Reklama

Polski przemysł zabezpiecza Morską Jednostkę Rakietową [WYWIAD]

1 marca 2018, 11:12
Zdj MJR 5
Fot. M. Dura.

Wojskowe Zakłady Elektroniczne S.A. jako „offsetobiorca” zostały wskazane do stworzenia centrum serwisowania mojego sprzętu. (…) Bez umowy serwisowej z Wojskowymi Zakładami Elektronicznymi S.A. musielibyśmy wysyłać sprzęt (w tym rakiety) na przeglądy do Norwegii lub sprowadzać do Polski norweskich specjalistów. – mówi w rozmowie z Defence24.pl kmdr Artur Kołaczyński, Dowódca Morskiej Jednostki Rakietowej. W wywiadzie mowa też o planach rozwoju MJR i koncepcji wykorzystania systemu rakietowego.

Maksymilian Dura: Wojskowe Zakłady Elektroniczne S.A. (WZE) podpisały w lipcu 2017 roku z Inspektoratem Wsparcia Sił Zbrojnych (IWspSZ) umowę dotyczącą kompleksowego serwisowania dywizjonów rakietowych Morskiej Jednostki Rakietowej (MJR). Podpisanie tego kontraktu coś zmieni w sposobie funkcjonowania jednostki?

Kmdr Artur Kołaczyński, Dowódca Morskiej Jednostki Rakietowej: Bardzo dużo. Przede wszystkim nie musimy się już martwić o transporty zagraniczne, odprawy celne itp. Bez umowy serwisowej z WZE S.A. musielibyśmy wysyłać sprzęt (w tym rakiety) na przeglądy do Norwegii lub sprowadzać do Polski norweskich specjalistów.

Transport, przede wszystkim jeżeli chodzi o same pociski, musi być zgodny z zaleceniami międzynarodowej konwencji ADR, regulującej sposób przewozu ładunków niebezpiecznych. Jest to proces złożony już przy organizowaniu przewozu na terenie Polski, a przy konieczności dostawy za granicę stanowi operację skomplikowaną i kosztowną. Można oczywiście wspomóc się organizując przerzut np. okrętem. Jednak na tak duże odległości jest to skomplikowane organizacyjnie, kosztowne oraz czasochłonne.

Na szczęście na etapie podpisywania umowy z Kongsbergiem przy zakupie pierwszego nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego (ndR), WZE S.A. jako „offsetobiorca” zostały wskazane do stworzenia centrum serwisowania mojego sprzętu. Ułatwi to nam pracę, ponieważ w przypadku przewozu sprzętu i rakiet tylko do WZE S.A. w Zielonce możemy to zrobić już transportem kołowym, poruszając się tylko na terenie Polski. A w tym mamy duże doświadczenie. 

Rakiety są przechowywane w kontenerach, dlaczego konieczny jest serwis i przewóz?

Chodzi przede wszystkim o ich recertyfikację po 10 latach przechowywania w kontenerach. Ale i wcześniej są one cyklicznie sprawdzane. Jesteśmy bowiem sami w stanie wykonywać całość bieżących, nakazanych instrukcjami, czynności obsługowych. Natomiast czynności serwisowych wymagających np. wyjęcia rakiety z kontenera jednostka sama nie zrobi. Na szczęście operacji tej nie wykonuje się często – najczęściej co 10 lat, lub jeżeli wyniknęłyby jakieś niesprawności stwierdzone np. w trakcie procesu diagnostycznego. Podpinamy wtedy rakietę, a właściwie cały kontener pod system diagnostyczny i jeżeli wyszłyby jakieś niesprawności wówczas taki moduł lub cały element musiałby zostać przekazany serwisantowi do dalszego zdiagnozowania i naprawy.

Fot. M. Dura
Fot. M. Dura

Ile było takich wypadków niesprawności rakiety NSM od czasu ich przyjęcia?

W zasadzie jeżeli były nawet jakieś przypadki niesprawności, to były one od razu usuwane. Do tej pory nie było przypadku, by trzeba było wysłać rakietę do naprawy do Norwegii. Pociski NSM charakteryzują się dużą niezawodnością i bardzo wysoką sprawnością techniczną. 

W jakim stopniu umowa pomiędzy IWsp SZ a WZE S.A. zmieni proces serwisowania systemu NSM? Czy opracowano nowe, oddzielne procedury, na przykład dotyczące sposobu przerzutu?

Umowa serwisowa nie wymusza od jednostki podejmowania jakiś nowych czynności czy też wdrażania procedur uzupełniających. Wbrew pozorom transport drogowy takiej rakiety w Polsce nie sprawia nam trudności organizacyjnej, ponieważ nabraliśmy w tym wprawy. Taką potrzebę przewozu pocisków zgłasza się po prostu odpowiednio wcześniej, a potem postępujemy według gotowych procedur na transport ładunków niebezpiecznych. Natomiast pozostały sprzęt przewożony jest na ogólnych zasadach.

Oprócz tej umowy zawartej z WZE S.A., jakie są oczekiwania jednostki wobec przemysłu? Czy są dodatkowe elementy, które mogłyby wesprzeć eksploatację systemu wykorzystywanego w MJR?

Obecnie nie znajduję takich obszarów – szczególnie w zakresie zabezpieczenia bojowego. Oczywiście musimy pamiętać, że umowa serwisowa zawarta pomiędzy IWsp SZ a WZE S.A. dotyczy sprzętu, który został dostarczony do tzw. „pierwszego” dywizjonu, czyli tego ndR-u, który jest już gotowy operacyjnie. „Drugi” dywizjon takiej umowy nie ma, ponieważ cały przekazany sprzęt polega jeszcze gwarancji. 

Potem wejdzie on w cykl serwisowania w ramach WZE S.A.?

Będzie musiał podlegać serwisowaniu i jakiś serwisant będzie musiał zostać wskazany. Jednakże jego wybór nie należy do moich kompetencji. 

W jaki sposób przebiega wdrażanie sprzętu dla drugiego dywizjonu?

Sprzęt drugiego dywizjonu jest już fizycznie w całości przyjęty przez jednostkę, natomiast trwają jeszcze końcowe testy sprawności i poprawności. Druga połowa stycznia poświęcona jest takim właśnie testom. Mówimy tu o wszystkich elementach wchodzących w skład systemu, a więc o całej jednostce, czyli tak naprawę o integracji obu dywizjonów.

Fot. M. Dura
Fot. M. Dura

Istnieją różnice pomiędzy „pierwszym” a „drugim” dywizjonem? Zostały wprowadzone określone poprawki lub zmiany?

Jest to ten sam stan ilościowy, jakościowy i sprzętowy. Wnioski z eksploatacji „pierwszego” dywizjonu spowodowały pewne zmiany, ale nie mające wpływu na skład i bojowe wykorzystanie systemu.

To były jedynie drobne zmiany w konstrukcji samych pojazdów, ale nie w ich podwoziach, tylko kontenerów, w znacznym stopniu usprawniające tak naprawdę ich obsługę. Założeniem umowy było jednak, aby oba dywizjony były praktycznie takie same.

W systemie NDR bardzo istotne znaczenie ma oprogramowanie. W jaki sposób odbywa się jego aktualizacja, również po zakończeniu gwarancji?

Oprogramowanie podlega aktualizacji, co jest realizowane przez wykonawcę umowy. Robią to WZE S.A. wraz z przedstawicielami firmy Kongsberg, wówczas gdy pojawiają się jakieś poprawki. Jest to naturalny proces tym bardziej, że mamy tu do czynienia z systemem nowym. W związku z tym gros z tych poprawek tak naprawdę dotyczy wdrożenia samego systemu u nas.

Ale realizujemy też współpracę z Królewskimi Siłami Morskimi Norwegii. Oni mają analogiczny system, tyle że zainstalowany na platformach morskich - okrętach. Działamy na zasadzie wymiany doświadczeń, którą realizowaliśmy np. poprzez wspólne strzelania rakietowe w 2016 r., a planujemy już kolejne strzelania. Dodatkowo, cyklicznie, co roku spotykamy się w ramach forum użytkowników rakiet NSM. Tam również dzielimy się naszymi doświadczeniami. Jeżeli stwierdzimy konieczność (na podstawie doświadczeń i zgłoszeń użytkowników), to po analizie wykonane są pewne poprawki, które są wdrażane poprzez „upgrade” całego oprogramowania.

Odbywa się to w ramach istniejącej umowy?

Wszelkie poprawki realizowane są w ramach istniejącej umowy. 

Gwarancja na „pierwszy” dywizjon się już skończyła. Czy w takim razie wprowadzanie poprawek wiąże się z dodatkowymi kosztami?

Nie. Umowa na 2 dywizjon zakłada pełną integrację i kompatybilność sprzętu w całej MJR, stąd dotychczasowe poprawki i aktualizacje wdrażane są na obu dywizjonach w ramach realizowanej umowy na dostawę SpW.

Natomiast w przyszłości takie upgrade’y będą prawdopodobnie wdrażane na podstawie umowy serwisowej (np. przez WZE S.A.).

Ostatnie strzelanie rakietowe odbyło się w 2016 r. w Norwegii. Planowana jest jakaś inna forma sprawdzenia dywizjonów, na przykład w Polsce, w rejonie Ustki?

W rejonie naszego wybrzeża nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć strzelania rakietowego na tak dużych zasięgach rakiet ze względów bezpieczeństwa.

Pamiętam jak strzelaliśmy „babcie” [od red. rosyjskie rakiety przeciwokrętowe typu P-15, P-21 i P-22, w które były uzbrojone kutry rakietowe projektu 205 i małe okręty rakietowe projektu 1241] z „dwieście piątych” czy MOR-ów. Różnica (poza aspektem nowoczesności) polegała na tym, że w tamtych pociskach jednym z elementów bezpieczeństwa było roztankowanie rakiety z pozostawieniem ilości paliwa umożliwiającej ograniczenie jej dolotu do zasięgu, powiedzmy, dwudziestu kilometrów.

W przypadku NSM nie mamy możliwości roztankowania rakiety. A co jeżeli ona nam się „zerwie” i stracimy nad nią kontrolę? I dlatego na tak dużych zasięgach raczej nie planujemy strzelań ćwiczebnych w rejonie naszego wybrzeża.

Względy bezpieczeństwa stanowią jedno z wyzwań. Drugie to aspekt techniczny. Posiadamy bowiem system bardzo nowoczesny, „świeży” i u nas jeszcze nie do końca ostrzelany – pamiętajmy przecież, że nasze pierwsze strzelania zrealizowaliśmy dopiero co w Norwegii. Cały czas zbieramy dane i dlatego nie realizujemy strzelań według prostej zasady – czyli „jedynie” trafienia celu.

Po drodze dodatkowo sprawdzamy mnóstwo czynników: jak ta rakieta się zachowuje w poszczególnych fazach, w jaki sposób odpracowuje układ sterowania, w jaki sposób odpracowuje układ poszukiwania i śledzenia… I te dane zbierane są na bieżąco podczas lotu rakiety. Nasze poligony nie posiadają systemu telemetrii, który umożliwiałby zbieranie tych informacji w fazie lotu rakiety.

Pierwsze strzelanie musiało być wyzwaniem dla jednostki. Rozumiem, że planowane są kolejne.

W 2016 r. strzelał „pierwszy” dywizjon, ponieważ „drugiego” jeszcze nie było. Obecnie wprowadzamy „drugi” dywizjon i to on najprawdopodobniej będzie uczestniczył w kolejnym strzelaniu, które planowane jest w okresie pomiędzy 2019 a 2021 rokiem. Nie wiem czy będzie strzelany jeden czy dwa pociski. O tym zadecyduje (na podstawie analizy opracowywanych scenariuszy) Dowódca Generalny RSZ, prawdopodobnie przy współudziale Inspektora Marynarki Wojennej, ponieważ takiego przedsięwzięcia nie planuje sama jednostka. 

Fot. M. Dura.
Fot. M. Dura.

Czy planowane są szkolenia przerzutu elementów dywizjonu, chociażby do krajów bałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii, wraz z późniejszym zgrywaniem całej jednostki z istniejącym tam systemem wskazywania celów?

Takie plany nie są mi znane. To pytanie również nie powinno być skierowanie do mnie. 

Morska Jednostka Rakietowa jest gotowa do wykonywania tego rodzaju operacji?

Oczywiście. Już sam przerzut do Norwegii pokazał, że jesteśmy jednostką wysoce mobilną i możemy działać poza terytorium Polski. Wtedy przerzut organizowany był w wariancie kombinowanym. Korzystaliśmy bowiem zarówno z transportu lotniczego jak i morskiego. Sprawdziliśmy więc wszystkie dostępne środki. Do Norwegii poszedł moduł bojowy z dwoma pojazdami – wyrzutniami ale bez radaru, ponieważ nie realizowaliśmy zadania wykrywania obiektów na morzu. Wskazanie obu celów do których strzelaliśmy otrzymaliśmy na nasze stanowisko kierowania w ramach rozwiniętego na miejscu systemu obserwacji i dowodzenia.

Ponadto w ramach oddzielnych ćwiczeń z powodzeniem przetrenowaliśmy również załadunek naszej techniki na polskie okręty transportowo minowe typu Lublin.

W czasie strzelań w Norwegii wyrzutnie otrzymały wskazania celów z systemu norweskiego. W jaki sposób obecnie odbywa się wskazywanie celów w Polsce? Tylko za pomocą radarów TRS-15C, które są integralnym wyposażeniem, czy też z pomocą innych źródeł?

Ja mogę cel przyjmować z różnych źródeł zewnętrznych – i to jest dla mnie zasadniczy tryb pracy bojowej. Nie musi to być tylko i wyłącznie „mój” radar. Pamiętajmy jednak o tym, że stacja radiolokacyjna ma swój ograniczony zasięg jeśli chodzi o wykrycie obiektów nawodnych. Tutaj krzywizna Ziemi jest przeszkodą trudną do przejścia i nie nagnie się wiązki radarowej – chyba, że mówimy o superrefrakcji. Z tym, że to jest anomalia. W normalnych warunkach stacje radiolokacyjne, które posiadamy bardzo daleko obserwują cele powietrzne. Ale w kanale morskim mogą widzieć cele nawodne na odległości bardzo ograniczonej w stosunku do zasięgu samego środka rażenia. I to kilkakrotnie.

Na wybrzeżu jest rozwinięta cała sieć radarów Marynarki Wojennej, Straży Granicznej i Urzędów Morskich. Trenowano wariant, w którym jednostka otrzymuje dane o celach ataku z tych stacji?

Ja otrzymuję wskazanie celów z jednostki nadrzędnej. I dla mnie to jest podstawowy rodzaj pozyskiwania danych – z nadrzędnego stanowiska dowodzenia i kierowania, a więc z zewnętrznych źródeł. Tak więc to nadrzędne stanowisko dowodzenia powinno dbać o pozyskiwanie dodatkowych miejsc, skąd płynie informacja. 

Fot. M. Dura.
Fot. M. Dura.

Czy w takim razie biorą Państwo pod uwagę wprowadzeniu na wyposażenie MJR bezzałogowych aparatów latających, jako elementu wskazywania celów? Jest planowany zakup własnych dronów powietrznych?

Takie plany nie są mi znane. W mojej ocenie powinniśmy budować możliwości rozpoznania dla całych Sił Zbrojnych, a nie dawać drony na użytek tylko jednej jednostki.

Dysponując taką zdolnością skutecznie bym je eksploatował, ale wykorzystałbym zapewne jedynie promil ich możliwości, a w takim ujęciu byłaby to strata w mieniu. Jestem przekonany, że takie bezzałogowce w powietrzu mogą doskonale realizować zadania rozpoznania nie tylko na moje potrzeby.

Oczywiście, gdyby jednak taki zakup dla nas zrealizowano, to bez problemu wprowadziłbym je w strukturę mojej jednostki.

Chciałbym też zadać pytanie związane z szerszym wykorzystaniem MJR. W jakim stopniu NATO zainteresowane jest jednostką, czy odwiedzali ją oficerowie Sojuszu, bądź też czy reprezentantów MJR proszono o przedstawienie swoich możliwości?

Nie mogę udzielić odpowiedzi na takie pytanie. 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Maksymilian Dura.

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 17
Reklama
olo
czwartek, 12 lipca 2018, 23:43

Zgodnie z kalendarzem drugi NDR miał wejść na wyposażenie w bieżącym roku, jednak duża cisza w tym temacie pozwala domniemywać, że i ten program niestety łapie opóźnienie.

tyle
wtorek, 30 stycznia 2018, 15:18

Po ostatnich informacjach na temat pauzy w przetargu na OP, procedura pozyskania narzędzi do efektywnego obrazowania dla MJR (dronów , samolotów , aerostatów czy czego tam jeszcze) , powinna mieć absolutny priorytet.

fernando
wtorek, 30 stycznia 2018, 13:27

Tak na chłopski rozum - mamy dość dobrą rakietę - ale nie ostrzelali się żołnierze ? Czyli znów wychodzi - bylejakość - bo jak to nazwać skoro wystrzelono \" JEDNĄ \" i obliczano na podstawie \" CZEGO \" ? Albo jedziemy na poligon gdzie można strzelać do woli a to podstawa wykorzystania - sprzętu , żołnierza - jak i sprawdzenia parametrów ? Czytając - oczy otwieram iż żołnierz poogląda sobie tą rakietę w jednostce jak stoi w garażu !!!! Ewentualnie jak będzie pozorowany wymarsz jednostki do strzelania ? Coś tu jest \"CHALO \" - jednak nasza chałtura wszędzie jest widoczna ? Żołnierz powinien oddać w miesiącu kilka takich strzałów - by wiedzieć na wypadek wojny - czy trafi i pokona wroga !

Autor
wtorek, 30 stycznia 2018, 17:34

Ostrzelanie jest zbędne , zreszta rakieta jest dość droga , żołnierze maja symulacje i ekwiwalenty lmm do trenowania więcej nie potrzebują

Xd kek
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 22:35

A ten system da się podłączyć do IBCS? Pytanie czy warto?

gonzo
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 18:50

Dywizjony powinny dysponować do systemami rakiet. Mamy radarowe. Powinny być z głowicą termowizyjną. Do tego integracja z F 16 i śmigłowcami. Jak je w końcu kupimy.

JTJ
wtorek, 30 stycznia 2018, 12:17

NSM ma głowice \"radarowe\"? Ciekawostka.

Jura
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 15:30

...czyli polski standard... mamy super rakiety które mogą daleko doleciec i trafić ale nie mamy nic co by moglo taki cel namierzyć poza linią horyzontu.

JTJ
wtorek, 30 stycznia 2018, 12:18

Oczywiście. Bo wozy wyrzutnie będą stały na plaży i potrzebujemy rozpoznania 200 km na północ.

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:54

cieszy że jest konfigurowany drugi dywizjon..smuci że systemy zobrazowania i analizy sytuacji mają \"krótkie oczy\" 50 km ...a dane na temat celu przechodzą przez różnorodne systemy , procedowanie i ośrodki decyzyjne i w przypadku uruchomienia systemu do \"akcji\" trwa ten proces 4-5 razy dłużej niż w przypadku \"normalnej procedury z normalnym systemem\" w Norwegi lub uruchomianie czasochłonnej procedury \" wypożyczenia\" od sojuszników samolotów rozpoznania i danych zobrazowania sytuacji ....smuci brak profesjonalnej konfiguracji BRYZY z systemem radiolokacyjnym a zastosowano półśrodki na zasadzie mówiąc sarkastycznie \"drutowania\" stosując zasadę decydentów \" nie ma co inwestować i modernizować w samolot bo zyskamy coś lepszego\" ....i odnosząc się do analogi SU-22 ...w przypadku dywizjonu obrony wybrzeża ...mamy \"ślepego boksera\" ..drugi aspekt czemu dywizjon nie ma opcji do ostrzału \" celów na lądzie\" a jest to możliwe ... i teraz można rzec jest coś a jakoby go nie było...

Marek1
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 12:00

Bodaj w 2016r. realizowane były testy z syst. radiolokacyjnym zamontowanym na M-28 Bryza. Ciekawe jak wypadły i czy przy ładowności ok 2300 kg. można na M-28 zmieścić sensowny radar dla polskich NDR-ów ?

JSM
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:12

Porażka. Prędzej taką Bryzę zestrzelą niż ona wskaże cele.

jaś
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 18:54

Spokojnie do tej roli można by dostosować kilka CASA-295. W końcu posiadamy ich sporo

bender
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 17:55

Wspomniano o tym w powyższym artykule jako o długodystansowym strzelaniu w Norwegii. Bryza podała namiar na okręt cel, strzelał nasz NDR i norweska fregata, oba pociski trafiły, nasz pokonał coś ponad 160 km trasę manewrując.

Razparuk
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 14:04

Można ale my takiego nie wytwarzamy...szczególnie całego modułu antenowego

r0tor
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 22:32

do wykrywania okrętów wroga można również wykorzystać zaawansowaną termowizję

JSM
wtorek, 30 stycznia 2018, 10:14

No co ty powiesz? Jak bardzo zaawansowaną? Może to będzie termowizja latająca? Poleci nad Bałtyk, znajdzie cel i przyleci zameldować?

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama