Potencjał militarny Państwa Islamskiego. Tylko interwencja lądowa zatrzyma "armię nowej generacji"?

14 października 2014, 10:38
Terroryści z organizacji Państwo Islamskie przewyższają potencjałem członków innych ugrupowań, jak np. Islamski Dżihad (na zdjęciu). Fot. Amir Farshad Ebrahimi/flickr/CC 3.0.

Utworzenie Państwa Islamskiego (kalifatu) jest kolejnym etapem w sunnickiej rebelii – dżihadyści zbierają dzisiaj owoce swojej wieloletniej działalności. Formacje zbrojne kalifatu (dawniej ISIL/ISIS, obecnie IS – Islamic State, PI – Państwo Islamskie), dobrze zorganizowane, dowodzone, wyszkolone i uzbrojone (także w broń ciężką) są już nie tyle bojówkami lokalnej milicji, czy organizacji terrorystycznej, ale efektywnymi siłami zbrojnymi, z którymi należy liczyć się w regionie.

Oczywiście potęga Państwa Islamskiego i efektywność siły zbrojnej jest tym bardziej widoczna na tle słabości swoich przeciwników (irackich sił bezpieczeństwa, kurdyjskich peszmergów, czy innych organizacji terrorystycznych), ale nie ulega wątpliwości, że kalifat stał się w ostatnich miesiącach siłą zdolną do destabilizacji całego regionu i realnego ustanowienia de facto zorganizowanego państwa wyznaniowego. Oszałamiające sukcesy dżihadystów z ISIL/IS, zwłaszcza w ostatnim czasie w Iraku, są pochodną systemowej słabości sił irackich, które są – w znacznej mierze – źle wyszkolone, źle dowodzone, słabo zmotywowane i zdezorganizowane (widać to było w Mosulu, gdzie szacuje się, że miasto opanowało kilkuset (800?) bojowników), ale także efektywności samych formacji zbrojnych kalifatu.

Zasoby ludzkie

Trudno jest oszacować siły kalifatu – wszystkie liczby będą jedynie orientacyjnymi, eksperci podkreślają jednak, że rezerwuar jest ogromny – poczynając od miejscowych dżihadystów, poprzez zagranicznych (także z państw europejskich czy USA), aż po więźniów. ISIL/IS nie jest de facto organizacją terrorystyczną, ale milicją, a niektórzy określają ją nawet mianem „armii”, która ma ambicje nie tylko zdobywania terenu, ale ustanawiania na nim realnej administracji. Potencjał ludzki szacowany może być na kilkadziesiąt tysięcy zbrojnych w Iraku i Syrii, z pełną swobodą przerzucania sił w określone regiony, gdzie zamierza się prowadzić ofensywę. We wrześniu CIA szacowała siły IS na 20-31 tys. bojowników, co oznacza poważną tendencję wzrostową.

Dowodzenie

System dowodzenia (command and control - C2) jest dobrze zorganizowany i skuteczny. Istnieją regionalne dowództwa zdolne do zaplanowania i realizacji skomplikowanych w czasie i przestrzeni operacji z uwzględnieniem takich elementów jak siły i potencjał przeciwnika, własne możliwości, uwarunkowania geograficzne (terenowe), koordynacja wielopłaszczyznowych ataków charakterystycznych dla wojny hybrydowej (terror wobec sił przeciwnika, zamachy samobójcze lub bombowe, ostrzały z wielu rodzajów broni, łącznie z ciężką, rajdy na tyły przeciwnika itd.) realizowanych niemal jednocześnie.

Wyszkolenie

O motywacji bojowników pisać nie trzeba, podkreślić natomiast należy ich stosunkowo dobre wyszkolenie (i uzbrojenie zarazem). Przede wszystkim bojownicy z oddziałów uderzeniowych są dobrze wyszkoleni, zdyscyplinowani i doświadczeni w walkach, chociażby w Iraku i Syrii, ale także w konfliktach w innych regionach, np. na Bałkanach czy Kaukazie. Szkolenia odbywają się w specjalnych obozach wojskowych (zaprawa fizyczna, strzelanie, taktyka itp.), których sieć rozwinięta była najpierw w Syrii, a od niedawna także w Iraku. Szczególnie podkreśla się dobre przygotowanie do walk w terenie zabudowanym (urban guerrilla warfare). Istnieją filmy, które potwierdzają, że bojownicy wybijają dziury w murach i ścianach, żeby skrycie przedostawać się do określonych lokacji (można w ten sposób unikać miejsc narażonych na ostrzał), już od dawna strzelcy wyborowi chowają się za jedną, lub nawet dwoma ścianami i strzelają z wnętrza budynków itd. (co ciekawe z tą ostatnia taktyką spotkali się chociażby polscy żołnierze w Karbali w czasie rebelii as Sadra w 2004 r.). Skutecznie i na dużą skalę używane są IED i inne materiały wybuchowe.

Zamachy

Zamachy, w tym samobójcze, realizowane są poprzez szeroki wachlarz technik poczynając od używania klasycznych ładunków wybuchowych (IED), pojazdów-pułapek (opancerzonych i zwykłych samochodów, a nawet łodzi), aż po nasobne pasy z ładunkami wybuchowymi. Ataki często są dobrze przygotowane, skoordynowane i przeprowadzone z zabójczą precyzją. Seria tego typu ataków na posterunki policji czy wojska, zazwyczaj z dewastującym efektem (kilku/kilkunastu zabitych, czasami nawet więcej), potrafi zdemoralizować zaatakowane pododdziały, tym bardziej, że często chaos i dezorientację potęguje fakt, że samobójcy ubrani są w mundury zaatakowanej formacji.

Ataki mają często przemyślany z punktu widzenia sztuki wojennej charakter, a cele nie są dobierane przypadkowo, ale połączone z planowaniem taktycznym/strategicznym. Przykładowo 7 lipca na obrzeżach Bagdadu, w wyniku ataku zamachowca-samobójcy, zginął gen. Abdullah Al Najim, dowódca irackiej 6 Dywizji Piechoty – związku taktycznego odpowiedzialnego za obronę stolicy z kierunku północnego. Nierzadko ataki samobójcze czy bombowe są elementem akcji bojowej, co dodatkowo pogłębia chaos i dezorganizację.

Zdolności ofensywne

Taktyka fundamentalistów islamskich z ISIS/IS opiera się na zaskoczeniu i mobilności. Grupy rajdowe składające się głównie z pikapów (technicali) i pojazdów kołowych (np. Humvee), wzmocnionych czasami zdobytymi na siłach bezpieczeństwa pojazdami patrolowymi bądź pancernymi, korzystając z gęstej sieci dobrych irackich dróg, są w stanie dokonywać zaskakujących uderzenień, a nawet rajdów na tyły przeciwnika (sił kurdyjskich bądź irackich). Uderzeniowe kolumny bojowników są w stanie wykorzystywać słabości przeciwnika (np. szukać słabych punktów), działać z zaskoczenia (szybkie przemieszczanie się kolumn, ataki w nocy lub o świcie), wykorzystywać elementy wojny psychologicznej (pojazdy pancerne mają na celu m.in. demoralizowanie przeciwnika (tzw. „tank panic” – pojęcie znane z I wojny), tam gdzie został on zaskoczony i nie dysponuje bronią przeciwpancerną).

Przykładem takiej akcji na tyły wroga może być rajd na zakłady farmaceutyczne pod Mosulem. Po przerwaniu posterunków na linii „frontu” kolumna złożona z pikapów i trzech pojazdów patrolowych i pancernych dokonała rajdu w głąb terenu przeciwnika (kilka-kilkanaście km) osiągając zamierzony cel. Epizod ten wart jest uwagii ponieważ bojownicy użyli w nim – obok kołowego M1117 Guardian i gąsienicowego MT-LB, wozu patrolowo-interwencyjnego typu Dzik-3 zdobytego wcześniej w Mosulu na siłach bezpieczeństwa.

Przy słabym rozpoznaniu i wywiadzie irackie siły bezpieczeństwa, armia, czy peszmergowie, zazwyczaj nie są w stanie określić punktu ciężkości ofensywy bojowników (zwłaszcza, że jednocześnie podejmowane są działania dezinformujące na innych odcinkach „frontu”), zanim nie zostaną zaatakowani – przy inicjatywie pozostającej przy ISIL/IS kończy się to uzyskaniem lokalnej przewagi, zaskoczeniem i często rozbiciem zaatakowanego posterunku/obozu. 

Zdolności defensywne

Ambicja zbudowania kalifatu prowadzi także do pytania o umiejętność zarządzania i obrony zajętych terytoriów. Jakkolwiek na razie IS postrzegana jest głównie jako siła ofensywna wiele wskazuje na to, że może być także groźnym przeciwnikiem w defensywie.

Do obrony wykorzystywany jest umiejętnie teren, punkty obrony ustanawiane są głównie na kierunkach potencjalnych kontruderzeń, nierzadko z wykorzystaniem przeszkód inżynieryjnych i umocnień. System obrony powiązany jest z ukształtowaniem terenu, np. do kanalizacji potencjalnych obszarów zagrożeń stosuje się zalewanie terenu czy wysadzanie mostów.

Siły IS potrafią szybko i skutecznie rozproszyć się w terenie, co ogranicza skuteczność lotnictwa i utrudnia pracę rozpoznawczo-wywiadowczą. W obronie odnotowywane są przypadki efektywnego ukrycia pozycji bojowych, w tym zwłaszcza zjamowanych przez zespoły przeciwpancerne (zazwyczaj z działami bezodrzutowymi, granatnikami, rzadziej z ppk) lub okopane pojedyncze czołgi T-55/62.

Uzbrojenie

Oddziały bojowników dysponują dużymi zapasami broni i amunicji zdobywanymi w Iraku czy Syrii. Poza dobrym wyposażeniem w broń strzelecką i granatniki, zwraca uwagę, że poza pikapami (tzw. technicals) wykorzystywane są także pojazdy kołowe (Humvee, M1117), pancerne (m.in. M-113, MT-LB, BMP-1, czołgi T-54/55/62/72, samobieżne haubice 2S1), artyleria (moździerze, artyleria lufowa, rakietowa) oraz zaawansowane środki przeciwpancerne (ppk) oraz przeciwlotnicze (broń małokalibrowa, MANPADS). Stosowanie chińskich przenośnych naramienych wyrzutni przeciwlotniczych FN-6 zagraża nie tylko śmigłowcom irackim (zestrzelone uderzeniowe Mi-35), ale może także zagrozić AH-64 Apache. W Syrii stosowano samobieżne haubice 2S1 do ostrzału ogniem bezpośrednim, tymczasem pododdziały ISIL/IS są zdolne, w razie potrzeby, do prowadzenia ostrzału pośredniego, który można określić mianem intensywnego, przykładowo w miejscowości Zowiya szacuje się, że w trakcie przygotowania artyleryjskiego przed atakiem wystrzelono ok. 500 pocisków.

Na koniec warto powiedzieć, że zniszczenie wyłącznie ISIL/IS (czego bez ofensywy lądowej zrobić się raczej nie da) nie będzie prawdopodobnie rozwiązaniem problemu – ewentualną próżnię po zniszczonym kalifacie „wypełnią” inne organizacje terrorystyczne/rebelianckie, których chociażby w Iraku nie brakuje.

Marcin Gawęda


Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publicysta wojskowy, pisze dla magazynów branżowych, autor serii książek wydanej przez WarBook.

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 38
Reklama
Wacieńka
wtorek, 14 października 2014, 13:01

Kiedy 40-50 lat temu tereny te przechodziły dekolonizację wszyscy uznawali to za dobre i jedyne rozwiązanie. Dzisiaj widać, że PAŃSTWO typu zachodniego to dla Bliskiego Wschodu nieosiągalne wyzwanie.

art
środa, 15 października 2014, 09:15

jest jedno -ale! 1 i 2 ga wojna w Iraku pokazała, i Afganistan pokazał, że ingerencje zachodu w tamten rejon swiata nie były dobrym pomysłem - tamten rejon świata musi po prostu wiżąc sprawy w swoje ręce...UE i USA wywalają kosmos miardy a tam ciągle, jest źle w tamty rejonie świata są tez mocne bogate kraje, które powinny sobie spokojnie z tym poradzić...Obama ma racje..dlaczego nikt nie zadzwoni z problemem do Chin do Indii - mają potężne armie...problem, który dalej zostaje bedzie ryzyko ataków terrorystycznych na zachodzie...

Wojmił
środa, 15 października 2014, 11:54

1) interwencje zachodu w tamtym rejonie nie uzyskały odpowiedniego efektu ze względu na idiotyzmy ostatnich lat - jak humanitaryzm konfliktów zbrojnych itp. Humanitaryzm tam po prostu nie pasuje i nie ma sensu go stosować. Dowód: jakoś angole w XIX wieku opanowali ten rejon (wprawdzie nie sam afganistan w szczególności ale tam po prostu nie było sensu tego kontrolować z braku powodów ekonomicznych chociażby). 2) Zadzwonić do Chin i Indii? Oddać im pole do popisu? proszę bardzo - tylko ich wzmocnisz a o to nam nie chodzi... 3) ryzyko ataków terrorystycznych można rozwiązać w bardzo prosty sposób: poprzez odpowiedzialność zbiorową: wylot albo nie wpuszczanie tego koloru skóry do Europy i USA jeśli będą atakować cywilów... To jest głównym powodem kłopotów... zobacz: pakistańczykowi łatwiej się do USA dostać niż polakowi... a przed wejściem Polski do UE tak samo było z naszym osiedlaniem się na zachodzie.. to paranoja, że na zachodzie gorzej traktowano polaków niż kolorowych... i nie zwalaj na socjaldemokratów, lewaków itp - ponieważ w czasach gdy rządziła na zachodzie prawica / republikanie też tak samo polaków traktowano.. tylko gadanie się zmienia na bardziej przyjazne gdy rządzą republikanie...

totenkopf
wtorek, 14 października 2014, 11:19

tak czy inaczej, sprzęt, którym dysponują terroryści z ISIS nie jest z kosmosu ani nie ma go w tak wielkiej ilości, aby mogły przeciwstawić się ewentualnej interwencji lądowej, szczególnie przed Amerykanami, ich Abramsy bynajmniej mają być niezniszczalne (tak samo jak Abramsy irackie?). Jestem staroświecki, ale myślę, że 1-2 tygodni "blitzkriegu" i byłoby po kalifacie. Nie byliby w stanie obronić się przed walcem pancernym i w dodatku atakami lotnictwa (już nie nurkującego). No bo prawdę mówiąc, nie mają aż tak wiele środków ochrony przeciwlotniczej (kiedyś te wszystkie Igły i Strzały się im wyczerpią, no chyba że mają dużo amunicji do armat przeciwlotniczych!) ani przeciwpancernej (RPG-7 na nowoczesny czołg to niezbyt...)

Marek
środa, 15 października 2014, 08:24

Abramsy irackie, to znacznie w stosunku do amerykańskich okrojone wersje. Dotyczy to także ich opancerzenia. Co do "blitzkriegu" masz rację. Tyle, że nie skończyłoby się tylko na nim. Ichnie jednostki łatwo byłoby rozegnać na cztery strony świata. Tyle tylko, że po jakimś czasie ponownie by się pozbierały i zaczęły szponcić. Jedynym wyjściem tutaj jest całkowite fizyczne zniszczenie sił takiego przeciwnika.

alo
wtorek, 14 października 2014, 14:42

Walec pancerny, owszem, przejedzie przez cały kraj nie niepokojony, o ile nie zabraknie mu paliwa. Z tym bowiem mogą być problemy, chyba że siły zachodnie utworzą wysunięte bazy, zaopatrywane drogą powietrzną. Z dostarczaniem zaopatrzenia po lądzie nie będzie już tak łatwo, bowiem natychmiast kiedy czołgi znikną na horyzoncie, islamscy bojownicy wypełzną ze swoich dziur i zaatakują oddziały logistyczne. Mają teraz teren pod kontrolą i bądź pewny, że na ewentualność interwencji szykują się już od dłuższego czasu. Odpowiednia ilość zamaskowanych kryjówek na ludzi i broń wystarczy im, aby przez lata prowadzić walkę partyzancką, której po raz kolejny Zachód nie wygra. Będzie znów zabawa w krwawą ciuciubabkę - bojownicy po zajęciu kraju przez zachodnie wojsko, po prostu wtopią się w ludność cywilną. Ale od czasu do czasu dadzą znać o sobie, to podkładając IED-a, to detonując bombę na tłumnie odwiedzanym bazarze, a to zrobią śmiały rajd na bazę wojskową. Taki jak choćby przeprowadzony przez talibów rajd na Camp Bastion w Afganistanie, kiedy zniszczono, bądź uszkodzono 8 samolotów Harrier II i zniszczono ich zaplecze techniczne. Kiedy straty wśród żołnierzy urosną, znów pojawi się kandydat na prezydenta, który ogłosi wycofanie wojsk do kraju głównym punktem swojej kampanii wyborczej. Niestety, jedyną znaną z historii, skuteczną metodą walki z partyzantką jest stosowanie represji i zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec ludności cywilnej, podejrzewanej o pomoc partyzantom. Ostatnią zwycięską kampanią antypartyzancką, która została przeprowadzona w taki własnie sposób, była wojna w Algierii na przełomie lat 50 i 60 XX wieku. Stosowano wtedy takie środki jak: umieszczanie ludności w obozach filtracyjnych i zasadę odpowiedzialności zbiorowej za pomoc partyzantom, zabezpieczenie granic kraju przed penetracją za pomocą pasa zasieków i pół minowych, oraz taktykę Search&Destroy - rajdów na bazy partyzantów. Lecz współczesne społeczeństwa nie dają przyzwolenia na takie metody prowadzenia wojny, więc wojna w Algierii stała się główną przyczyną upadku IV Republiki. Trzeci blitzkrieg w Iraku byłby kolejnym błędem, angażującym znów potężne środki i siły na lata. Lepszym rozwiązaniem byłaby adaptacja kilku metod zastosowanych w Algierii - otoczenie terenów pod kontrolą ISIS szczelnym kordonem bezpieczeństwa i stałe nękanie ich rajdami sił specjalnych, oraz nalotami bombowymi. I na to wygląda, że taki właśnie jest plan.

z prawej flanki
wtorek, 14 października 2014, 12:23

"walec pancerny"...przeciwko komu? Odniosę się teraz z analogią w zamierzchłe czasy samych początków Imperium Romanum i bitwy pod Kannami ,gdzie armia rzymska poniosła druzgocącą klęskę ; nie wieszczę jej oczywiście wobec amerykańskiej ograniczonej interwencji lądowej (zresztą najpewniej do niej i tak nie dojdzie z braku woli sytych zachodnich sybarytów) - wieszczę ją w/s podobnej taktyki. Rzymski "walec pancerny" pod Kannami przyjęła na siebie i zatrzymała w centrum - elastyczna obrona lekkiej kartagińskiej piechoty ; aby zwalczyć mobilne oddziały IS należy zastosować podobna taktykę co oni - szybkie ,niespodziewane uderzenia w konkretne wrażliwe cele a potem równie szybki odwrót. Pierwej oczywiście należy to wszystko dobrze rozpoznać ,co zresztą cały czas się dzieje. Gdybyś ,to Ty tam dowodził Komentatorze ; chyba wytraciłbyś te Abramsy w podobny sposób jak to czynią iraccy wojacy czy tankisty Asada. P.

ursus
wtorek, 14 października 2014, 12:15

Weź pod uwagę, że oni wcale nie muszą walczyć z USA na 100%. Zapadną się pod ziemię i po wycofaniu amerykanów pojawią ponownie, co w dodatku propagandowo przedstawią jako zwycięstwo. Moim zdaniem tam trzeba by zrobić kolonię USA na kilka pokoleń (a minimum 50-70 lat), wpakować grube miliardy $ -zwłaszcza na oświatę i dopiero wtedy będzie można ogłaszać zwycięstwo. Sama interwencja zbrojna niczego nie załatwi. Dodatkowo Dżihad, tak jak i Krucjatę należy przedstawiać jako walkę z wewnętrznym złem (grzechem), a wszelkie inicjatywy zbrojne na tle religijnym pokazywać jako walkę z powodu chciwości/żądzy drugiego człowieka. Źli ludzie znajdą się w każdej kulturze, ale społeczeństwo musi być świadome, by nie dać się wykorzystać.

antyputin
wtorek, 14 października 2014, 10:52

Bardzo dobry artykuł brawo!!

CW
środa, 15 października 2014, 01:07

Pozostaje pytanie - czemu nie pozwolić Arabom założyć własnego państwa na terenach podzielonych sto lat temu sztucznymi granicami przez europejskich kolonizatorów..

Wojmił
środa, 15 października 2014, 12:05

oni mają swoje państwa i nie trzeba nic zmieniać (może oprócz niepodległości dla Kurdów). a jeśli masz na myśli fanatyków religijnych to oni swojego państwa mieć nie mogą... żadna religia nie może mieć swojego państwa bo każda religia staje się fanatyczna, każda religia dąży do rozprzestrzeniania się i do narzucania swoich absurdów innym ludziom w sferze prywatnej i intymnej nawet... przerabialiśmy to w Europie z chrześcijaństwem, przerabiamy to teraz z islamem (to też monoteistyczna religia chrześcijańska tylko z modyfikacją w VII wieku). religie to najgorsza rzecz jaką wymyślono w historii ludzkości. tylko zamieszanie i śmierć niosą te bzdury.

z prawej flanki
środa, 15 października 2014, 11:29

żarty ,przecież już raz "pozwolono" ; a teraz ,to już nikt z nich nikogo o jakieś przyzwolenie pytać nie zamierza...

nikt
środa, 15 października 2014, 11:09

bo kalifat będzie zagrożeniem i dla Europy i dla USA.. chyba dla USA bardziej

staszek
środa, 15 października 2014, 10:52

arabowie i szerzej islamiści maja pełno arabskich czy szerzej islamskich państw gdzie panuje szariat i nie ma wolności sumienia i wysnania nie ma równouprawnienia kobiet i wolności seksualnej.... wiec mylisz się ze pozostawienie PI samemu sobie cos załatwi... PI ma za cel podbicie Afryki północnej Europy południowej i Azji mniejszej wiec JEST PROBLEM!!! mam nadziej ze wielcy donatorzy pseudoreligijnych bojownikow czyli Arabia Saudyjska ZEA itd. wrescie pokaza ze mogą spełnić obowiązki pacyfikatora.... Podobnie w Turcji musi się skonczyc nielegalny handel ropa przez granice syryjsko-turecka bo to z ropy PI ma kase na swoje chore cele.. EOT

BurzumAston
środa, 15 października 2014, 00:16

"Oczywiście potęga Państwa Islamskiego i efektywność siły zbrojnej jest tym bardziej widoczna na tle słabości swoich przeciwników (irackich sił bezpieczeństwa, kurdyjskich peszmergów, czy innych organizacji terrorystycznych)," czyli Irackie Siły Bezpieczeństwa to organizacje terrosytyczne? hm? (irony mode on)

wolf
wtorek, 14 października 2014, 23:22

Problem polega na tym , że Amerykanie po obaleniu Sadama dokonali typowej wasalizacji Iraku, ściągneli ludzi ze Stanów nie mających oparcia w tamtejszych relacjach, rozwiązali armie i struktury administracji, oparli się na kacykach lokalnych- gangsterach. Nie zadbali o zwykłych ludzi, a zabrali się za ropę. To budowało flustrację. W Iraku pojawiły się wielkie korporacje z USA, W. Brytanii, Francji i Niemiec ( te ostatnie były przeciw interwencji) ochraniane przez armie najemników (BlackWaters). Od początku nie mieli pomysłu na kraj podzielony etnicznie, religijnie, ze strukturą klanową. Za to chętnie zabrali się za ich ropę. ISIS to chimera wyhodowana przez Amerykanów (podobnie jak Al-Kalida), teraz amerykański podatnik zapłacił za uzbrojenie armii irackiej, która dzielnie zdezerterowała, a teraz zapłaci za ponowne obrócenie w ruinę Iraku. Ciekawe jak Amerykanie pokonają państwo islamskie, skoro wg obserwatorów na zajętych terenach ma ono autentyczne poparcie wśród cywilów.

robert
wtorek, 14 października 2014, 21:03

z islamskim terroryzmem nie da sie wygrać, to jest fanatyzm religijny,oni nie boja sie umierać i na miejsce jednej pokonanej organizacji zaraz pojawi się druga jeszcze okrutniejsza, zachód łudzi sie,że ISIS to nie ma nic wspólnego z islamem ale prawda jest taka,ze oni zachowują sie dokładnie jak ich idol Mahomet,napadają inne plemiona,rabują,gwałcą i nawracają na islam albo mordują, tak było wszędzie od początku powstania tej chorej religii i dlatego 90% spośród wszystkich muzułmanów na świecie mniej lub bardziej jawnie popiera państwo islamskie, a jest ich juz ponad 1,5 mld i liczba ta rośnie coraz szybciej,,co to oznacza dla świata chyba ne trzeba nikomu tłumaczyć, tylko lewicowi debile wierzą jeszcze w multi kulti,że mozna spokojnie wspóistnieć z tymi prymitywami,którzy nienawidzą wszystkiego co nie islamskie...

Mirosław Sojnowski
wtorek, 14 października 2014, 20:56

Kapitalna analiza.Rzeczowa, profesjonalna.Znakomicie że bez osobistego komentarza.

kez87
wtorek, 14 października 2014, 19:02

1.Interwencja powietrzna i w dużej mierze lądowa (zniszczenie ciężkiego sprzętu) - skutecznie 2.Przejęcie pól naftowych i innych źródeł finansowania - trzeba kilku szejków z krajów sojuszniczych dorwać,niezależnie od tego co "sojusznicy" będą o tym sądzić - w wypadku udziału rządu lub wywiadu "sojuszników" nawet zbrojna zmiana rządzącego reżimu jak będzie potrzeba.A bojownikom "walczącym z assadem" trzeba przestać dawać broń,bo niestety ISIS nawet jeśli nie jest im równoważna zdobywa od nich broń. Czy to poprzez zakup,czy to poprzez przejście bojowników do oddziałów terrorystów czy to poprzez łup wojenny... 3.Stała kampania przy użyciu dronów i represje wobec uczniów szkół koranicznych i ich rodzin - tak w obszarze walk jak i (zwłaszcza!) na własnym terytorium - przy wsparciu jednocześnie bardziej pokojowych frakcji muzułmańskich. Co do represji - kulka w łeb dla winnych planowania lub dokonania aktu terrorystycznego a następnie pochówek z szczątkami świni albo psa, natomiast co do rodzin zamachowców,radykałów,rodzin islamskich radykałów - bezwzględne pozbawienie obywatelstwa i deportacja na pustynię.Z konfiskatą mienia,poza najbardziej osobistym.Tak by BOLAŁO. Inaczej walki z ISIS i podobnymi organizacjami są skazane na porażki. No ale - na dziś dzień to Turcja wspiera niemal jawnie ISIS,a NATO raczej udaje,że walczy z tymi bydlakami...

Mandaryn
środa, 15 października 2014, 13:02

Państwo/a islamske będą niedługo tworzyły się w Europie, jeśli jej społeczeństwa nie opamietają się i nie deportują Arabów ze swoich terytoriów. Już mamy tego przedsmak we Francji i Włoszech, a następne tysiące imigrantów są dalej przyjmowane przez liberalne kraje. Warto poczytać choćby ostatnie książki Orianny Fallaci.

say69mat
czwartek, 16 października 2014, 10:42

Kilka słów o roli i potencjale Turcji w istnieniu tworu i fenomenu zwanego IS. Otóż: - Premier, a obecnie Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan. W trosce o demokratyzację sił zbrojnych przeprowadził głęboką i efektywną czystkę w armii. Usuwając przy tym tych dowódców i oficerów, którzy wyraźnie kontestowali proislamską politykę obecnego Prezydenta Erdogana. Próbując tworzyć zręby opozycji w siłach zbrojnych, oraz instytucjach państwa. Oskarżając ich przy tym, na stalinowską modłę, o antydemokratyczny ... spisek - Co ciekawe, był przy tym tak sprytny i skuteczny, że uczynił to na oczach zbaraniałego zachodu, i jego instytucji analitycznych. Dla których, jak wiadomo, idea i kult Cywilnej Kontroli nad Armią, jest wartością bezwzględną, samą w sobie. Podobnie, jak to ma miejsce w kwestii idei państwa demokratycznego aplikowanych całemu światu. I to niezależnie od historycznego i kulturowego backgroundu tzw 'local communities' czy też 'local majorities'. - Stąd zastanawiam się, czy aby nasz Drogi Erdogan nie dąży do nowego rozdania na Bliskim Wschodzie, w tym do uregulowania kwestii Palestyny. Zgodnie z mniemaniem i interpretacją rzeczywistości przypisywaną kręgom islamskich fanatyków. Wykorzystując przy tym status i potencjał IS, jako narzędzia realizującego politykę międzynarodową Turcji. Podobnie, jak to ma miejsce w relacjach pomiędzy ChRL i KRLD. - Dla tego też zastanawiam się czy proislamska demokratura, stanowiąca rzeczywistość polityczną i społeczną Turcji. Jest w stanie sobie poradzić z potencjałem reprezentowanym przez żywiołowy ruch młodzieży islamskiej. Faktycznie kierowanej i efektywnie manipulowanej, przez kilku żądnych krwi wariatów.

Wojmił
wtorek, 14 października 2014, 16:57

Właśnie światowe agencje informują, że Turcja odmawia ataków na dżihadystów za to atakuje kurdów.. tych na ich terenie (tych co mają odchył komunistyczny). Co do artykułu: bardzo dobry artykuł... Wojna w Iraku a następnie "rewolucje" w tym rejonie świata stworzyły bardzo niebezpieczną sytuację bo spowodowały, że narosła żmija skrajnego Islamu w tym regionie... Do tego Putin podskakuje... zaczyna się robić gorąco "wokół Europy". I dobrze... musi się coś zmienić wreszcie i Europa musi skończyć "niekończące się" wakacje jakie ma od ponad 25 lat... to co w Europie się ostatnio działo to już naprawdę przegięcie... najważniejsze były pieski i kotki oraz celebryci, strata czasu na jakieś religijne bzdury i wybryki wszelakich homosiów i "tranzystorów".. Bicie piany, gadanie, głupie koncepcje chorych teoretyków prawa oraz cały przekrój debili społeczno-ekonomicznych jednych ciągnących w kierunku XIX wiecznego kapitalizmu a drugich ciągnących w kierunku komuchowania... A u bram Europy gorąco... na południu zamieszanie... na wschodzie zamieszanie i wojna religijna i autorytarny reżim, którego ambicje sięgają daleko bo urażone przegraną sprzed ćwierćwiecza... trzeba będzie ruszyć doopy (specjalnie napisałem przez "oo" a nie "ó") europejczycy... Kryzysy dla Europy się przydadzą - otrzeźwią nieco leniuchów...przywrócą do rzeczywistości jak wygląda świat i... jeśli będą odpowiednio mocne: bardziej Europę zjednoczą... Europa wraz z USA i współpracującymi w regionie Bliskiego Wschodu Izraelem, Arabią Saudyjską są na tyle potężne, że powinny postawić do pionu i Putinka i pozamiatać religijne debilizmy poczynając od muslimów z ISIS...porządnie w ryj neoliberałom jak i komuchom przywalić a przede wszystkim dokonać reindustrializacji bo nie może być tak, że stawiają na usługi a produkcję przenoszą całą do Chin.. porżądek na świecie musi być i dobrze będzie jak ten porządek ustawi i będzie pilnował biały człowiek myślący i postępujący pragmatycznie, rozsądnie i w sposób zorganizowany - wolny od religijnych dyrdymałek i nie ulegający debilnym skrajnym ideologiom jak skrajny liberalizm albo komunizm...

z prawej flanki
środa, 15 października 2014, 11:32

Arabia Saudyjska? dobry Panie Boże ,toż to przecie główny sponsor owego islamskiego ekstremizmu...

staszek
środa, 15 października 2014, 11:00

ale Wojmile chcesz żeby Arabia Saudyjska wysłała swoje wojska ladowe do Iraku???? Przeciez szejkowie z AS daja milionowe datki na islamskie organizacje religijne które transferują kase do IS!!!! przecież kruk krukowi oka nie wykole.

Raa
środa, 15 października 2014, 10:57

Tak, Europa jest okropnie winna temu, że korzystała z dobrodziejstw braku zmartwien przez 25 lat. Doprawdy straszne rzeczy...

BurzumAston
środa, 15 października 2014, 01:33

w pełni zgadzam się z Pana komentarzem. Popieram postawione w nim tezy. Pozdrawiam

WDe
wtorek, 14 października 2014, 22:41

Jedyne co zostaje to postawić koledze piwo bo mądrze prawi.

kez87
wtorek, 14 października 2014, 19:30

I w tym miejscu Wojmile każdy dopisze ci tylko dwa słowa "sieg heil" - porównując cie do faszysty. Niesłusznie,bo niestety liberalno-lewicująca demokracja to najgorsze co przytrafiło się białemu człowiekowi.Oczywiście.Był feudalizm,jeszcze gorszy i był fanatyzm katolicki - one blokowały rozwój przemysłu. Problem polega na tym,że z nadmiaru wolności do władzy dochodzą pospolici krzykacze i idioci,a społeczeństwa zachodu stały się słabe i dekadenckie.Wrogiem liberałów i lewactwa jest podstawowa cnota wojskowa i obywatelska. DYSCYPLINA. Niemcy,Azjaci,no nawet Ruscy ( ale tylko odrobinę,bo oni to bałaganią jak i my) wiedzą - ordnung muss sein ! Żle jest,gdy państwo za bardzo się wtrąca i zakazuje obywatelowi wszystkiego - no ale nie można też na wszystko pozwalać. Tymczasem: -Liberalizm i "Liberalny kapitalizm" - pozwolił oddać przewagę cywilizacyjną i nasz najcenniejszy kapitał - wiedzę i możliwości wynikajace z techniki - wszystkim od Azjatów po niestety Arabskich świrów z ISIS i Murzynków którzy nie wierzą w Ebolę i uciekają ze szpitala - a potem rozwożą po świecie zarazę. Już nie mówiac o tym,jakie spustoszenie mit "demokracji" i "wolności" robi w sferze praworządności i moralności.Skoro prawo i moralność to "wola większości", tudzież "wola rzadzących" - to znajdzie się więcej osób które prawo będą ŁAMAĆ i NAGINAĆ. A prawo musi być prawem,społeczeństwo bez jakiegoś prawa czy paraprawa to anarchia.Takiego społeczeństwa TAK NAPRAWDĘ JUŻ NIE MA. Już nie mówiąc o tym,że obecny "kapitalizm" to opiera się na okradnięciu każdego kogo się da i spreparowaniu takiej umowy,by każdego (również państwo) przerobić na ekonomicznego niewolnika. -Socjalizm: Bo przesterowanie gospodarki,zbyt duże zasiłki na zachodzie (u nas trudno zaś żeby były niższe,jak płaca za pracę przypomina jałmużnę i nie motywuje nawet !) pacyfizm totalny (ok,nie ma co dążyć do wojen za bardzo,ale nie ma co prowadzić "taktyki strusia",którą lewackie tumany proponują) itd. - Demokracja - bo "większość ma rację". Większość powinna mieć tyle do gadania,by jej nie zmuszano do czegoś wbrew jej woli.Kropka.Większość to jednak są ludzie głupi i przeciętni,którzy mądrzejszych od siebie nie zrozumieją. Czyli rządy osłów prowadzonych przez hieny (różnych polityków i lobbystów którzy patrzą na swój interes,nie państwa). I niby władza pochodzi od ludu,więc "ma go słuchać i dogadzać za wszelką cenę tłumowi" - a jak nie słucha to lud "sam sobie winny" (a obie rzeczy są bzdurne - jest w tym wiele realności,ale nie słuszności) Rzecz w tym,że na zmiany się nie zanosi.No chyba że ktoś weźmie liberałów i demokratów za buźkę i trzepnie w nią kilka razy na otrzeźwienie też.A w demokracji to nierealne - bo raz - jest ona totalna i demoralizuje KAŻDEGO,dwa - prawo i ludzie broniący tej postępującej degeneracji z dobrymi intencjami (którymi wybrukowane jest jednak piekło). Europa ze swoja cywilizacją zachodnią niebawem UPADNIE.A Polska być może razem z nią.USA pewnie też.Taka jest smutna rzeczywistość.

Razparuk
wtorek, 14 października 2014, 16:44

Artykuł pełen sprzeczności i chyba trochę panikarski. PI to wytwór Turcji i jego likwidacja to kwestia polityki lub politycznej zgody na rozwalcowanie "bojowników" przez 1 dywizję zmechanizowaną+wsparcie lotnicze. Znaczna część sił PI to nastolatki z Londynu czy Hamburga oraz świniopasy ...ludzie o co kaman?

O.K.
wtorek, 14 października 2014, 22:11

Zgadzam się że znaczna część Państwa Islamskiego to zepsute nastolatki z Londynu czy z Hamburga, choć tak naprawdę największą siłę bojową tworzą weterani saddamowskich bojówek które przez lata mordowały w Iraku (za pieniądze Syrii i Iranu) -a to są naprawdę doskonale wyszkoleni (jeszcze przez Saddama przed wojną) komandosi do działań na tyłach wroga -ale ich jest niewielu, i tylko idiotyczne amnestie podczas Wojny Irackiej spowodowały że ta grupa nie została jeszcze do tej pory wybita do nogi (dlatego uważam że takich ludzi należy BEZWZGLĘDNIE fizycznie likwidować). Ale wróćmy już do tych zepsutych nastolatków z Londynu czy z Hamburga. Zasadnicze pytanie jest : skąd się tacy biorą? I tu polecam sobie oglądnąć wyśmienity film dokumentalny "Mój brat islamista". Był puszczony swego czasu na TVN24, a także bez trudu można go znaleźć w Internecie, choć są to oczywiście publikacje, nazwijmy "nie do końca legalne". Opowiada on o bracie głównego twórcy filmu, który był zwyczajnym angielskim nastolatkiem którego główną rozrywką było żłopanie piwska w pubach, dopóki nie doznał powiedzmy "duchowej przemiany" i pod wpływem nowych kumpli, sympatycznych co prawda ale o powiedzmy "kontrowersyjnych poglądach", nie nawrócił się na islam. Film opowiada o życiu naszego bohatera, jak oddaje się nowej drodze duchowej, modli się, przechodzi obrzezanie -a także uczestniczy w protestach przeciwko obecności brytyjskich wojsk w interwencji w Afganistanie. I choć na ogół jest miło i sympatycznie i bohater podkreśla że w Islamie jest mu dobrze, że nie przestał być sympatycznym chłopakiem z sąsiedztwa, choć podniósł się moralnie i już nie chleje -ale jednak widać że coś z nim już nie tak. Gdy pytany o stanowisko wobec niewiernych, o to czy ekstremizm jest słuszny, to już wyraźnie widać że coś w psychice gościa nie do końca jest tak, i że gubi się on w wypowiedziach -z jednej strony starając się popierać poglądy ekstremistów, z drugiej ciągle przekonując że ciągle jest on normalnym sympatycznym kumplem z sąsiedztwa, chociaż innej wiary. widać jednak wyraźnie że facet coraz bardziej się pogrąża w mentalności fanatyków, od której -poza radykalnym zerwaniem z nowym środowiskiem -nie ma ucieczki... Skąd w takich młodych ludziach nagły pociąg do radykalnego islamu? Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista -należy za to "podziękować" mediom, oraz lewakom którzy z okazji wojny w Iraku nakręcili wprost niewiarygodną antyamerykańska histerię. Przez ulice zachodnich miast przeszły miliony "antywojennych" demonstrantów krzyczących "Bush morderca", "Yankee go home", "krew za ropę" i temu podobne bzdury. To samo było później w sprawie Afganistanu. To był totalny, histeryczny obłęd -zupełnie irracjonalny pokaz nienawiści tłumów, które cieszyły się z kolejnych amerykańskich strat w Iraku czy Afganistanie. Tłumy były oczywiście nakręcane przez "wolne" media serwujące odpowiedni obraz konfliktów. Dlaczego ? Bo po prostu tłumy chciały to oglądać -przerażający przykład dodatniego sprzężenia zwrotnego. Nienawiść do Ameryki była wprost niesamowita. I tu należy zadać sobie kolejne pytanie -czym się różni nienawiść lewackich "pacyfistów" od nienawiści islamskich fanatyków? Moim zdaniem różnica jest praktycznie marginalna -mechanizm psychologiczny jest ten sam. A dla niektórych po prostu niezauważalna, tak jak dla nastolatków przechodzących na radykalny islam, jak bohater filmu "Mój brat islamista". Po prostu mają oni w głowach taki mechanizm: jak Ameryka jest zła, to walczący z nią islamiści muszą być dobrzy. A tym bardziej dotyczy to osobników którzy urodzili się jako muzułmanie. Można powiedzieć że współczesne fala ekstremizmu islamskiego to tak naprawdę wyrodne dziecko Facebooka (i podobnych mediów). Działa to prosty instynkt stadny, który odpowiada również np. za zmiany mody - a terrroryzm stał się medialny i modny. Jest po prostu cool i sexy, terroryści robią za gwiazdy w mediach. Przyłącz się do nich, a będziesz taki jak oni -silnym mężczyzną/kobietą któremu nikt nie podskoczy, robiącym co chce, mogącym zabijać kogo chce i nie znającym strachu ni trosk ni kompleksów. Wszystko takie proste -przyłącz się do nich a zamiast nikim będziesz kimś -a a wszelki rozsądek odstaw w kąt.

walker
wtorek, 14 października 2014, 15:53

(...) irackich sił bezpieczeństwa, kurdyjskich peszmergów, czy innych organizacji terrorystycznych (...) od kiedy irackie siły bezpieczeństwa są wg autora, organizacjami terrorystycznymi ?

Accepted73
wtorek, 14 października 2014, 15:20

@Autor Zgadzam się z autorem artykułu, zwycięstwo można odnieść tylko na lądzie. @totenkopf @z prawej flanki @ razparuk To nie jest takie proste, zgodnie z tym co napisał autor, oddziały ISIS są świetnie przygotowane do walki, wykorzystują nowoczesne metody walki manewrowej, świetnie wykorzystują sprzęt jakim dysponują. Więc to wcale nie spacerek. Nie jest też tak, że oddział może zniknąć. Taktyka znajdz i zniszcz polega na wykryciu zgrupowania npla i wypracowanie przewagi w wymiarze taktycznym i operacyjnym. Jeśli mowa o oddziałach wyposażonych w sprzęt umożliwiający wojnę manewrową, to ten sprzęt nie zniknie, nie wyparuje. Jeśli wiemy, że oddziały są świetnie zorganizowane w obronie, to też i wiadomo, że generalnie punkty ogniowe można będzie wyeliminować praktycznie tylko szturmem, a jeśli rzeczywiście są świetnie zorganizowani to nie będą mieli stałych punktów ogniowych, które można zniszczyć zaawansowanymi środkami bojowymi. Generalnie więc wojna oznaczać będzie ofiary/ straty własne/. A nikt na to nie jest gotowy.

z prawej flanki
wtorek, 14 października 2014, 21:55

akcje samych specjalsów są oczywiście narażone na niekontrolowane straty ; tu potrzebne są kombinowane operacje z lądu i powietrza. Klucz do sukcesu? Niestety skuteczne rozpoznanie a z tym tam krucho ; same drony nie wystarczą - podobnie jak nie wróżę sukcesu ofensywie powietrznej. Był z tym problem i w czasie bombardowań afgańskiego Talibanu oraz baz al -Kaidy ; nie było czego niszczyć kosztownymi Tomahawkami i pokrewnym im uzbrojeniem. Jednym słowem ; Zachód czeka długa i kosztowna pod każdym względem wojna ,która w dodatku nie gwarantuje ostatecznego zwycięstwa nad bojownikami islamskiego fanatyzmu. Tenże w (obecnych) tamtejszych warunkach będzie się już i tak co rusz odradzać w takiej czy owakiej postaci. A wystarczyło po podbiciu Iraku zagospdarować struktury tamtejszej bezpieki i gwardii...To oczywiście moja osobista opinia z którą można się zgadzać lub nie.

alo
wtorek, 14 października 2014, 21:15

Ciężki sprzęt porzucą, a samochody terenowe, po zdemontowaniu stanowiska KM, stają się nie budzącą podejrzeń cywilną własnością prywatną. Pewną ilość czołgów mogą zakopać, w terenie pustynnym, gdzie nie ma korzeni drzew, a lita skała znajduje się głęboko, zajmuje to niewiele czasu. Zresztą zakopywanie czołgów po wieżę to ulubiona na Bliskim Wschodzie taktyka ich użycia, gdyż nie wymaga od dowódców pododdziałów szczególnej wiedzy o manewrach taktycznych. W dodatku sprzęt, kiedy zostanie odkopany, w tych warunkach klimatycznych może być sprawny nawet po wielu latach. Poza tym ciężki sprzęt nie jest im niezbędny, gdyż stosują taktykę typowej guerilli, która w alce używa tego, co posiada i akurat zdobywa na wrogu, lub co jest potrzebne do konkretnego zadania. Jeżeli będą musieli stawić czoła wrogowi, którego nie będą mogli pokonać w polu, wówczas bez żalu porzucą też "sprzęt umożliwiający wojnę manewrową" i wtopią bez śladu w ludność cywilną. Ręczną broń schowają i będą wyciągać na planowane akcje przeciw "niewiernym" okupantom. przeciw którym bez problemu nastawią muzułmańską ludność miejscową. Taktyka znajdź i zniszcz nie wymaga zajmowania terenu, a jedynie stworzenia systemu baz wypadowych w odpowiedniej odległości od rejonu operowania. Jedynym sposobem skutecznej walki jest całkowita izolacja terenów zajętych przez islamistów, w postaci utworzenia szczelnego kordonu sanitarnego, a następnie niszczenie ich szybkimi rajdami wojsk specjalnych, nalotami bombowców i samolotów bezzałogowych. Zajęcie terenu spowoduje kolejną, bezsensowną 10 letnią wojnę, w której znów tysiącami zginą synowie z biedniejszych amerykańskich rodzin, podpisujący z wojskiem kontrakt, aby zdobyć wykształcenie. Z tego akurat aspektu konfliktów, w które angażuje się USA, rzadko w kraju ktoś zdaje sobie sprawę, gdyż w Polsce wykształcenie wyższe na uczelniach państwowych jest opłacane przez państwo. W USA tak nie jest, wojsko otwiera duże możliwości awansu, ale czasem żąda daniny krwi. Każdy zabity żołnierz to potencjalny naukowiec, biznesmen, lub prawnik, przy czym, z uwagi na kryteria przyjęcia i fakt, że aby podpisać kontrakt trzeba mieć nastawienie "can-do", selekcja do armii jest wysoce pozytywna. Zatem strata tych ludzi jest niepowetowana i niektórzy świadomi politycy zdają sobie z tego sprawę. Moim zdaniem, z tego powodu trzeciego blitzkriegu w Iraku nie będzie.

Wojmił
wtorek, 14 października 2014, 17:05

Dzisiejsza wojna to jakaś porażka... Te wasze rozważania ile strat itp... Mamy zarąbistą przewagę liczebną oraz techniczną... trzeba wysłać wojska, które po prostu będą zajmować i czyścić teren systematycznie i brutalnie.. bez wielkich emocji i gotowi na straty... Jak nie będziecie zdecydowani to tym gorzej dla was... raz dobrze zdusić a potem trzymać ich pod kontrolą żeby więcej się nie podnieśli... Zebrać: Europę, USA oraz normalniejsze muslimskie kraje w których interesie to nie jest jak np: Arabia Saudyjska, Jordania, Liban i kurdów - którym trzeba wreszcie dać kraj, bo oni są tam siłą stabilizującą i super przydatni do stabilizacji lokalnie (mimo, że Turcy będą się burzyć) - zebrać się i wysłać kontyngenty zrobić porządek wreszcie... A kto podskoczy i będzie przeciw to pokazać mu gdzie jego miejsce.. Ludzie nie rozumiem was - chcecie żyć wygodnie w świecie jaki mamy? trzeba go bronić.. jak ktoś temu światu zagraża to trzeba mu przywalić solidnie żeby miał też na przyszłość i powiedzieć wyraźnie: chcesz wojny? przegrasz... chcesz narzucać religię? to ci ją zupełnie zlikwidujemy... będziesz przeszkadzał nam? przeszkodzimy Tobie..

cliop
wtorek, 14 października 2014, 14:37

Jeżeli Turcja nic nie zrobi to islamu nie powstrzymają. Turcy "niby" są w Nato ale oni tak naprawdę mówią "NATO jak na LATO". Sami się określić nie umieją czy być w sojuszu w pakcie z Nato, bo ja mam zdanie że jedną nogą są w sojuszu, a drugą z Iranem, sami nie wiedzą gdzie iść.

realnie
wtorek, 14 października 2014, 14:09

Atom załatwi sprawę.

gonz
wtorek, 14 października 2014, 17:46

W twojej grze komputerowej-tak. Na tym poprzestań.

Tweets Defence24