Pociski przeciwradiolokacyjne. "Odpowiedź współczesnego lotnictwa na obronę powietrzną" [RAPORT]

29 stycznia 2016, 12:33
Australia zamówiła pociski AARGM – fot. US Navy
Pocisk ALARM, obecnie już wycofany ze służby w RAF (bez wdrażania następcy). Fot. Dammit/CC BY SA 2.5/Wikipedia.
Pocisk AGM-45 Shrike. Fot. USAF
Fot. ktrv.ru
Fot. mil.ru
Do grona użytkowników pocisków HARM zalicza się m.in. Luftwaffe. Fot. Luftwaffe.

Zwalczanie elementów systemu obrony przeciwlotniczej (Suppression of Enemy Air Defence - SEAD) jest jedną z najbardziej niebezpiecznych misji wykonywanych przez współczesne lotnictwo. Współcześnie tego typu działania polegają na precyzyjnym niszczeniu stacji radiolokacyjnych naprowadzania rakiet i innych środków przeciwlotniczych oraz stanowisk dowodzenia, których funkcjonowanie zagraża własnym statkom powietrznym. W tym celu wykorzystuje się pociski przeciwradiolokacyjne, co do zasady naprowadzane na źródło emisji elektromagnetycznych - radary używane w zestawach obrony powietrznej - pisze w analizie dla Defence24.pl Marek Dąbrowski.

Z chwilą pojawienia się pierwszych kierowanych radiolokacyjnie systemów ostrzegania i obrony powietrznej podjęto kroki do stworzenia pasywnych i aktywnych form przeciwdziałania nowemu zagrożeniu. Ich celem było, przede wszystkim, zapewnienie ochrony własnemu lotnictwu podczas wykonywania różnych zadań bojowych, rozpoznawczych, czy misji wsparcia. Nasycenie naziemnej obrony przeciwlotniczej systemami rakietowymi pierwszej, a następnie drugiej generacji spowodowało, że wykonanie zadania przez siły powietrzne stało się bardzo trudne, a czasami wręcz niemożliwe.

Związane to było głównie z koniecznością niszczenia/obezwładniania ważnych celów, które to zadanie wymagało (wobec możliwości ówczesnych środków rażenia) przebywania w przestrzeni nad celem, a co za tym idzie, w strefie silnego oddziaływania systemów obrony przeciwlotniczej. Efektywność użycia środków zwalczania napadu powietrznego znacząco zwiększało użycie coraz doskonalszych systemów radiolokacyjnych (w tym mobilnych, wykorzystujących różne zakresy długości fal i działających w pewnych odległościach od systemów uzbrojenia), zdolnych do skutecznego wykrycia i naprowadzania w obrębie znacznych odległości czy wysokości lotu.

Rezultaty prawidłowo wykonywanych zadań z zakresu SEAD powodują zmniejszenie strat własnych oraz znacząco wpływają na specyfikę i powodzenie wykonania innych misji w obszarze objętym strefą lub oddziaływaniem obrony plot. 

Działania z zakresu SEAD mogą mieć dwojaki charakter:

-        celowe wcześniejsze niszczenie/obezwładnianie dla zapewnia swobody wykonywania operacji powietrznych;

-        niszczenie systemów przeciwlotniczych w trakcie wykonywania danej operacji powietrznej (lub kilku planowanych operacji) w głębi ugrupowania lub terytorium przeciwnika.

Są one również ściśle powiązane z wszelkimi formami prowadzenia walki radioelektronicznej w obszarze związanym z wykonaniem danej misji.

Pierwsze pociski przeciwradiolokacyjne przenoszone przez samoloty bojowe – Anti Radiation Missile (ARM) przeznaczone do niszczenia instalacji radiolokacyjnych i naprowadzane na promieniowanie elektromagnetyczne emitowane przez radar, pojawiły się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku (KSR-2P, KSR-11, KSR-5P/MP, GAM-67 Crossbow, ASM-N-8 Corvus – pociski pierwszej generacji dedykowane przede wszystkim lotnictwu strategicznemu), a obecnie stanowią one nieodzowny element każdej formacji powietrznej wykonującej misje zadaniowe.

Samoloty walki radioelektronicznej towarzyszą m.in. bombowcom, czy samolotom uderzeniowym, zmniejszając skuteczność odpowiedzi przeciwnika i niszcząc systemy jego wykrywania i naprowadzania. Do wykonania takiego zadania samolot wielozadaniowy F-16 wyposażony może zostać np. w dwa pociski przeciwradiolokacyjne AGM-88 HARM, pociski powietrze-powietrze AIM-120 AMRAM lub AIM-9 Sidewinder, dwa dodatkowe zbiorniki paliwa oraz zasobniki nawigacyjne i walki radioelektronicznej (AN/AAQ-13 Lantrin i ALQ-131), podczas gdy MiG-29/35 zabiera do czterech pocisków przeciwradiolokacyjnych Ch-31P i dodatkowy zbiornik paliwa.

Zastosowanie pocisków przeciwradiolokacyjnych oraz systemu walki radioelektronicznej przez członków NATO oraz państwa militarnie powiązane z USA związane jest z przyjęta doktryną wykonywania operacji lotniczych przez specjalistyczne maszyny sił powietrznych. Natomiast w byłym ZSRR, a obecnie w Rosji (krajach z nią związanych militarnie) zakłada się, że takie uzbrojenie jest standardowym wyposażeniem każdego typu samolotu zdolnego je przenosić i efektywnie użyć podczas realizacji przewidzianych mu zadań. Jednak oba podejścia wymagają dużej efektywności w obezwładnianiu naziemnych systemów obrony powietrznej, tak by zapewnić własnemu lotnictwu korzystne warunki do wykonania zadań nad terytorium przeciwnika.

Szczególne znaczenie ma również użycie w działaniach na wodzie skutecznego systemu przeciwradiolokacyjnego, co sprowadza się do wykrycia i namierzenia systemów radiolokacyjnych okrętów w celu dokonania uderzenia lotniczymi czy okrętowymi (nadbrzeżnymi) systemami rakietowo-artyleryjskimi).

Zasadniczymi parametrami stawianymi wobec pocisków przeciwradiolokacyjnych są zasięg (minimalny i maksymalny), prędkość lotu (związany z tym czas osiągniecia celu) oraz ich skuteczność rażenia i przeciwstawiania się systemom i sposobom przeciwdziałania przeciwnika.

Ze względu na zasięg pociski przeciwradiolokacyjne dzieli się na:

-        małego zasięgu – do 100 km;

-        średniego zasięgu – do 200 km;

-        dużego zasięgu – powyżej 200 km.

Natomiast o skuteczności rażenia przede wszystkim decydują:

-        masa głowicy bojowej;

-        masa ładunku wybuchowego w głowicy i jego rodzaj;

-        promień rażenia sprzętu radiolokacyjnego i innych środków;

-        dokładność i prawdopodobieństwo trafienia/obezwładniania celu;

-        odległość eksplozji zapalnika zbliżeniowego od celu;

-        możliwość eksplozji w wyniku bezpośredniego trafienia.

Obecnie nowoczesne pociski przeciwradiolokacyjne są rozwijane i produkowane głownie przez Stany Zjednoczone, Rosję, Chiny i Brazylię.

Shrike
Pocisk AGM-45 Shrike. Fot. USAF

Stany Zjednoczone

Pierwszym (z pominięciem systemów lotnictwa strategicznego) wprowadzonym do użycia pociskiem tego typu był AGM-45A Shrike, używany od końca lat sześćdziesiątych na specjalnej wersji samolotu F-105F/G Thunderchief i F-4G „Wild Weasel” przeznaczonych do wykrywania i zwalczania/obezwładniania systemów radiolokacyjnych. Pocisk ten charakteryzował się samonaprowadzaniem biernym na źródło promieniowania elektromagnetycznego, zasięgiem maksymalnym 12÷52 km (w zależności od wysokości odpalania i modelu), masą bojową 177 kg (w tym 68 kg głowicą) oraz wymiarami - długość 3050 mm, średnica 200 mm i rozpiętość 914 mm. Rozwijał prędkość do 1000 m/s. W zasadzie eksplodował on w bliskiej odległości stacji (tworzyło się ok. 20 000 odłamków  formujących stożek o kącie podstawy ok. 400 i promieniu rażenia ok. 15 m (jeśli został skutecznie na nią naprowadzony), co zasadniczo ograniczało jego możliwości.

Następcą F-4G w USAF został F-16CM, który wykonuje również zadania obezwładniania obrony powietrznej na rzecz USMC (wycofywane EA-6B Prowler zastąpią w przyszłości F-35) natomiast w USN EA-6B zastąpił EA-18G Growler (pociski przeciwradiolokacyjne przenoszą są również przez F/A-18C/D Hornet i F/A-18E/F Super Hornet). Docelowym samolotem walki radiolokacyjnej w SZ USA będzie F-35 różnych odmian, wspierany przez E/A-18G.

Kolejne generacje samolotów zostały uzbrojone w AGM-78 i AGM-88 High-speed Anti-Radiation Missiles (HARM) o zwiększonych możliwościach.

AGM-78B był samonaprowadzającym się na źródło promieniowania elektromagnetycznego pociskiem o zasięgu 4,5÷75 km, masą bojową 630 kg (masa głowicy 98 kg) oraz wymiarami - długość 4500 mm i średnica 340 mm. Rozwijał prędkość do 820 m/s. Posiadał on już system nawigacji bezwładnościowej INS, oraz moduł pamięci wewnętrznej zgromadzonych danych, co umożliwiało przeprowadzenie na ich podstawie ataku nawet po przerwaniu emisji promieniowania radarowego (wyłączeniu stacji).

Tornado HARM
Do grona użytkowników pocisków HARM zalicza się m.in. Luftwaffe. Fot. Luftwaffe.

HARM został przyjęły do uzbrojenia USA oraz m.in. armii Grecji, Maroka, Arabii Saudyjskiej, Korei Południowej, Hiszpanii, Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Niemiec. Stworzony przez Raytheon Missile System pocisk składa się z systemu kierowania (system wykrywania promieniowania radiolokacyjnego, szerokopasmowa antena RF, cyfrowy procesor), kontroli (wewnętrznego elektro-mechanicznego cyfrowego autopilota, systemu nawigacji inercyjnej, napędów sterów), silnika rakietowego na paliwo stałe (o dwóch stopniach ciągu – przyspieszenie, ustalony i masie 127 kg) i odłamkowo-burzącej głowicy bojowej z aktywnym systemem laserowym.

Pocisk w środkowej części kadłuba ma cztery zamocowane obrotowo trójkątne skrzydełka w układzie krzyżowym (zapewniające manewrowość). W tylnej części kadłuba rozmieszczono cztery nieruchome stateczniki.  Ze względu na sposób użycia i stosowana taktykę HARM ma trzy zakresy pracy:

-        odpalenie z określonej odległości do wykrytych stacji, ich namierzenie i zniszczenie;

-        wyszukiwanie stacji przez systemy pocisku i nosiciela a następnie naprowadzanie na wykryte obiekty o znanych parametrach działania;

-        pokładowy system nosiciela przekazuje dane o opromieniowaniu przez stacje i na ich podstawie naprowadza się pocisk.

Znane są następujące, kolejne wersje pocisku HARM – AGM-88A/B/C i F, na bazie jego konstrukcji opracowano też pocisk AGM-88E AARGM, dysponujący także możliwością rażenia celów innych niż stacje radiolokacyjne.

Produkowany od 1993 roku AGM-88C zawiera nową sekcję kierowania, emiter wykrywania modułowej częstotliwości i moduł pomiaru jej wartości chwilowej oraz zmodernizowany procesor o większej o 6dB czułości na wykrywanie częstotliwości pracy, czy jej pasma pośredniego. Pozwala to na znaczne zwiększenie możliwości działania w „zagęszczonym” sygnałami środowisku pracy, 5 % wzrost możliwości pamięci operacyjnej oraz poprawę możliwości samej głowicy bojowej typu WAU-27/B. Pocisk ma długość 4170 mm, średnicę 254 mm, masę bojową 367 kg (zawierającą 66,2 kg głowicę bojową odłamkową, tworzącą potencjalnie ponad 25 tys. odłamków) i maksymalny zasięg pomiędzy 45 a 91 km. Dokładność trafienia wynosi ok. 6 m.

AGM-88E Advanced Anti-Radiation Guided Missile (AARGM) został opracowany w ramach programu prowadzonego przez Marynarkę Wojenną USA i siły powietrzne Włoch (partner przemysłowy Orbital ATK). Rakieta AGM-88E Block używa elementów konstrukcji silnika rakietowego oraz głowicy bojowej wersji AGM-88B/C. Zastosowano jednak nowy system naprowadzania, z komponentami cyfrowymi oraz nowe elementy systemu kierowania. Pocisk w wyposażony jest w pasywną (radiolokacyjną, wieloczujnikową, cyfrową) głowicę samonaprowadzającą, projektowaną z myślą o wykrywaniu współczesnych radiolokatorów obrony powietrznej i aktywny radar milimetrowy z precyzyjnym modulatorem Dopplera. Dysponuje również odbiornikiem INS/GPS. Istnieje możliwość przekazywania informacji o zagrożeniach do pilota w kokpicie.

Wdrożone rozwiązania pozwalają również na zwalczanie celów innych, niż stacje radiolokacyjne. Aktywny radar milimetrowy pozwala na lokalizowanie celów ruchomych, w tym np. zwalczanie radarów które zostały wyłączone już po wystrzeleniu rakiety i są w trakcie zmiany stanowiska. System naprowadzania naprowadzania ma pozwalać na identyfikację i klasyfikację celów, w tym odróżnianie potencjalnych źródeł zagrożeń od innych obiektów oraz wybór najbardziej niebezpiecznych celów. Istnieje również możliwość wyznaczania stref, w których cele mogą bądź nie mogą być rażone. 

AARGM1
Australia chce kupić rakiety antyradarowe AARGM – fot. US Navy

W wersji Block 1 wdrażane są zmiany oprogramowania. Pocisk przeznaczony do użytku w siłach zbrojnych USA dysponuje dodatkowo modułem oszacowania skuteczności ataku, który po złożeniu wniosku przez klienta zagranicznego i wyrażeniu zgody przez amerykańskie władze może być dostarczony klientom zagranicznym jako opcja. Zgodnie z informacjami podanymi przez połączone dowództwo systemów morskich US Navy i USMC NAVAIR ma długość 4170 mm, średnicę 254 mm, masę bojową 361 kg (zawierającą głowicę bojową o masie ok. 67 kg) i maksymalny zasięg ponad 60 mil morskich (111 km). Rakiety AARGM znajdują się w produkcji seryjnej, są używane na myśliwcach F/A-18C/D/E/F Hornet/Super Hornet US Navy i USMC, a także E/A-18G Growler. Będą również zintegrowane z włoskimi maszynami Tornado ECR, zostały zamówione także przez Australię. Są kompatybilne z F-15, F-16 (wstępna integracja przebiegła bez problemów technicznych) i F-35. Są oferowane Polsce jako uzbrojenie F-16 C/D Block 52+.

Czytaj więcej: AARGM – pocisk nie tylko przeciwradiolokacyjny

Natomiast AGM-88F jest zmodernizowaną wersją pocisku HARM – HARM Control Section Modification (HCSM). Zawiera on system pozycjonowania GPS, wewnętrzny moduł pomiaru dokładności lotu, dodatkowe moduły przetwarzania danych oraz cyfrowy komputer lotu z dodatkową jednostką zasilającą. Takie zestawienie ma na celu zwiększenie dokładności, a przede wszystkim czasu reakcji systemu uzbrojenia, jego niezawodności działania, zmniejszenia ryzyka oddziaływania na własne systemy namierzania itd. Zmodyfikowanie oprogramowanie pozwala na zwiększenie możliwości i precyzji naprowadzania w stosunku do klasycznych pocisków HARM oraz ciągłej kontroli tego procesu w trakcie działania systemów walki radioelektronicznej przeciwnika i stosowania przez niego procedur przeciwdziałania.

AGM-88F jest przenoszony przez samoloty F-16 C/D Block 50/52 wyposażone w wyrzutnie LAU-118(v)1/A i specjalistyczne dodatkowe wyposażenie elektroniczne. Pierwsze z 650 kompletów zestawów modernizacyjnych do tego wariantu zostały dostarczone do USAF w 2013 roku.

Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Izrael

Większość z członków NATO zadania związane z prowadzeniem walki radioelektronicznej (w tym zwalczaniem/obezwładnianiem naziemnych systemów rozpoznania) opierała na wykorzystaniu amerykańskich środków. Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Włochy postanowiły stworzyć dedykowany system walki w oparciu o samoloty Tornado ( w tym GE-ECR/IT-ECR) i Mirage 2000 czy Rafale.

Pomimo wycofania z eksploatacji w SZ Wielkiej Brytanii produkowanego przez MBDA pocisku Air Launched Anti-Radiation Missile (ALARM – opracowanego przez British Aerospace Dynamics), jest on nadal eksploatowany na saudyjskich Tornado (modernizacja i dostosowanie w ramach programu modernizacyjnego TSP). Jest to pocisk posiadający zdolność powolnego krążenia – po wyłączeniu namierzanego radaru może wznieść się na wysokość ok. 12 200 km i powoli opadać na spadochronie w oczekiwaniu da ponowne włączenie (takie możliwości miał również eksperymentalny amerykański pocisk AGM-136 Tacit Rainbow).

Wyposażony jest w głowicę odłamkowo-burzącą (o wolframowych odłamkach) z laserowym zapalnikiem zbliżeniowym i programowalny układ pasywnego naprowadzania radarowego. Posiada cyfrowy czterokanałowy, szerokopasmowy odbiornik, umożliwiający analizę odbieranych sygnałów pod katem wyboru stacji radiolokacyjnej o największym zagrożeniu dla własnych statków powietrznych. ALARM ma długość 4240 mm, średnicę 224 mm, masę bojową 265 kg, rozpiętość 73 mm i maksymalny zasięg od 45 do 93 km.

ALARM
Pocisk ALARM, obecnie już wycofany ze służby w RAF (bez wdrażania następcy). Fot. Dammit/CC BY SA 2.5/Wikipedia.

Martel AS-37 był kierowanym programowo, bezwładnościowo i w końcowej fazie lotu samonaprowadzającym biernie na promieniowanie elektromagnetyczne radaru pociskiem opracowanym przez francuska firmę Matra. Posiadał on dwa silniki startowe. Miał długość 4120 mm, średnicę 40 mm, rozpiętość 1200mm, masę bojową 530 kg (zawierającą 150 kg głowicę bojową) i maksymalny zasięg do 60 km. AS-37 nie miał układu zapamiętywania położenia celu, co po wyłączeniu stacji powodowało utratę kontaktu. 

Anti Radar Matra (ARMAT) to zmodernizowana wersja pocisku AS-37 posiadająca cztery silniki startowe i zwiększony impuls silnika marszowego. Pocisk wyposażono w układ nawigacji bezwładnościowej, szerokopasmowy odbiornik w  układzie naprowadzania i procesor m.in. określający położenie celu. ARMAT ma długość 4150 mm, średnicę 40 mm, rozpiętość 1200 mm, masę bojową 160 kg i maksymalny zasięg od 60 do 120 km.

Niemcy i Izrael prowadziły badania nad opracowaniem własnych pocisków przeciwradiolokacyjnych. W Niemczech nosił on nazwę Armiger a w Izraelu Star-1. Oba wyposażono w układy naprowadzania z system GPS, przy czym Armiger posiadał dodatkowo sensor podczerwieni oraz układ do obróbki pochodzących z niego obrazów (dokładność trafienia tego pocisku wynosiła poniżej 1 m). Pierwszy z pocisków miał zasięg maksymalny do 200 km, a drugi do 100 km. Armiger był napędzany strumieniowym silnikiem, który zapewniał mu prędkość ponad 3 Ma.

ZSSR/Rosja

Pierwszymi pociskami przeciwradiolokacyjnymi nowej generacji w ZSSR były Ch-22P i Ch-22MP.

Ch-25MP był pociskiem wywodzącym się z Ch-66 i Ch-23, wyposażonym w jeden z dwóch systemów naprowadzania PRGS-1VP lub PRGS-2VP. Pierwszy posiadał zdolność wykrywania i śledzenia celów w azymucie ±300 (przed wystrzeleniem) oraz prędkość kątową śledzenia ponad 6 0/s. Natomiast drugi, odpowiednio, wykrywania i śledzenia celów w azymucie ±300, a w elewacji od -400 do + 200 również przed wystrzeleniem oraz prędkość kątową śledzenia ponad 8 0/s. Te parametry zapewniały dokładność trafienia rzędu od 3 do 5 m. Ch-25MP posiadał dwuetapowy system kierowania (pierwszy utrzymujący lot na trajektorii algorytmicznej, drugi za pomocą pasywnego naprowadzania termicznego). Do wykrywania, identyfikacji i oznaczania celów służył system V’yuga.

Ch-25MP ma długość 4300 mm (4400 mm z PRGS-2VP), średnicę 280 mm, masę bojową 315±8 kg, rozpiętość 75,5 mm i maksymalny zasięg do 40 km (przy odpaleniu z wysokości 10000 m). Pocisk rozwija prędkość maksymalną 850 m/s, a dokładność naprowadzania wynosi 3-5 m. Zasadniczo pocisk ten zbudowany został do obezwładniania systemów radiolokacyjnych takich jak AN/MPQ-4A/4B, AN/MPQ-33/34/39/46 czy AN/MPQ-48. Oprócz ZSSR używany był przez niektóre państwa byłego Układu Warszawskiego (w tym Polskę) oraz tzw. kraje zaprzyjaźnione.

Ch-28 był taktycznym pociskiem przeciwradiolokacyjnym wykonanym w układzie aerodynamicznym z trójkątnymi krzyżowymi skrzydłami i ruchomym ustrzeżeniem. Posiadał pasywny, radiolokacyjny układ kierowania, masę 680 kg (masa głowicy burzącej z elektromechanicznym zapalnikiem zbliżeniowym i uderzeniowym wynosiła 140 kg). Zasięg pocisku przy odpaleniu z wysokości 5000 m wynosił 70 km.

Ch-31P z pasywnym układem naprowadzania (system nawigacji bezwładnościowej i pasywne naprowadzanie radarowe), używa trzech wymiennych modułów naprowadzania – L-111, L-112 i L-113, zdolnych do wykrywania różnych systemów radiolokacyjnych (pracujących w różnych zakresach częstotliwości - w literaturze wymienia się np. AN/MPQ-53 lub AN/SPY-1). Jest on wystrzeliwany z wyrzutni katapultowych  AKU-58 i współpracuje z systemem lokacji emisji promieniowania L-080/L-081 Fantasmagoria A/B (dokładność trafienia tego pocisku wynosi 5-7 m).

Ch-31P ma długość 4700 mm, średnicę 360 mm, masę bojową 600 kg (zawierającą 87 kg głowicę bojową), rozpiętość 1150 mm i  maksymalny zasięg do 110 km. Cechą charakterystyczna tego pocisku jest nietypowy zespół napędowy, składający się ze startowego silnika rakietowego umieszczonego w komorze spalania strumieniowego silnika marszowego (oba na paliwo stałe). Silnik startowy rozpędza pocisk do prędkości 1,8 Ma a marszowy zwiększa do ok. 4,5 Ma.  Pocisk ma w tylnej części cztery (krzyżowo rozmieszczone) skrzydła o małym wydłużeniu i ruchome stateczniki umieszczone za nimi.

Ch-31
Fot. mil.ru

Ch-31PD, którego produkcja została rozpoczęta w 2012 roku, posiada udoskonaloną głowice bojową, długość 5300 mm i moduł naprowadzania L-130. Pocisk ten ma masę bojową 715 kg (zawierającą 110 kg głowicę bojową kasetową), rozpiętość 1150 mm i maksymalny zasięg do 250 km (przy odpaleniu z wysokości 15000 m).

Ch-31PK wyposażony jest w zapalnik zbliżeniowy i zaprojektowany z uwzględnieniem wymogu efektywniejszego współczynnika masa-rozmiary pocisku. Pocisk ten ma masę bojową 605±8 kg rozpiętość, 1150 mm i maksymalny zasięg do 110 km. Oprócz Rosji (używane m.in. na Su-30 MKI/MKM czy Su-35) jest używany przez Chiny (na samolotach H-6G, J-8G/T, JH-7, Su-30MK2, czy Su-30 MKK), Indie (Su-30MKI) i Syrię.

Ch-58E zaprojektowano do obezwładniania systemów radarowych takich jak AN/TPS-43/44 czy AN/MPQ-53. Jest kompatybilny z pięcioma modułami naprowadzania, pracującymi w zakresie częstotliwości od 1 do 12,5 GHz (z naprowadzaniem na stacje pracujące w trybie impulsowym i ze zmiennymi parametrami). Wykrywanie i śledzenie celów odbywa się w azymucie ±300 a w obszarze elewacji od -100 do + 450 (z 50 polem widzenia). Programowanie następuje przed wystrzeleniem i jest aktualizowane w trakcie lotu.

Ch-58E ma długość 4800 mm, średnicę 380 mm, masę bojową 650 kg (zawierającą 149 kg głowice bojową odłamkową – burzącą z wymuszoną fragmentacją) i maksymalny zasięg do 245 km.

Eksportowa wersja bazująca na Ch-58U posiada zmodyfikowany system naprowadzania, zwiększony zasięg i blokadę działania po wystrzeleniu. Posiada głowice bojową wyposażoną w optyczny zapalnik zbliżeniowy i elektromechaniczny uderzeniowy. Prawdopodobieństwo zniszczenia celu wynosi 0,8 w okręgu o promieniu 20 m. średnia prędkość lotu wynosi 450÷600 m/s (w zależności od wysokości odpalenia).

Pocisk pod względem  aerodynamicznym cechuje się dużymi trójkątnymi skrzydłami rozmieszczonymi w układzie krzyżowym i ruchomym ustrzeżeniem na końcu kadłuba. Autonomiczne kierowanie następuje w ciągu 5 sekund po odpaleniu, następnie pocisk przechodzi na zakres pasywnego radiolokacyjnego samonaprowadzania wg metody proporcjonalnego zbliżenia.  W Rosji pociski te przenoszą m.in. samoloty Su-24M/MK czy Su-25TK.

Ch-58uskhe
Fot. ktrv.ru

Ch-58USzKE bazuje na wersji Ch-58USzK i jest (wg producenta) zupełną nowością, niepowiązaną ze starszymi modelami rodziny Ch-58.  Pocisk jest krótszy od Ch-58 i posiada nowy system naprowadzania zdolny do wykrywania impulsowych radarów pracujących w zakresie częstotliwości od 1,2 do 11 GHz i system nawigacji bezwładnościowej. Ch-58USzKE  ma długość 4200 mm, średnicę 380 mm, masę bojową 650 kg (zawierającą 149 kg głowice bojową) i maksymalny zasięg od 76 km (przy odpaleniu z wysokości 200 m) do 245 km (przy odpaleniu z wys. 20 km).

Chiny

Pocisk LD-10 opracowany i rozwijany przez China’s Luoyang Opto-Electro Technology Development Centre (LOEC) jest powiązany z stworzonymi w tym przedsiębiorstwie pociskami powietrze-powietrze SD-10/PL-12. Zasadniczo zmianą uległa cześć środkowa kadłuba pocisku wraz ze statecznikami, co związane było z koniecznością wydłużenia zasięgu i wzrostem masy. LD-10 składa się m.in. z głowicy fragmentującej, modułu wykrywania emisji promieniowania radarowego, pasywnego radaru zdolnego do wykrycia szerokiego spektrum częstotliwości pracy urządzeń radiolokacyjnych, systemu nawigacji o dużej odporności na zakłócenia. Pocisk ma długość 4060 mm, średnicę 203 mm, masę bojową 234 kg. Maksymalny zasięg określany jest według nieoficjalnych informacji na około 70 km. Prawdopodobnie oprócz Chin jest on na wyposażeniu SZ Pakistanu (na samolotach JF-17 Thunder ).

Brazylia

MAR-1 jest wspólnym projektem Força Aérea Brasileira i Mectron Engenharia Industria Comércio Ltda. Charakterystyczne dla niego jest stosunkowo tępe zakończenie części przedniej - nosowej, krzyżowe ustrzeżenie z powierzchniami aerodynamicznymi w części przedniej, środkowej i tylnej (ruchome). Sekcja naprowadzania wyposażona została w szerokopasmowy radar i wydajny cyfrowy procesor obróbki danych. Zastosowano silnik rakietowy dwustopniowy z podtrzymaniem impulsu (o zredukowanej sygnaturze dymnej i materiałach miotających możliwych do utylizacji), system nawigacji GPS/ING, 90 kg głowicę odłamkowa burzącą, laserowy zapalnik zbliżeniowy i elektromechaniczny moduł kontroli. Ponadto pocisk jest wstępnie programowany przed użyciem, posiada moduł samoobrony przed oddziaływaniem zewnętrznym i samodzielną jednostkę kontroli i zobrazowania (FCDU).

System wstępnego programowania pozwala wprowadzić dane o typie emitera oraz jego wstępnej lokalizacji. Dane te są później uwzględniane podczas procesu wykrywania, identyfikacji i naprowadzania. Moduł naprowadzania pozwala na wykrycie częstotliwości i pasma pracy emitera oraz jego parametrów działania.

Pilot samolotu bojowego uruchamia zasilanie, wprowadza tryb operacyjny oraz namierzanie celu, potwierdza zniesienie blokady systemu i odpala rakietę.  MAR-1 dokonuje określenia parametrów lotu rakiety oraz wypracowanie optymalnych danych do dokonania ataku.   MAR-1 ma długość 4880 mm, średnicę 230 mm, masę bojową 266 kg. Maksymalny zasięg szacowany jest na ponad 60 km oraz jest wykonany z kompozytów z włókna węglowego. Oprócz Brazylii (używane na samolocie AMX A-1M) ok. 100 pocisków zakupił Pakistan (dla samolotów Mirage III/V i JF-17 Thunder).

Podsumowanie

Pociski przeciwradiolokacyjne nadal zajmują kluczową pozycję w arsenałach wielu sił powietrznych pomimo ciągłego udoskonalania systemów radiolokacyjnych czy wprowadzenia na wyposażenie coraz doskonalszych pocisków precyzyjnych o zwiększonym zasięgu, dokładności trafienia oraz wysokiej odporności na systemy przeciwdziałania.

Pamiętać jednak należy o udoskonalonych pociskach typu powietrze–powietrze (zasięg i precyzja naprowadzania) oraz rozbudowanych sieciach systemów obrony przeciwlotniczej (wykrywania, identyfikacji i zwalczania), które stanowią obecnie duże wyzwanie dla nosicieli i samych pocisków przeciwradiolokacyjnych i wymagają ciągłego rozwoju ich konstrukcji oraz wypracowania optymalnej taktyki użycia.

Modernizacje i najnowsze rozwiązania podążały będą w kierunku zwiększenia mocy niszczącej głowicy bojowej, zwiększenia zasięgu i prędkości oraz uodpornienia na systemy walki radioelektronicznej. Działanie samych pocisków zmierzać będzie raczej do niszczenia, a nie obezwładniania oraz zastosowania wewnętrznych systemów pozyskiwania danych, tak by w czasie rzeczywistym samodzielnie precyzyjnie naprowadzić rakietę na cel. Stosunkowo niska efektywność pierwszych generacji tej broni obecnie jest eliminowana poprzez zastosowanie rozwiązań techniczno-konstrukcyjnych znacznie ją podnoszących, w tym współdziałania z najnowszymi maszynami walki radioelektronicznej (jak EA-18G Growler czy w przyszłości F-35) oraz zastosowanie specjalnej taktyki i procedur użycia.

Nosicielami rakiet przeciwradiolokacyjnych mogą być w przyszłości BSP, można również byłoby stworzyć na bazie ich konstrukcji samoloty-pociski zdolne do długotrwałego przebywania w powietrzu, zbierania danych i eliminowania wykrytych celów.

Rozwój możliwości optoelektronicznych systemów wykrywania i naprowadzania naziemnych systemów przeciwlotniczych powoduje również potrzebę opracowania adekwatnych środków ich obezwładniania. Doświadczenia w użyciu i konstruowaniu pocisków przeciwradiolokacyjnych mogą przyczynić się do efektywniejszego opracowania stosownych środków zaradczych.

Radary i inne systemy naprowadzania na polu walki można również zwalczać za pomocą bomb grawitacyjnych i kierowanych, pocisków kierowanych, systemami laserowymi czy bronią mikrofalową, czyli systemami typu HPM (high power microavawe).

Natomiast wobec samych stacji radiolokacyjnych kluczowym zadaniem jest opracowanie takich systemów i zasad ich wykorzystania by z jednej strony ograniczyć czas i warunki emisji promieniowania, z drugiej jednocześnie zapewnić skuteczny proces zarówno pozyskiwania danych jak i ochrony własnych systemów przed zniszczeniem.

Marek Dąbrowski

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Reklama
zLoad
wtorek, 2 lutego 2016, 17:33

To nic nie da, bo samoloty maja 1) ograniczony udzwig 2)ograniczony czas przebywania w powietrzu. A takie pociski zneutralizowac to zaden problem. Takie mam wrazenie. Ale na panstwa 3 swiata beda IDEALNE

Tomek Szustakiewicz
niedziela, 31 stycznia 2016, 16:31

Problem jest taki, ze nowe radary rosyjskie, np w sprzezone z syst s400 sa pasywne, czyli namierzyc trzeba stacje zwiadem innym, niz radiolokacyjny (satelity, zwiad tradycyjny, wywiad wojskowy). Dlatego Amerykanie w swojej doktrynie zakladaja uzycia wielu wabikow o odpowiednich sygnaturach podczas wlatywania nad teren przeciwnika zakwalifikowany jako A2/AD. Dopiero po wystrzeleniu rakiet plot wroga jestesmy w stanie cos namierzyc, i to nie stacje radiolokacyjne, tylko wyrzutnie. PS: co do Jugoslawii. Jugole uzywali radarow kontroli cywilnej lotow i wiedzieli w przyblizeniu mniej wiecej jakim kursem porusza sie natowski samolot. Przy wylaczonym radarze plot. Odpalali rakiete, gdy samolot teoretycznie powinien znajdowac sie w danym rejonie razenia stacji plot. Dopiero gdy rakieta byla w przyjetym na podstawie danych z radaru cywilnego i innych zalozen teoretycznych rejonie przebywania samolotu nato, odpalali radar plot by skorygowac kurs jej lotu i trafic w cel. Natowski pilot mial juz wtedy za malo czasu by reagowac, lub niszczyc stacje radiolokacyjna.

ja
poniedziałek, 1 lutego 2016, 12:29

Jeśli naprawdę dojdzie do wojny to pierwszym użytym przez USA uzbrojeniem konwencjonalnym będą Tomahawki. Zniszczą tyle infrastruktury, ile się da - rozpoznane wcześniej stanowiska i urządzenia plot, dowodzenia, łączności, energetyczne. To nie spowoduje całkowitej destrukcji obrony, ale nie będzie ona działać na 100%, pojawią się wyrwy. Radary pasywne też nie bardzo będą działać w takich warunkach. Bardziej liczyć się będzie sieciocentryczność, a tu Rosjanie mają sporo do nadrobienia. Dopiero wtedy zostaną użyte samoloty, najpierw stealth, potem reszta. O ugrupowanie uderzeniowe w warunkach silnej obrony, to bardzo często ćwiczony temat, Zachód ma w tym spore doświadczenie po Iraku i Serbii. Tak więc nie przełamanie opl Kaliningradu to nie jest problem nie do przejścia, ale oczywiście silna opl jest znacznym problemem dla NATO, bo Zachód od II w. św. w zasadzie nie zmienił doktryny, która opiera się na dominacji w powietrzu nad terenem walk i głębokim zapleczu nieprzyjaciela. Osobiście myślę, że NATO będzie musiało zmienić tę doktrynę na rzecz przyznania większej roli siłom lądowym, zwłaszcza precyzyjnej artylerii dalekiego zasięgu - jest skuteczna i w ataku, i w obronie.

polonista
sobota, 30 stycznia 2016, 18:08

V’yuga??? Może jeszcze Sukhoi? Język polski jest w stanie zapisać rosyjskie słowa bez potrzeby uciekania się do fonetycznych anglosaskich wygibasów. W niektórych krajach stosowany jest zapis fonetyczny, ale w żadnym z nich nie jest to zapis w obcym języku. Więc jeśli już, to raczej Dżordż Łoszington, a nie Pavel Sukhoi. Nie starajmy się być bardzie zachodni niż mieszkańcy zachodu, ani bardziej wschodni, niż mieszkańcy wschodu - bądźmy tak zwyczajnie sobą...

kuba18
niedziela, 31 stycznia 2016, 17:41

Walczyłem z tym angielskim rosyjskim od dawna i bez skutku. Nie pomagają sami Rosjanie, którzy opracowali oficjalną transliterację z rosyjskiego na angielski i proszą, zwłaszcza w nazwiskach, o jej stosowanie. Stąd widzimy u nas na plakatach "Chór Alexandrova" zamiast znanego Aleksandrowa, na szczęście afisza z napisem "Niech żyje tov. Khruschev!" już nie zobaczymy. Nie bez winy są nasi dziennikarze, którzy nie znają rosyjskiego, nie potrafią czytać cyrylicy, nie znają zasad transliteracji i transkrypcji, swą wiedzę o Rosji czerpią z angielskojęzycznych tekstów autorstwa zarówno zachodniego, jak i rosyjskiego. Rzeczywiście, język polski doskonale radzi sobie z zapisem słów rosyjskich przy pomocy naszego alfabetu, aczkolwiek rosyjski radzi sobie z polskimi słowami już gorzej, np. z zapisem nazwiska Dąbrowski, zapisując je jako Dombrowski, Dębowski jako Dembowski a Rząśnicki jako Rżonsnitski. Wbrew pozorom, sprawa ma aspekt praktyczny, zwłaszcza w sprawach spadkowych i odszkodowawczych, gdzie bardzo ważny jest właściwy zapis nazwiska w aktach notarialnych.

Gość
niedziela, 31 stycznia 2016, 15:29

A u nas domyślam się z tego typu pociskami cieniutko.

TrzyKawki
niedziela, 31 stycznia 2016, 11:39

Popieram "polonistę". Od siebie dodam, że mylicie także stronę bierną ze stroną czynną. Nie "EA-6B zastąpił EA-18G Growler", tylko "EA-6B ZOSTANIE ZASTĄPIONY PRZEZ EA-18G Growler".

DD
piątek, 29 stycznia 2016, 15:39

Słuszną jest koncepcja USAF aby do walki przeciwradiolokacyjnej używać samolotów F-35. W naszym położeniu geopolitycznym, przy aktywnym rozpoznaniu naszej przestrzeni powietrznej (w szczególności jej północno-wschodniej części) przez systemy radiolokacyjne potencjalnego przeciwnika, wydaje się, że nam również przydałyby się jakieś samoloty o właściwościach stealth, uzbrojone w pociski przeciwradiolokacyjne. Swego czasu brano pod uwagę możliwość pozyskania samolotów F-35 w zamian za SU-22 i MIG-29. Tego typu samoloty, uzbrojone w odpowiednie rakiety, zdolne byłyby do skutecznego zwalczania systemów OPL, w tym radiolokacyjnych, potencjalnego przeciwnika. We współdziałaniu z własnym wielowarstwowym systemem OPL realizowałyby one skuteczną obronę wojsk własnych przed uderzeniami lotniczo-rakietowymi stwarzając im dogodne warunki do prowadzenia działań. Bez samolotów stealth, a w szczególności bez skutecznej OPL swoboda działania pozostałych środków walki w warunkach ewentualnego konfliktu byłaby bardzo ograniczona. Nasze Leo, nawet te zmodernizowane za ciężkie pieniądze do wersji PL, nie miałyby wielkich szans na przetrwanie.

KrzyuD
niedziela, 31 stycznia 2016, 12:50

Dokładnie nie znam tych możliwości stealth F35, jednak nie są one na tyle zaawansowane, żeby F35 mógł działać swobodnie w środowisku nasyconym systemami r/lok. Na dzisiaj, na wczoraj potrzebujemy jeszcze 4 eskadr lotniczych. Wyboru nie mamy, bo budowa kolejnego systemu logistycznego jest nieopłacalna. Zresztą F16 z SABR wystarczy dla nas, tylko ... POTRZEBA rakiety do przechwycenia na 100 km. Na razie tylko Meteor jest wstanie tak działać. Do tego niezbędne są pociski JSM, JASSM ER i AARGM. Tylko nasz dostawca nie kwapi się do sprzedaży takich systemów. Jeśli nie, to pozostaje zakup Gripenów NG lub Rafale z całą gamą europejskich systemów uzbrojenia. W zamian za rezygnację z H225, to jest do udźwignięcia, przez budżet.

Luke
sobota, 30 stycznia 2016, 05:26

Polska musi go posiadac nie ma mowy ze nie, musimy skuic sie na Marynarce, Armi i SP i dokupic im odpowiedniego sprzety, musimy dokupic co najmniej 32 sztuki F-16 i uzbrojenie, musimy dokupic OPL, czolgi

zLoad
wtorek, 2 lutego 2016, 17:37

Nie dokupic tylko doprodukowac

Kamil
piątek, 29 stycznia 2016, 13:07

W wypadku Polski i ewentualnego zagrożenia z terytoria Białorusi i Królewca lepszym systemem wydaje się artyleria w postaci Langust i Krabów. Dostanie się naszymi F-16 w rejon skutecznego rażenia AAGRM/ALARM przy tak małej ilości samolotów wielozadaniowych mając na uwadze potencjał rosyjskiej opl. staje pod znakiem zapytania. Dodatkowo F-16 w razie konfliktu musi podjąć się walki z rosyjskim lotnictwem.

Al.S
piątek, 29 stycznia 2016, 19:18

Niestety, tylko tak ci się wydaje. Rosjanie mają wieloprowadnicowe rakietowe systemy artyleryjskie o donośności o połowę większej od Langust i Homarów, w postaci BM-30 Smiercz i ich następcy Tornado. Jakby tego było mało, dysponują jeszcze wyrzutniami rakiet taktycznych, OTR Toczka, o zasięgu 120 i 180 km. Do tego mają nieporównywalnie większe możliwości wykrywania naszych stanowisk, niż my obecnie posiadamy w stosunku do ich broni. Te środki to np, zwiad satelitarny, radary pokładowe stacji wczesnego wykrywania AEW&C (Beriew A-50), oraz drony dalekiego zasięgu. Fakty są takie, że w chwili obecnej Polska nie dysponuje żadnymi możliwościami przeprowadzenia ataku artyleryjskiego na obszarze Okręgu Kaliningradzkiego. Pojedyncza bateria teoretycznie mogłaby pozostać ukryta na stanowisku ogniowym, ale w chwili oddania salwy naraziłaby się na natychmiastowy kontratak. Więc jej atak miałby charakter misji samobójczej. Żeby w ogóle myśleć o skutecznej walce w tamtym regionie, potrzebne nam są systemy rakietowe o donośności co najmniej 100 km i środki wykrywania, najlepiej w postaci samolotów AEW&C. Potrzebne są też systemy obrony punktowej, najlepiej byłoby wskrzesić program PZA Loara. Co do wymienionych w artykule pocisków przeciwradiacyjnych, to w warunkach sieciocentrycznej OPL nie są one szczególnie skuteczne. Radary obserwacji mogą się znajdować daleko od stanowisk wyrzutni rakiet, których radary namierzania mogą być włączane na bardzo krótki czas, kiedy atakujący samolot już znajdzie się w ich zasięgu. Poza tym, wiele nowych systemów ma pasywne środki obserwacji i nie emitują żadnych fal radarowych. Nie należy też zapominać, że ochrona stacji radarowych przez takie systemy obrony punktowej, jak na przykład Tunguska czy Pancyr S-1, powoduje że nawet dokładna znajomość lokalizacji stacji radarowej i odpalenie w jej kierunku pocisku przeciwradiacyjnego, nie daje gwarancji jego zniszczenia, jako że pocisk ten może zostać zniszczony ogniem rakiet i działek 30mm, naprowadzanych radarem. P.S. Artykuł zawiera błąd merytoryczny. Pocisk Ch-31 posiada marszowy silnik strumieniowy na paliwo ciekłe - naftę lotniczą, a nie stałe. W nawiasie napisano, że oba stopnie są na paliwo stałe, ale taki jest jedynie silnik startowy,

Tomasz Stelmach
piątek, 29 stycznia 2016, 17:33

Mała poprawka. Obecnie Polska jest w takim samym stopniu zagrożona ze strony Niemiec.

racjus
piątek, 29 stycznia 2016, 15:32

Zgadzam się, że w przypadku ewentualnego konfliktu F-16 będą mocno obciążone. Jest to pochodna zarówno niewielkiej ilości samolotów jak i braku OPL, który mógłby je wydatnie odciążyć. Natomiast Langusty i Kraby mogą okazać się kompletnie nieskuteczne w walce z rosyjskim systemem OPL. Jest ku temu kilka powodów: 1. Systemy S-300 i nowsze charakteryzują się znacznym zasięgiem co oznacza, że wcale nie muszą być w zasięgu Krab-ów i Langust (co innego planowany Homar). 2. Powyższe systemy są mobilne, co oznacza, że nie znając ich rozmieszczenia, strzelanie przypomina grę w statki z bardzo nikłym prawdopodobieństwem trafienia. 3. Poznanie ich rozmieszczenia nie musi być wcale łatwe, systemy maskujące mogą to uniemożliwić nawet za pomocą systemu satelitarnego (który, zresztą też może być zniszczony, jak Rosjanie pójdą na całość). 4. Kraby i Langusty mogą być także celem, mogą zostać zniszczone za pomocą rosyjskiego lotnictwa (co jest prawdopodobne przy braku naszego systemu OPL) lub artylerii rosyjskiej. Zatem "polowanie" na wrogą OPL także stwarza dla naszej artylerii realną groźbę. Podsumowując, nie skreślałbym tak pochopnie pocisków radiolokacyjnych. Oczywiście wiele zależy od kosztów ich nabycia ale gdyby nie były horrendalnie drogie warto było by je nabyć i przeszkolić w tego rodzaju misjach przynajmniej 6-12 F-16.

sceptyczny
piątek, 29 stycznia 2016, 12:54

Nie traktuję tego jako dobry artykuł, tylko jako lobbowanie na rzecz zakupu HARMów w USA, a to dlatego, że milczy się w tej propagandzie o skuteczności takich rakiet. Ile ich wystrzelono i ile zdołało trafić w cel. W Jugosławii NATO zużywało ponad 200 na zdjęcie jednego starego radaru (czyli było to wielokrotnie droższe niż ten radar) a i to nie udało się trafić w żaden mobilny. Może i rakiety antyradiacyjne udoskonalono od tego czasu, ale Rosjanie też nie spali: zwiększyli mobilność swoich zestawów, standardowo wyposażają je w wabiki, makiety i maskowanie a i zdolność zwalczania rakiet antyradiacyjnych przez te zestawy też jest bardzo wysoka. Czy to nie dziwne, że podstawową metodą przełamywania rosyjskiego OPL przez USA miały być ataki saturacyjne z dużych odległości w wykonaniu F-22 przy pomocy SDB a nie rakiety antyradiacyjne? Dlaczego NATO i Izrael rozpaczają z powodu rosyjskich A2/AD skoro są rakiety antyradiacyjne? Widocznie nie działa to tak świetnie jak ten lobbujący zakup takich rakiet artykuł sugeruje. Proszę o jakieś rzetelne wyliczenia na przykładach, a nie propagandę.

ja
sobota, 30 stycznia 2016, 20:50

Trochę cię muszę naprostować: 1.Wysokie zużycie Harmów w Jugosławii nie wynikało z ich niskiej skuteczności, tylko z zapobiegliwości dowództwa NATO, które starało się w ten sposób zapobiec stratom. Strzelano je bez opamiętania przy każdym ataku, na wypadek gdyby Serbowie zdecydowali się jednak włączyć radar. 2. bez urazy - ale co ty możesz wiedzieć o tym, jak USA zamierzają przełamywać obronę Rosji? No i wybacz, ale rezygnacja z wystrzelenia HARM, na rzecz czterokrotnie wolniejszej bomby trochę przeczy zdrowemu rozsądkowi. 3. To nie jest mój drogi rozpaczanie, tylko PR pod nowe wydatki na uzbrojenie. Ruscy mają rakiety plot dalekiego zasięgu i radary, więc potrzebujemy nowych pocisków, o dużym zasięgu, inteligentnych etc. - daj forsę drogi US kongresie. Przypuszczam, że próby takich pocisków już trwają i usłyszymy o nich w ciągu najbliższych kilku lat. Co do samych AGM88E - może to i nie jest najlepszy pocisk antyradiacyjny na świecie, ale jeśli go nie kupimy, to jakie mamy inne opcje? Wyliczenia - a jakich ty wyliczeń oczekujesz? HARM były użyte ostatnio pewnie w 2003 w inwazji na Irak. I są to chyba jedyne tego typu rakiety sprawdzone w walce. Używa ich najbogatsza armia świata, która byle czego nie bierze. Producent zawsze ci powie, że po przeprowadzonych próbach wychodzi, że prawdopodobieństwo zniszczenia celu wynosi np. 0,8. To coś zmienia? Gdybym to ja pilotował samolot w misji SEAD, wolałbym miej na pokładzie 2 AGM88, o których wiem, że na pewno odpalą, na pewno polecą do celu, mało prawdopodobne, że dadzą się zakłócić, głowice na pewno wybuchną, niż 4 jakieś cuda na kiju, których nikt nigdy w boju nie użył.

666
piątek, 29 stycznia 2016, 15:57

hmm a co to jest rakieta "antyradiacyjna" ?

Tweets Defence24