Rakiety przeciwlotnicze kontra okręty

8 lutego 2016, 10:16
Fot. US Navy
Fot. US Navy
Fot. US Navy
Fot. Raytheon

Amerykański sekretarz obrony Ashton Carter potwierdził, że rakiety SM-6 zostały przystosowane do zwalczania nie tylko rakiet i statków powietrznych, ale również do atakowania okrętów – i to na bardzo dużych odległościach, przekraczających 370 km.

Dlaczego rakiety przeciwlotnicze do zwalczania celów nawodnych?

Wykorzystanie dedykowanych systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych przeciwko celom nawodnym świadczy o desperacji Amerykanów, którzy nagle stanęli naprzeciwko zagrożeniu ze strony chińskiej oraz rosyjskiej floty nawodnej i okazało się, że nie mają do jego eliminacji odpowiedniej ilości skutecznego uzbrojenia.

Systemy przeciwokrętowe od dawna nie były priorytetem amerykańskich sił morskich, które były przeświadczone o posiadaniu bezwzględnej przewagi na morzu. Dlatego nie rozwijano rakiet Harpoon oraz nie budowano nowych pocisków „woda-woda”, długo nie widząc zagrożenia ze strony obcych okrętów nawodnych. Powstała w ten sposób luka, do której wypełnienia trzeba było szybko znaleźć środek zastępczy.

Fot. Raytheon

Zastępcze rakiety przeciwokrętowe

Rakiety Standard okazały się o tyle przydatne, że jeszcze w przypadku wersji SM-2 koncern Raytheon przezornie wprowadził możliwość atakowania celów nawodnych. Podobnie uczyniono teraz w wersji SM-6 ERAM (Extended Range Active Missile), która - jak potwierdziły testy - jest o tyle przydatniejsza, że może atakować obce okręty na większej odległości.

Przydatne jest przy tym nie tylko aktywna głowica radiolokacyjna pocisku, ale również możliwość działania sieciocentrycznego – w ramach tzw. Morskiego Zintegrowanego Systemu Kierowania Ogniem (Naval Integrated Fire Control Battle Network). Dla rakiety oznacza to zdolność do zwalczania obiektu niewidocznego przez okręt z wyrzutnią i np. przejęcie naprowadzania rakiety SM-6 na cel przez samolot wczesnego ostrzegania Northrop Grumman E-2D Advanced Hawkeye, dysponujący znacznie większym zasięgiem obserwacji.

Fot. US Navy

Jest to szczególnie potrzebne w przypadku zwalczania celów powietrznych niskolecących, których z powodu horyzontu radiolokacyjnego nie można wykryć z odpowiednim wyprzedzeniem radarami okrętowego systemu AEGIS. Stworzenie sieciocentrycznego systemu kierowania ogniem na morzu pozwoliło w tym przypadku korzystać z pomocy innych okrętów lub radarów umieszczonych na statkach powietrznych (a nawet na balonach obserwacyjnych).

Maksymalny zasięg zwalczania celów przez rakiety SM-6 nie został prze Amerykanów ujawniony. Wiadomo jednak, że system radarowy AN/SPY-1 w standardowej wersji, wykorzystywany na niszczycielach i krążownikach Aegis, może wykrywać obiekty powietrzne na odległości około 250 Mm (460 km) i do wysokości około 30000 stóp (9100 m). Te odległości są jeszcze większe w przypadku okrętów zmodernizowanych do wersji antyrakietowej BMD (Ballistic Missile Defence), dlatego przypuszcza się, że zasięg pocisków SM-6 jest większy niż 250 Mm.

Samo wykorzystanie rakiet przeciwlotniczych do zwalczania celów nawodnych budzi ogromne kontrowersje wśród specjalistów. To właśnie dlatego w amerykańskiej marynarce wojennej pojawiła się idea wykorzystania do zwalczania obiektów nawodnych rakiet manewrujących Tomahawk, standardowo przeznaczonych do niszczenia celów lądowych. Zaczęły się również prace nad awaryjnym zakupem nowej generacji pocisków przeciwokrętowych NSM (Naval Strike Missile) od norweskiej firmy Kongsberg. Kontrakt w tym przypadku jest o tyle prawdopodobny, że Norwedzy już w praktyce udowodnili Amerykanom, jak łatwo można pociski NSM zamontować na okrętach i szybko je zintegrować z okrętowym systemem walki.

SM-6 – rakieta do wszystkiego?

Z drugiej strony rakiety SM-6 mają swoje zalety. Po pierwsze, są to pociski atakujące z prędkością około 3,5 Mach, a takiego uzbrojenia Amerykanie nie posiadali (w odróżnieniu od np. Rosjan). Większość okrętowych systemów samoobrony jest słabo przygotowana na atak przeprowadzany z taką prędkością i teraz marynarka Stanów Zjednoczonych będzie mogła to wykorzystać.

Ważnym elementem zwiększającym pewność trafienia jest działająca w ostatniej fazie ataku, aktywna, radiolokacyjna głowica naprowadzająca pocisku, która jest specjalnie przystosowana do atakowania celów manewrujących, o bardzo małej skutecznej powierzchni odbicia radiolokacyjnego (w technice stealth) i w środowisku silnych zakłóceń. Będzie się więc ona również sprawdzała podczas ataku na wolniejsze i większe okręty.

Tym bardziej, że zarówno ta głowica, jak i komputer pokładowy zostały pozyskane z rakiety „powietrze–powietrze” AMRAAM (Advanced Medium-Range Air-to-Air Missile). Podobnie jak AMRAAM, tak i rakiety SM-6 mogą atakować obiekty poza horyzontem radiolokacyjnym, kierowane i korygowane już w trakcie lotu przez inne platformy nawodne lub powietrzne (środowisko sieciocentryczne).

Fot. US Navy

Nie można też mówić o małej skuteczności głowicy bojowej w odniesieniu do dużych celów nawodnych, ponieważ informacje na temat jej rzeczywistych możliwości są niejawne. Przede wszystkim nie ujawniono rzeczywistej masy ładunku bojowego. SM-6 to oczywiście rakieta przeciwlotnicza, ale ma ona służyć również do zwalczania rakiet balistycznych. Prawdopodobnie nie działa więc jedynie z wykorzystaniem zapalnika zbliżeniowego i głowicy odłamkowej, ale także na zasadzie bezpośredniego trafienia („hit-to-kill”). Przy dużej prędkości oraz wielkości pocisku automatycznie daje to stosunkowo dużą siłę rażenia.

Ta wielkość pocisku jest sprawą bardzo ważną, ponieważ przekłada się na energię kinetyczną rakiety, spotęgowaną przez niewypalone paliwo rakietowe. Według oficjalnych danych dwustopniowy pocisk SM-6 ERAM ma długość 6,55 m, średnicę 0,34 m, rozpiętość skrzydeł 1,57 m i ma masę około 1500 kg. Dla porównania standardowa rakieta SM-2 ma długość 4,72 m, średnicę 0,34 m i masę 707 kg. Dwustopniowa wersja SM-2 Block IV Extended Range (o zasięgu około 200 Mm), podobnie jak SM-6, ma już długość 6,55 m, średnicę 0,34 m, rozpiętość skrzydeł 1,08 m i masę 1466 kg.

Fot. US Navy

Jedyną wadą tego „wszechstronnego” rozwiązania wydaje się być koszt jednej rakiety SM-6 ERAM. Cena pojedynczego pocisku może bowiem przekraczać nawet pięć milionów dolarów, a więc dwa razy więcej niż w przypadku standardowego pocisku przeciwokrętowego.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 28
Reklama
były_kanonier
poniedziałek, 8 lutego 2016, 17:00

Nie jest to żadna przełomowa nowość, Tak samo uniwersalny był już w latach 1970 radziecki Wołchow, który był na uzbrojeniu Wojska Polskiego.

rozsądny
poniedziałek, 8 lutego 2016, 16:47

Przeciw okrętom zdecydowanie bardziej wierzę w Jachonta niż w SM-6...

XCV
poniedziałek, 8 lutego 2016, 16:34

ORP Ślązak bez rakiet zwalczających obce okręty i rakiet broniących przed napadem lotniczym to wyrzucanie pieniędzy w błoto i niepotrzebne narażanie załogi. W tej postaci okręt nie tylko ,że jest nieprzydatny , ale stanowi zagrożenie dla załogi. Absolutnie konieczne jest dozbrojenie Ślązaka , być może do standardu podobnych jednostek izraelskich operujących w podobnych zagrożeniach ( małe akweny , bliski ląd , zagrożenie z wielu kierunków etc. ).

Wlad
poniedziałek, 8 lutego 2016, 18:34

Jakiego Ślązaka? Chodzą słuchy, że niedokończony okręt ma być sprzedany.

Ciekawe
poniedziałek, 8 lutego 2016, 16:17

To rozwiązanie ciężko ocieniać. Z jednej strony posiadanie w miarę uniwersalnych pocisków powoduje że się ma stosunkowo dużą jednostkę ognia - ale jak się je wystrzeli do celów nawodnych to może ich braknąć w obronie PLOT. Z drugiej strony ciekawe czy ruski mają się czym przed tym bronić bo jak dotąd mieli odczynienia z poddźwiękowymi systemami. A tu teraz dup i trzeba przechwycić coś co zapyla 3,5 macha a to już nie przelewki nawet jak nie leci nisko. Zapewne jeszcze manieruje - bo miało zwalczać coś co jest szybki i manewrujące.

a
wtorek, 9 lutego 2016, 09:15

A czemu nie skoro można było używać armat 88 do zwalczania czołgów często aranżowano uzbrojenie do zadań innych niż pierwotnie przewidziane Przypomnę że w ramach programu ArcLight rozważano użycie SM-3 jako nosiciela efektorów do atakowania celów lądowych Redzikowo nabiera innego znaczenia

zLoad
piątek, 12 lutego 2016, 19:34

A co powaznie myslisz , ze opinia publiczna sie dowie tak naprawde co tam jest? Na pewno cos duzego czego nie da sie ukryc.

tak sobie mysle
wtorek, 9 lutego 2016, 00:56

A co oni tym chca zatopic - motorowki? Nie maja nic porownywalnego z BrahMos i chwytaja sie przyslowiowej brzytwy. Oczywiscie BrahMos to potezny niszczyciel okretow a nie taka drobnica do zestrzeliwania samolotow. O hypersonicznym BrahMos-II(7Mach) nawet nie rozmawiamy!

fgf
wtorek, 9 lutego 2016, 08:01

SM6 ma większą szybkość i zasięg od Brahmosa, więc już 2 parametry są lepsze od twojego hiper-zatapiacza. Znajdź śmiałków którzy zechca przetestować na wlaśnym okręcie uderzenie pocisku lecącego z taką szybkościa i masa, nawet jeśli głowica nie jest ogromna.

Kosmit
poniedziałek, 8 lutego 2016, 14:34

Panowie, co myślicie? Dotąd odnosiłem wrażenie, że uzbrojenie "powierzchnia-powierzchnia" jest swego rodzaju piętą achillesową US Navy. Harpoon był przestarzały, Tomahawk miał zasięg, ale był duży i powolny. Czy taka konwersja Standard Missile to może być przełom w tej sprawie? Na papieże wygląda całkiem nieźle - przyzwoita głowica, przyzwoity zasięg, bardzo dobra prędkość. A słabe punkty? Czy SM-6 podchodzi do celu na małej wysokości i wykonuje intensywne manewry, jak na przykład rosyjski Klub? Czy atakuje na średniej wysokości i po linii prostej? Z góry zaznaczam, że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie i nawet w tym krótkim tekście mogłem gdzieś się "machnąć".

scorpion
poniedziałek, 8 lutego 2016, 16:40

Jeżeli ponad dwukrotnie cięższy (prawie 4 tony) P-800 Oniks ma głowicę 200 kg i nie musi być przystosowany do osiągania wysokich pułapów i manewrowania z wysokimi przeciążeniami (zwalczanie pocisków balistycznych) to masa głowicy SM-6 musi być wręcz symboliczna jak na pocisk przeciw okrętowy.

;-))))))))
poniedziałek, 8 lutego 2016, 13:27

Jak Norwegowie udowodnili Amerykanom, że "jak łatwo można pociski NSM zamontować na okrętach i szybko je zintegrować z okrętowym systemem walki."?

Marine
poniedziałek, 8 lutego 2016, 14:31

Odpalając te pociski z pokładu amerykańskiego okrętu i podłączając je do okrętowego systemu walki ot tak z buta o czym był nawet artykuł na D24.

Afgan
poniedziałek, 8 lutego 2016, 23:13

Przez lata US Navy uważała że nic im nie zagraża bo mają absolutną przewagę, a teraz obudzili się z "ręką w nocniku". Skąd my to znamy..................

sorbi
poniedziałek, 8 lutego 2016, 13:16

Ale czym jest koszt 5mln dolarów za rakietę, wobec kosztu wyprodukowania nawet tak małej i taniej jednostki jak trałowiec, czy mały patrolowiec?

misja
poniedziałek, 8 lutego 2016, 11:17

Rozumiem ,że nasz wypasiony ORP Ślązak z 3x12,7mm i 1x76mm i GROM.Skutecznie odeprze ten atak i ochroni siebie,załogę,szlak żeglugowy i nie pójdzie na dno od wykrycia do zatopienia 5min?Może w tym czasie już przetrzebiony NSM z Nadbrzeżnego dywizjonu odpowie zmasowanym atakiem na obcą flotę.(chroniony przez poprad i wysokokosztujące małoskuteczne ,przestarzałe 23mm)

Extern
poniedziałek, 8 lutego 2016, 17:02

Oczywiście że dzięki taktyce "zygzakowania". Metoda tania i tania czyli coś dla nas.

anakonda
poniedziałek, 8 lutego 2016, 14:31

Slazak z tym wyposażeniem to patrolowiec ktory w czasie zagrozenia zostaje wyposazony w rakiety woda woda( moa byc nsm ) i byc moze torpedy plus wyzutnia gromow i piorunow i wtedy zamienia sie w korwete

misja
poniedziałek, 8 lutego 2016, 11:59

Oczywiście nie atak naszych przyjaciół amerykanów tylko innego agresora posiadająca rakiety przeciwokrętowe,oraz samoloty z jakimis kierowanymi bombami lub rakietami.

dst
poniedziałek, 8 lutego 2016, 11:05

Dobra analiza. Dodam jeszcze, że ostatnio Amerykanie wprowadzili do swojej strategii na pacyfik, program, który streszcza się w kilku słowach a mianowicie: "wszystko co pływa może zabić"

smiech
poniedziałek, 8 lutego 2016, 19:05

Glowica AAMRAMa w okret...uuu..panie..idz pan w.. Kolejny sposob na wydojenie podatnika. Kupimy najdrozsze rakiety x10 i bedziemy nimi robic wszystko. Chcialbym widziec jak to cudo zatapia okret-cel. NSM z malenka glowica nie zatopi duzej lajby, a to malenstwo (34cm srednicy i petarda z pretami) ma zatopic. Aha, wystrzelimy 10 rakiet w jednej salwie i zobaczymy co bedzie.

a
wtorek, 9 lutego 2016, 10:09

Przeczytałeś ze zrozumieniem cały tekst ? ,,Nie można też mówić o małej skuteczności głowicy bojowej w odniesieniu do dużych celów nawodnych, ponieważ informacje na temat jej rzeczywistych możliwości są niejawne. Przede wszystkim nie ujawniono rzeczywistej masy ładunku bojowego. SM-6 to oczywiście rakieta przeciwlotnicza, ale ma ona służyć również do zwalczania rakiet balistycznych. Prawdopodobnie nie działa więc jedynie z wykorzystaniem zapalnika zbliżeniowego i głowicy odłamkowej, ale także na zasadzie bezpośredniego trafienia („hit-to-kill”). Przy dużej prędkości oraz wielkości pocisku automatycznie daje to stosunkowo dużą siłę rażenia. Ta wielkość pocisku jest sprawą bardzo ważną, ponieważ przekłada się na energię kinetyczną rakiety, spotęgowaną przez niewypalone paliwo rakietowe. Według oficjalnych danych dwustopniowy pocisk SM-6 ERAM ma długość 6,55 m, średnicę 0,34 m, rozpiętość skrzydeł 1,57 m i ma masę około 1500 kg. Dla porównania standardowa rakieta SM-2 ma długość 4,72 m, średnicę 0,34 m i masę 707 kg. Dwustopniowa wersja SM-2 Block IV Extended Range (o zasięgu około 200 Mm), podobnie jak SM-6, ma już długość 6,55 m, średnicę 0,34 m, rozpiętość skrzydeł 1,08 m i masę 1466 kg."

Ares
wtorek, 9 lutego 2016, 08:45

Jeżeli pomyśleć co zostanie z okrętu po uderzeniu rakietą o masie 1,5 tony i prędkości 3,5 macha to naprawdę załodze do śmiechu nie będzie. Aktywny, radarowy system naprowadzania AMRAAM to jeden z najlepszych o ile nie najlepszy aktywny układ naprowadzania rakiet na świecie. Rakiety AMRAAM są częścią systemu NASAMS II gdzie w czasie testów w Finlandii okazały się lepsze od francuskiej rakiety Aster.

Davien
poniedziałek, 8 lutego 2016, 23:26

Nie musi zatopić wystarczy że zniszczy kluczowe systemy i przeciwnik jest wyłączony z walki, a przy trafieniu w wyrzytnię torped lub rakiet może go nawet zatopić, to jest broń precyzyjna. PS: Exocet zatopił HMS Sheffield a tam głowica nie wybuchła.

Ciekawe
poniedziałek, 8 lutego 2016, 18:05

A kto pisze że to jest przełomowe - to rozwiązanie raczej tymczasowe. Ale ciekawe czy ruSSkie i Chinole mają system o odpowiednie reakcji żeby się przed tym bronić zwłaszcza że może polecić spora salwa.

zdzich
poniedziałek, 8 lutego 2016, 18:05

Amerykanie zawsze popełniali ten sam błąd.Chcąc dawać zarobić nieskończenie wielkiej ilości firm mnożyli sztucznie projekty.Później okazywało się że przeznaczają na to samo uzbrojenie co rosjanie 100 x więcej.Wreszcie poszli po rozum do głowy.Dzięki ograniczaniu palety uzbrojenia ta sama rakieta która kosztuje 5 mln $ przy wykorzystaniu do różnych celów (czyli większych zamówieniach) będzie kosztować 1 mln $.I tak ze wszystkim.Amerykanie wydają koszmarne pieniądze a różnica w ilości i jakości uzbrojenia w stosunku do rosji jest niewielka.Za te pieniądze które Stany maja w budżecie już dawno lasery powinny działać i tarcze antyrakietowe.Do tej pory to było zwykłe marnotrawstwo pieniędzy.Zwykła głupota.Ale na szczęście te czasy już się skończyły.Amerykanie otworzyli wreszcie oczy i przestali trwać w narkotycznym śnie nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością.Mam nadzieję że są na tyle rozsądni aby zniesienie sankcji było tylko zagrywką polityczna a nie rzeczywistym działaniem.Inaczej okaże się że żadnych wniosków z przeszłości wyciągać nie potrafią.A historia NIE WYBACZA.

zLoad
piątek, 12 lutego 2016, 20:16

Mozna robic duzo glupsze rzeczy ,kupowac sprzet za granica. Tak , tylko drukowany pieniadz przeplynal przez gospodarke ,ludzie mieli zajecie, wojsko dostalo nowe zabawki.

To jest szyderstwo zdzichu (gdybyś nie załapał)
poniedziałek, 8 lutego 2016, 20:29

Zdzich, ty jak zwykle brylujesz intelektem! "Dzięki ograniczaniu palety uzbrojenia ta sama rakieta która kosztuje 5 mln $ przy wykorzystaniu do różnych celów (czyli większych zamówieniach) będzie kosztować 1 mln $.I tak ze wszystkim". Wiesz, USA nie chciały przepłacać za myśliwce i dlatego zrobili jeden do wszystkiego. F-35 się nazywa. (natomiast mądrym ludziom polecam: http://aviationweek.com/defense/opinion-economies-scale-ain-t-what-they-used-be)

Tweets Defence24