Reklama
Reklama

Chińskie śmieci „atakują” w Kosmosie

17 listopada 2014, 10:30
System Space Fence może śledzić nawet 20000 kosmicznych obiektów w tym śmieci – fot. Lockheed Martin
Efekt uderzenia w blok aluminium małego elementu (widocznego na tle otworu) o wadze 7 g lecącego z prędkością 7 km/s – fot. Wikipedia
Efekt uderzenia we właz ładowni promu Atlantis małego elementu o średnicy 2,5 mm – fot. NASA
„Krater” na przednim oknie promu kosmicznego utworzony po zderzeniu ze „śmieciowym” odpryskiem farby – fot. NASA

Międzynarodowa stacja kosmiczna ISS musiała wykonać manewr antykolizyjny, by zejść z drogi "śmieciom" pochodzącym z chińskiego satelity szpiegowskiego.

W wykonaniu manewru DAM (Debris Avoidance Maneuver) pomógł europejski statek transportowy ATV-5. „Zepchnął” on międzynarodową stację kosmiczną ISS (International Space Station) z trasy kosmicznej przeszkody – prawdopodobnie osłony obiektywu chińskiego satelity szpiegowskiego Yaogan 12, który śledzony od dawna z Ziemi kilkakrotnie już groził kolizją.

Na orbitach okołoziemskich takich śmieci znajduje się o wiele więcej. Oblicza się, że niechcianych obiektów większych niż 4 cm jest ponad 21000, większych niż 1 cm – ponad 500 000, a mniejszych niż 1 cm dziesiątki milionów. Te największe są zarejestrowane jako śmieciowe mikrometeoryty orbitalne MMOD (Micrometeoroid Orbital Debris) i śledzone przez Dowództwo Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej NORAD. Dzięki temu zawsze jest czas, by przeciwdziałać zderzeniom najczęściej po prostu usuwając się z drogi niepożądanych obiektów.

System Space Fence może śledzić nawet 20000 kosmicznych obiektów w tym śmieci – fot. Lockheed Martin

Śmieci atakują

Międzynarodowa stacja kosmiczna już kilkakrotnie musiała ustępować drogi śmieciom kosmicznym tym bardziej, że jest to stosunkowo duży obiekt i to dodatkowo poruszający się z prędkością ponad 33 tysiące km/h. Zdarza się jednak, że zagrożenie jest wykrywane zbyt późno i wtedy pozostaje tylko czekać na to, co się nieuchronnie stanie.

Tak było m.in. 13 marca 2009 r. kiedy ekspedycja NASA nr 18 w składzie dowódca Mike Fincke, inżynier połądowy Juruj Lonczakow i naukowiec Sandra Magnus musieli się ewakuować zgodnie z procedurami do najbezpieczniejszego miejsca, czyli zadokowanego do stacji ISS statku kosmicznego Sojuz.

„Krater” na przednim oknie promu kosmicznego utworzony po zderzeniu ze „śmieciowym” odpryskiem farby – fot. NASA

W przypadku gdyby nadlatujący obiekt zniszczył ważne części stacji załoga miałaby czas na ewakuację. Na szczęście śmieć oznaczony jako Obiekt 25090 przeszedł obok i kosmonauci mogli wrócić do ISS oraz otworzyć włazy awaryjne. Jak się okazało zagrożeniem była część pochodząca z rakiety Delta, która wyniosła w 1993 r. jeden z satelitów systemu GPS.

Chińskie śmieci a bezpieczeństwo w Kosmosie

Ostatni manewr antykolizyjny wykonany dzięki silnikom korekcyjnym pojazdu transportowego ATV-5 był o tyle ważny, że zagrożenie pochodziło z chińskiego satelity szpiegowskiego, który został wyniesiony na orbitę niedawno - w listopadzie 2011 r. statkiem kosmicznym Long March 4B.

Efekt uderzenia w blok aluminium małego elementu (widocznego na tle otworu) o wadze 7 g lecącego z prędkością 7 km/s – fot. Wikipedia

W Chinach oficjalnie uznaje się tego satelitę za część kosmicznego systemu obserwacji przeznaczonego do: pomiarów geodezyjnych, kontroli upraw, badań naukowych i monitorowania skutków katastrof naturalnych. W rzeczywistości jest on klasyfikowany jako optyczny satelita szpiegowski drugiej generacji wykorzystywany głównie w celach wojskowych.

Czy na pewno wypadek?

Najbardziej interesujące jest to, w jaki sposób część z działającego „szpiega” (oznaczona jako Obiekt 39372) znalazła się na drodze międzynarodowej stacji kosmicznej. Amerykanie oczywiście pocieszają, że przesunięcie ISS planowali już wcześniej, a więc manewr z ATV-5 i tak trzeba by było przeprowadzić, ale kłopot pozostał, ponieważ takie uniki trzeba będzie robić coraz częściej. Przewiduje się że około 1000 razy dziennie zdarzają się przypadki minięcia się śmieci i aktywnych satelitów w odległości mniejszej niż 9 km.

Jak się okazuje nie udało się bowiem wprowadzić takich samych standardów dla wszystkich użytkowników przestrzeni kosmicznej i nawet za najnowszymi chińskimi satelitami może ciągnąć się ogon śmieci i zanieczyszczeń. Dodatkowo Chińczycy potrafią w ramach eksperymentu rozbić swojego satelitę na wiele „śmieciowych” obiektów tylko po to, by sprawdzić, że są w stanie to robić z wykorzystaniem rakietowych systemów przeciwlotniczych.

Efekt uderzenia we właz ładowni promu Atlantis małego elementu o średnicy 2,5 mm – fot. NASA

Oblicza się, że po eksperymentalnym zestrzeleniu chińskiego satelity Feng Yun 1C w styczniu 2007 r. pojawiło na się orbicie Ziemi ponad 900 nowych, dużych śmieci. Po zderzeniu się amerykańskiego cywilnego statku kosmicznego Iridium 33 i rosyjskiego satelity wojskowego Kosmos 2251 10 lutego 2009 r. takich resztek w Kosmosie pojawiło się już 2000. Przy czym mówi się tu tylko o dużych elementach, ponieważ w obu omawianych wypadkach liczba śmieci na ziemskiej orbicie miała wzrosnąć nawet o 60%.

Znacznie poważniejszy problem pojawi się jednak dopiero wtedy, gdy "śmieci" będą specjalnie rozsypywane na orbitach, w celu zniszczenia określonych obiektów. Wydaje się, że z "kosmicznym terroryzmem" będzie trzeba się zmierzyć w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Reklama
wolf
poniedziałek, 17 listopada 2014, 17:27

no cóż człowiek jest jak wirus zużywa świat aż do wyniszczenia żywiciela (lasy Amazonii, za chwilę Arktyka, oceany....) taka nasza natura chyba bo nie ma drugiego stworzenia, które tak postępuje

Tyberios
poniedziałek, 17 listopada 2014, 22:20

Szarańcza, mrówki... jest sporo stworzeń które po "wygryzieniu" okolicy przenosi się dalej do kolejnej akcji "wygryzania". Ludzie są po prostu najbardziej efektywni.

:)
poniedziałek, 17 listopada 2014, 15:02

Czy ktoś ma jakieś informacje na temat możliwości "zbierania" takich śmieci z kosmosu? Słyszałem, że były projekty satelitów, które miałyby przechwytywać większe obiekty, ale nie wiem wiele na ten temat.

blender
poniedziałek, 17 listopada 2014, 22:49

jesli sie nie myle to nawet ktorys z naszych nanosatelitow (pwsat1 moze?) mial testowac mechanizm spirali rozciaganej za satelita ktora wykorzystujac wiatr sloneczny ma go hamowac i doprowadzic do opadania i spalenia w atmosferze. ponoc tanie i perspektywiczne rozwiazanie. a pewnie podobnych projektow jest wiecej.

Jk
poniedziałek, 17 listopada 2014, 13:36

ale predzej czy pozniej taki smiec bez napedu spadnie w atmosfere i sie spali?

Thomas
poniedziałek, 17 listopada 2014, 14:08

Tak - po kilkudziesięciu latach śmieci z niskiej orbity (LEO) spłoną w atmosferze. Problem w tym że w międzyczasie może dojść do reakcji łańcuchowej (Syndrom Kesslera) - jeden zniszczony satelita stworzy tysiące nowych obiektów które zaczną uderzać w inne satelity - odcinając nas od kosmosu. Wg niektórych symulacji przekroczyliśmy już wartość krytyczną i Syndrom Kesslera jest kwestią czasu... Gorzej jeśli przy okazji zniszczą się satelity geostacjonarne (na wyższych orbitach), tam okres czyszczenia to podobno 1000 lat (wg wikipedii).

Wojmił
poniedziałek, 17 listopada 2014, 12:27

tak.. gatunek ludzki jest taką małpą jeszcze, która każda sobie rzepkę skrobie a organizuje się wspólnie głównie wtedy tylko aby się bronić i to zwykle tylko na jakiś czas... widać to także po przeciwnikach zjednoczenia Europy, którzy stawiają na separatyzmy narodowe i chwilowe i jednostronne korzyści... w zgodzie korzystać z czegoś ludzie rzadko potrafią..

Moshe Schwantz
poniedziałek, 17 listopada 2014, 14:52

Kolego Wojmił, dajcie towarzyszu odbój z tą United Europe....mowa jest o zaśmieconym kosmosie,a nie o kondycji społecznej ludzkości.

mooo
poniedziałek, 17 listopada 2014, 14:19

Niestety. Wygląda to tak,że jakies ufoludki muszą nas najechać, abyśmy się zjednoczyli

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama