Polskie okręty za osiem miesięcy bez systemu „swój-obcy”

15 listopada 2019, 15:50
DSC_0051
Antena interrogatora systemu IFF Mark XIIA zamontowane nad anteną radaru SMART-S Mk2 na okręcie patrolowym „Ślązak” wskazuje, że nie jest to polskie urządzenie. Fot. M.Dura

Inspektorat Uzbrojenia unieważnił przetarg na dostawę jedenastu okrętowych transponderów systemu identyfikacji radiolokacyjnej IFF w standardzie Mark XIIA wraz z integracją ośmiu z nich na okrętach. Decyzja całkowicie słuszna ze względu na przepisy oznacza jednak: zmarnowanie wysiłku ludzi, przygotowujących i prowadzących postępowanie, narażenie na straty firmy, które w to postępowanie się zaangażowały i w nim uczestniczyły oraz co najważniejsze - ograniczenie wartości bojowej większości polskich okrętów, które od 1 lipca 2020 r. będą pozbawione systemu „swój-obcy”. Pierwotną przyczyną tej całej sytuacji jest fakt, że kilka lat temu zastopowano pracę rozwojową Kwisa 2”, a wymiana systemu swój-obcy nie została uznana za zadanie objęte Podstawowym Interesem Bezpieczeństwa Państwa (PIBP), co pozwoliłoby skierować takie zamówienie bezpośrednio do polskich spółek, bez konieczności prowadzenia przetargu.

Brak systemu identyfikacji radiolokacyjnej „swój-obcy” na okrętach oznacza, że w czasie działań bojowych nie będą one potrafiły identyfikować własnych obiektów nawodnych i powietrznych, jak również same nie będą identyfikowane jako „swój” przez inne platformy bojowe NATO. Mówiąc wprost - jednostki pływające bez urządzeń IFF (Identification Friend or Foe) nie będą mogły strzelać do celów nierozpoznanych wzrokowo i same mogą zostać ostrzelane przez własne oraz sojusznicze systemy uzbrojenia.

Polskie okręty znajdą się w takiej sytuacji dokładnie od 1 lipca 2020 r., gdy Amerykanie przestaną dystrybuować w NATO klucze modu 4 i będą generować jedynie klucze modu 5. Oznacza to, że wszystkie urządzenia pracujące tylko w standardzie Mark XII, a takie są na większości polskich okrętów, staną się bezużyteczne w czasie konfliktu zbrojnego, natomiast w ramach systemu będą współdziałały jedynie platformy wyposażone w urządzenia standardu Mark XIIA.

image
Proponowany przez PIT-Radwar Transponder systemu IFF typu TRN 50. Fot. M.Dura

Wiedząc o tym procesie plany modernizacji technicznej przewidywały wymianę systemu IFF w polskich siłach zbrojnych i to przez transpondery oraz interrogatory produkowane w Polsce w należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej spółce PIT-Radwar. O ile jednak proces uruchomienia produkcji interrogatorów średniego i dalekiego zasięgu zakończył się powodzeniem, to samych transponderów już nie i to w głównie z winy wojska.

Zrobiono to „proceduralnie” stopując przed czterema laty pracę badawczo-rozwojową „Kwisa 2”, która dotyczyła „opracowanie transpondera systemu identyfikacji Mark XIIA. Co więcej, pomimo alarmujących sygnałów od kilku lat pojawiających się między innymi na portalu Defence24.pl nie spowodowano, by ta praca została zakończona - w międzyczasie kupując (w lutym 2019 r.) 31 transponderów lotniczych od koncernu BAE Systems (typu AN/APX-125 AIFF dla samolotów MiG-29A i typu AN/DPX-7 dla samolotów MiG-29UB). Postawiono im zresztą wymagania łatwiejsze do spełnienia niż te, jakie mają spełniać polskie urządzenia IFF.

Unieważniony obecnie przetarg na transpondery okrętowe uważało się za pilną próbę ratowania sytuacji, jednak nie jest to całkowicie zgodne z prawdą. Postępowanie to toczy się bowiem praktycznie od dwóch lat i było bardzo dużo czasu, by doprowadzić do zakończenia pracy „Kwisa 2”. Trzeba bowiem pamiętać, że przetarg na dostawę jedenastu okrętowych transponderów systemu identyfikacji radiolokacyjnej „swój-obcy” IFF w standardzie Mark XIIA rozpoczęty 22 lutego 2019 r. był poprzedzony dialogiem technicznym ogłoszonym przez Inspektorat Uzbrojenia pod koniec maja 2017 r. Już wtedy wiedziano, że polski przemysł nie znając wymagań docelowych nie będzie mógł uruchomić produkcji polskich transponderów i będzie trzeba kupować urządzenia zagraniczne.

image
Anteny transpondera systemu IFF Mark XIIA zamontowane na maszcie korwety patrolowej „Ślązak”. Fot. M.Dura

Nie zrobiono jednak nic by temu zaradzić, uważając prawdopodobnie że „się zdąży” poprzez wyznaczenie terminu wykonania zamówienia do 30 czerwca 2020 roku (a więc na dzień przed kasacją modu 4 w NATO). Jak się okazało rachuby te zawiodły i już wiadomo, że od 1 lipca 2020 r. prawdopodobnie tylko ORP „Kormoran” i korweta patrolowa ORP „Ślązak” będą posiadały system „swój-obcy”, kompatybilny z krajami NATO i … z polskimi nadbrzeżnymi dywizjonami rakietowymi (NDR). Radary NDR będą bowiem identyfikowały wtedy jedynie jednostki pływające wyposażone w transpondery standardu Mark XIIA. Polskie okręty dla polskich NDR-ów w czasie wojny będą więc identyfikowane jako wrogie.

Takie uzbrojenie, jakie procedury

„Interesujący” jest również sam powód anulowania postępowania na transpondery okrętowe i odrzucenia jedynej oferty, złożonej w Inspektoracie Uzbrojenia. Nie zrobiono tego bowiem np. z zamiarem dania czasu polskiemu przemysłowi, by przygotował własne urządzenia odpowiadające z modem 5, ale powołując się na art. 89 ust. 1 pkt 2 ustawy Prawo zamówień publicznych: „treść oferty nie odpowiada treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia” (SIWZ).

Jest to o tyle dziwne, że Inspektorat Uzbrojenia dzięki dialogowi technicznemu bardzo dobrze wiedział, jakie mogą mu zostać przedstawione oferty (do dialogu zgłosiło się aż siedem podmiotów) oraz znał przybliżone koszty realizacji całego przedsięwzięcia. Ten czas na zastanowienie się był zresztą dłuższy od zakładanego, ponieważ pierwszy termin składania ofert wyznaczono na 20 marca 2019 r., 15 marca 2019 r. zmieniono go na 24 kwietnia 2019 r., a ostatecznie oferty otworzono 18 października 2019 r.

Inspektorat Uzbrojenia przedstawił jednak taką specyfikację istotnych warunków zamówienia, których nikt nie mógł spełnić, w tym jedyny oferent, jaki złożył swoją propozycję: spółka Enamor z Gdyni. Co więcej nie chodziło wcale o cenę, ponieważ Enamor zażądał za realizację całego zadania 9,15 mln złotych, a więc prawie o 4 miliony zł mniej niż budżet MON przeznaczył na ten cel (13,06 mln złotych). Nie chodziło też o okres gwarancji, warunki płatności i termin wykonania, ponieważ i w tym wypadku Enamor spełniał wymagania zawarte w specyfikacji istotnych warunków zamówienia.

image
Antena interrogatora zamontowane z tyłu anteny radaru Sea Giraffe oraz dwie anteny transponderów systemu IFF Mark XII na okręcie rakietowym ORP „Grom”. Fot. M.Dura Fot. M.Dura

Prawdopodobnie jest więc tak, że odpowiedniej dla strony polskiej oferty nie złożono, ponieważ opracowana w przez Inspektorat Uzbrojenia specyfikacja istotnych warunków zamówienia była nierealna do spełnienia.

System IFF wielkim problemem zamiast pomocą

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do unieważniania postępowań przez Inspektorat Uzbrojenia. Należy jednak pamiętać, że jest to zjawisko negatywne, ponieważ koszty tego ponoszą zarówno Siły Zbrojne RP (które nie otrzymują na czas potrzebnego wyposażenia). jak i firmy, które marnują w ten sposób swój czas i pieniądze. I nie ma tu znaczenia, że w postępowaniu została złożona tylko jedna oferta.

We wcześniej przeprowadzonym dialogu technicznym uczestniczyło bowiem siedem innych podmiotów, które w jakiś sposób również zaangażowały się w anulowany obecnie przetarg:

  • polska spółka PIT-RADWAR S.A. z Warszawy;
  • polska spółka Poland- U.S. Operations Sp. z o.o. z Warszawy;
  • polska spółka Thales Polska Sp. z o. o. - wchodząca w skład międzynarodowego koncernu Thales;
  • polska spółka SILTEC Sp. z  o. o. z Pruszkowa;
  • niemiecka firma Hensoldt Sensor GmbH Germany;
  • amerykański koncern Raytheon;
  • hiszpański koncern INDRA.

Bardziej jednak niepokoi samo podejście Sił Zbrojnych RP do problemów, jakie próbowano rozwiązać unieważnionym postępowaniem. Już dwa lata temu pisaliśmy na Defence24.pl, że zaczynają być widoczne oznaki dyskredytacji znaczenia, jakie dla bezpieczeństwa państwa ma według polskich wojskowych mieć system identyfikacji radiolokacyjnej „swój-obcy”. Co więcej nie wiadomo: kto i dlaczego zmienił założenie, że Siły Zbrojne RP zawsze powinny mieć pełną autonomię użycia systemu IFF, a większość urządzeń w nim wykorzystywanych powinna być produkowanych w kraju.

Kupowanie interrogatorów i transponderów IFF w otwartym przetargu jest oczywiście łatwiejsze, ale przynosi wymierne i niewymierne straty dla polskiego systemu obronnego oraz przemysłu. I nie można się tłumaczyć koniecznością stosowania przepisów handlowych Unii Europejskiej. Nie są one bowiem bezwzględnie obowiązujące w odniesieniu do uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Nie musimy więc stosować Prawa zamówień publicznych, ponieważ każdemu państwu w UE pozostawiono prawo do ochrony własnych interesów. Zostało to ujęte w art. 346 ust. 1 lit. Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej („Każde Państwo Członkowskie może podejmować środki, jakie uważa za konieczne w celu ochrony podstawowych interesów jego bezpieczeństwa, a które odnoszą się do produkcji lub handlu bronią, amunicją lub materiałami wojennymi”).

Jeżeli więc wykaże się, że zamówienie ma istotne znaczenie dla ochrony podstawowych interesów bezpieczeństwa państwa to można np. kierować je tylko do własnego przemysłu obronnego z pominięciem zagranicznych rozwiązań. Dla ochrony interesu Sił Zbrojnych RP oraz polskich spółek (i to często, jak w przypadku PIT-Radwar, należących do Skarbu Państwa) wystarczyło więc tylko odpowiednio zakwalifikować zamówienie i dokonać oceny występowania podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (zostało to dokładnie opisane w Decyzji nr 92/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 21 marca 2014 r.).

W odniesieniu do systemu IFF tego jednak nie zrobiono i polski system bezpieczeństwa odczuje to 1 lipca 2020 roku. Zresztą nie tylko w odniesieniu do Marynarki Wojennej RP.

Reklama
Tweets Defence24