Orka według Niemców: czy okręty podwodne będą budowane w Szczecinie?

26 stycznia 2018, 16:42
Torpedo_tube_inner_segment_2

Segment wyrzutni torped przeznaczony do zamontowania wewnątrz kadłuba mocnego okrętu podwodnego. Fot. thyssenkrupp Marine Systems


Dostawa pierwszego okrętu w 2027 r., budowa i remonty główne w Szczecinie, obsługa i przeglądy w Gdyni – to najważniejsze punkty oferty niemieckiej firmy thyssenkrupp Marine Systems, jednego z trzech podmiotów, które ubiegają się o zamówienie w wartym kilka miliardów złotych programie okrętu podwodnego nowego typu, któremu wojsko nadało kryptonim Orka.

Niemcy oferują Marynarce Wojennej okręty typu 212CD, będące rozwinięciem typu 212A, który jest w służbie w Niemczech i Włoszech. Ich konkurentami są francuska Naval Group z okrętami typu Scorpène oraz szwedzki Saab z jednostkami typu A26. Każda oferta ma swoje zalety i wady.

W tym tygodniu na zaproszenie niemieckiego producenta grupa polskich dziennikarzy zwiedziła stocznię tkMS w Kilonii (dawne Howaldtswerke-Deutsche Werft, HDW). Gospodarze poinformowali o liście intencyjnym zawartym w grudniu 2017 r. z Polską Grupa Zbrojeniową. W wypadku wyboru niemieckiej oferty w programie Orka thyssenkrupp Marine Systems zamierza powołać spółkę joint venture z PGZ. W dokumencie – według tkMS – zdefiniowane zostały warunki ewentualnej współpracy.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems

Niemcy podkreślają, że zamierzają zbudować w Polsce wszystkie trzy okręty podwodne, które MON chce pozyskać w programie Orka. (Oczywiście w ubiegłym roku poprzednie kierownictwo resortu mówiło o rozszerzeniu zamówienia do czterech jednostek, nie wiadomo jednak, czy poszły za tym odpowiednie zamiany w procedurze pozyskania okrętów; widać to było w prezentacjach tkMS, które raz mówiły o trzech, a raz o trzech-czterech jednostkach).

W polskim przemyśle stoczniowym nie powstał do tej pory żaden okręt podwodny. Ostateczna decyzja, gdzie mogłaby zostać uruchomiona produkcja – czy w Trójmieście czy w Szczecinie/Świnoujściu – będzie należała do polskiego rządu. Przedstawiciele tkMS wyraźnie wskazują na przewagę Szczecina. Przede wszystkim wymieniają tamtejszą spółkę ST3 Offshore, w mniejszym stopniu – Morską Stocznię Remontową Gryfia. Obie przedsiębiorstwa sąsiadują ze sobą i a właścicielem większości ich udziałów jest PGZ za pośrednictwem funduszu MARS.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems

Niemiecki oferent deklaruje transfer technologii tak, żeby Szczecin mógł być miejscem budowy i remontów głównych okrętów podwodnych. Natomiast w Gdyni miałoby powstać centrum bieżącej obsługi oraz przeglądów okresowych i średnich okrętów.

Za takim wyborem przemawia zdaniem tkMS kilka argumentów. Po pierwsze, Gdynia jest największą bazą Marynarki Wojennej, w której stacjonuje dywizjon okrętów podwodnych. Tutaj musi więc zostać zbudowana zdolność do obsługi okrętów. Z drugiej strony, w Trójmieście mocniej niż w Szczecinie stocznie konkurują o wykwalifikowanych pracowników. Szczecin jest bardziej oddalony od baz potencjalnego przeciwnika. Z perspektywy tkMS ma też tę zaletę, że tylko zajmuje 4,5-5 godzin zajmuje podróż do Kilonii, gdzie odbywałoby się szkolenie polskich stoczniowców. Łącznie zatrudnienie w joint venture tkMS i PGZ – według niemieckich deklaracji – miałoby znaleźć 500-700 pracowników.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Obróbka segmentu wyrzutni torped w stoczni w Kilonii.

Odbudowa przemysłu stoczniowego to część Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju zaprezentowanej swego czasu przez obecnego premiera Mateusza Morawieckiego. Częścią jej realizacji był zakup Stoczni Szczecińskiej przez fundusz MARS na początku 2017 r. Szły za nim deklaracje rządu o budowie w Szczecinie największej grupy stoczniowej nad Bałtykiem, a ówczesny szef MON Antoni Macierewicz mówił także o budowie okrętów podwodnych.

Choć przedstawiciele tkMS na ten temat milczą, to należy dodać, że Szczecin może obecnie liczyć na większe niż Trójmiasto wsparcie polityczne. Z Zachodniopomorskiego pochodzi bowiem co najmniej dwóch polityków ze ścisłego kierownictwa rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Trudno się spodziewać, by nie brały tego pod uwagę zarówno polskie władze, jak i oferenci ubiegający się o zamówienie na Orkę.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Segment zewnętrznej powłoki okrętu podwodnego.

Według tkMS dostawa pierwszego okrętu wyprodukowanego w Polsce byłaby możliwa w 2027 r. Warunkiem jest oczywiście podjęcie przez MON decyzji o wyborze dostawcy już teraz. Czy to możliwe? Z jednej strony pod koniec 2017 r. ministerstwo zapowiedziało, że wybór partnera w programie Orka nastąpi w styczniu. Z drugiej, od czasu tej deklaracji zmieniło się prawie całe kierownictwo MON – Antoniego Macierewicza w fotelu ministra zastąpił Mariusz Błaszczak, a za modernizację techniczną sił zbrojnych odpowiada od tego tygodnia wiceminister Sebastian Chwałek, a nie Bartosz Kownacki. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że nowi ministrowie będą potrzebowali czasu na wdrożenie się w najważniejsze programy zbrojeniowe i nie tylko w nie.

Deklaracje tkMS (ani żadnego innego oferenta) w sprawie budowy okrętów podwodnych w Polsce oczywiście nie oznaczają, że każda najmniejsza śrubka powstanie w naszym kraju. Dla przykładu Niemcy argumentują, że nie opłaca się ustanawiać w Szczecinie zdolności do budowy segmentów kadłuba mocnego. Przyczyną są bardzo wysokie koszty transferu technologii i ustanowienia zdolności przemysłowych, nawet jeśli się weźmie pod uwagę ewentualny przyszły udział polskich zakładów w łańcuchu dostaw koncernu (a w tym wypadku obietnice tkMS obejmują nawet budowę okrętów podwodnych na eksport). Sekcje kadłuba mocnego miałyby więc powstawać tak jak dotychczas w Kilonii. Natomiast np. zestawianie sekcji kadłuba mocnego oraz łączenie sekcji całego okrętu miałoby się odbywać w Polsce.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Niemieckie okręty podwodne typu 212A, na pierwszym planie U31.

Jednym z kluczowych wymagań polskiego MON w programie Orka jest (a przynajmniej było do tej pory) uzbrojenie przyszłych okrętów podwodnych w pociski manewrujące dalekiego zasięgu. O ile w ofercie francuskiej w pakiecie są okręty podwodne i pociski SCALP Naval, o tyle Niemcy i Szwedzi musieliby zintegrować oferowane jednostki z innymi pociskami. W praktyce w grę wchodzą jedynie amerykańskie Tomahawki.

Przedstawiciele tkMS podkreślają, że ich firma ma doświadczenie w integracji rozmaitych typów pocisków z wyrzutniami torpedowymi produkowanych w Niemczech okrętów. Wskazują także, że tego typu uzbrojenie było z reguły dostarczane przez państwo zamawiające okręty (chociażby dlatego że można je pozyskać jedynie w drodze kontraktów międzyrządowych). Zdaniem niemieckiego oferenta Polska ma szanse na samodzielne pozyskanie pocisków w USA, skoro była pierwszym zagranicznym klientem, który podpisał kontrakt na pociski AGM-158B JASSM-ER. Będą one uzbrojeniem samolotów F-16 C/D Block 52+.

Do czasu dostawy nowych okrętów podwodnych polscy podwodniacy potrzebują okrętu, na którym mogliby się szkolić. Wynika to z faktu, że z linii wychodzą już okręty podwodne typu Kobben (w grudniu 2017 r. po raz ostatni opuszczono banderę na ORP Kondor, w pierwszym półroczu 2018 r. zostanie wycofana kolejna jednostka). Rozwiązania pomostowe proponuje każdy z trzech podmiotów ubiegających się o zamówienie na Orkę.

Każdy z trzech podmiotów ubiegających się o zamówienie na Orkę proponuje tutaj swoje rozwiązanie. Rząd w Berlinie oferuje Polsce użyczenie jednego z okrętów podwodnych typu 212A, które są obecnie na stanie Deutsche Marine.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Niemiecki okręt podwodny U31 typu 212A.

O szczegółach tej oferty dziennikarze przebywający w Kilonii nie usłyszeli zbyt wiele, ponieważ nie było tam przedstawicieli niemieckiego rządu. Byli natomiast oficerowie z Centrum Szkolenia Załóg Okrętów Podwodnych w Eckernförde koło Kilonii (stacjonuje tam również 1. Ubootgeschwader, czyli 1 Eskadra Okrętów Podwodnych, do której należą wszystkie niemieckie jednostki tej klasy). Już teraz centrum współpracuje z Marynarką Wojenną RP – szkolenie w Niemczech przeszli już jeden oficer-mechanik i jeden oficer operacyjny, kolejni pojedynczy polscy marynarze albo są w trakcie kursu albo się do niego przygotowują.

Według przedstawicieli centrum w Eckernförde przeszkolenie na typ 212A podwodniaków, którzy mają już doświadczenie na innym typie okrętów, zajęłoby 1,5 roku. Do tego należałoby doliczyć późniejsze przeszkolenie z typu 212A na typ 212CD. Pełne szkolenie operacyjne wraz ze wspólnymi szkoleniami zajęłoby natomiast 3-4 lata.

Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Fot. thyssenkrupp Marine Systems
Moduł generatora Diesla produkcji MTU.

Oznaczenie 212CD mają nosić jednostki, które zamierzają kupić Niemcy i Norwegia (CD to skrót od angielskiego common design, czyli wspólny projekt). Na początku ubiegłego roku władze w Oslo zdecydowały bowiem o wspólnej budowie okrętów podwodnych z Niemcami. Wcześniej brały pod uwagę także ofertę francuską.

O samym typie 212CD wiadomo niewiele, nawet jego podstawowe wymiary są – według prezentacji tkMS – informacją niejawną. Okręt ma być rozwinięciem jednostek typu 212A. Jak przyznali przedstawiciele stoczni, jedną z różnic będzie wyposażenie w dwa generatory Diesla produkcji koncernu MTU, podczas gdy okręty Deutsche Marine mają po jednym takim zestawie. Projekt był rozwijany jako nowa generacja okrętów typu 212A, stąd początkowe oznaczenie 212NG, które zostało zmienione na 212CD po norweskiej decyzji o współpracy z Niemcami.

Reklama
Tweets Defence24