Westerplatte odsłania kolejne tajemnice [FOTO]

15 grudnia 2018, 11:00
Zdj Orzełki
Przedwojenne orzełki z czapki garnizonowej wydobywane w okolicach Kasyna Podoficerskiego na Westerplatte. Fot. M.Dura

Bez fanfar, choć z sukcesem, zakończono trzeci etap prac wykopaliskowych na Westerplatte, prowadzonych przez Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Wydobyto 2657 obiektów sklasyfikowanych jako zabytki wydzielone, co jest kolejnym dowodem, że teren byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej kryje w sobie bezcenne skarby, które należy wydobyć i wyeksponować dla przyszłych pokoleń i ku chwale obrońców z września 1939 roku.

Nie ma już żadnych wątpliwości, że warto prowadzić badania archeologiczne na Westerplatte. Kolejny sezon prac wykopaliskowych znowu bowiem powiększył liczbę pamiątek po Wojskowej Składnicy Tranzytowej (WST) oraz wiedzę na temat wyglądu terenu WST przed i we wrześniu 1939 roku. Pomimo wykonywania kompleksowych prac archeologicznych od trzech sezonów, odkryta ziemia za każdym razem zaskakuje bogactwem informacji i artefaktów.

Przypomnijmy, że w pierwszym sezonie badań archeologicznych (w 2016 r.), który objął około 8000 m2 potwierdzono położenie Wartowni nr 5 (zniszczonej podczas bombardowania 2 września 1939 r.) oraz udokumentowano relikty Willi Oficerskiej. Przy okazji udało się pozyskać aż 1648 zabytków wydzielonych [od red. z całego zbioru odszukanych obiektów wydziela się przedmioty szczególne i robi się tzw. zbiór zabytków wydzielonych, które muszą być poddane konserwacji i mogą być później wystawione] pochodzących od połowy XVII wieku do pierwszej połowy XX wieku.

image
Teren trzeciego etapu badań archeologicznych na Westerplatte. Fot. M.Dura

Zaprezentowano je potem na wystawie czasowej „Westerplatte w siedmiu odsłonach” zorganizowanej w Muzeum II Wojny Światowej, którego oddziałem od 2017 r. jest Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Przewodnim motywem tej ekspozycji stał się polski orzeł czapkowy wz. 19 wydobyty z okolic Wartowni nr 5, który został pogięty i nadtopiony prawdopodobnie w eksplozji jednej z bomb dnia 2 września 1939 r. Mottem całej wystawy, podobnie jak i całych wykopalisk prowadzonych na Westerplatte, był cytat z Biblii - „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło” (Św. Jan 6,12).

W drugim sezonie prac wykopaliskowych (w 2017 r.) skupiono się na udokumentowaniu reliktów dwóch obiektów pierwotnie wchodzących w skład kompleksu kurortu Ostseebad Westerplatte, a później (od 1926 roku) wykorzystywanych przez Polaków jako tzw. Stare Koszary i Budynek Administracyjny - północne skrzydło (południowe skrzydło zostało zniszczone przez port i dawną bazę Zarządu Dróg i Zieleni). Dokonano również eksploracji leja po bombie o wagomiarze 250 kg, znajdującego się tuż przy miejscu, gdzie stała Wartownia nr 5. Ostatecznie sprawdzono teren o powierzchni 4200 m2, a w inwentarzu zabytków wydzielonych po badaniach z 2017 r. pojawiło się 4235 kolejnych, cennych przedmiotów.

image
Teren badań archeologicznych w 2018 r. Poza ogrodzonym terenem wykopalisk widoczna Wartownia nr 1. Fot. M.Dura

W 2018 roku już wiadomo, że wykopano niemal 18500 artefaktów z czego 2657 stanowią zabytki wydzielone – przede wszystkim kontekstowo związane z WST lub obroną w 1939 roku (reszta to fragmenty ceramiki, kafli, butelek, gwoździe, ślady po kurorcie, itp.).

Co dokładnie robiono w 2018 r.?

Po zakończeniu prac archeologicznych w 2018 roku i liczbie zabytków wydzielonych już wiadomo, że nie był to wcale rok gorszy od dwóch poprzednich. A przecież badania prowadzono na terenie, gdzie w 1939 roku nie toczono najbardziej zaciętych walk. Obszar wykopalisk w 2018 roku nadal obejmował bowiem teren znajdujący się z lewej strony drogi w kierunku Pomnika na Westerplatte przed ruinami budynku Koszar i Wartownią nr 3.

image
Fundamenty i podpiwniczenie budynku wojskowego szaletu, w którym znalezione wiele cennych zabytków. Fot. M.Dura

Wykopy objęły miejsce, gdzie stało dawne Kasyno Podoficerskie, relikty wielofazowej zabudowy Kurhausu na Westerplatte oraz resztki murowanego budynku szaletu (obiektu 2703), którego część południową odsłonięto w 2017 r. Budynek ten odnaleziono niejako „przy okazji” (choć jego orientacyjne położenie znane było z archiwalnych planów) ponieważ przeszukując teren wykrywaczami metali natrafiono w tym miejscu na fragment szyny kolejowej (w projekcie badań archeologicznych zawarto zapis, że jeżeli w jakimś miejscu znajduje się przedmiot metalowy zalegający w nawarstwieniach archeologicznych to otwierany w tym miejscu jest wykop sondażowy).

image
Łuska i nabój polskiego pistoletu sygnałowego Perkun wz. 1924. Fot. M.Dura

Odsłonięto całość fundamentów, które - jak się okazało - zachowały się w bardzo dobrym stanie. Zbiornik kloaczny szaletu opróżniono przed rozbiórką szaletu, ale na jego dnie znaleziono kilka przedmiotów po polskich żołnierzach – w tym łuskę od polskiego pistoletu sygnałowego Perkun wz. 1924. W warstwie gruzowej znaleziono również emaliowaną tabliczkę z numerem obiektu i skrótem OK 8 (Okręg Korpusu ósmego), która pierwotnie była umieszczona na pobliskim budynku starego szaletu (wykorzystywanego do 1930 roku). Jak się okazało, po rozbiórce starego szaletu tabliczkę przeniesiono na nowy budynek zgodnie z wojskową zasadą „sztuka jest sztuka”.

image
Tablica z budynku szaletu z WST na Westerplatte. Fot. M.Dura

Zlokalizowano także hydrant, którego sygnowaną pokrywę zabrano do konserwacji. Jest on prawdopodobnie powiązany z Wojskową Składnicą Tranzytową (znalezisko to pozwoli odpowiedzieć, czy przed wojną udało się zbudować stałą instalację przeciwpożarową). Obok hydrantu znaleziono jedną ze ścian budynku wyburzonego jeszcze przed przejęciem terenu Składnicy przez polskich żołnierzy. Do piwnicy tego budynku Niemcy wrzucili stłuczkę naczyń ceramicznych (w której po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia wykopalisk odnaleziono ceramikę z napisami „Kurhaus Westerplatte”).

image
Hydrant odnaleziony przy Kasynie Podoficerskim. Fot. M.Dura

Kopiąc dalej odkryto piwnicę lodową przylegająca do Kasyna Podoficerskiego (a wcześniej budynku Kurhausu). W zimie ściągano tam tafle lodu, dzięki czemu miejsce to funkcjonowało latem jako naturalna lodówka (przechowywano tam produkty szybko się psujące). To właśnie z tego powodu zastosowano bardzo grube mury oraz kształt ceglanej podłogi ze środkowym odpływem wody (w którym obecnie wyrosło drzewo). Ta część budynku została wyburzona przez polskich żołnierzy w 1938 roku.

image
Posadzka „piwnicy lodowej”. Fot. M.Dura

Przy Kasynie Podoficerskim odkryto dodatkowo studzienkę kanalizacyjną, zbudowaną prawdopodobnie jeszcze na potrzeby kurortu wraz z odpływem i kolejną studzienka zbiorczą (wykonaną przez Polaków z zachowanym w betonie odciskiem buta osoby, która ją wznosiła).

Samo kasyno było budynkiem najbardziej skomplikowanym (rozbudowywanym w wielu fazach) i największym na terenie Westerplatte. Miało ono bowiem po przyziemiu powierzchnię około 1600 m2. Dlatego jego zbadanie rozłożono na dwa lata. Prace zaczęte w tym roku w części południowej zabudowań zostaną więc dokończone w przyszłym sezonie wykopaliskowym w 2019 r. Z planów wynika, że znajdowały się tam piwnice, sala bilardowa i inne ciekawe pomieszczenia.

Wszystkie odkryte obiekty zostały później zasypane. Rolą archeologów obecnie jest bowiem jedynie odszukanie i zrobienie dokumentacji, jak poszczególne zabudowania i instalacje wyglądały (zobrazowując np. wygląd poszczególnych fazy ich budowy i rozbudowy). Jest to konieczne, gdy się pamięta, że pierwsze budynki (wtedy jeszcze drewniane) na Westerplatte powstały w 1837 roku. Później były one wielokrotnie przebudowywane, a zachowane do dzisiaj plany okazały się mało dokładne.

O tym, czy to, co zostało obecnie przebadane ma zostać później w jakiś sposób wyeksponowane lub odbudowane zadecyduje już kto inny (np. konserwatorzy zabytków i historycy sztuki). Będzie to o tyle łatwe, że w ziemi pozostawiono nienaruszone i oczyszczone: większe posadzki, wylewki i fundamenty, oraz zabezpieczono szczególnie cenne i reprezentatywne elementy, jak np. zawory mosiężne od rurociągów, próbki cegieł z murów i belek konstrukcyjnych (najczęściej były to „pruskie” mury drewniano-ceglane). To one pozwalają bowiem dokładnie odtworzyć obraz tego, jak wyglądały poszczególne budynki oraz ich wyposażenie.

image
Zdjęcie wnętrza budynku kurortu niemieckiego na tle jego fundamentów i fundamentów późniejszego Kasyna Podoficerskiego. Porównując widać odsłonięte podczas prac archeologicznych m.in. wydzielone ceglane podpory odkrytej werandy. Fot. M.Dura

Przykładem może być fragment muru z resztkami po farbie z Wartowni nr 5 jaki znaleziono w drugim sezonie wykopalisk w zbadanym leju po bombie SC-250. To właśnie dzięki zachowanej na tym murze farbie można było określić, że najprawdopodobniej ani odrestaurowana niedawno Wartownia nr 4, ani Wartownia nr 1 nie są pomalowane w takich kolorach, jakie te budynki miały we wrześniu 1939 r.

Leje po bombach - raj dla archeologów

Prace archeologiczne na Westerplatte nie polegają na dokładnym „przekopywaniu” całego terenu, ale są prowadzone kompleksowo tylko w miejscach, gdzie stały jakieś budynki. Pozostały obszar jest natomiast poddany badaniom georadarowym, a następnie przeczesywany centymetr po centymetrze za pomocą wykrywaczy metali i tylko w miejscu otrzymywania jakiegoś sygnału prowadzi się wykopy sondażowe. W taki sposób zlokalizowano m.in. w 2017 r. budynek szaletu. Z kolei znajdując w innym miejscu dużą ilość łusek niemieckiej amunicji określono, że w czasie wojny znajdowało się tam prawdopodobnie stanowisko niemieckiej obrony przeciwlotniczej.

Doświadczenia pokazują, że jak na razie najwięcej zabytków wydzielonych znajduje się w dołach, gdzie doraźnie zakopywano śmieci przed wojną oraz w lejach po bombach i pociskach artyleryjskich. Z wkopów śmietnikowych są wydobywane pamiątki przede wszystkim z okresu przed przybyciem polskiego wojska na teren Westerplatte – z czasów, gdy na tym miejscu funkcjonował kurort. Znajdowana jest tam przede wszystkim stłuczka ceramiki i szkła (a nawet całe kufle po piwie, kieliszki do wina), czy stare monety.

image
Po raz pierwszy odnaleziona w czasie wykopalisk porcelana z oznaczeniami „Kurhaus Westerplatte”. Fot. M.Dura

Ciekawe obiekty znajduje się również wokół budynków. O ile bowiem same mury zostały rozebrane (cegły były później wykorzystane do budowy obozu koncentracyjnego w Stutthofie) to sam teren wokół nich pozostał nietknięty.

Prawdziwą skarbnicą wiedzy o czasach WST są jednak leje po bombach. Część z nich oczyszczono już po wrześniu 1939 roku przez Niemców (rękami polskich więźniów) i później zasypano drobnym gruzem z rozbiórki pobliskich budynków. Ale były też takie, których nie udało się całkowicie opróżnić z powodu np. poziomu występowania wód gruntowych. Teraz wszystko to, co znajdowało się poniżej archeolodzy mogą wydobyć i po konserwacji pokazać.

image
Prawdziwą skarbnicą wiedzy o czasach WST są leje po bombach, których Niemcy nie opróżnili poniżej poziomu wód gruntowych. Fot. M.Dura

Bardzo dobrze jest to widać w przypadku leja (o średnicy około 10 m) po bombie o wagomiarze 250 kg, która doprowadziła do zawalenia się części budynku Kasyna Podoficerskiego. W jego wnętrzu znalazły się bowiem nie tylko elementy konstrukcyjne (belki i fragmenty murów), ale również to, co znajdowało się w pomieszczeniach tej części budynku. Oczywiście Niemcy nakazali opróżnić to, co znajdowało się powyżej poziomu wód gruntowych.

image
Trzy pary przedwojennych butów saperskich znalezionych w leju po bombie. Fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

 Jednak w „mokrej” części leja pozostawiono wszystko i pomimo prawie osiemdziesięciu lat, teraz można z niej było wydobyć zachowane w bardzo dobrym stanie takie pamiątki jak np. dziewięć par butów – saperek wojskowych wzór 1931, podbitych charakterystycznymi ćwiekami i podkówkami, duże ilości fragmentów tkaniny prawdopodobnie z umundurowania, pozostałości po rogatywce garnizonowej wzór 1935 z zamocowanym orłem z nakrętką i paskiem (ale bez daszka), 8 orłów na czapki oraz odznaki na kołnierze i naramienniki polskich żołnierzy (pozostałości prawdopodobnie po podręcznym magazynie krawieckim i szewskim).

image
Wydobyte z leja po bombie narzędzia z warsztatu stolarskiego mieszczącego się w Kasynie Podoficerskim. Fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

W zawalonym budynku musiał być też warsztat stolarski, ponieważ w leju znaleziono zestaw narzędzi (np. strugów). Odkryto tam też już wykonywane rzeczy – w tym kolbę od broni myśliwskiej. Lej krył także np. polską gaśnicę przeciwpożarową sprzed 1939 roku oraz fragmenty pocisku kalibru 100 mm produkcji czeskiej. Potwierdziłoby to dane archiwalne o ostrzeliwaniu Wojskowej Składnicy Tranzytowej również przez baterię czterech dział kalibru 100 mm wz.14/19. Co więcej wiadomo, że ten ostrzał musiał być w okresie od 1 do 2 września ponieważ później odłamek ten nie mógłby już wpaść na samo dno leja spowodowanego przez bombę.

image
Polskie łódki nabojowe odnalezione w jednym z lejów. Fot. M.Dura

W podobnych, już zlokalizowanych lejach znajdowano wiele innych, cennych przedmiotów, jak np. dużą ilość szczątków polskiej amunicji (która prawdopodobnie była w tym miejscu rozbrajana) oraz stalowych, polskich łódek amunicyjnych (ułatwiające ładowanie karabinów).

Po co w ogóle wykopaliska na Westerplatte?

Prace archeologiczne realizowane na Westerplatte zaskakują z kilku powodów. Po pierwsze, nikt nie spodziewał się aż takiej liczby zabytków – w tym dokumentujących zarówno działanie samego kurortu Ostseebad Westerplatte, jak i obecność oraz obronę polskich żołnierzy w latach 1926-1939. Zabytki te po pewnym czasie uległyby niewątpliwie zniszczeniu, a teraz, po wydobyciu z ziemi i po konserwacji, mogą być prezentowane w czasie okolicznościowych wystaw, a później, miejmy nadzieję, w dedykowanym muzeum.

image
Znaleziony w leju po bombie SC-250 koło Kasyna Podoficerskiego emblemat z naramiennika z inicjałami „JP” (Józef Piłsudski) używany w: 1. pułku szwoleżerów, 1. pułk piechoty, 5. pp, 6. pp, 41 pp, 66 pp, 1. pułk artylerii lekkiej i Korpusie Kadetów nr 1. Fot. M.Dura

Wykopaliska zwiększyły także bezpieczeństwo na Westerplatte. Mało kto zdawał sobie bowiem sprawę, że na terenie wielokrotnie sprawdzanym i przeczesywanym przez saperów, znajdzie się jeszcze taka liczba niewypałów i niewybuchów. Najwięcej przedmiotów uznanych za niebezpieczne, bo aż 132 sztuki, znaleziono podczas wykopalisk z 2016 r. (w tym dwa pancerfausty, pociski 150 mm, oraz ładunek niemieckiej bomby zapalającej). A przecież miejsce, gdzie zgodnie z tradycją rozpoczęła się II wojna światowa, jest odwiedzane każdego roku przez tysiące turystów.

image
Oznaczenia z naramienników mundurów żołnierzy przedwojennego Batalionu Silnikowego (Oddziału saperów) z Modlina. Fot. M.Dura

To właśnie z tego powodu podczas prac archeologicznych zachowywane są cały czas warunki bezpieczeństwa a teren jest najpierw przeszukiwany przez saperów. Saperzy nadzorują także całość postępujących prac archeologicznych.

Poszukiwania prowadzone na Westerplatte dają obraz tego jak wyglądała Wojskowa Składnica Tranzytowa, a odsłaniane i dokumentowane resztki po wykorzystywanych tam obiektach (np. Starych Koszar lub Willi Oficerskiej) pozwolą na ich trwałe zabezpieczenie oraz opracowanie koncepcji ich rekonstrukcji. Część z nich może będzie np. odbudować lub wyeksponować w ramach planowej rewaloryzacji Pomnika Historii „Pole Bitwy na Westerplatte”.

Ale ważna jest również wiedza, gdzie dokładnie były położone poszczególne obiekty, oraz jak wyglądały w środku (szczególnie przydatny jest w tym przypadku układ fundamentów i podpiwniczeń). Tak było z lokalizacją Wartowni nr 5, która jest przecież miejscem śmierci co najmniej sześciu polskich żołnierzy. Okazało się, że szczątki tego budynku znajdują się pod brukiem, gdzie chodzą turyści - nie zdający sobie sprawy że jest to ziemia rzeczywiście uświęcona krwią polskiego żołnierza.

Dotychczasowe badania wskazują, że dostępne plany z 1926 r. zrobione podczas inwentaryzacji wszystkich budynków na potrzeby polskiego 1. Oddziału Wartowniczego (przejmującego ten teren) oraz mapa z 1934 roku nie są dokładne. Po odkryciu fundamentów poszczególnych budynków okazało się, że w rzeczywistości jest przesunięcie około półtora metra w kierunku wschodnim. To właśnie także dlatego powstała propozycja, by już teraz, w terenie, zaznaczyć w sposób widoczny dla zwiedzających Westerplatte obiekty sprawdzone podczas trzech pierwszych sezonów archeologicznych.

image
Kotwiczki – emblematy z kołnierzy mundurów żołnierzy z 1. Morskiego Batalionu Strzelców. 1. MBS w okresie od 1934 roku do 1937 roku wystawiał co pół roku pluton wartowniczy dla wzmocnienia załogi Westerplatte. Fot. M.Dura

Bardzo „przydatne” okazały się nawet leje po bombach i pociskach. Są one bowiem cenne nie tylko dlatego, że wewnątrz nich znajdowane są różnego rodzaju artefakty, ale również dlatego, że same w sobie dają obraz przebiegu walk na terenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Na ich podstawie można np. określić skuteczność niemieckiego ostrzału i nalotu z 2 września oraz jakie one przyniosły szkody. Było to ważne szczególnie w przypadku leju po bombie znajdującego się koło Wartowni nr 5.

Odsłonięto bowiem jego zarys w całości, a dodatkowo go wyeksplorowano pozyskując pamiątki pozostałe po wyburzeniu Willi Oficerskiej oraz co najważniejsze – po polskich żołnierzach walczących w zburzonej wybuchem Wartowni nr 5. Dodatkowo wstępnie udało się określić, jak ten wybuch przyczynił się do zniszczenia budynku i do śmierci znajdujących się wewnątrz Polaków.

image
Orzełki „mundurowe” - emblematy kołnierzowe przedwojennego 63. Toruńskiego Pułku Piechoty. Fot. M.Dura

W ten sam sposób można obecnie określić: z jakiego dokładnie kierunku nadlatywały niemieckie bombowce nurkujące Ju-87 (po układzie i kształcie lejów) oraz jak mało celne było bombardowanie. Jest to szczególnie widoczne w przypadku największego budynku - Kasyna Podoficerskiego, które było jedynie uszkodzone w dwóch miejscach. Samo rozbicie Wartowni nr 5 mogło więc być przypadkowe, ponieważ w jednym z pierwszych meldunków Luftwaffe jako jeden z celów bombardowania wskazywano znajdującą  się obok i lepiej widoczną Willę Oficerską. Może to oznaczać, że Niemcy nie wiedzieli, co tak naprawdę wchodzi w skład polskiego systemu obrony.

Pomoc w pracach jest nadal potrzebna

Kierownik Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 Mariusz Wójtowicz-Podhorski cały czas podkreśla, że obecnie prowadzone wykopaliska nie byłyby możliwe, gdyby nie pomoc, jaka płynie praktycznie z każdej strony. Jak zawsze otwarty na współpracę jest Morski Oddział Straży Granicznej i to nie tylko chroniąc „swój” teren, który jeszcze nie został przebadany archeologicznie, ale równie przechowując obiekty duże, których na razie nie ma gdzie umieścić (np. betonowy Krzyż Virtuti Militari z byłego Cmentarza Obrońców). Ta współpraca z MOSG może być potrzebna szczególnie w przyszłym roku, ponieważ dla uczczenia osiemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej rozważa się możliwość odszukania georadarem miejsca, gdzie we wrześniu 1939 roku znajdowała się Placówka Elektrownia. Jest to bowiem jeden ze stałych punkt obrony na Westerplatte, który do dzisiaj nie został jeszcze zlokalizowany.

image
Szczątki talerza z Kasyna Podoficerskiego z Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Fot. M.Dura

Tymczasem znalezienie go jest bardzo prawdopodobne, ponieważ Placówka Elektrownia była umocnieniami ziemno-drewnianymi i ślady po niej musiały na pewno w ziemi pozostać. Zachowały się dodatkowo zdjęcia lotnicze, które nakierowały badaczy w najbardziej prawdopodobne miejsce. Byłby to spektakularny sukces w ważnym 2019 roku, tym bardziej, że innych tego rodzaju miejsc – umocnień polowych z 1939 roku - na Westerplatte już nie ma. Wał ziemny, na którym znajdowała się Placówka Wał, zniwelowano w 1945 r. i odtworzono w 2007 r. (dzięki inicjatywie Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego i Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej WST na Westerplatte), nie ma też placówek sierżanta Deika, placówki Prom, placówki Przystań, które zrównano z ziemią lub zniszczono podczas przebudowy kanału portowego. Tylko na terenie zajętym przez JW2305 zachował się oryginalny wał, na którym znajdowała się placówka Łazienki i nie przekształcone miejsce, gdzie znajdowało się drugie stanowisk armaty ppanc.

Sukcesy archeologów powinny jednocześnie uczulić wszystkich na ochronę Westerplatte. Turyści oraz ludzie pracujący na tym terenie muszą więc zwracać uwagę i reagować na wszystkie „prace ziemne” i poszukiwania, jakie odbywają się poza wydzielonym terenem wykopalisk. Tylko w ten sposób uchroni się przed złodziejami te skarby, które jeszcze czekają na odkrycie. Nie można nawet dopuszczać do wykonywanie płytkich wykopów, jakie zrobiono w czasie inscenizacji historycznej we wrześniu 2018 roku koło Placówki Fort, Wartowni Nr 1 i Koszar, by umieścić w nich środki pirotechniczne. Takie działania mogą być bowiem realizowane tylko pod ścisłym nadzorem archeologicznym i za zgodą Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Kolejnym problemem są wandale. Przykładowo, w 2018 r. trzeba było ponownie oczyścić tzw. „popielnik”, który całkowicie opróżniono w 2017 r. W przerwie między wykopaliskami był on bowiem traktowany przez wandali jako ubikacja. Tymczasem obiekt ten jest zabytkiem, chociaż nie został jeszcze wpisany oficjalnie do rejestru. Zresztą niewystarczająca liczba toalet na Westerplatte wystawianych na cały rok (dwie sztuki) to cały czas bardzo mocno odczuwalny i nierozwiązany nadal problem. Ludzie więc korzystają z każdego miejsca (np. chowając się za drewnianą odłownią dla dzików).

Pomoc władz miasta Gdańsk będzie również potrzebna jeżeli chodzi o drzewostan. Jak się bowiem okazuje, to właśnie drzewa są jedną z największych przeszkód dla archeologów. Jak na razie w celu przygotowania wykopów udało im oczyścić teren tylko z dziko porosłych krzaków oraz „samosiejnego” drzewostanu o średnicy pnia do 15 cm. Pozwala to częściowo wyeksponować wszystkie odkrywane zabudowania oraz uzmysłowić naocznie, jak wyglądał cały teren w czasie działań wojennych we wrześniu 1939 roku.

Z powodu drzew wielu prac jednak nie można wykonać, czego przykładem jest opisywany wyżej lej po bombie SC-250 koło Kasyna Podoficerskiego. Już odkryto tam bardzo dużo zabytków, pochodzących bezpośrednio z budynku, który zawalił się do dziury w ziemi „otworzonej” siłą eksplozji. A przecież archeolodzy nie odkryli całego leja, a tylko wykonali niewielki wykop sondażowy. Reszta zabytków nadal czeka na wydobycie, co jest niemożliwe właśnie z powodu drzew, które same tam wyrosły już po wojnie. Jak na razie podlegający pod Urząd Miasta Gdańska Miejski Konserwator Zabytków nie chce wyrazić zgody, by je wyciąć – oczywiście tylko w tych miejscach, gdzie na taką konieczność wskazały planowane wykopy. Tylko wtedy będzie można wyeksplorować całą zawartość tego, już zlokalizowanego i częściowo przebadanego miejsca.

Westerplatte jest tak ważne, że pomocy udzielają nie tylko instytucje lub organy, ale również osoby cywilne, np. z różnego rodzaju stowarzyszeń, które nie otrzymują za to zresztą żadnego wynagrodzenia. Jak zawsze wyróżnia się w tym Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, które od 2002 stara się aktywizować wszystkie działania związane z WST. Chętni do pomocy są również harcerze i wielu polskich miłośników historii.

Oczywiście, cały czas pozostaje problem eksponowania odrestaurowanych zabytków. Już wiadomo, że takim miejscem nie będzie Muzeum II Wojny Światowej, którego narracja odbiega od tego, co można by rzeczywiście pokazać po wykopaliskach i badaniach na Westerplatte. Wcześniej nie było z tym żadnego problemu, ponieważ nieliczne pamiątki po obrońcach WST mieściły się w jednym z pomieszczeń Wartowni nr 1.

Teraz zabytków wydzielonych znalezionych na terenie Westerplatte jest już ponad 8500, a będzie ich na pewno wielokrotnie więcej. Czas więc wreszcie podjąć decyzję na temat tego, jak rzeczywiście powinien wyglądać teren Wojskowej Składnicy Tranzytowej i czy rzeczywiście nie należy zbudować oddzielnego muzeum Pola Bitwy Westerplatte. Można mieć tylko nadzieję, że w żaden sposób nie będzie to decyzja podyktowana jakimś celem politycznym, a po prostu naturalnym patriotyzmem.

 

Dziękuję za pomoc przy pisaniu tego artykułu kierownikowi „Muzeum Westerplatte i Wojny 1939” Mariuszowi Wójtowicz-Podhorskiemu, kierownikowi badań archeologicznych Filipowi Kuczmie, oraz archeologom – Wojciechowi Samólowi i Adamowi Dziewanowskiemu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 10
MAREK SW
poniedziałek, 31 grudnia 2018, 06:24

Komandorze Maksi. Szacun

lex
wtorek, 25 grudnia 2018, 12:47

Do mietek. Widzisz, nie w tym rzecz. Ci Niemcy co zginęli nie mieli wielkiego znaczenia, ale doprowadzenie przez Polskę do wojny, której można było uniknąć miało, bo zginęło sześć milionów obywateli Polski. A wiedziano, że w tamtej sytuacji politycznej Polska nie ma żadnych szans, jak historia pokazała stracono wszystko a mimo wszystko oszukano naród: "silni, zwarci gotowi".

say69mat
wtorek, 18 grudnia 2018, 10:03

...??? Co w temacie refleksja??? Czy tragedia Westerplatte uzmysłowiła wojskowym planistom oczywistą oczywistość, że bez możliwości udzielenia wsparcia lub ewakuacji. Nie wystawia się żołnierzy nieprzyjacielowi na talerzu. Na talerzu - bodaj - bohaterskiej obrony niezłomnej placówki Westerplatte.

Ryszard Kołaczek
poniedziałek, 17 grudnia 2018, 15:48

Jednak dalej jest mała niescisłość: nazwa 1. Morski Batalion Strzelców była używana dopiero od 1937r. po przemianowaniu Morskiego Batalionu powstałego w 1919r. Czyli straż w Westerplatte musiał od 1934r. do 1937r. pełnić właśnie Batalion Morski.

Ryszard Kołaczek
poniedziałek, 17 grudnia 2018, 01:26

Piękne opracowanie. Tylko przy opisie kotwiczki jest nieścislosć - 1. Morski Pułk Strzelców powstał dopiero w marcu 1939r. z rozwinięcia 1. Morskiego Batalionu Strzelców z powodu zagrożenia wojną.

Znający historię.
niedziela, 16 grudnia 2018, 15:03

Obrona Westerplatte , tak, jak i cała kampania wrześniowa inaczej, niż pisze "robercik" spełniła swoje zadania. Nie udało się niemieckim nazistom opanować kolejnego kraju bez wysiłku. Musiała się rozpocząć II wojna światowa, która doprowadziła do pokonania nazistów z dużym udziałem Polski. Straty, które Niemcy ponieśli w wrześniu 1939 roku były dużo wyższe , niż się powszechnie uważa - porównując np. z walkami we Francji w roku 1940. Te straty uniemożliwiły hitlerowcom uderzenie na Francję już w roku 1939, jak to było wcześniej planowane. Cenne miesiące z kolei pomogły w przygotowaniu się do walki przez Anglię.

mietek
niedziela, 16 grudnia 2018, 13:55

@wąsik "była to zupełnie niepotrzebna obrona pustej składnicy w sytuacji w pełni funkcjonującego portu Gdyńskiego. W sierpniu 1939 rok należało ewakuować załogę Westerplatte i sprzęt na Hel." A ilu niemców zginęło w czasie ataku na Westerplatte? A może ci niemcy, jeżeli nie zginęli by na Westerplatte, za kilka tygodni mordowaliby polskich cywili na Kaszubach i Kociewiu? Może dzięki temu kilkudziesięciu/kilkuset Polaków ocalało?

dim
sobota, 15 grudnia 2018, 23:21

Uznanie dla Autora za ogromną - całą duszą i sercem - pracowitość.

wąsik
sobota, 15 grudnia 2018, 21:19

Proponuje pozostawić wszystko jak jest, nie odbudowywać, to nie ma sensu. Wykopane "zabytki" nie mają większej wartości, to co było na Westerplatte jest powszechnie znane. Szkoda, że teraz są ruiny, była to zupełnie niepotrzebna obrona pustej składnicy w sytuacji w pełni funkcjonującego portu Gdyńskiego. W sierpniu 1939 rok należało ewakuować załogę Westerplatte i sprzęt na Hel.

rob ercik
sobota, 15 grudnia 2018, 12:22

Bardzo dobrze. Trzeba pielegnowac pamiec o bochaterach, ale trzeba tez przypominac o totalnej nieudolnosci sanacyjnych wladz. Zaden z wyznaczonych celow nie zostal osiagniety ( obrona Westerplatte czy Poczty Gdanskiej mialy trwac kilka godzin ). Podobe zauroczenie sojusznikai i brak kompetencji ( poza lizusostwem ) obserwujemy, niestety i dzis.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama