Turcja: Rozmowy z Europą, zakupy w Rosji

24 marca 2018, 15:18
C-400_S
Nadal nie wiadomo, jaki system będzie podstawą tureckiej „tarczy” antyrakietowej. Fot. mil.ru

Turcja poinformowała o rozmowach prowadzonych z francusko-włoskim konsorcjum Eurosam i Stanami Zjednoczonymi na temat zakupu systemy obrony antyrakietowej. Władze w Ankarze nie potwierdziły jednak jednocześnie anulowania dotychczasowego porozumienia w tej sprawie z Rosją.

Rzecznik tureckiego ministerstwa spraw zagranicznych poinformował 23 marca br. o negocjacjach prowadzonych z Amerykanami i konsorcjum Eurosam na temat zakupu systemu antyrakietowego. Turcy prowadzą więc nadal mało zrozumiałą politykę dotyczącą sposobu pozyskania systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, w której raz zwracają się w stronę Rosji, a raz w stronę krajów zachodnich.

Z jednej strony przekazywane są więc wyraźne sygnały o chęci nawiązania ściślejszej współpracy z przemysłem europejskim, czego dowodem miał być osiemnastomiesięczny kontrakt podpisany w styczniu 2018 r. z konsorcjum Eurosam na badania nad rozwojem i produkcją systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej dalekiego zasięgu.

Z drugiej zaś strony pozostaje podpisane w grudniu 2017 r. porozumienie turecko-rosyjskie dotyczące dostawy dla Turcji systemu przeciwlotniczego i przeciwrakietowego dalekiego zasięgu S-400 Triumf. Oznaczało to automatycznie, że jeden z członków NATO zdecydował się na wprowadzenie kompleksu uzbrojenia pochodzącego z kraju będącego potencjalnym przeciwnikiem.

Teraz Turcy próbują zatrzeć to złe wrażenie i stwarzają pozory, że rozmowy w sprawie systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych prowadzone są również ze Stanami Zjednoczonymi. Stoi to jednak w wyraźnej sprzeczności ze słowami doradcy prezydenta Rosji Władimira Putina ds. współpracy technicznej w dziedzinie wojskowości, który 14 marca 2018 r. stwierdził, że „Rosja rozpocznie dostawy systemu obrony powietrznej S-400 dla Turcji w 2020 roku”.

Politycy zachodni próbują zachować twarz oszukując się, że władze w Ankarze rzeczywiście chcą dokonać jakiejś zmiany w tej sprawie. Jednak jest mało prawdopodobne, by w nawet tak zmilitaryzowanym kraju jak Turcja zdecydowano się na wprowadzenie kilku zupełnie różniących się systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, których współdziałanie wymagałoby głębokiego wejścia w wykorzystywane w nich oprogramowanie i technologie. Nie zgodzi się na to żaden z producentów, tym bardziej, że bardzo często wymagałoby to naruszenia zasad ochrony informacji niejawnych.

Przekonała się o tym już Grecja, która jako jedyny „stary” kraj NATO zakupiła rosyjski system przeciwlotniczy S-300PMU1. Składa się on z dwóch baterii wykorzystujących 12 wyrzutni z 96 rakietami, które jednak ze względu na koszty wykorzystywano bez jakichkolwiek testów ogniowych. Dopiero w grudniu 2013 r. w ramach ćwiczeń White Eagle 2013 wystrzelono jedną rakietę, co jednak nie oznaczało, że baterie te zostały włączony w sposób automatyczny do systemu obrony przeciwlotniczej NATO.

Nie doszło do tego do dzisiaj, co nie oznacza, że nie będą tego próbowali zrobić Turcy. Zachodni specjaliści obawiają się jednak, że w tym celu strona turecka jest w stanie udostępnić Rosjanom informacje co najmniej wrażliwe z punktu widzenia Paktu Północnoatlantyckiego.

Reklama
Tweets Defence24