Reklama
Reklama

Rosja łamie traktat INF. Zagrożenie, ale i szansa dla Polski [OPINIA]

15 grudnia 2017, 11:05
„Stare” wyrzutnie systemu Iskander-M z rakietami balistycznymi o zasięgu 500 km są o wiele bardziej niebezpieczne dla Polski niż „nowe” z rakietami manewrującymi o zasięgu ponad 2000 km. Fot. mil.ru
Traktat INF przestał mieć znaczenie w momencie, gdy Rosja wprowadziła na swoje okręty, a być może także samoloty rakiety manewrujące typu 3M14 systemu Kalibr. Fot. mil.ru
Gwarancją bezpieczeństwa dla Rosji nie są lądowe wyrzutnie rakiet manewrujących, ale systemy strategiczne – odpalające rakiety balistyczne – międzykontynentalne. Na zdjęciu lądowa wyrzutnia samobieżna systemu „Topol”. Fot. mil.ru
Zdjęcie wyrzutni, pokazane przez Minoboronę z okazji ćwiczeń baterii systemu Iskander-M w Zachodniego Okręgu Wojskowego w Obwodzie Iwanowskim 9 grudnia br. wyraźnie wskazuje na zastosowanie przez Rosjan na „starych”, kołowych pojazdach nowej rakiety manewrującej. Fot. mil.ru

Złamanie przez Rosjan traktatu INF z europejskiego punktu widzenia to katastrofa. Paradoksalnie może to jednak zwiększyć szanse skutecznej obrony terytorium Polski, o ile Warszawa - i kraje zachodnie - podejmą odpowiednie kroki w celu budowy swoich zdolności obrony przeciwlotniczej.

Rosyjsko-amerykański układ INF (Intermediate-range Nuclear Forces) o likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu (o zasięgu od 500 do 5500 km) z 1987 r., kończący 7 grudnia br. trzydzieści lat, był w ostatnich latach w dużej mierze fikcją, szczególnie jeżeli chodzi o rakiety cruise. Po pierwsze ograniczenia dotyczyły tak naprawdę tylko dwóch mocarstw i pośrednio państw NATO. Nie podporządkowały się im natomiast takie kraje jak np.: Chiny, Izrael, Korea Północna, Pakistan czy Indie.

Ponadto zakaz dotyczył tylko lądowych wyrzutni rakiet, natomiast nie obejmował systemów lotniczych i okrętowych. W ten sposób pociski można było odpalać z kontenera umieszczonego na okręcie stojącym w porcie a nie można już było tego robić ze kontenera postawionego kilka metrów dalej – na nabrzeżu. O ile w latach 80. umieszczenie rakiet cruise w kontenerach mogło być problemem, to teraz odpowiednie systemy zostały już opracowane, na przykład w Rosji.

Traktat INF przestał mieć znaczenie w momencie, gdy Rosja wprowadziła na swoje okręty, a być może także samoloty rakiety manewrujące typu 3M14 systemu Kalibr. Fot. mil.ru

Nikt dodatkowo nie miał żadnych możliwości skontrolowania, czy porozumienie w Rosji jest respektowane, czy też nie. Dowodem na to było bezkrytyczne przyjęcie specjalistów zachodnich, że rakiety balistyczne systemu Iskander-M mają deklarowany przez Rosjan zasięg maksymalny 480 km, a nie np. 501 km (formalnie do złamania traktatu - w wypadku pocisku balistycznego - potrzebne jest jego przetestowanie na danym zasięgu, podczas gdy w wypadku rakiety cruise wystarczy wprowadzić je do użycia). Nikt też nie kontrolował rzeczywistego sposobu rozwijania rosyjskich, okrętowych rakiet manewrujących 3M14 systemu Kalibr, które nagle, pod koniec 2017 r. pokazały swoje możliwości w faktycznych działaniach na celach w Syrii.

Alarmem powinno być już samo tworzenie przez Rosjan wyrzutni w kontenerach, które przecież mogą być montowane nie tylko na okrętach, ale również na pojazdach kołowych, nawet tylko doraźnie przystosowanych do tego zadania. Sprzyja temu gwałtowny rozwój techniki, związany ze zminiaturyzowaniem układów obróbki danych. Dzięki takiemu postępowi technologicznemu system wprowadzania celów do rakiet oraz sterowania startem pocisków można zmieścić tak naprawdę w niewielkim tablecie. Najwięcej miejsca zajmują więc tylko same rakiety umieszczone w kontenerach oraz system hydrauliczny, unoszący je do pozycji startowej.

Nagle nagłośnione protesty Amerykanów nie mają więc teraz sensu, ponieważ rakiety manewrujące już wprowadzono do działań operacyjnych w rakietowych jednostkach lądowych Federacji Rosyjskiej i nic tego raczej nie zmieni. Sama nazwa nowych pocisków (Novator 9M729 - według NATO SSC-8), przyjęta przez Amerykanów jest o tyle myląca, że w rzeczywistości chodzi najprawdopodobniej o lądową wersję startującej z okrętów rakiety 3M14 systemu Kalibr. Stany Zjednoczone godząc się na taką nomenklaturę dały Rosji możliwość tłumaczenia się (co zresztą władze na Kremlu robią), że wprowadzany przez nich pocisk to inny typ - 9M728 (według NATO SSC-7) o zasięgu mniejszym niż 500 km. A przecież w każdym przypadku jest to najprawdopodobniej po prostu Kalibr.

Sam spór o nazewnictwo jest kolejnym dowodem porażki państw zachodnich, jaką wcześniej było niewątpliwie patrzenie przez palce na rosyjskie prace nad rakietami manewrującymi (chociaż traktat INF zabraniał „testowania, produkcji i posiadania takiego uzbrojenia”). Amerykanie i specjaliści z NATO musieli przecież wiedzieć, że z powodów ekonomicznych w dzisiejszych czasach nie tworzy się już wyspecjalizowanych systemów uzbrojenia tylko dla jednego typu nosiciela, ale coś co jest wszechstronne i co można odpalić zarówno z platformy powietrznej, pływającej jak i lądowej.

„Stare” wyrzutnie systemu Iskander-M z rakietami balistycznymi o zasięgu 500 km są o wiele bardziej niebezpieczne dla Polski niż „nowe” z rakietami manewrującymi o zasięgu ponad 2000 km. Fot. mil.ru

Dlatego nie można się teraz dziwić, że rakiety 3M14 mogą w rzeczywistości startować zarówno z okrętowych wyrzutni pionowego startu, poziomych wyrzutni torpedowych okrętów podwodnych oraz kołowych pojazdów lądowego systemu  rakietowego Iskander-M (oznaczanych niekiedy jako Iskander-K). Jest też prawie pewne, że w trakcie prac rozwojowych powstała wersja lotnicza, którą będzie można instalować nie tylko na samolotach bombowych, ale również na nowych myśliwcach wielozadaniowych. Samo nazewnictwo jest przy tym najmniej ważne, ponieważ dopóki Rosjanie nie będą chcieli, to rzeczywistych oznaczeń poszczególnych wersji będziemy mogli się tylko domyślać.

Udowodnienie winy, ale bez przyznania się winnego

Pomimo, że o Kalibrach wiedziano o wiele wcześniej, Stany Zjednoczone zaczęły poważnie mówić o wdrożeniu przez Rosjan rakiet łamiących traktat INF dopiero na początku 2017 r. (pierwsze oficjalne informacje o łamaniu samego traktatu pojawiły się w 2014 roku). Oskarżenia te są jednak tak naprawdę rzucane w powietrze, ponieważ dotyczą zamkniętego państwa, bez woli którego nie ma możliwości potwierdzenia słuszności zarzutów. Rosjanie doskonale bowiem wiedzą, że nawet jeżeli Amerykanie zdobyli plany nowych rakiet określanych jako 9M729, to i tak nie mogą ich ujawnić, ze względu na bezpieczeństwo źródła takiej informacji.

Władze rosyjskie im w tym na pewno nie pomogą stanowczo zaprzeczając, że w Rosji zrobiono coś niezgodnego z umową INF. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi np. , że „te oświadczenia są równie nieuzasadnione jak wszystkie inne roszczenia Waszyngtonu przeciwko Moskwie, które zostały ostatnio wypowiedziane… żadne dodatkowe dowody nigdy nie zostały dostarczone”. Rosjanom nie przeszkadza przy tym, by oficjalnie się chwalić wprowadzaniem nowych baterii Iskander-M, w których wyraźnie nie ma już charakterystycznych rakiet balistycznych, a są zainstalowane długie, walcowe kontenery rakiet manewrujących.

Zdjęcie wyrzutni, pokazane przez Minoboronę z okazji ćwiczeń baterii systemu Iskander-M w Zachodniego Okręgu Wojskowego w Obwodzie Iwanowskim 9 grudnia br. wyraźnie wskazuje na zastosowanie przez Rosjan na „starych”, kołowych pojazdach nowej rakiety manewrującej. Fot. mil.ru

Oczywiście teoretycznie mogą to być zupełnie nowe pociski, np. tak jak twierdzą Rosjanie - typu 9M728, o zasięgu mniejszym niż 500 km. Specjaliści wątpią jednak, by tylko dla zachowania traktatu INF, borykająca się z problemami finansowymi Rosja wysupłała ogromne kwoty na opracowanie rakiety zupełnie innej niż 3M14. Oceniając wygląd kontenera na wyrzutniach lądowych można mieć prawie pewność, że chodzi o pocisk o bardzo podobnej długości do Kalibra – a więc pocisku, który startując z okrętów może razić cele odległe o ponad 2000 km. Rakieta „lądowa” powinna mieć więc takie same, albo przynajmniej podobne parametry zasięgowe, tym bardziej, że podobno jej średnica jest 10 cm większa. Oczywiście można zastosować ograniczniki zmniejszające zapas paliwa rakietowego w pociskach, ale równie dobrze można te ograniczniki zdjąć i uzyskać maksymalną odległość rażenia, przynajmniej taką samą jak w przypadku wersji okrętowej.

Ponadto nawet jeżeli na wyrzutniach systemu Iskander-M znajdują się obecnie, tak jak twierdzą Rosjanie, tylko kontenery z pociskami 9M728, to nic nie stoi obecnie na przeszkodzie, by znalazły się tam praktycznie takie same kontenery z pociskami 3M14 – lub tymi, które oznacza się na zachodzie jako 9M729. Dla obsługi różnica będzie jedynie polegała na wprowadzanie koordynat innych celów - leżących w odległości kilkakrotnie większej niż 500 km. Jest to o tyle łatwe, że rosyjskie pociski manewrujące lecą z wykorzystaniem nawigacji inercyjnej, korygowanej przez systemy nawigacji satelitarnej zgodnie z systemami nawigacji satelitarnej GLONASS i GPS (podobno).

Lądowe Kalibry zagrożeniem dla Europy i pomocą dla Polski

Wprowadzenie przez Rosjan rakiet manewrujących do dywizjonów rakietowych Iskander-M paradoksalnie może pomóc Polsce i to zarówno na płaszczyźnie politycznej, jak i typowo militarnej. O ile bowiem „balistyczne” Iskandery nikogo wcześniej tak naprawdę nie interesowały poza krajami graniczącymi bezpośrednio z Federacją Rosyjską, o tyle pociski o zasięgu ponad 2000 km stały się już problemem całej Europy.

Nagle w zasięgu niestrategicznych systemów uzbrojenia z Obwodu Kaliningradzkiego znalazły się Niemcy, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania, a więc państwa, które w poczuciu pozornego bezpieczeństwa wcześniej znacząco ograniczały wydatki na obronę przeciwlotniczą. Dowodem na to może być stan natowskich, lądowych systemów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu (do 30 km). Wprowadzenie Kalibrów na lądzie oraz na okrętach całkowicie zmieniło to podejście i ponownie pokazało zachodnim politykom, że samo lotnictwo nie wystarczy do obrony własnego terytorium i wojsk operacyjnych.

W przypadku Polski jest jednak zupełnie inaczej. Praktycznie całe polskie terytorium jest bowiem w zasięgu rakiet Iskander-M odpalanych z Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego tak więc nowe pociski manewrujące dolatujące na odległości większe niż 2000 km niczego pod tym względem na gorsze nie zmieniły.

Co więcej, z czysto technicznego punktu widzenia może to zwiększyć szanse na obronę terytorium Polski przed atakiem rakietowym, o ile podejmie się odpowiednie środki. Rakiety balistyczne, przez tor lotu (na połapie ponad 50 km i z atakiem końcowym pod kątem praktycznie 90°) oraz prędkość (2100-2600 m/s/6-7 Mach), są bowiem o wiele trudniejsze do zestrzelania niż rakiety manewrujące lecące z prędkością mniejszą niż dźwięk (0,9 Mach).

Wystarczy sobie tylko odpowiedzieć na pytania:

  • Co jest lepsze do wykrycia i śledzenia dla systemów obrony: pocisk lecący do celu oddalonego o 500 km przez 27 minut (rakieta manewrująca systemu Iskander-K) czy tylko 3,5 minuty (rakieta balistyczna systemu Iskander-M)?
  • Co jest łatwiejsze do zestrzelenia: rakieta zachowująca się jak nie stosujący uników, poddźwiękowy statek powietrzny (o małej skutecznej powierzchni odbicia), czy też rakieta widoczna dla naszych systemów obrony tylko w ostatniej fazie ataków, gdy już zniża się do uderzenia schodząc poniżej wysokości 40 km (pułap wykrycia polskich radarów dalekiego zasięgu Nur-12)?

Należy dodatkowo pamiętać, że Rosjanie w większości przypadków nie wprowadzają nowych dywizjonów rakietowych, a jedynie zastępują stare systemy nowymi. Oznacza to, że wraz z pojawieniem się wyrzutni z rakietami manewrującymi w większości przypadków zmniejszy się automatycznie liczba wyrzutni z rakietami balistycznymi. Sama liczba gotowych do odpalenia pocisków niestrategicznych, zagrażających Polsce się więc nie zwiększy, a tych najbardziej groźnych (balistycznych) będzie się nawet systematycznie zmniejszała.

Z czysto technicznego punktu widzenia zwiększenie liczby pocisków manewrujących kosztem balistycznych może być...dobrą informacją, o ile wprowadzi się systemy przystosowane do skutecznego wykrywania, śledzenia i niszczenia rakiet manewrujących (których jak na razie w Polsce nie posiadamy). Jest to o tyle ważne, że po złamaniu traktatu INF przez Rosję, Polska stała się jednym z najważniejszych krajów w systemie obrony przeciwrakietowej Europy. Teraz wszystkim państwom NATO zacznie zależeć by nasze baterie przeciwlotnicze były w stanie wyeliminować pociski lecące dalej niż 500 km chroniąc tym samym również ich terytoria. I powinny się starać w tym pomóc.

Co dalej z traktatem INF?

Zachodni specjaliści oceniają obecnie, że główną wadą traktatu INF jest jego nieograniczony czas trwania. Po trzydziestu latach od wprowadzenia przestał on więc być aktualny, a nie było sprzyjających warunków, by go w jakiś sposób zmienić, bez przymusu związanego ze np. ze zbliżającym się wygaśnięciem. „W ten sposób INF stracił wartość jako narzędzie międzynarodowego bezpieczeństwa i został zredukowany do statusu symbolu” (jak powiedział dr. Nikolai Sokov, z James Martin Center for Nonproliferation Studies, w "The National Interest".

Dlatego coraz częściej mówi się o potrzebie jego wygaszenia i wynegocjowania zupełnie nowego porozumienia, uwzględniającego nowe uwarunkowania geopolityczne i techniczne jak również obejmujące większą ilość państw. Można przy tym wykorzystać fakt, że Rosja znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej i wcale jej nie zależy, by uruchomić kolejny wyścig zbrojeń.

Wystarczy tylko podkreślać, że strategiczne siły odstraszania są wystarczającym sposobem na przeciwdziałanie wybuchowi globalnego konfliktu. Wtedy nacisk na rozwój taktycznych systemów rakietowych w Rosji będzie mniejszy, a środki finansowe będą wydawane na bardziej potrzebne inwestycje.

Gwarancją bezpieczeństwa dla Rosji nie są lądowe wyrzutnie rakiet manewrujących, ale systemy strategiczne – odpalające rakiety balistyczne – międzykontynentalne. Na zdjęciu lądowa wyrzutnia samobieżna systemu „Topol”. Fot. mil.ru

Jak na razie to nowe porozumienie jest jednak mało prawdopodobne, a dialog z Rosją polega tak naprawdę tylko na groźbach zwiększenia gospodarczych nacisków nakłaniających do przestrzegania traktatów. W przypadku bogatych rosyjskich polityków takie działania nie przynoszą żadnych rezultatów, a w biednym społeczeństwie Rosji nie wzbudzają przyjaznych reakcji.

Wiedzą o tym państwa europejskie i obecnie nie są już takie chętne do wdrażania sankcji wobec władz w Moskwie. I być może ten brak jedności w samym NATO jeżeli chodzi o reakcję na łamanie traktatu INF jest jedynym sukcesem, jaki osiągną Rosjanie wprowadzając lądowe wyrzutnie rakiet manewrujących. Oczywiście przy założeniu, że kraje zachodnie, po latach zaniedbań, odtworzą swoje zdolności przeciwlotnicze, a może również wzmocnią niektóre (powietrzne, morskie) systemy uderzeniowe. Obecnie, gdy Zachód powoli przyjmuje do wiadomości informacje o złamaniu traktatu INF może być ostatni dzwonek, by tak zrobić.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 52
Reklama
Tom
sobota, 16 grudnia 2017, 03:45

Chcemy czuć się bezpieczni i nie myśleć czy sojusznicy pomogą w razie wojny to tylko z bronią A. Sami tego nie zrobimy bo po cichu się nie da a jawnie to wszyscy by nas zeżarli bo wróg powie że go prowokujemy i oni muszą prewencyjnie a sojusznik zza oceanu też bo 50% konwencjonalnego złomu byśmy nie potrzebowali i po prostu Lockheed Martin i spółka byliby stratni miliardy dolarów. Jedyne wyjście to dogadać się po cichu z Indiami i kupić od nich gotowy produkt. Nie przyznawać się do posiadania takich zabawek aż do ostatniej chwili. A swoją drogą wywiad ruski na pewno coś by wywąchał i byliby o wiele bardziej powściągliwi w swoich zapędach.

Marcin
piątek, 15 grudnia 2017, 16:25

A kto mowil ze nie ma zagrozenia ze strony Rosji nie tak dawno temu...??

aaa
piątek, 15 grudnia 2017, 17:06

Nie ma zagrozenia okupacja a na takie zagrożenie partyzanci z lasu nic nie poradza agent nr1 dobrze wypelnil misje utopiono srodki na modernizacje.

Racjonalista
sobota, 16 grudnia 2017, 00:07

Mogliśmy mieć pociski o podobnych parametrach co Iskander-M, w ramach programu Homar, należało tylko wybrać ofertę IMI Systems i pociski LORA o zasięgu do 430km. Ale po co..........

Drzewica
piątek, 15 grudnia 2017, 15:05

Wprowadzamy sankcje wobec Rosji w sposób nieracjonalny, sankcje powinny wykluczać dostęp rosyjskich polityków i oficerów na teren krajów NATO, uniemożliwiać kupowanie nieruchomości na Zachodzie przez oligarchów rosyjskich i studiowanie ich potomstwa na renomowanych uczelniach. Zwykłych Rosjan nie powinny sankcje dotykać, a więc taki tryb nie budowałby wrogości w narodzie tylko niechęć do własnej elity w Rosji.

Niniu
sobota, 16 grudnia 2017, 15:20

Niestety Kol. Jarek ma 100% rację. Nawet jak NATO/USA wygra konflikt militarny z Rosją to Nas już nie będzie. Powtórzy się historia: Powstanie Warszawskie czy sama II wojna światowa. Wystarczy sobie przypomnieć i porównać Nasz heroizm i męstwo z kolaboracją Czechów i jakie tego był i są efekty dla obu narodów. Kompletny brak instynktu samozachowawczego połączony z manią wielkości i pogardą dla innych. I do tego "misja" od Boga.

chateaux
niedziela, 17 grudnia 2017, 06:39

Sugerujesz że jak się rozbroimy to nikt nas nie zaatakuje? Niestety nasze doświadczenia z Rosją z XVIII wieku wskazują na wręcz odwrotność.Dokładnie taką mentalność mieliśmy wówczas. Si vis pacem para bellum.

zyg
sobota, 16 grudnia 2017, 19:29

"Niniu" ale to Polska rozpoczęła destrukcję sowieckiego systemu który miał wielki finał z momentem runięcia muru berlińskiego? Dla was to do tej pory nie jest zrozumiałe ale gwarantuję ci że tak samo jak Amerykanie nigdy nie opuścili Niemców czy podczas Mostu Berlińskiego czy podczas budowy przez komuchów muru, również dziś możemy liczyć na ich potęgę militarną i logistyczną. Potęgę o której kretyni z Kremla mogą tylko marzyć? Nasze wojska służyły z Aliantami w boju i każdy kto był na "misji" powie ci iż nasze siły zbrojne w zakresie świadomości sytuacyjnej i logistyki są obecnie lata świetlne przed siłami zbrojnymi Rosji? A od Powstania Warszawskiego się odczep, pewni ludzie nie mają prawa się wypowiadać na ten temat jak również na temat zbrodni katyńskiej?

Danebrog
sobota, 16 grudnia 2017, 18:11

Wolność religii jest podstawowym prawem człowieka; nie ma co z tym walczyć; są ludzie którzy wyżej od życia cenią inne wartości. Czesi nie byli tak samo mocno eksterminowani bo są geograficznie na uboczu. Narodom ZSRR nie pomógł ateizm w "instynkcie samozachowawczym" a wręcz zaszkodził patrząc na liczbę ofiar. "Każdy chce się czuć bezpiecznie" - przede wszystkim bezpiecznie od sowieckiego myślenia!

Myszaty
wtorek, 19 grudnia 2017, 10:15

Jedyna opcja OP z pionowymi wyrzutniami , poza sadzwką + 2-3 satelity zwiadu zasięg 2500 odpowiednie główki i to daje jakiś w miarę odpowiedni poencjał odstraszania, na enklawę i duże ośrodki , flota itd, reszta to w większości topienie dużej kasy na przestarzłe technologie.

tadek
niedziela, 17 grudnia 2017, 06:38

tylko przypominam tym którzy tak straszą rosyjskimi możliwościami , z Estonii do Piotrogradu jest tylko 200 km , bliżej niż z Obwodu Kaliningradzkiego do Warszawy

Kosmit
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 22:56

A Estonia, jak wszyscy wiemy, jest wprost najeżona natowskimi wyrzutniami pocisków balistycznych i manewrujących;)

Naiwny
piątek, 15 grudnia 2017, 14:12

Rosja jest jak najbardziej zainteresowana renegocjacją układu INF i utrzymaniem go w rozszerzonej formie. Rakiety małego i średniego zasięgu rozmieszczone na terenie środkowej europy są śmiertelnym zagrożeniem dla Moskwy. W połączeniu z rozwijanym systemem antyrakietowym stawiają pod znakiem zapytania zdolność jądrowego odstraszania Rosji. Ale Rosji obecnie nie chodzi o same systemy lądowego bazowania. One nic nie zmieniają w obecnej sytuacji gdy okręty USA z takimi systemami swobodnie pływają w bezpośrednim sąsiedztwie wód terytorialnych Rosji. salwa rakiet z niszczyciela lub krążownika USA zakotwiczonego w zatoce Gdańskiej będzie miała taki sam zabójczy skutek dla głównych ośrodków Rosji jak kiedyś salwa lądowych Pershingów. rosyjskie systemy rakiet małego i średniego zasięgu nie są natomiast żadnym zagrożeniem dla terytorium USA. Jest również oczywiste, że Rosja nie ma żadnych szans w wyścigu zbrojeń jeśli do takiego dojdzie.

lolek
piątek, 15 grudnia 2017, 16:22

OStatnio cytałe art o łodziach podwodnych uzbrojonych właśnie w rakiety kalibr. W zasadzie to mogą zdemilitaryzować kaliningrad. Wystarczy salwa z tych łodzi albo z morza Czarnego albo nawet z Bałtyckiego

antynaiwniak
piątek, 15 grudnia 2017, 14:58

Faktycznie jesteś naiwny. Dzięki zerwaniu INF Rosja będzie mogła rozwijać lądowe mobilne wyrzutnie o zasięgu 5500km, które z Kamczatki sięgną większości terytorium USA (które dotąd nie były wcale w zasięgu rakiet innych niż strategiczne). NATO taką broń ma (np. Turcja) i mają sojusznicy USA (np. Izrael, Korea Południowa, Arabia Saudyjska). Nadto Rosja jest wprost otoczona pociskami średniego zasięgu USA odpalanymi z morza, podwodnie i z powietrza a zakaz jest tylko takich środków lądowych. Rosja jest ogromnym państwem lądowym ze słabą flotą, więc jej bardziej zależy na wyrzutniach lądowych niż USA. Ponadto USA złamały traktat INF instalując wyrzutnie VLS w Rumunii a teraz w Polsce i testując ABM na "symulatorach rakiet średniego zasięgu". Traktat INF bowiem zakazuje wyrzutni i zakazuje wszelkich środków przenoszenia średniego zasięgu, czyli i pocisków manewrujących i dronów (prawnie z definicji podpadają pod pocisk manewrujący) i rakiet - traktat bowiem zakazuje WSZYSTKICH takich środków, bez rozróżniania czy to bojowe, ćwiczebne, "meteorologiczne", "badawcze" itp. - traktat zakazuje wszystkiego. A np. USA testuje sobie obronę antyrakietową na "ćwiczebnych pociskach średniego zasięgu". To nie Rosja więc INF złamała pierwsza (o ile złamała, bo dowodem jedynym jest długość pocisku pakowanego na wyrzutnię Iskandera, bez żadnych twardych dowodów poza zdjęciem szacującym długość).

Zan
piątek, 15 grudnia 2017, 13:21

Odpowiedzią Zachodu na łamanie traktatu INF będzie wyrażenie głębokiego zaniepokojenia i na tym skończy się. Nie ma co oglądać się na innych tylko trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, mianowicie wprowadzić Homara i jak najszybciej rozwijać własne środki odstraszania.

Ecik
piątek, 15 grudnia 2017, 18:37

Homar to odstrasza ... nie wiem kogo, na pewno nie Rosję. Rosję odstraszają pociski o deklarowanym zasięgu pokrywającym Moskwę. A Moskwa duża jest, zaorać ją może tylko atom, kilkanaście pocisków konwencjonalnych o masie nawet 300 kg jakie przedrą się ewentualnie do Moskwy wzbudzają w rosyjskich wojskowych spazmy śmiechu a nie przerażenie i odstraszanie. I nie zmienią tego konwencjonalne Jasmy na naszych F16, i nie zmienią potencjalne konwencjonalne tomahawki na potencjalnych orkach. Rosjanie boją się polskich balistycznych rakiet jądrowych o zasięgu 4000 km bazowania lądowego. Czy ktoś w Polsce mówi, że takie są nam potrzebne? Jeżeli nie, to radzę nie drażnić niedźwiedzia, bo się obudzi i machnie łapą. W Izrael nikt nie celuje rakietami atomowymi, bo wie, że odppwiedź będzie tylko jedna. Na Polskę za to można bezkarnie trenować atak jądrowy. To tyle w temacie.

lkki
piątek, 15 grudnia 2017, 20:56

polska powinna naciskac na nuclear sharing

Black Scythe
sobota, 16 grudnia 2017, 10:47

Jasne... już widze jak Macierewiczowi Ameryka daje do ręki broń atomowa!

Forlorn Hope
sobota, 16 grudnia 2017, 12:38

Nie rozumiem tego zestawienia Iskander-K vs. Iskander-M. Jeśli używamy terminu "pocisk manewrujący" to przypomina mi się pochodzące jeszcze z lat 80. uzasadnienie dla niskiej prędkości Tomahawków (i częściowo Harpoonów): mają zaawansowaną elektronikę, lecą tuż nad ziemią, mogą zmieniać kurs i unikać wykrycia za górami, nadlecieć nad cel niespodziewanie =>> nie potrzebna jest duża prędkość. Czas na reakcję to parę sekund, radar wykrywa nisko lecący pocisk późno, tak samo jak wzrokowo. Czy te definicje się zmieniły? Czy też nie ma to znaczenia bo powierzchnia Polski jest nizinna i nie ma się za co schować? Czy też ufamy że z AWACSa się wykryje te pociski? Bo z ziemi na pewno nie, bez b. gęstej sieci posterunków jak to napisano w innym artykule tutaj. I nie wystarczy jedna linia na granicy bo dywersanci ją przerwą, czy da się pokryć cały kraj obserwatorami?

Tomek72
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 22:28

Powtarzam od lat - Polska (ani ŻADEN KRAJ Europy samodzielnie nie jest w stanie przeciwstawić się Rosji)... NATO - było świetnym DZIAŁAJĄCYM pomysłem (ekonomiczno / militarnym). ALE REALIA SIĘ ZMIENIAJĄ, I wydaje się, że NATO NIE NADĄŻA ... IMHO - Polska MUSI BYĆ ATRAKCYJNYM Partnerem dla NATO, ale MUSI też ROZWIJAĆ SAMODZIELNE zdolności obronne i "zniechęcające" przeciwnika

Andrzej
piątek, 15 grudnia 2017, 12:56

Bardzo ciekawy artykuł, interesujące postawienie sprawy.

Adam
piątek, 15 grudnia 2017, 12:46

W sumie ruscy mogą u siebie wprowadzać co chcą a mi i tak i tak nie mamy czym tego zestrzelić a 8 baterii przeciwlotniczych które za X lat dostaniemy za wiele niczego nie zmieni bo to jest zbyt mało żeby mogły osłaniać całe niebo nad Polską.Warszawa,Redzikowo itp a reszta Polski będzie z procy strzelać samoloty......

as
piątek, 15 grudnia 2017, 20:05

to jeszcze jeden dowod na to ze kupno orki dla nielicznych pociskow samosterujacych jest bez sensu ! odpowiedzia usa bedzie LRPF a my zostaniemy z ATACMS o zasiegu maks 300 km Wyrzutnie Kalibrów będą decydowanie poza naszym zasiegiem czyli zlamanie traktatu czesciowo ale wplywa na nasze bezpieczenstwo. powinnismy zyskac zdolnosci wytworcze pociskow samosterujacych na bazie ukrainskiej wersji Kh ew. pozyskac technologie od Kongsberga lub Taurus w ramach dealu z TKMS. nie kilkadziesiat pociskow odpalanych z orki a setki pociskow z wyrzutni naziemnych. orka z zalozenia miala byc naszym obejsciem INF w tej sytuacji w ktorej rosja jawnie lamie traktat warto przekierowac srodki na wlasne projekty balistyczne i rakiet manewrujacych, samosterujacych

as
sobota, 16 grudnia 2017, 15:35

@as - naprawdę ?! - TO MA BYĆ SYSTEM ODSTRASZANIA !!! , a tu należy sobie poczytać co takie pociski mogą przenosić mam na myśli Tomahawki..... Podam taki przykład , może banalny.... wieczorową porą przez par idzie dziadek z siekierą na ramieniu i spotyka paru podchmielonych młodzieńców .... zaczepią ? - jak myślisz ? USA podało , że ostatnio znacznie zwiększyli zasięg tych pocisków i jako ciekawostkę podam , że uzbrajają w nie swoje najnowsze OP........

chateaux
sobota, 16 grudnia 2017, 14:22

Jaki obejściem INF przez Polskę, skoro INF w ogóle nie obowiązuje Polski?

czytelnik
piątek, 15 grudnia 2017, 12:18

No panie redaktorze mówienie że cytuję "Dzięki takiemu postępowi technologicznemu system wprowadzania celów do rakiet oraz sterowania startem pocisków można zmieścić tak naprawdę w niewielkim tablecie". przeczy wyjaśnieniom przedstawicieli USA którzy twierdzą że system zestrzeliwania rakiet zainstalowany w Rumuni i budowany w polskim Radzikowie równi się od zainstalowanego na okrętach USA Navy oprogramowaniem. i że dzięki temu nie można z niego strzelać Tomahawkami. Więc można przyjąć na podstawie Pana wywodu że jak to się mówi w starym polskim przysłowiu przyganiał kocioł garowi i tyle

Fred
piątek, 15 grudnia 2017, 12:17

a było wierzyć Rosjanom i złomować Pershing II ?

związek przyczynowo-skutkowy
piątek, 15 grudnia 2017, 15:15

Ale jesteś naiwny. Myślisz, że INF wprowadzono na prośbę zastraszonych Pershingami Sowietów? NIE! Do INF zastraszony Zachód namawiał Sowietów przez długie lata i dopiero Gorbaczow się na to, wbrew swoim generałom, zgodził. To Zachód był zastraszony, bo przed Pershingami Sowieci mieli RDS-10 Pionner, z MIRV i pod każdym względem lepsze od Pershinga II (mobilność, zasięg, ilość głowic) i Pershing II był wprowadzony jako odpowiedź na RDS-10. Pioneer dawał Sowietom możliwość taktycznych uprzedzających precyzyjnych uderzeń nuklearnych na cele NATO w Europie (a nawet USA) praktycznie bez uprzedzenia (to była rakieta z silnikiem na paliwo stałe, z błyskawicznym przygotowaniem do startu) o zasięgu 5500km (niektórzy podają, że zmodernizowane wersje miały 7500km) i NATO dostało histerii po ich wprowadzeniu. Sowieci wcześniej nie mieli tej klasy broni. Dlatego mylisz się co do tego kto skorzystał bardziej na INF.

Jarek
sobota, 16 grudnia 2017, 11:44

Każdy chce się czuć bezpiecznie. Skoro ściągamy do siebie wojska USA to oni ściągają pod nasze granice systemy rakiet balistycznych aby w razie konfliktu w parę minut całkowicie wyeliminować nasz kraj. I niestety w miarę agresywnej retoryki ze strony RP stan będzie się pogłębiać. Nie ma co machać szabelką bo realnie jesteśmy słabi gospodarczo, militarnie, technologicznie i tak naprawdę to jedynym faktycznym gwarantem naszego bezpieczeństwa jest rozsądek polityków, bo każdy konflikt z sąsiadem ze wschodu może oznaczać koniec Polski, pomimo członkostwa w NATO i "sojuszu" z USA.

Pref
niedziela, 17 grudnia 2017, 13:07

Genialna odpowiedź, jak z podręcznika. Co zdanie, to kłamstwo: 1. najpierw Rosja wstawiła Iskandery do obwodu kaliningradzkiego, a potem my ściągnęliśmy małą grupkę wojsk USA. 2. Rosyjskie akcje (w tym aneksje sąsiadujących krajów) nie są odpowiedzią na jakąkolwiek retorykę, Rosja po prostu bierze, co chce kiedy tylko może. 3. Ze strony RP nie ma żadnej agresywnej retoryki, bo - przypomnijmy - agresja to atak. Rzeczpospolita jedynie defensywnie - obronnie - reaguje na agresję Rosji, która jak zwykle twierdzi, że ona, Rosja jest atakowana. 4. "Machanie szabelką" - pogratulowałbym zgrabnej manipulacji, gdyby nie była wyświechtana. Rosja to kraj tchórzliwy, boi się każdego sąsiada, który jest zdecydowany bronić swoich interesów wobec imperialistycznych zapędów Rosji. Dlatego tak naprawdę boicie się owego polskiego "machania szabelką" - bo wystarczy wam pod nosem nią faktycznie pomachać i już kulicie mongolski ogon pod siebie. Patrz: "kryzys kubański". Ale to i tak nie zmienia niczego w fakcie, że nasze "machanie szabelką" nie jest groźbą, ale próbą odstraszania prymitywnego potwora. Chcemy żyć w spokoju i żeby nasze dzieci nie musiały się uczyć waszej kolonialnej poezji w szkołach - tylko tyle. 5. Fakt, że tak bardzo retorycznie boicie się obecności niezwykle skromnej liczebnie brygady US Army, świadczy, że to nasz strzał w dziesiątkę. Aneksja Polski nie pójdzie już tak łatwo.

Grzesiek
sobota, 16 grudnia 2017, 19:21

Myśli Pan, że armia rosyjska przestanie ćwiczyć atomowe ataki na Warszawę jeżeli odeślemy stąd Amerykanów, a retoryka będzie neutralna? Ja myślę, że skutek będzie zupełnie odwrotny!

Danebrog
sobota, 16 grudnia 2017, 15:03

Nie zgadzam się że retoryka ze strony RP jest specjalnie agresywna. Jeśli Rosja tak to odbiera to wynika z zasadniczych różnic między innymi cywilizacjami jakie wyznaja elity - bez wartościowania, tak po prostu jest. Współistnienie jest trudne, niezależnie od rozsądku polityków w Polsce. Pamiętam z lat 80. jak w mediach pod dyktando ZSRR bez przerwy młócono o zagrożeniu zachodnim, Pershing II głównie, niedobrze się od tego robiło całemu pokoleniu. I zamilczano zbrojenia Układu Warszawskiego. Taka to cywilizacja "sąsiada ze wschodu".

Jan
niedziela, 17 grudnia 2017, 18:11

Pocisk odpalony z Rędzikowa doleci po torze balistycznym do Moskwy w podobno 11 minut, ktoś tu wspomniał o INF...

Davien
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 16:52

SM-3 z głowicą kinetyczna EKV na torze balistycznym??? A niby jakim cudem. Widzisz co w ogole zabajki wypisujesz:)

Kosmit
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 02:37

Jak mi jeszcze powiesz na jakiej właściwie zasadzie pocisk przeciwlotniczy/przeciwrakietowy miałby lecieć po torze balistycznym w kierunku Moskwy i jeszcze na końcu trafić w coś sensownego, to przestanę się śmiać. Że rakiety systemu SM mają zdolność zwalczania celów nawodnych, to wiem, ale że lądowych też, to nie wiedzą chyba nawet spece z Pentagonu. Niedługo się okaże, że polskie rakiety plot na poligonie w Ustce podchodzą pod łamanie traktatu INF. W przeciwieństwie do Iskanderów-M w Kaliningradzie, one tam się tylko ładnie komponują z nadbałtyckim krajobrazem.

Zbulwersowany podatnik
piątek, 15 grudnia 2017, 11:49

Oczywista oczywistość i nic więcej. W zasadzie jakichkolwiek nowości ten artykuł nie wnosi, a raczej więcej pytań: - czy 9 baterii Patriot to nie zdecydowanie za mało - czy nie powinniśmy poważnie pomyśleć o systemie THAAD W ilości 2-3 baterii - czy 11 baterii Narwi przy obecnej ilości lotnictwa Rosji to nie za mało nawet o połowę - czy blokowanie projektu Loary to nie sabotaż - kiedy uzupełnimy Pilicę której jeszcze nie wdrożyliśmy o Hydrę z 35mm działkiem

Xd Kek
piątek, 15 grudnia 2017, 14:19

Ad 1 zobacz na opl PRL głównie skupili się na wybrzeżu i Patriot będzie rozmieszczonych na wschodzie Ad2 THAAD według początkowych planów miał być kupiony Ad3 zgadzam się Ad4 Loara była albo rakietowa albo lufowa więc lepszy był projekt Stalagmit sopel łączący lufowa I rakietowa obronę Ad5 a nie lepiej hydre na podwoziu T 72 lub tym koreańskim plus rakiety grom/piorun lub z Narwi i mamy następcę szylki

kj1981
piątek, 15 grudnia 2017, 13:54

Noże i za mało tych baterii, ale patrząc na to, jaki rachunek chce nam wystawić nam nasz najlepszy sojusznik za swoje zabawki, to ja nie wiem, czy 5% PKB na obronę by wystarczyło...

Podbipięta
piątek, 15 grudnia 2017, 11:46

I jeszcze jeden wniosek.My też mozemy wprowadzic lądowe wersje pocisków manewrujących dalekiego zasięgu.A Amerykanie do tego wracają z Tomahawkami.Jest też amerykańska koncepcja wprowadzenia tanich pocisków manewrujących z silnikami odrzutowymi (c.a. 1 mln USD szt.)

Rocco Silfredi
niedziela, 17 grudnia 2017, 17:41

Gwarantem Polskiej niepodległości i nienaruszalności granic jest Broń Atomowa ,tyle w temacie.

Ciekawski
piątek, 15 grudnia 2017, 11:38

Ot, kraj miłujący pokój, ciężko się to czyta i ogląda jak ładnie te wyrzutnie wyglądają, a reszta kraju dziadzieje. Po co to komu?

JKK
piątek, 15 grudnia 2017, 16:48

po to zeby byc, tak samo jak u nas.

marceli
piątek, 15 grudnia 2017, 11:33

Bardzo ciekawy artykuł. Czyli IBCS eliminujący rakiety zagrażające Polsce i "niezainteresowany" lecącymi do "partnerów strategicznych" kremla.

Nieździwiony
piątek, 15 grudnia 2017, 11:30

Pytanie czy na Zachodzie "misie" się obudzą czy dalej będą mówić jaki to u nas jest faszyzm. Cielawe czyj system obrony ich obroni he he. Ehhh całe życie z wariatami

bobo
piątek, 15 grudnia 2017, 11:22

Raczej Zachód dogada się z Rosją naszym kosztem. Tzn. rakiety zostaną wycofane za Ural ale pod warunkiem, że państwa naszego regionu zwłaszcza Polska i Rumunia zostaną całkowicie zdemilitaryzowane.

fs
piątek, 15 grudnia 2017, 14:06

Przecież my jesteśmy zdemilitaryzowani. Zero nowoczesnych rakiet z wyjątkiem tych do 5km. Rakiety Rosji robią 500km w 5 minut. Naszą szybką bronią są czołgi. Zasięg 500km i 10 godzin i niech kto nam podskoczy z takimi rakietami. Skansen.

ck
piątek, 15 grudnia 2017, 13:42

Zawsze poświęca się lokalnego sojusznika dla interesów globalnych i własnych. My w roku 1920 poświęciliśmy Ukraińców atamana Petluty a nas zostawiono samym sobie w czasie całej II wojny światowej i po niej. O dziwo, gdybyśmy w roku 1920 doprowadzili do powstania zaprzyjaźnionej z nami Ukrainy to w roku 1939 mielibyśmy przynajmniej jednego pewnego sojusznika nie wpominając o tym, że nie doszło by do Wołynia 1944. Jak nas zjada większa ryba to straszny krzyk ale jak my kogoś pozwoliliśmy zjeść to straszna niesprawiedliwość.

awr
sobota, 16 grudnia 2017, 19:57

wyśmiewanie że na starych kółkach nowoczesna rakieta zamontowana... na starych sprawdzonych w boju !!! to po pierwsze... po wtóre wyśmiewanie na wzór UOKIK i UKE które czepiają się byle czego aby tylko jakieś niedobre produkty ( dla konsumenta li tylko ?!!! ) bo znak CE był ciut krzywaśny... śmieszniutki jakiś a niedawno Parlament UE zajmował był się krzywizną ogórka i prostotą bananów... WOJNY nie cza nawet !!! same się rozlecim... ze śmiechu !

Riddler
piątek, 15 grudnia 2017, 17:48

Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale chyba ok. roku 2014 amerykanie zaczęli przebąkiwać o tym, że coś jest nie tak z przestrzeganiem u ruskich traktatu INF. Stąd też nasuwa się pytanie, czy była jakaś delegacja USA w Rosji w celu zbadania wątpliwości, np. niech wystrzelą pocisk i zobaczymy, gdzie spadnie. Zgodnie z traktem musi być w nim jakiś mechanizm kontroli, weryfikacji. W końcu traktat był podpisany za Reagana, "ufaj ale kontroluj".

as
poniedziałek, 18 grudnia 2017, 19:53

Jeszcze raz powtórzę że Orka miała być obejściem INF. Jedyne państwa które chcą nam sprzedać pociski manewrujące stosują się do INF gdyż albo używają amerykańskich technologii albo jednostronnie zadeklarowały nierozprzestrzenianie broni niezgodnej z traktatem mimo że same się do niego nie stosują np. Izrael USA i Izrael NIE sprzedadzą nam pociskow o zasiegu wiekszym niz 500 km. Niemcy nie za zobowiązane ograniczeniami INF a mimo to nie zwiększają zasięgu Taurusów odpalanych z wyrzutni naziemnych. W tej sytuacji Orka przestaje być celowa a my powinniśmy zainwestować w dużą ilość efektorów ziemia-ziemia takich jak LOR-a i pociski samosterujące na bazie Kh lub technologii Kongsberga, niemieckiego Taurusa itp

Davien
wtorek, 19 grudnia 2017, 00:24

As mylisz po pierwsze INF z MTCR, to sa dwa rózne traktaty. Nie ma Taurusów na wyrzutniach naziemnych to pocisk wyłącznie lotniczy a zasięg KEPD-350 wynosi ponad 500km wiec niezła wpadka.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama