Prof. Kroenig dla Defence24: NATO musi postawić na odstraszanie atomowe. Kluczowa rola Polski

16 maja 2016, 13:38
Bomby B-61. Fot. Wikimedia Commons/US DoD
Fot. Matthew Kroenig

Jeśli będzie to konieczne, Rosjanie są przygotowani do przeprowadzenia tzw. de-eskalacyjnych uderzeń nuklearnych, w celu uniknięcia przegranej, w przypadku rozpoczęcia konwencjonalnej wojny z NATO. Stąd też NATO musi rozwinąć bardziej stanowczą politykę odstraszania nuklearnego oraz zwiększyć swoje zdolności w tym zakresie. (...) Wierzę, że Polska będzie odgrywać kluczową rolę, w przypadku przyszłych natowskich strategii odnoszących się do broni nuklearnej - mówi w rozmowie z Defence24.pl prof. Matthew Kroenig, profesor nadzwyczajny Georgetown University w Waszyngtonie, Senior Fellow w Brent Scowcroft Centre on International Security w Atlantic Council.

Dr Jacek Raubo: Obecnie bezpieczeństwo obszaru Euro-Atlantyckiego zagrożone jest zarówno przez agresywną politykę Rosji, jak i niestabilną sytuację na Bliskim Wschodzie, w tym działania terrorystów i napływ uchodźców na Stary Kontynent. Panie Profesorze, jakie są najważniejsze wyzwania dla Paktu Północnoatlantyckiego, również w kontekście nadchodzącego szczytu w Warszawie?

Prof. Matthew Kroenig: Jak wiemy NATO boryka się obecnie z dwoma podstawowymi problemami. Pierwszym z nich jest zagrożenie na południowej flance, stwarzane współcześnie przez ISIS oraz napływ uchodźców. Drugi problem pojawia się ze wschodu, wraz z odnawianiem się gróźb wysuwanych przez Rosję wobec NATO.

Oczywiście, oba z tych obszarów są ważne. Jednak według mnie Federacja Rosyjska stwarza obecnie większe wyzwanie dla Sojuszu. Jakikolwiek konflikt z Rosją ma bowiem potencjał, aby eskalować do poziomu wojny na dużą skalę, która mogłaby stanowić egzystencjalne zagrożenie dla państw członkowskich NATO. Tak samo, jeśli NATO zawiodłoby w swej odpowiedzi na atak przeprowadzony na któregoś ze swych członków, skutkiem mógłby być nawet upadek całego Sojuszu. Bezsprzecznie ISIS jest również bardzo groźne, ale jego działania nie niosą ze sobą tego samego poziomu egzystencjalnego zagrożenia dla członków NATO oraz dla całego Sojuszu.

Wracając do spotkania szefów Sojuszu w Warszawie, jakie cele powinna wyznaczyć sobie obecna amerykańska administracja w zakresie działań podejmowanych w obrębie NATO?

Idealnie byłoby, gdyby NATO przyjęło nową Koncepcję Strategiczną w trakcie Szczytu w Warszawie. Całe środowisko strategiczne uległo fundamentalnym przeobrażeniom od czasu publikacji ostatniego tego typu dokumentu w 2010 r. i NATO niewątpliwie potrzebuje nowej koncepcji, lepiej odpowiadającej obecnym realiom. Jednak, patrząc realistycznie, przyjęcie całkiem nowej Koncepcji Strategicznej NATO właśnie w Warszawie nie będzie możliwe. Stąd też, istnieje potrzeba wprowadzenia pewnych korekt w istniejącej. Po pierwsze, NATO musi zwiększyć obecność sił konwencjonalnych na wschodniej flance, włączając w to ciężkie jednostki lądowe oraz chociażby broń przeciwpancerną. Wszystko po to, aby odstraszać Rosję przed dokonaniem inwazji. Ponadto, Pakt Północnoatlantycki powinien podjąć szereg kroków mających na celu wzmocnienie własnego odstraszania atomowego. Przypominając całemu światu oraz Rosji, że NATO pozostaje sojuszem nuklearnym. Stąd też jakikolwiek atak z użyciem broni jądrowej spotka się z odpowiedzią nuklearną.

W dyskusji o rozbudowie zdolności nuklearnych Rosji automatycznie pojawia się pytanie co do zdolności odstraszania atomowego samego NATO. Jak Pan ocenia obecne możliwości i jaką rolę przypisuje w przyszłości temu elementowi funkcjonowania Sojuszu?

Przez ostatnie 25 lat NATO koncentrowało się w swojej oficjalnej polityce na zmniejszaniu roli broni nuklearnej, w ramach polityki bezpieczeństwa i gdyby zależało to od nas, moglibyśmy to kontynuować. Jednak musimy być realistami, odnośnie strategii nuklearnej oraz zdolności naszych potencjalnych rywali. W tym samym okresie czasu Rosja zwiększyła, a nie zmniejszyła znaczenie broni nuklearnej we własnej strategii wojskowej oraz doktrynie prowadzenia działań. Moskwa odwołuje się do gróźb związanych z bronią jądrową w celu budowania podziałów w obrębie NATO, a także odstraszania i przymuszania członków Sojuszu, aby ci nie przeciwstawiali się działaniom podejmowanym przez Rosję. 

Ponadto, jeżeli będzie to konieczne, Rosjanie są przygotowani do przeprowadzenia tzw. de-eskalacyjnych uderzeń nuklearnych, w celu uniknięcia przegranej, w przypadku rozpoczęcia konwencjonalnej wojny z NATO. Stąd też Sojusz musi rozwinąć bardziej stanowczą politykę odstraszania nuklearnego oraz zwiększyć swoje zdolności w tym zakresie. Wszystko po to, by przeciwdziałać zastraszaniu ze strony Rosji, jak i uzyskać praktyczną zdolność do odstraszania przed ograniczonymi rosyjskimi uderzeniami nuklearnymi. 

Jakie są źródła słabości współczesnego NATO właśnie w zakresie odstraszania atomowego? W jakim obszarze wymagana byłaby najszybsza poprawa w zakresie sił oraz środków?

Po pierwsze, w obliczu bliskości zagrożeń nuklearnych, NATO musi ponownie podwyższyć znaczenie odstraszania atomowego, jako jednej z kluczowych misji Sojuszu. Kroki w tym zakresie mogą być podejmowane począwszy od zmian w ramach dokumentów strategicznych oraz prezentacji publicznych stanowisk, poprzez ćwiczenia oraz manewry, aż do sygnalizacji własnego potencjału w trakcie kryzysu.

Po drugie, musimy być pewni, że NATO będzie dysponować zdolnościami w zakresie odpowiedzi na potencjalne ograniczone rosyjskie tzw. uderzenie de-eskalacyjne. Obecnie, jedynym elementem potencjału jądrowego NATO, jako sojuszu (w przeciwieństwie do możliwości nuklearnych kilku państw członkowskich Paktu), są bomby grawitacyjne B61, mogące być na wyposażeniu samolotów bojowych podwójnego przeznaczenia. Jednak, jeśli weźmiemy pod uwagę najbardziej prawdopodobne obszary konfliktu w Europie Wschodniej oraz połączymy to z rozwojem rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej, wspomniana broń staje się coraz mniej użyteczna, jeżeli nie nieistotna. Jeśli więc NATO chciałoby posiadać wiarygodne zdolności nuklearne, musi utrzymywać potencjał zdolny do penetracji rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej. W nowym raporcie Atlantic Council rekomenduję rozwój uzbrojonych w głowice nuklearne manewrujących pocisków krótkiego zasięgu AGM-158 JASSM.

Problem NATO Nuclear Sharing odbił się pewien czas temu szerokim echem w debacie publicznej w Polsce. Jaką rolę w systemie taktycznej broni jądrowej Sojuszu powinna odgrywać Warszawa?

Wierzę, że Polska będzie odgrywać kluczową rolę, w przypadku przyszłych natowskich strategii odnoszących się do broni nuklearnej, przede wszystkim w związku z trzema czynnikami. Po pierwsze, ja osobiście jak i inni, rekomendujemy przesunięcie bazowania broni jądrowej NATO dalej na wschód. Byłaby ona bliżej potencjalnych stref konfliktów i Polska mogłaby być odpowiednią lokalizacją dla tego rodzaju zdolności. Polscy piloci już uczestniczyli w natowskich ćwiczeniach nuklearnych, w roli eskorty myśliwskiej. Ponadto, Polska już pozyskuje pociski manewrujące JASSM oraz dysponuje samolotami wielozadaniowymi F-16. Stąd też, jeśli ostatecznie NATO rozwinie pociski JASSM wyposażone w głowice nuklearne, wybór Polski jako państwa-gospodarza dla stacjonowania tego rodzaju uzbrojenia byłby sensowny.

Po drugie, jak już wspomniałem powyżej, jeśli Rosja uznałaby się za stronę przegrywającą starcie konwencjonalne z NATO, mogłaby odwołać się do ograniczonego uderzenia nuklearnego, żeby zmusić siły NATO do zawarcia pokoju. Gdzie wówczas Rosja skierowałaby swoje uderzenie? Jako cel zostałyby prawdopodobnie wybrane zostałby natowskie jednostki, okręty czy bazy, potencjalnie w Polsce lub w innych częściach Europy Wschodniej.

Po trzecie, jeśli przywódcy NATO doszliby do wniosku, że jest potrzeba użycia broni nuklearnej w celu odpowiedzi na ograniczone rosyjskie uderzenie nuklearne, to gdzie by wykonali atak? Jeśli przy tym nie dysponowaliby zdolnością do penetracji rosyjskiej obrony przeciwlotniczej lub chcieliby uniknąć eskalacji konfliktu, mogliby być zmuszeni użyć broni nuklearnej przeciw siłom rosyjskim, ale na terytorium państw NATO. W mojej ocenie byłoby to zdecydowanie błędne posunięcie. Jakby poczuli się polscy obywatele, gdyby NATO hipotetycznie zdecydowało się przeprowadzić uderzenie nuklearne na siły rosyjskie, zajmujące polskie terytorium? Byłoby zdecydowanie lepiej, według mnie, rozwinąć zdolności w zakresie potencjału nuklearnego penetrującego obronę przeciwlotniczą przeciwnika.

Czy w takim razie NATO i Stany Zjednoczone muszą wzmocnić obecność wojskową na wschodniej flance? Mam tutaj na myśli szczególnie kraje bałtyckie, uznawane za najbardziej narażone na atak.

W celu uniknięcia potrzeby zmierzenia się, twarzą w twarz, z przerażającymi scenariuszami konfliktów, które zaprezentowałem wcześniej, włącznie z wymianą uderzeń nuklearnych, byłoby zdecydowanie lepiej powstrzymywać kryzysy, nim one powstaną. To oznacza, że NATO musi dysponować adekwatnymi siłami konwencjonalnymi w celu odstraszania Putina przed prowokowaniem Sojuszu. Niedawne badania prowadzone przez RAND Corporation, wpływowy think tank w Waszyngtonie wykazały, że zajęcie państw nadbałtyckich zabrałoby Rosji od dwóch do trzech dni. Taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Raport RAND w swych rekomendacjach podkreśla potrzebę wysłania po jednej ciężkiej brygadzie do każdego z trzech państw nadbałtyckich. Jednak nawet taka dyslokacja sił nadal byłaby niewystarczająca, żeby zapobiec rosyjskiej inwazji. Powinna jednak pozwolić znacząco podnieść koszty agresji, stanowiąc silny czynnik odstraszający. Obecnie jesteśmy daleko od posiadania sił na poziomie wspomnianych trzech ciężkich brygad w państwach bałtyckich, ale należy podejmować działania nim będzie już za późno.

Jakie znaczenie mają incydenty nad Bałtykiem, w których uczestniczą rosyjskie samoloty wojskowe? Niedawno nad amerykańskim niszczycielem przeleciały bombowce wykonując symulowany atak, z kolei wokół maszyn rozpoznawczych RC-135 myśliwce Su-27 wykonały co najmniej dwukrotnie agresywne manewry.

Rosyjskie cele w przypadku tych incydentów są jasne. Oni prowadzą bardzo ryzykowną "grę brawury", podnosząc przy tym ryzyko wystąpienia przypadkowego kryzysu. Celem tych wysiłków jest próba zastraszenia NATO i uniemożliwienia Sojuszowi przeciwdziałania realizacji rosyjskich ambicji w regionie. Pakt Północnoatlantycki może oczywiście użyć działań dyplomatycznych, w celu ustanowienia zasad ograniczających możliwość sprowokowania jakieś przypadkowej konfrontacji. Jednak bardziej fundamentalnie, NATO musi wzmocnić swoją postawę odstraszającą i zdolność do demonstrowania, w konsekwentny sposób, tego że nie cofnie w obliczu rosyjskiego przymusu.

Znaczna część z tych sytuacji ma miejsce się w pobliżu granic Polski, na pokładzie niszczyciela znajdował się śmigłowiec Marynarki Wojennej RP. Jaką w takim razie rolę pełni Warszawa w obecnej architekturze bezpieczeństwa w tej części Europy?

Postrzegam obecnie Polskę jako jedno z najważniejszych europejskich państw-członków NATO. Polska wspólnie z krajami bałtyckimi jest flanką całego Sojuszu. Jednak jednocześnie to waśnie Polska z tego grona jest najsilniejszym, dysponującym rozległym terytorium, a także silnymi siłami zbrojnymi oraz wzrastającym budżetem na obronność państwem. Co więcej, istnieje znacząca zbieżność interesów pomiędzy Warszawą i Waszyngtonem w zakresie odpowiedzi na zagrożenie ze strony Rosji. Podsumowując, wierzę, że Polska jest wśród najważniejszych członków NATO.

Dziękuję za rozmowę. 

Matthew Kroenig jest profesorem nadzwyczajnym na Georgetown University w Waszyngtonie. Pracuje również jako Senior Fellow w Brent Scowcroft Centre on International Security of w Atlantic Council. Dr Kroenig jest cenionym amerykańskim ekspertem w zakresie problematyki bezpieczeństwa narodowego oraz stosunków międzynarodowych. W latach 2010-11 pracował w Biurze Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych, na stanowisku specjalnego doradcy w zakresie Iranu. W 2012 r. był doradcą Mitta Romney`a, kandydata Republikanów na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych, w zakresie polityki zagranicznej. Publikował m.in. w Foreign Affairs, Foreign Policy, International Organization, The Wall Street Journal, The Washington Post. 

Reklama
Tweets Defence24