Powtórka z Huzara i Gawrona? Na wadliwym systemie zakupowym tracą wojsko, przemysł i państwo

1 listopada 2017, 17:14
Fot. M.Dura

O niewydolny system zakupowy rozbijają się małe i duże przetargi. Kolejny harmonogram odsuwa dostawy sprzętu dla armii o następne lata, podczas gdy zagrożenie ze wschodu stale rośnie. Wszyscy zgadzają się, że trzeba wprowadzić zmiany, ale nierzadko kolejne postępowania zaczynają się od pytań przemysłu: „o co chodzi”?

Pięć lat po przyjęciu wielkiego planu modernizacji armii w zasadzie nadal nie przekazano sprzętu kupionego w ramach nowych programów. Co więcej, od co najmniej dwóch dekad rozpoczynane z wielką pompą programy zbrojeniowe albo kończą się porażką, albo w najlepszym wypadku połowicznym sukcesem. Jedną z głównych przyczyn jest strukturalna niewydolność systemu zakupów, który wymaga  głębokiej reformy.   

Wady obecnych przepisów i struktur powodują, że w czasie kolejnych unieważnionych przetargów powtarzane są te same błędy. Wojsko nie otrzymuje na czas sprzętu, a przemysł – zamówień niezbędnych do dalszego funkcjonowania. Z kolei publiczne pieniądze są marnotrawione: albo wracają do budżetu, jak w czasach poprzedniego kierownictwa MON, albo są wydawane na ostatnią chwilę, nie tyle na najważniejsze programy co na te, które akurat udało się zrealizować.

Zapowiadane przez kierownictwo resortu opracowanie Narodowej Polityki Zbrojeniowej jest szansą na zmianę statusu quo, ale nie wystarczą powierzchowne korekty. Konieczność głębokich zmian wypływa ze Strategicznego Przeglądu Obronnego, dotychczas najważniejszego dokumentu programowego obecnego MON. Autorzy SPO wytknęli, że wcześniej nie było systemu analiz operacyjnych, a kształt części programów był w dużej mierze dziełem przypadku. W wywiadzie dla Defence24.pl wiceminister Szatkowski przyznał przed kilkoma miesiącami, że w systemie zakupów było dużo „inercji”, przez co „struktury mogły uciekać w asekurantyzm albo fikcyjność”.

W efekcie lat po przyjęciu wielkiego planu modernizacji wojsko nie otrzymało nowych systemów przeciwlotniczych krótkiego i średniego zasięgu, śmigłowców czy bojowych okrętów. Wiadomo już, że sytuacja utrzyma się jeszcze przez pewien czas.

Fiasko lub opóźnienia zbrojeniowych programów nie są jednak niczym nowym, i trapią MON i polską armię od dwóch dekad. Kto dziś pamięta o rządowym programie Huzar, będącym jego następstwem programie modernizacji Mi-24 w projekcie „Pluszcz”, „Leopardyzacji” czołgów T-72 czy wreszcie zakupie sześciu wielozadaniowych korwet, którego jedynym efektem jest wciąż niedokończony i drogi patrolowiec Ślązak? Inne programy, jak KTO Rosomak, zakończyły się połowicznym sukcesem, posiadane przez armię transportery nadal nie mają podstawowego uzbrojenia – wyrzutni pocisków przeciwpancernych.

Jednym z powodów opóźnień jest strukturalna niewydolność systemu zakupów sprzętu dla Sił Zbrojnych RP. W szczególności jego rozproszenie i brak „środka ciężkości”, odpowiedzialnego za cały proces od definiowania wymagań poprzez prowadzenie przetargów, zakupy i późniejsze wsparcie sprzętu w cyklu życia. W efekcie działania poszczególnych komórek MON czy Sił Zbrojnych są często nieskoordynowane. Stawiane warunki bywają wewnętrznie sprzeczne, a nawet oderwane od realiów zarówno w przemyśle, jak i armii.

Postulaty konieczności reformy systemu wielokrotnie podnosiliśmy na Defence24.pl. Wskazywaliśmy między innymi na konieczność powołania Agencji Uzbrojenia, instytucji na wzór zachodni odpowiedzialnej za całościowo pojmowane pozyskiwanie wyposażenia dla polskiej armii. Słabości systemu zakupów sprzętu opisuje też wprost były szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda, do niedawna osobiście odpowiedzialny za ten proces. Generał kluczowy program obrony powietrznej uznał za „porażkę”, krytycznie ocenił też postępy w zakupach śmigłowców, okrętów dla Marynarki Wojennej czy na przykład systemów dowodzenia.

W opublikowanym niedawno raporcie fundacji Stratpoints stwierdził m.in., że praktyka realizacji Planu Modernizacji Technicznej, przyjętego w 2012 roku: „Praktyka realizacji tego planu mocno zweryfikowała jego pierwotne założenia. Kolejne zawierane umowy i zakończone fazy analityczno-koncepcyjne pokazały, że większość programów jest mocno niedoszacowana, a opóźnienia w poszczególnych programach spowodują kumulację wydatków w kolejnej perspektywie planistycznej.”. Generał zaznaczył, że obecnie konieczne są zmiany instytucjonalne w IU „w kierunku zbudowania Agencji Uzbrojenia, instytucji integrującej procesy decyzyjne wielu komórek i jednostek organizacyjnych MON.”. Zwrócił też uwagę na konieczność wdrożenia zmian prawnych.

Obecne MON chce opracować Narodową Politykę Zbrojeniową, zakładającą m.in. zmiany w systemie zakupów sprzętu. W ramach NPZ może zostać podjęta decyzja o powołaniu Agencji Uzbrojenia. Armia czeka na rozpoczęcie większości programów przyjętych pięć lat temu, a „w kolejce” są zakupy nowych myśliwców czy czołgów.

O słabościach systemu pozyskiwania świadczą nie tylko największe programy modernizacyjne, jak Wisła, ale zakupy znacznie prostszego sprzętu do których wcale nie trzeba specjalnych zgód na transfer perspektywicznych technologii, czy dziesiątek miliardów złotych. A często to one grają istotną rolę, zarówno dla armii, jak i dla przemysłu.

Czytaj też: Priorytetowe Zadania Modernizacji Technicznej w budżecie MON na 2018 rok

System pól minowych Jarzębina-S

Dobrym przykładem słabości systemu zakupów sprzętu dla Sił Zbrojnych RP jest program inteligentnego systemu zapór Jarzębina-S. Miał on zastąpić miny przeciwpiechotne, wycofane na mocy Konwencji Ottawskiej. Polska armia pozbyła się jednak wszystkich min, a nowy sprzęt jest dalej w fazie prac rozwojowych.

Niedawno wyłoniono wykonawcę (konsorcjum WITI, Belmy i MindMade) czwartego z kolei przetargu na wykonanie etapu Projektowanie i Rozwój, przygotowujący ten system do produkcji seryjnej. Trzy poprzednie unieważniono, a wcześniejszy etap prac rozwojowych zakończono… w 2013 roku.

Od razu nasuwają się pytania: dlaczego przejście z jednego do drugiego etapu pracy rozwojowej trwało (co najmniej!) cztery lata? Czy cywilni i wojskowi decydenci brali wdrażanie nowego systemu pod uwagę przy wycofaniu min? I wreszcie – czy nie należałoby zmienić mechanizmów prowadzenia, koordynowania i finansowania prac rozwojowych (bo nie jest to odosobniony przypadek)?

Jedno jest pewne – sytuacja, w której Siły Zbrojne RP wycofują bez zastępcy sprzęt służący do podstawowych działań obronnych nie powinna mieć miejsca.  I prawdopodobnie nie miałaby, gdyby w Polsce od lat funkcjonował prawidłowy system zakupów sprzętu. Nie chodzi tutaj o odpowiedzialność konkretnej instytucji (czy firmy), ale sam proces planowania, włącznie z koordynacją na poziomie politycznym. Sytuacja, w której przejście od jednego do drugiego etapu pracy rozwojowej zajmuje cztery lata jest absurdem.

Czytaj też: Inteligentne pola minowe dla wojska. Wybrano ofertę

Roboty Tarantula

W 2014 roku Inspektorat Uzbrojenia rozpisał postępowanie na zakup lekkich bezzałogowych pojazdów rozpoznawczych (robotów) Tarantula. W ostatnim etapie postępowania brano pod uwagę dwie oferty, spełniające wymagania Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia: propozycję spółki Reago Group, oferującej izraelskie roboty MTGRR, oraz ofertę polskiego Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów PIAP.

W czerwcu 2015 roku Inspektorat poinformował o wyborze najkorzystniejszej oferty – była nią propozycja spółki Reago Group, która otrzymała 85 punktów, podczas gdy propozycja PIAP – 81,96 punktów. Wyboru dokonywano na podstawie ceny (85 punktów) i kryterium technicznego (15 punktów). Oferta Reago Group była tańsza o 1,7 mln zł.

Decyzja IU wywołała duże kontrowersje. Roboty opracowane przez instytut PIAP są jednym z nielicznych produktów eksportowych polskiej zbrojeniówki. Są używane w kilkunastu krajach świata, na przykład w Arabii Saudyjskiej, Korei Południowej, Szwajcarii czy Hiszpanii. Ponadto, na ich opracowanie często przeznacza się publiczne pieniądze.

Poprzednie kierownictwo MON odpierało zarzuty, twierdząc że wyboru dokonano zgodnie z prawem. Izraelskie roboty nie przeszły jednak testów, o czym niedawno informowaliśmy na Defence24.pl. Rozpisano nowy przetarg, zmianom uległy też wymagania.

Nie zmienia to faktu, że wprowadzenie nowych robotów do wojska się opóźni (miało to mieć miejsce w latach 2015-2016). Pierwotnie chciano kupić sprzęt zza granicy, choć w kraju były dostępne rozwiązania, w dodatku opracowane za publiczne pieniądze. Dopiero atmosfera skandalu wokół przetargu i wyniki testów zmusiły MON do zmiany decyzji.

Samochód terenowy Mustang

Program Mustang, który miał wyłonić następcę samochodu Tarpan Honker jest „soczewką” chorób polskiego systemu zakupów sprzętu. Wydawałoby się, że zakup samochodu terenowego nie powinien powodować większych trudności. Rozpisany w 2015 roku, po trwających dwa lata analizach, zakończył się fiaskiem.

Pomimo zaproszenia do składania ofert siedmiu wykonawców wpłynęła tylko jedna oferta – konsorcjum PGZ i Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych z Poznania. Opiewała ona jednak na 2 mld złotych, wielokrotnie przekraczając budżet przeznaczony na 882 samochody, w tym 41 w wersji opancerzonej. Skończyło się to unieważnieniem przetargu i rozpisaniem nowego, na w pewnym stopniu zmienionych zasadach (zawierających np. opcję, tak aby łącznie można było kupić nawet 3,7 tys. pojazdów). Już wiadomo, że podpisanie umowy dostaw przesunie się na 2018 rok, choć jeszcze niedawno MON deklarował, że podpisze umowę w tym roku.

Wróćmy do poprzedniego przetargu. Dlaczego jedyna złożona oferta była tak droga, a żaden z konkurentów nie zdecydował się na przedstawienie propozycji? Odpowiedzią mogą być postawione wymagania: Założono zakup wersji opancerzonej i nieopancerzonej o wysokim stopniu unifikacji, choć z 882 pojazdów tylko 41 ma być opancerzonych. Dopuszczalna masa całkowita tego pierwszego wynosiła 3,5 t, przy ładowności 1 t, i dużym stopniu unifikacji z wersją opancerzoną. Nieopancerzony pojazd, o dopuszczalnej masie całkowitej miał być zdolny do przewozu 8 żołnierzy z kierowcą (a przecież trzeba uwzględnić wyposażenie, sprzęt łączności itd.).

Mustang miał być dostosowany do działania na polu walki, i korzystania z różnych paliw. Co więcej, zakładano jego przebieg na poziomie 400 tys. km, a pierwszy poważny remont miał się odbyć po 18 latach (który pojazd terenowy wytrzyma tak długo?) W efekcie żaden dostępny samochód „z półki”, nawet po dostosowaniu nie mógł spełnić postawionych wymagań. Koszt samego pojazdu to zresztą ułamek ceny samej oferty - wraz z nim zażądano bogatego zestawu sprzętu serwisowego, budowy/dostosowania stacji diagnostycznych, osprzętu dodatkowego (m.in. specjalistycznych środków łączności itp.).

Wiele wskazuje na to, że w programie Mustang próbowano „pogodzić” dwa założenia: zakupu licznych, tanich samochodów i droższych, przeznaczonych pod zabudowy specjalistyczne (np. wozy dowodzenia). Efektem tego było jednak anulowanie przetargu. Mustang jest zresztą jednym z kilku projektów, w których Wojsko Polskie chce zakupić samochody 4x4.

Przykładowo, niedawno dowiedzieliśmy się o opóźnieniu programu samochodu opancerzonego Pegaz, m.in. dla Wojsk Specjalnych (w 2016 roku była mowa o dostawach od 2017 roku, obecnie – od 2021 roku). W Kielcach zawarto umowę na pozyskanie pojazdów dalekiego rozpoznania Żmija. Oprócz tego prowadzona jest też praca rozwojowa na transporter rozpoznawczy 4x4 Kleszcz, w lipcu rozpoczęto kolejny przetarg na pojazdy dla wojsk aeromobilnych. Te zakupy nie są ze sobą skoordynowane, co zwiększa koszty, komplikuje proces planowania, wdrażania itd.

Żadne państwo nie kupuje kilku podobnych pojazdów w całkowicie odrębnych procedurach. A można by pomyśleć o zakupie rodziny pojazdów (czy dwóch typów w różnych wariantach), spełniających zdecydowaną większość potrzeb. Nawet jeżeli rozpisany obecnie przetarg na Mustanga zakończy się „opóźnionym sukcesem”, to i tak nie przekreśli to problemów systemu zakupów sprzętu dla wojska.

Czytaj też: Plany MON na 2018 r.: śmigłowce, Rosomak BMS, Orlik, Mustang, Odra i Supply

Ostatni moment na zmiany

Wszystkie wymienione wyżej przykłady programów i postępowań, ciągnących się latami są dowodami na ciężką chorobę polskiego systemu pozyskiwania sprzętu wojskowego i uzbrojenia. Długotrwałe procedury, brak ich dostosowania do realiów związanych z zakupami dla tej specyficznej branży czy wreszcie rozproszenie poszczególnych elementów i skomplikowane procedury utrudniają podejmowanie decyzji.

Bez systemowych zmian podobne przypadki niemal na pewno będą zdarzać się nadal. A w zasadzie we wszystkich trzech wypadkach mowa tu o relatywnie prostych programach, nie wymagających importu skomplikowanych i obiektywnie trudno dostępnych technologii (Wisła, Orka).

Eksperci wskazali już kierunki zmian, jakie powinny zajść w systemie pozyskiwania. Nie ulega wątpliwości, że przy obecnych przepisach i zasobach Inspektorat Uzbrojenia nie będzie w stanie ”obsłużyć” wszystkich zakupów. Zwłaszcza, jeżeli będzie musiał uzgadniać wymagania pomiędzy poszczególnymi jednostkami MON i SZ, wykazującymi często sprzeczne żądania.

W zasadzie nie ulega wątpliwości, że bez powołania Agencji Uzbrojenia nie uda się rozwiązać problemów systemu zakupów. Nowa instytucja powinna otrzymać wzmocnienie kadrowe, finansowe (tak aby mogła np. ściągać specjalistów z cywilnego rynku, co obecnie jest praktycznie niemożliwe), i organizacyjne. A to znaczy, że jedna instytucja – i konkretne osoby będące dyrektorami projektów – byłyby odpowiedzialna za powodzenie lub nie programów zbrojeniowych. Agencja Uzbrojenia powinna też przejąć część kompetencji Inspektoratu Wsparcia, czy Regionalnych Baz Logistycznych, aby podstawowe zakupy podstawowego wyposażenia, choćby cywilnych samochodów jak i remonty sprzętu, prowadzone były w skoordynowany sposób.

Kolejną kwestią są zmiany prawne. Zapisy Prawa Zamówień Publicznych, na podstawie którego kupuje się w sektorze cywilnym choćby wyposażenie biurowe często nijak się mają do zakupów w sektorze obronnym, o czym często mówił gen. Adam Duda. Istotne znaczenie ma też współpraca i koordynowanie przez Agencję Uzbrojenia z przemysłem prac rozwojowych, aby prowadzone przez przedsiębiorstwa prace były odpowiedzią, a nie „wybadaniem” potrzeb wojska, a wojskowi wiedzieli, co może zostać dostarczone w ramach racjonalnego budżetu i terminów. To, jak działają podobne instytucje w Szwecji (FMV) czy Francji (DGA) może być przykładem dla polskich decydentów.

Kluczowe znaczenie ma jednak formułowanie wymagań. Często stawiane są wyśrubowane warunki „z sufitu”, oderwane od realiów, bez możliwości spełnienia w racjonalnym budżecie, i to zarówno przez krajowy jak i zagraniczny przemysł. Trzeba więc zarówno zwiększenia świadomości odnośnie możliwości rynku, szacowania kosztów (w cyklu życia, a nie tylko w czasie zakupu!), ale też zmiany mentalności       odpowiedzialnych za pisanie wymagań. Najlepszym przykładem jest poprzedni przetarg na Mustanga.

Przygotowywana Narodowa Polityka Zbrojeniowa to szansa, aby wprowadzić głębokie zmiany w procesie zakupów sprzętu dla polskiej armii. Obecny system jest całkowicie niewydolny i nie jest w stanie obsłużyć nawet istniejących programów Planu Modernizacji Technicznej, nie mówiąc już o nowych, wielomiliardowych projektach.

Po odważnym SPO, określającym ambitne plany rozbudowy i nowe kierunki modernizacji Sił Zbrojnych RP, i jednocześnie otwarcie kwestionującym część dotychczasowych planów, czy nawet ocenę zagrożeń, powinna nastąpić równie odważna i głęboka reforma systemu pozyskiwania nowego wyposażenia dla armii. Nie może jej blokować brak specjalistów i chętnych do pracy przy strategicznych dla państwa programach.

Jeżeli do ich zatrudnienia konieczne jest podniesienie pensji specjalistów nawet o 50 proc. czy więcej to należy to zrobić, bo tego wymaga strategiczny interes państwa. Od zarządzających programami zbrojeniowymi można i należy wymagać efektów, ale do ich dyspozycji muszą być odpowiednie kadry, jak i funkcjonujące (a nie rozproszone) struktury.

Doświadczenia zarówno pięciu pierwszych lat Planu Modernizacji Technicznej, jak i ostatnich dwóch dekad wskazują, że bez strukturalnych zmian w systemie zakupów po prostu nie da się skutecznie i terminowo przeprowadzić modernizacji. Największy po 1989 roku projekt, zakup myśliwców F-16 udał się (choć nie bez niedociągnięć) tylko dlatego, że wprowadzono specjalną ustawę, a w MON do realizacji tego programu powołano osobne biuro kierowane przez dyrektora programu, z szerokimi uprawnieniami.  

Jeżeli chcemy, aby armia w końcu otrzymała potrzebny sprzęt, „nowa jakość” systemu zakupów musi stać się normą, a nie wyjątkiem. Opóźnienia w kolejnych programach nawarstwiają się coraz bardziej, a sprzęt bazujący na sowieckiej technologii służy coraz dłużej i często nie widać na horyzoncie następców.  Reforma musi więc być poważna, w innym wypadku ogłaszane z wielką pompą programy nowego czołgu, myśliwców czy systemów obrony mogą podzielić los Huzara i Gawrona.

Oglądaj: Gen. Duda: Następnym krokiem MON powinno być powołanie Agencji Uzbrojenia [SKANER Defence24]

 

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 43
Reklama
KL
piątek, 3 listopada 2017, 00:51

Ja chciałbym wiedzieć, kto napisał te przepisy składające się na aktualny system zamówień w wojsku, kto to opiniował i zatwierdzał ?

Marek1
piątek, 3 listopada 2017, 11:51

Nie dowiesz się nigdy, a nawet jak sie jakoś dokopiesz, to przepisy sa tak skonstruowane, że urzędnicy wyższych/średnich szczebli NIE są odpowiedzialni za swoje fatalne decyzje. Istnieje tylko coś takiego jak odpowiedzialność służbowa, czyli w NAJgorszym razie matoł-urzędas(lub łapówkarz) może stracić pracę. Od wielu dekad postulowana jest odpowiedzialność urzędnika również w zakresie karnym/karno-skarbowym, ale każdorazowo po wyborach sprawie się "ukręca łeb", pod pretekstem, ze taka odpowiedzialność sparaliżowałaby pracę urzędników(zbytnio by się bali). I tak kółko się zamyka i mamy Polskę taka jaką mamy ...

Krzysiek z Wrocławia
czwartek, 15 marca 2018, 15:21

Wystarczy wprowadzić ubezpieczenie od odpowiedzialności za błędne decyzje i po sprawie. Jakoś są grupy zawodowe posiadajaće takie ubezpieczenia.

say69mat
piątek, 3 listopada 2017, 10:57

...??? Najczęściej tzw. mędrek, pochodna od mędrca ... inaczej. To znaczy wszystko zależy od realizowanych w praktyce rządzenia priorytetów. Skoro państwo nie uznaje za słuszne, aby w imię prawidłowego funkcjonowania instytucji państwa. Zatrudniając profesjonalistów, dać ludziom zarazem porządnie zarobić. Otwiera - jako ten instytucjonalny leser - przestrzeżeń dla całej gamy zachowań patologicznych. Objawiających się np. korupcją v/s strajkiem włoskim v/s tumiwisizmem v/s kompletnie dysfunkcjonalnymi przepisami. Gdzie dysfunkcjonalne prawo, ze swej natury generuje brak rozstrzygnięć i ... rzeczoną korupcję. Swoją drogą rewelacyjny w swej prostocie, patent na kompletny paraliż i rozkład instytucji państwa.

Krzysiek z Wrocławia
czwartek, 15 marca 2018, 15:23

Skupiacie się tutaj tylko na specjalistach cywilnych w branży wojskowej. Podobnie ma się sytuacja z wszelkimi urządnikami. Dopóki nie będą lepiej opłacani i odcięci od wpływów partii politycznych dopóty petenci będą na nich narzekać.

Harry
piątek, 3 listopada 2017, 00:47

"podczas gdy zagrożenie ze wschodu stale rośnie." To żart? Zagrożenie stale rośnie zwłaszcza z zachodu. Wtajemniczeni, interesujący się tym co się dzieje na zachodzie Europy wiedzą o co chodzi.

Paweł
piątek, 3 listopada 2017, 12:41

Nie to nie żart. Tajne służby mówi ci to coś FSB???

Marek1
piątek, 3 listopada 2017, 11:56

Póki co strumień "uchodźców" znacząco zmalał, a i nie formują oni kolejnych dywizji/brygad jak pewne regionalne mocarstwo ze wschodu marzące znowu o potędze i sąsiadach-satelitach. Rwą się zresztą oni do RP jak ty na Antarktydę ...

men
piątek, 3 listopada 2017, 14:47

Problem jest szerszy, moim zdaniem ( a mam doświadczenie z pracy w MON i od 11 lat w "cywilu") narastająco przyrasta osobników na kierowniczych stanowiskach z "impotencją decyzyjną". Nawet proste decyzje MUSZĄ wg nich być obudowane stosem "kwitów", konferencji, dialogów, rad itp - a w to graj całej obudowie urzędniczej, która w naszej rzeczywistości nie żyje z rozwiązywania problemów ale z ich "przerobu". Zasada jednoosobowego dowodzenia i odpowiedzialności jest tylko pustosłowiem, panoszy się za to postawa: "sukces to JA, porażka to ONI - najczęściej podwładni.

Wawiak
sobota, 4 listopada 2017, 20:31

Innymi słowy: brakuje ludzi, którzy się na tym znają...

Mireq
sobota, 4 listopada 2017, 00:27

Masz rację, tak jest jak mówisz.

Saracen
czwartek, 2 listopada 2017, 23:10

Ale o czym ta dyskusja? Przecież w MON rządzi Macierewicz. Wszystko zależy od niego. Jeśli ma ochotę to zleca zakup uzbrojenia poprzez JW Nil, bez żadnych dialogów technicznych czy studiów wykonalności. W pozostałych sprawach zakup uzbrojenia się ślimaczy, ale to także obciąża Macierewicza. To on dokonał w MON czystki kadrowej, podczas której pozbył się każdego kto miał własne zdanie i był kompetentny. Na ich miejsce przyszli bezwolni potakiwacze, bierni, mierni ale wierni. Efekty zmian widać gołym okiem.

zby79
piątek, 3 listopada 2017, 20:30

Z tą kompetencją poprzedniej ekipy to chyba żart? Jaki program doprowadzili do końca? Przez 8 lat co zakupiono z PMT? Miecznik, Czapla, Orka, Borsuk, Leopard 2PL, Narew, Wisła, Gepard, Homar, ZSSW, Supply, satelity? Udało im się kupić jednego Kormorana i tyle. A no i dialogi prowadzili, konferencje itp.

tyle
piątek, 3 listopada 2017, 10:56

Saracen.Czy to dzięki tym kompetentnym mamy taka bryndzę w obronie przeciwlotniczej i przeciwpancernej czy w MW?

Wrm
czwartek, 2 listopada 2017, 22:37

Inni wybierają do 3 miesiące to co my nie możemy wybrać w 2 lata ... ciągle jakieś dyskusje i analizy.

Edmund
czwartek, 2 listopada 2017, 22:35

Zadziwiające jest, jak to możliwe, aby tak patologiczny system zamówień trwał tyle lat ? Wszyscy krytykują ten system z politykami wszystkich partii włącznie, a jednak nic się nie zmienia. Kolejne przetargi duże i małe rozbijają się w pył. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, dodałbym duże pieniądze. To sprawa dla odpowiednich organów państwowych takich jak NIK i ABW. Dopóki nie zmienimy systemu zamówień, nie ochronimy od wpływu lobbystów i związkowców, nic się nie zmieni, jedni będą pociągali za jedne sznurki, a inni za drugie. W efekcie będziemy stali w miejscu, tak jak jest teraz. Do tego dodajmy jeszcze dużą naiwność decydentów co do "dialogów" i "offsetu".

underdog
piątek, 3 listopada 2017, 12:11

to jest proste - Franz Kafka opisał to prawie 100 lat temu. Generałowie i urzędnicy muszą coś robić. Przeliczcie sobie to na etaty, roboczogodziny i obecnie zapewne emerytury. A jak spytacie się każdego z osobna - odpowie że robił to dla Polski i nic sobie nie ma do zarzucenia

nikt ważny
piątek, 3 listopada 2017, 11:53

Taaa, jasne, przepisy złe, a nie brak odpowiedzialności, myślenia i podejmowania decyzji. "Złej baletnicy..."

jurgen
czwartek, 2 listopada 2017, 21:05

przede wszystkim należy IU (czy potem Agencje Uzbrojenia) wyprowadzić z biurokratycznej Warszawy, gdziekolwiek np. do Łodzi, Poznania czy Bydgoszczy. Ocenić łatwość skomunikowania i wyprowadzić (np. do Łodzi jest 60 min pociągiem z Wawy, a zarobki całkiem inne). Po co Warszawa w dobie internetu i telefonów ? Zostaną tylko ci, którym rzeczywiście zależy na tej pracy a przyjdą inni z otwartą głową i zapałem, a nie wypaleni życiowo emerytowani oficerowie bez pojęcia o niczym, co do wszystkiego potrzebują wieloletnie dialogi techniczne, bo tylko takich się zatrudnia w IU, bo tylko tacy są dostępni na rynku pracy w Warszawie w kwotach dostępnych MON.

ali
piątek, 3 listopada 2017, 11:46

Zdziwiłbyś się jak mało ludzi z Warszawy pracuje w MON i SG.

Zawisza_Zielony
czwartek, 2 listopada 2017, 20:50

Podstawowym choć nie jedynym problemem jest skrajne upolitycznienie zamówien i dzieją sie cuda gdy ma wygrać nie ten co powinien...

piotr
piątek, 3 listopada 2017, 17:36

A może tak warto przyjrzeć się innym krajom np Korei południowej,ile potrzebowali czasu na opracowanie zmodyfikowanego podwozia do Kraba jego zbudowanie i przebadanie.Przykłady można mnożyć z różnych krajów a u nas jak zwykle marazm dnia codziennego,i tylko dialogi techniczne.Masakra a rusek się zbroi

dkdkdiffifi
czwartek, 2 listopada 2017, 19:43

Loara, brak modernizacji KUB, brak nowego pocisku dla Os, brak modernizacji Kaszuba, brak potrzebnej modernizacji MiG-29 choćby pod kątem przenoszenia AIM-9/-120, brak modernizacji Dan, pociski Feniks, brak modernizacji BWP-1 do E8/RCWS- 30...................

miik
czwartek, 2 listopada 2017, 19:22

Heh, ale Polska to państwo biurokratyczne. Homara wybieraliśmy między 2 oferentami kilka lat!. Dalej brak podpisanej umowy. Z innymi programami podobnie. Już teraz powinno się uruchomić przetarg na następcę Su22 i Mig29 - 10 lat dialogów to 2027, 2028 podpisanie kontraktu, dostawa pierwszych samolotów 2030r.

mmartini72
czwartek, 2 listopada 2017, 19:13

Przepisy są tak napisane aby "państwo" mogło tworzyć tzw. ruch pozorny, że coś robi. BRAK KASY i tyle w temacie.

stary chłop
piątek, 3 listopada 2017, 10:23

niestety chyba masz rację, łatanie i pokazówki tak to wygląda.

znawca
czwartek, 2 listopada 2017, 22:18

nie brak kasy ale raczej brak nadzoru nad jej wydawaniem. jak mozna dac wykonawcy kupe kasy i nie sprawdzac postepow? jesli by te postepy sprawdzano i bylyby opoznienia i problemy juz na poczatko to mozna skasowac program czy znalezc innego wykonawce a nie utopic w 10 lat miliony czy tam miliardy w gawrony i inne. poki to sie nie zmieni nie ma sensu zwiekszac budzetu na obrone itd bo efekt bedzie taki sam caly czas. to jest sedno i najwiekszy problem, ale tego nikt nie widzi czy nie chce widziec i tylko wolaja ze za malo kasy

gegroza
czwartek, 2 listopada 2017, 18:47

pytanie brzmi - dlaczego od wielu lat toleruje sie tą patologię ! ? i jeszcze jedna kwestia. Dlaczego w wymaganiach nigdzie nie uwzględnia się kryterium ceny jak w przetargach cywilnych ? Przy pewnej kwocie do wydania lepiej mieć więcej np. 100 samochodów więcej choć jeżdżących np 5 km wolniej.

marianolores
czwartek, 2 listopada 2017, 23:11

1. we wszystkich wymaganiach uwzględnia się kryterium ceny na poziomie 85 do 100%, 2. uzbrojenia nie kupuje się na ilość, ale postępowania powinny być tak przygotowane i zarządzane żeby strona prowadząca nie była zakładnikiem postawionych warunków. Przykład caracala pokazywał światło w tunelu. Niestety ekipa która uwaliła temat, w krótkim czasie sama stała się zakładnikiem tego uwalenia:-( 3. umiejętności prowadzenia zakupów nie da się wprowadzić, wdrożyć. Ją trzeba wypracować, niestety latami. Mam wrażenie, że w naszym systemie politycznym gdzie przedmiot zakupu, jego zasadność, jest elementem kampanii wyborczej podsycanej przez konkurentów duże zakupy będą się ciągnęły niemiłosiernie i będą związane z politycznym wizerunkiem.

Patryk
czwartek, 2 listopada 2017, 18:43

Niestety to jest efekt braku dekomunizacji nie udał się 4 czerwca 1992r i tak chorujemy kolejne lata. W 2003r gdy zaczęły się misje "pokojowe" w Iraku i Afganistanie przypomnijmy polska miała dobre stosunki z Irakiem beż żadnej określamy to zapłaty przystopislismy do wojny z tym krajem 2003 rok a więc 14 lat temu Polska za darmo zaatakowała państwo by USA mogły powiedzieć że to misja miedzynarodowa teraz kupujem patrioty 8 mld usd to ogromna kwota gdyby ktoś myślał polska miała by patrioty być może za 1 mld prawda śmigłowce ten sam problem wtedy już było wiadomo że do wschodniego bloku nie wrócimy ale wola no wziąść 15 milionów dolcow i siedzieć cicho no i teraz mam my wszystko za podwójną cenę

stary
piątek, 3 listopada 2017, 09:10

Jeżeli samoloty dla rządu można było kupić szybko to myślę że i sprzęt wojskowy też można tylko trzeba na to kasy. No i ograniczyć biurokrację w zakupach.

Hubbi
piątek, 3 listopada 2017, 10:12

Dokładnie tak. Skoro kilka kilkanaście marynarek na świecie korzysta z produktów francuskich czy holenderskich, to dialogi i koncepcję są tylko i wyłącznie wyłudzeniami kasy. A w międzyczasie "zaufana" stocznia dokonuje dywersji produkcyjnych poprzez błędy i zaniedbania. Gawron to jedno, ale za ORP Orzeł to w prokuraturze powinno się odpowiadać.

Sejsmo
piątek, 3 listopada 2017, 16:12

A ja się pytam: gdzie jest SKW?

yaro
czwartek, 2 listopada 2017, 18:08

Trzeba postawić pytanie inaczej. Kto zarabia na wadliwym systemie zakupowym?

Trzeźwy
czwartek, 2 listopada 2017, 18:05

Co za bzdura: "niewydolność strukturalna systemu"? Za opóźnianiem działań i decyzji stoją LUDZIE , konkretni z nazwiskami, stanowiskami, obowiązkami!!! Eufemizm "niewydolność systemu" ma usprawiedliwić niekompetentnych urzędników unikających od lat od DZIAŁAŃ - nie rozliczanych z BRAKU decyzji! Za to zaś odpowiada odpowiedni PRZEŁOŻONY! To zwykle niekompetetne URZEDASY a nie mityczny SYSTEM!!! Nie ma żadnego "systemu" - za działania lub ich brak odpowiadają LUDZIE!

MiraS
piątek, 3 listopada 2017, 07:03

Dopóki warszawka wszawka będzie mieszać nic z tego nie będzie. Bałagan, wręcz tradycyjne łapōwkarstwo lub niekompetencja skutecznie blokuje oraz osłabia kraj. Zawsze tak było i tak będzie. Nawet produkcję samochodów potrafili dość szybko zniszczyć. Są regiony i miasta gospodarne,i są inne o obliczu menela oraz złodzieja. Taka

andrzej.wesoly
piątek, 3 listopada 2017, 13:43

Twoje tłumaczenie zjawiska typu; warszawka, urzędnicy wszystko rozkradli, i wzięli łapówki, to tłumaczenie dobre dla prostego ludu. Prawda jest niestety bardziej skomplikowana. Wystarczy sięgnąć do wywiadu z gen. Dudą z ubiegłego roku w magazynie NTW. Jeśli dokumentacja na zaawansowany sprzęt wojskowy liczy kilkadziesiąt tomów,( x 3, bo masz np. trzech oferentów), a wartość kontraktu idzie w setki milionów dolarów, natomiast zajmuje się tym raptem trzech czy może czterech oficerów i dwóch urzędników, do tego nad każdym z nich siedzi jeszcze facet ze służb lub NIKu (jako nadzór i kontrola) to chętnych do tej pracy nie ma. A błąd w zamówieniu lub jakaś niezgodność z Ustawą i jesteś w czarnej dziurze. Trzeba zmienić ustawy i procedury, ale to wymaga prac w komisjach Sejmowych, a tam inne priorytety...Czy w takim wypadku choćby Rosjanom zależy żeby u nas uproszczono procedury zakupowe i ustawy o zamówieniach, czy raczej nie? Albo z innej beczki: Dziesięć lat temu np. uwalono cały przetarg na most we Wrocławiu, bo w kosztorysie Zamawiającego (był nim Urząd Miejski Wrocławia) pominięto kilka lamp na moście, co zauważył jeden z biorących udział w przetargu wykonawców...A to był tylko zwykły most za złotówki, (most jaki jest, każdy widzi) a nie złożony system antyrakietowy za pięć czy więcej miliardów dolarów, którego nikt jeszcze nie widział, a 90% jego składowych to wysokozawansowane technologie, na których zna się tylko wąskie grono ludzi (nie w tym kraju). Podejmiesz łatwo decyzję? Prokurator już czeka...

CB
czwartek, 2 listopada 2017, 17:51

Wszystko zależy tylko od dobrej woli. Z tego "wadliwego systemu zakupowego" politycy uczynili sobie po prostu furtkę ratunkową i za jego pomocą odsuwają od siebie odpowiedzialność za decyzje. To taki kozioł ofiarny przykrywający własne nieudacznictwo lub niechcizm. Przykład chociażby Caracali (już bez wnikania: drogo - tanio, dobry - niedobry itd.) pokazał, że można przeprowadzić przetarg w miarę sprawnie. Trzeba tylko odrobinę determinacji.

bartek
piątek, 3 listopada 2017, 06:06

i tu sie zgadzam w 100 proc. przestanmy isc w bylejakosc. kierownik projektu na rynku powiedzmy od wdrozenia systemu bankowego gdzie proces trwa ca trzy lub cztery lata bierze 20-25 tys. miesiecznie plus nagroda za wdrozenie.

Dr. Watson
piątek, 3 listopada 2017, 11:45

Podziel te kwote przez dwa, albo nawet trzy. Pracuje dokładnie na takim stanowisku, to co piszesz to kwoty z sufitu

Spec. Ds. Zakupow
piątek, 3 listopada 2017, 22:27

Inspektorat uzbrojenia, Agencja uzbrojenia, co dalej? Konsorcjum planistyczne? Dopoki obsady beda politycznie wybierane, a wymagania pisane pod konkretne podmioty to ni sie nie zmieni.

as
piątek, 3 listopada 2017, 15:30

W tej całej dyskusji i różnych dewagacjach ciekawym jest jak to MON zrobił z samolotami dla VIP-ów - POJECHALI , ZOBACZYLI , PORÓWNALI , ZAKUPILI !!! - można ? , można , chociaż pojawili się tacy co chcieli to uwalić , to dlaczego tak nie można rozszeżając zakupu o ofset ? Może ty chodzi o ofser taki na jaki sprzedajacy nie może sobie pozwolić ? - tzw. zaporowy . To tu mamy przetargi , ale jak ktoś wygrał co MON - owi nie odpowiada to przetarg się uwala..... kasa poszła ? sprzętu czy broni nie ma , a kasy coraz mniej i tak w koło.........WINNYCH BRAK , to po co AM roztacza te różne wizje armii ? CO RAZ BARDZIEJ STAJEMY SIĘ MAŁO WIARYGODNI , jeszcze trochę i nikt nie będzie chciał z nami gadać..................

gts
piątek, 3 listopada 2017, 20:03

Sam sobie odpowiedziales. Chcieli wozic tylko w cieplym, nowym i bezpiecznym wiec zrobili to tak jak powinni. Obi tylkow wozic w czolgach, amiglowcach czy na okretach nie beda wiec robia to tak zeby ci co kupuja miwli fuchy na dekady i zeby ich dzieci i wnukowie ustawieni byli rowniez na dekady... kupisz mieszkanie z jednej umowy jak ja zrealizujesz w 1-2 lata? No nie kupisz, a tu chodzi o to zebys ty kupil mieszkanie sobie, dom synowi i mieszkanie corce, a w razie co przyda sie jeszcze kawalerka dla kochanki... life is brutal i tak to dziala mosci panie...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama