Robotyzacja podwodnej floty ratowniczej po rosyjsku

16 lipca 2016, 15:38
Rosyjski robot podwodny „Marlin-350”. Fot. www.mil.ru
Rosyjski robot podwodny „Marlin-350” z dwoma pędnikami pionowymi. Fot. www.mil.ru
Pulpit sterpwania rosyjskiego robota podwodnego „Marlin-350”. Fot. www.mil.ru
Typowy pulpit sterowania robotów podwodnych. Fot. M.Dura
Robot podwodny Falcon szwedzkiej firmy Saab z jednym pędnikiem pionowym. Fot. M.Dura
Rosyjski robot podwodny „Marlin-350”. Fot. www.mil.ru

Rosjanie postanowili wprowadzić dziesięć sterowanych przewodowo robotów podwodnych „Marlin-350” do sił poszukiwawczo-ratowniczych marynarki wojennej, prawdopodobnie kopiując zachodnie rozwiązania techniczne. Wprowadzanie robotów do służby ma się zakończyć do końca 2017 r.

Po katastrofie okrętu podwodnego „Kursk” rosyjska marynarka wojenna zaczęła wyposażać swoje służby ratownicze w najnowszej generacji sprzęt zachodni. Dotyczyło to m.in., sprzętu wykorzystywanego przez płetwonurków i nurków oraz robotów podwodnych. Sankcje nałożone na władze w Moskwie za agresję na Ukrainę spowodowały, że Rosjanie musieli ponownie wrócić do zasad istniejących w czasach komunistycznych i zacząć produkować u siebie wszystko to, co jest potrzebne w siłach zbrojnych.

Dotyczy to również robotów podwodnych. Nowe, sterowane przewodowo pojazdy opracowano w rosyjskiej firmie Tetis Pro, która zajmie się także ich produkcją. Roboty przeszły już pozytywnie badania państwowe, wydano również zgodę na wykorzystywanie ich w rosyjskiej marynarce wojennej.

Zgodnie z informacją opublikowaną przez ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej, roboty „Marlin-350” będą wykorzystywane przede wszystkim w akcjach poszukiwawczych i ratowniczych, szczególnie podczas inspekcji obiektów podwodnych znajdujących się w niebezpieczeństwie. Pojazd będzie mógł również wykonywać pewien zakres robót podwodnych dzięki zamontowanemu na nim manipulatorowi, również opracowanemu przez Rosjan. Maksymalną głębokość działania określono na 350 m (w wodach słodkich i słonych) przy długości kabloliny 450 m.

Rosjanie oczywiście chwalą się, że ich pojazd nie ustępuje swoim zachodnim odpowiednikom. I rzeczywiście pozornie roboty „Marlin-350” nie obiegają konstrukcją od standardowych, podobnych urządzeń wykorzystywanych na świecie. Co więcej - do złudzenia przypominają jeden z najbardziej rozpowszechnionych na zachodzie robotów tej klasy – ROV (Remotely Operated Vehicle) typu Falcon szwedzkiej firmy Saab (stosowany m.in. w Marynarce Wojennej RP).

Rosyjski robot podwodny „Marlin-350” – fot. www.mil.ru

Robot podwodny Falcon szwedzkiej firmy Saab z jednym pędnikiem pionowym. Fot. M.Dura

Rosyjski pojazd ma cztery silniki z pędnikami umieszczonymi horyzontalnie (do manewrowania w poziomie), co jest rozwiązaniem rzeczywiście powszechnie stosowanym – w tym oczywiście na szwedzkich Falconach. Różnica jest natomiast w liczbie pędników wertykalnych, sterujących ruchem w pionie. Rosjanie zastosowali dwa takie silniki, natomiast Szwedzi już tylko jeden. W szwedzkim Falconie w zupełności to wystarczyło, pomimo, że jest to robot większy od rosyjskiego (1000 x 500 x 600 mm w porównaniu do 840 х 590 х 370 mm w przypadku „Marlin-500”) oraz cięższy (60 kg w porównaniu do 50 kg). Rosjanie nie pochwalili się przy tym maksymalnym ładunkiem użytecznym, jaki może być zabrany przez ich pojazd (u Falcona to około 14 kg).

Rosyjski robot podwodny „Marlin-350” z dwoma pędnikami pionowymi. Fot. www.mil.ru

Sterowanie odbywa się w podobny sposób, jak w typowych robotach podwodnych, z możliwością wprowadzenia rewersu na silnikach. Daje to, według Rosjan, możliwość wykonywania wszystkich zadań, jakie mogą pojawić się w czasie akcji poszukiwawczo-ratowniczych. Ma w tym pomóc zestaw akcesoriów – w tym przede wszystkim systemy obserwacyjne: kamera TV wysokiej rozdzielczości (Full HD), sonar wielowiązkowy i sonar dookólny.

Pulpit sterpwania rosyjskiego robota podwodnego „Marlin-350”. Fot. www.mil.ru

Typowy pulpit sterowania robotów podwodnych. Fot. M.Dura

Zdziwienie wzbudza natomiast wynośny, rosyjski pulpit sterowania, który w najnowszych rozwiązaniach (w tym na szwedzkim Falconie) montuje się z zasady w szczelnej obudowie. Zwiększa to jego ciężar, ale doświadczenie z różnego rodzaju misji wyraźnie pokazują, że inne rozwiązanie naraża całość na zamoczenie i awarię – nawet przy bardzo uważnej obsłudze. Rosjanie jak na razie stosują jedynie pulpit bryzgoszczelny.

Reklama
Tweets Defence24