Polska może się wzorować na Izraelu w kwestii przemysłu zbrojeniowego?

7 sierpnia 2016, 16:27
Merkava
Czołg Merkava 4 - jeden z symboli izraelskiego przemysłu zbrojeniowego. Fot. IDF/flickr.

W perspektywie kilku najbliższych lat polską armię czeka gruntowna modernizacja. W projekcie „Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, opublikowanym ostatnio przez Ministerstwo Rozwoju, mówi się o przeznaczeniu na obronę narodową nawet 2,5 proc. PKB.  Chodzi nie tylko o zakup nowoczesnego sprzętu i rozwinięcie możliwości projekcji siły polskiej armii. Równie ważnym celem jest wygenerowanie impulsu gospodarczego i innowacyjnego dla polskiego przemysłu i to nie wyłącznie zbrojeniowego - pisze na blogu Defence24.pl Jarosław Kruk. 

Jak można dokonać tego najskuteczniej, unikając niekonkurencyjnych następstw wynikających zazwyczaj z państwowego nadzoru nad tak ważną dziedziną gospodarki? Co uczynić, by zamawiany sprzęt był produkowany w jak największym stopniu przez podmioty polskie, zastosowanie offsetu skutkowało transferem wysokich technologii do naszego kraju, a w wypadku sprzętu zagranicznego mógłby być on serwisowany a nawet modernizowany tutaj na miejscu?

Krajem, któremu należy przyjrzeć się z uwagą, szukając dobrego przykładu dla Polski, jest Izrael. Warto to uczynić pomimo wszelkich różnic, których skalę wyznacza wyjątkowo wysoki poziom technologii oferowanej przez stronę izraelską czy równie wysoki poziom tamtejszej wiedzy wojskowej wynikający z zaangażowana izraelskiej armii w operacje na Zachodnim Brzegu, strefie Gazy, utrzymywanie w ryzach libańskiego Hezbollahu i licznych grup zbrojnych kontrolujących terytorium syryjskie u granic Izraela. Zagrożenia te trudno wyobrazić sobie w naszym kraju nawet w wypadku konfliktu hybrydowego. Również budżet obronny Polski to obecnie zaledwie 60-65 proc. wydatków izraelskich. Pamiętajmy jednak o tym, że nakłady na polską armię będą się regularnie zwiększać, natomiast Izrael już dzisiaj musi przeznaczać dużą część budżetu na szkolenie i utrzymanie nowych roczników poborowych, na bieżące operacje bojowe i dość częste, chociaż prawie zawsze tylko częściowe, mobilizacje. Te pozycje nie obciążają polskiego budżetu obronnego.

Przejdźmy do meritum. Jak Izrael stymuluje rozwój własnego przemysłu zbrojeniowego? Jednym z najważniejszych zagadnień jest wybór właściwych priorytetów, którymi rząd Izraela kieruje się wskazując dziedziny inwestowania. Według izraelskiego generała Izraela Tala służą temu cztery kryteria:

1. Odmowa przez inne państwa sprzedaży Izraelowi określonego sprzętu bądź technologii powinna skłaniać go do inwestowania w te sektory.

2. Ścieżkę rozwoju technologicznego Izraela powinny wytyczać dostępne zasoby miejscowego kapitału ludzkiego.

3. Ważne kryterium to niższe koszty produkcji sprzętu w Izraelu w porównaniu z importem jego zagranicznych odpowiedników.

4. Izrael powinien koncentrować się na produkcji broni i technologii odstraszania regionalnego, zwłaszcza w wypadku niemożności zakupienia jej od innych państw.

Piąte kryterium, które nie zostało tu wymienione, a jest równie ważne w procesach decyzyjnych Izraela - zarówno jako narzędzie finansowania przemysłu, jak i prowadzenia polityki zagranicznej -  to możliwości eksportowe izraelskiego przemysłu zbrojeniowego.

W Izraelu działają firmy zbrojeniowe będące w całości własnością państwa („Israel Aerospace Industries”, „Israel Military Industries”, „Rafael Advanced Defense Systems”), także te, które funkcjonują jako spółki akcyjne („Elbit Systems”) i takie, które pozostają całkowicie w prywatnych rękach („Solatam Systems”, „Israel Weapon Industries” „Israel Shipyards”). Niektóre z nich, jak „Israel Weapon Industries” i „Israel Shipyards”, zostały założone przez państwo, a następnie sprywatyzowane w celu maksymalizacji zysku.

W pewnej sprzeczności z doktryną uniezależnienia się pozostają relacje Izraela ze Stanami Zjednoczonymi, w obecnej formie kształtujące się od połowy lat 70. To prawda, że Izrael otrzymuje z tej strony znaczącą pomoc finansową (ponad 3 miliardy dolarów, a ostatnio mówi się o jej zwiększeniu do 5 miliardów), technologiczną i logistyczną. Jednak nie odbywa się to bez żadnych korzyści finansowo-politycznych dla strony amerykańskiej. Po pierwsze, Departament Stanu często dyktuje Izraelczykom, komu, co i na jakich zasadach mają prawo sprzedawać. Wielokrotnie, skutecznie zawetował także sprzedaż zaawansowanej broni krajom takim jak Chiny, Indie czy Rosja. W 2000 roku, właśnie na polecenie Amerykanów, Izrael odwołał dostawy dronów rozpoznawczych dla Chin, mimo że były już opłacone. Parokrotnie rząd USA zmusił Izrael do porzucenia projektów stanowiących niebezpieczną konkurencję dla amerykańskiego przemysłu i nadmiernie uniezależniających mniejszego partnera.

Najboleśniejszym doświadczeniem dla Izraelczyków była wymuszona rezygnacja z produkcji własnego samolotu wielozadaniowego czwartej generacji „Lavi”, który pod koniec lat 80-tych mógł stanowić poważną konkurencję dla F-16. Pomimo wydania prawie 2 miliardów dolarów i już gotowych prototypów, program został całkowicie zawieszony, a jego efekty przekazane Amerykanom. Dodatkowo Amerykanie zapewnili sobie wyłączność na wiele rodzajów izraelskiej technologii. Ostatnio, pod wpływem bliskowschodniej polityki amerykańskiej (umowa z Iranem czy działania dyplomatyczne USA w trakcie ostatnich walk z Hamasem), zaczęto mówić w Izraelu o potrzebie uniezależnienia się od USA. Pojawiły się też, firmowane przez poważne źródła, idee przyszłej bliższej współpracy z Chinami. Czas zweryfikuje te pomysły być może szybciej niż sądzimy, zwłaszcza że system bezpieczeństwa w tej części świata zmienia się gruntownie na naszych oczach.

Ważnym elementem wspierania przez Izrael rodzimego przemysłu obronnego jest „wywiad technologiczny” – pozyskiwanie technologii nieoficjalnymi drogami i metodami. Od dawna wiadomo, że jest to głównym polem działania Mosadu, a i izraelski wywiad wojskowy (Aman) również przeznacza na ten cel spore środki. „Pozyskane” w ten sposób technologie są przekazywane izraelskim producentom (nie tylko zbrojeniowym). Nic więc dziwnego, że na wysokich stanowiskach i w radach nadzorczych firm zbrojeniowych i powiązanych z nimi (państwowych i prywatnych) zasiadają byli szefowie i oficerowie służb wywiadowczych, nie mówiąc już o współpracownikach tych służb. Jedną z najsłynniejszych „kopii” wykonanych przez izraelski przemysł zbrojeniowy były samoloty „Nesher” i „Kfir” wzorowane na francuskim myśliwcu Dassault Mirrage 5. Ich plany pozyskano, jak głosi jedna z wersji tej historii, z niezidentyfikowanego „szwajcarskiego źródła”.

Powiązana do pewnego stopnia z wywiadem, acz nie całkowicie, jest polityka imigracyjna Izraela i sposób, w jaki wspiera ona przemysł obronny. Izrael aktywnie rekrutuje w diasporze utalentowanych naukowców i konstruktorów pochodzenia żydowskiego. Poznałem kiedyś osobę niezwykle utalentowaną w dziedzinie fizyki, która w wieku szesnastu lat otrzymała propozycję finansowania imigracji do Izraela i przyspieszonej edukacji (połączonej z odsunięciem w czasie służby wojskowej, a następnie odbywaniem jej w ramach swoich umiejętności). Nie muszę dodawać, że osoba ta nie miała potem najmniejszych problemów ze znalezieniem pracy w izraelskim przemyśle high-tech. W latach 90. Izrael skutecznie wykorzystał masową imigracje z rozpadającego się Związku Sowieckiego na potrzeby swojego hitu eksportowego, jakim stała się modernizacja post-sowieckiego sprzętu wojskowego.

Ostatnim, aczkolwiek najważniejszym elementem wspierania przez Izrael rodzimego przemysłu obronnego jest umiejętne wykorzystanie polityki zagranicznej i offsetowej dla zdobywania nowych technologii. Służą temu dobre rozwiązania prawne, umiejętność stosowania różnorodnych narzędzi polityki zagranicznej i, co może najważniejsze, zdolność do zaoferowania swoim partnerom czegoś w zamian. Nie chodzi tu nawet o korzyści materialne, lecz o własny „high-tech”, „know how” i kapitał polityczny. Wspomnianą już ilustracją możliwości przemysłu zbrojeniowego Izraela jest współpraca z USA w dziedzinach technologii rakietowej, komunikacyjnej i lotniczej prowadzona przez „Elbit Systems” i „Rafael”. Poczynając od samolotów F-16 i F22, poprzez elektronikę dla „Apaczy” i systemy radarowe trudno byłoby dzisiaj znaleźć w amerykańskiej armii zaawansowaną technologię wojskową pozbawioną istotnego wkładu izraelskiego. Zależność ta działa także w drugą stronę, by wspomnieć chociażby o systemie obrony powietrznej „Iron Dome”, który nie powstałby bez intelektualnego i finansowego wsparcia USA. Zaawansowana kooperacja izraelskich przedsiębiorstw obejmuje też podmioty brytyjskie, włoskie i francuskie, a nawet kraje takie jak Rumunia, gdzie swoją odnogę posiada „Elbit”.

Rozwijając własny przemysł zbrojeniowy Polska może wzorować się na Izraelu w niektórych wymienionych dziedzinach. W ramach wzmocnienia wschodniej flanki NATO zręczna dyplomacja powinna przyczynić się do uzyskania znacznej pomocy na cele militarne i to nie tylko od Stanów Zjednoczonych, ale też od krajów skandynawskich. Tak jak w wypadku Izraela nie chodzi tu wyłącznie o środki finansowe i sprzęt, lecz przede wszystkim o pozyskiwanie wysokich technologii i linii produkcyjnych w ramach mechanizmów offsetowych i innych inwestycji w nasz rodzimy przemysł. Poszukiwanie kapitału ludzkiego poza granicami naszego kraju, zwłaszcza w środowiskach polonijnych, może również przynieść obiecujące efekty. Pamiętajmy o trudnej sytuacja Ukrainy i niepewnej przyszłości Białorusi i Rosji. Kraje te mogą być źródłem talentów, zwłaszcza gdybyśmy chcieli rozwijać swój sektor modernizacji post-sowieckiego sprzętu wojskowego jak to ostatnio zapowiadał Pan Sekretarz Stanu Bartosz Kownacki. Generalnie lepiej by było aby specjaliści z Zaporoża, Nikołajewa itd. nie emigrowali do Rosji tylko do nas. I jeszcze jedna uwaga do prowadzenia takiej polityki: wymagane jest precyzyjne określenie kilku realnych celów, które zamierzamy osiągnąć za 10-12 lat, określenie metod ich realizacji oraz odrobina zdrowego państwowego cynizmu. Następny odcinek będzie o możliwym wzorze skandynawskim.

Autor: Jarosław Kruk Radca Prawny i Partner zarządzający w Kancelarii Prawniczej Kruk i Wspólnicy Aleksander Czyżewski 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 19
Reklama
pk79
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 17:13

Broń atomowa i szerszy liberalny dostęp do broni palnej (broń w każdym domu) i nic nam nie grozi. Powtarzam to od lat...to bardzo proste ale wymaga odwagi polityków a tej im brakuje.

dropik
wtorek, 9 sierpnia 2016, 08:43

To jakaś naiwna wiara,że ktokolwiek bierze pod uwagę broń, którą posiadają cywile w kraju przeciwnika (przeważnie pistolety), przy planowaniu z nim wojny. A bron atomowa ? my np 20 bomb przenoszonych przez F16 vs ruski arsenal ? Nic by to nam nie dało. Nawet taka GB czy FR nie może się czuć bezpiecznie w razie konfliktu z FR.

tadek
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 18:43

Broń atomową, jak wiadomo, można kupić w każdym sklepie z bronią atomową. A zamiast broni palnej w każdym domu możesz dać każdemu dzidę i łuk - będą tak samo skuteczne przeciwko broni termobarycznej, kasetowej czy zwykłej artylerii, a dużo tańsze. I mniejsza szansa że będziemy mieli na co dzień strzelaniny jak w USA, gdy jeden sąsiad pójdzie do drugiego pożyczyć za pomocą pistoletu 10zł na flaszkę.

WojtekMat
wtorek, 9 sierpnia 2016, 08:06

"Ważne kryterium to niższe koszty produkcji sprzętu w Izraelu w porównaniu z importem jego zagranicznych odpowiedników." Siła izraelskiego przemysłu polega na tym, że skoncentrowali się głównie na tych obszarach, które zapewniają ciągłość produkcji. Nie bawią się w opracowywanie czegoś co można taniej i szybciej kupić za granicą (np. armaty morskie). A u nas : nawet niech będzie i 10 razy droższe byle nasze. W efekcie nie dość, że mamy mniej to jeszcze to co mamy jest niedopracowane i gorszej jakości. Środki w naszym posiadaniu są ograniczone, więc należało by porzucić imperialne plany gwiezdnych wojen, zejść na ziemię i zacząć robić to co jesteśmy w stanie i czego produkcja nie będzie liczona w sztukach.

Wuj Dobra Obronna Rada
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 15:36

1. Odpolitycznić obronność. 2. Tonować związkowców z polskich i "polskich" zakładów - tych których zakłady mało mogą, a oni mogą szczególnie dużo ... krzyczeć. 3. Realistyczne podejście do możliwości finansowych MON i technologicznych polskiego przemysłu zbrojeniowego. 4. Fachowcy a nie polityczne nadanie.

Piłsudski
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 14:42

Jak najbardziej polska powinna posiadać broń jądrową Polska nie odrobiła lekcji z Holocaust jaką przeżyła

as
środa, 10 sierpnia 2016, 19:52

Izrael jest w stanie permanentnej wojny. Ma trochę inną sytuację, bo musi mieć wszystko na już i działające. My żyjemy na zielonej wyspie szczęśliwości.

tutrew
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 21:46

Zamiast wziąć się solidnie do roboty i wreszcie coś sensownego wyprodukować, coś co będzie nowoczesne, konkurencyjne i z szansą na eksport to ciągle, od wielu wielu lat snujemy i bredzimy jakieś urojone wizje, że będziemy jak: Korea, Turcja, Japonia...ostatnio modne Włochy. Może zostańmy Polską ale skończmy z tymi konferencjami, spotkaniami, dialogami etc i etc i wreszcie cos zróbmy. Swego czasu, na tym portalu nie było dnia bez informacji jak to kolejny instytut badawczy, uczelnia, firma podpisały jakis tam papierek o wzajemniej pomocy w badaniach nad produkcja czegoś super hiper nowoczesnego. Oczywiście to totalna ściema bo do tej pory nic się takiego z tych powiązań nie urodziło ale zamiast popędzic to towarzystwo wzajemnej adoracji do prawdziwej roboty to my dalej....wzorujmy sie na...na...na...Izraelu...za tydzień będzie: powinnismy byc jak Irlandia ...albo Chiny...o to jest dobre...wzorujmy się na Chinach...a moze na Mogadiszu? nie? za słabe....no to wzorujmy się na Australii....z takim podejściem to nie dziwne że jesteśmy 100 lat za...no wiecie za kim!

WojtekMat
wtorek, 9 sierpnia 2016, 08:11

Problemem nie jest wzorowanie się na kimś. Wiele się można od innych nauczyć. Problem w tym, że politycy mówiąc o "drugiej" Japonii/Korei mają na myśli nie sposób w jaki te państwa doszły do aktualnego poziomu rozwoju, tylko ten poziom. To tak jakby ktoś chciał się wzorować na Billu Gates'ie mając na myśli tylko jego aktualny stan konta (chcę być miliarderem) a nie drogę jaką przebył aby tenże stan konta osiągnąć.

woj
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 14:23

Powinniśmy się wzorować oczywiście na Izraelu, ale i na Turcji, która na tym polu też świetnie sobie radzi.

ja
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 14:22

O czym my mówimy? Jak USA będą nas dotować w takim zakresie, jak Izrael i zgodzą się, żeby część kasy szła na rozwój technologii militarnych, to za kilkanaście lat możemy faktycznie doczekać się efektów. Wiadomo jednak, że tak się nie stanie, wobec czego "wzorowanie się" to jakaś mrzonka. Polska powinna produkować sama to, co potrafi, czyli np. lekką broń, radary, środki łączności, transportu, itd., a zaawansowane systemy np. samoloty, czołgi, systemy rakiet opl, należy kupować jak najtaniej. Transfery technologii - może i warto czasami to robić, ale ględzenie przy każdej okazji, że albo offset, albo nie kupimy, jest śmieszne. Płacimy przez to więcej niż za zakup czystego sprzętu i pozyskujemy know-how, które nam się do niczego nie przydaje.

razem
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 20:59

Mysle ze Polska Armia powinna nawiazac kontakt z Izraelem i kupic licencje na Czołg Merkava 4

dropik
wtorek, 9 sierpnia 2016, 08:33

lepiej już nie myśl. to nie jest czołg na europejski teatr działań

Kamil
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 13:21

W naszym przypadku z gadania, myślenia i analiz nic nie dokonano. Przyjdzie nowa władza jak nie po najbliższych to kolejnych wyborach i wrócimy do punktu wyjścia.

Tom
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 19:47

Mądry artykuł, dalekowzroczne myślenie. Ukraina zaiste posiada technologie jądrowe i rakietowe a także specjslistow z dużym doświadczeniem w tych dziedzinach. Należy ich nakłonić do przyjazdu do polski. I to szybko, czas nagli. W innym wypadku kwestią czasu jest kiedy wchłonie ich Rosja.

tadek
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 22:57

O ile specjalistów od rakiet, to kiedyś faktycznie posiadała (ale pewnie większość siedzi od dawna w Rosji), o tyle ze specjalistami od broni A może być słabo, bo wszystkie ważniejsze ośrodki badawcze z atomistyki mieściły się w matuszce Rossiji, a Ukraina dostawała gotowce "do zainstalowania i użycia". Problemem może też być rozproszenie produkcji w ZSRR, żeby żadna z republik nie posiadła pełnej technologii w żadnej ważniejszej dziedzinie.

Tomek72
poniedziałek, 8 sierpnia 2016, 19:42

Bardzo ciekawy artykuł. Zawsze powtarzam uczmy się od lepszych ... Z wikipedii tytułem ciekawego uzupełnienia nt:IAI Nesher "...Techniczne szczegóły uzyskano dzięki pracy szpiegów Mosadu. Według nowszych źródeł Francja, która przejęła już zbudowane dla Izraela Mirage 5J jako 5F w 1972 roku, zgodziła się dostarczyć w tajemnicy zestawy do zmontowania samolotów na miejscu przez IAI, w procederze miały brać również udział samoloty El Al lądujące w Mérignac, a w dokumentach miały być sklasyfikowane jako części zamienne do Mirage III. W ramach tej nieujawnionej licencji Izrael otrzymał pełną dokumentację techninczą, pozbawioną jednak planów kluczowych podzespołów tj. silników od ATAR..." "...Wersja z wykradzeniem całej dokumentacji mogła powstać, aby wytłumaczyć obecność samolotów objętych embargiem w Izraelu, Francuzi skorzystali na nim sprzedając około 200 Mirage 5 do krajów arabskich..."

one dolar
czwartek, 18 sierpnia 2016, 20:43

Siła izraelskiego przemysłu zbrojeniowego leży w amerykańskich dolarach przyznawanych Izraelowi przez kongres USA i liczy się w miliardach zielonych papierków.

Israeli
środa, 31 sierpnia 2016, 19:52

First, you should know that US military aid is yearly ~$3B. Second, Israeli Defense Budget is $18.5B.. So Israeli's as you can see are very much independent and counting mainly on its on technology (IAI, ELBIT, RAFAEL, IMI..)

Tweets Defence24