Raport: Trump musi wzmocnić odstraszanie jądrowe. Odpowiedź na zagrożenie z Rosji?

22 grudnia 2016, 09:30
Czy amerykańskie okręty odzyskają możliwości użycia pocisków cruisez głowicami jądrowymi? Fot. US Navy.
Wśród programów, do kontynuacji których wezwał amerykański ekspert, jest bombowiec nowej generacji B-21 Raider. Fot. USAF.
Istotne znaczenie ma też program modernizacji bomb jądrowych B-61. Fot. MESNARD, CHRISTOPHER J Capt USAF AFGSC PA/PA
Podstawowym nosicielem bomb jądrowych B61 Mod.12 mają być myśliwce 5. generacji F-35. Na zdjęciu samolot tego typu w barwach lotnictwa Holandii, fot. Lockheed Martin

Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych powinien realizować planowane przez administrację Baracka Obamy programy modernizacji arsenału jądrowego. Pod uwagę należy wziąć też rozszerzenie ich zakresu, w tym o pociski manewrujące z głowicami nuklearnymi odpalane z platform morskich – czytamy w raporcie amerykańskiego think-tanku CSIS.

Dokument, opublikowany w ramach projektu „Defense 360” amerykańskiego think-tanku Center for Strategic and International Studies porusza kwestię modernizacji arsenału jądrowego przez amerykańską administrację po objęciu urzędu przez Donalda Trumpa. Autor raportu, Thomas Karako, wzywa do kontynuowania i rozszerzenia działań, podjętych w tej materii przez Baracka Obamę, przede wszystkim ze względu na zagrożenie ze strony Rosji.

Jak wiadomo, ustępujący prezydent był zwolennikiem redukcji broni jądrowej. Doprowadził do podpisania traktatu New START z Rosją, obowiązującego od 2011 roku i zakładającego zmniejszenie potencjałów strategicznego odstraszania przez Rosję i USA. Jeszcze wcześniej, bo w 2009 roku w Pradze Barack Obama przedstawił wizję świata bez broni jądrowej.

Czytaj też: Koniec iluzji świata bez broni jądrowej. "Trwa modernizacja arsenałów"

Z drugiej jednak strony, odchodząca administracja miała świadomość, że posiadany przez siły zbrojne USA arsenał jądrowy starzeje się w szybkim tempie i wymaga modernizacji. Przykładem są bombowce B-52H, dostarczone na początku lat 60. XX wieku, czy międzykontynentalne pociski balistyczne Minuteman III, które rozpoczęły służbę w roku 1970. Wprowadzenie nowych systemów staje się więc konieczne nawet jeśli – jak zakładał Obama – ich liczba ma być mniejsza w stosunku do eksploatowanych obecnie przez siły zbrojne USA.

Czytaj też: Broń ostateczna NATO. Zapaść, czy modernizacja?

Obecne kierownictwo Departamentu Obrony, w tym ustępujący sekretarz obrony Ashton Carter jest świadome sytuacji arsenału jądrowego. Przygotowano szereg programów modernizacyjnych, które mają doprowadzić do zmian w zasadzie w całej triadzie strategicznego odstraszania jądrowego. I tak, pociski balistyczne Minuteman III mają zostać zastąpione przez systemy opracowane w ramach programu Ground Based Strategic Deterrent, bombowce B-52 – przez maszyny B-21 (wykonawcą będzie Northrop Grumman), na których wyposażenie trafi też nowy typ pocisku manewrującego, opracowany w ramach programu Long Range Stand Off.

Raider
Fot. USAF.

Wymienione projekty są na różnych etapach, i w dużej mierze znajdują się we wstępnej fazie. Ich realizacja zapewniłaby jednak utrzymanie i zwiększenie posiadanych przez Amerykanów zdolności strategicznego odstraszania jądrowego. Thomas Karako postuluje kontynuowanie tych programów przez nowy rząd. Wzywa też do zwiększenia znaczenia odstraszania jądrowego w polityce obronnej USA.

Autor raportu stwierdza też, że działania administracji Obamy oparte były na „łagodnej” ocenie sytuacji międzynarodowej z 2010 roku, zwłaszcza w odniesieniu do Rosji. Jak wiadomo, amerykańskie władze w zasadzie nie zakładały realnego ryzyka konfrontacji militarnej z Moskwą (w tym konwencjonalnej). Obecnie takie potencjalne niebezpieczeństwo jest brane pod uwagę, o czym świadczy choćby proces wzmacniania wschodniej flanki NATO.

Rosja złamała też traktat INF zabraniający użycia pocisków średniego/pośredniego zasięgu startujących z lądu. Przyczyną jest wdrażanie nowego pocisku manewrującego odpalanego z wyrzutni lądowych (najprawdopodobniej z systemu Iskander). Autor raportu zwraca uwagę na niebezpieczeństwa płynące z działań Moskwy i postuluje wzięcie pod uwagę między innymi wdrożenia nowego pocisku cruise zdolnego do działań jądrowych, wystrzeliwanego z okrętów.

Czytaj też: Iskandery pogrzebały traktat INF. Berlin i Praga w niebezpieczeństwie

Wcześniej podobną rolę mogły pełnić pociski manewrujące Tomahawk, ale od kilku lat w służbie są tylko pociski z głowicami konwencjonalnymi. Co ciekawe autor nie przesądza, czy nowy „nuklearny” system cruise powinien zostać wdrożony, ale zaznacza iż samo wzięcie pod uwagę podobnego rozwiązania zwiększa elastyczność nowej administracji. Amerykański ekspert też o „realistyczną” ocenę możliwości dochowywania przez Rosję zapisów międzynarodowych, a także działania innych państw (Chiny, Korea Północna).

Inne rekomendacje dotyczą rozszerzenia współpracy z sojusznikami, w tym w ramach programu NATO Nuclear Sharing, zwrócenia większej uwagi na odstraszanie jądrowe w polityce obronnej USA czy większego dostosowania sił zbrojnych do współdziałania sił konwencjonalnych i nuklearnych.

B-61
Istotne znaczenie ma też program modernizacji bomb jądrowych B-61. Fot. MESNARD, CHRISTOPHER J Capt USAF AFGSC PA/PA

Podobne operacje były ćwiczone i przygotowywane na szeroką skalę w czasie Zimnej Wojny, ale po upadku ZSRR wymienione zdolności zostały w dużym stopniu utracone. W kontekście programu Nuclear Sharing czy współdziałania z siłami konwencjonalnymi szczególnego znaczenia nabiera też program modernizacji taktycznych bomb jądrowych B61 do standardu B61-12. Te ładunki, przeznaczone do przenoszenia między innymi przez myśliwce F-35A, stanowią podstawowy i w zasadzie jedyny system niestrategicznej broni jądrowej posiadanej przez NATO.

Czytaj też: Modernizacja bomb jądrowych B61. Wzmocnienie NATO Nuclear Sharing

Warto tutaj wskazać, że poszczególne programy modernizacji arsenału nuklearnego były krytykowane przez część komentatorów, jako zbyt kosztowne. Dotyczyło to przede wszystkim pocisku manewrującego LRSO i właśnie bomb B-61-12. Oba te systemy uzbrojenia są o tyle istotne, że mogą służyć do wykonywania pojedynczych uderzeń jądrowych, a nie zmasowanych ataków rakietami balistycznymi.

W obecnej sytuacji najpoważniejszym zagrożeniem wydaje się właśnie użycie przez potencjalnego przeciwnika broni jądrowej poniżej progu pełnoskalowego konfliktu (który doprowadziłby do wzajemnego zniszczenia), a więc na przykład pojedynczego ładunku w celu zastraszenia i zmuszenia do rozmów. Wyeliminowanie programów LRSO i B-61-12 znacznie zmniejszyłoby zakres opcji potencjalnego uderzenia odwetowego. Według niepotwierdzonych informacji program nowego pocisku manewrującego był krytykowany nawet przez Hillary Clinton.

F-35A
Podstawowym nosicielem bomb jądrowych B61 Mod.12 mają być myśliwce 5. generacji F-35. Na zdjęciu samolot tego typu w barwach lotnictwa Holandii, fot. Lockheed Martin

Donald Trump przed wyborem na prezydenta Stanów Zjednoczonych sugerował, że będzie dążyć do modernizacji arsenału jądrowego. W podobnym tonie wypowiada się obecnie większość amerykańskich komentatorów. Należy jednak pamiętać, iż modernizacja systemów broni jądrowej niesie ze sobą istotne koszty. Przed prezydentem-elektem stanie więc zadanie przełamania politycznego impasu, związanego z cięciami budżetowymi w Departamencie Obrony, w tym wprowadzonymi ustawą Budget Control Act (tzw. sekwestracja).

Warto też przypomnieć, że znaczenie odstraszania nuklearnego w NATO i USA zostało już w pewien sposób podniesione, o czym mówią choćby zapisy końcowe szczytu NATO w Warszawie. Jak wiadomo, stwierdzono wprost że ewentualne użycie broni jądrowej przeciwko Sojuszowi „fundamentalnie” zmieniłoby naturę konfliktu. Jednocześnie, choć okoliczności w których NATO mogłoby użyć broni jądrowej są „bardzo odległe”, to Pakt posiada środki odpowiedzi w wypadku fundamentalnego zagrożenia bezpieczeństwa NATO i jego członków.

Pomimo tego, omawiany raport jest istotnym głosem w debacie nad przyszłością broni jądrowej w USA. Sam postulat wzięcia pod uwagę wdrożenia dodatkowej, w stosunku do stanu obecnego klasy środków przenoszenia (pociski manewrujące odpalane z okrętów) jest już przełamaniem pewnego tabu. Po zakończeniu Zimnej Wojny władze USA skupiały się bowiem zawsze na zastępowaniu posiadanych zdolności, ale nie tworzeniu nowych, nawet jeśli miałaby to być odbudowa środków posiadanych jeszcze długo po 1989 roku (jak w wypadku „morskich” pocisków cruise).

Wiele wskazuje więc na to, że czas jednostronnych redukcji broni jądrowej przez USA się skończył, i to jeszcze w trakcie sprawowania urzędu przez obecnego przezydenta. Donald Trump stanie jednak przed trudnym zadaniem połączenia modernizacji arsenałów jądrowych, zapewnienia odpowiedniego finansowania, ale też umiejętnego utrzymywania kanałów komunikacji z Rosją, aby uniknąć ryzyka niebezpiecznej eskalacji sytuacji (np. w wyniku błędu), nawet jeśli ta miałaby powstać z winy Moskwy. Może to być trudne, gdyż Kreml w bezpośredni sposób łamie porozumienia międzynarodowe, jak traktat INF. Paradoksalnie jednak, odstraszanie jądrowe i dialog muszą iść w parze, aby uniknąć niebezpiecznych konsekwencji – wynikających zarówno ze słabości jednej strony i agresywnych intencji drugiej, jak i z błędu.

Czytaj też: Amerykanie wrócą do koncepcji „Gwiezdnych wojen”?

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 24
Reklama
Fxx
czwartek, 22 grudnia 2016, 12:49

A ja to mam gdzieś filozofię pojedynczych uderzeń jądrowych które pozwalają np.rozwalić Warszawę a potem nawoływać do pokojowych rozmów.Każde użycie broni atomowej powinno skutkować "zaoraniem" państwa które jej użyło.

scorpion
piątek, 23 grudnia 2016, 09:58

To jest filozofia ograniczonej wojny jądrowej, autorstwa Amerykanów zresztą. Np. Rosja wykonuje atak na Warszawę a NATO odpowiada atakiem na Mińsk, po czym strony zasiadają do rozmów. Koncepcja ta zakłada, że wojnę rozpoczyna się na terytoriach państw sojuszniczych, stopniowo eskalując konflikt. Ma to za zadanie uchronienie własnego terytorium przed totalną wojną na wczesnym etapie trwania konfliktu. Oczywiście po upadku ZSRR ta teoria się nieco zdewaluowała, wszak Rosji państw sojuszniczych ubyło, a NATO przybyło. Nie mniej jednak tak z pewnością będzie wyglądać ewentualny konflikt nuklearny. Na solidarność sojuszników, że w razie ataku na Warszawę doprowadzą do konfliktu totalnego raczej bym nie liczył.

ciućmok
czwartek, 22 grudnia 2016, 22:14

W dotychczasowych scenariuszach NATO użycie taktycznej głowicy atomowej przez Rosjan w celach deeskalacji konfliktu powodowało odpowiedź dużo mocniejszym ładunkiem jądrowym.

likus
piątek, 23 grudnia 2016, 15:40

A niby po co, Trump ma wzmacniać czy modernizować siły zbrojne USA . Czy ktoś zaatakował USA albo NATO ? Miliardy to są potrzebne na służbę zdrowia, wyrównywanie szans społecznych, rozwój technologii cywilnych a nie ma machanie szabelką . Ukraina , Syria to strefa wpływów Rosji i przy Rosji na nasze szczęście, zwłaszcza Ukraina musi dla naszego bezpieczeństwa przy Rosji pozostać... Amen...

b
poniedziałek, 26 grudnia 2016, 00:14

Ukraina to niepodlegly kraj, ktory ma prawo do samostanowienia. Ukraincy wiedza juz kto jest ich smiertelnym wrogiem I tego nikt ani nic juz nie zmieni. Im silniejsza Ukraina tym mniej niebezpieczna Rosja.

Luk
niedziela, 25 grudnia 2016, 00:45

Zatem "likusie" zacznijcie wydawać w państwie moskiewskim miliardy na służbę zdrowia, wyrównywanie szans społecznych i rozwój technologii cywilnych. Bo do tej pory wydajecie miliardy na zbrojenia a przeciętny Rosjanin ma długość życia porównywalną z wieloma krajami afrykańskimi. Niech Rosja przestanie wymachiwać szabelką - niech wycofa się z zaatakowanej Ukrainy i Gruzji, niech zaprzestanie agresywnych manewrów na Białorusi podczas których ćwiczy atomowy atak na Polskę. Niech przeznacza środki na rozwój gospodarczy a nie na inwazje na inne kraje. I zapamiętaj sobie, że Rosja nigdy nie była, nie jest i nie będzie gwarantem naszego bezpieczeństwa. Ostatni rosyjscy żołnierze wyjechali z Polski w 1993 roku i nie chcemy tu ich więcej.

Polak
czwartek, 22 grudnia 2016, 12:03

Absolutnie jest to konieczne wobec zachowań Moskwy !

Sumienny
piątek, 23 grudnia 2016, 14:09

Do czytających i komentujących: Czy wy na prawdę wierzycie, że USA, Anglia lub Francja dokonają nuklearnego odwetu jeżeli Rosja zaatakuje nasz kraj przy użyciu broni jądrowej? Przecież to znaczyłoby dla nich kontruderzenie i skazanie na śmierć swoich obywateli. Nikt nie użyje tego typu broni jeżeli sam nie zostanie zaatakowany, a to nie nastąpi. Dlaczego? Bo wszelkie militarne rozgrywki odbędą się w Polsce, Rumunii, Bułgarii, Litwie itd

Davien
piątek, 23 grudnia 2016, 16:17

A Pan naprawde wierzy że ktos w USA czy GB będzie czekał i patrzył dokąd lecą te głowice i co sie póżniej stanie? Doktryna NATO przewiduje atak odwetowy po samym odpaleniu rakiet, podobnie jak rosyjska do niedawna. Pomarzyc dobra rzecz.

niki
piątek, 23 grudnia 2016, 14:25

Dokładnie. Nikt za Warszawę nie będzie chciał umierać i każdy wie jakim potencjałem atomowym dysponuje Rosja.

thefastestcombatpistol
czwartek, 22 grudnia 2016, 10:48

Bardziej istotne od tego, co Trump musi zrobić, jest to, co Trump zamierza zrobić.

xx
czwartek, 22 grudnia 2016, 10:34

cały problem poniektórych że trump, prezydent za swoje,nic nie musi,mam nadzieję ze będzie podejmował decyzje logiczne a nie nabijające kabzę poniektórym

Victor
czwartek, 22 grudnia 2016, 16:00

Problemem jest to że to co logiczne dla trumpa np. oddanie putinowi międzymorza czy ukrainy może być śmiertelnie niebezpieczne dla tych krajów. A w tłumaczeniu tej logiczności rosjanie są mistrzami.

Jacky
czwartek, 22 grudnia 2016, 10:30

Nie kumam tego .W teh chwili ponoc za pomoca broni jadrawej mozna zniszczyc ziemie 20 razy. CO to za roznica czy bedzie ja mozna zniszczyc 40 razy. Wedlug mnie wszystkie kraje ktore maja bron jadrowa powinny byc oblozone karnymi clami przez te kraje ktore jej nie posiadaja. moze to ostudzilo by niektore gorace glowy

Davien
piątek, 23 grudnia 2016, 10:29

I kto te cła nałoży: Brazylia, Iran czy Wenezuela?? Dzis wszystkie liczące się państwa posiadają broń jądrową a pozostałe muszą się z nimi liczyc gdyz zazwyczaj są to też państwa najsilniejsze w regionie , a inne są od nich jakos uzależnione. Bajki rodem z czasów finansowania pacyfistów przez Kreml możesz sobie darować. PS Ziemia wytrzymała juz ponad 1000 wybuchów jądrowuch od małych po gigantyczne-rosyjska Car Bomba i dalej istniejemy.

Extern
czwartek, 22 grudnia 2016, 13:42

Paradoksalnie unowocześnianie taktycznej broni jądrowej powoduje że ładunki są coraz mniejsze bo można je precyzyjniej ulokować więc nie trzeba aż takiego dużego ładunku do osiągnięcia celu jak wcześniej. Przykładem są Amerykańskie bomby B-61 którym w najnowszej modernizacji mają być założone przystawki do precyzyjnego bombardowania a jednocześnie kilkukrotnie zmniejszone ładunki jądrowe. Niestety co do atomowej broni strategicznej to bez zmian, ciągle więcej według analityków znaczy lepiej.

bwa
czwartek, 22 grudnia 2016, 12:09

Artykuł nie mówi o zwiększaniu liczby głowic tylko unowocześnianiu środków ich przenoszenia. Głowica atomowa przenoszona za pomocą taczki na pewno ma mniejszy potencjał odstraszania niż taka, która "podróżuje" pociskiem manewrującym. Chodzi o zwiększenie pewności tego, że amerykański ewentualny kontratak atomowy będzie nadal skuteczny, mimo unowocześnienia przez Rosję środków mających mu przeciwdziałać. Przykładowo, zastąpienie samolotów B-52 łatwo wykrywanych przez radary samolotami B-21 o znacznie zmniejszonej wykrywalności jest sposobem zapewnienia podtrzymania takiej skuteczności kontrataku.

Wojmił
piątek, 23 grudnia 2016, 22:29

1) To Obama planował modernizację arsenału wojennego? Z tego co pisano na D24 o Obamie można było wysnuć przypuszczenie, że on tylko rozbrajał USA... 2) Co ma niby oznaczać taka modernizacja czy "wzmocnienie odstraszania"? Zwiększenie liczby głowic? Nie... liczby głowic nie trzeba zwiększać (jest ich wystarczająco dużo) ani nie są potrzebne nowe typy głowic (bo obecne są optymalne)... Chodzi o konieczną modernizację środków ich przenoszenia - czyli triady strategicznej - OP (w projektowaniu następca Ohio Class) boomerów, nowych rakiet strategicznych (dla zastąpienia Minuteman III) oraz lotniczych środków przenoszenia (pociski typu cruise, pociski hipersoniczne krótkiego oraz długiego zasięgu). Można się zastanowić, czy w związku ze złamaniem przez Rosję traktatu INF nie zbudować nowej rakiety średniego zasięgu... ale przy obecnej przewadze USAF w powietrzu odpowiedź brzmi: nie... taniej będzie wyposażyć samoloty w pociski manewrujące lub hipersoniczne o tym samym ekwiwalencie...

Tom
czwartek, 22 grudnia 2016, 10:09

Polska powinna dążyć do stania się uczestnikiem programu NATO Nuclear Sharing.

Rex
czwartek, 22 grudnia 2016, 11:23

Dokładnie tak, i teraz jest niepowtarzalna okazja.

News Room
piątek, 23 grudnia 2016, 11:46

Modernizacja broni jądrowej jest konieczna w Europie zachodniej. Musi też być wzmocniona flanka wschodnia, bo Putin zbyt nerwowo reaguje. Trzeba go cywilizować nawet siłą jeśli będzie trzeba !

Mrkuw 1104
piątek, 23 grudnia 2016, 08:12

Trump nie może robić sobie wroga z Rosji jak chce z nią się dogadać. Kto jemu to nakaże? Kaczaszwli??? ;-) Ktos tu przejwaia myślenie urejeniowo-życzeniowe.

Davien
piątek, 23 grudnia 2016, 10:23

Chyba Pan ma myslenie życzeniowe, proszę zapoznac się z ostatnimi wypowiedziami Trumpa na temat arsenału jądrowego i bajek prosto z Kremla nie opowiadać.

Jasnowidz
niedziela, 25 grudnia 2016, 01:09

Jedynym plusem uczestnictwa w NATO jest to, że Putin nie wie jak się zachowa NATO w chwili wybuchu wojny np. w Polsce i to jest jedyny plus, także podejmowałby duże ryzyko odwetu (być może w ogóle nie istnieje takie ryzyko, ale bez paktów z USA o możliwości ataku na Polskę Putin nigdy tego nie zrobi.)

Tweets Defence24