Reklama
Reklama

Pozorowana reforma systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi [OPINIA]

18 stycznia 2018, 19:20
Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP po zmianach, gdyby były one realizowane podobnie jak w Wojskach Specjalnych po 1 stycznia 2018 r.
Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP po zmianach, gdyby były one realizowane podobnie jak w Wojskach Specjalnych po 1 stycznia 2018 r. Fot. M.Dura

Zlikwidowanie Inspektoratu Wojsk Specjalnych nie tylko, że nie usprawniło, ale jeszcze bardziej skomplikowało system kierowania i dowodzenia tym rodzajem sił zbrojnych. Decyzja wdrożona w ostatnich dniach urzędowania ministra Macierewicza w MON pokazują, że resort potrafi jedynie tworzyć dokumenty strategiczne. Ich najważniejszych postanowień wcale jednak nie zamierza realizować.

Ministerstwo Obrony Narodowej przedstawiło swoje deklaracje odnośnie naprawy systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP przede wszystkim w: opublikowanej 23 maja 2017 r. „Koncepcji Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej” oraz w ujawnionych kilka miesięcy później tezach „Strategicznego Przeglądu Obronnego 2016”. Jednak jak pokazują obecne zmiany w Wojskach Specjalnych, MON nie tylko że nie realizuje zawartych w tych dokumentach zobowiązań, ale robi zupełnie coś innego, pogłębiając już istniejący chaos kompetencyjny.

Tak długo trwający sposób „odreformowywania” armii można było wcześniej tłumaczyć czasochłonnością procesu dokonywania zmian. Dziś wyjaśnienie to przestaje mieć sens, ponieważ obecny resort obrony pracuje nad reformą systemu dowodzenia i kierowania już ponad dwa lata. Dodatkowo Prawo i Sprawiedliwość oficjalnie szło do wyborów prezydenckich i parlamentarnych z gotowym już programem naprawy polskiej armii. Zgodnie z tymi przedwyborczymi deklaracjami teoretycznie można więc było od razu przywracać system dowodzenia do normalnego stanu. Jak się okazuje nie zrobiono tego do dzisiaj.

Jednym z najważniejszych powodów takiego opóźniania zmian jest prawdopodobnie spór kompetencyjny o zakres władzy, jaki nad Siłami Zbrojnymi RP ma mieć Minister Obrony Narodowej, a jaki Prezydent RP. Efekty tych przepychanek było widać w zdecydowanej większości deklaracji MON,jeżeli chodzi o sposób dowodzenia polską armią.

Działania Ministerstwa Obrony Narodowej zamierzenie lub niezamierzenie ograniczają wpływ Prezydenta RP na sposób obsadzania najważniejszych etatów wojskowych w Siłach Zbrojnych RP. Fot. M.Dura

Widać to także w ostatniej zmianie, która wbrew oczekiwaniom nie podporządkowała utworzonego obecnie w nowej strukturze Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych pod Szefa Sztabu Generalnego WP, ale pozostawiła go nadal pod Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych (DG RSZ). Przy okazji zlikwidowano jednak Inspektorat Wojsk Specjalnych. Zabrano w ten sposób Dowódcy Generalnemu RSZ faktyczną możliwość kierowania nowo stworzonym „Dowództwem Wojsk Specjalnych” (z pozostawioną starą nazwą DKWS). W sposób zaczyna ono działać praktycznie samodzielnie, bez skutecznego, „bezpośredniego” nadzoru.

Niejasny stał się również sposób kierowania działaniami operacyjnymi specjalsów. Obecne zmiany regulują bowiem tylko sytuację, gdy Wojska Specjalne realizują zadania samodzielnie. I tutaj faktycznie działa się według prawidłowej zasady „force user - force provider” („dowodzi siłami ten kto je szkoli/dostarcza”). Wojska Specjalne operują jednak również w ramach całych Sił Zbrojnych RP.

W tym przypadku zasada „force user - force provider” już nie jest zachowana. Nie wiadomo np., w jaki sposób działania połączone (a więc z udziałem żołnierzy ze wszystkich Rodzajów Sił Zbrojnych – w tym komandosów) mają być prowadzone przez nadal istniejące Dowództwo Operacyjne RSZ (DO RSZ). Ma ono bowiem coraz mniejsze kompetencje do dowodzenia specjalsami - szczególnie po przekazaniu w 2015 r. Centrum Operacji Specjalnych – Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych (COS-DKWS) do DG RSZ. I co najważniejsze - takich kompetencji nie uzyskał nadal Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych (a więc szef Sztabu Generalnego WP) chociaż to miało być najważniejszym celem odwrócenia reformy systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP.

Specjaliści Inspektoratu Wojsk Specjalnych poszli bowiem do DKWS do Krakowa a nie na do Sztabu Generalnego WP na Rakowiecką. A przecież wystarczyło się teraz zastanowić, gdzie byliby oni bardziej potrzebni. Przecież DKWS od 2015 r. funkcjonował w Krakowie bez zarzutu i nie potrzebował zastrzyku dodatkowych oficerów sztabowych.

Założeniami obecnych zmian w systemie kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP ma być zwiększenie roli Sztabu Generalnego WP. Teoretycznie. Fot. M.Dura

Co obiecywał naprawić obecny resort obrony?

System kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP (SKiD SZ) przed 2014 rokiem nie był optymalny, ale działał w miarę skutecznie. Była to struktura hierarchiczna, w którym najważniejszym żołnierzem był Szef Sztabu Generalnego WP. Stawał się on w ten sposób również dobrze przygotowanym kandydatem do roli Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych w czasie wojny.

Elementem pozwalającym mu na nadzorowanie działań całego wojska był Sztab Generalny WP. To pod nim w hierarchii były wszystkie dowództwa poszczególnych rodzajów SZ (RSZ): Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej (z Centrum Operacji Morskich), Sił Powietrznych (z Centrum Operacji Powietrznych) i Wojsk Specjalnych. Pod Sztab Generalny WP podlegały również: Inspektorat Wsparcia oraz Dowództwo Operacyjne - dowodzące siłami wydzielonymi do operacji z jednostek wojskowych podporządkowanych pod poszczególne rodzaje Sił Zbrojnych.

Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP przed „reformą” (do 31 grudnia 2013 r.). Grafika: Defence24.pl

Struktura ta nie była doskonała (Prezydent RP nie miał np. prawa akceptowania wyboru Dowódcy Operacyjnego), ale sprawdzała się w działaniu, czego dowodem były kolejne operacje w Iraku i Afganistanie. Braki w wojsku były więc tak naprawdę odczuwalne przede wszystkim, jeżeli chodzi o nowoczesny sprzęt i uzbrojenie, czy np. kompletowanie niektórych jednostek, a nie strukturę dowodzenia.

Jednak w czasach rządu PO-PSL zamiast skupić cały wysiłek na przeprowadzeniu modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP (z wprowadzeniem przede wszystkim kompatybilnych w całej armii informatycznych systemów wspomagania dowodzenia), korzystając przy tym z wiedzy posiadanej przez specjalistów w poszczególnych dowództwach RSZ, postanowiono w pierwszej kolejności „kosztownie” zreformować organizacyjne te dowództwa. W ten sposób pozbyto się dużej części doświadczonych oficerów lub obciążono ich dodatkowymi zadaniami.

Oczywiście oficjalnie „reforma” systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP, którą przeprowadzono 1 stycznia 2014 r. miała przede wszystkim: usprawnić proces dowodzenia oraz ograniczyć liczbę „wodzów” i zwiększyć liczbę „Indian”. Ostatecznie żadnego z tych celów nie udało się osiągnąć, natomiast pozostały utrudniające życie zmiany organizacyjne, polegające m.in. na:

  • ograniczeniu roli Sztabu Generalnego WP;
  • likwidacji dowództw Rodzajów Sił Zbrojnych i utworzeniu w ich miejsce jednego Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych;
  • rozbudowie Dowództwa Operacyjnego – w Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Pomijając utratę kompetencji, spowodowaną odejściem dużej ilości specjalistów (szczególnie jeżeli chodzi o Marynarkę Wojenną) oraz wielomiesięczne wpasowywanie się wojska do nowych struktur, to najważniejszymi problemami wynikającymi z wprowadzenia nowych zmian było:

  • utworzenie trzech równorzędnych stanowisk najwyższych dowódców (Szefa Sztabu Generalnego WP, Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych). Ich zakresy obowiązków się nakładały, i nie mieli oni wpływu na to, co robili inni, a więc nie byli przygotowani by w razie potrzeby nimi kierować;
  • brak przygotowanego kandydata na stanowisko Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych (NDSZ), powoływanego w czasie wojny. Próbowano temu zaradzić, tworząc kilka miesięcy później stanowisko „kandydata na NDSZ”, jednak nie ukryto tym faktu, że wcześniejsze zmiany były nieprzemyślane i szkodliwe;
  • niepełny nadzór nad rodzajami Sił Zbrojnych przez Dowództwo Generalne RSZ. Zadania, które kiedyś realizowały dowództwa RSZ teraz musiały wykonywać o wiele mniejsze Inspektoraty. Efektem tego był np. gwałtowny spadek prac badawczo-rozwojowych realizowanych w Siłach Zbrojnych (nikt z wojskowych nie miał do tego głowy i motywacji) oraz coraz większe kłopoty w ustalaniu wymagań taktyczno – technicznych na nowe uzbrojenie i sprzęt wojskowy. Z tego powodu praktycznie zawsze postępowania poprzedza się czasochłonnymi dialogami technicznymi.
Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP po „reformie” (po 10 stycznia 2014 r.). Grafika: Defence24.pl
 
Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP po korekcie „reformy” dotyczącej Wojsk Specjalnych (po 17 lipca 2015 r.). Grafika: Defence24.pl

Jak chciano „odreformować” „reformę” SKiD?

Jedną z najważniejszych deklaracji Ministerstwa Obrony Narodowej w 2016 r. była zapowiedź doprowadzenia systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP do stanu sprzed 1 stycznia 2014 r. Szczegóły tych zmian zostały jednak zaprezentowane dopiero po prawie dwóch latach - w opublikowanym przez MON 23 maja 2017 r. dokumencie: „Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej Polskiej”.

Z Koncepcji tej wynikało wyraźnie, że Ministerstwo Obrony Narodowej zamierza (przynajmniej teoretycznie):

  • zwiększyć rolę Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego;
  • zlikwidować Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych i Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych;
  • odtworzyć i zbudować równorzędne dowództwa pięciu rodzajów sił zbrojnych: Marynarki Wojennej, Sił Powietrznych, Wojsk Lądowych, Wojsk Specjalnych i Wojsk Obrony Terytorialnej, które przejmą część zadań obecnego DG RSZ;
  • utworzyć nowy twór organizacyjny - Inspektorat Szkolenia i Dowodzenia, który prawdopodobnie przejmie zadania Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, a jednocześnie będzie koordynował kwestie szkoleniowe;
  • zwiększyć rolę Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, który według MON „z uwagi na doniosłe znaczenie kwestii logistycznych, zostanie przeniesiony na poziom strategiczno-operacyjny”.

Wszyscy dowódcy RSZ oraz obaj Inspektorzy (Szkolenia/Dowodzenia i Wsparcia) mieli podlegać pod szefa Sztabu Generalnego WP, któremu w tym nadzorze miał pomagać Sztab Generalny WP. Było to zgodne z zasadą jednoosobowego dowodzenia, a jednocześnie automatycznie wskazywało kandydata od razu przygotowanego do pełnienia funkcji Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych (już w 2017 roku został nim szef Sztabu Generalnego WP).

Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP według założeń Strategicznego Przeglądu Obronnego 2016. Grafika: Defence24.pl

Pierwsze zastrzeżenia do nowej struktury dowodzenia

To z pozoru idealne rozwiązanie okazało się mieć jednak poważne wady. Po pierwsze nadal niejasne są role Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych oraz Inspektoratu Szkolenia i Dowodzenia Sił Zbrojnych. Szefowie obu tych instytucji mają być bowiem umieszczeni w hierarchii dowodzenia na takim samym poziomie, jak dowódcy: MW, WL, SP, WOT i WS. O ile jednak dowódcy RSZ, zgodnie z Konstytucją RP, muszą być akceptowani na stanowisko przez Prezydenta RP, o tyle szefowie obu tych ważnych Inspektoratów już nie. Są więc zależni jedynie od Ministra Obrony Narodowej.

Tymczasem Konstytucja RP w założeniu zakładała, że najważniejsi dowódcy mają być mianowani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, który „jest najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”. Dwóch z  nich może być w nowej koncepcji pomijanych.

A przecież Inspektorat Szkolenia i Dowodzenia ma teoretycznie przejąć zadania Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, którego dowódca był do tego czasu (przynajmniej teoretycznie) mianowany przez Prezydenta RP. Po obecnych zmianach, dowodzenie w czasie pokoju faktycznymi działaniami wojsk w różnego rodzaju kontyngentach poza granicami kraju, jak również w czasie konfliktu (do czasu powołania Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych) być może będzie powierzone „niezależnemu” od Prezydenta RP - szefowi Inspektoratu Szkolenia i Dowodzenia.

Podobnie, akceptację w Belwederze musiał mieć do tego czasu Dowódca Generalny RSZ. Prezydent RP miał więc wcześniej pośredni wpływ na kandydata na szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych (który podlegał organizacyjnie pod Dowództwo Generalne RSZ). Po obecnych zmianach szef Inspektoratu Wsparcia (równorzędny Dowódcom RSZ) byłby zależny tylko od Ministra Obrony Narodowej. A to on decyduje w dużej mierze o zabezpieczeniu logistycznym całej armii.

Drugą ważną niejasnością jest plan stworzenia przeciwwagi dla Sztabu Generalnego WP, którym ma być „zreformowany Pion Polityki Obronnej MON”. Zgodnie bowiem z „Koncepcją Obronną Rzeczypospolitej Polskiej” pracownicy Sztabu Generalnego WP mają:

  • wypełniać wytyczne kierownictwa resortu obrony narodowej, tak aby zapewnić cywilną kontrolę nad Siłami Zbrojnymi RP”.
  • wdrażać założenia polityki obronnej prowadzonej przez kierownictwo resortu, a wypracowywanej w zreformowanym Pionie Polityki Obronnej MON”.

Dziś w Ministerstwie Obrony Narodowej nie ma takiego Pionu Polityki Obronnej. Natomiast to Sztab Generalny WP (będący integralną częścią organizacyjną resortu obrony), ma w swoich zadaniach wymienione jako pierwsze:

  • planowanie strategicznego użycia Sił Zbrojnych;
  • programowanie wieloletniego rozwoju Sił Zbrojnych.

Jeżeli w napisanej przez MON „Koncepcji Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej” nakazano zwiększenie roli Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, to dlaczego teraz resort chce zdublować jego zadania tworząc nad nim „Pion Polityki Obronnej MON”? I znowu pojawiają się podejrzenia, co do rzeczywistych intencji obecnych zmian, ponieważ szefem tego tworu będzie oczywiście osoba mianowana przez Ministra ON, nad którą Prezydent RP nie będzie miał bezpośredniego wpływu. Natomiast na wybór Szefa Sztabu Generalnego Belweder taki wpływ już ma.

Sztab Generalny WP jest integralną częścią Ministerstwa Obrony Narodowej. Jednak MON stara się odebrać mu część kompetencji rozbudowując np. „Pion Polityki Obronnej MON”. Fot. M.Dura

Dodatkowo przypomnijmy, że zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej to Prezydent RP jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych na wniosek Ministra Obrony Narodowej określa główne kierunki rozwoju Sił Zbrojnych oraz ich przygotowań do obrony państwa (art. 5 pkt 1). Teraz nie będzie miał takiej możliwości i będzie dublowany przez „Pion Polityki Obronnej MON”.

Trzecią kwestią jest odpowiedzialność za szkolenie.

Kto będzie odpowiadał za szkolenie wojsk?

Decyzja, że obecne „Dowództwo Wojsk Specjalnych” (DKWS) ma być w pełni autonomiczne zarówno w procesie szkolenia, jak i dowodzenia, zupełnie nie koresponduje z planami MON zorganizowania Inspektoratu Szkolenia i Dowodzenia. Jeżeli bowiem samodzielne szkolenie się specjalsów uznano za optymalne to dlaczego takiego samego sposobu przygotowywania żołnierzy nie wprowadzić w pozostałych Rodzajach Sił Zbrojnych? Czyżby zasada „force user - force provider” była słuszna tylko w przypadku komandosów? Problemem marynarzy, „lądowców” i „lotników” jest jednak to, że oni nie będą na razie musieli spełniać kryteriów pozwalających im na kierowanie Siłami Odpowiedzi NATO. A „Dowództwo Wojsk Specjalnych” już tak.

Nie wiadomo zresztą nawet, skąd nowy Inspektorat Szkolenia i Dowodzenia będzie miał do tego kompetencje, ponieważ Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, które ma być dla niego bazą, jedynie planowało, organizowało i prowadziło ćwiczenia, a nie samo szkolenie w poszczególnych jednostkach. A przecież wystarczyło wrócić do tego, co było przed 1 stycznia 2014 r., gdy wszystkie dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych miały specjalnie wydzielone szefostwa szkolenia, a Sztab Generalny miał kompetencję i instrumenty, by sposób tego szkolenia sprawdzać.

Później zadania to („planowanie, organizowanie i prowadzenie szkolenia podległych jednostek wojskowych i związków organizacyjnych Sił Zbrojnych”) przejęło Dowództwo Generalne RSZ (mające specjalny Inspektorat Szkolenia), ale ono ma zostać zlikwidowane. Dodatkowo kuratelę nad szkoleniem prowadzi obecnie szef Sztabu Generalnego WP – w ramach nadzoru nad ogólną i operacyjną działalnością Sił Zbrojnych. I może wystarczyło go jedynie wzmocnić przekazując mu Inspektorat Szkolenia DG RSZ dochodząc tym samym do tego, co sprawdzało się wcześniej.

Jak ratowano się w Wojskach Specjalnych?

Dotychczasowe reformy związane z dowodzeniem Wojskami Specjalnymi polegały na:

  • utworzeniu 24 maja 2007 r. Dowództwa Wojsk Specjalnych (DWS) – z siedzibą w Krakowie;
  • rozwiązaniu 1 stycznia 2014 r. DWS i utworzenie: Dowództwa Sił Specjalnych (DSS) z siedzibą w Krakowie oraz Inspektoratu Wojsk Specjalnych - podległych pod Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych (DG-RSZ);
  • rozwiązanie DSS 10 stycznia 2014 r. i utworzenie Centrum Operacji Specjalnych – Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych (COS-DKWS) z siedzibą w Krakowie, podległego pod Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ);
  • rozwiązanie COS-DKWS 17 lipca 2015 r. i utworzenie Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych z siedzibą w Krakowie - podległego pod DG RSZ;
  • połączenie od 1 stycznia 2018 r. Inspektoratu Wojsk Specjalnych DG RSZ z Dowództwem Komponentu Wojsk Specjalnych i scaleniu tym samym wszelkich kompetencje obu instytucji.

Ostatnia zmiana została wprowadzona 1 stycznia 2018 r. decyzją Ministra Obrony Narodowej z dnia 13 listopada 2017 roku. Okazało się więc, że po dwóch latach prac nad reformą nie zrobiono tak naprawdę nic, by naprawić sytuację nie tylko w całych Siłach Zbrojnych, ale nawet w miarę dobrze działających Wojskach Specjalnych.

Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP po powołaniu Wojsk Obrony Terytorialnej i zmianach w Wojskach Specjalnych wprowadzonych 1 stycznia 2018 r. Grafika: Defence24.pl

Zmiany wprowadzone obecnie przez Ministerstwo Obrony Narodowej w teorii powinny dotyczyć trzech z pięciu najważniejszych diagnoz odnośnie systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP wyszczególnionych w Strategicznym Przeglądem Obronnym 2016. Wskazywały one (zresztą słusznie) na:

  • brak jednolitości systemu kierowania obroną państwa oraz jego nieprecyzyjność w miarę narastania konfliktu polityczno-militarnego;
  • niesprecyzowaną rolę Szefa Sztabu Generalnego WP;
  • triumwirat dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP.

Obecnie wprowadzona zmiana nie naprawiła żadnego z tych, zdiagnozowanych w SPO problemów. Nie wiadomo np. dlaczego nie nazwano tego co powstało w Krakowie „Dowództwem Wojsk Specjalnych” (chociaż nim faktycznie jest) i nie podporządkowano tego dowództwa Szefowi Sztabu Generalnego. I znowu nasuwa się pytanie, czy chodziło o to, że wtedy dowódca Wojsk Specjalnych musiałby być mianowany przez Prezydenta RP i podlegałby pod Szefa Sztabu Generalnego - również akceptowanego przez Belweder.

Na razie dowódca DKWS jest mianowany przez Ministra Obrony Narodowej i podlega pod Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, który jest oczywiście obecnie mianowany przez Prezydenta RP, ale wcale nie musi. Warto bowiem przypomnieć wcześniejsze obiekcje polityków obecnego obozu rządzącego, którzy będąc jeszcze w opozycji wskazywali, że Dowódca Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych i Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych nie są osobami określonymi w konstytucyjnym zapisie „dowódcy rodzajów Sił Zbrojnych”. To m.in. właśnie dlatego likwidacja dowództw RSZ 1 stycznia 2014 r. miała być niekonstytucyjna.

„Prezydent Rzeczypospolitej mianuje Szefa Sztabu Generalnego i dowódców rodzajów Sił Zbrojnych na czas określony”.

Art. 134 pkt. 3 Konstytucji RP

Jeżeli Trybunał Konstytucyjny uzna teraz wcześniejsze obiekcje za słuszne (co jest prawdopodobne) to oznaczałoby, że Prezydent RP nie ma prawa mianować DG RSZ i DO RSZ, a więc będzie miał wpływ tylko na kandydaturę Szefa Sztabu Generalnego WP oraz dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej (podlegającemu Ministrowi Obrony Narodowej a nie DO RSZ, DG RSZ czy Szefowi Sztabu Generalnego WP). Resztę najwyższych dowódców w Silach Zbrojnych RP (w tym dwóch Inspektorów -równorzędnych Szefowi Sztabu Generalnego WP) będzie mógł samodzielnie wybierać Minister Obrony Narodowej.

Zresztą Trybunał Konstytucyjny nie jest wcale potrzebny. Formalnie wystarczy tylko zmienić punkt 4a Ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej, w którym wskazano, że „Dowódcami rodzajów Sił Zbrojnych są Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, zwany dalej „Dowódcą Generalnym”, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, zwany dalej „Dowódcą Operacyjnym” i Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej”.

Działania Ministerstwa Obrony Narodowej zamierzenie lub niezamierzenie ograniczają wpływ Prezydenta RP na sposób obsadzania najważniejszych etatów wojskowych w Siłach Zbrojnych RP. Fot. M.Dura

Jeżeli dodatkowo usunie się z punktu 3 podpunkt 5 w/w Ustawy, wprowadzony do niej zresztą całkiem niedawno Ustawą z dnia 16 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej i dotyczący mianowania Dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej, to wtedy Prezydent RP będzie miał w Siłach Zbrojnych prawo tylko do mianowania Szefa Sztabu Generalnego. A jego zakres obowiązków określa Minister Obrony Narodowej.

W skład Sił Zbrojnych wchodzą jako ich rodzaje: 1) Wojska Lądowe; 2) Siły Powietrzne; 3) Marynarka Wojenna; 4) Wojska Specjalne; 5) Wojska Obrony Terytorialnej.

Punkt 3 Ustawy z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej

I nie należy się dziwić, że to właśnie tym specjaliści tłumaczą trwanie obecnego resortu obrony przy strukturze kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi, którą wcześniej ten resort z taką zaciekłością krytykował. (zresztą słusznie).

Schemat systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP po zmianach, gdyby były one realizowane podobnie jak w Wojskach Specjalnych po 1 stycznia 2018 r. Grafika: Defence24.pl

Proste rozwiązania – niezrozumiale trudne decyzje

W polskich siłach zbrojnych praktycznie wszystko jest zagmatwane – od zakupów po organizację systemu kierowania i dowodzenia. Tymczasem rozwiązania proste są najczęściej rozwiązaniami najlepszymi. Jeżeli więc ma być jednoosobowe dowodzenie to nie można tworzyć struktur, w którym na jednym poziomie byłoby kilku równorzędnych dowódców – zarządzających praktycznie tym samym. Jeżeli uznaje się za słuszną zasadę „force user-force provider” to nie powinno się jej wprowadzić tylko w Wojskach Specjalnych i Wojskach Obrony Terytorialnej – ale we wszystkich Rodzajach Sił Zbrojnych.

Jeżeli planuje się likwidację DO RSZ i DG RSZ oraz wzmocnienie Sztabu Generalnego WP to trzeba to zrobić, chociażby włączając do niego oba nowe inspektoraty (Szkolenia/Dowodzenia i Wsparcia) i tworząc w nim jednocześnie zalążek centrum operacyjnego. Na co dzień byłoby tam niewielu ludzi, ale w razie potrzeby można by się było posiłkować specjalistami z poszczególnych Zarządów, którzy współpracując z RSZ doskonale wiedzieliby, na co mogą od nich liczyć.

A tymczasem wspiera się fikcję, jakim ma np. być zlecenie Dowódcy Generalnemu RSZ kierowania „Dowództwem Wojsk Specjalnych” bez odpowiedniego Inspektoratu. Wojska Specjalne stają się w pełni samodzielne, ale nie podporządkowano ich bezpośrednio szefowi SG WP. Powstała kolejna „odrębność” od istniejącego systemu. Natomiast do realizacji zapowiedzi reformy z Koncepcji Obronnej RP droga zdaje się być daleka.

KomentarzeLiczba komentarzy: 12
Szept
wtorek, 23 stycznia 2018, 01:29

Nasz armia jest tak śmiesznie mała że wydzielanie osobnych dowództw wojsk jest pozbawione sensu. Z niedawnego szkolenia pamiętam że do walki nadaje się u nas 30-35k reszta to nadbudowy, przybudówki i inne orkiestry dęte. Więc może by tak to wszystko uprościć, przy okazji zwiększy się ilość jednostek liniowych, no i pewnie koszty spadną bo nie będzie tylu wysokich etatów. Pamiętacie infografikę na 1 generała w Polsce przypada 800 zołnierzy, w Chinach 13 000, w USA z 30 000. Albo się umówmy z NATo że my dostarczamy generałów a oni mięso armatnie, w końcu miała być specjalizacja.

MSz
środa, 24 stycznia 2018, 09:40

Artykuł (grafika), na który się powołujesz był delikatnie mówiąc nierzetelny. Według stanu na luty 2016 roku (takimi danymi dysponuję) w USA było aktywnych 886 generałów (411 gen. bryg., 299 gen. dyw., 139 gen. broni i 37 generałów). W stosunku do 1 370 tys. aktywnych żołnierzy (wg globalfirepower.com) , daje to ok. 1 generała na 1500 żołnierzy. Uwzględnienie tylko czterogwiazdkowych generałów dla potrzeb wykazywania nadwyżek generałów w SZ RP jest manipulacją.

Szept
środa, 24 stycznia 2018, 20:07

Masz rację podszedłem do tych danych zbyt bezrefleksyjnie. Ale to tylko trochę poprawia sytuację bo nadal mamy 2 razy za dużo generałów. Do tego porównaj sobie ile amerykanie maja obiektów, baz, statków które mogą być dowodzone przez generałów/admirałów a ile mamy my. Do tego u nich naprawdę są 4 rodzaje wojsk.

senior
sobota, 20 stycznia 2018, 16:47

Cała ta analiza jest zbędna. \"Stary \" system dowodzenia spełniał wymogi kierowania SZ w czasie \"P\" i \"W\". W przeszłości OT (jako stary WOT) podlegał Szt.Gen., specjalsi też -tak jak w przeszłości-powinni utrzymać rodzaj autonomii. Konstytucja wyrażnie mówi o prerogatywach prezydenta i MON, nie ma co dywagować przed zmianą konstytucji.Całe zło zaczęło się od Siemoniaka, który zaczął demolkę systemu a AM kontynuował \"tfurczo\" to dzieło. Należy wrócić do \"starego\" systemy, zapytać gen.Cieniucha - jako ostatniego prawdziwego w sensie kompetencji- szefa Szt.Gen. co zmienić i przestać eksperymentować.

P
sobota, 20 stycznia 2018, 16:47

Świetna diagnoza - nic dodać nic ująć. W SZ RP wszystko jest zagmatwane a wojsko z utęsknieniem czeka aby móc normalnie funkcjonować. Szkolenie i gotowość bojowa schodzi na dalszy plan a liczy się tylko ego niektórych przełożonych i walka o większe wpływy poszczególnych instytucji. A każdego w szkole oficerskiej podobno uczono o efekcie synergii...Gdyby tak źle były zarządzane cywilne korporacje to nie utrzymałyby się na rynku nawet przez tydzień.

Darek
sobota, 20 stycznia 2018, 00:28

My Polacy musimy w pocie czoła wynajdować koło, bo nie ma na świecie żadnego państwa, którego struktura dowodzenia mogłaby służyć za wzór. Takie dylematy powinny być rozwiązane lata temu. Może jakiegoś byłego CEO z dużej korporacji trzeba zatrudnić, aby to wszystko im poukładał ?

wqq
sobota, 20 stycznia 2018, 00:15

Panie moderator czy konstruktywnych słów krytyki pod adresem cywilnego kierownictwa MON nie wolno publikować w waszym portalu ? .Jest to nie zgodne z waszą polityką wydawniczą ?. Kilka dni temu mieliśmy podobną sytuację z ŻW i pewną redakcją, problem dotyczył krytyki byłego kierownictwa MON .

Gts
piątek, 19 stycznia 2018, 22:47

Moze napisac wam norme na to dowodzenie bo mnozycie tylko skomplikowane tabelki, procedury, struktury i za chwile stojkowy nie bedzie wiedzial kogo i gdzie wpuszczac, a co dopiero general kogo i gdzie wysylac? Paranoja... od lat ciagle to samo, a minsiter antek ponoc tak poprawil nasze bezpieczenstwo... chyba w powerpoincie. Ciekawe czy dozyjemy czasow kiedy za takie rzeczy wezma sie w koncu spejcalisci z prawidziwego zdarzenia czy np., teologowie, historycy dalej beda dyrektorami komorek bezpieczenstwa cybernetycznego i dalej bedzie sie to w pyl obracac. Kupimy w koncu sprzet czy akwarysci dalej beda wybierac modernizacje T-72M jako najlepsze rozwiazanie. Moze damy w koncu ludzi o odpowiednich kompetencjsch tam gdzie to potrzebne czy dalej bedzimy to rozwalac az naprawde zostannie tylko ch, d, i kamieni kupa, bo na stolki trzeba posadzic swoich - miernych, biernych, aroganckich bucow bez wiedzy i kompetencji, idacych w zaparte w glupocie, ale swoich.

Andrzej
piątek, 19 stycznia 2018, 15:26

Niemożność zrestrukturyzowania (uproszczenia) systemu dowodzenia SZ wynika nie z braku kompetencji tylko z obawy o utratę dobrych etatów , natomiast niemożność poprawy wyposażenia armii we współczesny sprzęt to problem pewnej filozofii kierunkowania przepływu wielkich pieniędzy z kasy państwa do ??? no właśnie do kogo i kto z tego powodu ma być zadowolony , żołnierze czy dostawcy .Przyczyny jak widać są banalne natomiast skutki mogą być tragiczne . Jakoś ta cywilna kontrola nad armią od kilkunastu lat nie za bardzo nam wychodzi , przynajmniej w wydaniu polityków którzy dotychczas ją sprawowali . Panowie nie byli w stanie zrozumieć różnicy między polityczną kontrolą nad kierunkami jej rozwoju i jej poczynaniami a bezpośrednim dowodzeniem armią . Szkoda bo jak doktryny obronnej nie było tak do dzisiaj nie ma a to powinno być fundamentem do profilowania struktur obronnych państwa w tym MON , sprzętu jak nie było tak nie ma , wydajnego i prostego systemu dowodzenia też nie ma . Co właściwie jest ? jest niekończący się spór kompetencyjny między BBN a MON oraz wieczne obietnice wygłaszane przed kamerami telewizyjnymi .Krótko mówiąc armię wciągnięto w rozgrywki polityczne między ośrodkami władzy politycznej i gospodarczej .To jest ostatnia rzecz której żołnierz by oczekiwał .

maks
piątek, 19 stycznia 2018, 13:37

Rozwiązanie jest proste, chociaż wymaga zmiany konstytucji: należałoby pozbawić prezydenta zwierzchnictwa sił zbrojnych. Te kompetencje powinny trafić do Ministra Obrony Narodowej, który dysponuje odpowiednim zapleczem kompetencyjnym i politycznym. W tym momencie funkcjonują dwa wzajemnie rywalizujące ośrodki (prezydencki i ministra ON).

eDZIO
piątek, 19 stycznia 2018, 13:15

Co tu komentowac

m
czwartek, 18 stycznia 2018, 20:59

Wygląda na to, że zostało zaprzepaszczone to, co można było usprawnić stosunkowo łatwo i szybko przy minimalnych w porównaniu do modernizacji technicznej, nakładach finansowych. Tym \"czymś\" jest lepsza organizacja Wojska Polskiego, a więc, a może przede wszystkim system dowodzenia. Politycy naturalnie biorą odpowiedzialność za zwierzchnictwo i związane z nim decyzje, jednak nie bądźmy naiwni: to wysocy oficerowie posiadają kompetencje, żeby proponować i planować konkretne rozwiązania. Trudno zatem uwierzyć, że zaistniałą sytuacja jest winą wyłącznie polityków - wygląda to raczej na walki pewnych frakcji w wojsku, o wpływy, władzę i przywileje. Czytają niektóre wpisy na forum czytelnym staje się, że pojawiają się tezy mające wpływać na opinię osób zainteresowanych, a prezentowane tam niekiedy pomysły sprzyjają przede wszystkim utrzymaniu wygodnych posad wysokim oficerom, a nie uczynienie WP sprawnym narzędziem obrony państwa. Wiedząc, że potencjalny przeciwnik jest naprawdę potężny i wszechstronnie uzbrojony nie trudno wysunąć wniosek, że WP musi być znakomicie zorganizowane, w sposób przejrzysty i nieskomplikowany dowodzone, utrzymywać wysoki poziom gotowości, gdyż współczesne środki rażenia oferują możliwości szybkiego lokalizowania i niszczenia przeciwnika z dużych odległości. Może się wręcz okazać, że krótkotrwała kampania wojenna, odpowiednio przemyślana i wpisana w sprytnie skalkulowane posunięcia polityczne i propagandowe powali nasze państwo i uniemożliwi jakąkolwiek skuteczną reakcję NATO, nawet zakładając, że inni członkowie sojuszu w ogóle będą chcieli nam pomóc.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama