Czechy zmieniają wymagania na śmigłowce. Oczekiwania były „science-fiction" [KOMENTARZ]

3 lutego 2018, 09:48
Mi-171Sz Czechy
Fot. Czech Army

Nie możemy oczekiwać science-fiction, którego po prostu nie ma na rynku – powiedziała nowa minister obrony Czech Karla Šlechtová w kontekście przetargu na uzbrojone śmigłowce wielozadaniowe, którego finalistami był Bell UH-1Y Venom i Leonardo Helicopters AW139M. Ten kosztowny program został oceniony przez nowy rząd jako niezasadny i de facto, rozpocznie się od nowa. Sytuacja przypomina nieco polski przetarg na Caracale, jednak są również istotne różnice. 

Mam pewne wątpliwości, czy potrzebujemy wszystkiego, co mamy tam określone. […] Nie zamierzamy wchodzić w żadne science fiction, nie zamierzam wchodzić w fantastyczne śmigłowce, których nie ma na rynku. […] A żołnierze myśleli że śmigłowce są już kupione – stwierdziła pani minister Karla Šlechtová w programie TV Prima. W ten sposób odniosła się do wymagań, jakie zostały sformułowane dla przetargu na uzbrojone śmigłowce wielozadaniowe dla czeskiej armii.

W ostatnich miesiącach ubiegłego roku postępowanie to było w ostatniej fazie, do której zakwalifikowano dwie oferty spełniające wymagania, ale znacznie przekraczające planowane fundusze na ten cel. Budżet programu zakupu 12 maszyn wynosił 6 mld koron (ok. 1 mld zł) podczas gdy tańsza z dwóch finalnych ofert, już po znacznej obniżce negocjacji opiewała na ponad 9 mld koron. Była to propozycja koncernu Leonardo Helicopters dotycząca maszyny AW139M. Potwierdzona przez Departament Stanu oferta 12 śmigłowców UH-1Y Venom produkowanych przez Bell Helicopter w ramach programu Foreign Military Sales oszacowana została na maksymalnie 575 mln USD, czyli ponad 12,6 mld koron czeskich.

Warto przy tym zaznaczyć, że Czechy nie chciały w tym postępowaniu pozyskać zwykłych śmigłowców wielozadaniowych, ale maszyny zdolne przetransportować 4-6 osobowy oddział i realizować misje wsparcia wojsk lądowych kierowanym i niekierowanym uzbrojeniem, w tym pociskami przeciwpancernymi. De facto, maszyny te miały z jednej strony zastąpić maszyny transportowe/wielozadaniowe a z drugiej częściowo wypełniać rolę realizowaną obecnie przez maszyny Mi-35. Przynajmniej do czasu zastąpienia ich nowym typem śmigłowców uderzeniowych w ramach odrębnego postępowania które jest planowane na połowę przyszłej dekady.

Sytuację znajdującego się w finalnej fazie negocjacji przetargu zmieniła diametralnie, jak to się zdarza w wielu krajach, zmiana rządu. Na początku grudnia prezydent Milosz Zeman przyjął dymisję dotychczasowego rządu socjaldemokratycznego premiera Bohuslava Sobotki i powołał mniejszościowy rząd miliardera Andreja Babiša. Na czele ministerstwa obrony miejsce  Martina Stropnický’ego zajęła Karla Šlechtová. Podważa ona co najmniej cześć kosztownych zakupów zbrojeniowych poprzednika, ogłaszanych jako sukcesy. Były wśród nich kontrakty na broń, wyposażenie, w tym kamizelki kuloodporne, pojazdy ciężarowe.

Jeśli chodzi o zakup śmigłowców, to zakładano od początku, że nowy rząd wybierze ostatecznie jedną z dwóch zakwalifikowanych ofert: włoską lub brytyjską. Minister Stropnický jeszcze w listopadzie zapewniał, że fundusze na ten cel, pomimo 50-100 proc. wyższych kosztów programu, zostały zabezpieczone w budżecie. Jego następczyni zdecydowanie sugeruje, że cena, podobnie jak wymagania, zdecydowanie przewyższają nie tylko możliwości ale i potrzeby Republiki Czeskiej. Minister Karla Šlechtová oświadczyła, że – chcę otrzymać od żołnierzy „realne wymagania dla śmigłowca”. […] Nie możemy oczekiwać science fiction, którego po prostu nie ma na rynku. Dlatego szef sztabu został zobowiązany, aby do końca stycznia przedefiniować i określić ostateczną specyfikację dla śmigłowców wielozadaniowych.

De facto oznacza to rozpoczęcie całej procedury od nowa, choć prawdopodobnie w trybie nieco szybszym niż w pierwszym postępowaniu, gdyż co najmniej cześć parametrów nie ulegnie zmianie. Najprawdopodobniej znacznemu ograniczeniu ulegną wymagania dotyczące uzbrojenia, zwłaszcza pocisków kierowanych. W takiej konfiguracji maszyny będą w mniejszym stopniu zastępować Mi-24, a w większym zakresie przyjmą rolę lekkich maszyn transportowo-wielozadaniowych, których czeska armia nie posiada.

Nowe śmigłowce uzupełnią dostosowane do standardów NATO i wyposażone w nowoczesne systemy za amerykańskie pieniądze znacznie cięższe maszyny Mi-171Sz. Są to śmigłowce w wersji wyposażonej w rampę, doposażone w dwa karabiny M134D-H Minigun i reflektory „szperacze”. Pięć z ośmiu czeskich maszyn otrzymało głowice optoelektroniczne Star Safire III oraz radary dopplerowskie TWR 850. Awionika Rockwell Collins obejmuje zintegrowane systemy nawigacyjne i zarządzające lotem, autopilota oraz trzy niezależne systemy pozycjonowania. Kabina wyposażona jest w cztery wielofunkcyjne wyświetlacze, przy których można również używać gogli noktowizyjnych. Integracją całości zajmowała się czeska firma LOM Praha.

Jak widać, sytuacja w czeskim przetargu w pewnym zakresie przypomina sytuację polskiego kontraktu na Caracale, którego finalizacja zbiegła się z wyborami i zmianą rządu w Polsce. Zarówno w Czechach jak i w Polsce ciągnące się wiele lat postępowanie swój kluczowy moment miało w okresie skomplikowanym politycznie. Istotna różnica jest jednak zdecydowanie głębsza  naszych południowych sąsiadów świadomość ekonomicznych i politycznych zależności, która spowodowała przesunięcie decyzji w czasie. De facto, spowodowała przekazanie jej nowemu rządowi i nowemu ministrowi obrony.

W historii czeskiego ministerstwa obrony istniały już precedensy w równie kosztownych i złożonych tematach. Podobnie sytuacja przebiegała w 2013 roku w kontekście przedłużenia leasingu myśliwców JAS39 Gripen. Negocjacje prowadził rząd Petra Nečasa natomiast umowę podpisywał kolejny gabinet premiera Jiříego Rusnoka. W przypadku śmigłowców wielozadaniowych sytuacja nie przebiega tak gładko i nie sprowadza się do zawarcia umowy, ale resetu całego postępowania podobnie jak w Polsce. Czeski scenariusz jest o wiele mniej kontrowersyjny i nie zamyka nikomu drogi do zwycięstwa w swoistej "dogrywce".

W Polsce sytuacja niestety wygląda inaczej i burzliwe okoliczności rezygnacji z Caracali mogą spowodować w przyszłości problemy polityczne np.  jeśli w przetargu na śmigłowce morskie lub specjalne najlepsza okaże sie oferta francuska z maszyną H225M Caracal. 

Reklama
Tweets Defence24