Reklama

Desant czy dywersja? Nowy sposób działania Floty Bałtyckiej [ANALIZA]

26 marca 2019, 14:46
9558-1-550
Fot. mil.ru

Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało o przeprowadzeniu przez Flotę Bałtycką mini-operacji desantowej, w której sprzęt i żołnierzy przerzucono na nieprzygotowany brzeg tylko za pomocą specjalnych kutrów transportowych. Nie użyto natomiast dużych okrętów oraz poduszkowców desantowych.

Oficjalny komunikat resortu obrony opisywał ćwiczenie Floty Bałtyckiej przeprowadzone 22 marca 2019 r., którego celem był przerzut techniki wojskowej z wykorzystaniem kutrów desantowych. Użyto w sumie cztery niewielkie jednostki pływające na co dzień stacjonujące w Bałtijsku, o maksymalnej wyporności nie przekraczającej 120-280 ton.

To właśnie na te cztery okręty Rosjanie załadowali w trybie alarmowym w porcie Bałtijsk dziesięć pojazdów oraz około pięćdziesięciu żołnierzy piechoty morskiej Floty Bałtyckiej. Następnie kutry desantowe wyszły z bazy i popłynęły do rejonu, gdzie miała nastąpić operacja desantowania. Ważnym elementem ćwiczenia były zadania realizowane podczas przejścia morzem. Rosjanie poinformowali bowiem, że działali przy pełnych prędkościach i ciągłym manewrowaniu w celu uniknięcia ognia przeciwnika.

Samo wysadzanie desantu odbywało się zarówno pośrednio, z wykorzystaniem pływających transporterów opancerzonych, jak i bezpośrednio, na nieumocniony brzeg w rejonie poligonu Chmielowka.

Nowa taktyka działania …

Niewielkie manewry wykonane małymi siłami mogłyby przejść zupełnie niezauważone, gdyby fakt że od kilku lat w taktyce działania rosyjskiej piechoty morskiej coraz częściej powtarzają się te same elementy. Wskazują one wyraźnie, że Rosjanie odchodzą od prowadzenia większych operacji desantowych, realizowanych z użyciem dużych zespołów okrętowych na rzecz błyskawicznych operacji sabotażowo-dywersyjnych nastawionych nie na zajęcie terenu, ale na atak powodujący jak największe zamieszanie, poczucie ciągłego zagrożenia i strachu, szczególnie wśród ludności cywilnej.

image
Fot. mil.ru

Oczywiście na dzień dzisiejszy Flota Bałtycka nadal posiada na wyposażeniu zbudowane w latach 1983-1991 cztery duże okręty desantowe projektu 755 „Ropucha” o wyporności 4400 ton (zdolne do przewozu 10 czołgów lub 12 transporterów plus 340 ludzi) oraz zbudowane w latach 1990 i 1991 dwa poduszkowce desantowe projektu 12322 „Żubr” o wyporność 555 ton (zdolne do przewozu 3 czołgów lub 10 transporterów plus 140 ludzi).

Jednostki te są jednak coraz rzadziej wykorzystywane do tworzenia dużych zespołów desantowych. Po pierwsze dlatego, że jest ich zbyt mało, po drugie nie ma pieniędzy na budowę odpowiedniej ilości ich następców, a po trzecie nie ma wystarczającej liczby okrętów bojowych i samolotów, które byłyby w stanie zapewnić bezpieczne przejście morzem stosunkowo wolnych jednostek pływających (chroniąc je np. przed rozstawionymi w Polsce nadbrzeżnymi dywizjonami rakietowymi).

Symbolem nadchodzących zmian mogą być ostatnie większe manewry sił desantowych Floty Bałtyckiej we wrześniu 2018 r., w których wzięły udział nie tylko trzy duże okręty desantowe projektu 755 („Mińsk”, „Alieksandr Szabalin” i „Koroliew”), ale także kutry desantowe typu „Sierna” i „Diugoń”. Są to niewielkie jednostki pływające o wyporności od 100 do 300 ton, których promień pływania (około 300 Mm, czyli około 550 km) z zasady zmniejsza zasięg działania tworzonych z ich udziałem zespołów desantowych.

image
Fot. mil.ru

 … nowymi jednostkami pływającymi

Pomimo tego ograniczenia zasięgowego to właśnie te niewielkie kutry zaczynają wyraźnie wypierać duże okręty desantowe we Flocie Bałtyckiej. Posiada ona dziewięć tego rodzaju, niewielkich jednostek transportowych:

  • trzy kutry desantowe projektu 11770 typu „Sierna” o wyporności 105 ton (zdolne do przewozu 1 czołgu lub 2 transporterów opancerzonych lub 92 żołnierzy);
  • trzy kutry desantowe projektu 21820 typu „Diugoń” o wyporności 280 ton (zdolne do przewozu 2 czołgów lub 4 transporterów opancerzonych lub 90 żołnierzy)
  • trzy kutry desantowe projektu 1176 typu „Akuła” o wyporności 107 ton (zdolnych do przewozu 1 czołgu lub 2 ciężarówek lub 20 żołnierzy).

To właśnie tego typu okręty gwarantują bardzo szybkie i skryte podejście pod brzeg przeciwnika, wykonanie szybkiego punktowego uderzenia i w miarę bezpieczne wycofanie się przy dużej prędkości, wykorzystując efekt zaskoczenia. Taka taktyka działania jest zresztą ćwiczona w Rosji od kilku lat. Przykładowo w lutym 2017 r. Rosjanie wykorzystali trzy kutry desantowe kutry desantowe projektu 21820 typu „Diugoń” („Miczman Lermontow”, „Denis Dawydow”, „Liejtnant Rimskij Korsakow”) do przerzutu sześciu kołowych transporterów opancerzonych BTR-82A i desantowo-szturmowego pododdziału piechoty morskiej Floty Bałtyckiej. Pod koniec marca 2017  r. ćwiczyły już jeden kuter typu „Diugoń” („Miczman Lermontow”), jedne typu „Sierna” („D-67”) i dwa typu „Akuła” („D-325” i „D-465”). Dzięki nim wysadzono na brzeg 15 jednostek sprzętu wojskowego.

image
Fot. mil.ru

W marcu 2018 r. desantowanie przeprowadzono z udziałem trzech „Diugoni” („Miczman Lermontow”, „Denis Dawydow”, „Liejtnant Rimskij Korsakow”), dwóch „Akuł” („D-325” i „D-465”) i jednej „Sierny” („D-67”). W manewrach przeprowadzonych rok później (22 marca 2019 r.) wykorzystano znowu trzy „Diugonie” wzmocnione jednym kutrem desantowym „D-67” typu „Sierna”. Te cztery jednostki przerzuciły tak naprawdę na brzeg niecałe dwa plutony żołnierzy. Nie mieli więc oni na pewno zadania zajęcia na stałe jakiegoś terenu, ale wykonanie skrytego uderzenia i to w niewielkiej odległości od własnych baz.

Kutry „Diugoń” mają bowiem zasięg nie większy niż 500 mil morskich, natomiast „Sierny” 600 Mm (przy prędkości 29 węzłów). Z danych rosyjskich wynika, że są to kutry desantowe mogące się poruszać z prędkością maksymalną 30-35 węzłów i mające niewielkie zanurzenie (w przepadku „Sierny” z pełnym ładunkiem: 1,16 m na dziobie i 1,52 m na rufie; w przypadku większych „Diugoni to nie więcej niż 2,2 m).

Jednostki te dobrze wiec nadają się do realizacji niewielkich operacji rozpoznawczo-dywersyjnych na brzegach sąsiednich państw, mając w swoim zasięgu większą część polskiego wybrzeża oraz Litwę i Łotwę. W przypadku niewielkich odległości od własnych baz zapewnia to większą szybkość działania drogą wodną niż mają wojska lądowe poruszające się po bezdrożach.

Stosowanie pododdziałów niestandardowej liczebności oznacza także, że Rosjanie mogli też zmienić organizację i charakter swoich morskich sił desantowych. Początkiem tych zmian mogło być zakończenie w 2016 roku formowania batalionów rozpoznawczych na bazie dwóch istniejących kompanii rozpoznawczych w gwardyjskich pododdziałach wojsk brzegowych Floty Bałtyckiej. Już wtedy zdawano sobie sprawę, że mogą to być typowe jednostki dywersyjne, działające nie pełnymi składami plutonów i kompanii, ale sekcjami lub pododdziałami zadaniowymi.

Przy realizacji tych najmniejszych operacji dodatkową pomocą mogą być bardzo szybkie łodzie motorowe projektu 03160 typu „Raptor”, zdolne do szybkiego (z prędkością ponad 50 węzłów) wysadzenia i zabrania z brzegu niewielkich grup dywersyjno-rozpoznawczych (do 20 osób). To na właśnie tego typu jednostki wskazuje się jako idealne do spowodowania potencjalnego zagrożenia np. w rejonie Zalewu Wiślanego i portów Trójmiasta.

image
Fot. mil.ru
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 70
Reklama
MAZU
piątek, 5 kwietnia 2019, 12:43

W wojnie liczy się "koszt - efekt", zatem lepiej mieć dużo (setki) małych, silnie uzbrojonych jednostek, niż kilka dużych, które łatwo jest zniszczyć. Część małych jednostek to bezzałogowce (czyli drony morskie). Pisałem już wcześniej o możliwości wykorzystania bezzałogowych "kutrów rybackich" uzbrojonych w bomby głębiowe (beczka trotylu i zapalnik). Tacy "rybacy" "złowią" w godzinie W Nord Streem. Ciekawi mnie, czy Rosjanie odpuszczą wiedząc, że mamy ze 100 takich dronów "anty-rurowych"? Czekam na sugestie. M

Napoleon
piątek, 5 kwietnia 2019, 19:07

Raczej nie odpuszczą, a w odwecie hukną atomówką w Warszawe. Niemcy zablokują wszelką pomoc dla nas. Kwestia NS powinna być rozgrywana do ostatniej minuty wojny bo na razie to jedyny bat na obie strony. Nacisk musi być polityczny, wymuszenie sankcji oraz przydatne będą własne rakiety strategiczne do adekwatnej odpowiedzi. Polsce potrzeba mądrzejszej polityki oraz elit - bo tu jest słabiutko jeśli chodzi o jakość.

MAZU
sobota, 6 kwietnia 2019, 13:35

Wojna to da Nas katastrofa, zatem chodzi o to aby nie dopuścić do jej wybuchu na naszym terytorium. Flota "antyrurowych kutrów - duchów" ma to zapewnić, jak o jeden z elementów czynienia wojny z Polską nieopłacalną zarówno dla Rosji jak i dla Niemców. Kolejny element tej układanki to tysiące polskich dronów, pocisków rakietowych i milion przeszkolonych i uzbrojonych Polków z bronią w domu. Tylko jak to zrobić, wobec układu Pun-Nat i siły tego "lobby" w Ameryce i w Niemczech? Czekam na sugestie (merytoryczne). M

Dalej patrzący
wtorek, 2 kwietnia 2019, 11:15

Panie od "Popisania" - polską marynarkę należy zaprojektować na Bałtyk. A ten jest wąski, dystanse zadaniowe też są krótkie. Stąd najsensowniejsze są małe, liczne jednostki uniwersalne, konfigurowane do wszelkich zadań, działające sieciocentrycznie i w roju. 100 tonowe Szchnellbooty niosły po 2 torpedy - znacznie cięższe, niż obecne pociski rakietowe. Zresztą - nawodna i nadwodna obrona i projekcja siły to kwestia rakiet z lądu i A2/AD Tarczy Polski i dronów. A pod wodą - linie blokadowe dronów z sensorami i efektorami lekkimi. Mamy 4 linie blokadowe do obsłużenia - plus linie transportowe dla ciężkiego sprzętu, transportowanego tymi "kutrami" - czyli w rozproszeniu. Plus uzyskanie zdolności do podtrzymania komunikacji z Bałtami. Wszystko można załatwić i dronami podwodnymi [nawodnymi też] i uniwersalnymi licznymi szybkimi mini-Diugoniami o wyporności ca 150-160 t [nośność 75-80 t - co wystarczy na przewóz najcięższej jednostki np. M1A3 - lub na wystarczający pakiet modułów zadaniowych do zadań nietransportowych]. Dla długotrwałej dyspozycyjności w sektorze - autonomizacja i dronizacja - i uzupełnianie zaopatrzenia/wyposażenia na morzu. Oczywiście spięcie sieciocentryczne i maksymalna automatyzacja, nawet [zwłaszcza dla zadań wysokiego ryzyka] - zdalne sterowanie lub dronizacja - autonomizacja. Żadnych fregat, korwet, ale i Orek. To nie zimna wojna - teraz jest RMA, dronizacja, auomatyzacja, pozahoryzontalne sieciocentryczne spięcie rojów, rozproszenie, skalowalna broń precyzyjna. Powtarzam: klucz to rozproszenie i duża liczba [co zapewnia obsługę wielu sektorów i wielu zadań naraz], spięcie sieciocentryczne, nasycenie sensorami krótkiego/średniego zasięgu i możliwie lekkimi efektorami. Konkretne zadania - konkretna konfiguracja - i działanie całościowe - sieciocentryczne. W istocie chodzi o to by 3 domeny - powietrze, powierzchnia i sfera podwodna - były spięte sieciocentrycznie i synergicznie razem. Razem z czwartą domeną [lądową]. W całość. Czyli wszelkie jednostki morskie operują - będąc w istocie częścią morską A2/AD Tarczy Polski - i korzystając z jej całej C4ISR. I korzystając z defensywnego i ofensywnego parasola rakiet z lądu. Także z lufowej artylerii precyzyjnej dalekiego zasięgu - choćby Krabów i Kryli [te drugie preferuję ze względu na taniość i mobilność] - najpierw z APR Vulcano-Dardo o zasięgu 80+ km, potem Nammo strumieniowe 3 Mach 130 km - te ostatnie najpierw GPS, potem półaktywne. No i dronizacja w powietrzu - sensory, pozycjonery także nosiciele efektorów. Wtedy wszystko się domyka. W istocie wszystkie te elementu są już dojrzałe technicznie - trzeba je dostosować do naszej KONKRETNEJ geografii i hydrografii Bałtyku - i spiąć w jedną, nadrzędną, sieciocentryczną całość. Wszystkie domeny.

Też sobie czasem popiszę
sobota, 6 kwietnia 2019, 16:44

Specjalnie "na Bałtyk" zaprojektowano co najmniej kilka klas okrętów: nasze Orkany, zaprojektowane jeszcze w NRD - 369t, szwedzkie Visby 650t i fińskie Hamina - 250t. Wcześniej Rosjanie, również na Bałtyk i inne zamknięte morze, czyli Morze Czarne, zaprojektowali typ Tarantula - służące również w polskiej MW okręty serii "zawodowej", o wyporności niecałych 500t. Widać jasno, że 250 t to najmniejsza wielkość okrętu, aby oprócz maszynowni i załogi, zmieścić tam jakąś sensowną ilość uzbrojenia. Współczesny okręt musi zmieścić środki obrony pasywnej, aktywnej CIWS, przenosić radar, który im wyżej położony, tym lepiej, oprócz tego zmieścić wyrzutnie rakiet, które swoje ważą i mierzą. Typ Hamina zostanie zastąpiony przez większe, a nie mniejsze okręty i taka jest lekcja, jaką ze służby tych całkiem udanych jednostek wyciągnęli Finowie. 250t to również tonaż chińskich Houbei, właśnie pomyślanych od początku, aby walczyć w chmarze niewielkich jednostek, z których salwa spowoduje saturację obrony powietrznej przeciwnika. Mały niemiecki okręt z II WŚ, z dwoma dziobowymi wyrzutniami torped i za "przyrządy obserwacyjne" mający jedynie oczy swojej załogi, nie jest żadnym przykładem. Takie okręty musiały podchodzić blisko pod przeciwnika, co dzisiaj skończyłoby się ich szybkim wykryciem i zniszczeniem.

MAZU
poniedziałek, 1 kwietnia 2019, 22:04

"A kapusta rzecze smutnie: Moi drodzy, po co kłótnie. Po co wasze swary głupie, wszystkie i tak zginiem w zupie.. A to feler, westchnął seler". Tak, tak, Panowie. Nasz los został już "zapisany" przez "starszych", którym potrzebny jest Lebensraum. Dlatego zabronili nam ROZWOJU i próbują nas skłócić. Dlatego jestem internetowym (póki co) partyzantem. Zatem spytam Was jako emerytowany snajper. Wiecie jakie są (powinny być) dwa najważniejsze przedmioty w polskiej szkole? (1) Przysposobienie wojskowe i (2) Historia. (ad.1) Żeby każdy Polak umiel celnie strzelać (ad.2) i żeby wiedział do kogo i za co. Celnie strzelajcie. M

AMF
środa, 10 kwietnia 2019, 02:21

Pudło: Psychologia i informatyka - by wrogowie wystrzelali się sami.

piątek, 5 kwietnia 2019, 14:26

Trafnie koleżko.

Troll i to wredny
poniedziałek, 1 kwietnia 2019, 19:23

Może jest to wariant C. Jeżeli nie zniszczą Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego techniką rakietową, oraz lotniczą, to zrobią to właśnie w ten sposób. Jeżeli spojrzymy na naszą ochronę i osłonę (plus ich element zaskoczenia)...ale ja się nie znam.

tungsten
niedziela, 31 marca 2019, 06:56

co się stało z projektem "Ostryga"? Jedynym, którego realizacja zapobiegłaby dywersji i zagrożeniu dla jednostek w portach i na kotwicowiskach i infrastruktury morskiej?

Zbigniew
sobota, 30 marca 2019, 15:26

Nam do obrony polskiego brzegu są w wojsku potrzebne takiego samego rodzaju łodzie motorowe jakie wprowadzają Rosjanie, nie flota wojenna bezbronna na Bałtyku a szybkie operatywne jednostki wymykające się siłom wroga, zdolne do błyskawicznych reakcji na akcje nieprzyjaciela.

chateaux
sobota, 30 marca 2019, 19:46

A gdzie się wymkną, do polskich fiordów? Samolotom tez się wymkną? A może obronią się przed tymi ostatnimi?

robo
niedziela, 31 marca 2019, 22:29

jakim samolotom? Jakie szanse w powietrzu mają Rosjanie przeciw NATO? Raczej takie "jak zwykle" co potwierdza każdy konflikt w powietrzu w historii. Bardziej kumaci uciekną za Ural lub do zaprzyjaznionego Iranu czy ChRL....

Dalej patrzący
piątek, 29 marca 2019, 14:25

Taka uwaga - 200-300 uniwersalnych szybkich mini-Diugoni - o wyporności ca 150-160 t i nośności 75-80 t - to jest realne przy wykorzystaniu naszych dużych stoczni jachtowych - w technologii infuzji próżniowej kompozytu szklanego - z oparciem na ramie metalowej. Tylko kwestia odpowiedniego zorganizowania tego przemysłu - który na razie leży odłogiem dla potrzeb PMT i PMW. Jeden projekt i prototyp - i po testach wielu wykonawców naraz. Produkujemy 20 tys jachtów rocznie - znajdzie się spokojnie podgrupa producentów, która te 200-300 mini-Diugoni by zbudowała. Na czas pokoju - także jako jednostki patrolowe dla sygnalizacji strategicznej i kontroli naszego obszaru, nawet o wysokim stopniu autonomizacji działań i dyspozycyjności.

say69mat
niedziela, 31 marca 2019, 12:16

Masz na myśli koncepcję na rewolucyjne v/s nowatorskie rozwiązanie w zakresie wykorzystania barek desantowych??? W wariancie Multirole Landing Craft??? Tylko jak poradzić sobie z dzielnością morską tego typu płaskodennej platformy morskiej. Na ten przykład przy wzburzonym stanie morza i sile wiatru powyżej 4 stopni w skali Beauforta??? Skoro powierzchnia boczna i niskie zanurzenie będzie sprawiało, że jakakolwiek działalność człowieka na pokładzie, będzie limitowana odpornością układu trawiennego na przeciążenia ;)))

Dalej patrzący
wtorek, 2 kwietnia 2019, 10:37

Szczerze - raczę widzę jednostki zamknięte, z lukiem/rampą przednią i tylną, ale także z lukami górnymi. Mogące się zanurzyć w razie potrzeby na tyle [nawet poniżej lustra wody], by obniżyć maksymalnie sygnaturę radarową, a przy okazji - zmniejszyć skokowo wpływ fal. Zresztą - dynamiczne balastowanie czy nawet opuszczane stabilizatory - i też efekt skokowy.

Dalej patrzący
poniedziałek, 1 kwietnia 2019, 19:46

To kwestia automatyzacji pokładu. Albo zdalne sterowanie - albo autonomiczność. Sieciocentrycznie - tak czy tak. Zresztą - a w ramach przystosowania nie można dać szereg zasadniczych modułów dla kadłuba? Czy nawet stabilizację stanowiska dowodzenia? Mówimy i małych, zautomatyzowanych jednostkach. Ciężarówki niedługo będą autonomiczne - a jednostka morska nie może być? Wpięta w system pozycjonowania, nawigacji i nadrzędny C4ISR?

Też sobie czasem popiszę
czwartek, 28 marca 2019, 19:29

@Dalej patrzący, generalnie masz rację, ale przesadziłeś z ilością i miniaturyzacją sprzętu. Małe łupiny o wyporności circa 100 t uziemia w porcie nawet większa fala, nie mówiąc o częstych na Bałtyku sztormach. Zatem taka flota przez sporą część roku byłaby bezużyteczna. Nam są potrzebne jednostki stealth o wielkości pomiędzy fińską Hamina, a szwedzkim Visby, oraz w układzie dwukadłubowym, który radzi sobie znakomicie z krótką bałtycką falą, nawet przy dużym stanie morza. Jednostki powinny być wpięte w system sieciocentryczny, oparty o radary naziemne, pokładowe na AEW&C oraz przy ewentualnym przyjęciu do służby przez nasze lotnictwo - samolotach F-35. Powinny posiadać wyrzutnię o kilku celach, zdolną do odpalenia 8 jednostek ogniowych, bądź RBS-15, bądź pocisków przeciwlotniczych średniego zasięgu, jakie zostaną wybrane w ramach programu Narew. Po odpaleniu, przesyłanie danych do pocisków powinien przejmować system sieciocentryczny. Samoobroną takich jednostek są przede wszystkim cechy stealth, ograniczające zasięg ich wykrycia na spokojnym morzu do około 20km, podobnie jak Visby. W połączeniu ze środkami WRE, możliwością błyskawicznego schładzania okrętu, oraz dużą manewrowością, powinno im to zapewnić pełną odporność na jakiekolwiek środki bojowe, oczywiście o ile przeciwnik nie będzie dysponował przewagą w powietrzu, umożliwiającą mu swobodne prowadzenie operacji S&D. Jako broń ostatniej szansy jednostka taka mogłaby przenosić morską wersję wyrzutni Poprad. Naszkicowałem dokładny plan chińskiego Type-022 Houbei? Właśnie tak, bo nie bez przyczyny jednostki te skopiował Tajwan, tworząc swoje odpowiedniki, tyle że o nieco większej wyporności. Takie jednostki mogą stać zamaskowane w portach, pływać w cieniu radarowym wybrzeża, aby same pozostając trudnymi celami do zwalczania, stanowić mobilne platformy do odpalania broni stand-off. Co do energetyki, to geotermia nie jest panaceum na nasze problemy. Budowa elektrowni tego systemu jest bardzo kapitałochłonna, przy czym obarczona dużym ryzykiem, bowiem ciężko oszacować pojemność złoża. Doradzam tu cierpliwość, bowiem już w drugie połowie przyszłej dekady, z powodu upowszechnienia się małej energetyki prosumenckiej, wywołanego dostępnością nowych, wydajnych ogniw fotowoltaicznych i mikro-turbin wiatrowych, oraz powszechnością magazynów energii, jakimi są baterie samochodów elektrycznych (10 tys samochodów to moc dużego bloku energetycznego), całkowicie zrewolucjonizuje obecne systemy zaopatrywania w energię. Ponadto zużycie energii będzie spadało - upowszechnienie się technologii LED w oświetleniu i wyświetlaczach komputerowych, przejście na system ogrzewania i klimatyzacji za pomocą nadmuchu powietrza z odzyskiwaniem energii, wprowadzenie nowych serwerów opartych o światłowody - to wszystko razem wzięte obniża zużycie prądu w biurach i urzędach o połowę. W budownictwie mieszkalnym stosowanie nadmuchu MVHR zamiast tradycyjnego ogrzewania pozwala, przy za stosowaniu ogniw fotowoltaicznych i gruntowych pomp ciepła, na niemal zerowe zużycie mediów. Taka jest przyszłość..

Też sobie czasem popiszę
niedziela, 31 marca 2019, 13:09

Znów koledze się włączył "dalekopis" i wyrzuca całe sążnie.. opowieści. Pisałem o współczesnej wojnie morskiej, a nie odległych czasach, w których nie było: 1) samonaprowadzających się pocisków p-okr, 2) lotniczej amunicji stand-off, 3) Radary i WRE były w bardzo wczesnym okresie niemowlęcym. Zamiast po raz enty wałkować przykład Operacji Pekin, z którego nic dla współczesności nie wynika, poza ogólnymi wnioskami o sojuszach i polityce, wolę przywoływać przykłady współczesnych potyczek i bitew morskich, w których występowały już wszystkie trzy wymienione powyżej elementy. Przykłady - Bitwa pod Latakią, Bitwa pod Karaczi, zatopienie krążownika Ejlat, morska część Wojny o Falklandy, czy Operacja Praying Mantis. Wniosek z nich jest taki, że w walce na wodach przybrzeżnych niewielkie okręty są bronią groźną, zdolną zagrozić jednostkom o kilka klas większym, a przy tym trudną do zwalczania, o ile dysponują własnymi skutecznymi środkami ogniowymi, oraz świadomością taktyczną, pozwalającą reagować w czasie rzeczywistym na zagrożenia. Łupiny o wyporności 100 ton może i trudno zwalczać, ale też trudno zrobić nimi komukolwiek większą krzywdę - nie mogą przenosić adekwatnej broni. Najmniejsze przydatne bojowo jednostki to okolice 300 ton, przykładem są tu norweskie FAC Skjold, uzbrojone w NSM. Co do F-35, to napisz panie nie-laiku, czym będą Rosjanie się posługiwać, aby wykrywać nisko wykrywalne samoloty w ramach tej legendarnej bańki A2/AD. Bo jeśli radarem, to tym samym zdradzą jego położenie i narażą się na kontratak środkami przeciwradiacyjnymi. Z radarami będą walczyć także środki WRE i na różne sposoby zakłócać ich sygnały. Rosjanie nie dysponują jakąś hiper-zaawansowaną technologią, aby odpowiednie nasycenie ECM nie wyłączyło ich radarów z możliwości naprowadzania, przynajmniej na większych odległościach od nadajnika. Poza tym rakiety dalekiego zasięgu, o balistycznym profilu lotu, są przeznaczone do zwalczania celów nisko-manewrowych, a nie myśliwców. Stacje radarowe, nawet niezakłócane, nie są poza tym w stanie wykryć samolotu stealth z odległości większej niż kilkadziesiąt km, nawet w paśmie L. Z prostego powodu - o ile kształt płatowca stealth jest optymalizowany do przeciwdziałania wykryciu w paśmie X, to pokrycia antyradiolokacyjne działają w pełnym spektrum fal radiowych i taki samolot jest dla centymetrowych fal elektromagnetycznych taką samą pułapką, jaką dla światła jest czerń węglowa. Notabene stosowana w takich pokryciach jako jeden z absorbentów. Dodając do tego horyzont radiolokacyjny, wniosek jest jeden - tzw. bańka antydostępowa to kolejna z bajek Sputnika, a nie rzeczywistość. Co do energetyki - podana moc 50 MW to 0 mocy przeciętnego bloku energetycznego. Moc zainstalowana samych elektrowni cieplnych w Polsce to obecnie 32 000 MW. Żeby zastąpić chociaż połowę należałoby zatem zbudować około 300 takich instalacji. Po czym wpiąć je w system, budując stacje trafo i łącznice z linią przesyłową. Mało realne. Drugie - z tymi "dwoma latami" pan profesor bardzo grubo przesadził. Sama inwestycja w generację obecnie wynosi około dolara USA za 1 wat mocy zainstalowanej, czyli 200 mln za sam generator z turbiną parową, do tego infrastruktura, czyli lekko licząc co najmniej 300 mln zł. Obecna cena hurtowa energii to około 16 gr/1kWh. Przy przeciętnym obciążeniu mocy równym 50%, jakie jest średnie dla Polski, daje to 4 tys złotych przychodu brutto za godzinę pracy, minus koszty. Przy zerowych kosztach mamy zatem 75 tys godzin, aby inwestycja się zwróciła. Rok ma niecałe 9 tys godzin, czyli z dwóch robi się nam co najmniej osiem lat. Krótka kalkulacja i widać, ile prawdy jest w "dalekim spojrzeniu" kolegi komentatora. Oczywiście nie uwzględniłem inwestycji w odwiert, o którym nie piszę, bowiem z zawodu nie jestem wiertnikiem, ale elektrykiem-automatykiem, wojskiem interesuję się od czasów tzw."bażanta", a piszę o tym, na czym się znam. Z kolegi jest za to niezły literat, ale niestety dziedziną jego działania nie jest literatura faktu.

Dalej patrzący
piątek, 29 marca 2019, 11:25

Bez sensu piszesz "Też sobie czasem popiszę" - małe jednostki, np. Schnellbooty i Raumbooty o wyporności 100 t były masowo produkowane i radziły sobie bardzo dobrze np. podczas II wojny światowej - także, a może zwłaszcza na Bałtyku - gdzie dawały sobie radę do ostatka z saturacją sowieckiego lotnictwa, nawet gdy te ograniczało operacyjność i w końcowej fazie wyganiało już większe jednostki. Widać, że nie masz bladego pojęcia o wojnie morskiej i jej technikaliach. Zresztą - jednostki klasy Diugonia mają znacznie lepszą stateczność z uwagi na konstrukcję - a dla nośności rzędu 75-80 t wyporność byłaby na poziomie ca 160 tw. Notabene Niemcy w czasie II w.św. przerabiali desantów MFP o wyporności 220 t i nośności 140 t na swoiste mobilne baterie artylerii - np. instalowali 2x105 plot plus mniejsze działka plot - takie jednostki pełniły także role wsparcia brzegu. Ale to była inna konstrukcja...a tu chodzi o szybkie jednostki z uniwersalnym pokładem zadaniowym, nie tylko pod transport czy desant, ale pod wszelkie zadania z modułami zadaniowymi. Od obrony ostatniej szansy to mają być MHTK. Zaś generalny parasol obrony przed wrogą projekcją siły rakiet i lotnictwa dla całego WP, w tym i PMW i na Bałtyku w strefie naszej strategicznej kontroli - to zadanie dla A2/AD Tarczy Polski. Co do geotermii głębokiej - HTR prof. Żakiewicza to jednostki po 50 MWe, których budowa to ca 0,5 roku, a czas zwrotu ROI jest mniejszy od 2 lat. Polecam analizę i studium wykonalności i biznesplan w Rurociągi 1-2/2016 [nr 70]. I takich jednostek po 50MWe można tworzyć niemal w całej Polsce [za wyjątkiem Skarbca Suwalskiego] wiele jednocześnie. To kwestia zwyczajnego odcięcia kuponów od skoku technologii wierceń głębokich i radykalnego obniżenia kosztów - co się dokonało przy okazji technologii wierceń gazu łupkowego. Dopiero wysokie temperatury zapewniają wysoką sprawność - stąd gruntowe płytkie wymienniki ciepła zawsze będą na dużo gorszej pozycji od geotermii głębokiej. Prosumencka energetyka jest dobra - ale zajmuje tylko pewien określony i ograniczony segment. Jak ma się potencjał wystarczający do trwałego zasilenia całej Europy [w tym przemysłu i całego transportu materiałowego i ludzkiego] - to ponosimy już teraz koszt alternatywny utraconych korzyści - w tym politycznego rozdawania kart tanią energią w całej Europie - i wyparcia wszelkiej konkurencji. Zaś od połowy lat 30 bronie energetyczne dadzą kolejną fazę w ramach RMA. Jak chcemy stworzyć naprawdę skuteczną 100% strategiczną obronę real-time całej Polski na hipersoniki i inne nowe środki napadu, zwłaszcza saturacyjne - obronę opartą o generatory energetyczne [nie tylko lasery czy wiązki mikrofalowe - także dla trwałego oślepienia/zniszczenia sensorów nieprzyjaciela] i generalnie na różnego typu bronie energetyczne [w tym railguny itp. - np. Chińczycy robią teraz hybrydowe działa plazmowe] - to potrzebne są DUŻE moce trwałe [nawet przy buforowaniu np. przez superkondensatory itp magazyny energii]. Co do F-35 - widać myślenie laika. Na Polskim Teatrze Wojny ŻADNE nasze samoloty nie utrzymają się i zostaną stracone w pierwszym dniu [albo w "najlepszym razie" zostaną przed godziną "W" ewakuowane głęboko do Ramstein albo nawet od razu do UK i tyle będzie z nich pożytku]- wobec obecnej przewagi A2/AD Kaliningradu, do której za kilka lat dołączy A2/AD Białorusi - tworząc jeden wielki bastion, już w pełni sieciocentryczny, bez cieni radarowych, nakrywający i kontrolujący Polskę S-350 w promieniu 480 km i S-500 znacznie dalej. Pod takim zgnieceniem totalnym, to raz, że nasze całe WP będzie nieoperacyjne, dwa, że po pierwszych uderzeniach nowej generacji Kalibrów, Iskanderów i nowych Cyrkonów itd - po eliminacji naszych radarów, wyrzutni rakiet wszelkiego typu itd i wartościowych jednostek sprzętu - w drugim rzucie już w pierwszym dniu rosyjskie lotnictwo będzie robiło co chciało i jak chciało. Czyli powtórka w skali MEGA klęski 1939. Chyba, że zamiast się rozpraszać na ślepe bezsensowne naśladownictwo na systemy rodem z zimnej wojny i na budowanie w sposób symetryczny rachitycznych odpowiedników sił nieprzyjaciela [co swoja drogą jest 100% pewnym przepisem na klęskę] - zbudujemy jedną ASYMETRYCZNĄ STRATEGICZNĄ całokrajową sieciocentryczną, saturacyjną A2/AD Tarczę Polski - lepszą i silniejsza od połączonych rosyjskich. Co przy naszych rezerwach i lewarach kapitałowych - oraz przy koncentracji środków i wysiłków i przy wykorzystaniu transferu najnowszych technologii i kompetencji produkcji i rozwoju od dostawców [spoza USA i Izraela] - całkowicie możliwe, pisałem wielokrotnie, więc nie będą się powtarzał. Czyja A2/AD oślepi, zgniecie i odepchnie drugą A2/AD - ten wygrywa - reszta działań i reszta sił zbrojnych i ich operowanie to już proste domino rolowania przeciwnika [środkami precyzyjnymi - operującymi sieciocentrycznie, pozahoryzontalnie] tytułem uzyskanej miażdżącej przewagi strategicznej - czyli odcinanie bonusów i "turkey shoots" względem nieprzyjaciela. Bez A2/AD Tarczy Polski nie ma mowy o PRZETRWANIU Polski - ani nawet o takim podniesieniu porzeczki - która by likwidowała opcję jądrowego ataku deeskalacyjnego. Zaś skuteczność naszej antyrakietowej A2/AD Tarczy Polski z jednej strony - i groźba asymetrycznego ataku operacji specjalnych naszymi głowicami w najczulszych punktach terenu wroga - w kalkulacji koszt-efekt uczynią atak na Polskę zwyczajnie nieopłacalnym, czyli mix A2/AD Tarcz Polski i głowice i pełna swobodna sieciocentryczna operacyjność reszty WP z precyzyjna projekcja siły spowoduje zaniechanie ataku nieprzyjaciela na Polskę już w fazie analizy i planowania. Jeszcze jedno - jak będzie A2/AD Tarcza Polski, to Harpia nie będzie miała sensu - bo niebo będzie opanowane przez A2/AD Tarczę Polski, zaś daleka projekcja siły to np. balistyczne HM-2C o zasięgu 800 km, czy uskrzydlone HM-3C o zasięgu 1500 km - które powinniśmy kupić od Korei Płd z pełną własną produkcją i rozwojem zamiast tych przestarzałych ATACMS [w ilości 30 sztuk - sic] o zasięgu.... 300 km...co zostawiam bez komentarza...

Napoleon
sobota, 30 marca 2019, 21:55

Spokojnie z tą Harpia, to tylko przedwyborcze trzepanie piany. Po wyborach sprawa ma przycichnąć i znajdzie się kolejny zastępczy temat. Chodzą słuchy, że kolejna będzie gwiazda śmierci. Jest już redefinicja dla programów Zefir i Gryf. Kruk też przesunięty na przyszłość. A MW ehhh nie ma o czym pisać zwijamy ją. Popatrz ile przez miesiąc może się zmienić. Radzę jak zwykle zejść w końcu na ziemię.

kjlhgjkhjkg
czwartek, 28 marca 2019, 12:15

Nowa taktyka działania … Niewielkie manewry wykonane małymi siłami... Rosjanie odchodzą od prowadzenia większych operacji desantowych, realizowanych z użyciem dużych zespołów okrętowych na rzecz błyskawicznych operacji sabotażowo-dywersyjnych nastawionych nie na zajęcie terenu, ale na atak powodujący jak największe zamieszanie, poczucie ciągłego zagrożenia i strachu, szczególnie wśród ludności cywilnej. Polecam ten wyciąg z artykułu, przeciwnikom OT.

obserwator
czwartek, 28 marca 2019, 20:18

A wszystko to potwierdza agresywny charakter obecnej Rosji.

Basia Blondyneczka
środa, 27 marca 2019, 23:29

Nie ma w Obwodzie Kaliningradzkim większych sił, które mogłyby wypełnić tego typu zadanie. Otóż jest tam pluton 820 Brygady Piechoty Morskiej i dwie kompanie z 76 -ej Pskowskiej Dywizji Powietrzno Desantowej, która jak wiadomo nie jest w tym kierunku szkolona. Jeżeli podciągną, to znaczy w praktyce stworzą ośrodek sił specjalnych to może by mogli. A na razie nie ma co panikować, na radarach widać nawet ponton... zapewniam jako portalowa Blondyneczka

Wojciech
czwartek, 28 marca 2019, 08:29

Działania dywersyjne to rosyjska specjalność. Na 1000% mają jakiś plan ataków dywersyjnych przeciwko wrażliwym obiektom. Sami przyznali że MJR zajmie się specnaz bo im bruździ.

Dalej patrzący
środa, 27 marca 2019, 21:01

Polska Marynarka Wojenna ma dwa cele: na czas pokoju obecność i dozór - czyli niejako działania patrolowe. Tu relatywnie duże jednostki, o sporej autonomiczności i dyspozycyjności na morzu, choć uzbrojone tylko do zadań patrolowo-inspekcyjnych - mają sens. Natomiast czas wojny to zupełnie inna sprawa: zabezpieczenie linii komunikacyjnych, przerwanie z własnej strony, blokada sił przeciwnika, kontrola. Ze względu na specyfikę Bałtyku, w istocie bardzo wąskiej i rozkawałkowanej zatoki śródlądowej - powietrze i powierzchnia to sprawa rakiet, artylerii lufowej dalekiego zasięgu i ew. samolotów. Zaś sfera podwodna - to domena dronów dla 4 linii blokadowych: 1) Zatoki Fińskiej 2) Estonia-Gotlandia 3) Mierzeja Helska - Mierzeja Kurońska 4 ) Kołobrzeg-Bornholm. W sumie rozszerzona strefa A2/AD Tarcza Polski - która w buforze bałtyckim winna obejmować te 3 ww domeny, spięte sieciocentrycznie jednym C4ISR. Czy jednostki nawodne są potrzebne? Tak - ale specyficzne. Powinny być to szybkie jednostki klasy mini-Diugonia, o nośności rzedu 75-80 t [czyli ciężar max pojedyńczej jednostki sprzętowej klasy przyszłego M1A3], oczywiście wyładunek i załadunek rampowy na plaży - bez portów-pułapek. Takich jednostek potrzebujemy ok. 200. Ich cechą musi być uniwersalność zadaniowa i szybka rekonfiguracja dzięki wykorzystaniu modułów zadaniowych na pokładzie zadaniowym. No i także wpięcie tych 200 [lepiej 300 mini-Diugoni] sieciocentrycznie w nadrzędną A2/AD Tarczę Polski. Mała wyporność i tylko minimum ładunku wyznaczone największym ciężarem i gabarytem pojedyńczej "sztuki" ciężkiego sprzętu - i duża ilość. Czyli maksymalne rozproszenie, maksymalna elastyczność zadaniowa i saturacja obłożenia różnych zadań naraz. I zaopatrzenie w morzu - i duży stopień autonomizacji [redukowanie załogi, zdalne sterowanie, w końcu autonomiczność w pełnym wpięciu sieciocentrycznym - zwłaszcza dla zadań transportowych]. Czyli ustanowienia mostu morskiego dostaw sprzętu ciężkiego ze Skandynawii czy nawet z UK. Przypominam - pod parasolem antydostępowym A2/AD Tarczy Polski i za 4 liniami blokadowymi. A2/AD Tarcza Polski zapewnia także most powietrzny nad Bałtykiem do Polski - z UK przez Cieśniny Duńskie z ominięciem niemieckiej przestrzeni powietrznej - czy korytarzem poprzez Norwegię/Szwecję. Osobna rzecz to lekkie jednostki [np. klony klasy CB90] dla specjalsów [także podwodne] i utrzymanie kontroli wybrzeża przynajmniej do wyjścia z Zatoki Fińskiej [w tym także Hiumy i Saremy]. Z lądu - saturacyjnie kontrola przez rakiety i artylerię lufową dalekiego zasięgu. Co w sumie oznacza pełna blokadę Kaliningradu, który w razie ataku na Bałtów - powinien zostać w każdym punkcie poddany akcji artylerii precyzyjnej dalekiego zasięgu dla pełnej neutralizacji Kaliningradu. Wtedy nawet "wzięcie" Bałtów od lądu nie spowoduje, że Rosja będzie dyktowała warunki metodą faktów dokonanych - bo Polska z aliantami weźmie Kaliningrad [zadając cios mocarstwowej pozycji Rosji] i będzie podstawa do wymiany i do przywrócenia status quo - np. z demilitaryzacją Kaliningradu tytułem konferencji międzynarodowej. Notabene - podobnym "zakładnikiem" w tej sytuacji na Bałtyku staje się Nord Stream 1/2. Moim zdaniem robimy błąd, symetrycznie budując własna rurę na dnie - nie do obrony na czas wojny. Tak jak i gazoport - gigantyczna bomba paliwowo-powietrzna, zresztą bezużyteczna na czas wojny, bo żaden gazowiec wtedy nie wpłynie na Bałtyk. Dlatego powinniśmy rozwjać geotermię HTR prof. Żakiewicza i wykorzystywać technologię prof. Kozłowskiego - głębokiej, suwerennej, niewyczerpalnej infrastruktury skrytej bezpiecznie pod ziemią - a Polska ma wyjątkowe warunki dla rozwoju geotermii z tytułu nasączenia wodami geotermalnymi - niezbędnym medium dla wykorzystania ciepła geotermalnego. To nasączenie głębokimi wodami geotermalnymi zawdzięczamy pęknięciu na styku dwóch podstawowych i dwóch pośrednich płyt tektonicznych na pomoście bałtycko-karpackim - czyli przez teren Polski, co tworzy unikalne "endemiczne" warunki nie tylko na Równinie Środkowoeuropejskiej, ale generalnie w całej Europie, wliczając kapryśne warunki na Islandii. Sumując - Kaliningrad i rury Nord Stream 1/2 powinny być naszymi "aktywami" i "zakładnikami" w razie konfliktu. Gdzie Nord Stream to sprawa dla dronów podwodnych, oczywiście skalowanych dla Bałtyku. Az się prosi o współprace w dronach podwodnych z SAABEm, zamiast ślepo patrzeć na bardzo drogie i bardzo nieliczne Orki. Chcemy okretów podwodnych - to dogadajmy się ze Szwedami na wspólne załogi i partycypowanie w koszty szwedzkich załogowych okrętów podwodnych - które i tak na Bałtyku stanowią "klasę pomostową" do pełnej saturacyjnej dronizacji siecocentrycznej.

kjhgkhg
czwartek, 28 marca 2019, 13:05

Generalnie się zgadzam, ale obawiam się, że 200-300 małych okrętów to zbyt duża ilość i nas na to nie stać, prznajmniej na razie. Co do Bałtyku to preferuję, artylerię, drony(nawodne i podwodne), F35 i inen lotnictwo, małe łodzie podwodne, ale za to w większej ilości, specjalne okręty (lub typoszereg okrętów - kilka wersji o róznych rozmiarach) zaprojektowane dla mórz krańcowych (cechy: szybkość, zwrotność, stelath, wymienne uzbrojenie minowe/ofensywne/defensywne opl/, po wyjęciu uzbrojenia możliwości transportowe i desantowe, w pełni siecicentryczne, operujące w zespołacj np.: po 3, z możliwościa operowania w ujściach rzek, mile widziana możliwość przejścia Szczecin <>Odra<>Kanał Gliwicki<>Wisła<>Gdańsk/Elbląg). Projekt takich okrętów jest możliwy do wykonania w ramach PESCO, ponieważ takich okrętów potrzebują Skandynawia, Bałtowie, Grecja, Rumunia, Bułgaria, a i Francji, Irlandii, Włochom, Hiszpanii, też by się one przydały. dodatkowo ochrona wybrzeża w postaci OT, w razie potrzeby wspierana przez armię operacyjną.

Wojciech
czwartek, 28 marca 2019, 08:47

Wszystkich zwolenników geotermii dawno wyrzucono z rządu. Morawiecki nie po sprowadził JP Morgana żeby mu teraz jakąś geotermię budowali. Ma być ELEKTROWNIA JĄDROWA! Za amerykańskie (hłehłe amerykańskie, za żydowskie) dolary. W tym chorym kraju Polacy zawsze wybierają sobie takich polityków, którzy tylko myślą jak tu przychylić nieba a to Niemcom, a to Rosjanom a to Izraelczykom. Nikt jakoś nie myśli o Polsce i polskiej gospodarce. Baltic Pipe jest nam potrzebny jak wrzód na tyłku. Mamy gigantyczne możliwości geotermalne (geotermia gorących skał), mamy najwięcej w Europie węgla kamiennego z którego można w prosty i sprawdzony sposób pozyskiwać wodór a wodór to praktycznie gaz ziemny (wodór poddaje się procesowi metanizacji czyli zamiany w metan), mamy gigantyczne złoża polimetali pod Suwałkami (Tytan, żelazo, wolfram, molibden, złoto, metale ziem rzadkich i pół tablicy Mendelejewa). Wartość: biliony USD. Złoża węgla brunatnego: węgiel brunatny zamiast spalać w piecu można przetworzyć w kwas huminowy który kosztuje 3700 USD za tonę i jest wykorzystywany przez Arabów do stabilizacji piasków w celu przetworzenia ich w glebę uprawną (żyzną). U nas nieużytki też można by użyźnić. I co? I nic. Dalej kupujemy gaz jak nie ze wschodu to z zachodu, dalej jesteśmy biednym kraikiem , którego nie stać na porządne pensje, porządną armię, porządne życie obywateli. A skarby leżą i czekają.

FDR
czwartek, 4 kwietnia 2019, 17:26

handlowi ZABRONIĄ

Gustlik
środa, 27 marca 2019, 18:12

Dobre rozpoznanie (sieć mikrosatelitów radarowych, drony, samoloty) + radarowo/termicznie/mikrofalowo do wyboru naprowadzane pociski 155 mm i po kutrach. Satelity radarowe żeby nie wykorzystali np. mgły czy silnych opadów. Przed samonaprowadzającym się pociskiem żaden pojazd nie ucieknie.

BUC czyli Bardzo Uczciwy Człowiek
środa, 27 marca 2019, 17:35

Przy mizerii budżetowej MON-u PMW powinna iść w podobnym kierunku. Dużo małych jednostek w rodzaju fińskich kutrów desantowych klasy Jehu (Watercat M18 AMC), północnokoreańskich/irańskich zanurzalnych łodzi typu Taedong-B/Zulfikar oraz miniaturowych okrętów podwodnych w rodzaju północnokoreańskich klas Yugo czy Sang-O. Do tego rzecz jasna potrzebna jest spora grupa wyszkolonych pod kątem akcji rajdowych i dywersyjnych marynarzy, piechociarzy morskich i podwodnych komandosów.

Pim
środa, 27 marca 2019, 15:50

Radziecka MW i obecnie Rosyjska zawsze zakładała desanty o wymiarze przede wszystkim taktycznym. Jedyne odstępstwo to były plany regularnej wojny z NATO, gdzie nasza MW miała desantować siły UW na wybrzeżu Duńskim. Ponieważ obecnie Rosja na potęgę ćwiczy rozmaite warianty operacji o małej intensywności/hybrydowe, to takie punktowe działania się mieszczą w tym pojęciu. Zresztą Francja podobnie wykorzystuje Mistrale w Afryce. Jako pływające bazy do projekcji siły od postacią zadaniowych grup bojowych.

say69mat
środa, 27 marca 2019, 12:00

Zwalczanie tego typu zagrożeń morską dywersją, powinno być domeną samolotów rozpoznawczych i patrolowych. Zbudowanych na bazie Gulfstream 550 v/s CASA 295, stacjonujących w Siemirowicach v/s Świdwinie oraz śmigłowców szturmowych z Pruszcza v/s Wicka Morskiego v/s Żukowa Morskiego v/s Zegrza Pomorskiego v/s Bagicza. Trochę tej infrastruktury lotniskowej, w spadku po Układzie nam pozostało, stąd można zmodernizować i wykorzystać, jako elementy struktury obrony wybrzeża. Skoro elity polityczne z odrazą myślą o inwestycjach w modernizację potencjału naszej MW.

Wojciech
czwartek, 28 marca 2019, 08:53

W razie W z Rosją żadne samoloty czy śmigłowce nie będą latały. Będzie jak w Donbasie: tylko małe drony. Reszta od razu spada.

say69mat
piątek, 29 marca 2019, 08:44

??? Podobnie, jak ma to obecnie miejsce w przypadku aktywności lotnictwa IDF w rejonie Syrii???

chateaux
czwartek, 28 marca 2019, 00:06

Tak, kolejny który uważa że MW będzie utrzymywała samoloty w powietrzu nad Bałtykiem 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, albo poprosi Rosjan aby robili desant akurat wtedy gdy my mamy samoloty w powietrzu nad Bałtykiem

say69mat
czwartek, 28 marca 2019, 12:06

Na tym polega zasadnicza rola samolotów rozpoznawczych i patrolowych, że wiszą w powietrzu aby spoza zasięgu efektorów opl nadzorować akwen morski i reagować. Naprowadzając albo samoloty, albo okręty, albo pociski manewrujące, wystrzelone przez NDR na zidentyfikowany cel.

chateaux
piątek, 29 marca 2019, 09:14

Ale nie w taki sposób. Żadnego państwa nie stać na prowadzenie stałej obserwacji przy pomocy samolotów. To nieefektywne kosztowo i niewykonalne operacyjnie. Odpowiedz po prostu na pytanie jak wyobrażasz sobie wykonywalność utrzymywania dosłownie 24/7 samolotów w powietrzu nad Bałtykiem. 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Przez lata. Na dodatek, aby obserwacja była na prawdę szczelna, nie jednego lecz kilku na raz.

Twój nick
wtorek, 2 kwietnia 2019, 00:21

Od dziesiątków lat takie zadania wykonują P3 Orion i P8 Poseidon startujące z bazy w Ramstein. Oczywiście nie całą dobę ale mogły by być uzupełnieniem partoli dronów rozpoznawczych.

Marek1
środa, 27 marca 2019, 16:55

1.NIE mamy porządnego lotnictwa morskiego MW(ani samolotów, ani śmigłowców) i NIC nie wskazuje, że w przewidywalnej przyszłości to się zmieni. MON ma inne "priorytety". 2. Obecne tzw. ""elity polityczne""(cudzysłów x 2) pierwsze 2 lata po zwycięskich wyborach świętują, robią czystki i dzielą "łupy"(czyt. lukratywne stanowiska). Od 3 roku władzy zaczynają nową kampanię wyborczą, by utrzymać się przy korycie(ups, pardon) przy władzy. Jak widać BRAK czasu, by się na serio(nie propagandowo)zajmować mało istotnym "detalem" jak zdolności obronne Kraju. Do realista - znaczenie militarne przekopu Mierzei jest i będzie całkowicie marginalne(ekonomiczne również). Kreml to wie i postrzega trafnie tę rządową fanaberię, jako cześć propagandowej kampanii wyborczej, czyli spory kawałek tzw. kiełbasy wyb. dla elektoratu z regionu elbląskiego.

ljhklghkjhg
czwartek, 28 marca 2019, 12:32

Przekop ma znaczenie gospodarcze, ale lokalne (co nie znaczy, że jest to nieważne). Ważny jest dla rozwoju Warmii i Mazur. Może mieć pewne znaczenie dla relacji z Białorusią, Ukrainą i Słowacją, ale to się zobaczy. W godzinie W będzie celem, ale moim zdaniem nie będzie celem w pierwszej kolejności.

...
środa, 27 marca 2019, 11:17

Na radarze je widać jak na strzelnicy a ich prędkość w stosunku do prędkości samolotu jest śmieszna... Potrzeba dobrej obserwacji radarowej i precyzyjnych bomb. Może nie znam się na detalach ale jako oficerowi floty handlowej tak to się widzi.

chateaux
czwartek, 28 marca 2019, 00:08

Jasne, a te naziemne radary będą przez 24/7 hajcowały emisja elektromagnetyczną, i nie zostaną zniszczone po 10 minutach od ujawnienia się.

JSM
czwartek, 28 marca 2019, 12:54

Dobry radar morski to radar trudnowykrywalny z daleka, pracuje z małą mocą i zmienia miejsca. Np RM-100. Tylko nie wiadomo dlaczego nasza Morska Jednostka Rakietowa nie używa RM-100 a wielkich i potężnych, świecących jak Czarnobyl TRS-15C. Jak dla mnie to zwykły sabotaż, tym bardziej że MJR ani nie ma prawdziwych środków zwalczania napadu powietrznego ani możliwości przekazania ewentualnych namiarów do obrony powietrznej kraju.

chateaux
piątek, 29 marca 2019, 09:25

Nie ma takiego nadajnika elektromagnetycznego który nie byłyby wykrywalny, przez urządzenia DF. Jeśli chcesz wysłać jakikolwiek impuls elektromagnetyczny i odebrać jego odbicie, to tak samo może je odebrać przeciwnik. A jeśli on nie może, to Ty jako jego nadawca też nie możesz. Jedynymi sensorami które mogą działać bez ryzyka wykrycia ich pracy przez przeciwnika, są sensory całkowicie pasywne, niczego nie emitujące. Na dodatek Ty jako wysyłający impuls elektromagnetyczny, aby z tego skorzystać i ustalić dzięki niemu to co chcesz, musisz go odebrać w dobrej jakości sygnału, bez zbyt dużych zakłóceń. Przeciwnikowi do ustalenia źródła sygnału za pomocą urządzeń direction finding wystarczy nawet mocno zniekształcony sygnał. Bo on ma tylko odczytać kierunek z jakiego pochodzi sygnał. Nie musi być w stanie odczytywać całej treści sygnału.

say69mat
środa, 27 marca 2019, 14:11

Problem polega na tym, że operacje desantowe są ze swej natury operacjami sił połączonych. To znaczy, podczas gdy lotnictwo zakłóca i atakuje stacje radiolokacyjne. Okręty wojenne atakują infrastrukturę militarną i przemysłową w rejonie wrażliwym wybrzeża. Stąd desant, w ogólnym zamieszaniu, jest w stanie spokojnie wylądować, zrealizować zadanie i się wycofać. Albo na pokładach okrętów desantowych, albo wykorzystując śmigłowce zabezpieczające siły desantu morskiego.

Manolo
środa, 27 marca 2019, 22:14

I już wszystko ? Tylko tyle sposobów wykorzystania?

realista
środa, 27 marca 2019, 10:58

do Marek 1 - do 1989 r. była 7 Łużycka Dywizja Piechoty tzw. żabochlaby (niebieskie berety), obecnie jest to 7 BOW - 7 Brygada Obrony Wybrzeża też niebieskie berety, ale faktycznie nie posiadająca nowego sprzętu desantowego. Poza tym opisane możliwości działania piechoty morskiej SZ FR na terenie Bałtyku mogą również wskazywać, że jeżeli powstanie przekop Mierzei Wiślanej, to Rosjanie będą wstanie bardzo szybko go zniszczyć i tam samym zablokować wszelkie statki handlowe oraz okręty wojenne polskiej MW.

Pim
środa, 27 marca 2019, 15:45

A jakie okręty MW będą stacjonować na akwenie o głębokości od 5 do 2m? A jakie strategicznie ważne statki wpłyną do portu w Elblągu via przekop? Może jeszcze na zalewu zbudujemy bunkry i nazwiemy je Linią Macierewicza?

peel
środa, 27 marca 2019, 17:09

Podoba mi się ta "Linia Maciarewicza" :) Będziemy jej bronić całym potencjałem, przed desantem ruskiego kuterka, który zaatakuje cenną twierdzę Elbląg, mającą globalne znaczenie obronne i ekonomiczne.

dim
środa, 27 marca 2019, 15:33

Żeby zniszczyć przekop, wystarczy artyleria - to blisko. Natomiast myślałbym raczej o uchwyceniu tego przekopu, jako najkrótszej drogi do Trójmiasta. A że jest tam jeszcze trochę więcej przeszkód po drodze, mogą starać się uchwycić wszystkie przyczółki, a my powinniśmy starać się zapewnić naszym sąsiadom "o jeden most za daleko".

Anty-Che
środa, 27 marca 2019, 10:12

Sens tej taktyki jest bardzo prosty. Niewielkie szybkie grupy wysadzane są w pobliżu naszych NDRów i je niszczą. A potem Moskale mogą już swobodnie operować na całym Polskim wybrzeżu

jhklhjgljk
czwartek, 28 marca 2019, 12:22

Moim zdaniem, te jednostki sa szykowane na Bałtów, a nie na Polskę. Na Polskę są chyba za słabe, pozatym, nawet jak do naszego terenu dotrą, to trudno im będzie sie wycofać.

Marek
czwartek, 28 marca 2019, 08:10

Dokładnie o tym samym pomyślałem.

dim
środa, 27 marca 2019, 08:01

czytałem, że Turcy, na taką ewentualność (greckich dywersji małymi jednostkami) przewidują m.in. dyżurne drony przeciwokrętowe. Dostarczone do jednostek brzegowych.

Harry 2
środa, 27 marca 2019, 00:59

Czy to prawda, że wzdłuż naszego wybrzeża są rozlokowane ciche radary morskie produkcji polskiej? Jeżeli tak, to wszystkie jednostki dopływające do wybrzeża powinny zostać namierzone/wykryte/zneutralizowane. Powinniśmy spać spokojnie, a nie śpimy? Dlaczego.

Jani
środa, 27 marca 2019, 22:13

Prawda! Dlatego te jednostki będą odpływać na wsteczu. Wtedy te cieche radary ich nie dostrzegą...

Północna
wtorek, 26 marca 2019, 22:03

Warto dodać, że klasyczne okręty desantowe proj. 775 Ropucha były seryjnym produktem Stoczni Północna w Gdańsku. Większość z nich nadal pływa. Na dzisiejszą, szczątkową obronę naszego wybrzeża, niestety nawet te małe kutry, są poważnym zagrożeniem.

spoko
wtorek, 26 marca 2019, 21:34

Można je łatwo wystrzelać Spikeami z Wyżyny Elbląskiej.

dim
środa, 27 marca 2019, 15:37

- Ale to pod warunkiem, że nikt nie zaśpi, że magazynier w porę wyda te spajki z magazynu, że w ogóle w porę zidentyfikowane zostanie niebezpieczeństwo itp. A kutry w międzyczasie zasuwają 40-50 mil morskich na godzinę... Czyli nawet jestem zupełnie pewien, że wątpię. O ile w ogóle odpowiedni typ głowicy jest tam gotów - jako cywil nie mam info.

Caton
wtorek, 26 marca 2019, 18:23

Mają już takie tradycje jak i doświadczenia z okresu IIWŚ i ich marynarzy Floty Czarnomorskiej stąd mnie to nie dziwi. Poza tym sowieci to państwo typowo lądowe więc raczej nie w ich naturze jest przeprowadzanie dużych desantów morskich. Tak jak w latach 40-tych III Rzesza tak i teraz ich siła na lądzie. W klimacie morza więc są tylko zainteresowani dywersją. Ceterum censeo Carthaginem delendam esse (cyt. Marcus Porcius Cato)

Maj.
środa, 27 marca 2019, 16:26

Otóż mylisz się w czasie II wojny światowej wysadzili parę dość dużych desantów na Krymie w 1942 i 1944 roku oraz w czasie wojny z Japonią na Kurylach i w Korei w 1945.

AWU
czwartek, 28 marca 2019, 09:07

Krym: 1942r , klęska (rosyjskie straty 32 tys zabitych i 170 tys jeńców, państwa osi 9500 zabitych/zaginionych 27tys rannych). 1944r połowiczny sukces, lecz w rejonie Kerczu desantowano ponad 9000 wojska z czego jedynie 2100 zdołano ewakuować). Kuryle: desant rozpoczął się 18.08.1945 czyli już po kapitulacji Japonii ogłoszonej przez cesarza 3 dni wcześniej, poza tym sowieci otrzymali do desantu na Japonię 149 okrętów i jednostek desantowych w ramach lend lease jak również od stycznia 1945r Amerykanie przeszkolili 12 tysięcy Rosjan w ich użyciu w bazie Cold Bay, Alaska ("Project Hula"). Znamienne gdy Rosjanie trenowali do desantu na Japonię obowiązywał wciąż japońsko-sowiecki pakt o nieagresji, dlatego trening odbywał się na odludziu Alaski.

Maj.
czwartek, 28 marca 2019, 15:00

A co to ma do rzeczy. Udało im się czy nie, uczyli ich Amerykanie, mieli pakt o nieagresji z Japonią czy też zobowiązanie z Jałty kogo to obchodzi. Ważne że to robili to i to nie raz i to w skali większej niż taktyczna. Market Garden albo Pear Harbour to też sukcesy sił desantowych czy MW aliantów nie były a nikt nie mówi że Amerykanie nie umieją wysadzać desantów albo używać. MW

Marek1
wtorek, 26 marca 2019, 17:26

1. Stan ochrony/obrony portów Gdańska/Gdyni jest GORZEJ niż niedostateczny. Kilka 20-40 osobowych grup morskiego specnazu na szybkich Raptorach i Siernach jest w stanie totalnie sparaliżować ich bieżące funkcjonowanie, a po założeniu tzw. nieusuwalnych ładunków minowych także przyszłe(tygodnie/m-ce?). Portów "strzegą" firmy ochrony płacące różnej maści 50-60-cio letnim "komandosom" po 10-11 PLN/h(netto). Niegdyś za przeciwdesantową obronę wybrzeża i działania desantowe odpowiadała wyspecjalizowana 7 Dywizja Piechoty Morskiej LWP(Niebieskie Berety) obecnie od wielu lat nieistniejąca. Pozostała PRÓŻNIA. 2. Niewielkie ODS-y(Diugoń, Sierny) i kutry desantowo-szturmowe(Raptor) są wręcz idealnym sprzętem do "wyzwolenia" z pod szwedzkiej "okupacji" np. Gotlandii. Po alarmistycznych apelach wywiadu i Mar. Woj. Szwecji z lat 2014/17 "wzmocniono" obronę wyspy z 120 żołnierzy/policjantów, do ... ok. 260(2 kompanie) ludzi z kompanią(9 wozów) MBT Strv 122 (zmodyfikowany wariant Leoparda 2), ale BEZ brzegowych syst. p. okrętowych i obr. powietrznej. Ps. Na pytanie różnej maści naiwniaków - "A po co Moskwie Gotlandia" odsyłam ich do mapy Bałtyku i rosyjskich bogatych doświadczeń w budowie/rozbudowie szczelnych stref A2/AD(Krym, Kaliningrad).

Szymon
środa, 27 marca 2019, 08:44

Polska nigdy nie miała 7 Dywizji Piechoty Morskiej.

Marek1
środa, 27 marca 2019, 16:31

Szymon - łatwo znaleźć w necie, więc po co się głupio zaprzeczasz ? Dla zasady ?? Jednostka nazywała się 7 Łużycka Dywizja Desantowa i była rozlokowana w Gdańsku, Słupsku i Lęborku. Za czasów Ukł. Warszawskiego miała głównie zadania ofensywne(np. desanty morskie na duńskie wybrzeże). Miała częste ćwiczenia z 2 flotyllą ODS(okr. desantowych) i była wyposażona w sporą ilość pływających transporterów TOPAS i pływajace czołgi PT-76. Była to tzw. jedn. pierwszego rzutu razem z 6PDPD(Pomorska Dyw. Pow-Des.) o najwyższej gotowości bojowej w LWP. Koszary 7 dywizji(Gdańsk-Wrzeszcz) miałem przez parę lat kilka km od domu. Dywizje rozformowano bodaj w 1986/7 r.

Adams
środa, 27 marca 2019, 22:56

Faktycznie istniała jednostka o nazwie - 7 Łużycka Dywizja Desantowa. Dywizją była jednak tylko z nazwy, bo liczyła tylko ok. 6 tys. żołnierzy. W 1986 r. przeformowano ją w 7 Brygadę Obrony Wybrzeża,

dim
środa, 27 marca 2019, 08:06

Tyle, że jednostka Obrony Wybrzeża służyć miała miała do ataku. Nie do obrony Trójmiasta przed Rosjanami, w czym zresztą nie wiem jak mogłaby pomóc ? Potrzebne jest lotnictwo morskie, drony, artyleria rakietowa zatokowego zasięgu. Tak, by z każdego punktu można było bronić każdego innego punktu Zatoki Gdańskiej. No dobra, powiem brutalniej: Ale kogo to w MON obchodzi ? Bo jakoś nie widać - nie słychać.

Rx
wtorek, 26 marca 2019, 16:31

I rozumiem, że Autor przewiduje do zwalczania tego (słusznie skądinąd zidentyfikowanego) zagrożenia dywersją OP, które w innej z analiz przedstawił, jako jedyne potencjalnie użyteczne jednostki MW po jej reanimacji? Gratuluję poczucia humoru...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama