudziestce krajów Sahelu. Fulani, którzy mają przedkolonialne tradycje państwowe, znani są ze swoich bojówek, milicji i oddziałów rebelianckich, a także związków z dżihadyzmem.

Fulani odgrywali również istotną rolę w ataku Seleki na Bangui w latach 2012-2013, który doprowadził do upadku Bozize i krótkotrwałego przejęcia władzy przez Selekę. Nie bez znaczenia dla takiego rozwoju sytuacji miał fakt, że Czad, który po cichu popierał Selekę, jest jednym z najważniejszych obecnie afrykańskich partnerów Francji i Paryż potrzebował pomocy tego kraju dla swej interwencji w Mali. Tymczasem reakcją środkowoafrykańskich chrześcijan było stworzenie bojówek anti-balaka, których stosunek do Francji był od początku bardzo negatywny. Natomiast po utracie władzy w Bangui przez Selekę nastąpiła próba secesji północno-wschodniej części RŚA (bogatej w ropę i uran) jako Republiki Logone (zwanej też państwem Dar al. Kuti).

W takich warunkach trudno się dziwić, że gdy w marcu 2016 r. wybory prezydenckie wygrał Faustin-Archange Touadera, który do stycznia 2013 r. (dwa miesiące przed przejęciem władzy przez Selekę) był premierem RŚA, to nowa głowa państwa nie ufała zbytnio Francuzom (i Zachodowi w ogóle) i zaczęła szukać nowego protektora militarnego. Trudno się też dziwić, że szybko zgłosili się Rosjanie, którzy w 2017 r. zyskali w dodatku aprobatę ONZ na wsparcie środkowoafrykańskiego rządu i wyłączenie spod embarga na dostawy broni do RŚA. W sierpniu 2018 r. Rosja podpisała więc umowę o współpracy militarnej z RŚA i, poniekąd, otworzył się dla Rosji dostęp do środkowoafrykańskich złóż i ewentualnej dalszej ekspansji.

Wsparcie dla Touadery zapewnia obecnie około 250 kontraktorów rosyjskich. Tworzą oni również osobistą ochronę prezydenta, a Rosjanin został doradcą ds. bezpieczeństwa. Modus operandi Rosji nie opiera się jednak na dążeniu do stabilizacji i wygaszania konfliktów, gdyż to przyciągałoby konkurencję. I nie chodzi tu wyłącznie o Europejczyków i Amerykanów, ale przede wszystkim o Chińczyków, którzy raczej unikają angażowania się w zbrojne konflikty. Tymczasem wiele wskazuje na to, że Rosja ma ambicje rywalizowania z Chinami o wpływy na Czarnym Lądzie. Oczywiście, obecnie brzmi to dość nierealnie, zważywszy na zakres obecności chińskiej, ale Rosjanie mają już swoje małe sukcesy. Chodzi np. o zablokowanie odkupienia przez chińską spółkę udziałów francuskiej Arevy w kopalni uranu Bakouma, co dawałoby Chińczykom absolutną kontrolę nad tym obiektem. W skuteczności Rosji pomógł paradoksalnie fakt, że Bakouma leży na terenach kontrolowanych przez muzułmańskich rebeliantów. Tyle, że Rosja wspiera również ich.

Wzorzec działania Rosji, polegający na wspieraniu obu stron konfliktu oraz podtrzymywaniu go w celu uzyskania statusu permanentnego mediatora-protektora (i czerpania z tego benefitów np. handlowych), można było już zaobserwować w innych miejscach. Formalny sojusz Rosji z Armenią nie przeszkadza jej w byciu głównym dostawcą broni do Azerbejdżanu, która później wykorzystywana jest do ataków na Górski Karabach. Również formalny sojusz z Iranem nie przeszkadza Kremlowi w układaniu się z Izraelem i pozwalaniu mu na bombardowanie pozycji irańskich w Syrii. Przykładów jest więcej, a ich opisanie starczyłoby na odrębny artykuł. Niemniej zgodnie z tym wzorcem rosyjscy kontraktorzy wspierają również rebeliantów.

image
Fot. hdptcar/CC BY-SA 2.0

ONZ-owskie „zielone światło” dla sprzedaży rosyjskiej broni do Bangui i szkolenia wojskowe prowadzone przez Rosjan spowodowały, że wzrosło zapotrzebowanie na broń i analogiczne usługi po stronie rebeliantów. Ocenia się, że w kontrolowanym przez Selekę rejonie Um Dafug przebywa ok. 500 kontraktorów rosyjskich, którzy prowadzili tam szkolenia rebeliantów Seleki i wspierających ich żołnierzy sudańskich.

Rosjanie grając na dwie strony najwyraźniej nie obawiają się negatywnej reakcji którejkolwiek ze stron, gdyż dotychczasowe doświadczenia wskazują raczej na to, że konsekwencją jest zwiększona rywalizacja o względy Kremla - a więc większa skłonność do ustępstw. Ponadto relacje z rządem dają Rosjanom legalne uzasadnienie ich obecności w RŚA, podczas gdy większość złóż znajduje się na terenach kontrolowanych przez rebeliantów. Wykorzystywanie formalnie niezależnych od państwa kontraktorów daje również możliwość tłumaczenia partnerom, że ich przeciwnikom pomaga zupełnie ktoś inny, kto tylko przypadkowo mówi tym samym językiem.

Dla rosyjskiej ekspansji w głąb afrykańskiego interioru istotny jest jednak też dostęp do portów. Dlatego Rosja postanowiła wesprzeć również izolowanego dyktatora Sudanu Omara al-Baszira, w zamian za zgodę na budowę rosyjskiej bazy wojskowej i przyczółek portowy na Morzu Czerwonym. Upadek al-Baszira, któremu rosyjscy „wagnerowcy” nie zapobiegli, skomplikował jednak plany rosyjskie w Sudanie. Póki jednak nie dojdzie do stabilizacji w tym kraju, póty trudno mówić o tym, że Rosja będzie w nim przegrana.

Innym krajem, w którym odnotowano aktywną obecność rosyjskich kontraktorów, jest Libia. Rosja wsparła tam gen. Chalifę Haftara, co wywołało wylew bardzo mało trafnych wniosków sugerujących, iż ten dowódca Libijskiej Armii Narodowej jest marionetką Kremla i swoje zwycięstwa zawdzięcza obecności „wagnerowców”. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie, tj. Rosja kierowała się świadomością, że Haftar jest w dłuższej perspektywie stroną wygraną i prędzej czy później ktoś, kto będzie chciał robić interesy w Libii, będzie musiał się z nim dogadywać. Rosja, robiąc to prędzej, mogła też liczyć na kupno swojej broni przez Haftara (choć oficjalnie obowiązuje embargo) i zapewnić sobie pierwszeństwo w dostępie do kontraktów dot. libijskiej ropy, wreszcie dogadać się w sprawie budowy bazy wojskowej.

Zważywszy na to, że Libia jest krajem tranzytowym jeśli chodzi o ruch migracyjny z Afryki do Europy to w perspektywie Rosja mogłaby też zyskać wpływ na Europę za pomocą szantażu migracyjnego lub ataków bronią demograficzną. Rosji na rękę są przy tym wszelkie wezwania do izolacji Haftara, gdyż w ten sposób pozbywa się konkurencji. Nie oznacza to jednak, że Rosja nie może również i tutaj grać na dwie strony, gdyż jest to przecież jej charakterystyczny model działania. Ponadto istotną rolę w transporcie uzbrojenia do Libii odgrywają Ukraińcy, co również może znajdować się w sferze zainteresowania Kremla.

Rosja z całą pewnością będzie chciała rozszerzać zakres swojej strefy wpływów w Afryce, zwłaszcza w krajach bogatych w surowce. Jednym z pierwszych krajów na liście rosyjskich planów ekspansji może stać się niezwykle bogata w surowce i zarazem wyjątkowo niestabilna Demokratyczna Republika Konga, w której nie brakuje członków elit wykształconych w ZSRR.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 34
Reklama
mc.
sobota, 26 października 2019, 00:49

Co Rosja może zaproponować krajom afrykańskim ? Broń, "doradców wojskowych" i jeszcze większy chaos i przekupstwo. Czy naprawdę wierzycie w to że Rosja uspokoi konflikty religijne, plemienne i gospodarcze ? Będzie tylko gorzej. Jeżeli coś zrobią, to nie będzie to "zysk" Rosji tylko konkretnych oligarchów, którzy "wydoją" te państwa i zostawią zgliszcza. Afryka musi się zreformować sama, ale to raczej niemożliwe. Czy państwo - Rosja - zyska coś na tym, że rosyjscy wojskowi będą pilnować interesów oligarchów ? Odpowiedzcie sobie sami.

Adam
wtorek, 22 października 2019, 00:13

Szukaliśmy tłumaczy polsko-Suahili, nie da rady znaleść. Znaleźliśmy za to ze stu lokalnych chłopaków jako chętnych do pracy ale w języku rosyjko-suahili... w tydzień!! Połowa Rządu mówi po rosyjsku, większość wykładowców jest z Rosji. Mnóstwo ludzi włada rosyjskim i skończyło tam uczelnie. Bardzo dużo jest "mieszanych " małżeństw - ona z Rosji-On lokalny i wykształcony. A gdzie my jesteśmy - nawet nie wiedzą że taki jak Polska istnieje, nie mają w szkole takiej dobrej geografii? Nie będzie najmniejszego kłopotu dla Rosjan żeby na pstryknięcie palca "rozszerzyć" współpracę z Rosją. Już to się dzieje i współpraca jest naprawdę ogromna (lecz skryta - militarna, surowcowa, szkolenia odpowiednich Służb). W pewnym turystycznym mieście na północy widzialem ostatnio instruktorów w mundurach z Rosji - z 50 osób wraz z 300 lokalnymi żołnierzami (Miasto na liter "A" w rejonie największych atrakcji turystycznych Afryki). A Amerykanie jakich tutaj spotykam są zazwyczaj skupieni na projektach które nie mają najmniejszego sensu dla tego kraju. Pozwalają im działać, ale dopuszczeni są do pomocy humanitarnej, medycznej, pro-rozwojowej, otwarcie na świat. I na swojej amerykańskiej stronie Ambasada Usa pisze że LGBT mogą czuć się tutaj dyskryminowani i "zwalczani". Śmieją się z tego tutaj lokalni włodarze.... Prawdziwy business i kontakty robią Rosjanie, Hindusi no i oczywiście największy-Chińczycy. My białasy-Mzungu,,, możemy co najwyżej kasę u nich gubić na bezsensowne projekty i pomoc,,chodzące bankomaty jesteśmy,,,, żeby nie było że Europa Afryce nie pomaga. Na moim osiedlu w Stolicy stoi ze 30 szt. Toyota V8, 20 nowe BMW X5/X6, ze 20 Range Rover, Nissan Patrol i z 50 Toyota Land Crouser..,,wszystko prywatne albo rządowe, a przypominam, że tu nie ma kredytów samochodowych i leasingu- wszystko za gotówkę. Jeden taki samochód to 30 studni dla biednich wiosek albo 2 szkoły dla małych dzieci , albo 1000 ton kukurydzy na ugali.... JEDEN SAMOCHÓD Z OSIEDLA. A osiedli takich jest wiele. A co dopiero jak się pojedzie do miasta portowego??? Mnóstwo tego tam jest. I przypominam,,, tutaj nie ma kredytów- tylko gotówka. I kto tu komu chce pomagać???? My?? Żeby nazwać to potem że pomagamy głodującym w Afryce?? --- Pozdrowienia z Tanzanii.

Zbigniew
niedziela, 13 października 2019, 20:24

Putin każdego dnia udowadnia że jest najskuteczniejszym sternikiem służb tajnych i jawnych, że bezwzględnie i cynicznie wygrywa różnice między interesami poszczególnych państw i że ma agenturę właściwie wszędzie.

sża
niedziela, 18 sierpnia 2019, 17:17

Panie Witoldzie, wychodzi na to, że Rosjanie szybko się uczą od USA. To przecież Amerykanie w czasie wojny Irak - Iran wspierali obie strony. No i w Syrii Amerykanie przez lata niby zwalczali ISIS, ale równocześnie uzbrajali "umiarkowaną opozycję", która tą broń przekazywała właśnie ISIS, a nawet do ISIS się przyłączała, za cichą zresztą akceptacją wspierających...

Kapustin
niedziela, 18 sierpnia 2019, 17:08

Które porty Afrykańskie sa przyjazne dla Rosiji? Libia Angola Mozambik Dżibuti? No to jest kłopot

Kiks
niedziela, 18 sierpnia 2019, 13:58

Cóż. Rosji dobrze idzie dogadywanie się z kacykami, bo nią samą rządzi taki sam kacyk.

Stoltenberg
niedziela, 18 sierpnia 2019, 13:29

Bardzo ciekawy artykul.

BUBA
niedziela, 18 sierpnia 2019, 10:51

Nic się nie zmieniło od lat 60 kiedy kolonie uzyskały niepodległość.Proszę poczytać o walkach w belgijskim kongo i najemnikach - Mad Mike Hoare to jedna z lepiej znanych postaci, Zumbach też nam znany człowiek...zabawki się zmieniają, idee się zmieniają a cel jest ten sam - zasoby.

Davien
niedziela, 18 sierpnia 2019, 21:47

BUBA, tyle że nawet w Kongu jedno państwo nie grało na dwa fronty podtrzymując konflikt by sprzedawac jedyna rzecz jako potrafia zrobic czyli broń. A to własnei robi Rosja. Hoare jakos nie walczył naraz dla dwóch stron konfliktu w Kongu.

Pan Staszek
czwartek, 22 sierpnia 2019, 02:06

A jak to było podczas Iran-Contra?

Davien
piątek, 23 sierpnia 2019, 14:48

No popatrz jakos nie przypominam sobie by w tym czasie w Iranie była jakaś wojna domowa albo że rząd USa wspierał rząd Nikaragui:) Cos sie panu chyba pomerdało:) Aha, za Iran-Contras poleciały głowy i to wysoko, w Rosji raczej dostana medale:)

Maj.
czwartek, 17 października 2019, 16:22

Ale była wojna irańsko-iracka i USA wspierało obie strony. Chociaż trzeba przyznać, ze nie byli w tym odosobnieni.

Andrettoni
niedziela, 18 sierpnia 2019, 01:45

Właśnie dlatego oceniając siły zbrojne Rosji trzeba oceniać ich przeznaczenie. Rzeczy, które wydają się być nielogiczne w Europie są idealne na afrykańskim teatrze działań. Jednocześnie w Afryce Rosja posiada przewagę technologiczną nad przeciwnikiem. Wszyscy naśmiewający się z postradzieckiej technologii powinni pamiętać o relatywizmie - stareńki T-72, możne nie dać rady Abramsowi, ale walcząc z ludźmi na ciężarówkach będzie siał postrach... Okaże się, że ma większy zasięg widzenia niż przeciwnicy, większą siłę ognia i odporność a nawet lepiej widzi w nocy - nawet 20 letni noktowizor jest lepszy niż nic.

gosc
piątek, 15 listopada 2019, 20:23

starenkich t-72 juz nie ma.

Davien
niedziela, 18 sierpnia 2019, 21:50

Andrettoni, tyle ze zapominasz że dla tego T-72 smiertelnym zagrozeniem jest inna rosyjska broń masowo sprzedawana w Afryce czyli równie stary RPG-7. Do tego wiekszość krajów afrykańskich dysponuje znacznie lepszym sprzetem, to nie lata 60-te.

Andrettoni
czwartek, 22 sierpnia 2019, 18:08

Davien RPG-7 są tak stare, że nie są zbyt groźne dla nowych rosyjskich czołgów. Tyle co dla Abramsów. Trafienia "krytyczne" w silnik, elektronikę itd. Są skuteczne do uszkadzania, ale nie śmiertelne. Zresztą podobnie jak amerykańskie LAV-y. To jest broń do innych celów i zresztą w Afryce nie ma nowych modeli z nowymi głowicami np. paliwowo-powietrznymi, które są śmiertelne dla piechoty. To nie jest już broń ppanc, chyba, że do lżejszych celów, tylko tania broń wsparcia, a że ktoś z niej strzela do czołgów? Jak nie ma czym to strzela się tym co jest, nawet butelką z benzyną. Niby jakim sprzętem dysponują kraje Afrykańskie? Nie mówimy przecież o Egipcie czy RPA. Wiele krajów ma tam po prostu zero czołgów. Ewentualnie niesprawne rupiecie pokroju T-55. Przykład Zimbabwe ze 100 szt. Typ 59 i 69. Mozambik około 100 T-55. Namibia T-34(!) i T-55 oraz Mig 21 - 3 sztuki. Nigeria AMX 30. Kongo 100 T-72. Dżibuti AMX 13, Etiopia 200 T-72 i T-34. Zimbabwe 40 sztuk Type 59 i 69 oraz T-34. Togo T-34 tylko. Dodajmy, że większość z tego to "małpie wersje" eksportowe. Sprzęt jest stary i słabo serwisowany, zużyty, bez nowoczesnej amunicji, SKO itd. Nie ma lotnictwa lub jest bardzo słabe, nie ma radarów. W wielu wypadkach jest gorzej niż źle. Na takim polu walki armia FR po prostu ma przewagę technologiczną w każdej dziedzinie. Biorąc pod uwagę uzbrojenie, mentalność, w wielu wypadkach konflikty plemienne itd. te kraje są łatwe do wprowadzenia w chaos i wykorzystania tego chaosu - bądź do zajęcia ich i eksploatacji surowców bądź jako kupcy taniej "muzealnej" broni. Wywołujesz konflikt, wspierasz jedną ze stron i automatycznie wszyscy potrzebują się zbroić, a raczej nie kupią nic drogiego i wyszukanego. Szybciej sprzedasz im używane Mig-21 czy nasze T-72 niż F-35... Rzeczy, które w Europie nie przejdą...

Davien
piątek, 23 sierpnia 2019, 14:52

Panie Andrettoni RPG-7 dla rosyjskich czołgów to ciągle smiertelne zagrożenie jak udowodnił Grozny czy Syria. Rosja od dawna do RPG-7 produkuje głowice tandemowe PG-7WG z którymi sprzedawali je na cały swiat. Do tego panei Andrettoni pisałes o starych T-72 nie o najnowszych T-72B3M. A co do państw Afrykańskich, to tez tam leży nei tylko Egipt i RPA ale i Tunezja, Maroko, Angola, Algieria a oni maja znacznie lepszy sprzęto od państewek które wymieniłeś:)

Polska silna
niedziela, 18 sierpnia 2019, 00:25

Wprowadzać kolejne Kraby i Raki wymieniając je za Goździki i Dany sztuka za sztukę nie kombinować z wprowadzaniem nowych kalibrów ze względu na logistykę iść w ilość ------ produkując w POLSCE dając pracę POLAKOM

Marek1
wtorek, 20 sierpnia 2019, 17:37

hmm - Raki zamiast Goździków ?? A jak sobie wyobrażasz wymianę setek pływających, gąsienicowych haubic 122mm o zaś. ognia do 20km na kilkadziesiąt horrendalnie wielkich i drogich moździerzy 120mm o zaś. ognia do 7000m(tak, to NIE pomyłka) ? To katastrofa dla wojska, a nie wymiana sprzętu na lepszy.

Heniu
poniedziałek, 19 sierpnia 2019, 00:02

To nie takie proste! Skąd wziąć tych Polaków do pracy? do tego: fachowych Polaków. Za chwilę nawet w polskiej policji będziemy zatrudniać obcokrajowców

kim1
piątek, 30 sierpnia 2019, 12:24

No popatrz jak pytałem się o zatrudnienie w Policji to mi odpowiedzieli, że osoby w wieku 45+ nie potrzebują. To chyba aż tak źle jeszcze w tej Policji nie jest?

Polska silna
niedziela, 18 sierpnia 2019, 00:22

Wprowadzić na szeroką skalę PIRATA nasycić tym sprzętem terytorialsów i inne formacje może będzi to równie skuteczny środek jak nasz GROM/PIORUN jedno przecilotnicze drugie przeciwpancerne jedno POLSKI odpowiednik Jawelina drugie Stingera najważniejsze żeby był to środek powszechny wręcz bardzo powszechny w szeregach POLSKIEJ armi ---------- wszystko produkowane w POLSCE dając pracę POLAKOM

Polska silna
niedziela, 18 sierpnia 2019, 00:17

CAMMY-ER do tego mobilna Loara (zwóciły by się środki zainwestowane kiedyś w ten projekt nie poszły by na zmarnowanie) mobilna ale może na podwoziu ANDERSA bądz Kraba do 35 mm dział dołożyć PK-6 (czyli rozwinięcie pioruna a konkretnie jego zasięg do 10-12 km) i mamy mobilą OPL wymienić sztuka za sztukę za Szyłki Osy --- wszystko produkowane w POLSCE dając pracę Polakom nie wyprowadzając środków finansowych z kraju

Polska silna
niedziela, 18 sierpnia 2019, 00:12

Rosjanie na dwa fronty a nasze zdolnośći obronne ? Powinniśmy stworzyć realną OPL nie dwie baterie Patryjotów które parasol otworzą nad 2 lotniskami bo większych zdolności nie posiadają powinniśmy zakupić licencję na CAMY-ER (pod uwagą pełnego transferu do POLSKI technologi i pełnej kontroli nad tą technologią Polaków) i produkować w POLSCE wymieniając sztuka za sztukę KUBY, NEWY za CAMMY-ER (uniezależnilibyśmy się od jednego dostawcy USA stając się samodzielnym użytkownikiem) po wyremontowaniu i zmodyfikowaniu T-72 sprzedawać je w rozsądnej cenie po za granice RP wprowadzając ANDERSY sztuka za sztukę (ANDERSY sprawdzone w testach ze 120 mm RUAGIEM które można by było na licencji produkować w POLSCE pod warunkiem pełnego transferu technologi przez Szwajcarów dla POLSKI wraz z nowoczesną amunicją "ofset za zakup licencji na wierzę" pełen transfer technologi na wierzę i amunicję do Pionek i nowej lufowni Bumaru) wszystko w kraju dając pracę POLAKOM

Xanadu
sobota, 17 sierpnia 2019, 20:10

Na taką a nie inną politykę Rosja może sobie pozwolić tylko z powodu braku spójnej polityki państw zachodnich. Jeżeli można w ogóle mówić o jakiejkolwiek polityce zachodu względem Rosji. Może jeszcze USA cokolwiek czyni w tym temacie,ale to też zależy jaka administracja jest u steru. Podziękowania za kompetentny artykuł.

yogi
sobota, 17 sierpnia 2019, 14:34

Normalna polityka zagraniczna cenne zasoby np niklu kobaltu i inne trzeba kontrolować .USA chcą kupić Grenlandie CHINY inwestują w afryce w tym samym celu

Andrettoni
czwartek, 22 sierpnia 2019, 19:27

Grenlandii nie można odkupić, bo nie należy do Danii. Grenlandię USA może mieć "za darmo" jeżeli zechce zmienić status z terytorium zależnego na niepodległe lub zależne od innego kraju. Tylko, że Grenlandia jest stale dotowana i przyjęcie jej oznacza stałe wydatki. Do tego byłby to wrogi akt w stosunku do sojusznika. Wszelkie korzyści gospodarcze są teoretyczne podobnie jak w przyszłości wydobycie na Księżycu.

Davien
niedziela, 18 sierpnia 2019, 00:10

Yogi, ale jakos USa nie podsyca celowo konfliktów wewnetrznych wspierajac obie strony jak robi to Rosja. No tak ale dla was w rosji to norma:)

czwartek, 22 sierpnia 2019, 19:21

Ty chyba kompletnie nie znasz historii. Wikileaks nic ci nie mówi? A wspieranie Saddama Husajna? Afera Iran-Contras? Wspierano Irak i jednocześnie sprzedawano nielegalnie broń Iranowi. Wielkie mocarstwa po prostu tak robią i z krytyką musielibyśmy cofać się co najmniej do czasów Imperium Rzymskiego... Fakty są takie, że tak się robi i się tego nie zaprzestanie i jest to praktyka którą po prostu nasi politycy powinni mieć na uwadze i właśnie dlatego mamy własny wywiad. Trzeba mieć na uwadze, że każdy kraj dba o swoje korzyści - jeśli teren jest odległy to jest małe niebezpieczeństwo odwetu i dlatego można grać o wysokie stawki obstawiając mało. Można np. przejąć kontrolę nad diamentami czy surowcami, a jak się nie uda postąpić przeciwnie i zarobić na dozbrojeniu potencjalnego celu wykorzystania. Na przykład dla Polski byłoby obojętne czy zarobimy na wydobyciu diamentów czy sprzedamy nasze T-72. Ważne, że zarobimy dla nas. Niestety nasze podejście nie jest mocarstwowe tylko idealistyczne i nie szukamy korzyści tylko sprawiedliwości. Jako przykład podam, że we Francji korupcja jest karalna, ale firmy za granicą mają prawo korumpować byle więcej zarobić i normalnie wpisują to w swoje koszta i odliczają od podatku. Inne kraje po prostu to po cichu tolerują, a nasze firmy starają się być czyste i działać zgodnie z prawem. W ten sposób nigdy nie wygramy konkurencji.

Davien
piątek, 23 sierpnia 2019, 14:55

Panie ichtamniet ładdnie tak kłamać? Jakos nei widze gdzie podcza swspierania Husseina USA wspierało kogos innego w Iraku, jakos nie przypominam sobie by wspierali Contras i rząd Nikaragui jednoczesnie więc jak widać żałosne manipulacje nie wypaliły:) Aha Pisałem o Kkonfliktach wewnetrznych wiec panie ichtamniet prosze sie nauczyc czytac:) I to tyle, twoich bredni nie ma sensu komentować:)

Bryxx
poniedziałek, 19 sierpnia 2019, 16:08

Świetny dowcip.

Blob
sobota, 17 sierpnia 2019, 22:39

Normalna polityka zagraniczna nie obejmuje podtrzymywania konfliktów. Jednak nawet afrykańskie "elity" w końcu zrozumieją jak perfidnym sojusznikiem jest Rosja - jak mawiają "kłamstwo ma krótkie nogi".

Adam S.
wtorek, 20 sierpnia 2019, 16:59

To nie takie proste. Na rosyjską "pomoc" nabierają się dużo bardziej zaawansowani gracze - katalońscy separatyści, Serbowie, francuscy związkowcy, niemieccy Zieloni i amerykańska prawica. Dostajesz "pomoc" w rozwiązaniu problemu i nagle okazuje się, że spór zamienił się w konflikt i ognisko destabilizacji. Według rosyjskiej doktryny "im gorzej tym lepiej".

andys
wtorek, 20 sierpnia 2019, 14:13

Najwazniejsze jest to, że afrykańskie elity wcale nie musza tak źle oceniać Rosji jak ty. Obecnie panuje raczej odwrotna atmosfera.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama