Reklama
Reklama

Defence24 DAY: Przełamać impas. Jak wygrać lądową bitwę?

31 maja 2019, 14:53
14-Defence24-fot.Mirosław Mróz
Panel III. Fot.Mirosław Mróz

System walki Wojsk Lądowych musi zostać poważnie wzmocniony, szczególnie o elementy nowoczesnego rozpoznania, obrony przeciwlotniczej i przeciwpancernej. Zdolności buduje się jednak "z pokolenia na pokolenie", a do tego by móc tworzyć je w kraju, niezbędna jest długofalowa współpraca wojska i przemysłu - przekonywali paneliści podczas dyskusji "Przełamać impas. Lądowy system walki w Wojsku Polskim" podczas Defence24 DAY. O tym, że jest to możliwe, świadczy przykład polskiego systemu Grom i jego następcy Piorun, który - odpowiednio rozwinięty - wraz z wprowadzanym właśnie systemem Poprad może skokowo zwiększyć możliwości bojowe całej polskiej obrony przeciwlotniczej.

Trzeci panel konferencji Defenc24 DAY zatytułowany „Przełamać impas. Lądowy system walki w Wojsku Polskim” dotyczył możliwości wzmocnienia potencjału Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych RP. Reprezentujący wojsko i przemysł uczestnicy zastanawiali się m.in. nad tym, jak realizować programy modernizacyjne w sposób zapewniający osiągnięcie kompleksowych zdolności bojowych. Rozpoczynając panel Jakub Palowski z Defence24.pl podkreślił, że choć w Wojskach Lądowych po wejściu do NATO prowadzono liczne programy modernizacyjne, to w większości przypadków nie prowadziły one do budowy spójnego systemu walki i w ich wyposażeniu nadal dominuje broń postsowiecka.

Dzieje się tak mimo poniesionych nakładów i wysiłku przez państwo i przemysł czy odniesionych sukcesów. Jako przykład przytoczył KTO Rosomak, którego program jest prowadzony w Polsce od kilkunastu lat i który bez wątpienia jest bardzo dobrą maszyną. Mimo to nie udało się wprowadzić do służby opracowanych na jego podstawie wozów rozpoznania, nie został on też na razie seryjnie wyposażony w wyrzutnie pocisków przeciwpancernych. 

Na tym tle stosunkowo korzystnie prezentują się programy artyleryjskie, które omówił gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski, były Szef Wojsk Rakietowych i Artylerii. Generał Wierzcholski przytoczył motto oficera Wojska Polskiego z okresu międzywojennego, jako dobrą ilustrację do tego jak były budowane programy artyleryjskie.

Oficer zaznaczył, że artylerii nie buduje się z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, ani z roku na rok. Artylerię buduje się z pokolenia na pokolenie. Myślę, że przyjęcie takiego założenia jest podstawą do tego, by te programy funkcjonowały dobrze.

gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski, były Szef Wojsk Rakietowych i Artylerii

Z wypowiedzi generała wynika, że kluczowe dla powodzenia programów dotyczących artylerii są ciągłość planowania i realizacji. Istotne znaczenie ma także współpraca z przemysłem i nie ma wątpliwości, że artyleria jest tym elementem wojsk, który "rozwija się najszybciej". Pomimo tego, zdaniem generała nawet artylerzyści nie zdołali doprowadzić do końca żadnego z prowadzonych programów, mimo że na początku bieżącej dekady prowadzili ich aż cztery spośród 14 dotyczących Wojsk Lądowych. Przypomniał, że nawet program 155 mm haubicy Krab nie może zostać uznany za zakończony, jako że miał on obejmować także haubicę na podwoziu kołowym, czyli Kryla. "Kryl został zawieszony dwa lata temu i moim zdaniem jest wielki błąd" - stwierdził. Generał Wierzcholski mówił, że pewnym minimum powinno być uruchomienie tego programu w formie modelowej, czyli dostarczenie (w docelowej postaci) wszystkich elementów modułu tj. działa, wozów dowodzenia wszystkich szczebli, wozu rozpoznawczego, pojazdów zabezpieczenia.

Istotną rolę odgrywa także rozwój amunicji. Generał zauważył, że często dochodziło do sytuacji, w której przygotowano już efektor (działo), ale nie było amunicji. Powodem takiej sytuacji w dużej mierze jest fakt, że programy amunicyjne w Polsce były wstrzymywane, co wynikało często z braku wiary, że uda się zrealizować program samego środka ogniowego. I kiedy nagle okazywało się, że odpowiednie działo jest, dopiero wówczas powracano do tematu amunicji do niego. Dotyczyło to m.in. systemów Krab i Rak. Generał wyraził nadzieję, że przy kolejnych programach uda się uniknąć podobnych okoliczności.

Generał stwierdził też, że amunicja podstawowa do wszystkich środków walki (nie tylko dla artylerii) powinna być produkowana w Polsce. Generał dodał, że biorąc pod uwagę iż w konflikcie na Ukrainie 75-85 proc. strat zostało zadane przez artylerię, i to przy użyciu podstawowej amunicji, nie można więc pozwolić na uzależnianie się od dostaw tej amunicji z zewnątrz. Z kolei w przypadku pozostałych rodzajów amunicji, które są bardziej kosztowne i pozyskiwane w mniejszej ilości, powinny być w miarę możliwości produkowane w Polsce, "ale trzeba też dopuścić sprowadzenie tych specjalistycznych elementów do Polski zza granicy".

Generał przypomniał też o amunicji do systemu Langusta, która już kilka lat temu osiągnęła poziom, który powinien zadowolić armię. Z kolei w wypadku systemu Homar, jeżeli pierwszy dywizjon pozyskano z półki, to już przy kolejnych dywizjonach powinien nastąpić transfer technologii amunicji podstawowej, czyli amunicji GMLRS, która powinna być "produkowana w Polsce".

Polska artyleria ma BSP FlyEye, ale jest ich zdecydowanie za mało - są tylko na szczeblu pułku. Fot. WB Electronics.
Polska artyleria ma BSP FlyEye, ale jest ich zdecydowanie za mało - są tylko na szczeblu pułku. Fot. WB Electronics.

Były szef WRiA ubolewał jednocześnie, że mimo posiadania coraz nowocześniejszych efektorów brakuje odpowiedniego rozpoznania: bezzałogowców i radarów artyleryjskich. Te systemy są w pułkach artylerii, ale brakuje ich w dywizjonach artylerii brygad ogólnowojskowych. Brakuje również - w zasadzie we wszystkich programach - artyleryjskich wozów rozpoznania. Generał stwierdził, że bez rozpoznania nawet najlepsze działo nie będzie miało „do czego strzelać”.

Przypomniał, że w dywizjonach wyrzutni Langusta nadal są stare wozy dowodzenia, wraz ze starym systemem. Jest on sprawny, ale nie zapewnia odpowiedniego czasu na reakcję ogniową, a właśnie on jest we współczesnej (i nie tylko) wojnie kluczowy, co pokazuje chociażby konflikt na Ukrainie. Do rozwoju środków dowodzenia i rozpoznania brakuje też brak odpowiednich platform samochodowych (4X4, 6X6), w oparciu o które można by je stworzyć. Paradoksalnie istnieje system dowodzenia, przetestowano też już w 2012 roku konfigurację wozów rozpoznania, ale nie ma odpowiednich platform, na których można by je osadzić.

Grom, Poprad, Piorun i....?

Janusz Noga, prezes zarządu CRW Telesystem-Mesko, przedstawił program przenośnych systemów przeciwlotniczych Grom i Piorun, jako przykład kompleksowego projektu realizowanego w przemyśle. Zaznaczył, że to przykład ponad 20-letniej pracy zespołu inżynierów i naukowców w Polsce. Jednocześnie podkreślił, że systemów przenośnych "nigdzie na świecie się nie lekceważy". Podkreślił w ten sposób wagę systemów klasy MANPADS, które wracają do łask, również w US Army, i – jak pokazują ostatnie konflikty zbrojne – usuwają lotnictwo przeciwnika z działań na najmniejszych wysokościach, co wpływa na zwiększenie bezpieczeństwa sił naziemnych. Prezes Noga podkreślił przy tym, że zarówno Grom jak i Piorun są skuteczne już od wysokości około 10 m.

Jednocześnie, dzięki temu że program był realizowany w Polsce, umożliwił łatwą integrację z innymi zestawami budowanymi w kraju: Biała i Jodek (z komponentem artyleryjskim), a także z nowym zestawem Poprad, w pełni włączonym w system dowodzenia obroną powietrzną, i systemem Pilica. Prezes Noga podkreślił, że to iż Piorun powstał to nie tylko zasługa inżynierów, ale też konsekwencja "działań państwa, zmierzających do pozyskania nowoczesnego systemu rakietowego". 

Zaznaczył, że opracowany przez Telesystem układ naprowadzania okazał się bardziej precyzyjny niż oczekiwano, "dokładność trafienia przewyższyła nasze oczekiwania". W związku z tym system ma "znakomitą" możliwość zwalczania celów małogabarytowych, takich jak rakiety skrzydlate czy drony. Zostało to potwierdzone badaniami poligonowymi.

image
Pocisk opracowany na bazie Pioruna mógłby wejść bezpośrednio na uzbrojenie systemów Poprad. Fot. st. szer. Wojciech Król/CO MON

Prezes Noga zadeklarował możliwość zbudowania pocisku przeciwlotniczego o znacznie większym zasięgu i możliwościach niż te znajdujące się obecnie w produkcji w Mesko. To stosunkowo proste, ponieważ głowica samonaprowadzająca Pioruna "widzi" dzisiaj znacznie dalej niż jest w stanie dolecieć pocisk. To ma szczególne znaczenie, bo wcześniej największym wyzwaniem było uchwycenie celu przez głowicę samonaprowadzającą, a nie zbudowanie układu napędowego rakiet o odpowiednich możliwościach (co powinno być prostsze w realizacji). "Zapas technologiczny, który powstał umożliwia zbudowanie rakiety o dużo większym zasięgu". Budowa systemu przeciwlotniczego o zasięgu 12, czy 14 km jest "w zasięgu ręki, możliwości Polski" - podkreślił prezes Telesystem-Mesko. 

Janusz Noga przypomniał też o innych projektach prowadzonych przez spółkę z myślą o Wojskach Lądowych, w dużej mierze z wykorzystaniem doświadczeń projektu Piorun. Pierwszym jest amunicja artyleryjska precyzyjnego rażenia, dla haubic 155 mm (a także dla moździerzy samobieżnych Rak). Drugim z kolei jest przeciwpancerny pocisk kierowany Pirat. Wspomniane rozwiązania są naprowadzane na odbity promień lasera, za pomocą zbliżonego systemu.

Pirat to lekki, prosty w obsłudze system przeciwpancerny, z głowicą zdolną do przebijania ekwiwalentu około 500 mm stali pancernej RHA. W tym kontekście prezes Noga przypomniał że "nie każdy cel to czołg". Może jednak być używany do zwalczania innych pojazdów (tak jak ma to miejsce na Ukrainie, gdzie większość rakiet przeciwpancernych nowej generacji - kierowanych laserowo - zwalcza transportery opancerzone i inne pociski. Z kolei amunicja 155 mm, zdolna do zwalczania celów na dystansie do 20 km, może razić cele z dokładnością kilkunastu centymetrów. Prezes Noga zaapelował o konsekwencję w realizacji prac rozwojowych. 

Ukraińskie doświadczenia a Polska

Gen. bryg. (rez.) pil.  Dariusz Wroński, były Szef Wojsk Aeromobilnych i Zmotoryzowanych, pytany o kwestię rozpoznania stwierdził krótko: "bez rozpoznania nie działamy". Zasada ta dotyczy różnych elementów Wojsk Lądowych, które - jak wskazano w trakcie panelu - generalnie borykają się z brakami systemów rozpoznania. Posiadanie pełnej informacji o sytuacji na polu walki może przesądzić o powodzeniu w walce, ale też o ograniczeniu strat własnych, czy strat ludności cywilnej.

Odnosząc się natomiast do działań Wojsk Lądowych gen. Wroński stwierdził, że cechą charakterystyczną jest bliskie współdziałanie jednostek Wojsk Rakietowych i Artylerii, jednostek obrony przeciwlotniczej i właśnie Wojsk Aeromobilnych. Dodał, że systemy obrony ułożone są piętrowo, od poziomu kosmicznego aż do najniższego, i powodzenie gwarantuje warstwowa obrona, ze szczególnym uwzględnieniem najniższego poziomu.

Przywołał tutaj doświadczenia Sił Zbrojnych Ukrainy, gdzie - po wprowadzeniu do działań przez stronę rosyjską systemów obrony klasy Pancyra, Tunguski czy nawet ZSU - tamtejsze lotnictwo  Wojsk Lądowych poniosło bardzo duże straty. Odpowiedzią powinno być "odsunięcie" własnego lotnictwa od źródeł zagrożenia - o 8-15 km, a nawet o 15-20 km. Oprócz tego wprowadzono jednak zmiany w taktyce działań. Ukraińskie śmigłowce wykonują loty w ciszy radiowej (aby utrudnić wykrycie), w rozproszeniu, i z wsparciem maszyn bojowego poszukiwania i ratownictwa.

Oczywiście niezbędne jest współdziałanie śmigłowców uderzeniowych i transportowych. Potrzebne są jednak środki, które "oddalą zagrożenie" na dystans kilkunastu, bądź nawet 20-30 kilometrów. Zdaniem generała mogą one powstawać w Polsce, choćby w ramach współpracy przemysłowej. Gen. Wroński przypomniał, że w taki sposób wprowadzono do służby pociski Spike-LR, które w dużej liczbie trafiły m.in. do Wojsk Aeromobilnych. Do ich wykorzystania potrzebne jest jednak, choćby czasowe, panowanie w powietrzu. 

Generał Wroński przypomniał o potrzebie wyposażenia polskich śmigłowców w nowoczesne systemy samoobrony, niezbędne w obliczu rozwijających się środków obrony przeciwlotniczej. Większą uwagę powinno też się poświęcić szkoleniu w prowadzeniu lotów profilowych nisko nad powierzchnią ziemi. Na pytanie czy modernizować posiadane już śmigłowce Mi-24 i W-3 Sokół odpowiedział twierdząco. Jego zdaniem ich utrzymanie w służbie pozwoli na zachowanie ciągłości pokoleniowej i utrzymanie nawyków u załóg. W takich warunkach będzie można w spokoju zaczekać na nowe platformy. Dodał, że wyselekcjonowano już nawet około 30 W-3 które mogą przejść modernizację w najbliższym czasie.

Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl
Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

Kawaleria powietrzna bez wsparcia powietrznego

Z kolei płk rez. Wiesław Kałkowski, były zastępca Szefa Wojsk Aeromobilnych stwierdził odpowiadając na pytanie o nasycenie tych jednostek bronią przeciwpancerną, że owszem są one nasycone, ale „nie przesycone”. Przypomniał, że na ziemi żołnierze Wojsk Aeromobilnych, w przeciwieństwie do innych jednostek WL nie będą mogli liczyć np. na wsparcie innych jednostek naziemnych artylerii, a jedynie na to co jest przenoszone przez żołnierzy. 

Płk Kałkowski ocenił jednocześnie, że brak zdolności prowadzenia obrony przeciwpancernej przez śmigłowce powoduje, że mamy niepełny system ognia. Patrząc na ukształtowanie terenu, wojska naziemne mogą strzelać jedynie na odległość do 2-2,5 km. Ogień na większe odległości powinny prowadzić na ich korzyść właśnie uzbrojone śmigłowce. Także one powinny zabezpieczać rejon desantowania dla kawalerii powietrznej.  

Płk Kałkowski przypomniał, że wśród zadań jednostek aeromobilnych są między innymi działania powietrzno-szturmowe, wsparcie pododdziałów Wojsk Lądowych w natarciu lub w obronie na konkretnej rubieży. "Jest to walka z odwodami przeciwnika, z pierwszym rzutem, ze środkami najbardziej zagrażającymi naszym wojskom, czyli czołgami i środkami opancerzonymi" - powiedział. Bez śmigłowców uzbrojonych w ppk jednostki aeromobilne w zasadzie nie są w stanie realizować tego zadania, lub też będą narażone na duże straty. Ponadto, w wypadku systemu ognia 25 Brygady Kawalerii Powietrznej, śmigłowiec pełni w systemie ognia podobną rolę jak "wóz bojowy", i po desantowaniu nadal powinien wspierać żołnierzy piechoty. Wreszcie, to właśnie śmigłowce powinny służyć jednostkom aeromobilnym np. do zwalczania pochodzących odwodów i zwalczania jednostek nieprzyjaciela na większych odległościach.

Płk Kałkowski stwierdził, że jednostki aeromobilne potrzebują nie tylko śmigłowców uderzeniowych ("to tylko jeden z elementów"), ale też wielozadaniowych i transportowych. Dodał, że potrzeby są bardzo duże, gdyż 1 Brygada Lotnictwa Wojsk Lądowych ma coraz bardziej "uszczuploną" flotę powietrzną (ze względu na starzenie się i wycofywanie śmigłowców), nowych maszyn potrzebuje również 25 Brygada. Jednocześnie odniósł się sceptycznie - w przeciwieństwie do gen. Wrońskiego - do koncepcji modernizacji istniejących maszyn, z uwagi na to, że to stare śmigłowce, a ich resursy były przedłużane wielokrotnie.

Płk Kałkowski opowiedział się za zakupem nowych śmigłowców, ale sprawdzonych, bez podejmowania ryzyka związanego z wdrażaniem całkiem nowych rozwiązań. "Moim zdaniem jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zakup nowego środka. Takiego, który istnieje, funkcjonuje i jest sprawdzony. Według mnie nie stać nas na kupowanie czegoś, co zacznie służyć jako środek bojowy za 10-15 lat. A tyle trzeba na najnowszą technikę" - stwierdził.

W te założenia, zdaniem płk. Kałkowskiego wpisuje się Black Hawk, który - jak podkreślił - ma zdolności przeciwpancerne i jednocześnie jest produkowany w kraju. Śmigłowiec Black Hawk może w krótkim czasie wejść do służby i wykonywać zadania na korzyść Wojsk Lądowych - jednostek pancernych czy zmechanizowanych, Wojsk Obrony Terytorialnej, "ale też w pełni zabezpieczy działanie 25 Brygady Kawalerii Powietrznej". "Jest to śmigłowiec, który może walczyć, ma kilka wariantów uzbrojenia w zależności od zadania, ale może też przenosić kierowane środki przeciwpancerne, i wtedy wpisuje się w system ognia pododdziałów aeromobilnych". Pułkownik przypomniał, że Black Hawk jest "sprawdzony na polu walki", kompatybilny z innymi jednostkami NATO, i wreszcie - został zakupiony dla polskich Wojsk Specjalnych.

Spike: "od 50 m do 30 km"

Doktor Robi Stark reprezentujący firmę Rafael Advanced Defense Systems zwrócił uwagę, że w dyskusji o wzmocnieniu systemu obronnego Polski na ogół przebija się kilka ważnych wniosków. Pierwszym jest to, że polskie Siły Zbrojne potrzebują silnie zaawansowanego, nowoczesnego uzbrojenia, opartego na zaawansowanych technologiach i zdolnego przeciwstawić się potencjalnemu zagrożeniu. Drugi, to dążenie do interoperacyjności z NATO, do szerokiej zdolności współdziałania z państwami sojuszniczymi. Wreszcie trzeci to transfer technologii i współpraca przemysłowa.

image
Wyrzutnia Spike-SR. Fot. Rafael

Zdaniem przedstawiciela Rafael w te założenia wpisuje się system przeciwpancerny Spike. "To nie jeden pocisk, to cała rodzina pocisków" - powiedział. Co za tym idzie, może być używany w różnych zastosowaniach zarówno do zwalczania celów na bliższych odległościach, jak i do rażenia celów na większych dystansach, przy założeniu integracji na różnych platformach. I tak, lekkie pociski Spike-SR mogą niszczyć cele oddalone już o ok. 50 m (zasięg minimalny), podczas gdy najcięższe Spike-NLOS mają zasięg maksymalny rzędu 30 km. 

Dr Robi Stark podkreślił też, że pociski rodziny Spike są rozwijane także jeśli chodzi o możliwość zwalczania celów innych niż opancerzone wozy bojowe, dzięki zastosowaniu nowych głowic. Do dyspozycji są zatem nie tylko ładunki tandemowe kumulacyjne, ale też na przykład przeciwbetonowe czy programowalne. Dodał, iż obecnie rakiety rodziny Spike znajdują się na uzbrojeniu ponad 30 państw. 

"Nasze pociski są pociskami wieloplatformowymi. Mogą być używane przez piechotę, na bojowych wozach piechoty, na Rosomaku" - stwierdził. Z kolei rakiety Spike w wersji ER mogą być wystrzeliwane zarówno z platform lądowych (dając zasięg 10 km), ale i ze śmigłowców. W kontekście prowadzonej dyskusji w trakcie panelu stwierdził, że Spike mogą być integrowane z różnymi śmigłowcami. Gdyby więc dziś zintegrowano je z istniejącymi maszynami, to za pewien czas ten sam system uzbrojenia będzie można przenieść na nowe wiropłaty.

Zauważył również, że systemy uzbrojenia oferowane przez Rafael są całkowicie niezależne od nawigacji satelitarnej GPS, co jego zdaniem jest szczególnie ważne w środowisku zagrożeń, z jakim mamy do czynienia w Europie Środkowo-Wschodniej. Przykładem takiego podejścia jest również system EPIK, pozwalający na uczynienie z wyrzutni rakiet 122 mm broni precyzyjnego rażenia. To zestaw konwersyjny, pozwalający na integrację systemu kierowania opartego o system nawigacji inercyjnej oraz naprowadzania termowizyjnego na istniejących rakietach 122 mm, takich jak te używane w wyrzutniach WR-40 Langusta.

Dr Robi Stark podkreślił jednocześnie, iż izraelskie doświadczenia wskazują że współpraca przemysłu obronnego i wojska ma kluczowe znaczenie. Chodzi między innymi o to, aby komunikować wymagania sił zbrojnych w taki sposób, by przemysł mógł na nie realnie odpowiedzieć. Zaznaczył, że systemy Rafael takie jak Spike mają możliwość działania w środowisku sieciocentrycznym, na przykład współdziałając w sieci B4NET. Dodał, że koncern opracował również system amunicji szybującej Firefly, mogący także zwiększyć świadomość sytuacyjną pojedynczych żołnierzy.

Wnioski z dyskusji były jednoznaczne. Aby osiągnąć wymierne efekty dla obronności kraju, programy modernizacyjne muszą być realizowane w sposób kompleksowy, pamiętając nie tylko o efektorach, ale także o wszystkich niezbędnych elementach towarzyszących, jak: rozpoznanie, czy amunicja, łączność. Podkreślono, że do tego potrzebna jest efektywna współpraca wojska i sektora przemysłu obronnego. Wreszcie, zwrócono uwagę na konieczność długofalowego planowania i realizacji prac rozwojowych.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 39
Reklama
Michał.
czwartek, 27 czerwca 2019, 02:27

Zauważyłem, że sporo osób negatywnie wypowiada się o tempie modernizacji naszej armii obarczając winą obecny MON. W rocznicę desantu w Normandii przeczytałem o drodze którą przeszła armia USA od 1939 r (niewielkie liczebnie wojska lądowe bez min. czołgów) do olbrzymiej machiny wojennej lądującej na plażach Normandii. Obecny MON nie funkcjonuje jeszcze nawet przez te potrzebne Amerykanom 5 lat. Do tego dochodzi oczywista dysproporcja potencjału ekonomicznego, poziom myśli i kultury technicznej itp. Nie odnosząc się do samej zasadności zakupów, gdyż w odróżnieniu od wielu tu obecnych narcystycznych komentatorów, uważam że odpowiedzialne za zakupy osoby mają jednak pełniejszą wiedzę od mojej (i nie są też pozbawione dobrej woli) co jest priorytetem w zakupach, uważam, że te 3,5 roku to by było nawet trochę zbyt mało jak na Amerykanów:) by z wielopokoleniowej zapaści - ciągnącej się przecież od drugiej połowy lat 70- tych XX w - wyjść (i to przy gospodarce nie przestawionej na tryb wojenny) na "pełną prostą", a raczej "pełen wypas". Nadmieniam, że nie jestem wielkim zwolennikiem obecnego rządu i panującej partii. Biorąc jednak wszystko pod uwagę, uważam, że obecny MON radzi sobie nieźle na tle poprzedników. Ale tak to już w Polsce jest, że każdy jest tu lepszym trenerem rep. piłki nożnej od rzeczywistego trenera, premierem od rzeczywistego premiera i psychologiem od zawodowych psychologów. No i oczywiście szefem MON od szefa MON. Dodatkowo - kompletnie nie rozumiem obowiązkowego nabijania się z dialogów technicznych. No przecież każdy z tu obecnych, a może i czytających mnie w tej chwili, "szefów MON," powinien zdawać sobie sprawę, że nie zawsze celem dialogu jest jego finał w postaci kontraktu i zakupu. Są też inne cele takich dialogów, mniej oczywiste. Jeżeli ktoś odbiera dialog techniczny jako sytuację czarno - białą, niech lepiej dalej zajmuje się komentowaniem, bynajmniej nie zarządzaniem....Co nie zmienia faktu, że niektóre sprawy faktycznie zaczynają się ślimaczyć. Ale wg. mnie tylko nieliczne z tych istotnych.

Dalej patrzący
poniedziałek, 3 czerwca 2019, 11:52

1. Wygranie bitwy lądowej - opartej o działania wojsk konwencjonalnych - jest tylko PRELUDIUM do następnego etapu - czyli użycia taktycznej broni jądrowej, która w razie zwycięstwa WP - zamieni to zwycięstwo w klęskę. 2. Odsyłam do symulacji gry wojennej - choćby z "Rzeczpospolita między lądem a morzem" Jacka Bartosiaka. 3. Co oznacza, że suwerenne pozyskanie głowic odstraszania strategicznego - jest warunkiem koniecznym dla Polski. Głowic używanych w razie konieczności maksymalnie skutecznie i asymetrycznie - przez operacje sił specjalnych przeciw wrażliwej infrastrukturze terenu nieprzyjaciela. 4. PEŁNE wygranie na lądzie powinno się odbywać w sposób zasadniczy i niejako profilaktyczny - przez zniszczenie podstawy operacyjnej nieprzyjaciela, w tym jego wszelkich aktywów militarnych. 5. Do tego potrzeba około 400 jednostek artylerii dalekiego zasięgu - głownie Kryli [lepszych, bo tańszych i bardziej mobilnych] i już produkowanych Krabów. 6. Dla każdego Kryla/Kraba potrzebna jest pełna jednostka ognia [40 pocisków] amunicji precyzyjnej dalekiego zasięgu - od reki prosto z półki Vulacano-Dardo [półaktywny, zasięg 80+ km], od 2020 strumieniowy Nammo [GPS] o zasięgu 130 km, od 2022 zasięg zwiększony do 150 km. Silnie rekomendowane wejście we współprace z Nammo i uzyskanie strumieniowej APR o zasięgu 150 km - ale z naprowadzaniem półaktywnym. 7. Aby Kryle i Kraby mogły precyzyjnie, skutecznie i bez strat wykonać zadanie likwidacji całego Obwodu Kaliningradzkiego oraz zniszczenia podstawy operacyjnej z Białorusi na głębokość 150 km - te jednostki artylerii muszą mieć szczelne przykrycie - oraz rozpoznanie i pozycjonowanie celów real-time. 8. To zadanie [oraz uprzednie oślepienie i zgniecenie głównych aktywów przeciwnika - czyli A2/AD Kaliningradu i przyszłej A2/AD na Białorusi] zrealizuje tylko nadrzędna priorytetowa sieciocentryczna całokrajowa [z buforami dokoła] A2/AD Tarcza Polski - z systemem C4ISR [rozwiniętym najlepiej suwerennie z C3IS Jaśmin] - która zapewnia generalnie bezpieczeństwo Polski i Polaków na saturacyjny [ale REALNY] atak Rosji - w tym na atak jądrowy. TAK - mamy środki finansowe i możliwości techniczne [przez zassanie technologii od odpowiednich dostawców] - przy KONCENTRACJI środków i działań na strategicznie asymetrycznym, nakierowanym na obronę, nowym SPO i PMT. 9. Proponuję porzucić mylne, PRZESTARZAŁE kalki pojęciowe rodem z zimnej wojny [nawet z II w.św.] i skupić się na zintegrowanym sieciocentrycznie i synergicznie, nowoczesnym, wielodomenowym polu walki - do konkretnych warunków Polskiego Teatru Wojny. Co oznacza, ze odniesienia do zaszłych i trwających specyficznych konfliktów niskiej intensywności i w istocie asymetrycznych, czy do zeszłych pełnoskalowych wojen i konfliktów, a nawet względem specyficznego układu np. przyszłej wojny na Pacyfiku - TAMTE przypadki z założenia powinny być traktowane osobno względem strategicznego celu Polski - czyli pełnej strategicznej suwerennej obrony - i względem NASZYCH realiów Polskiego Teatru Wojny. Co determinuje NASZE analizy [prowadzone całościowo, integralnie i synergicznie], NASZE rozwiązania [i co za tym idzie - NASZE dedykowane systemy uzbrojenia i wyposażenia] i realizacje NASZEGO celu i racji stanu. A gra idzie o PRZETRWANIE Polski i Polaków w nadchodzącym wielkim chaosie i konfrontacji globalnej.

Krassus
poniedziałek, 8 lipca 2019, 13:34

Mam nadzieję kolego że masz/będziesz miał wpływ na naszą strategię obroną i sprzętową.

Komehome
poniedziałek, 3 czerwca 2019, 09:13

Brak info dot. BWP Borsuk:( ta platforma. Powinna być piorytetem

Werter
niedziela, 2 czerwca 2019, 23:55

Jestem ciekawy jakie wnioski wyciagnieto z walk na Ukrainie skoro dopiero teraz można przeczytać że nasi piloci powinni uczyć się wykonywać loty nisko profilowe. To do licha ciężkiego czego Ci nasi piloci się uczą? Latają wogole czy tylko loty taksowkowe z politykami i loty na defiladach?. Co się w tej naszej armii do licha DZIEJE?. Przecież jak to wszystko zebrać do kupy to jest to jakaś nieprawdopodobna FARSA.

I tak umacniamy polską biedę i polskie zacofanie.
niedziela, 2 czerwca 2019, 19:24

Płk. Kałkowski chce Black Hawki dla wojsk aeromobilnych, ale jednocześnie wojska te działając często z dala od wsparcia logistycznego i bojowego mają "jedynie na to co jest przenoszone przez żołnierzy". Przy czym helikoptery powinny także wspierać desant z powietrza. Po dodaniu rakiet przeciwpancernych i niekierowanych, opancerzenia do 23 mm, lepiej do 35 mm i systemów samoobrony, szczególnie powstających już systemów samoobrony anty-rakietami (HAPS - Helicopter Active Protection Systems) od udźwigu helikoptera trzeba będzie odjąć lekko 1 tonę. Black Hawk zabiera 11 w pełni wyposażonych żołnierzy ważących po 130 kg, a więc odjęcie 1.000 kg na uzbrojenie i samoobronę oznacza, że Black Hawk zabierałby tylko 4 żołnierzy, a o broni zespołowej jak moździeż 120 mm nie mogłoby być nawet mowy. Black Hawk dla Wojsk Aeromobilnych to skrajna nieodpowiedzialność dowodzenia. Tym bardziej, że 1 tona na opancerzenie i system anty-rakiet oraz na własne rakiety powietrze-ziemia to raczej za mało. Raczej helikopter musi być tak duży, by zabrać co najmniej dwa zapasowe komplety rakiet powietrze-ziemia, pocisków do km-ów, oraz broń zespołową wraz z amunicją. Tu H225M Caracal stanowi absolutne minimum i jest też nie tylko najtańszy, ale i super-nowoczesny. AW101 i S92 są za drogie, bo mogą nie wiele więcej od Caracala, ale kosztują tyle, że zabrakłoby na wyposażenie Wojsk Aeromobilnych w wyrzutnie Carl-Gustaw M4 wraz z gamą pocisków, w działa bezodrzutowe i moździerze 120 mm, zestawy niszczące wybuchowo pola minowe, w lepsze hełmy i kamizelki redukujące dodatkowo potrzebę trudnodostępnej pomocy medycznej, tarcze kuloodporne dla pojedyńczego żołnierza, liczne zapasowe duże i małe drony latające i gąsienicowe, polową salę operacyjną, uzdatnianie wody, smaczną żywność indywidualnie przygotowywaną itp. itd. - zamiast napychać kieszenie zagranicznym właścicielom Mielca.

say69mat
poniedziałek, 3 czerwca 2019, 05:34

Jednym z niezaprzeczalnych atrybutów H225M Caracal jest tylna rampa - znakomicie - umożliwiająca załadunek i wyładunek rzeczonego moździerza w warunkach bojowych. Co warunkuje niesamowitą wręcz popularność śmigłowca znajdującego się - jak powszechnie wiadomo - na wyposażeniu francuskich jednostek kawalerii powietrznej ALAT. Deklasującego swą ergonomią i efektywnością nieudaną hybrydę śmigłowca o wdzięcznej nazwie Caiman. Ach ... być poetą ;)))

say69mat
niedziela, 2 czerwca 2019, 10:22

??? Jak wygrać bitwę??? Bitwę zawsze wygrywa się... pokojem, to znaczy zdolnością do stanowienia pokoju. Jednym z jej kluczowych elementów tej ze strategii politycznych jest polityka obronna. Pozwalająca stanowić pokój bez wszczynania krwawej wojny. Bitwa jest zawsze ... klęską, ponieważ w bitewnym zgiełku gubimy wrażliwość na ludzkie cierpienie.

Aecjusz
wtorek, 4 czerwca 2019, 11:01

Ale żeby wygrać pokojem musisz przygotować się do wygrania krwawej bitwy. Już starożytni o tym wiedzieli.

say69mat
wtorek, 4 czerwca 2019, 13:42

??? Wszystkie kampanie wojenne przełomu XX i XXI w rejonie Zat Perskiej czy na Ukrainie były przygotowywane pod kątem minimalizacji strat bojowych i cywilnych. Jednak potwierdzają zasadę, że brak zdolności do stanowienia pokoju, przekreśla zwycięski efekt kampanii militarnej.

Z Ukosa
poniedziałek, 3 czerwca 2019, 16:58

Tak właśnie, i do dziś jak nic sam Putin płacze nad przelana krwią Afgańczyków, Gruzinów, Czeczenów i teraz Ukraińców. I pewnie wzruszony cierpieniem matek rosyjskich poborowych wracających dziesiątkami "z przepustek" w zacynowanych trumnach płacze nad zagubioną wrażliwością na ludzkie cierpienie. I pewnie by uniknąć dalszych cierpień wysyła swoje bombowce strategiczne wokół Wielkiej Brytanii aż do wybrzeży Hiszpanii.

say69mat
wtorek, 4 czerwca 2019, 01:24

W sumie nie rozumiem co mają do rzeczy - emocje - łzy Putina i krew Afgańczyków, Gruzinów, Czeczenów??? A jak się zachowują na naszym podwórku ekipy kiboli??? Testują reakcję policji pacyfikując swoich przeciwników. Agresor z reguły testuje najsłabsze ogniwa weryfikując tym samym reakcje systemu politycznego służącego obronie stabilności. Stąd rozsądna polityka obronna powinna być oparta na budowaniu mechanizmów funkcjonowania przemysłu zbrojeniowego i sił zbrojnych. Aby generując tzw. technologiczną bańkę antydostępową były w stanie zapobiec eskalacji agresji i w efekcie wojnie.

Ewa
sobota, 1 czerwca 2019, 23:22

Przy zmasiwanej obronie przeciwlotniczej związków pancernych i zmechanizowanych Rosji bajdurzenie o tym że śmigłowce uderzeniiwe będą swobodnie wspierały 25BKP i czyścimy przedpole i głębokie zaplecze to jakieś totalne bajki oderwane od rzeczywistosci. Czy Ci specjaliści nie śledzą walk na Ukrainie i w Syrii gdzie kompletnie nic nie lata?. Zero wniosków?. Jak się tworzy takie związki jak 25BKP to trzeba również je odpowiednio wyposażyć. Nie tylko utworzyć bataliony i tak parę starych śmigłowców transportowych. Te oddziały podobno są elitarne prawda? Powinny być wręcz nasxpikowane bronią ppanc i plot rakietami różnego rodzaju. Broń maszynowa na szczeblu każdej drużyny. PKski i Minimi. Do wsparcia mozdzierze od 60-120. Oprocz tego można dodać jeszcze lekkie haubice tak jak to mają wszystkie tego jednostki na świecie. Ja wiem dla naszych speców to jak odkrywanie koła na nowo to żeby ich jeszcze dobić można tym oddziałom dodać lekkie pojazdy nasxpikowane rakietami i wkmami. Tylko trzeba czerpać doświadczenia z podobnych struktur innych państw i mieć na to kasę. Jak się jej nie ma to się nie bierze za budowe kawalerii powietrznej bo wychodzi farsa i zwykła lekka i słaba piechota tylko zamiast ciezarowkami jadaca do boju na pokładzie starych Mi8. W tym naszym pięknym kraju jakoś oczywistości wogole się nie przebijają do tych speców od analiz. Groteska i kabaret to mało powiedziane. Szkoda tylko żołnierzy bo mimo chęci i zapału wyglądają jak amatorzy wyposażeni w kije i szczotki. To wstyd dla Polski że przy 40mln narodzie nie jest w stanie porzadniecwyekeipowac 3 TRZECH dywizji. WSTYD!

dim
sobota, 1 czerwca 2019, 19:34

I ani słówka o pieniądzach. Może jakieś realistyczne kwoty ? Na wprowadzenie, następnie na utrzymanie w gotowości bojowej ? - Tych postulowanych tu zmian ? Od przewidywanych pieniędzy przecież wszystko musi się zaczynać.

Palmel
sobota, 1 czerwca 2019, 18:18

Pan płk. Kałkowskiego wpisuje się Black Hawk, który - jak podkreślił - ma zdolności przeciwpancerne i jednocześnie jest produkowany w kraju. Śmigłowiec Black Hawk - do informacji u nas jest produkowana wersja cywilna N70 a nie S60 bojowa ten z filmu helikopter w ogniu

Palmel
sobota, 1 czerwca 2019, 18:15

Wszyscy mówili o tym co można pokazać na defiladach a nikt nie mówił o tym czego nie pokazuje się na defiladach czyli wojskach WRE gdzie np. można zmienić rozkazy ostrzału i zamiast ostrzelać przeciwnika ostrzelają pole ziemniaków czyli zrobią wykopki

Ggggg
sobota, 1 czerwca 2019, 12:40

Żadnego handlu z Izraelitami.

THXXX
sobota, 1 czerwca 2019, 12:03

Przełamać impas? Kilka prostych zasad już stosowanych w innych armiach; 1. Kupować kompletne systemy walki o określonej wartości bojowej. Kiedy kupimy ramę, koła i prawe drzwi to czy mamy samochód? A tak właśnie kupuje Wojsko. System Regina może w ciągu 1-2 lat być w pełni operacyjny, ochrona, dowodzenie to wszystko jest w zasięgu. 2. Platformy bojowe są projektowane na 30 lat. Po 15 latch MLU a po 30 wymiana generacyjna. Rosomak już powinien mieć opracowany pakiet MLU (wymiana wieży na ZSSW, BMS, łączność, wzmocnienie pancerza i mobilności). Rzeczywiście BH to dobry wybór na dziś tyle że zupełnie nie w czasie. Za 5-10 lat jako standard wyposażenia US ARMY będzie Future Vertical Lift . Kupowanie dzis BH to skazanie Armii na 30 lat eksploatacji starej generacji. Dlatego stosunkowo tanie i szybkie rozwiązanie to MLU dla Sokołów, dobre na 10-15 lat itp. BWP BMP to już tylko wymiana generacyjna na BWP Borsuk ale to proces na 10-15 lat. 3. Państwo Polskie zainwestowało w PGZ setki milionów a raczej miliardy. Nie ma powodu by teraz robili sobie "strefę komfortu". Państwo stawia wymagani, robi konkurs na prototypy ktore finansuje i staje sie jego właścicielem a nastepnie przetarg na produkcje. I koniec nieuczciwej gry. 4. W Wojsku zatwierdzaną co roku strukture i ilość etatów oficerskich. Stopień gotowości operacyjnej platform bojowych min. 80%, Wyznaczone poziomy ukompletowania i gotowości bojowej testowane co jakiś czas. To oczywiste oczywistości. Dlaczego Panowie Generałowie o tym nie dyskutują? Suweren jak będzie widział tak działające wojsko to i grosza nie pożałuje.

Taka prawda
sobota, 1 czerwca 2019, 11:55

Jak? To ONI tego nie wiedzą? Po pierwsze trzeba zawsze wiedzieć gdzie i co robi wróg - zatem priorytet to bezwzględnie rozpoznanie. Satelity, mikrosatelity, samoloty, drony duże i małe, radary rozpoznania artyleryjskiego oraz pola walki, pojazdy rozpoznawcze. Coś z tego mamy? Nic, lub bardzo niewiele! Coś z tym robimy? Nic, albo bardzo niewiele. Dalej idąc to jak nie wiemy gdzie jest wróg i co robi, to niepotrzebne nam środki reagowania. Bo i tak nie będziemy wiedzieć gdzie strzelać! Co tu zwoływać konferencje, skoro ONI, niby tacy zawodowcy i profesjonaliści, a tego nie wiedzą?? Po drugie to wroga trzeba zatrzymać i mieć czym się mu odgryźć. Mamy czym? Do zatrzymania potrzeba broni ppanc czyli min, granatnikow, ppk, czołgów, artylerii, środków lotniczych. Co mamy? Nic, albo bardzo niewiele, i to przestarzałych. Co z tym znanym od lat faktem robili nasi "fachowcy" z MON i Inspektoratu Uzbrojenia? Nic, albo źle i bardzo niewiele.

Tak myślę
niedziela, 2 czerwca 2019, 00:56

A zatem...zanim użyjemy to co posiadamy do obrony/ataku to już będzie po wszystkim. Czyli... najeźdźca jak huknie całym swoim potencjałem, to nasi decydenci nie zdążą podjąć jakichkolwiek działań. Tak to widzę i to nie tylko biorąc pod uwagę stan naszej armii ale wieloletnie zachowania tych na "górze", nie na "dole". Dalej nie wyciągnięto wniosków z 1939 roku i co niektórym zdaje się, że nieprzyjaciel jak wówczas będzie sam podnosił nasz szlaban na granicy. Nic bardziej błędnego. Jak huknie, to...

W
sobota, 1 czerwca 2019, 10:12

wygrac ladową bitwe mozna tylko posiadając PRZEWAGE POWIETRZNA

Covax
sobota, 1 czerwca 2019, 12:58

Szczegolnie to widać w bitwach powietrznych nad Dombasem

say69mat
poniedziałek, 3 czerwca 2019, 05:16

Czyżby w rejonie Dombasu mieliśmy mieć do czynienia ze zjawiskiem na miarę Domsday??? W sferze wojny powietrznej???

Zbigniew
sobota, 1 czerwca 2019, 01:57

W polskim przemyśle obronnym chęć usadowienia się przejawiają branże przemysłów zbrojeniowych trzech państw; Niemiec, Francji i oczywiście Izraela. My wolelibyśmy przemysł z USA, ale kto nas słucha, tylko Rosja!

qwe
sobota, 1 czerwca 2019, 01:55

Na szczęście sprzedaliśmy wszyskie zakłady lotnicze więc na śmigłowce poczeka się z dekadę min.

Ciekawski Dyziek
sobota, 1 czerwca 2019, 01:53

Żaden z programów, żaden rodzaj broni, żaden obszar działania, nie jest właściwie zorganizowany i wyposażony. Od lat!! Szereg działań jest przeciąganych, odwlekanych, opóźnianych. Każdy z w/w tematów posiada niedoróbki lub wady ograniczające efektywność danego środka bojowego/zakupu!! ŻADEN! Żadnego z nich czy obecny, czy poprzedni minister nie dopilnował!! Mimo, że nawet w Polsce są już gotowe i dostępne rozwiązania by te luki, ewidentne nawet dla laika uzupełnić. Kto w MON tego nie widzi?? Dlaczego minister nie widzi, że nikt nie naprawia błędów i nie nadrabia nawet prostych zaległości?? Ile to będzie jeszcze trwało??

Tak myślę
niedziela, 2 czerwca 2019, 00:57

"Ile to będzie jeszcze trwało??" Zawsze!

Judta
sobota, 1 czerwca 2019, 00:40

O Boże, to wszystko wiadomo od dawna bo to nie jest wiedza tajemna. Wszyscy widzą że to nie działa. Że będzie wielka danina krwi i ryk kto zawiózł. Kto...

Tak myślę
sobota, 1 czerwca 2019, 00:34

No tak! Najgorsze jest to, że wiadomo gdzie są luki, braki, niedociągnięcia ale niewiele się zmienia. Za 10 lat odbędą się takie same spotkania, konferencje i te same tematy powrócą. Mówić, debatować to nasi decydenci, wojskowi potrafią!

46
piątek, 31 maja 2019, 21:29

Przeraziło mnie stwierdzenie , że w sprawie amunicji nic nie robiono, gdyż nie liczono a sukcesy. Tylko intensywne zakupy i produkcja najnowocześniejszych pocisków wszystkich kalibrów do wszystkich typów broni skokowo wzmocni armię. Brak rozwoju amunicji do Langusty i kraba to podpada pod sabotaż .

Gts
piątek, 31 maja 2019, 20:01

Kluczem to jest rozpoznanie i zarządzanie Polem walki. W daleszej kolejności to OPL i Lotnictwo, a niejako jednoczesnie z nimi Artyleria, a potem zmech (w tym piechota w BWP) i pancerniacy. WOT można sobie odpuścić. Tyle, że to wszystko ma działać w synergii, a tego się nie da zrobić bez sprzetu. I pisze tu o dziwo choćby o logistyce w tym śmigłowcowej. Bajki że w obecnej sytuacji coś możemy odpuszczac, zostawiam dla małych dzieci.

ljlkjdashfgh
niedziela, 2 czerwca 2019, 00:08

WOTu, nie możesz odpuścić, bo nie masz wtedy zabezpieczonych tyłów i tracisz podstawę operacyjną.

Normalny
sobota, 1 czerwca 2019, 12:06

WOTu też bym nie odpuszczał. Nawet Bundeswehra obok jednostek stricte operacyjnych formowała kiedyś jednostki OT. Z czasem je rozwinęli do skoszarowanych, w pełni zmechanizowanych ciężkich wojsk operacyjnych. Daj im czas, to dopiero parenaście miesięcy. Poza tym gdyby taka drużyna WOT dostała sprzęt i sprawnego dowódcę z wojsk specjalnych to też by była jakaś siła. Co do zasady, to szkolić szkolić szkolić!!! Popieram tezę że niczego nie możemy odpuszczać, przy priorytecie rozpoznania i BMS!!

Fanklub Daviena
piątek, 31 maja 2019, 19:03

Sukcesem okazały się tylko te programy, gdzie nie było USA. Uzbrojenie w jakie pchało nas USA oraz Irak i Adganistan, w które nas wpakowały, zrujnowały nasze plany modernizacyjne.

klskafojioe
niedziela, 2 czerwca 2019, 00:13

Coś chyba grubo naciągasz, za sukces można uznać F16, po za tym nie było chyba innych większych projektów wspólnie z USA, więc możemy tu mówić o tym, że projekty wspólne z USA kończą się sukcesem w 100%. Projekty, takie jak Wisła i Homar robione z USA, są dopiero w trakcie, więc nie można tu mówić o sukcesie ani porażce.

Ciekawski Dyziek
sobota, 1 czerwca 2019, 11:58

Czy poza wrodzonym wstrętem do USA podasz może jakiś konkret? Bo ja widzę tylko jeden sukces i to akurat amerykański czyli F16!! Żadnego kolejnego wdrożenia nie uznam za sukces.

Tak myślę
niedziela, 2 czerwca 2019, 01:10

Słusznie! Tylko amerykanie odnieśli sukces sprzedając nam F16 praktycznie z wątpliwym offsetem. Kolejny sukces to sprzedaż dla nas Patriotów w programie Wisła. Jeszcze kolejny to sprzedaż Himarsa w programie Homar. Będą nas te zakupy kosztowały, oj będą! Nasz przemysł nic nie zyskał, a mógł mieć robotę na lata. Taką robotę będą mieli Jankesi: naprawy tego co sprzedali, modernizacje, przeglądy, konserwacje. Kolejne miliardy z naszych kieszeni. Swego czasu Mieliśmy modernizować śmigłowce Mi 24 w programie bodajże PLUSZCZ. Do modernizacji nie doszło bo kasa poszła na misje "stabilizacyjne" z Jankesami. Oczywiście sporo kosztowała, kosztuje i będzie kosztować nas przyjaźń z Amerykanami. Czyli... jak to napisałeś "sukces i to akurat amerykański". Masz rację.

Wera
sobota, 1 czerwca 2019, 23:09

O doprawdy? Nie uznam bo? Tupniez nozka nie bo Nie?. F16 do tej pory wychodzi nam bokiem. Wydaliśmy miliardy i nadal płacimy miliardy za serwis. Był nawet o tym artykuł w miesięczniku Raport. Miliardy USD poszło na serwis tych samolotów my.mozemy co najwyżej je pomalować. Może produkujemy jakieś uzbrojenie do nich? Nie? Nic? A to pech. A jaka jest sprawność tych samolotów 50%? ....takie są fakty funboyu USA.

Palmel
sobota, 1 czerwca 2019, 18:11

ma racje a ty mówisz o pingwinach które są starsze konstrukcyjnie od Miga 29 do których USA zapomniało nam sprzedać odkurzacze którymi trzeba odkurzyć pas startowy przed startem aby nie wciągnąć śmieci z niego do silnika

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama